7 rzeczy, które musisz zrobić na studiach

Studia to niesamowity okres. Czas świetnej zabawy, często pierwszych obowiązków i samodzielności. Większość osób wykorzystuje ten czas, żeby sobie przebimbać pięć lat, a później narzekać na rynek pracy, politykę i cały świat.


Oczywiście są też osoby, które wykorzystują studia w 100%. Nie tylko na imprezowanie, ale także na to, żeby ogarnąć swoje życie i po pięciu latach być mocno do przodu. Pamiętam jak dziś swój pierwszy dzień w Krakowie – 30. września nieświadomy niczego wprowadziłem się do obskurnej kamienicy na Kleparzu z bezdomnym mieszkającym na klatce. Mama była przerażona stanem mieszkania, które wynajęliśmy. Zaczęła się największa przygoda mojego życia.

Myślę, że czas na studiach wykorzystałem w 100%. Nie byłem pilnym studentem, wręcz przeciwnie – olewałem wykłady, ćwiczenia, ściemniałem i kombinowałem, ale w słusznej wierze. W międzyczasie założyłem i rozwinąłem firmę, nauczyłem się „fachu”, który dużo mi da, zwiedziłem kilkanaście krajów, działałem w organizacji studenckiej, rozwinąłem poczytnego bloga i spełniłem kilkanaście marzeń. Zdobyłem cenne doświadczenie, którego nie da się przeliczyć na lata.

Z czystym sumieniem przedstawiam Wam wpis: „7 rzeczy, które musisz zrobić na studiach”, bo myślę, że wyciągnąłem z tego czasu maksymalnie dużo. Jeżeli dopiero zaczynasz swoją studencką dolę – czytaj uważnie. Znasz kogoś, komu dobrze życzysz na nowej drodze życia? Wyślij mu ten artykuł.

julesej

1. Poznawaj ludzi

Prawda jest taka, że znajomości to potęga. Możesz być geniuszem, ale jeżeli nie znasz ludzi, którzy pomogą Ci wyjść na , to niestety – nie uda Ci się. Studia to okres, gdy możesz poznać masę osób. Najlepsze, że te relacje są niezobowiązujące. Później, gdy już kogoś poznajesz, to zawsze w jakichś okolicznościach, w takich relacjach jest zawsze jakiś interes, a na studiach poznajesz ludzi „po prostu”. Powstają czyste przyjaźnie, bez żadnych interesów. Pomyśl, że kiedyś Ci ludzie będą gdzieś pracować, robić w życiu coś ciekawego. Będziesz ich nie raz spotykał na swojej drodze. Od tego, jakie zbudujesz relacje na studiach, zależy Twoje przyszłe życie.

2. Podróżuj

Podróżuj jak najwięcej. Jako student masz masę zniżek, programów studenckich, wymian i innych cudów na kiju, o których większość szarych studenciaków nie wie. Wystarczy poszperać, poszukać i można wozić dupę za półdarmo. Inna sprawa to czas. Im będziesz starszy, tym będzie z tym gorzej. Widzę to po siebie na przestrzeni pięciu lat. Na pierwszym roku nie miałem żadnych obowiązków. Teraz wyjeżdżam trochę rzadziej, a jak już jadę, to muszę przygotować świat na moją nieobecność. Patrzę na starszych znajomych i boję się, że będzie jeszcze gorzej. Na razie skutecznie bronię się rękami i nogami, ale kto wie : )
Zaraz ktoś się odezwie, że on wcale nie ma czasu na studiach, że egzaminy i inne dziwactwa. Jasne, ale pomyśl sobie, że będzie coraz gorzej. Jak nie wykorzystasz czasu teraz, to później już nie ma na to szans.

O tym, jak tanio podróżować i sprytnie korzystać z opcji bycia studentem już pisałem. Możesz poczytać o programie Youth In Action, ruszyć autostopem albo jechać na Work And Travel. Oprócz tego jest jeszcze kilka innych opcji, ale to materiał na osobny wpis.

3. Kombinuj

Kombinowanie to jedna z rzeczy, której nauczyłem się na studiach. Nie będę ściemniał – nie uczyłem się dobrze i opuszczałem zajęcia. 4. i 5. rok studiów to jedna wielka nieobecność. Pojawiałem się na uczelni jednego dnia, szedłem do wszystkich profesorów, opowiadałem im co robię (firma, blog, podróże), pełen pokory prosiłem o wybaczenie nieobecności i danie pokuty w postaci obowiązku nadrobienia materiału. Potem wracałem do domu, siadałem, uczyłem się i zaliczałem cały semestr w jeden tydzień.

Wykładowcy to też ludzie i zawsze dało się uczciwie dogadać, a nawet zaprzyjaźnić. Z niektórymi wykładowcami zdarzało mi się wyskoczyć na piwo, kawę czy po prostu gadać po kilkadziesiąt minut o podróżach i wyjazdach. Niektórzy z nich nawet czytają tego bloga i pewnie ten wpis : )

Oczywiście, trafiali się też „ludzie-ściany”. Człowiek -ściana to wykładowca, na którego moje uroki nie działały. Pamiętam na przykład, że angielski zdawałem 7 miesięcy. Ale udało się, bo człowiek jest w stanie znieść wszystko – z wyjątkiem jajka.

Jeżeli chodzi o kombinowanie, to nie można zapominać o dziekanacie. Moja Pani z dziekanatu była po prostu cudowna. Na sam koniec dostała nawet naszywkę „Życie Jest Piękne”. Wszystko dało się załatwić. Nie ma, że się nie da! Maj nie chodził na zajęcia przez cały semestr i nie zaliczył sesji? No problem: „Panie Michale, tu ma Pan kartkę i długopis, proszę napisać podanie o rozliczenie roczne. Zda Pan tę sesje w następnym semestrze”. Szedłem, mówiłem jaki jest problem i otrzymywałem pomysł na rozwiązanie.

Moja rada: Jeżeli nie masz wielkich naukowych ambicji, nie planujesz zostać rektorem swojej uczelni, to olej to. Ucz się jak najmniej, a czas wykorzystuj na inne rzeczy, które bardziej przydadzą Ci się w życiu, np. na…

4. Doświadczenie

Uwierz mi, 5 lat studiów leci cholernie szybko. Większość kończy ten cudowny okres i nagle budzi się z ręką w nocniku. No bo nie ma pracy, trzeba iść na jakiś beznadziejny staż, nie ma pieniędzy… jak tu żyć?

Człowiek jest w stanie znieść wszystko – z wyjątkiem jajka.

Studia to zajebisty okres na zebranie cennego doświadczenia. Masz masę praktyk, organizacji studenckich i innych opcji zbierania umiejętności. Buduj to pieprzone CV, bo kiedyś Ci się przyda. Pamiętaj, że nigdy nie pracujesz za darmo!
Ja przyjechałem do Krakowa i pierwszą pracą jaką znalazłem było sprzątanie piwnic. Byłem tak beznadziejny, że nie mogłem złapać nic lepszego. Później trafiłem do AEGEE-Kraków, gdzie rozwinąłem swoje talenty graficzne. Na 2. roku studiów znalazłem już robotę jako grafik. Pracowałem i trochę się denerwowałem, bo w zasadzie zarabiałem grosze i to, co zajmowało mi tam 6 godzin, byłem w stanie zrobić w 2.

hakunaa

W efekcie zaproponowałem im, że będę pracował zdalnie. Tak też się stało, a kilka miesięcy później założyłem firmę. To była jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Było cholernie trudno, pierwsze realizacje robiliśmy za psie pieniądze, ale to było moje dziecko. Nie było opcji tego porzucić. Dziś nadal nie jest kolorowo, ale komfort dysponowania swoim czasem jest bezcenny. Zadowoleni klienci polecają nas dalej i na brak pracy nie narzekamy. Luksus.

Ostatnio zdałem sobie sprawę, że ja nigdy nie będę bezrobotny! Zrobiłem naprawdę dużo, mam ciekawe i przydatne umiejętności, a do tego kontakty. Myślę, że gdybym szukał teraz pracy, to wystarczyłoby, że wrzuciłbym o tym info na Facebooku i robota znalazłaby mnie sama. Luksus.

5. Rób szalone rzeczy

Studentom wszystko się wybaczy. Młodość potrzebuje swojego czasu i musi trochę rozkwitnąć. Kiedy będziesz robił szalone rzeczy? Mając 40 lat i dwójkę dzieci? No właśnie, więc baw się na studiach.

Mam masę różnych wspomnień z wyjazdów czy imprez. Niektóre muszę zachować tylko dla siebie, ale gdy sobie o nich przypominam, to na twarzy pojawia mi się wielki banan. Oj, jak będzie cudownie za kilkanaście lat spotkać się z tymi samymi osobami i powspominać czasy, jak byliśmy młodzi i głupi.

Jeżeli nie wyszalejesz się za młodu, to zacznie Ci odwalać na starość.

koldrasufit

6. Dbaj o siebie

Nie wiem czemu, ale większość osób idzie na studia i czuje się jak labrador spuszczony ze smyczy. Na widok wódki i paru butelek piwa dostają małpiego rozumu. Jasne, imprezy są ważne (patrz punkt wyżej), ale nie 7 razy w tygodniu. Gdzieś ten umiar musi być, bo jest granica, po przekroczeniu której to zaczyna być niezdrowe.

Nie można zapominać o tym, żeby o siebie dbać – i to w wielu aspektach. Po pierwsze, aspektach fizycznych typu bieganie, piłka nożna, siłownia, crossfit czy inne, ale po drugie, w aspekcie umysłowym. Rozwijaj się! Idź czasem do kina, przeczytaj jakąś książkę, posłuchaj innej muzyki niż zwykle, zdobądź jakąś nową umiejętność, dowiedz się czegoś ciekawego. Uwierz mi, piwo po zrobieniu czegoś ambitnego smakuje całkiem inaczej.

maraton

7. Naucz się ogarniać swoje finanse

„Co Ty Maju gadasz – jakie finanse, jak ja w ogóle nie mam pieniędzy?”. No właśnie – nie masz, bo ich nie ogarniasz. Naucz się oszczędzać. Jeżeli nie nauczysz się tego przy małym budżecie, to ilość pieniędzy niczego nie zmieni. Naprawdę nie trzeba dużo . Wymyśl sobie, co chcesz sobie kupić. A może jakaś podróż? Ok, niech będzie podróż… np. do Maroka. Siadasz przed kompem i liczysz sobie, ile będziesz potrzebował. Następnie myślisz, ile musisz miesięcznie odłożyć i… po prostu to robisz.
Z czasem zaczniesz kombinować z jakimiś dodatkowymi pracami itp., bo z doświadczenia wiem, że jeżeli ktoś zasmakuje oszczędzania i zarabiania własnych pieniędzy, to potem już nie będzie widział innej opcji.

Brzmi trudno, prawda? Jak to wszystko zrobić w tym samym czasie? Nie mam pojęcia jak tego dokonałem, ale wiem, że dałem radę. 5 lat zleciało mi bardzo szybko. Skończyłem te pieprzone studia prawie w przewidzianym czasie (kilkumiesięczna obsuwa), dodatkowo skończyłem jedne studia podyplomowe, rozkręciłem firmę, odbyłem kilkanaście dużych podróży, stworzyłem ten blog, poznałem wspaniałych ludzi, a w głowie nagromadziłem niezliczoną ilość różnych dobrych wspomnień. Przez ten czas też dojrzałem, nauczyłem się odpowiedzialności i w jakiś sposób się usamodzielniłem.

Jestem spełnionym studentem.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • No Stary, witaj w gronie magistrów i co mogę powiedzieć: cała 7 zaliczona :D. I każdemu życzę tego samego :).

  • Kurde jakbym o sobie czytał momentami. Praktycznie także na ostatnim roku studiów zdałem sobie sprawę z tego jak się człowiek nauczył kombinować przez ten okres. Nie sztuką jest się nauczyc i zdać, sztuką jest zdać się nieucząc – i nie chodzi tutaj przynajmniej o zwykłe ściąganie. Zresztą my podróżni chyba tak mamy, że całe pokłady energii i myśli idą na planowanie etc, a studia przelatują na 3. ;)

    • Jak raz zasmakujesz podróży to potem zmienisz cały Świat, żeby dalej tripować ;)

      • Asia

        jest dokładnie tak jak mówisz! :)

  • Katarzyna G

    Świetnie się czyta takie wpisy :) Gratuluje! U mnie koniec studiów za 4 miesiące więc jak najbardziej chce wykorzystać ten czas :) Pozdrawiam!

  • Sebastian Ziach

    Twój wpis jest dla mnie czymś w rodzaju prologu, gdyż na studia idę w październiku, a już teraz poczułem się jak dzieciak czekający na rozpakowanie świątecznego prezentu, nie mogę się wprost doczekać!

    PS. „Człowiek jest w stanie znieść wszystko – z wyjątkiem jajka.” – Najwyższy czas zaktualizować ulubione cytaty na fejsie ;)

    • Cytat odkryłem czytając jakiś skrypt ucząc się do mikroekonomii na pierwszym roku, więc ma on podwójne znaczenie :D

      • Sebastian Ziach

        Jest prosty, a tym samym genialny ;D

    • Karol

      Ja idę na studia za trzy lata, o ile w ogóle, a również po przeczytaniu tego wpisu poczułem się jak Ty – dziecko czekające na rozpakowanie wymarzonego prezentu :D

  • Marzena K

    Nie łapię się na wszystkie punkty, ale studiowanie to był najlepszy okres w moim życiu :)

    Co do poznawania ludzi… Szukam mieszkania (nienawidzę tego!), bo czas porzucić akademik i to jest najgorsze w końcu studiów, rozstanie z tą przyszywaną rodziną :) przez lata powrót do akademika był powrotem do domu. Mam nadzieję, że przynajmniej część przyjaźni przetrwa rozjechanie się po Polsce.

    Podróże. Nigdy nie będę mieć tyle wolnego czasu, to mnie przeraża. Teraz, chce gdzieś jechać to nie idę przez tydzień na zajęcia i tyle. Poza tym mamy wakacje (mimo 6 tygodni praktyk, miałam też 6 tyg wolnego), długie weekendy w czasie których nie muszę brać urlopu, zwykle uczelnia go daje ;) Jestem na kierunku, gdzie zdecydowana większość osób psioczy, że gdzie indziej jest prościej, sporo osób wypatrywało końca tej „męczarni” i „odpoczynku” w pracy. Nigdy w realiach tego zawodu, gdzie nadgodziny to norma.

    Z kombinowaniem się nie zgadzam. Nie chcesz, nie studiuj. Chyba byłabym profesorem-ścianą, raz czy dwa można coś opuścić. Więcej? Nie bardzo, ale u nas za nieobecności powtarzało się rok. I słusznie. Podróżować można w chwilach wolnych, których i tak jest mnóstwo, a wyjazdu na miesiąc sobie nie wyobrażam. Zresztą potem ciężko byłoby nadgonić wszystkie kolokwia ;)

    Doświadczenie – za to zabrałam się zbyt późno rok czy dwa więcej i pewnie teraz miałabym więcej wiary we własne umiejętności… choć szukając miejsc na stażu, szukałam tego gdzie byliby ludzi, od których mogłabym się czegoś nauczyć i to nie było proste :P tak że chyba nie jest tak źle z moimi umiejętnościami.

    Uprowadzeniom zwierząt mówię nie, dla mnie pomysł mało śmieszny i ciężko mi uwierzyć w szczęście lamy.

  • Patrycja

    Miesiąc temu zaczęłam prace… studiuje dziennie na II roku… I czyja to zasługa, że gdy zobaczyłam ofertę pracy to postanowiłam wysłać CV? No oczywiście, że w dużej części Maja i czytania tego bloga. Tego rycia nam mózgu (wybaczcie kolokwializm). Dobra, własnej firmy nie mam, pracuje za niewielkie pieniądze… ale łapie doświadczenie! Pracuje w teatrze… miejscu, które zawsze lubiłam. Nie dość, że mogę poznać życie za kulisami, oglądać spektakle, poznawać cudownych artystów, odbębnić praktyki na uczelni… to jeszcze mi za to płacą. A ten smak pierwszej zarobionej stówy…? Bezcenny. Oszczędzam jak tylko mogę, bo teraz dopiero zrozumiałam wartość pieniądza. Wcześniej ciągnęłam od rodziców, wiadome. Ale ambicja się odezwała… i powiedziała: Ile można? Moja już nie mogła i dlatego pracuje:D I uważam to za jedną z lepszych przygód życia;D Polecam każdemu, słuchajcie MAGISTRA MAJA!;D

    • Haha :D Przeczytałem ten komentarz z bananem na mordzie ;) Cieszę się, że miałem jakiś mały udział w twoim fajnym życiu. Być może ta jedna mała rzecz wywoła wielki efekt i za kilka lat zdasz sobie sprawę, że wszystko to dzięki twojej jednej, małej decyzji :)

    • karol

      Pierwszy smak zarobionych 7 stów – bez smaku. Bo to prolog to tego, co czeka mnie w późniejszym życiu.

  • Dooobry wpis Maju! :) Motywuje ale i daje konkretne informacje. Kłaniam się Panie Magistrze! :D

  • Niby wszystko fajnie, tylko… naprawdę aż tak potrzebne te studia, żeby kombinować? Rozumiem, niektóre zajęcia są bez sensu, też studia to nie tylko zajęcia, ale jakbym miała mieć studia, w które nie chciałoby mi się zaangażować, to bym sobie z nimi dała spokój (szczególnie, że ktoś jednak za nie płaci).

    • Według mnie jest to „ostatni challenge systemu edukacji” – już nieobowiązkowy, ale zdecydowanie warty wykonania. Warto mieć ten tytuł w zapasie, w CV – raz zrobiony, nikt go nie odbierze, wartościowy na całym świecie, niepodważalny. Dobrze uszczęśliwić rodziców, którzy tyle czasu wspierają i im też na tym zależy. Warto to mieć – nigdy nie wiadomo kiedy się przyda, niektóre kierownicze stanowiska wymagają magistra i blokowane są awansy naprawdę zdolnych ludzi, bo zrobili karierę bez studiów. Magister to magister, niby nic nie znaczy (tak się mówi), ale pokazuje, że przez 5 lat wytrwale osiągaliśmy jakiś cel. No i bez studiów… nie byłoby się studentem! A według mnie to już wystarczający argument żeby studia podjąć ;)

      • Wg. mnie to czy warto to indywidualna kwestia (pewnie w większości przypadków tak) ale na pewno o wiele bardziej warto zauważyć, że jest naprawdę dużo kierunków, i po prostu można powiązać studia z pasją, zainteresowaniami (nie tylko na zasadzie, żeby wybrać jak najprostsze i mieć czas na podróże, rozwój itd.). A jeśli chodzi o bycie studentem samo w sobie to nie widzę w tym żadnej wyjątkowości, szczególnie, kiedy przechodzę przez kampus, gdzie trafiają ludzie, którzy przyszli tam li tylko ze względu na pkt.1 ;)

        • No jak ktoś idzie na studia, które mu nie pasują i jest tam na siłę, to całkiem odrębna działka chociaż i taki warto, żeby semestr sobie zahaczył – to wiele uczy. :) Niestety też studia połączone z pasją o których piszesz to najczęściej mit – człowiek w wieku 18 lat jest zbyt głupi i nieopierzony, żeby świadomie czuć chęć zostania inżynierem lądowym albo onkologiem. Wybory często są mocno przypadkowe, kierowane cudzym zdaniem i presją (rodziny, staszych znajomych/rodzeństwa), tasuje to wszystko stresująca rekrutacja a i człowiek najdynamiczniej się zmienia właśnie kiedy ma 20-25 lat. Ja osobiście świadomie poszedłem na studia ogólniejsze i lżejsze, które jakoś mnie tam interesowały, ale żebym nie stracił młodości w książkach (udało się idealnie ;)) ale już po 2-3 latach wiedziałem, że gdybym mógł dokonać wyboru ponownie zrobiłbym prawdopodobnie inaczej, ale… machina już ruszyła. Niczego nie żałuję ale serio czuję, że byłem za młody na najlepszy wybór.
          I chodziło mi o bycie „studentem” nie jako fakt, że się studiuje, tylko o całe spektrum czynników, które wpływają wtedy na życie, w sumie to co Maju opisał. ;) Ja byłem przeciwny swoim studiom i studiowaniu gdzieś do czwartego roku, do tego momentu jechałem w 80% „dla rodziców”, w pewnym momencie zrozumiałem to i owo – po prostu warto. :) Już sobie czasem wyobrażam, jak kiedyś w pewnym dziwnym momencie mojego życia zrobi mi się smutno i stwierdzę, że zapiszę się na jakieś studia… i wszystko się zmieni i zacznie od nowa. :D

          • No, ale jak ktoś idzie, żeby kombinować, to średnio można powiedzieć, że mu pasuje ten kierunek. Nawet nie trzeba być tam na siłę, może się nam podobać np., że niewiele się robi, tylko ja po prostu poszukałabym bardziej zajmującego programu ;). Szczerze to myślę, że powodem nietrafnych wyborów nie jest nieogarnięcie czy głupota, tylko brak jakichś szczególnych zainteresowań (też w szkole nie namawia się do ich odkrywania) – nie żebym coś szczególnie do tego miała, można studiować cokolwiek, tak jak zajmować się czymkolwiek, ja po prostu lubię się angażować w to, co robię,
            Nadal uważam, że przereklamowane to „studenckie życie” (ale to pewnie dlatego, że moje się jeszcze na dobre nie zaczęło ;P).

          • Ja właśnie dzięki nieangażującemu programowi zacząłem szukać „czegoś więcej” i wyjrzałem poza uczelnię. A paradoksalnie to właśnie tam czekają rzeczy najlepsze dla studenta. :) Te wszystkie, o których pisze właśnie Maju. W sumie tak sobie pomyślałem po przeczytaniu tego wpisu – prawie nic z listy nie jest stricte związane ze studiami. I oto właśnie chodzi, to jest właśnie te „studenckie życie” – ono nie dzieje się tak naprawdę na uczelni. Student to trochę stan umysłu chciałoby się rzec, :)
            Naprawdę podziwiam i mam wielki respekt do osób, które patrzą na to trochę inaczej i poświęcają tak wiele na rzecz swojego kierunku – jeśli ktoś rzeczywiście chce ratować świat na całego, być najlepszym lekarzem, prawnikiem, inżynierem… Dziś w książkach, ale za kilka lat będziemy patrzeć na nich z podziwem i dziękując za to, że właśnie tak robili – bo teraz mogą nam czy innym wymiernie jakoś pomóc.
            To trochę inna droga, ja wolę tę bardziej szaloną. ;)

          • Właśnie tego braku logiki nie lubię w tym systemie. Ale wiadomo, jest jaki jest – dobrze jest umieć się w nim odnaleźć i wycisnąć jak najwięcej ;)

    • Tak. Lepszego poligonu nie można sobie wyobrazić.

    • Mary

      Warto zaznaczyć zapewne, że nie o każde studia tutaj chodzi. Myślę, że student medycyny, prawa czy inżynierii lądowej na studiach dziennych wyższych uczelni krakowskich, może pozwolić sobie na kombinowanie, miesiąc – góra dwa (później to nadrabiać w pocie czoła). Niektórych semestrów nie zaliczy się w tydzień, choćby skały…. co nie tyczy się oczywiście wielu innych, bardziej wyluzowanych kierunków ;).

      • Na pewno, tylko właśnie o to chodzi, że studia są dla studentów oraz dla zdobycia umiejętności – ale tylko wtedy to ma sens, kiedy się to chce robić. Nie o to mi chodzi, że studia muszą być jak najbardziej wymagające, tylko że jak się chce studiować to powinno się wybrać taki kierunek, którego program chce się realizować (przynajmniej w znacznej części ;)) a na tych wyluzowanych za dużo jest ludzi, którzy przyszli tam tylko ze względu na pkt. 1. (skądinąd, ważny aspekt ;>)

      • Oj zgadza się, zgadza choć ja znam takich sierżantow, którzy studiując prawo potrafili to wszystko zrobić, a teraz są naprawdę rewelacyjni w tym co robią :)

  • sad_wings_of_destiny

    Zazdroszczę Wam, ja na razie uznaję studia za najgorszy okres w moim
    życiu. Siedzę na uczelni od 8 do 16, pracuję żeby mieć się za co
    utrzymać, mam masę nauki pozauczelnianej i jak wrócę do domu po 14h
    zapieprzania to jedyne co mam siłę zrobić, to iść spać. A po 6 dniach
    takiego zasuwania, w wolną niedzielę jestem tak wyładowany, że nie
    jestem w stanie nic większego ogarnąć. Nie wspominam już o tym, ile razy
    trzeba zarwać noc żeby zdążyć się przygotować z materiałem. Dla mnie pat, nie mogę się doczekać aż to się skończy.

    • Wiesz.. .też są studia i studia. Nie ma co porównywać jakiegoś zarządzania z prawem czy medycyną. Te pierwsze to faktycznie nie sa studia tylko 5 letnie przedłużenie wakacji ;)

      ALe pamiętaj, co się nauczysz to będzie Twoje:)

      • Marzena K

        Prawo obrosło jakąś legendą. Nie wiem jak jest z późniejszymi latami, ale poznałam studentów niższych lat Uniwersytetu Wrocławskiego. Dwoje uczyło się non stop, życia poza nauką nie widzieli i jednocześnie nienawidzili tych studiów. Mieszkałam z nimi. Zajęcia 3 razy w tygodniu, koniec zwykle ok. 12, raz mieli do 15 i to była tragedia. Byli na I roku, też byłam na swoim I roku. Godzinowo na uczelni spędzałam 3-4 x więcej niż oni, materiału miałam więcej. Miałam też więcej wolnego czasu, bo choć studia były spełnieniem marzeń to widziałam, że poza nimi jest coś więcej. Kolejna studentka z prawa (też UWr), non stop imprezowała (II rok czyli I jakoś przebrnęła) i nie wiedziała na co ludzie narzekają. Kolejna pracowała na pół etatu (też II rok UWr), bo same studia i ilość zajęć ją nudziły – miała za dużo wolnego czasu.

        Co do medycyny… też znam studentów medycyny co uczą się od zaliczenia do zaliczenia i w końcu w 4 terminie zdają ;) z tym, że zajęć więcej a opuszczanie nawet ze zwolnieniem lekarskim nie wchodzi w grę.

        Trudne to te studia, do których nie ma się ani predyspozycji, ani nic totalnie nas nie interesuje ;)
        Jeśli chce się coś umieć to każdy nawet najbardziej obśmiewany kierunek okazuje się wymagający.

  • Gosia

    Maju Gratuluje!! Ciesze sie, ze dotarles do mety bo pamietam jeszcze nasze rozmowy na temat rezygnacji ze studiow. Widzisz warto bylo przec do przodu i uzystakc to mgr przed nazwiskiem. Gdyby nie to nie bylo np. by tego postu i przypuszczam masy ludzi, ktorych tym zmotywujesz do dzialania a nie tylko odbebnienia studiow i liczenia na rodzicow.

    Witaj w swiecie dojrzalych ludzi. Bardzo jestem ciekawa co z „Ciebie wyrosnie”.

    Pije Twoje zdrowie Panie Magistrze,

  • Szymon

    Michał, opowiedz coś więcej o założeniu i prowadzeniu firmy. Ile zajęło Ci czasu pokonanie drogi od pomysłu do realnego prowadzenia firmy, na czym najbardziej się przejechałeś podczas tej przygody, na co, według Ciebie, trzeba zwracać szczególną uwagę. Może osobny wpis na ten temat?

    • Oj, temat rzeka :) Może faktycznie zrobię wpis na ten temat.

  • Elaine

    Genialnie mi się to czytało! Uwielbiam takie motywujące wpisy:) Studia już niedługo, więc mam mały przewodnik.

    • Zazdroszczę. Najpiękniejsze czasy dopiero przed Tobą :)

  • Dav

    http://prntscr.com/2l3xtd
    ;)

    pozytywny wpis

  • Dorota

    Są studia i studia. Wybacz, ale ja wolę iść do lekarza, który jednak czegoś się nauczył na tych studiach. Cała reszta pozytyw.

    • Byłem rok temu u lekarza, bo dostałem jakiejś dziwnej wysypki. Pobadał mnie, osłuchał i siedzi prze kompem. Myślę, co on tam robił. Ja patrze w monitor, a tu wikipedia otwarta, a lekarz czyta o wysypce :D

      • Asia

        większość lekarzy najczęściej zgaduje co to jest – stawiają diagnozę, przypisują jakiś lek, jak nie zadziała, to następna diagnoza i następny lek itd.
        niestety czasami wikipedia jest bardziej pomocna od lekarzy, a jeśli masz lekarza, który ma jakieś wykształcenie, a do tego mu zależy i szuka wiedzy nt. twojego przypadku, to moim zdaniem tylko lepiej :)

      • Diana K

        Jak będę szła do lekaża następnym razem to na wszelaki wypadek usiądętak , żeby ekran było widać :D

  • no

    jebać policje

  • Jo

    „Ucz się jak najmniej, a czas wykorzystuj na inne rzeczy, które bardziej przydadzą Ci się w życiu,” – Skoro uważasz, że studia nie przydadzą Ci się w życiu, to po co na nie poszedłeś? Żeby mieć wykształcenie wyższe, bo wszyscy mają?

    • Poszedłem na studia pełen wiary i nadziei, że nauczę się czegoś przydatnego i ciekawego. Wyobrażałem sobie interesujące zajęcia, wykładowców pełnych pasji i energii, pola do wyrażania swojego zdania i opinii.

      Po 2 latach studiów zrozumiałem, że na to nie ma szans. Zdałem sobie też sprawę, że studia same w sobie nic mi nie dadzą i muszę kombinować sam, żeby mieć z czego żyć. Po 3 latach studiów odkryłem, że nie muszę chodzić na zajęcia, nie zajmują mi one dużo czasu, mogę spokojnie robić swoje, a raz na jakiś czas iść zdać jakiś egzamin. I tak minęło mi 5 lat. Robiłem to, bo po prostu opłacało się to.

      Z pasji poszedłem na studia podyplomowe na innej uczelni, które były rewelacyjne. Po 8h zajęć potrafiłem wrócić do domu i wyszukiwać dalej sam informacje na ten temat.

      „Papierek” nigdy nie był moim celem, bo po prostu go nie potrzebuje. W tym co robię liczą się prawdziwe umiejętności i portfolio.

      • Asia

        Co to za studia, co to za uczelnia, Maju? :)

        • Uniwersytet Ekonomiczny – Stosunki międzynarodowe
          + zrobiłem między czasie podyplomowe na Wyższej Szkole Europejskiej z Zarządzania i Marketingu w projekcie internetowym

    • Julian

      to samo pomyślałem…. po co szedłeś Maju na te studia?? trochę się nie zgadzam z tym Twoim podejściem do olewania zajęć i nauki i siania takiej propagandy nie chodzenia na zajęcia ;) Tobie się udało jakoś wyjść na ludzi ale dla większości którzy mieliby takie podejście jak Ty skończyłoby się to nie za dobrze… jestem w OGROMNY szoku że pozwalali Ci na to wykładowcy! Kraków niby taki poziom wysoki a okazuje się że można nie chodzić i pozaliczać… szok!!

  • Tomasz Kucharczyk

    Świetny wpis Michał. Kończąc studia inżynierskie widzę swój ogromny rozwój dzięki podróżom, ksiażkom i kombinowaniu na własną rękę:) Jest tylko jedna osoba odpowiedzialna za nasze życie i to jestem JA. Jak każdy zacznie myśleć tak o sobie to nie będzie miał w życiu problemu nie do rozwiązania i przeszkody nie do pokonania. Trzeba wziąć swoje życie za jaja a kiedy jak nie na studiach :)
    Pozdrawiam

    • Studia to najlepszy okres, żeby brać życie za jaja bo mamy ogromne możliwości ;)

  • Mariusz Kowalski

    Jak to powiedział jeden z naszych prezydentów: jestem za a nawet przeciw. Wszystko zależy od kierunku i zainteresowania studenta. Jeżeli student będzie się interesował i zagłębiał w studiowaniu to na pewno mu się uda, wystarczy działać w kole naukowym, brać udział w projektach, wychodzić z własnymi inicjatywami. Ja np. zakładam sekcję fotograficzną u siebie na studiach, i działam z fotografią mimo, że jest to etnologia i antropologia kultury. Nie poszedłem na studia od razu, ale po kilku latach, teraz mam prawie 26 lat i jestem dopiero na drugim roku (na szczęście są starsi ode mnie;)). Robię wszystko aby wykorzystać te studia w 100%. Bo wiem, że jak się korzysta to potem ma się wiele doświadczenia. Często czytam wypowiedzi ludzi którzy mówią, że po studiach humanistycznych nie ma pracy, że po antropologii pracuje się w maku itp. Jeżeli ktoś nie wykorzystał swojego potencjału to bardzo możliwe że tak jest i tak będzie. Dlatego rada ode mnie: korzystajcie ze studiów ile się da!

  • Asia

    Postępuje bardzo podobnie do Ciebie, Maju, ale to ma też swoje złe strony. Jestem na Erazmusie w Portugalii i tutaj studia są bardziej rzeczowe, ciekawsze. Ale ja już popadłam w to kombinowanie, muszę pracować, bo bez jest mi już bardzo smutno, uzależniłam się od podróży… Więc trochę olewałam studia (już z założenia nie chodziłam na połowę zajęć i wyjeżdżałam za granicę w trakcie semestru), a bardzo chciałabym być w stanie tego nie robić, faktycznie chodzić na te wykłady i zdobywać jeszcze więcej wiedzy, bo ta wiedza stąd faktycznie ma sens! Ale już nie umiem… :P Poprzestanę na inżynierze, a za jakiś czas spróbuję jeszcze raz, ale na poważnie, studia dla wiedzy, a nie dla doświadczenia, bo zbieranie doświadczenie już ruszyłam i teraz „zbiera się samo” :)

  • Naktor

    Bardzo fajny wpis,pozytywne przesłanie:)
    szczególnie dla osób wybierających się lub z niższych lat studiów.A ciekaw jestem,co powiedziałbyś na takich,którym bliżej końca studiów i jednocześnie leniom,którzy tylko studiowali lub ludziom słabo radzącym sobie z nawiązywaniem kontaktów,lubiącym raczej bycie samemu:)

  • lahavas

    Maj kocham Cię !

  • Firefly

    Prześwietna notka :) Aż mi dało pożądną dawkę motywacji, nie długo i dla mnie zaczyna się ten okres i mówiąc szczerze trochę się boję jak to będzie tak być samodzielnym bez rodziców. Jednak nie taki wilk straszny jak go malują chyba wystarczy inna perspektywa. Dzięki, Maju ! (:

  • Marta

    Na wstępnie zaznaczam, że nie chcę się personalnie Ciebie czepiać, bo niektóre „zarzuty” nie w pełni Ciebie dotyczą, np. nieobecnośc na studiach dla mnie jest zrozumiała, skoro pracowałeś i prowadziłeś firmę. Twój wpis wzbudził we mnie po prostu kilka refleksji o tym co obserwuję u swoich rówieśników.

    Niepokoi mnie moda na niekompetentnych magistrów, do tego nie raz mocno tępawych, którzy przebimbali studia. Tacy magistrzy często to nieodpowiedzialne dzieciaki, zwykle do tego leniwe i z postawą roszczeniową do świata i myslą, że jakoś sie prześlizgną przez życie, skoro przez studia się udało. I tacu ludzi wchodza na rynek pracy i osłabiaja, zamiast budować gospodarkę. To stało się już plagą. I to mnie prowadzi do drugiej refleksji…

    Ile moze trwać dzeiciństwo? 0-12 ok, wiadomo. 12-16 gimnazjum, jedno wielkie opieprzanie i beztroska ok. Liceum, 3 lata zabawy, beztroski przerywanej od czasu do czasu nauką, ok. I tu nasi rodzice czy dziadkowie powoli zaczęliby myśleć o pieniądzach, zawodzie, założeniu rodziny, bo wiek 19 lat to teoretycznie dorosłość. Mamy teraz inne czasy, ale bez przesady. Na studiach ludzie nadal się bawią, opierdalają, nie planują nic, są co najmniej częściowo utrzymywani przez rodziców, nawet jak pracują to dla mnie żaden wyczyn, przecież są DOROŚLI i to ich podstawowy obowiązek. Oprócz tego jest wiele do zdobycia i osiągnięcia. A oni są dumni jak 5-latek, który zarobił 5 zł za pozmywanie naczyń i to szczyt ich możliwości. Używają wymówki, która działa na wszystko, „Nie mogłem tego zrobić, bo pracuję i studiuję” po czym dostają współczucie i empatie u każdego.
    Ok, 1-2 rok rozumiem, człowiek chce się wyszaleć bo wreszcie mieszka bez mamy… Ale na 5 roku w wieku 24-25 lat? Po studiach nadal ludzie przedłużają sobie dzieciństwo, tylko z taka różnica że na zabawki trzeba sobie zarobić. Po 30-stce albo najlepiej pod 40-stke wreszcie czują się dorośli, hajtają się, staraja o lepsza pracę, starają sie o dziecko, oczywiście jedno żeby sie w życiu zbytnio nie wysilać, a tu dupa. Bezpłodność w tym wieku to norma.To nie jest odosobniony przypadek, drastyczne obniżenie przyrostu naturalnego pokazuje że to w ostanich latach norma. A przecież zdecydowanie się na prawdziwie dorosłe życie nie oznacza samych wyrzeczeń, końca życia i jakichkolwiek rozrywek. Ja odbieram to jako zwykłe tchórzostwo połączone z mega wygodnictwem. Pisałeś zresztą coś o tym we wpisie „jesteśmy leszczami”, tylko ugryzłeś temat z innej strony.

    Niezrozumiałą rzeczą dla mnie jest też po co ludzie, którzy nie potrzebują i nie będą potrzebowali gówno wartego papierka z uczelni, albo źle wybrali kierunek mimo wszystko studiują. Dla prestiżu? Dla poprawienia swojego ego? Bo mamusia chciała a córusia czy synuś nie umiał odmówić? Bo gdyby nie studiował, to rodzice by sie nie dokładali i trzeba było zacząć żyć w pełni samodzielnie? Znam na pęczki takich ludzi. Przecież wiek 19-24 to mnóstwo czasu, w którym jesteśmy młodzi, pełni życia i możemy zapierdalać w górę po schodach kariery, rozwoju osobistego, rodzicielstwa, wszystkich dowolnych aspektów prawdziwego dorosłego życia w wielkim tempie, a studia czasem są zwykłą przeszkodą. To co zrobimy między 20 a 30 rokiem życia da piękne owoce, stabilizację i odpoczynek w późniejszych latach, albo figę z makiem i kopa z dupę od życia.

    Czy tylko mnie to martwi? Czasem czuję się jak mama moich rówieśników, jak widzę co oni wyprawiają. Wiek dorastania przesunął się o 10 lat…

  • Ay

    Zgadzam się z ogólnym przesłaniem tego tekstu, żeby wykorzystać czas studiów, podróżować, rozwijać się, bawić itd. Ale jedna rzecz mnie drażni:

    „Skończyłem te pieprzone studia”

    „Ucz się jak najmniej, a czas wykorzystuj na inne rzeczy, które bardziej przydadzą Ci się w życiu”

    Więc po co zaczynałeś te studia? Żeby mieć zniżki i więcej wolnego? Nikt nikogo do studiów nie zmusza. Jeśli ktoś uważa, że to mu niepotrzebne, to niech nie idzie. A jak nawet na początku sam nie wiedziałeś, czego chcesz, to zawsze mogłeś zwyczajnie rzucić te studia i zająć się firmą i nic by Cię nie rozpraszało.

    Zresztą mogło być tak, że ktoś inny, kto miał trochę gorsze wyniki z matury niż Ty nie dostał się i powiedzmy, że brakowało mu tego jednego miejsca… Ktoś, komu cholernie na tych studiach zależało, kto wiązał z tym swoją przyszłość, cały rok się starał, może wydawał kasę na korki, no cokolwiek. I ktoś, komu dostało się to miejsce w ogóle z tego nie skorzystał i kombinował tylko, żeby zaliczyć. Wybacz, ale to dla mnie infantylne zachowanie. Dorosły człowiek chyba powinien podejmować świadome decyzje (a więc czy chce studiować i co chce studiować).

    Nie chcę Cię atakować, bo lubię Twojego bloga i z wieloma rzeczami się zgadzam. Być może podchodzę do tego tak emocjonalnie, bo mi akurat bardzo zależy, żeby dostać się na konkretny kierunek, z którym wiążę swoją przyszłość i wymaga to ode mnie naprawdę dużo wysiłku. Ale będą pewnie tacy, co dostaną się z palcem w dupie i tego nie wykorzystają.

    • Pisałem już wyżej w komentarzach: Poszedłem na studia pełen wiary i nadziei, że nauczę się czegoś przydatnego i ciekawego. Wyobrażałem sobie interesujące zajęcia, wykładowców pełnych pasji i energii, pola do wyrażania swojego zdania i opinii.

      Po 2 latach studiów zrozumiałem, że na to nie ma szans. Zdałem sobie też sprawę, że studia same w sobie nic mi nie dadzą i muszę kombinować sam, żeby mieć z czego żyć. Po 3 latach studiów odkryłem, że nie muszę chodzić na zajęcia, nie zajmują mi one dużo czasu, mogę spokojnie robić swoje, a raz na jakiś czas iść zdać jakiś egzamin. I tak minęło mi 5 lat. Robiłem to, bo po prostu opłacało się to.

      Z pasji poszedłem na studia podyplomowe na innej uczelni, które były rewelacyjne. Po 8h zajęć potrafiłem wrócić do domu i wyszukiwać dalej sam informacje na ten temat.

      „Papierek” nigdy nie był moim celem, bo po prostu go nie potrzebuje. W tym co robię liczą się prawdziwe umiejętności i portfolio.

      Co do historii o biednym maturzyście, który się nie dostał. Pierwsze lata studiów byłem na studiach…wieczorowych. Płatnych :) Więc nikomu biednemu miejsca nie zajmowałem.

    • Julian

      dobrze napisane… też nawet lubię tego bloga ale nie ze wszystkim zgadzam i to jest jeden z tych wpisów gdzie podejście autora bloga nie do końca mi się podoba… i właśnie chyba wiem dlaczego też zależało mi kiedyś na pewnych studiach i jak pomyślę że może zajął mi miejsce ktoś kto miał na te studia wyj.. jak Maj to aż się we mnie gotuje

  • Maćko z Bogdańca

    O Panie! Co za konkretny wpis. Siedze w robocie i po nielegalnym wtargnieciu na neta wklepuje adres bloga, bo sobie mysle, ze potrzebuje jakiejs lektury. Mi zostalo jeszcze nieco ponad rok studiowania i sa punkty, ktore odchacze ale sa tez takie, ktore az sie prosza, zeby je zrealizowac. No i fajnie. Dostalem to czego chcialem, Ciebie serdecznie pozdrawiam i czas sie wziac do roboty. Trzymaj sie tam
    !

  • Gratuluję magistra! Świetny wpis zbierający najprostsze rzeczy, na które trudno wpaść samemu. Chyba paradoksalnie wyżej go mogą ocenić ci, którzy studia mają już za sobą… Kiedy się wpadnie w kierat ośmiogodzinnych posiedzeń w biurze, dopiero wtedy można zobaczyć, jak doskonałym czasem są lata studenckie, gdzie się jest jednocześnie 1) dorosłym 2) wolnym 3) nieobarczonym nadmiernie koniecznością uiszczania haraczu dla ZUSu ;-) Postuluję wydrukowanie tego posta w formie tradycyjnej i obklejanie nim uczelni wyższych!

  • martyna

    Jest 22.24 jak czytam tego posta. Mimo, że padam na twarz to po przeczytaniu kilku zaległych wpisów na twoim blogu mam ochotę usiąść i zaplanować sobie wszystko tak by spełnić swoje marzenia, żeby wyciągnąć z tego życia jak najwięcej, bo przecież jest tylko jedno i jedna młodość. Życie jest piękne!

  • monika

    Święty post!

  • Karolina Franieczek

    Bo grunt to mieć pomysł na siebie. Zdecydować i robić, a nie czekać aż manna z nieba spadnie. Jak się jest człowiekiem czynu, kombinuje, widzi efekty, dochodzi do czegoś – nawet małymi krokami, ale nieustannie działając – to można o sobie powiedzieć, że jest się spełnionym i spełniać się coraz bardziej. :)

  • Dolph

    No patrz a ja też z AEGEE tyle, że Gliwice :-) szkoda, że nie spotkaliśmy się w tym fantastycznym czasie… Pozdrawiam i dzięki za bloga, bo czyta się świetnie :-)

    • Szkoda ;) Jeszcze swojego czasu na net mety jeździłem, ale od jakiegoś czasu już zaprzestałem ;)

  • wagarowicz

    Zgadzam się z Marzeną K. Studia to piękny okres. Sam go teraz doświadczam. Wczoraj zerwaliśmy się z kolegami z zajęć, i szukaliśmy ciekawych miejsc do robienia fotek (jest nas kilku zapalonych fotografów amatorów) i znaleźliśmy osiedle Ivory. Muszę przyznać, że wrażenie było takie jakbym przeniósł się w czasie i przestrzeni, tak do włoskiego renesansu. Foty wyszły super, tylko gorzej, że dziś mieliśmy przechlapane u dwóch wykładowców. Nic trzeba ponosić konsekwencje swoich zachowań.

  • Martyna Lipiec

    W październiku zaczynam studia więc ten post pewnie mi się przyda :D

  • Paweł Gie

    Fajny wpis, chociaż chciałbym pokazać jak to wyglądało z mojej perspektywy – studiując zaocznie a w weekendy pracując.
    1. Poznawanie ludzi. Ten punkt obchodzi mnie akurat najmniej. Jestem typowym introwertykiem i większość ludzi mnie w ogóle nie interesuje, wyjątkiem jest tutaj mała grupka osób, które znam od wielu lat i udało im się zdobyć moją przyjaźń. Owszem, należy sobie wyrabiać znajomości, ale takie osoby dzięki którym mogę ewentualnie coś zyskać to raczej „kontakty handlowe” niż ludzie, z którymi mógłbym zrobić przysłowiową flachę. Zresztą, jak patrzę dziś na studentów (mieszkam w Warszawie), którym w głowie tylko imprezy i to „poznawanie nowych ludzi”, bo teraz jest moda na bycie ekstrawertykiem, to… tym bardziej czuję, że nic mnie z nimi nie łączy.
    2. Podróżowanie. No niestety, ale tutaj specjalnie się nie popisałem. Owszem, jak była jakaś ku temu okazja to się skoczyło na kilka dni w góry ale w sumie to wszystko. No i jeszcze jak startowałem w różnych biegach, to przy weekendzie jechałem tu i ówdzie i trochę kraju zwiedziłem w ten sposób. Trochę mało ale może kiedyś uda mi się to nadrobić.
    3. Kombinowanie. Co by tu nie mówić, ale tutaj to się wycwaniłem, jak przystało na mieszkańca Zielonej Wyspy Szczęścia:D Odkąd pamiętam, zawsze chciałem żyć po swojemu. Nie, nie jestem typem marzyciela, a moje „pragnienia” są bardzo przyziemne, czyli mieć kasę, niezależność i mieć wszystkich w dupie. I nawet nie wiedziałem, że potrafiłem się zdobyć na wiele wyrzeczeń i trudów, żeby móc to osiągnąć. Zaczęło się od tego, że ktoś mnie kiedyś nagonił do jakiegoś MLM (za co mu serdecznie dziękuję, bo dzięki niemu wiem, żeby się od tego syfu trzymać z daleka). Wprawdzie nie posiedziałem tam za długo, bo gadanie że „możesz wszystko” i absolutny brak konkretów wywoływały u mnie odruch wymiotny i szybko stamtąd się zmyłem. Ale w międzyczasie nabrałem apetytu na to by mieć nieco większy hajs niż tylko, aby żyć „od wypłaty do wypłaty”. Tak zatem szukałem szukać potencjalnych źródeł dodatkowego dochodu (ale tam gdzie nie trzeba mieć tzw. „pracy z ludźmi” do której MLM mnie skutecznie zniechęcił czyli po prostu znienawidzonego przeze mnie obowiązku osobistego sprzedawania komukolwiek czegokolwiek). Te oczekiwania zdawał się spełniać rynek finansowy: siedzisz sobie w domku, analizujesz wiadomości z gospodarki, patrzysz na wykresy, podejmujesz decyzje co robisz i najważniejsze – zero przymusu kontaktu z ludźmi – dla mnie bomba:D Minęły 3 lata jak rozkminiałem „kod” rynku. Zacząłem od forexu, na którym doszedłem do wniosku że nie da się zarobić. Potem przeniosłem się na rynek GPW – tutaj już było o wiele lepiej (kompletnie nie mam ręki do analizowania wykresów ani tzw. „intuicji”, natomiast analizowanie raportów finansowych spółek nie stanowi dla mnie większego problemu – tam wszystko jest jasne, klarowne i żadnych domyśliwanek). Zaczyna się właśnie drugi rok jak systematycznie oszczędzam i lokuję swoje środki w akcjach z WIG20. Rockefellerem wprawdzie jeszcze nie jestem, ale widzę że wszystko idzie ku dobremu:)
    4. Doświadczenie. To, co napisałem powyżej. Wprawdzie studiowałem zarządzanie, ale studia same z siebie niewiele mi dały – niestety. Sama teoria, zero praktyki i używanie skomplikowanych słówek po to, żeby utrudnić proste rzeczy. Doświadczenie zdobyte na rynku GPW nie było proste, ale jest cenne. Niedawno otworzyłem bloga na którym w przystępny sposób staram się przekazywać innym wiedzę o rynku finansowym w przystępny sposób, aby nie popełnili tych samych błędów, które ja zrobiłem. Jak ktoś byłby zainteresowany to podaję link: http://przewodnikgieldowy.blogspot.com (mam nadzieję Michale, że nie masz mi za złe tej drobnej reklamy). Nie wiem na chwilę obecną czy ten blog doprowadzi mnie do czegoś, ale jego prowadzenie nie kosztuje mnie wiele czasu, pisać lubię, więc w czym problem?
    5. Rób szalone rzeczy. Mimo swojego introwertyzmu i trzymania się na uboczu – lubię robić szalone rzeczy (tak, jestem typem „cicha woda”) samemu albo ze „swoimi” ludźmi. Ostatni taki przypadek to wyjazd w te lato do Krakowa, a następnie próba przejechania stamtąd na rowerze do Zakopanego… po szlakach górskich. Efekt był taki, że w okolicach Mszany Dolnej dopadła mnie noc i byłem zmuszony do powrotu do Krk nocą. Praktycznie bez picia, żarcie się skończyło, po wyjechaniu z gór w środku nocy czułem się jak rozbitek na ocenie, który widzi widzi w oddali ląd, kiedy zobaczyłem stację Orlen na której kupiłem sobie wodę i 2 hotdogi, które zaraz zeżarłem. No i jazda Zakopianką w środku nocy – ciągle miałem schizy że mnie jakiś baran potrąci i wyląduję w rowie ale było super. Może to było strasznie głupie, ale czuję że muszę zrobić coś podobnego jeszcze nie raz:)

    6. Dbaj o siebie – a to zawsze. Muszę być wypoczęty, wyspany i najedzony, bez tego ani rusz i nie trzeba mi tego 2 razy tłumaczyć:)
    7. Naucz się ogarniać swoje finanse – to podstawa. Ja systematycznie oszczędzam pieniądze z wypłaty, co miesiąc 200zł idzie na osobny rachunek oszczędnościowy. Staram się ograniczać wydatki ale w ten sposób, żeby nie ucierpiała na tym jakość tego co kupuję no i nikt nie namówi mnie do niepotrzebnych wydatków. Również dzięki temu udało mi się po ładnych paru latach rzucić szlugi (nie dość że świństwo to jeszcze strasznie kasę zabiera). Na początku takie zycie było dość męczące, ale potem okazało się że nie jest tak źle. Wystarczy być bardziej kreatywnym i szukać tańszych zamienników o podobnej jakości: ubrania kupuję na bazarku, telefon mam chyba z epoki kamienia łupanego ale na dobrą sprawę jedyne co musi mieć dla mnie ten przybytek to to, aby zadzwonić i wysłać smsa – do niczego więcej tak naprawdę nie jest mi potrzebny, nie palę niepotrzebnie światła itd. Grosik tu grosik tam zaoszczędzisz i zaraz widzisz ile dodatkowej kasy w portfelu Ci zostaje.

  • magda

    osobowość roku! blog na wypasie, gratulacje ;))

    http://findreasontosmilee.blog

  • M

    skoro w temacie studiów jesteśmy powiedz, czy Twoim zdaniem warto mieszkać w akademiku? Wiadomo dużo plusów i minusów. A w ostatecznym rozrachunku, jak sądzisz?

    • Nigdy nie mieszkałem, więc nie mogę się wypowiadać za bardzo ;)

  • Kasia

    Drogi Michale, trafiłam na Twojego bloga kilka dni temu i powiem szczerze nie mogę się oderwać:) Należysz do tych osób, które inspirują i widzę, że mamy podobne podejście do życia:) Ja jestem młoda, dopiero kończę pierwszy rok studiów, ale czuję, że złapałam na nich motor do działania i w głowie mnożą mi się plany i pomysły:) Zawsze wydawało mi się, że mam za dużo marzeń, czytając Twojego bloga widzę, że nigdy nie jest za dużo i spokojnie mogę dopisywać kolejne. I mam nadzieję, że nie prześpię studiów. Dopiero je zaczęłam, a większość z wyżej wymienionych punktów realizuję:) I czuję się szczęśliwa, bo stawiam sobie cele, realizuje je i potrafię cieszyć się najmniejszymi rzeczami. Pozdrawiam serdecznie!

  • marca

    Tekst podesłałam młodszej siostrze, która może za rok zacznie studia coby nie zaprzepaściła swoich 5 najlepszych lat. Ja inaczej wykorzystałam te 5 lat, w sumie najlepszy mój okres w życiu. Czy żałuje ? Nie. Za to mam swój kąt, kochanego męża, cudowną córkę, psa „debila” , pracę w której się rozwijam i marzenia co jeszcze w życiu zrobię :) np. jakaś podróż. Dzięki za takie teksty, optymistycznie nastrajają aż chce się rano wstać i działać.

  • gumowejebadło

    Ale bym ci wsadził penisa w twarz przystojniaku!

  • ciorny

    Też udało mi się wszystko zaliczyć :D Studiowałem w medyku w łodzi, najpiękniejsze chwile mojego życia :D

  • c

    Witam
    Czytałem to przed rozpoczęciem studiów i byłem bardzo pozytywnie motywowany, ale teraz czytam to i bardzo mi przykro. Mi niestety szczęścia zabrakło. Trafiłem będąc sam nieznając nikogo w mieście, w którym studiuje na ludzi strasznie nudnych . Nawet ci, ktorzy byli u mnie na parapetowkach o mnie nie pamietają. Weekendy spędzam sam nie mając możliwości na poznanie nowych ludzi. Próbowałem juz dużo. Byłem na wyjeździe integracyjnym, na wycieczkach ze studiów, poznawałem tam jakiś ludzi, ale nikt potem do mnie sie nie odezwał, nawet o zamienieniu kilku zdań bywało trudno. Moja grupa jest z osob które sie do siebie nie odzywaja, mam tam jedna koleżankę. Na całym roku nie jest lepiej. Jaka jest w mojej sytuacji recepta na to piękne zycie. Wychodzenie do ludzi, otwartość i gadatliwość nie pomagają to co moge poradzić?

  • Głupek

    żałuję, że nie przeczytałam tego wpisu na 1 roku studiów tylko 2 lata po ich zakończeniu… czuję, że zmarnowałam dużo czasu i możliwości na swoich studiach, wszystko przez zaborczego chłopaka, który nie pozwalał mi rozwinąć skrzydeł… potem i tak się rozstaliśmy… i dopiero od 1,5 roku walczę o swoje marzenia, dziękuję za ten wpis :)

  • Świetny wpis! :D Popieramy w 100%! :) http://www.study4u.eu

  • Przemysław Pufal

    Jeszcze można się zakochać i po studiach ożenić. Ja tak zrobiłem i nie żałuję :)

  • king_of_study

    warto tu takze zanzaczyc ze o nie jedyna droga. ja praktycznie nie wykonalem zednego z powyzszych punkow, a mimo to ani nie zalue ani nie spieprzylem sobie zycia (jeszcze) :D
    1. nie lubie ludzi wiec ich nie poznaje
    2. podroze mnie nudza
    4. jestem leniem wiec przez 5 lat studiow zaliczylem 4 tyg obowiazkowych praktyk, zaliczylem tzn mialem je wpisane w index z czego raz odwiedzilem z ciekawosci jedna firme
    5. debile i ich debilne pomysly tylko mnie wkurwiaja wiec odpada.
    6. patrz punkt 4

    jedyne czego sie nauczylem to kombinowac i dbac o hajsy, ale to raczej nie zasluga studiow na uczelni techniczjej.

    prace po studiach zaczalem od stazu w corpo a dzieki cwaniactwu w nim skonczylem staz mialem juz podwoja $$$ a po 2 latach stanowisko i hajsy na ktore ludzie pracuja dekade. dzis wiekszosc moze pocalowac mnie w sam srodek tylka, a za 5 lat niebede pracowal juz wcale.

    takze podsumowujac, trzymajcie sie studenciaki tych 7 zlotych zasad, ktos w koncu musi z usmiechem na twrzy zapieprzac na takich jak ja! zycie jest piekne!!!

  • karol

    Dla mnie 3 stracone lata, wkuwanie, zaliczanie, kompletnie bez sensu. W domu brak energii, by coś dla przyjemności czytać. I tak nic nie wiem. poza tym, co opisałem w licencjacie. System edukacji marnuje życie.

  • Marcin

    Student zawsze jest biedny.. Ale robiąc listę szalonych rzeczy powinien do niej wpisać lot w tunelu aerodynamicznym. Póki jesteśmy studentami to łatwiej jest nam się skrzyknąć i zrobić sobie taki wypad. Ja już byłam na takim w freeflycenter z kolegami z roku i był bajer, dlatego polecam, bo po studiach będzie się ciężku wyrwać.

  • kasik93

    Nie ze wszystkimi punktami się zgadzam – szczególnie z jakąś propagandą w stylu „bądź wariatem, bo to super!”. Nie, wykazywanie się głupotą nie jest fajne – fajnie poszaleć ze znajomymi, ale nie w taki sposób, aby robić z siebie świra. W akademiku mieszkałam przez pół roku i nie wspominam tego dobrze. Nie chcę, by wyszło, że narzekam, bo dalej uważam, że studia to najlepszy okres w moim życiu – poznałam świetnych ludzi, zawarłam mnóstwo przyjaźni, nauczyłam się życia, usamodzielniłam się. Grunt to tez wybrać dobre studia – najpierw poszłam na coś, czego nie chciałam, bo namawiali mnie rodzice, a później poszłam na dietetykę na wszuie w poznaniu, kiedy wszyscy łapali się za głowę, co ja robię, bo rzucam prestiżowe studia na prestiżowej uczelni (najpierw pojechałam do warszawy na uw i studiowałam tam prawo), chociaż szło mi nie najgorzej. Najważniejsze to robić w życiu to, o czym marzysz ;)

  • Rojal

    Moim zdaniem koniecznie trzeba zajac się wtedy językami – potem znacznie łatwiej o sensowne zajęcie.Sam teraz szukam pracy i gdyby nie jezyki, to nie byłoby ciekawie ;/ dobrze rzucić okiem choćby na linguajob.pl ile tam ogłoszeń tylko dla ludzi z językami – to motywuje

  • arianka

    grunt to trafić na dobre osoby na studiach – ja się zniechęciłam po pierwszym roku, bo poszłam na studia, na które średnio tak chciałam (uep, ekonomia), no i ludzie mnie odrzucali, wyśmiewali się ze mnie :( potem poszłam na ksometologię na wszuie w poznaniu i od razu było lepiej. grunt to iść na studia tam, gdzie się chce. poza tym czemu szalec na studiach skoro można na liceum

  • gxggzrfg

    Mam rozdwojenie moralności. Po pierwsze: Polska ma jedne z najsłabszych universytetów świata, dopiero na 500 miejscu się znajdujemy. Więc macie racje żeby je lekko traktować. Po drugie: idę na studia to jednak numerem jeden powinny być studia i to nie w stosunku 40%studia do 30%zdrowie do 20%imprezy do10%praca tylko w stosunku 80% studia + 20% reszta.

  • Była studentka

    Studenckie czasy to było coś.. Szkoda, że już skończyłam ten etap w życiu.Studiowałam w Poznaniu i czasami ze znajomymi wyjeżdżaliśmy na wycieczki w góry czy nad morze. Raz też wybraliśmy się do Leszna do tunelu aerodynamicznego.

  • Kasia Ko

    Teraz juz nic nie musicie szukac w bibliotece – w Librze te książki są dostępne” zupełnie za darmo i o każdej porze (24/7) z dowolnego urządzenia (komputer, tablet, telefon). Do tego jest dostępna wyszukiwarka wewnątrztekstowa, która znajdzie wszystkie książki, w których zawarte jest szukane słowo. Polecam zerknąc https://www.youtube.com/watch?v=xcOwXdi9Ng8

Przeczytaj poprzedni wpis:
Wczesne wstawanie – regulujemy organizm