Niesamowite historie autostopowe

Zawsze namawiam do spróbowania stopa, bo to najłatwiejszy sposób na przeżycie przygody jak z filmu. W 5 minut możesz stać się jak bohater z filmów akcji. Mnie podczas takich podróży spotkało wiele śmiesznych i ciekawych sytuacji, które spokojnie mogłyby wystąpić w scenariuszu. Dziś przeczytacie kilka z nich.

Bez dokumentów, telefonu i pieniędzy w Walencji

Sytuacja miała miejsce w Hiszpanii. Razu pewnego wracaliśmy z Góreckim autostopem z Maroka. Stop totalnie nie szedł, było tragicznie – spalili nam namiot, byliśmy głodni i generalnie było źle. Łapaliśmy na bramkach na autostradę, nagle zatrzymuje się jakiś samochód. Wesoło wbijamy do auta, gość ani słowa po angielsku, my ledwo co po hiszpańsku, ale jest pozytywnie. Za kierownicą siedzi bowiem Bob Marley, tylko bez dredów. Muzyka reggae w głośnikach i jedziemy kiwając głowami w rytm muzyki.

W pewnym momencie patrzymy, a typek wyjmuje sobie jointa, podpala i rozkoszuje się jego smakiem. Wszystko fajnie pięknie, ale jedziemy autostradą jakieś 120 km/h!

autostop_03

Wysiadać? Jechać dalej? Dobra, jedziemy, bo znowu utkniemy gdzieś na jakimś zadupiu i będziemy tam siedzieć 2 dni. Niech się dzieje co chcę, może taki ma być nasz los?

Nasz rastuch jechał na festiwal reggae do Castellon, ale powiedział, że musi na moment zatrzymać się w Valencji. Zaparkował więc w centrum miasta i poszedł, zostawiając kluczki, dokumenty i inne rzeczy w aucie. Siedzimy z Góreckim i grzejemy się w środku, gdy nagle po lewej stronie zauważam mały markecik. Mówię do Góreckiego – słuchaj stary, idę kupić nam po piwie,

Niech się dzieje co chcę, może taki ma być nasz los?

będziemy mieli na  później, bo nie wiadomo gdzie będziemy spać. Zabrałem więc wyliczoną kwotę i poszedłem na zakupy. 5 minut później, stojąc przy kasie, patrzę, a moje auto odjeżdża – z Góreckim i wszystkimi naszymi rzeczami na pokładzie. Lekki stresik, ale nic się przecież nie dzieje. Wychodzę ze sklepu mając ze sobą jedynie dwa piwa, rozglądam się – pusty parking. Zdecydowałem, że przejdę kawałek wzdłuż ulicy, którą pojechało nasze auto. Kilka minut później patrzę, a jakieś 300 metrów dalej ktoś mi macha. Tak, tak, nasz rastuch! Podobno wszedł do auta i ruszył wesoło śpiewając, nie zauważając, że mnie nie ma. Nie reagował na krzyki Góreckiego i dopiero po pół kilometra zauważył, że brakuje jednego pasażera.

Francuskie klimaty

Rzecz działa się we Francji. Wjechaliśmy do niej od strony Niemiec i wylądowaliśmy na jakimś zadupiu przy samej granicy. Pustka, nie ma nic… nie da rady tu złapać stopa. Założyliśmy plecaki i idziemy zastanawiając się, co napisać na kartce i gdzie łapać. Nagle, zza zakrętu wyjeżdża stary samochód przypominający trabanta. Nie zwrócilibyśmy na niego uwagi, gdyby nie to, że auto narobiło dużo hałasu i nagle, jak gdyby nigdy nic, zatrzymało się koło nas. Nie wystawialiśmy kciuka, nie zatrzymywaliśmy go. Po prostu szliśmy. Do środka zaprasza nas wesoły Francuz. I teraz wyobraźcie sobie – świeżo wjechaliście do Francji, jesteście w niej pierwszy raz w życiu i ta Francja jest taka jak na filmach. Stary, plastikowy samochód, widok na Alpy, wokół jakieś pola i winnice, wąska, kręta ścieżka biegnąca niewiadomo gdzie, w charczących głośnikach francuski folk, a za kierownicą Francuz, który ni w ząb po angielsku. Dokładnie taką Francję sobie wyobrażałem : )

Wino i ciastka domowe

Kolejna historia to Chorwacja. Wracaliśmy znad Adriatyku i zabrał nas sympatyczny Słoweniec. Prowadzimy sobie elegancko konwersację – ja w języku polskim, on w chorwackim – gdy nagle zjeżdża z autostrady i mówi, że pojedziemy w jeszcze jedno miejsce. Dramaturgii dodają mrówki, które oblazły nas na poboczu i niechcący wnieśliśmy je kierowcy do samochodu (nie miał do nas o to żalu). W głowie kłębi się pytanie – gdzie my jedziemy?

autostop_02

Po chwili wszystko się wyjaśnia. Zajeżdżamy pod mały jednorodzinny domek. Z niego wybiega rodzina kierowcy – siostra i szwagier. Zostajemy zaproszeni do środka, dostajemy kawę, ciastka i wino domowej roboty. Z pokoju obok powoli wyłania się przygarbiona postać. Stara babcia, ze zmarszczkami na twarzy i dłoniach, nestorka rodziny w czerwonej chuście na głowie przyszła zobaczyć, kto odwiedził progi domu. Czy nie jest to scena jak z filmu?

Na bogatości

Ten sam wyjazd, kilka godzin później. Po nocy na stacji benzynowej, brudni, zmęczeni, zdenerwowani próbujemy złapać coś na Wiedeń. Tragiczna stacja benzynowa – bardzo mały ruch, głównie lokali kierowcy. Po 13 godzinach siedzenia tam ja już tracę nadzieję. W końcu coś się zatrzymuje. Kierowca jedzie do Grazu, ale chcę nam bardzo pomóc. Całkowicie mu nie pasuje, ale bardzo chcę, myśli, analizuje. W końcu decyzja – wsiadajcie, zawiozę was na lepszą stację benzynową.

autostop_01

Przewiózł nas jakieś 60 km – na stację, która dla każdego autostopowicza jest prawdziwym eldorado. Na do widzenia nasz kierowca wyjmuje z portfela plik pieniędzy i nam go wręcza. My oczywiście mówimy, że nie możemy przyjąć, że i tak nam bardzo pomógł, ale oczy nam się świecą, bo kabza pusta, a pasztety Profi wychodzą nam już bokiem. Wzięliśmy te pieniądze, zabraliśmy plecaki i pomachaliśmy na dowidzenia naszemu wybawcy. Następnie spojrzeliśmy na te pieniądze i okazało się że … dostaliśmy 70 euro! W tym momencie zdałem sobie sprawę, że wyjazd do Chorwacji praktycznie mi się zwrócił. Po prawie tygodniowej diecie konserwowo – pasztetowej doszliśmy z Brysią do wniosku, że czas na szaleństwa. Poszliśmy na prawdziwy królewski obiad. A co!

Na do widzenia nasz kierowca wyjmuje z portfela plik pieniędzy i nam go wręcza.

To jest właśnie piękne w autostopie – totalna nieprzewidywalność. To jest naprawdę jak w filmie – nie wiesz, co się wydarzy, co Cię spotka, co będziesz robił. Najpiękniejsze są chwilę, gdy po trudnych sytuacjach i złych momentach nagle wychodzi słońce i dobro dzieje się na naszych oczach.

Wystarczy podjąć decyzję i ruszyć w jakąś podróż, aby stać się bohaterem filmu, do którego scenariusz pisze życie, a aktorami są przypadkowe osoby.

A wy? Mieliście jakieś ciekawe przygody autostopowe?

Opowiedzcie je tutaj i pokażmy tym, którzy jeszcze nie zasmakowali takiej przygody, ile ciekawego może się w życiu wydarzyć, jeżeli zdecydujemy się na odrobinę odwagi.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Sytuacji było wiele :) Tureccy kierowcy stawiający obiad, policja wywożąca z centrum miasta na wylotówkę, łapanie stopa do Rygi przy minus 25 stopniach Celsjusza, a ostatnio stop złapany w mniej niż 30 sekund na wylotówce z Warszawy w stronę Gdańska. Autostop ma to do siebie, że przygoda goni przygodę :).

  • Marcin

    Dwa dni biwakowania na parkingu z tirowcami (jedzenie prawie jak u mamy), ucieczka przez autostradę przed gejami, półgodzinna rozmowa z francuzem o autostopie w piekarni i zebranie całej obsługi wokół mnie że jak to możliwe przejechać Europe stopem. O długich stopa na kila tysięcy kilometrów nie wspomnę. Granie w PlayStation 3 w tirze.

  • Picasso

    Kiedyś byłem w Chorwacji z dziewczyną i jej znajomymi. Jednak szybko się okazało, że za wesoło nie będzie. Dziewczyna dała dupy swojemu znajomemu i po 3 dniach nie pozostało mi nic innego jak zawijać żagle. Oczywiście nic nie miałem ogarnięte na powrót więc 150e w portfelu, założyłem koszulkę z wielkim napisem polska i godłem ( kupiłem ją specjalnie na euro 2012 – zresztą już jej nie mam bo rok później też w Chorwacji wymieniłem się koszulkami z jakimś Amerykaninem lubiącym Polsce ). Odnalazłem polaków w jakimś kampusie – dość dobrze dzianych. Jechali na 3 auta z rodzinami i po negocjacjach za darmo wzięli mnie do polski. Po wspólnym obiedzie wysadzili mnie w Gliwicach, a oni sami pojechali na Warszawę. Potem kierunek dolnośląsk i po 19h trafiłem do domu. :) Przygoda pełną parą! :D Polecam autostopowe wypady. Pozdrowienia dla moich kierowców z Warszawy. Oczywiście dotarł bym do polski bez tego szczęśliwego autostopu, bo na wieść o tym sztab ludzi w Polsce organizował mi powrót – mimo to było fajnie przejechać się stopem 1300km. :)

    • Tomasz

      ale kolege i dziewczyne to mogles gdzies w Chorwacji utopić…

      • Picasso

        miałem nadzieję, że sami się gdzieś utopią bo do za wielu to oni się nie nadawali. Wiesz, prawda jest taka że zabijesz śmiecia a odpowiesz jak za człowieka mimo iż to stworzenia człowiekopodobne :P

        • Wróci im w karmie ;)

          • Maja

            nie ma co się rozdrabniać. jak ktoś urodził się kur*ą to jaskółką nie umrze czy w Polsce czy na księżycu

  • Dawid

    Najciekawszy zdecydowanie był stop złapany na totalnym zadupiu o 2 w nocy. Auto – stary kwadratowy Mercedes, w środku naparza Rock’n’Roll, a gościu – koło 40 – wygląda totalnie jak Lemmy z Motorhead. :)
    Okoliczności towarzyszące podróży jeszcze ciekawsze (uciekaliśmy z kuzynem, ze sprzętem w rękach o wartości ok. 3 tys. zł, przed pijanymi gościami przez pół miasta).

  • lager

    W tym roku rzuciłem się na głęboką wodę i po raz pierwszy w ogóle pojechałem gdziekolwiek na stopa. Od razu do Holandii :). Potem Belgia itd. Klasyczny Eurotrip. Ale wychodząc z domu w życiu nie sądziłem, że tyle mnie spotka, to byłą jedna wielka przygoda.

    1) Łapiemy z kumplem w Poznaniu pierwszego stopa w życiu, do Niemiec. 5h nic więc morale na dnie, co źle robimy? I na sam wieczór, jak już mieliśmy się gdzieś melinować z namiotem zatrzymuje się najnowszy model merola na niemieckich blachach. Gość, polak, że gdzieś nas może w okolicach Berlina zostawić, a on jedzie dalej. Oczywiście radość wielka chociaż już późno. Uśmiechnięci, że taki odcinek zrobimy nie przejechaliśmy nawet 10km jak uber mercedes się zepsuł i nie mógł jechać szybciej niż 10 kmh. Staczamy się na stacje, z odczuciem niemożliwego pecha, ale gość wysiadł wkurzony, coś pogmerał przy silniku i jednak. Poszło. Prujemy 190 autobahnem, a gość opowiada jak się ścigał na wielbłądach w arabii saudyjskiej, jakie widoki z tamtejszej wieży kilometrowej itd. Zgadaliśmy się tak dobrze że zaprosił nas do siebie, do Dusseldorfu. Ok, jedziemy, autostop bez większych planów.

    2) Przespaliśmy się u gościa w ogródku, rano śniadanie z jego rodziną ( ani słowa po polskiemu więc tylko uśmiechy ) potem on nas podrzucił do miasta na zwiedzanie. O 17 sms, że nas może odebrać z miasta na jeszcze jedną noc do siebie i że zaprasza na grill. :D <- tak wyglądaliśmy. Zabrał nas, jedziemy do jego domu, a tam z 12 dzieci biega i wszystkie na nas wgapione. Okazało się, że 5letnia córka tego gościa była tak zachwycona, że jej tata "znalazł przy drodze dwóch chłopaków co nie mówią normalnie i śpią w naszym ogródku", że zaprosiła znajomych z przedszkola żeby nas pooglądali :D :D Gospodarz przyszykował nam drinki i do 3 rano piliśmy przy ognisku wymieniając się historiami

    3) Ze stacji w kierunku Holandii zabiera nas Clint Eastwood ;) Gość wygląda identycznie i zachowuje się dokładnie tak samo jak oryginał. Chrząknięcia i poker face bojowy uprzyjemnia nam podróż.

    4) Po kilku dniach z amsterdamu wywozi nas koleś, który na stopa dojechał z holandii do tajlandii.
    a na najbliższej stacji przejmuje nas Belg, który zaprasza nas na noc do siebie. tym razem trafia się mega wioska zadupie ;p śpimy w ogródku z kozami :D

    5) do brukselii zabrali nas 60letni geje ;p zorientowaliśmy się w połowie drogi, jak zaczęli rzucać BARDZO wymowne żarty. nnie powiem, trochę się ich obawiałem, szczególnie jak nas zaczeli częstować belgijskimi czekoladkami i śmiać się że "co oni będą chcieli w zamian :P " , ale generalnie bardzo mili ;p i nic nam nie zrobili :D

    6) z brukseli nie mogliśmy wyjechać przez 10h. najtragiczniejszy moment podróży, upał 30 stopni, dokuczają nam jakieś lokalne murzyny, chce się płakać. podchodzi gość cały w dziarach, z tunelami i mega piercingiem. myślimy "będzie wpier*ol", a on do nas, że on z węgier i wraca do domu bo tu pracuje jako żongler i czy może się podłączyć. nie wiem jakim cudem, ale wraz z nim udało nam się złapać stopa dla trzech mimo jego wyglądu i to w 30 minut. w połowie drogi gość który nas wiezie oznajmia taką rzecz "przewożę ze sobą 20kg prochów, jak wpadniemy to każdy bierze odpowiedzialnośc za siebie" i czy może wolimy wysiąść. Jakoś nam wolność się podoba, także wysiedliśmy. Węgier zrobił na stacji show, zarobił w godzinę kilkanaście euro i razem zjedliśmy ( stawiał ) wypaśny obiad

    7) Granica belgia niemcy. 22 Ruchu nie ma. Szukamy slota na namiot, gdy na stację wjeżdża audi q7. Kumpel już czysto dla beki wysiadającego turka pyta czy nas podwiezie. "Get in" i poszedł. ??? wraca, "get in!" i idzie do fury. zero uśmiechu, ciemne okulary. nie wiem co nas podkusiło wsiąść, ale po chwili byliśmy w audi. ciemne szyby, gośc zablokował drzwi i nic nie mówi. zaczynam się nerwować, wszystkie straszne historie autostopowe wracają do pamięci. gość łamanym angielskim powiedział, że zostwi nas na dobrej stacji w kierunku berlina gdzie jedziemy. siedzimy w mega strachu, bo ( prawdopodobnie ) to był jakiś gangster. zero uśmiechu całą drogę, a poniżej 180 kmh nie schodził na autostradzie. i co chwile gdzieś jakieś telefony po turecku albo niemiecku. tyle co zrozumiałem to zwei studenten, ale to już i tak mnie nerwowało. zacząłem symulować ból brzucha, żeby mieć powód do zatrzymania się jak najszybciej, a gość wyciąga jakieś tabletki, mówi że pomoże i że w razie co z tyłu torebka jest to mogę zwymiotować… serio zaczynam się bać, a telefon jak na złość nie ma zasięgu ( pierwsza głupa myśl, w furze zakłócacz ) spróbowaliśmy cos pogadać, ale wszystko co pytaliśmy to typ, że "secret" 0.o Za to opowiedział, że ma 8 audi q7, dwa aston martiny i regularne się ściga na jakichś torach; i że on już był wszędzie bo jest bardzo bardzo bogaty… a autostopowiczów wiezie drugi raz w życiu bo nie lubi, a jak już bierze to lubi zasuwać i szokować prędkością. sytuacja się nieco poprawiła, jak zatrzymał się na jakiejśc stacji w niemczech. myslałem o tym żeby spierdzielić, ale skoro już się zatrzymuje to może i nie zamorduje nas. o 3 nad ranem dojechaliśmy do jakiejś stacji, na pożegnanie usłyszeliśmy, że tu dużo tirów i mamy nawet prostytutki jakby co… znaleźlimy krzaki i zmęczeni emocjami zasneliśmy w pięc minut

    8) pobudka i co się okazuje? jesteśmy ku*wa pod pragą ! przejechaliśmy w 5h całe niemcy i gość nas w czechach porzucił 0.o stacja faktycznie okej, dużo ludzi, ale nic nie jedzie do berlina… pół europy przejechane, żeby utknąc z drugiej strony… a koron nie mamy bo nie planowaliśmy tu pobytu. ratuje nas czech mówiący po polsku. zabiera nas na granicę z niemcami po drodze opowiadając o jego podróżach autostopem, statkostopem itp. mega człowiek, daje dużo dobrych rad autostopowych

    9) z berlina wyjechaliśmy… Tada! TRABANTEM KABRIOLETEM :D czymś takim jeszcze nie jechałem, nie wiem jaki cudem weszliśmy do niego i to z bagażami. ledwo się toczy, a nieobeznana ze stopem kierowczyni zostawia nas na środku autostrady. stopowicze wiedzą co to oznacza…
    już się zabieramy do butowania 10km do najbliższej wiochy, gdy dosłownie po 3! mintach zatrzmuje się KABRIOLET ROLLS ROYS !!!!!!!!!! i jakiś playboy niemiec płynnym angielskim mówi, że zabierze nas stąd bo chyba jesteśmy tu przypadkiem i tu nie jest bezpiecznie. ta fura była warta pewnie więcej kasy niż wszystkie nasze poprzednie podwózki razem wzięte.

    10) do granicy polskiej dojeżdżamy leżąc na pace dostawczaka między motorami kierowcy

    11) spod Szczecina pierwszy stop jaki łapiemy jest prawie bezpośredni pod nasz dom na zadupiu, 20km różnicy. jedziemy od razu na drugi koniec Polski :)

    i to wszystko w 10 dni, a i tak w skrócie i i tak tylko przygody związane z autostopem :D

    • Genialne historie – gratuluje ;) Zazdroszczę zwłaszcza Kabrioletów, bo jako autostopowa blachara mam to jeszcze na swojej liście :)

  • Marcin

    Jechałem z bratem nad jezioro Solińskie. Łapaliśmy jak zwykle na kciuka, nie idzie nam łapanie na kawałek kartonu z napisem miejscowości :P Stoimy trochę przed Jasłem, czekamy ok. 30 min, ale jednak obaj zgłodnieliśmy, Po przerwie na posiłek znów ustaliśmy na przystanku i tam zaczęliśmy łapać stopa. Czekaliśmy ok. 10 min i zatrzymuje się bus. Siedziały w nim 3 osoby, jeden moim rówieśnikiem był i jak się okazało to zatrzymali się oni na jego polecenie ^^(Drugi z nich był emerytem, który był bardzo przywiązany do swojej działki. Trzeci to osoba ok. 40-50 lat.) Jechali 6km od naszego wyznaczonego miejsca (Solina) do Polańczyka. W sumie jechaliśmy tam tylko nad jezioro, także gdy się spytali, gdzie będziemy spać, to powiedzieliśmy że na polu namiotowym (mieliśmy spać na dziko tylko to był nasz pierwszy dalszy stop(1540km :P trochę pobłądziliśmy, dlatego tak dużo) i dlatego nie wiedzieliśmy, co mówić w takich sytuacjach) więc oni zaproponowali nam własną działkę z dostępem do jeziora, tłumacząc to tym, że po co płacić tyle za kawałek miejsca i jak tu odmówić ^^ Z miejsca się zgodziliśmy :P Dojechaliśmy na miejsce, rozłożyliśmy namiot i prosto spoceni do jeziora, Potem pogoda się zepsuła i musieliśmy szybko zwinąć namiot (ulewa straszna i brak tropiku nas zmusił :) ). Poszliśmy pod daszek, który krył ich kemping. Położyliśmy się spać na deskach pod gołym niebem przy ciągle towarzyszącym nam ognisku.(Nie nadaję się do pisania, ale nie przekazałem sensu, którego chciałem xD. Chodziło mi o to, że ludzie byli strasznie mili, wręcz zdawało mi się to podejrzane, aż do sytuacji, gdzie mieliśmy iść do sklepu i zastanawialiśmy się, czy zostawić plecaki (sklep ok. 1 h drogi od działki). Wtedy podchodzi jeden z nich daję nam kluczyki od busa i pyta się, czy po drodze nie zabierzemy z samochodu robaków, bo on ich zapomniał wziąć :D Wszystkie zmartwienia o plecaki przestały być ważne :P Cieszyliśmy się tym niepowtarzalnym klimatem aż 1.5 dnia :D. (Krótko, ponieważ zwinęliśmy się do Cisnej, bo to był nasz główny cel podróży. Wybraliśmy się tam w sumie po twoim wpisie :P Wątpię, że zaczęlibyśmy stopować, gdyby nie tamten wpis :P A już byłem w Bieszczadach, nad morzem i Woodstcku ;D Także dzięki Maju ! :) ) Co do woodstocku no się trochę spóźniliśmy i przyjechaliśmy na 16 więc nie było nas na spotkaniu grupy.

    • suicune

      Na stopa zazwyczaj zabierają bardzo otwarci i życzliwi ludzie :) Świat nie jest taki zły jak go media kreują, wystarczy trochę dobroci okazać innym, a to wróci :)

    • Standard na stopa :) Mi już ludzie jedzenie dawali, napoje itp. Bardzo fajna historia i sam chciałbym taką mieć w swoich wspomnieniach. Mam nadzieję, że stop się podobał.

  • Linka Glück

    Zawsze chciałam pojechać w Europę stopem, ale do tego potrzebna byłaby ekipa, a moi znajomi jakoś nie specjalnie podzielają mój pomysł. Z drugiej strony to dość ryzykowne, nie miałeś nigdy żadnej przykrej sytuacji?

  • kawior

    Łapiemy stopa w Brnie na autostradzie, stoimy w zimnie, już zrezygnowani i chcemy coś jeść zatrzymuje się samochód. W środku 3 kolesi takich bardziej rockowych, jeszcze z Kaśką nie wsiedliśmy a pada słowo „gandzia” i zdecydowaliśmy się z nimi wsiąść.Jechali jakieś 160km, i czasami zdażyło się zjechać z pasa. W środku Linkin Park na cały głos i jedziemy ;D Zapaliliśmy z nimi i po jakichś 150km skręcają z autostrady i jadą do jakiegoś centrum handlowego i gość mówi, że chce kupić samochód. Później patrzymy a na parkingu stoi jakiś rumun i stara mu się opchnąć samochód. W końcu samochód kupił a nas odwieźli na autostradę gdzie staliśmy w deszczu prawie 3 godziny ;D

  • kiosc

    Do tej pory miałam niesamowite szczęście podróżując autostopem. najdłużej czekałam godzinę :) Przygód było wiele. W Montenegro poznała właściciela prywatnej plaży. Kiedy inni leżeli ściśnięci jak sardynki, ja odpoczywałam na pustej prywatnej plaży :) W Serbii jechałam z policjantem, któremu w drodze skończyło się paliwo, więc my zostaliśmy przy samochodzie a gość złapał stopa i pojechała z karnistrem przywieżć bęzynę :) Podróż tirami do Hiszpanii to jedna wielka przygoda, a dzięki poznanym na stopie w Norwegii ludziom trafilyśmy do miejsc o którcy istnieniu pojęcia nie miałam.

  • Klaudia Różycka
  • wendigo

    Ja ostatnio (i najdalej) stopem to jechałem do rodziny 10km o domu i było to ze dwadzieścia lat temu :D no może z piętnaście ;) (czyli z mamą w dzieciństwie ;) ).
    Super się to czyta :) super, ale autostop to chyba jest nie dla mnie – jestem skrajnie nietowarzyskim człowiekiem ;) (tzn. nie w tym sensie, że jestem wrogo nastawiony tylko po prostu… no np. fobia społeczna). Jeszcze jakby z kimś to może prędzej…
    Ale dzięki Tobie myślę, że sam będę częściej brał stopowiczów :)

  • Justyna

    Niewątpliwie będziesz miał co dzieciom i wnukom opowiadać Maju :-) bardzo to inspirujące!Pozdrawiam http://www.wybiegajsie.blogspot.com

  • Patryk S

    To i ja się pochwalę. Gruzja, stop przez Mały Kaukaz. Złapaliśmy rodzinkę w minivanie. Okazało się, że jedna pani całkiem biegle mówiła po polsku, więc rozmowa zaczęła się kleić. Nagle słyszymy: „Może pojedziecie z nami? Jedziemy na urodziny mojego brata”. No to my uhahani no bo impreza w Gruzji i w ogóle wino i niekończące się toast, super! W końcu zjeżdżamy w jakąś polną drogę i zatrzymujemy się przy cmentarzu. „Mój brat zmarł 3 lata temu oznajmiła nasza dobrodziejka”. Ale jako że reszcie biesiadników humor dopisywał, to i my się przestaliśmy przejmować naszym faux pas.

    Na koniec imprezy pani oznajmiła, że droga przez Mały Kaukaz praktycznie nie istnieje i tam ze stopem będzie ciężko (w przewodniku była cholera…), ale to nie problem, bo jej brat (dla odmiany żyjący) jest zawiadowcą na stacji i na pewno nas wkręci. No to poczekaliśmy na rzeczony pociąg, przy okazji zwiedzając z bratem zapomniane ruiny (okolice Tetritskaro, polecam!). Zajeżdżamy na stację, wagony zawalone ludźmi i tobołami. No nie ma szans tam wejść. Ale nasz Gruzin nie tracąc rezonu kazał nam poczekać, zniknął na parę minut, a jak znowu się pojawił kazał nam wskakiwać do lokomotywy. Przez jakieś 13 godzin przejechaliśmy 180 km, ale jakie wrażenia!

    W taki sposób pierwszy i jak do tej pory jedyny raz w życiu udało mi się złapać na stopa pociąg. :) Pozdrawiam!

  • Ola

    Hej jak do tej pory autostopem podróżowałam tylko po Polsce, najcześciej jeżdziłam z pomorskiego do Żar gdzie wówczas odbywały sie woodstocki ale i tak był to przejazd przez prawie całą Polskę i raz też do Kołobrzegu. Przygód było sporo, były też i takie troszkę niebezpieczne np. jakiś kierowca próbował macać mnie po kolanach choc siedziałam z tyłu nieprzeszkadzało mu to zupełnie- na szczęście dla mnie i siostry wysadził nas szybko jak go poprosiłyśmy. Innym razem na 30 km trasie lokalnej zabrała nas karetka pogotowia i kierowca tegoż pojazdu z wielkim przejęciem opisywał prawie każde drzewo na trasie oraz historie wypadków, które to zakończyły się na owych drzewach. Najmilej jednak wspominam powrót z jednego z przystanków woodstock. Gdzieś niedaleko Zielonej Góry kierowca, który zabrał nas z Żar widząc, że jesteśmy głodne zabrał nas, na extra obiad, ot tak po prostu, bez żadnych podtekstów a z dobroci serca. Potem zaopatrzył nas w zapasy na drogę, to było coś. Od bardzo wielu lat już nie jedżę w ten sposób, trochę z wygody a trochę z rozsądku po prostu. A może jednak nie jest to takie straszne?

    • 10k mil stopowej podróży

      Jeśli człowiek zabierze ze sobą rozsądek to nie jest :) Drobne środki bezpieczeństwa też nie zaszkodzą, czy to sms do rodziny z blachami samochodu kierowcy, gaz pieprzowy, czy też towarzystwo silnego kolegi :) Z resztą prawda jest taka, że złe rzeczy mogą się przytrafić nawet na ulicy 100m od naszego domu/pracy/szkoły więc już lepiej żyć z rozmachem :) A świat nie jest taki zły jak go media przedstawiają, ludzie są o wiele milsi i życzliwsi niż można się spodziewać, szczególnie jak okaże im się to samo pozytywne podejście. A już w ogóle po za tym to „Odważni nie żyją wiecznie, ale strachliwi nie żyją wcale” :)

      Pozdrawiam!

      • Kiedyś przeprwadzałem wywiad z Kubą Fedorowiczem – http://zyciejestpiekne.eu/z-plecakiem-wywiad-z-kuba-fedorowiczem/

        Świetna, inspirująca postać. Kuba przejechał całą Amerykę Południową na stopa, złapał jachtostop na Antarktydę. Po powrocie do Polski zginął w wypadku w Polsce. To jest tak, że możesz siedzieć w domu i może coś się wydarzyć. Ja przez lata podróży nauczyłem się intuicyjnie wyczuwać sytuacje niebezpieczne. Nie ma co siedzieć w domu, czasem warto podjąć ryzyko.

  • Ola

    Marcin wspomniał ucieczkę przed gejami a ja zapomniałam dodać, że zdarzyło się mi uciekać przed tirówkami, które wzięły mnie i siostrę chgyba za swoją konkurencję (w sumie nie wiem dlaczego bo oprócz tego, że stałyśmy na jednej trasie w pewnej odległości to jeszcze byłyśmy zupełnie nieodpowiednio ubrane i za nic nie wyglądałyśmy za takie, za które wzięły nas one.)

  • Michał ta Twoja pierwsza przygoda z jointem jest całkiem podobna do mojej :) Ubawiłam się. Zresztą kocham autostop miłością bezgraniczną i miałam też wiele przygód. Wprawdzie pieniędzy jeszcze nikt mi nie dał, choć wiele takich historii słyszałam, ale za to zostałam zaproszona na obiad, przenocowana (właściciel oddał nam swoją sypialnię), następnego dnia oprowadził nas po swoim mieście, zabrał na zwiedzanie zamku i jeszcze podrzucił 50km do granicy z Chorwacją. Było to w Bośni i Hercegowinie. Pomijam fakt, że jadąc z nim dzień wcześniej, przeżyłam koszmar i śmierć w oczach miałam, bo pan zasuwał z prędkością 120-150 km na wąskich drogach (z jednej strony przepaść, z drugiej góry), wyprzedzał wszystko, trąbiąc i informując tym trąbieniem, że on ma pierwszeństwo. A na dodatek jeszcze po drodze wypił dwa duże piwa! A co do jointa, to wsiadłyśmy raz do Hiszpana, wracając z Barcelony. Wyglądał podejrzanie, ale że kwitłyśmy na fatalnej stacji benzynowej, gdzie prawie nikogo nie było, to zdecydowałyśmy, że nam wszystko jedno. Okazało się, że pan był już nieźle ujarany i ciężko nam się dogadywało. Zrozumiałyśmy tylko tyle, że jechał na festiwal marihuany. Naprawdę! Pokazał nam plakat. W dodatku zjechał nam nagle z autostrady i musiałyśmy się ewakuować. Ech, tych przygód było tyle, że nie sposób zliczyć. A co do Grazu w Austrii to tam wylądowałyśmy na koszmarnej stacji i nie mogłyśmy się stamtąd przez kilka dobrych godzin wydostać. Ponoć ta stacja to koszmar autostopowiczów.

    • Czy to taka stacja przed samym Grazem, na południu, po prawej stronie jadąc do Grazu?

      • Kurczę nie jestem pewna. Na pewno po prawej stronie. Zjeżdżało się do niej takimi „zakolami” z autostrady. Dość duży teren i stacja też duża. Musiałyśmy się tam rozbić na noc, bo nikt nie chciał nas zabrać i następnego dnia przez kilka godzin też nikt. W końcu jakiś Turek nas wziął i wywiózł, ale musiałyśmy się od niego ewakuować :) Ale Ty pewnie na innej stacji byłeś, skoro ona określana jest mianem eldorada dla autostopowiczów :)

  • Justyna Kloc

    My dopiero nasza przygode z autostopem zaczynamy (zamierzamy sie na dobre rozkrecic w Argentynie i Chile oraz mamy nadzieje, ze w Brazylii jak dobrze pojdzie), ale juz nam sie podoba. Raz zlapalismy stopa w Peru i nasz kierowca zabral nas do willi na wzgorzu, ktora nalezala do jego siostry. Widok po na okolice po prostu bajeczny! Czekamy na wiecej takich przygod :)

    P.S. Cala historie mozecie przeczytac tutaj:
    http://poriomaniacy.blogspot.com/2013/05/kaktusy-koniki-polne-i-piasek-cactus.html

  • Justyna Kiełcz
  • N.

    W zeszłym tygodniu po raz pierwszy ruszyłem z przyjacielem na stopa. Z Warszawy do Gdańska dotarliśmy w 6h – 3 samochodami, nie czekając dłużej niż 20 minut na okazję. Było pięknie. Polecam każdemu :)

  • Paulina Kubaj

    Gdzieś w Portugalii. Zatrzymuje się koleś, wsiadamy z koleżanką i jedziemy. Koleś ostro ciśnie 180/h przez cały czas, jak dzwoni telefon to zwalnia do 150 i rozmawia dalej. Po chwili mówi, ze potrzebuje się zatrzymać na stacji zatankować. Wysiadamy i patrzymy a kolo nie ma jednej ręki! Lewej. Nawet tego nie zauważyłyśmy wcześniej. Wsiadamy ponownie i przyglądamy się, jak on właściwie kieruje- okazało się, ze w momentach kiedy zmieniał biegi albo odbierał telefon, przytrzymywał kierownicę nogą (kolanem) i na lajcie jechał se dalej. Szok :P

  • Paulina Kubaj

    Jeszcze jedna sytuacja – jedziemy z kolesiem tirem. Człowiek chaos, 40 latek żyjący jak nastolatek. Opowiadał, że ma znajomych po całej Europie, jak jeździ Tirem to ich czasem odwiedza. Na jednym z postojów powiedział, „ja wracam za pół godziny, poczekajcie sobie tu na stacji, idę spotkać się ze znajomym”. Ok, czemu nie. Wrócił po jakiś 40 minutach niosąc… WOREK zioła! Skręcił se bolka, my z kumpelą wzięłyśmy po buszku i poszłyśmy spać (zaoferował nam nocleg w swojej kajucie), a on całą noc siedział i jarał (koleżanka się przebudzała kilka razy w nocy i za każdym razem widziała go siedzącego na krawężniku z jointem w ręku). A na następny dzień jak gdyby nigdy nic siadł za kółko i pojechaliśmy dalej.

  • Happier at Life

    Dwa lata temu jechaliśmy stopem z Krakowa do Pragi i po godzinie stania na wylotówce w Krakowie złapaliśmy wreszcie stopa, który jechał prosto do Pragi :)
    Kiedyś jechaliśmy stopem z Zakopanego do takiej mieścinki, do której nawet autobus nie dojeżdża. Kierowca stopa (złapany po 10 s stania) powiedział, że w sumie to mu się nie śpieszy i zawiózł nas po dom :)
    Ale najlepsze w stopie są historie opowiedziane przez kierowców. Nie mogę doczekać się kolejnych! :)

  • Beata

    Do dłuższego stopa nigdy jakoś się nie zebrałam, ale mam przesympatyczne doświadczenia z krótkich stopów w Serbii. Byliśmy jakieś 3 lata temu 4-osobową ekipą na festiwalu trąbki w Gucy. Mieszkaliśmy w połowie wzgórza które jest tuż przed Gucą, u sympatycznej rodzinki na ich trawniku :) i codziennie musieliśmy zjechać do doliny na sam festiwal. Mieliśmy autko, ale że każdy miał ochotę na browarka przy muzyce, zdecydowaliśmy, że parkujemy autko w szopie i próbujemy jakoś się te 10 km przetransportować. Pierwszego dnia poszło ekspresowo. Zanim doszliśmy do pierwszego zakrętu jacyś sympatyczni lokalsi wzięli dwóch kolegów, za chwilę drugie autko się zatrzymało i my też już mieliśmy czym jechać. Drugiego dnia szło nam gorzej, po pół godziny maszerowania rozdzieliliśmy się, bo trzymajac się w 4 mogliśmy odstraszać, niestety zatrzymały się tylko jakieś cwane laski, które chciały od na 10euro, no więc szliśmy tacy zrezygnowani… aż tu podjeżdża koleś wielkim terenowym autkiem, najpierw wziął nas, później pozwolił się jeszcze dosiąść naszym kolegom – okazało się, że był to szef lokalnej drogówki, został przerzucony na chwilę do Gucy i właśnie jechał na służbę, przemiły człowiek, a do tego powiedział, że jakby nam się coś działo, to żebyśmy go szukali :) Trzeciego dnia też musieliśmy zjechać na dół i tu nam szło już naprawdę fatalnie, jakieś 45 minut może godzinę szliśmy na słońcu i totalnie nic się nie chciało zatrzymać. Dwójka chłopaków z przodu, ja z chłopakiem bardziej w tyle, machamy, uśmiechamy się… nic. Nagle zza zakrętu wychyliło się wielkie czarne super auto, odruchowo zaczęłam machać ręką, chłopaki stwierdzili że nie ma sensu, że taka fura na nie weźmie… a tu Pan nagle dał po hamulcach, zaprosił nas do środka i w ten sposób poznaliśmy szefa podobno jednej z największych firm budowlanych w Serbii. Zachwycenie swoim fartem, stwierdziliśmy, że czwartego dnia wsiadamy tylko jak się zatrzyma Bregovic :) :)

  • JolkaJolka
  • Ania

    Kiedy w tym roku chciałam się wybrać na taki organizowany wyścig autostopowy (Autostop Race) z koleżanką (mój chłopak nie lubi takich podróży) to jakieś 90% moich znajomych zaczęło mnie straszyć że mnie tam zabiją, zgwałcą, wywiozą i po co mi to… No i nie pojechałam. Żałuję, bo pewnie tak naprawdę większość z nich nigdy tym stopem nie jechała. Za rok już nie odpuszczę :-)

  • Krzysiek

    Też lubię podróżować w ten sposób (i zabierać autostopowiczów jak jadę autem). Zawsze poznaje się mnóstwo ciekawych i życzliwych ludzi, słyszy się o miejscach których normalnie by się nie odwiedziło. Właśnie 2 tygodnie temu wróciłem z Kanady (przejechałem autostopem z wschodniego na zachodnie wybrzeże) – polecam wszystkim miłośnikom autostopu (a już szczególnie tym którzy lubią jarać). Z ciekawych sytuacji:
    – Lazurowe wybrzeże, Francja. Zatrzymuje się ksiądz. Nie mówi ani słowa po angielsku czy hiszpańsku. Tylko francuski. Po 1/2h godziny rozmowy na migi znaleźliśmy wspólny język – łacinę :)
    – To samo Lazurowe wybrzeże (tylko, że Włochy). 150-180 km/h w Maseratti Quatroporte po wąskich, krętych i dwukierunkowych drogach.

    – Słowacja, jakieś południowe zadupie. Zatrzymuje się stara, zdezelowana furgonetka. Kierowca jedzie ale zaczyna strzelać dzięcioła. Staram się gadać do gościa non-stop, ciągle częstuję wodą etc. Wreszcie gość zjeżdża na pobocze i pyta „masz prawo jazdy?”, „tak”, „Jedziemy do tego miasta, teraz Ty prowadzisz, 3 bieg nie działa, hamulce są słabe” i poszedł spać.

    – Szwecja i samochód squatersów ze Sztokholmu, przez których zostałem zaproszony na imprezę (było grubo)

    – Motocyklistka z zapasowym kaskiem w Polsce.
    – Pilot który zabrał mnie na lot szybowcem w Polsce

    – Nawrócony przez boga rdzenny mieszkaniec Kanady, były członek gangu (spotkałem również handlarza narkotyków na emeryturze).
    – Podstarzały playboy, DJ, z którym zjedliśmy kolację w domu jego znajomych, byliśmy w undergroundowym klubie (gdzie poznaliśmy właściciela tegoż klubu). Poznaliśmy go w ciekawy sposób podczas tej kanadyjskiej podróży. Jechaliśmy do Vancouver i kierowca który zatrzymał się żeby zabrać mnie i dziewczynę miał już jednego pasażera, również autostopowicza, jedziemy przez jakiś czas, po czym kierowca znów zatrzymuje się dla kolejnego autostopowicza (którym był ów DJ właśnie). Kierowca zabrał 4 osoby do samochodu, to było jak autobus autostopowiczów. Wszyscy oczywiście palili.

    Plus wiele innych ciekawych historii

  • Patryk

    Ja nie, ale za to moja znajoma miała, nie jechała autostopem, a takiego autostopowicza zabrała.
    Polska.

    Gość w garniturze z walizką macha na poboczu, myśli sobie wszystko cacy zabiorę, widać, że ogarnięty.
    Podczas jazdy ona próbuje zagadać, on ani be ani me, tylko odp typu tak/nie.
    Nagle mówi do niej „ale ładnie by pani wyglądała w trumnie” – ona w szoku udaje, że nie słyszy.
    Myśli jak się go pozbyć. Pali frana, że złapała gumę, zjeżdża na pobocze i pyta go czy by nie pomógł zmienić koła, otwiera drzwi, że niby wysiada, gość w garniturze wysiada idzie do bagażnika, ona szybko odjeżdża.
    Teraz hit. Zostawił pasażer zostawił ową walizkę. Dziewczyna otwiera ją w domu, a tam nóż i siekiera.
    Ładnie?

    Garniak, walizka, pozory mylą..

    • edward

      czy to było na Podkarpaciu ?

  • Pingback: Share Week 2014 – moje ulubione blogi | Żyj z pasją IT()

  • Pingback: Inspiracje miesiąca - do poczytania i zobaczenia - marilabo.pl()

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jedziemy na Woodstock