7 sposobów na to jak popsuć sobie wyjazd

Jest dużo sposobów na to jak popsuć sobie najlepszy wyjazd. Dziś przedstawiam te najbardziej sprawdzone i skuteczne!

  1. Weź za mało pieniędzy

Sam tak zrobiłem jadąc przez wschodnie wybrzeże USA. Czytałem w necie, że ludzie podróżują za 2 dolary dziennie. Nie doczytałem, że w Azji, a nie w USA. Pierwsze dni były bardzo trudne, walczyłem z sobą, miałem wyrzuty sumienia, że wydaje za dużo.

W końcu pewne rzeczy zaakceptowałem – muszę gdzieś spać i coś jeść. Od tego momentu podróż była przyjemna. Nie chodzi oto, żeby mieć ze sobą wór dolarów, ale warto mieć pieniądze na „minimum socjalne”. Warto podróżować tanio, ale trzeba też znać w tym umiar. Takie tanie podróżowanie z ludzką twarzą.

  1. Weź za dużo pieniędzy

I w drugą stronę. Jak weźmiesz za dużo hajsu to twój wyjazd zmieni całkowicie charakter. Zamiast przygód, ciekawych spotkanych ludzi i niesamowitych historii będziesz z wygody siedział w lepszych hotelach i restauracjach. A po co jedziemy w podróż? Po to żeby grzać dupę w hotelowym basenie? Taka rozrywka jest fajna, ale na 1-2 dni.

coneyislad01

  1. Zaplanuj dokładnie cały wyjazd

A później denerwuj się, że coś nie wychodzi. Tripa nie da się zaplanować krok po kroku. A może i się da, ale to będzie cholernie nudny wyjazd przypominający wycieczkę z biura podróży. albo pielgrzymkę autokarową na Jasną Górę.

Dobrze zrobić mały reaserch, sprawdzić co warto zobaczyć i gdzie pojechać ale jednak trzeba być elastycznym. Gdy zaplanujemy wszystko krok po kroku to mamy niemalże pewność tego, że w pewnym momencie coś pójdzie nie tak, będziemy się denerwować, a wyjazd straci te iskrę tajemniczości i przygody.

  1. Zrób zbyt napięty grafik

Idąc dalej – jak już chcesz zepsuć sobie wyjazd i zaplanować wszystko dokładnie to dołóż do tego jeszcze mocno napięty grafik. Zaplanuj, że zwiedzisz wszystko w ekspresowym tempie. Zaliczaj wszystkie miejsca i wykreślaj!

Spontaniczność i trochę luzu w podróży jest niezbędne. Ja już dawno odszedłem od tego, że coś w podróży „muszę”. Potrafiłem pojechać do Stambułu i nie zobaczyć Hagii Sofii. Za to przeżyłem dużo ciekawsze rzeczy tylko dlatego, że nie miałem zaplanowanych rzeczy i pozwoliłem, żeby „miasto mnie niosło” .

  1. Zabierz ze sobą wszystkie problemy

Pojedź i rozmyślaj o pracy, obowiązkach i innych rzeczach, które pozostały w Polsce. Najlepiej zamartwiaj się i twórz w głowie czarne scenariusze. Zabierz ze sobą komputer i telefon, aby być w ciągłym kontakcie z szefem / pracownikami czy klientami. To gwarant spieprzonego wyjazdu.

coneyislad02

Wiem co mówię, bo sam miałem z tym wielokrotnie problem. Od kilku wyjazdów nauczyłem się z tym walczyć. Wyznaczam termin wyjazdu, informuje o tym klientów i planuje wszystko tak, żeby zdążyć wszystko zakończyć. 2 tygodnie przed wyjazdem nie biorę już żadnych zleceń wiedząc, że ich nie skończę. Tłumaczę klientom, że mogę się tym zająć, ale dopiero po powrocie (czyli np. za miesiąc). W efekcie po powrocie do Polski, od razu mam co robić, a podczas wyjazdu święty spokój.

  1. Jedź z osobą, która nie ma podobnego podejścia

Najlepiej miejcie jeszcze inne oczekiwania i inny budżet. Ja na szczęście zawsze miałem świetnych kompanów do podróży, ale znam przypadki rozwalonych wyjazdów, tylko dlatego, że ludzie mieli inne wyobrażenia. Jeden chciał tanio – stopem, pod namiotem, z przygodami, a drugi do hotelu, spokojniej, grzeczniej. Ogromny problem, bo takie różnice sprawiają, że podróż zmienia się w kłótnie i ciągłe robienie sobie wzajemnych wyrzutów.

A przecież przed wyjazdem tak łatwo zweryfikować daną osobę i ustalić wspólną wizję. Wystarczy tylko rozmowa i odpowiednia komunikacja.

coneyislad03

  1. Zrób sobie oczekiwania

Zamiast jechać na miejsce i brać „życie jakim jest” narób sobie niestworzonych wyobrażeń i planów. Potem denerwuj się, że nie jest tak jak sobie to wyobrażałeś. Denerwuj się na dziwne zachowania lokalsów, dziwne jedzenie, na miejscową kulturę i zwyczaje. Irytuj się tym, że autobus nie przyjeżdża na czas, że nikt się nie zatrzymuje na stopa, że w pociągu na twoim przedziale jedzie kilku lokalsów, 3 worki zboża i koza.

Już dawno zrozumiałem, że podróże są właśnie po to, żeby brać życie takim jakie jest. Nie jest to trudne, podczas każdego wyjazdu zdarzy mi się sytuacja, w której się denerwuje, bo coś nie idzie, ale jednak włączam tryb „chilloutu”. Zrozumiałem, że pewne rzeczy dzieją się nie przypadkowo. Gdy czekam na stopa w Austrii 14 godzin to ma to jakieś znaczenie i coś z tego wyniknie. Akceptacja życia. Takie trudne, a takie piękne.

A jakie jeszcze znacie sposoby na rozwalenie wyjazdu? Podzielcie się swoimi doświadczeniami.

A ktoś poznaje co to za miejsce na zdjęciach?

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Marta | Fabryka Endorfin

    5 sposobów? :D

    Mój sposób na popsucie to grupa większa niż 3 osoby. Każdy chce gdzie indziej, każdy ma inne tempo, jeden robi zdjęcia, drugi musi czekać, a trzeci chce już iść jeść.

    • Napisałem pięć, a potem wpadłem na dwa kolejne i zapomniałem zmienić ;) Taaak. Do grup trzeba w ogole podejść inaczej. W grupach musi być lider i główny ogarniacz, który trzyma wszystko za ryj, bo inaczej wyjazd się sypie ;)

    • Zgadzam się! Ostatnio będąc na Ukrainie o mało nie ominął mnie spacer po Lwowie, bo 3/5 osób z nas nie chciały już zostać i na siłę chcieli wszystkich razem ciągnąć już do Poznania, ale nie daliśmy się i zostaliśmy, by chociaż przez 5 deszczowych godzin móc bez planu zobaczyć kawałek Lwowa. :)

    • Dokładnie, ja bym nawet jeszcze jedną osobę odjęła. Najlepiej się podróżuje we dwoje, i to kiedy wiem, że ta druga osoba ma taki sam klimat jak ja. Każdy następny kompan podróży zwiększa ryzyko, że wspólna wizja się rozjedzie i zaczną się problemy z dupy i przymusowe kompromisy, przez które później nikt nie jest zadowolony.

  • Aga

    Za duża grupa, szczególnie gdy się jedzie bez planu. Trudno cokolwiek ustalić.

  • ja

    Najwazniejsza jest ekipa. Wybierz osoby ktore maja inne oczekiwania odnosnie wyjazdu i konflikt gotowy. Jak ma sie wspolny cel troche kasy i pozytywne nastawienie to nie moze sie nie udac. Ja co roku jezdze raz na wakacje z dziecmi i raz tylko ja i maz. Oczekiwania cele i ambicje sa zupelnie rozne przy obu wyjazdach.kazde z nich jest super ale zupelnie odmienne z dziecmi zero planowania, chillout i podejscie na luzie, natomiast sami spinka zeby wyjsc wyzej,dalej (szczyty) zobaczyc wiecej . Kazde ma swoje plusy i minusy. Trzeba umiec dostosowac sie do sytuacji.

  • Odnośnie punktu 4 – kiedyś często padałam ofiarą zbyt napiętego grafiku, teraz podobnie jak Ty pozwalam aby miasto mnie niosło (fajne określenie). I fakt, czasami nie zobaczy się przez to jakichś głównych atrakcji, ale doświadczy się innych rzeczy… No i zawsze jest powód, aby w dane miejsce wrócić.

  • Z tych wszystkich na szczęście tylko szóstka zdążyła mi rozwalić wyjazd. Od siebie dodam jeszcze organizację w grupie – gdy nawet jedna osoba jest typem nocnym, a reszta to ranne ptaszki, wyjazd będzie nerwowy. Jeśli umawiamy się na wyjazd o 9.00, to nie znaczy, że o tej godzinie trzeba wstać z łóżka ;)

  • Punkt 8 – weź ze sobą pół mieszkania, bo „to, to i to na pewno się przyda i nie będzie na miejscu” – zdecydowanie odradzam robić z siebie jucznego woła, bo tylko się nadźwigasz a 3/4 rzeczy które zabrałeś z domu ani razu nie użyjesz :)

    • Dobry punkt :) Pamiętam jak na pierwsze wyjazdy jechałem obładowany jak karawana algierskich wielbłądów. Po latach człowiek ma swoje patenty i wie co potrzebne a co nie. Tego trzeba się nauczyć.

  • Domi

    Inny sposób na popsucie wyjazdu? Być ciągle online. Tu fotka na snapa, albo instagrama, post na facebooka i twitera, sprawdzanie lajków co 5 minut i nagle trzeba wracać do domu. :C

  • w podróży zdecydowanie najgorszy jest telefon lub tablet z Internetem ;]

  • Monczia

    Coney Island, New York
    Ja często psuję sobie wyjazdy nie biorąc ciepłych rzeczy do ubrania. Za bardzo wierzę w te optymistyczne prognozy.

    • POjechałem kiedyś do Norwegii w samym polarze, bo przecież „maj więc będzie ciepło”. Spaliśmy na dzikusa w parku itp. Ale wymarzłem wtedy.

  • Jeszcze jedno przyszło mi do głowy. Podróżowanie z kimś kogo tak naprawdę nie znasz. Czasem można trafić na kogoś, z kim bardzo fajnie się ten czas spędzi, lecz z reguły wychodzi z tego jedna wielka kaszanka. Już się nasłuchałem opowieści innych ludzi, jak to pojechali z kimś, kogo nawet dobrze nie poznali i okazało się, że mieli kompletne inne priorytety. Na przykład ktoś chciał pochodzić sobie i pozwiedzać, a reszta ekipy tylko by siedziała na plaży i zalewała pałkę. W sumie to nie wiem po co jechać np. do Grecji tylko po to, aby siedzieć w barach czy cały dzień leżeć na plaży i nic nie robić. A no tak, zapomniałem. Trzeba się przecież pochwalić stamtąd zdjęciami na fejsie :)

    • Ja wychodzę z założenia, że basen to mam na miejscu. Nie po to gdzieś jadę żeby robić to samo co mogę będąc u siebie

  • A myślałem, że leżenie przy basenie hotelowym dłużej niż kilka godzin w roku denerwuje tylko mnie :)

    • Fajna rzecz, ale na 1, max 2 dni. Potem można zwariować :) Baseny i inne cuda smakują świetnie, ale po dobrym wysiłku fizycznym. Jak człowiek da sobie w kość i później w nagrodę może iść na jakiś basen, hydromasaże czy sauny.

  • Dla mnie największym problemem jest brak luzu i trzymanie się codziennych zasad typu bardzo wczesne wstawanie, obiad jemy o 15 itd. oraz ograniczenia finansowe, rozumiem mądrze podróżować, ale rezygnacja z zobaczenia fajnego miejsca, bo ’10euro za wejście to za drogo” jest dla mnie bardzo męcząca.

  • Zgadzam się z 6, tylko problem pojawia siewtedy, kiedy na etapie deklaracji sie zgadzamy, a na etapie „bycia w drodze” okazuje, ze jednak nie. Ja przeżyłam coś takiego, wyjechałam ze znajomymi, ktorzy deklarowali, ze oczekują tego samego, jednak pózniej okazało sie, ze po 10-14 jazdy dziennie ich marzeniem jest spanie w namiocie (zbieżne oczekiwanie) ale na placu miedzy 3 dyskotekami (kompletna rozbiezność). Nie musze chyba dodawać, ze kazda dyskoteka to inny typ muzyki?

    To dopiero był wyjazd!;)

    A jesli chodzi o akceptacje tego co nam sie Rzymianka, to zupełnie sie z Toba zgadzam. Takie trudne, a takie piekne i ważne (nawet jesli o tym nie wiemy) ?

  • berdzikk

    Najgorzej nie znalezc noclegu zawczasu a potem szukac w panice miejsca o 22 w nocy w obcym miescie :D. Ostatnio tak mialem w Rzeszowie ale na szczescie w hotelu Ferdynand bylo ostatnie wolne miejsce..Masakra. Najadlem sie strachu :D.

    • A my w ten sposób zawsze mieliśmy najfajniejsze przygody :) chociaż przyznam, stres był

  • Chyba będę często wracała do tego wpisu. Punkty 3 i 4 niestety są mi bardzo blisko, ale dzięki temu tekstowi mogłam się nad tym głębiej zastanowić, dzięki;)

Przeczytaj poprzedni wpis:
5 powodów, dla których jeżdżę na Woodstock