5 rzeczy, które denerwują mnie w świecie podróżników

Podróżujemy, robimy zdjęcia, wrzucamy je na blogi i dzielimy się swoimi historiami. Dostajemy dużo polubień i komentarzy, przez co czasem nam się wydaje, że jesteśmy jak Indiana Jones i Magellan razem wzięci.

W tej naszej internetowej komunikacji popadamy w pewne mody, które pomagają budować nasz wizerunek. Nic w tym złego – odbiorca oczekuje emocji i przeżyć, więc mu je dajemy. Szkoda tylko, że przez to dużo osób rezygnuje ze swojej pierwszej dużej podróży, bo uważa, że wyjazd np. do Azji Południowo-Wschodniej to wielkie wyzwanie wymagające ogromnej odwagi na którą stać tych wszystkich ludzi internetu, ale nie jego.

  1. Bycie „nieturystycznym”

Przyjęło się, że zwiedzać trzeba nieturystycznie. Jak ktoś pojechał do Bangkoku i spał przy Khao San Road, to od razu traci 10 punktów z zajebistości. Wszyscy pokazujemy na zdjęciach piękne kadry z naszej dzikiej podróży, ale niewielu ma odwagę przyznać, że czasem dobrze jest zatrzymać się w takiej „mekce turystycznej”.

mongolia01

Gdy wylądowaliśmy w Bangkoku o godzinie 22, to nie miałem ani siły, ani chęci szukać jakiegoś niepowtarzalnego miejsca na nocleg. Od razu kazaliśmy taksiarzowi zawieźć się na Khao San Road, bo wiedziałem, że tam w sekundę znajdziemy kąt do spania.

Wyobraźcie sobie, że tych dzielnic turystycznych w Azji nie ma. Gdzie wymienialibyście pieniądze? Gdzie pralibyście swoje brudne ciuchy i łączyli ze światem przez Wi-Fi? Może i są to miejsca oblegane i mało wartościowe pod względem edukacji, ale czasem trzeba się w takim miejscu zatrzymać i ogarnąć przed dalszą podróżą.

Zresztą, prawda jest taka, że 90% z nas i tak podróżuje tymi samymi szlakami, a wydaje nam się, że jesteśmy wielkimi odkrywcami. Dziś jest naprawdę trudno o nieturystyczne miejsca.

  1. Rzucanie korporacji

Jak nie pracowałeś w korporacji i nie rzuciłeś posady przed swoją podróżą, to jesteś dupa, nie podróżnik. Każdy szanujący się odkrywca powinien mieć za sobą epizod w korporacji – musi czuć się tłamszony i w końcu podjąć męską decyzję, że rzuca to, jedzie w podróż i wszystko się zmieni.

Przyjęło się, że korporacja to coś bardzo złego. Sam co prawda nigdy tam nie pracowałem, ale wydaje mi się, że to całkiem sensowna opcja i wcale nie jest tak, że jak robisz w korpo, to nici z podróżowania i Twoje życie jest skończone. Znam takie przypadki, że ludzie, pracując normalnie na etacie, podróżują w cholerę dużo (pierwszy przykład z brzegu – Wędrowne Motyle). Wszystko da się pogodzić. Nie musisz od razu rzucać korporacji, po prostu zacznij podróżować, a w międzyczasie zobaczysz, co jest dla Ciebie dobre. 

  1. Hejt na biura podróży

Nie jeżdżę z biurami, bo to po prostu nie moja bajka. Cenię sobie wolność i niezależność w podróży. Sam kiedyś mocno krytykowałem turystykę zorganizowaną, ale zrozumiałem, że to błąd. Każdy ma inne potrzeby.

Dla mnie ważna jest wolność, ale może akurat ktoś, kto przyjmuje na siebie dużo stresu i zasuwa w pracy po kilkanaście godzin dziennie, mając w końcu te 2 tygodnie wolnego, potrzebuje mieć wszystko podane na tacy i nie martwić się o to, gdzie będzie spał i czy uda mu się złapać stopa?

mongolia03

Moi rodzice raz do roku jadą sobie na jakąś wycieczkę za granicę – byli w Hiszpanii, w Izrealu, w Egipcie. Nie mają głowy do tego, żeby organizować wszystko na własną rękę, ale dzięki wyjazdom zorganizowanym zawsze mogą coś zwiedzić. Chcieli zobaczyć piramidy w Egipcie – i zobaczyli.

Są różni ludzie i różne potrzeby. Jedni wolą podróżować samemu, inni – z biurem podróży. Być może wyjazd tych drugich jest mniej „prawdziwy”, ale może komuś aż tak bardzo na tym nie zależy? Może po prostu chce pojechać do Paryża, żeby zobaczyć tę wieżę Eiffla, bo tyle razy widział ją w telewizji, a chciałby na żywo? Dajmy mu do tego prawo.

  1. Kult braku pieniędzy

Muszę się Wam do czegoś przyznać: Nie sprzedałem lodówki na swoją pierwszą podróż. Anegdotka Cejrowskiego o lodówce jest bardzo popularna i powtarzana przez wielu. Mam jednak dla Was dobrą wiadomość: Na podróże można najzwyczajniej w świecie odłożyć pieniądze. Nie trzeba pozbywać się całego dobytku ani rezygnować z całego swojego dotychczasowego życia.

Przyjęło się też, że najlepsi podróżnicy to ci, co to biorą 200 zł do kieszeni i jadą w świat. Podziwiam takich i biję brawo (piszę zupełnie szczerze). Sam kiedyś podróżowałem ultratanio, ale z wiekiem zrozumiałem, że lepiej jest zarobić pieniądze i odłożyć na podróż, niż w trakcie wyjazdu oszczędzać za wszelką cenę.

Nie musisz podróżować bez pieniędzy, żeby przeżywać prawdziwe przygody. Uważam, że najlepsze rzeczy w czasie wyjazdów dzieją się wtedy, gdy podróżujesz umiarkowanie tanio: nie masz zbyt dużo, nie masz zbyt mało – masz w sam raz (a na koncie awaryjne pieniądze na wypadek jakichś nagłych, niebezpiecznych sytuacji).

Chyba się starzeję.

  1. Wyolbrzymianie

Jedziesz do Zakopanego na Krupówki? Nazwij to wyprawą! Albo ekspedycją : ) Każdy z nas lubi nadać swojej podróży odrobinę groźnego charakteru. „Ekspedycja” brzmi dobrze – nawet jeżeli jest to zwykły wyjazd weekendowy.

Sam mam z typ problem, bo nie potrafię znaleźć odpowiedniego określenia na moje wyjazdy. Bardzo często używam więc angielskiego słowa „trip” – bo jest lekkie i słysząc je, nie mam przed oczami wielkiej wyprawy. Nawet nasza polska „podróż” ma już w sobie coś takiego… dużego, poważnego. Podróż – to brzmi dumnie.

Bardzo rozbawiła mnie ekspedycja pt. „Korona Warszawy”. I to zimowa! W dodatku śmiałkowie zdecydowali się wejść na Górkę Szczęśliwicką bez rozbijania obozów, w stylu alpejskim, a potem zjechać ze szczytu. To dopiero odwaga!

mongolia02

Nic nie musisz

Żeby było jasne – podchodzę do tego tematu luźno i z przymrużeniem oka. Sam w tej kwestii nie jestem święty i pewnie, jak dobrze poszukacie, to znajdziecie na mnie „dowody”. Nie obwiniam tutaj też nikogo personalnie. Ludzie nas czytają właśnie dlatego, że chcą emocji i przygody.

Jeżeli jeszcze nie podróżujesz, a jedynie czytasz blogi, marząc o swoim tripie, to pamiętaj, żeby nałożyć odpowiednie filtry. Ty też możesz. Żeby przeżywać przygody, nie musisz od razu rzucać pracy w korporacji ani jechać bez pieniędzy w kilkumiesięczną podróż. Na początek wystarczy 2-tygodniowy wyjazd i uwierz mi – też może być świetnie.

A my, podróżujący i dzielący się tym z innymi, chyba powinniśmy trochę spuścić powietrze i nabrać dystansu do tego, co robimy.

A foteczki w dzisiejszym wpisie pochodzą z Mongolii. Bo jakoś mnie na sentymenty wzięło. 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Smutny dzień