5 denerwujących zachowań w autobusie

We wpisie podsumowującym styczeń przyznałem Wam się do małego wariactwa związanego z drzwiami autobusu. Zawsze wychodzę drzwiami, z których mam najbliżej do punktu docelowego. Okazało się, że nie tylko ja tak mam.

To właśnie zainspirowało mnie do tego wpisu. Zauważyłem, że jest więcej niepisanych zasad, które obowiązują w transporcie publicznym. Jest też wiele zachowań, które denerwują i drażnią, a z którymi każdy z nas na co dzień się spotyka.

Opisywanie takich rzeczy nie jest głównym tematem mojego bloga, ale w sumie jest to swego rodzaju sposób podróżowania. Pisałem już o zachowaniach pasażerów samolotu, przyszedł czas na autobusy, kiedyś opiszę pociągowe nawyki i będziemy mieli tryptyk transportowy.

1. Sztuczny tłum przy drzwiach

Krew mnie zalewa, jak wchodzę do autobusu czy tramwaju, a przy drzwiach stoi tłum ludzi. Nie wiedzieć czemu, wszyscy upatrzyli sobie stanie przy drzwiach lub na wielkim placu na wózki. A na harmonii i z przodu zawsze pustki! Człowiek musi najpierw się przepchnąć przez tą bandę współpasażerów, by móc spokojnie stanąć bez bliskiego kontaktu z innymi.

bostonmeseczjusets

2. Autobusowe usability

Jest taki dział nauki [?], który zajmuje się projektowaniem stron WWW w taki sposób, aby były wygodne w obsłudze. Są to proste zasady określające sposób działania menu, układ itp., które sprawiają, że poszczególne elementy strony są użyteczne.

Aż chciałoby się czasem zwrócić niektórym uwagę i zostać bohaterem autobusu, zbierając oklaski od współpasażerów i kierowcy, ale… to nic nie da.

Niestety, nie ma czegoś takiego w kwestii autobusów. Dlaczego nikt w MPK nie wpadnie na to, żeby kasownik ustawić obok automatu z biletami? Tylko złośliwie na samym końcu. Człowiek wchodzi, najpierw robi trip przez tłum ludzi do automatu, następnie przepycha się do kasownika, a później do miejsca, w którym można stać i oddychać. Jeżeli autobus jest ubity na Maksa, to trzeba poprzestawiać naprawdę sporo klocków (w sensie ludzi), aby to wszystko wyszło.

3. Zasada ostatniego kawałka pizzy

Zaobserwowałem pewne zjawisko socjologiczne. Nazywam je „zasadą ostatniego kawałka pizzy”. Gdy jest impreza i ze znajomymi zamawiacie pizzę, to dochodzi do sytuacji, w której w pudełku zostaje ostatni kawałek pizzy, który jest „niczyj”. Każdy z siedzących ma na niego ochotę, ale nikt tego głośno nie powie. W końcu jakiś odważny się zdecyduje, a reszta biesiadujących biczuje się w myślach, że nie sięgnęła pierwsza.

Tę samą zasadę da się zaobserwować w autobusie. Jeżeli jest jedno wolne miejsce i akurat nie ma w pobliżu jakiejś starszej babci, której takie miejsce przysługuje jakby z urzędu, to nikt się nie chce przełamać.

Wtedy Maju, który zna zasadę „ostatniego kawałka pizzy” siada sobie grzecznie i wyciąga wesoło nogi : )

bostonmeseczjusets2

4. Puste miejsce dla niewidzialnego pasażera

Co do miejsc siedzących – bardzo nie lubię, gdy ktoś siada z zewnętrznej strony, zostawiając puste miejsce przy oknie. Zwłaszcza gdy tych miejsc jest mało. A jeszcze bardziej nie lubię, gdy w takiej sytuacji stoją starsze osoby. Nikt nie ma odwagi się tam wepchnąć, zwrócić uwagę temu blokującemu miejscówkę.

5. Brak współdziałania przy wysiadaniu

Temat rzeka. Gdy autobus jest ubity do granic możliwości, to czasem stoi na przystanku dość długo, bo musi dojść do wymiany pasażerów. Po pierwsze – ci stojący przy drzwiach (patrz punkt 1), ale jadący dalej, muszą wyjść, żeby wypuścić tych z głębszych czeluści autobusu. Ale nie jest to takie proste – bo na przystanku czatuje już kolejna grupa ludzi, która chce wsiąść. Autobus się jeszcze nie zatrzyma, a ci już stoją przy drzwiach, blokując wyjście tym uwięzionym w środku, którzy, wysiadając, zwolnią im przecież miejsce.

lwow

Taka rotacja ma jednak swoją zaletę. Jeżeli Ty akurat jedziesz dalej, to masz swoją „złotą minutę”. Autobus na chwile pustoszeje, a Ty możesz zająć swoje ulubione, strategiczne miejsce.

Takie to uroki komunikacji miejskiej. Jasne, jest jeszcze kilka innych denerwujących zasad typu: „niemycie się latem”, „nieustępowanie miejsc starszym i kobietom w ciąży”, ale to oczywistości. Niestety, na pewne rzeczy nie mamy wpływu. Aż chciałoby się czasem zwrócić niektórym uwagę i zostać bohaterem autobusu, zbierając oklaski od współpasażerów i kierowcy, ale… to nic nie da.

Dlatego codziennie wsiadam w 152, 501 czy 184, przepycham się przez dziki tłum przy drzwiach, aż docieram do swojej ulubionej miejscówki „na harmonii” i w spokoju dziele przestrzeń z innymi pasażerami.

Bo dla kogoś innego to ja jestem tłumem.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Podcast #01: Autostopem do Chin – rozmowa z Kubą Rydkodymem