15 sposobów na oszczędzanie na tripa

Kontynuując wpis o tym, skąd brać pieniądze na podróże, przedstawię Wam dzisiaj kilka patentów, które pozwolą Wam zaoszczędzić sporo gotówki. Oczywiście nie wszystkie są dla wszystkich. Wybierz to, co jest dobre dla Ciebie lub znajdź własne rozwiązania. Zaoszczędzone pieniądze wrzucamy do konta „na podróże”.

1. Samochód –  kumpel kupił samochód. Dał 15 tysięcy złotych. Ładny. Mocny silnik. Zadbana tapicerka. Kiedyś luźno sobie rozmawialiśmy i stwierdził, że jego na podróże nie stać. A przecież 15 tysięcy złotych to podróż dookoła świata!

Auto to skarbonka bez dna. Zakup to dopiero początek, a dalej są: części, opony zimowe, płyny, ubezpieczenie, parkingi, autostrady i sama benzyna.

Oczywiście nie hejtuję zakupu, bo ktoś chce samochód, a ktoś tripa dookoła świata. Chcę Wam tylko pokazać, że wszystko jest kwestią priorytetów. Jeśli należysz do tych, którzy marzą o podróżach, to zastanów się: czy ten samochód faktycznie jest Ci niezbędny do życia? Jeżeli mieszkasz na wsi i do najbliższego sklepu masz 5 km – jasna sprawa, ale może mieszkasz w dużym mieście i przez większość czasu auto stoi na parkingu?

blanc-57

2. Zakupy w marketach – Walczę z tym jak cholera, ale łatwo nie jest. Duży market mam 10 minut od domu, a jednak najczęściej zakupy robię w małym, osiedlowym sklepie. Oczywiście cieszę się, że wspieram lokalny biznes, ale widzę też, jakie są tego konsekwencje dla mojego portfela. Na jednym dużym wypadzie do marketu jestem w stanie zaoszczędzić kilkanaście / kilkadziesiąt złotych!

3. Kupowanie większych opakowań – Zamiast małego proszku do prania za 5 zł – worek dużego za 40 zł. Wystarczy na wieki. To samo z płynem do tkanin, szamponem, żelem pod prysznic…

4. Telefon komórkowy – Przyjrzyj się swoim wydatkom na telefon. Może jesteś w stanie znaleźć lepszą ofertę? Zobacz, oszczędność np. 20 zł w miesiącu w skali roku daje 240 zł. Za to spokojnie możesz przeżyć kilka dni w Tajlandii czy Indiach.

Żyjemy w świecie oszustów i bardzo często dostajemy coś, czego nie chcemy, by później dowiedzieć się, że musimy za to zapłacić.

5. Komunikacja miejska – Jeździsz autobusem? Może warto pomyśleć o kupnie biletu miesięcznego, bo kasowanie pojedynczych się nie opłaca? A może masz miesięczny na wszystkie linie, a tak naprawdę jeździsz tylko jedną? Przyjrzyj się temu, znów zadziała efekt skali. Zazwyczaj nie chce nam się tego załatwiać, bo „ to tylko 20 złotych więcej”, ale jeżeli spojrzysz na to z perspektywy całego roku, to już wygląda to inaczej.

6. Dbanie o dom i rachunki – Zwykła kultura dbania o otoczenie. Gaszenie świateł czy rozmrożenie lodówki. A Internet? Na pewno potrzebujesz aż tak duży pakiet? Może da się go zmniejszyć?

kasiora

7. Gazety, książki, płyty – Kupujesz regularnie gazety lub książki? Jeżeli faktycznie je czytasz, to w porządku, ale może kupujesz, przeglądasz, a czytasz kilka miesięcy później, siedząc na kiblu?

8. Subskrypcje, granie na czekanie i inne gówna – Żyjemy w świecie oszustów i bardzo często dostajemy coś, czego nie chcemy, by później dowiedzieć się, że musimy za to zapłacić. Raz tak było u mnie z serwisem Deezer. Miał być miesiąc za darmo pod warunkiem podpięcia karty kredytowej. Zrobiłem to, a kilka miesięcy później zauważyłem regularny wyciek 15 zł każdego miesiąca. No tak, było za darmo przez pierwszy miesiąc, a później o tym zapomniałem i system pobierał sobie pieniądze z konta. Podobnie było z Graniem na Czekanie. Włączyłem, bo za darmo, a później okazało się, że to ściema grubymi nićmi szyta.

Sprawdź, czy nie masz wykupionych jakichś subskrypcji, z których nie korzystasz. Przyjrzyj się swojemu operatorowi telefonicznemu – w robieniu ludzi w bambuko ci są mistrzami.

9. Prowadzisz firmę? Bierz faktury – Od jakiegoś czasu bardzo skrupulatnie zbieram faktury na rzeczy, które kupuję dla firmy. Kiedyś miałem podejście typu: „aaa oleję tą fakturę, to tylko kilkanaście złotych, a mi się tak bardzo spieszy”. Momentem przełomowym był mail od księgowej z podsumowaniem kwartału i kwotą podatków, która wbiła mnie w ziemię.

Miałem swojego czasu taki zwyczaj, że zawsze, gdy pani w sklepie wydała mi 5 zł w jednej monecie, wrzucałem ją do słoika. Słoik pełen 5-złotówek wyglądał naprawdę ciekawie. W ciągu miesiąca w taki sposób byłem w stanie odłożyć całkiem fajną kwotę

10. Papierosy i inne używki – „Ale ja palę tylko paczkę tygodniowo. To tylko 10 zł, to żaden pieniądz”. Znów ta sama zasada: spójrzmy na to w skali roku. Jak rzucenie Cię przeraża, to może spróbuj ograniczyć. Palić mniej, przestać palić w domu, palić tylko na imprezach itp. Znajdź na to sposób. W takich używkach można znaleźć największe oszczędności.

11. Rower – Może zamiast jeździć samochodem przerzucisz się na rower? Teraz co prawda idzie zima, więc pewnie będzie ciężko, ale pomyśl o zakupie roweru na wiosnę. Wakacje przejeździłem na dwóch kółkach i było to dużo lepsze niż autobusy miejskie. Nie mówiąc już o korzyściach dla mojego portfela.

12. Szukaj taniej / bezpłatnej rozrywki – W mieście codziennie dzieje się coś ciekawego. Jest masa koncertów, pokazów, wystaw itp. kompletnie za darmo. Przejrzyj wydarzenia na Facebooku i znajdź coś dla siebie.

13. Siłownia/ squash i inne zajęcia ruchowe – Jeżeli faktycznie regularnie tam chodzisz i uczciwie ćwiczysz to super. Ale może wykupiłeś karnet i w zasadzie z niego nie korzystasz? Zamiast przedłużać go na kolejny miesiąc, przerzuć się na bieganie – to nic nie kosztuje.

squash

14. Korzystaj z systemów oszczędzania – Większość banków ma takie narzędzia, które pozwalają regularnie odkładać np. 10% z każdego przelewu, ze wszystkich przychodów itp. Kwestia, jak sobie to ustawimy. Wtedy nawet nie zauważamy, jak pieniądze gromadzą nam się na koncie.

Ewentualnie drugi patent, o którym kiedyś pisałem. Miałem swojego czasu taki zwyczaj, że zawsze, gdy pani w sklepie wydała mi 5 zł w jednej monecie, wrzucałem ją do słoika. Słoik pełen 5-złotówek wyglądał naprawdę ciekawie. W ciągu miesiąca w taki sposób byłem w stanie odłożyć całkiem fajną kwotę.

15. Rób zakupy z listą – Ja nie wyobrażam sobie tego inaczej, bo po prostu nie lubię robić zakupów. Przygotowuję więc zawsze listę – żeby zrobić to szybko i przy okazji nie kupić 100 niepotrzebnych produktów.

To są rzeczy, na które ja zwróciłem uwagę i na których próbuję oszczędzać. Dużo innych, ciekawych rozwiązań przedstawił Michał na swoim blogu. Polecam Wam także podobny poradnik Magdy. Trafiłem na niego kilka lat temu – to on otworzył mi oczy i uświadomił, że chcieć to móc.

Od czego zacząć?

U mnie było tak, że w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że dużo pieniędzy mi wycieka – że po prostu dużo wydaję. Stworzyłem więc sobie budżet, podliczyłem wydatki. Okazało się, że w wielu kwestiach mogę zaoszczędzić bez większych strat dla mojego stylu życia.

Spisałem te wydatki i podliczyłem, ile mi to da w skali roku. Następnie znalazłem sposób na obniżenie kosztów w poszczególnych kategoriach i po kolei staram się wszystko przerabiać tak, żeby wydawać mniej.

Temat oczywiście nie jest wyczerpany, więc jeżeli masz jakieś inne pomysły, dzięki którym można zaoszczędzić, koniecznie podziel się nimi w komentarzu. A w następnym wpisie z serii dowiesz się, jak zwiększyć zyski.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Paweł Nowakowski

    Zauważyłem, że ostatnio dużo osób przerzuciło się na płacenie kartą zbliżeniową, co przecież jest takie proste…i można się zapomnieć, że środki się kiedyś kończą. Pik pik pik i po sprawie, zapłacone! Przeważnie są to jakieś pierdółki i zachcianki ;) Lepszym wyjściem jest płacenie gotówką, zaglądam do portfela i widzę czy mogę sobie coś kupić czy nie :D

    • Piesa Trista

      u mnie z kolei odwrotnie. Gotówka rozchodzi mi się między palcami, bo to zawsze tylko jakieś drobne, które pójdą na jedzenie z automatu na wydziale itd. I się rozpływają. Mniej wydaję, gdy gotówki nie mam ;)

      • U mnie chyba też gotówka szybciej się rozchodzi, bo „na koncie mam jeszcze jakieś pieniądze” ;) A z kartą tak jakoś świadomiej kupuje (choć kiedyś było na odwrót) :)

    • Coraz częściej banki wymagają określonej kwoty transakcji kartą, aby uniknąć opłat za prowadzanie konta/posiadanie kartą. Dlatego prawie wszędzie gdzie się da, korzystam z karty.

  • Aneta Krzysztof Jokisz

    Święta racja! Dobre rady! Wszystko sprawdziliśmy na swoich barkach i zgadzamy się w pełni! Niestety auto musi zostać, kwestia przewożenia maluchów samochodem jest łatwiejsza i tańsza jeśli się to robi samochodem na gaz niż komunikacją naszą miejską. U nas jeden bilet sieciowy kosztuje już 4,8 zł toż to skandal i rabunek w biały dzień!
    Od jakiegoś czasu przeszliśmy na sposób właśnie odkładania z zakupów każdych 2 zł i 5 zł do skarbonki, z której łatwo te pieniądze się nie wydostaną, a trzeba by było ją po prostu strzaskać he he więc jakoś nie korci ich wyciąganie :) a zbieramy na Norwegię :) Natomiast jak płacimy za zakupy kartą to założyliśmy sobie opcję, że przy robieniu płatności odkłada nam się mała kaska – zaokrąglanie do pełnego złotego.
    Oszczędzanie na co dzień, tak jak mówisz m.in. gaszenie niepotrzebnych świateł itd. itp. to czysta oszczędność w rachunkach – miło jest dostać nadpłatę :)

    • Auto też nie jest złe jeżeli jest faktycznie duża rodzina, dzieci itp. :) Powodzenia z Norwegią:)

      • Aneta Krzysztof Jokisz

        dzięki

  • J4mes

    Podsumowujac… „grosz do grosza itd”

    Jesli chodzi o zyski to wystarczy zrobic przekret z kamienicą jak H.G.W na ponad 8 mln i z glowy :)

    pzdr

  • b.

    Jak Cię cenię, lubię i szanuję………to jedak odniosę się do tych porad.

    “Oczywiście nie wszystkie są dla wszystkich. Wybierz to, co jest dobre dla Ciebie lub znajdź własne rozwiązania.” – piszesz tak jak wszyscy inni i to jest tylko takie pitu pitu tak jak i na tych blogach, o których wspominasz. Gdzie mam znaleźć własne, nie mam pojęcia, bo tak jak żyję to nie wiem czy nawet życiem można nazwać czy tylko wegetacją. Oszczędzać można jak ma się z czego.

    1. Nie mam samochodu, mieszkam na wsi i jest to problemowa sprawa, da się żyć bez, ale całe szczęście mój tata ma. Na przykładzie taty, uwierz, że taniej wychodzi samochód z instalacją gazowową, bo koszt przejazdu jest o połowę niższy niż bilet autobusowy (no chyba, że jadę “promocyjnmym kursem”

    2. Zakupy robię tylko w marketach, mało tego raczej w tych dyskontowych i na promocjach. Jedyny wyjątek kiedy czegoś zapomnę, a jest mi to niezbędne, idę do sklepiku wiejskiego. Tak tu się zgadam można zaoszczędzić i tak praktykuję (np. kupuję karton mleka, kiedy jest 3 za 2)

    3. Z większymi opakowaniami można się czasem przejechać, bo zdarza się, że wyjdzie drożej niż 2 małe promocyjne – najprościej trzeba sprawdzać i porównywać cenę w przeliczeniu na jednostkę (cena za litr/kg takimi małymi literkami, żeby ludzie nie zwracali na to uwagi)

    4.Telefon – jak już mówiłam, mam telefon na kartę, również wykorzystuję różnego rodzaju promocje typu podwójne doładowanie, ważność konta a rok, pakiety minut czy smsów

    5. Komunikacja miejska – rozwiązałam inaczej sprawę, nie kupuję miesięcznego, ale jeżdżę do pracy z kimś i dzielimy koszty paliwa, wychodzi o połowę taniej niż miesięczny

    6. Dbanie o dom i rachunki – zainwestowałam w żarówki ledowe i się oszczędza samo, a i wyłączam wszystko z sieci elektr, nic w trybie czuwania.

    7. W dobie internetu nie potrzebuję kupować gazet ani płyt, zdarza mi się za to kupić książki, ale też wyczekuję promocji, zapisałam się na newsletery i kupuję wtedy kiedy się opłaca, przeliczyłam i sprawdziłam stacjonarną księgarnię za te same książki (7 sztuk) różnica wyniosła 102 PLN.

    8. subskrypcje – korzystam, przez pierwszy darmowy miesiąc, a później rezygnuję, swego czasu zamówiłam prenumeratę jakiegoś czasopisma tylko dlatego, żeby dostać komplet kosmetyczek, a jak tylko przyszedł pierwszy numer i prezent, zrezygnowałam z prenumeraty

    9. Nie prowadzę firmy, ale zdarzają mi się okresy, że zbieram rachunki na wszystkie wydatki, faktury, paragony czy nawet bilet autobusowy.

    10. Obywam się bez używek

    11. Rower – tak, ale na przejażdżkę, ale nie 10 km do pracy i później siedzieć 8 h w biurze, ja sobie nie wyobrażam

    12. Zgoda – można znaleźć darmową rozrywkę, ale dojechać tam, a potem wrócić taksówką, bo autobusy już nie kursują (ostatni o 21.30) to już nie będzie taka oszczędność

    13. Jak najbardziej zgoda – ćwiczyć można za darmo (czy to bieganie jak mówisz, czy trening z youtube)

    14. Z bankowych spraw to już bardziej oszczędzać nie mogę, konto a’vista bez opłat, i mbankowe też bezopłatowe

    15. zakupy z listą – standard, raz a tydzień, usystematyzowane

    Czekam na kolejne wpisy.

    • No cóż, nie mam Cię co przekonywać. Masa ludzi mimo wszystko jakoś sobie z tym wszystkim radzi, ale skoro u Ciebie się nie da, to się nie da.

      • b.

        Nie musisz mnie przekonywać do niczego. Ja też jestem częścią tej masy ludzi, która sobie radzi. Trochę przekoloryzowałam wcześniej z tą wegetacją, ale też nie napisałam nigdzie, że nie stać mnie na na jakąś wycieczkę.

        Nie wiem czy w ogóle przeczytałeś, to co napisałam, ale zwróć uwagę, że zawarłam również moje sposoby na oszczędzanie.
        Chciałam raczej podkreślić, że to co opisałeś, to rady dla tych, którzy mają z czego oszczędzać. Z pustego i Salomon nie naleje. Ale być może (miejmy nadzieję) dla wielu, którzy dotrą do Twojego tekstu, rady będą pomoce.

        Ja w kwestii oszczędności mam jednak inny problem, bo jeśli stoi przede mną widmo bezrobocia, to chciałabym mieć coś na czarną godzinę, a nie przehulać ot tak na marzenia. Ale to już jest inna historia zahaczająca o filozoficzno-psychologiczne dywagacje. pzdr

        • Aj, bo się nie zrozumieliśmy :)

          Wiesz spisałem różne pomysły. Sam niektóre zastosowałem i mi to pomogło. Wiem, że każdy ma inną sytuację, niektórzy mają łatwiej, inni trudniej ale tak jak pisałem parę komentarzy niżej w rozmowie z @Gosia – tak naprawdę chodzi mi w tym wpisie, żeby każdy spojrzał na swoje wydatki, przysiadł, poczytał, podliczył, zrobił wstępny budżet. To taka praca u podstaw i być może początek zmiany myślenia o pieniądzach.

          Co do poduszki finansowej – jasna sprawa, trzeba też coś takiego mieć. To nie tak, że ja namawiam do rozwalenia wszystkiego na marzenia. Trzeba myśleć, więc wszystko w granicach zdrowego rozsądku:)

          • Kamil

            Zainwestować w rower to jest strzał w 100.
            Dla
            przykładu: Kolega chciał sprawdzić czy bardziej opłaca się kupić bilet
            miesięczny czy jednorazowe czasowe. W jednym tygodniu jeździł sporadycznie a 
            były takie że codziennie w 2 strefach (bilet droższy). Obliczył że 
            jednorazówki w jego przypadku są tańsze ale i tak wydał ok 200zł/2 miesiące.

            Moje doświadczenie jest takie że wszędzie poruszam się rowerem (szosówka) i 
            na bilety wydałem może 50zł na pół roku + 650 na rower ( troszeczkę
            przepłaciłem). Jest to rower szybki więc 10-20km nie robi dla mnie wrażenia,
            deszcz także. Nie stoję w korkach, wszędzie zaparkuję i jestem kondycyjnie
            lepszy.
            Może taka rada dla niektórych:
            zakup roweru – 200zł (do lekkiego
            remontu)

            PS.

            Kolega powyżej napisał że nie wyobraża sobie
            przejechać 10km do pracy i siedzieć 8h. Spróbój tak dojechać do pracy a 
            zobaczysz że to fajna sprawa. Czas podróży 35-40min dla nowicjuszy. Teraz mi to 
            zajmuję 20min.

            Powodzenia.

  • beztroskiewczasy

    Ad. 11) Odnośnie roweru i zimy to może i racja, ale ten rower lepiej kupić teraz, poza sezonem. Rowery są tańsze do kilkunastu procent, a skoro to artykuł o oszczędzaniu to warto napomnieć :) Przy porządnych rowerach (1000+) to całkiem spora oszczędność.

  • Gosia

    Michal tu pisze o
    oszczedzaniu gdy ma sie na tyle duze przychody gdzie ubytek 15 zl
    miesiecznie jest nie zauwazalny w skali miesiaca ale znaczny w skali
    roku.

    Sporo jest jednak
    osob, ktore maja tak male przychody, ze wyciek 5 zlotych oznacza
    problem z kupieniem jedzenia. Po moich wieloletnich doswiadczeniach i
    obserwacja w obu grupach wiem, ze problem lezy przede wszystkim w
    dwoch rzeczach, zyciu ponad stan (na kredyt) co sie wiaze ze zlym
    zdefiniowaniem rzeczy/uslug luksusowych dla danej grupy zarobkow I w
    trzymaniu sie ciagel tego samego zrodla dochodu.

    Aby cokolwiek
    zmienic trzeba sobie przedefiniowac pewne pojecia. Ja na poczatku
    mojego samodzielnego doroslego zycia zarabialam tak niewiele, ze
    ledwie starczalo mi na oplate lozka w pokoju I jedzenie. Luksusem byl
    zakup biletu miesiecznego na jedna linie. Poniewaz oprocz zarobkow
    praca byla idealna jak dla studentki postanwilam poszukac
    oszczednosci gdzie inndziej. A jedyne na czym moglam przyoszczedzic
    bylo jedzenie. I tak zaczelam eksperymenty z dieta roslina. Kupowlam
    najtansze produkty warzywne w danym okresie Z nadwyzek robilam
    przetwory oprocz tego, ze jadlam je na bierzaco. Przestalam kupowac
    drogie mieso, wedliny, sery. Zaczelam tez tiuningowac jedzenie bo
    naprzyklad jak zrobilam sobie na obiad gualasz grzybowy na z
    ziemniakami to do sosu jaki zostal w garnku wrzucalam makaron
    mieszalam I mialam gotowa kolacje. To tylko przyklad

    Wyrzucamy sporo
    jedzenia a I tym samym pieniedzy a gdyby tak zaczac planowac co
    bedziemy jedli w danym tygodniu? Wtedy mozna np. Ugotwac wiecej
    makaronu w jeden dzein by wykorzystac go do resztek sosu z obiadu na
    drugi dzien I miec “darmowa” kolacje. Dodatkowo lista zakupow
    bedzie tez sensowniejsza. Z innych patentow. Mleko z kartonu juz nie
    nadaje sie do picia bo lekko skwasnialo nic niestoi na przeszkodzie
    by na jego bazie zrobic nalesniki. Masz suchy chleb zrob z niego
    czeskiego knedlika, podzeil go przed ugotowaniem na odpowiednie
    porcje wystarczajace na jeden obiad I nieugotowaen nadwyzki zamroz.

    Sposobow jest
    tysiace. Poszukajcie w internecie.

    A dobra luksusowe
    to nie torebka od x producenta czy samochod. Jezeli zarabiasz np.
    1000 zl miesiecznie to dla Ciebie dobrem luksusowym bedzie np. Zakup
    biletu miesiecznego na wszystkie linie czy wyjscie na kawe raz w
    tygodniu ect. Jezeli dobrze zdefinujesz sobie dobra luksusowe ich
    brak bedzie Cie tak bolal, ze zrobisz wszytsko aby podniesc swoje
    dochody lub zwiekszyc oszczednosci.

    Inna rzecz to
    kredyty. Wiele osob aby kupic jakis gadzet bierze kredyt a potem …
    Ja stosuje zasade kredyt biore tylko na aktywa, pasywa finansuje
    pieniedzmi zaoszczedzonymi na ten cel.

    Ludzie mlodzi biora
    zwlaszcza kredyt na mieszkanie w ktorym mieszkaja. Ja z mezem
    zrobilam odwotnie, zainwestowalismy nasza zdolnosc kredytowa i
    kupilismy dwa mieszkania na kredyt by je wynajmowac. Sami
    wynajmowalismy mieszkania blisko naszych prac, byla to forma
    oszczednosci, przede

    wszystkim czasu ale
    tez nie bylo blokady mentalnej przed radylkalna zmiana lokalizacji
    naszego miejcsa zycia. No I mieszkanie w ktorym sie mieszka I jest
    nasze to tez dodatkowo skarbonka . Nasze mieszkanie w ktorym
    zamieszkalismy razem z dziecmi kupilismy za gotowke oszczedzana przez
    10 lat. To jest nasze mieszkanie a nie banku;)

    I ostatnia moja rada
    to nienarzekaj, ze inni maja lepiej tylko zakasz rekawy zacznij
    efektywniej pracowc I ucz sie wartosciowych potrzebnych w danym
    mommecie rzeczy. Jezeli brakuje ci kasy zacznij od edukacji
    finansowej.

    • 100% się zgadzam Gosia. Ostatni akapit to podsumowanie całego mojego wpisu. Oczywiście, że każdy ma inną sytuacje, jedni mają trudniej, inni łatwiej, ale wszystko sprowadza się do takiej pracy nad sobą u podstaw. Do podliczenia wydatków, zrobienia jakiegoś budżetu, poczytania trochę o tym.

  • Po dwunaste: wóda. Wystarczą dwa miesiące spisywania wydatków, by zdać sobie sprawę, że średnio 30-40% wydatków w marketach spożywczych potrafi stanowić alkohol (piwko na wieczór, wino do kolacji). Nie trzeba doić Ciechana codziennie :-)

    p.s. z tymi większymi opakowaniami to poza tym, jak ktoś napisał, że niekoniecznie mogą się opłacać, to jest jeszcze syndrom rozrzutniejszego korzystania „a bo jeszcze cała paczka”. Jakoś tak jak zostaje trochę pasty na dnie w tubce to i z 8 razy da się tym żeby umyć, a pierwsza połowa tubki schodzi w tydzień. Po prostu wystarczy o tym pamiętać i patrzeć na swoje rączki w trakcie nabierania.

    • Haha co prawda to prawda :) Po podliczeniu tej kategorii miesięcznie też złapałem się za głowę (tu wino z dziewczyną, tu piwo z kumplem, z którym dawno się nie widziałem) i suma rośnie ;)

  • Przeczytałam i mogę się podpisać pod wieloma radami, które tutaj dajesz, a które sama od jakiegoś czasu staram się wdrażać. Dzięki nim w minione wakacje udało mi się wyjechać na upragnioną Sycylię :) Wniosek? Warto nie szastać pieniędzmi, a nie zawsze musi to oznaczać rezygnację z czegoś, co sprawiało nam radość :)

  • kwiatpustyni

    Jako osoba ucząca się, zauważyłam, że można sporo oszczędzić przygotowując jedzenie i napój w domu, zrobienie kanapek i wlanie wody do małej butelki z ”domowego karnistra” to kwestia kilku minut, a kupując w dni szkolne przykładowo batona, drożdżówkę i wodę mineralną daje 752 zł w skali roku ( odliczając dni wolne)

  • Adam Dzieszuta

    Od niedawna rozwożę pizzę weekendami, wypłata stała godzinowa + napiwki. Gdy po weekendzie uzbierała się z samych tipów ładna sumka postanowiłem że właśnie ten hajs leci prosto do skarbonki jeszcze tego samego dnia którego odebrałem wypłatę. Po 2 tygodniach weekendowej pracy mam już coś w granicach stówki na koncerty, i inne przyjemności. Jak tak będzie dalej to i uzbiera się na wyjazd do druskiennik w styczniu! Polecam każdemu tą metodę :)

  • Gość

    Przypomniał mi się jeszcze jeden sposób na podróżowanie i zarabianie (oszczędzanie) a mianowicie TURYSTYKA ZAROBKOWA.
    Szukacie sobie jakiejś pracy w danym kraju EU i tam jedziecie. Można znaleźć pracę i dograć szczegóły w PL lub pojechać w ciemno i szukać na miejscu. Po 4tyg pracy mamy fundusz na wakacje i podróże :)

    Sprawdziłem, działa.

    • Ja tak sfinansowałem wyjazd na Alaskę ;) Pojechałem tam jako robol zwykły do patroszenia ryb ;) Swoje zarobiłem, Alaskę zobaczyłem i przeżyłem wielką przygodę.

  • zabieganamama

    Jakieś 1,5 roku temu też uważałam, że nie mam z czego oszczędzać (ok 3200 na 3 os + kredyt mieszkaniowy) , dopóki nie trafiłam tutaj. Musiałeś już gdzieś coś pisac w tym temacie, bo wiem, że większość zmian w moim życiu (np.bieganie – wcześniej „nie mam z kim, nie mam butow, mam małe dziecko” itp.. ) zapoczątkował Twój blog. I tak małymi kroczkami.. Mimo, że zmieniłam pracę na stabilniejszą, ale mniej płatną zaczełam odkładać na wymarzone wakacje po 100-150 zł miesięcznie na inne konto. Pewnego dnia okazało się, że jesteśmy w „bladej dupie”. Nie pamiętam dlaczego,ale potrzebowaliśmy pieniędzy „na gwałt”. Weszłam na drugie konto i pozytywnie się zaskoczyłam sumą, która urosła. Po miesiącach „konspiracji” pokazałam mężowi. Był w szoku, bo o niczym nie widział i wcześniej też narzekał, że na nic nas nie stać. Pieniądze niestety nie poszły na wakacje, ale sam fakt, że MOŻNA sprawił, że zaczeliśmy oszczędzać jeszcze bardziej. Rezygnowaliśmy z kablówki , a zaoszczędzone pieniądze przeznaczałam na szybsze spłacenie wcześniej wziętej pożyczki na laptopa. Odpis podatku „za dziecko” na drugie konto itp. Niestety znow te pieniądze nie pójdą na zagraniczne wakacje, lecz zmianę auta na większe (powiększyła się też rodzinka o kolejnego członka:) ). Oczywiście mogłabym odwozić autobusem jedno do babci, drugie znów autobusem do przedszkola i tak samo wracać z pracy, ale tu już nie chodzi nawet o kwestię ceny biletów tylko zaoszczędzenia czasu.

    Kwestia priorytetów. Gdybym jednak nie zaczęła wcześniej oszczędzać, dziś nie miałabym ani na auto ani na wakacje:)

    W każdym razie DZIĘKUJĘ, że otworzyłeś mi oczy :) Myślę, że

    • No esencja tego co mówię :) Jak się chce to można tylko trzeba podjąć decyzję. Dzięki za taki komentarz, bo pokazuje on, że to co robię ma jakiś sens.

      Powodzenia

      • Radek Zadorecki

        Sądzę, że poza oszczędzaniem warto przemyśleć opcję zwiększenia dochodu. Niekoniecznie dodatkowy etat ale może np. zwiększenie kompetencji, dodatkowy kurs, zmiana pracy na lepszą i wiele innych :)

  • listy przede wszystkim ! tego co wydajemy – jasne, ale realnie rozpisany plan ile na co w jakim czasie powinniśmy uzbierać mocno motywuje ;)

  • Mateusz Pakowski

    Na Początku miesiąca przelac na inne konto kwote która chcemy oszczedzac. Pomyslec o tym tak jak by to byl jakis nagly wydatek typu zepsulo Ci się auto. Zawsze znajdziesz sposób aby ,,jakos” przeżyć do końca miesiąca. Na początku tego roku zaczalem oszczedzac procentowo od zarobkow. Na początku bylo 10% teraz juz jest ponad 50%. Rok temu powiedzialbym ze to niemożliwe a po prostu teraz zdaje sobie sprawę jak duzo pieniądzy wyrzucalem na bzdury. Zamiast slow lubie wydawac przyjalem lubie oszczedzac. Na początku to trudne a później daje ogromna radoś.

  • Jakub

    No i ja dodam coś od siebie :D a jest to: ograniczanie kosztów podróży (chociaż w moim przypadku było to dość radykalne ograniczanie ;p ). No więc inspirowany blogiem Michała postanowiłem, iż sam wybiorę się w podróż. No to gadka z matuchną (17 lat jeszcze miałem) no i z kumplem, ażeby tak samotnie nie było. No i pojechałem. Podróż autostopem do Barcelony przez Paryż i inne super miejsca trwająca miesiąc wyniosła… no ile może wynieść coś takiego :D… 400zł (?! jak ?!) Otóż jadłem tylko i wyłącznie gotowany ryż i spałem na ulicy ;p (i nie tylko, pewnego razu spałem w ruinach zamku w vaison-la-romaine i na akwedukcie Pont du Gard). W każdym razie poprzez radykalne obniżenie warunków życia, udało mi się obniżyć koszty podróży do naprawdę śmiesznych ilości :D

Przeczytaj poprzedni wpis:
Skąd brać pieniądze na podróże?