10 rzeczy, które zadziwiły mnie w Tajlandii

Po kilkudziesięciu godzinach spędzonych na lotniskach: w Bangkoku, Katarze i Warszawie dotarłem do domu. Lubię powroty. Człowiek jednak tęskni za swoimi małymi sprawami i nawykami, których brakuje w podróży.

Wróciłem i od razu wziąłem się za pracę nad materiałami, bo przywiozłem świetne fotki i filmy, które będą pojawiały się na blogu w odpowiednich dawkach.

Tajlandia zrobiła na mnie świetne wrażenie. Nie wiem czemu, ale nastawiłem się na nią psychicznie jak na Indie. Spodziewałem się podobnego klimatu – brudu, bałaganu, nachalności i kantowania na każdym kroku. Przez pierwsze dni wręcz nie ufałem ludziom, w zwykłej życzliwości doszukiwałem się jakiegoś oszustwa. A tu nie! Wręcz buddyjski spokój i czysta dobroć : ) Oczywiście, tak jak wszędzie trafiały się jakieś gorsze momenty, ale to rzecz normalna w podróży.

tajlandia02

Raz zostaliśmy oszukani przez cwaniaka w hamaku, a przekręt nazywał się: „świetny wodospad”. Sytuacja miała miejsca na wyspie Kho Samui. Postanowiliśmy pokręcić się po wyspie skuterem, jeździliśmy w zasadzie trochę bez celu, szukając jakichś ciekawych miejsc i zachwycając się widokami. Jedziemy sobie i widzimy znak: „Wodospady 2,5 km”. „W sumie czemu nie? Jedźmy je zobaczyć!” Po przejechaniu pewnego dystansu zauważamy duży napis: „Wodospad” i niewielki parking. Przy znaku: „Parking -20 bahts” leży sobie w hamaku jegomość. Obok żona coś tam smaży na małej kuchence, dzieci wesoło się bawią. Zaparkowaliśmy, uiściliśmy opłatę parkingową i poszliśmy oglądać tajską Niagarę. W pewnym momencie dochodzimy do jakiejś sterty kamieni. Rozglądam się w lewo – drzewa. Rozglądam się w prawo – drzewa. Patrzę przed siebie – jakaś kałuża. Zaraz, zaraz… to ten wodospad?? Tak – ten : )

Jegomość bujający się w hamaku wymyślił genialny interes. 1km od znaku informującego o wodospadzie rozłożył swój biznes. Jedzie sobie taki białas na skuterze i myśli, że już dotarł na miejsce, kiedy to właściwy wodospad jest półtora kilometra dalej. Świetne, nie? Cały dzień sobie leży, uśmiecha się do turystów i liczy pieniądze. Szukasz łatwego biznesu i sposobu na szybkie pieniądze? Pomyśl, czy w Twojej okolicy nie ma jakiegoś wodospadu.

Drugi raz daliśmy się wpuścić w maliny, jadąc do Ayutthai. Busiarz zostawił nas jakieś 3 km przed miastem, mówiąc, że jesteśmy na miejscu. Wylądowaliśmy obok parkingu z tuk-tukami jego kumpli. Przypadek? Nie sądzę. Trochę musieliśmy się przejść…

tajlandia01
Pytaliście mnie na Facebooku, czy poleciłbym Tajlandię np. na samotną podróż dla kobiety. Polecał będę Tajlandię każdemu. Myślę, że jest to świetne miejsce na pierwszy wyjazd z plecakiem. Nawet przez moment nie czułem się tam niebezpiecznie. Być może zadziałał efekt kontrastu w stosunku do Indii (nie wiem, czemu ciągle porównuję te dwa kraje), ale bardzo pozytywnie się zaskoczyłem.

10 dziwowisk z podróży

Przez cały wyjazd odkrywałem coraz to nowe dziwowiska i nietypowe rzeczy. Oto lista zwyczajów i innych ciekawostek, które przykuły moja uwagę:

1. Lot Qatar Airways. Ja tam nie jestem jakiś wybredny, jeżeli chodzi o loty – chcę po prostu, żeby było tanio. Ale Qatar Airways mnie zadziwił i trochę rozbawił. Jeszcze się nie spotkałem z tym, żeby na pokładzie dostać: opaskę na oczy, zatyczki do uszu, szczoteczkę, pastę to zębów i… skarpetki : ) A do tego stewardessa, która pyta, czy herbata jest wystarczająco ciepła?

2. Zdejmowanie butów. Jak wchodzisz do kogoś do domu, to zazwyczaj zdejmujesz buty, prawda? I tak samo jest w Tajlandii – z tą tylko różnicą, że robi się to również wchodząc do wielu sklepów czy innych lokali. Przed wejściem często można zobaczyć karteczkę z prośbą o zdejmowanie butów. Ciekawie to wygląda, jak przed małym marketem stoi kilka par japonek, a klienci szukając produktów, chodzą na boso między półkami.

tajlandia03

3. W Tajlandii odkryłem nowy wymiar pikantności potraw. Na początku chciałem zgrywać kozaka, bo: „co to ja nie jestem, pikantego nie jadłem?” Okazało się, że nie. Później nawet mówiąc: „no spicy”, dostawałem jedzenie bardziej pikantne niż typowe ostre potrawy u nas.

4. Absurd nad absurdami, którego nie potrafię wyjaśnić, ale może jest na sali jakiś „tajolog”, który mi wytłumaczy pewne zjawisko. W kilku miejscach widzieliśmy… ubrane choinki. Takie jak nasze – z mikołajkami i światełkami. Jasne, jeżeli widzielibyśmy to w jednym miejscu, można by było tłumaczyć to tym, że ktoś się zagapił, zapomniał rozebrać, że mu się podoba itp., ale w kilku miejscach? W marcu? Przy ponad 30 stopniach? Tu musi być głębszy sens… Kto rozwikła tę zagadkę?

5. Tajlandia = impreza. Takie skojarzenie ma wiele osób. Poniekąd słuszne, ale z drugiej strony, zdziwiłem się mocno ostatniego dnia, gdy udałem się do sklepu spożywczego, żeby kupić dla kumpli butelkę Sang Som – tajskiego rumu. Zostałem jednak odprawiony z kwitkiem, bo pojawiłem się o złej porze. Alkoholu nie kupisz między godziną 14 a 17 i po północy. Dziwny wymiar godzinowy, prawda? Tu musi być głębszy sens… A kto rozwikła tę zagadkę?

6. Kurczę, ci Tajowie rzadko powiedzą, że czegoś nie wiedzą albo nie rozumieją. Pytam miłą dziewczynę, w którą stronę mamy iść – uśmiecha się. Dopytuję dokładniej: Czy w lewo? – Yes. Życie mnie nauczyło, że nie warto kierować się opinią jednej osoby. Postanowiliśmy dopytać kolejną osobę. W którą stronę? – uśmiecha się. Dopytuję dokładniej – Czy w prawo? – Yes : ) Co zrobić – albo dopytujesz trzecią osobę i wyciągasz średnią, albo słuchasz intuicji.

tajlandia04

7. Tajowie kochają torebki foliowe. Idziesz do sklepu i kupujesz paczkę gum Orbit – zapakują Ci ją do reklamówki. Kupujesz Coca Colę? Przeleją Ci ją do torebki foliowej i dodadzą słomkę. Nauczony doświadczeniem, nabrałem więcej reklamówek z Polski, żeby mieć na pamiątki, kable i brudne skarpety. Później trzeba było je wyrzucać.

8. Tajowie są bardzo sympatyczni i pomocni. Gdy tylko potrzebowaliśmy pomocy, zaraz zjawiało się kilka osób. Wyobrażacie sobie taką sytuację, że kierowca, który Was podwiózł na stopa, zatrzymuje się i zamiast zostawić Cię na pastwę losu… sam łapie Ci następnego stopa? : ) Opowiem o tym więcej w artykule na temat autostopu.

9. Jestem pełen podziwu, jeżeli chodzi o porządek na ulicach w Tajlandii. Może nie jest jakoś super czysto i być może znów zadziałał pewnie kontrast z Indiami, ale jak to możliwe, że przy tak małej ilości koszów na śmieci otoczenie utrzymane jest w całkiem niezłym porządku? Żeby wyrzucić papierek po batoniku bez psucia sobie karmy, musiałem czasem krążyć kilkanaście minut, aż w rozpaczy oddawałem go sprzedawcy owoców morza z prośbą o wywalenie.

10. Szejki. Uzależniłem się od szejków. Nie arabskich, a owocowych. W Tajlandii można je kupić za grosze, na każdym kroku. Konstrukcja bardzo prosta – trochę owoców z lodem i jesteśmy w raju. Koszt? 2-5 zł za duży kubek.

Na dziś to tyle. W następnym wpisie przeniesiemy się do miasta, w którym rządzą… małpy.

[facebook_ilike]

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
1 minuta dobrej energii – Wygraj kamerę Go Pro Hero