Autobusowe show w Indonezji

Rzeczą, którą koniecznie trzeba zrobić w Indonezji, jest przejażdżka autobusem. Gdyby indonezyjskie autobusy miały fan page na Facebooku, to kliknąłbym „Lubię to!”.

Zanim ruszymy w podróż, trzeba odpędzić się od szarańczy naganiaczy. Masa ziomeczków lata wokół Ciebie, próbując wcisnąć Ci bilet o mocno zawyżonej cenie. Dla mnie nie jest to łatwe, bo mam problemy z działaniami matematycznymi i liczeniem, zwłaszcza takiej szalonej waluty jak indonezyjska rupia (1 zł = 3333 rupii). Na szczęście liczenie i wydawanie pieniędzy wzięła na siebie Brysia, która okazała się twardą negocjatorką i nie odpuszczała lokalnym biznesmenom.

Raz nawet zaszantażowała jednego z dystrybutorów, że albo jedziemy po naszej cenie, albo wysiadamy i nie zarobi ani grosza. Poszedł na nasz układ. Jestem pewny, że i tak przepłacaliśmy, ale nie były to duże kwoty, bo transport w Indonezji jest bardzo tani. Warto znać orientacyjne ceny przejazdów, żeby wiedzieć, od jakich kwot wychodzić w negocjacjach. Przydatny okazał się tutaj blog Wędrownych Ufali, którzy przedstawili na swoim blogu ceny takich usług.

A i w samym autobusie dzieje się dużo! W niskiej cenie dostajemy trzy w jednym: środek transportu, pasaż handlowy i scenę estradową. Próżno szukać lepszego miejsca na zetknięcie się z kulturą tego kraju.

Środek transportu

Wolno, bo wolno, ale jedziesz do celu. Podrzuca, telepie, momentami jest gorąco, ale posuwasz się do przodu. Jeżeli autobus planowo ma jechać 4 godziny, to szykuj się na 6-7 godzin podróży. W środku panuje raczej luźna atmosfera. Ludzie się uśmiechają, zagadują w ichniejszym języku i próbują zrozumieć angielski. Wszyscy palą lulki, więc niepalący będą kręcić nosem, ale jeżeli nie mamy na coś wpływu, to trzeba to po prostu zaakceptować.

Pasaż handlowy

Ja nie wiem, jak to działa, ale mimo że pojazd ciągle jedzie, to co chwila pojawiają się kolejni sprzedawcy. Przechodzą przez cały autobus, oferując słodycze, jaja przepiórcze, zimne napoje czy biżuterię. Nie wiem, co później dzieje się z tymi ludźmi, bo w pewnym momencie znikają. Przez moment nawet myślałem, że gdzieś na tyle autobusu jest jakaś czarna dziura, która wciąga tych handlarzy.

Cokolwiek się z nimi dzieje, jedno jest pewne – w indonezyjskim autobusie głodny i spragniony nie będziesz.

Scena estradowa

Pomiędzy jednym a dziesiątym sprzedawcą przepiórczych jajek do autobusu wpada miejscowy grajek lub śpiewak. Oj, różne są to koncerty. Czasem zdarzy się zorganizowana ekipa z bębenkiem, gitarą i dobrym wokalem. Tacy zarabiają spory hajs. Zazwyczaj jednak jest to zwykły wyjec. W czasie naszej podróży jeden grał na gitarze z 2 strunami, bo reszta była wyrwana.

indonezja_autobusy

Moim faworytem jest młody chłopak, który chyba nie miał pieniędzy na bilet. Wszedł do autobusu, stanął na środku i zaczął śpiewać. Bez żadnego instrumentu, po prostu zwykły ogniskowy śpiew. Po kilkuminutowym koncercie przeszedł się wśród pasażerów, zbierając drobne momenty. Potem usiadł na końcu i jechał z nami dalej.

Ciekawe, jak zareagowaliby na koncert białego. Może ktoś spróbuje? : )

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • motocyklistka.eu

    Umarłam z gościa z dwoma strunami :)

    • No nie żartuje, nie ściemniam, nie wyolbrzymiam. Naprawdę tak było :)

      • motocyklistka.eu

        Nie no, wierzę Ci tylko się zastanawiam jak na tym grał :)

  • Sprzedawcy w autobusach przypominają mi tych z erywańskiego metra, przy czym tutaj sprzedają małe rzeczy, jak zapalniczki, chusteczki, zapałki, gumy do żucia itd. Przez jakiś czas zastanawiałam się, czy ktoś od nich kupuje, ale jednak tak. Poza tym widzę, że wszędzie trzeba negocjować ceny. Pozdrawiam :)

  • Pingback: Wioska w Indonezji, która stała się naszym rajem - Życie Jest Piękne()

Przeczytaj poprzedni wpis:
Pierwsze zetknięcie z Indonezją