CrossFit – nowa zabawka

Po maratonie poznańskim postanowiłem, że muszę odpocząć trochę od biegania. Biegałem w miarę regularnie od 2 lat i przyszła pora na małą przerwę, więc zacząłem szukać alternatywy ruchowej. Znalazłem Crossfit.

Nigdy nie byłem przekonany do siłowni i jakoś nie kręciło mnie podnoszenie ciężarów. Gdy w 2005r. zacząłem trenować parkour, zrozumiałem, że najważniejszy jest rozwój całego ciała. Moim celem stało się być użytecznym w każdej dziedzinie. Chciałem, żeby nie było dla mnie żadnych przeszkód. Żebym był zwinny, gibki, silny i wytrzymały zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Chyba właśnie dlatego polubiłem też bieganie. Jakiś czas temu trafiłem na CrossFit. Poszedłem na pierwszy bezpłatny trening do CrossFit Kraków i postanowiłem spróbować na dłużej. Jestem po miesiącu treningów i… cholera, spodobało mi się : )

Pierwszy trening wydawał się dość prosty. Dali mi kija od szczotki i kazali podnosić tak, jakby to była sztanga. Na drugi dzień bolało mnie całe ciało, a zakwasy nie schodziły przez kilka dni. I weź tu powiedz znajomym, co robisz na tym Crossficie. Podnosisz kija od szczotki i po tym niby jesteś taki zmęczony? Wstyd…

CrossFit

Dlaczego polubiłem Crossfit?

1. To godzina bez oszustwa – odkryłem, jaki jestem słaby i jak oszukuję siebie. Wiecie – biegając, zawsze można coś tam lekko oszukać. Tu zwolnię, tam się zatrzymam, żeby niby poszukać lepszej piosenki w mp3 itp. Idąc na Crossfit wiem, że dam z siebie wszystko. Po prostu nie da się oszukiwać. Idę z nastawieniem, że to tylko godzina i muszę dać z siebie wszystko.

2. Można spocić się jak świnia – zawsze zazdrościłem bohaterom filmów typu „Rocky”, że potrafią się tak spocić, że krople potu spadają na ziemię. Jako że jestem z tych niepotliwych, nigdy mi się to nie udawało. Aż do Crossfitu. Teraz gdy robię jakieś ćwiczenie i już nie daję rady, to żeby zapomnieć o bólu, liczę sobie krople potu, które spadają na matę. Kap…Kap…Kap…

3. Zacząłem poprawnie wykonywać ćwiczenia – jestem samoukiem, we wszystkim do formy dochodziłem sam i przez to wyrobiłem sobie masę złych nawyków. Okazało się, że proste podciąganie sprawia mi teraz więcej problemów, bo popełniałem dużo błędów. Pompek w ogóle nie ogarniam, a przecież byłem święcie przekonany, że robię je dobrze. Człowiek uczy się przez całe życie : )

4. Podoba mi się atmosfera – przychodzą różni ludzie. W szatni zawsze można z kimś pogadać. Po każdym treningu całą ekipą przybijamy sobie piąteczki i mobilizujemy się, jak ktoś nie daje rady. Raz na treningu pojawił się taki gruby gość. Słabo mu szło, ale wolą walki nadrabiał niesamowicie. Wszyscy pokończyli już swoje ćwiczenia, a on jeszcze cisnął. Stanęliśmy wszyscy wokół niego i krzyczeliśmy, że da radę, że już niedużo. Odliczaliśmy kolejne powtórzenia. Był tak czerwony, że myślałem, że wybuchnie, ale zrobił to – dokończył ćwiczenie!

CrossFit

5. Stwierdzam, że jestem masochistą – nie wiem czemu kręcą mnie sporty, w których muszę znaleźć granicę swoich możliwości. Czy nie mogę grać w siatkówkę albo czyścić lodowisko w curlingu? Mam coś namieszane w psychice, bo lubię ten stan na granicy wyczerpania. Lubię czuć takie kompletne zmęczenie, gdy niemal osuwam się z nóg i robi mi się już niedobrze z wycieńczenia. Crossfit mi to daje.

6. Satysfakcja po treningu jest ogromna – gdy ubieram się w szatni i nie mogę zawiązać buta, znaczy że było dobrze. Wracam do domu i w nagrodę mogę się lenić, przeglądać strony www, obejrzeć jakiś serial itp.

Crossfit bardzo mi się spodobał. Za krótko się znamy, by mówić, że to nowa miłość, ale stał się dla mnie tak miłą odskocznią od biegania, że kupuję sobie karnet na kolejny miesiąc. Sprawia mi to dużo frajdy i radości i będę chodził tak długo, aż mi się nie znudzi. A jak mi się znudzi to wrócę do biegania. 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Rafał Szydłowski

    Dzięki Tobie pierwszy raz usłyszałem o takich treningach :D Dla sprostowania jednak pragnę powiedzieć, że znałem siatkarzy, którzy po dobrym meczu wymiotowali ze zmęczenia :D

    • Ja dowiedziałem się od czytelnika bloga, więc idzie to teraz dalej :)

    • king

      to musieli być słabiaki hehe

  • hubert

    polecam sport extremalne jesli lubisz stawac oko w oko ze sobą

  • Kamil

    cześć, już trochę zaczyna mnie nużyć siłownia, może tak dla urozmaicenia spróbowałbym przynajmniej przez miesiąc crossfitu? Gdzie trenujesz w Krakowie?

  • Marta

    A widzisz efekty, np. poprawę kondycji, mocniejsze mięśnie, lepsze ciało albo inne? Też szukam dla siebie alternatywy, bo samo bieganie nie robi z moim ciałem wizualnie totalnie nic, daje tylko satysfakcję i rozluźnienie, Nie znoszę aerobiku, wszelkich dywanówek Chodakowskiej, zumby i innych babskich rzeczy. Chciałabym znależć cos co mnie nieźle sponiewiera, ale też da efekty wizualne.

    • Wizualnie trudno powiedzieć, bo jestem chudą tyczką i mięśni nigdy nie widziałem, ale czuje poprawę kondycyjno – siłową. Ćwiczenia, które na początku sprawiały mi trudność teraz już są ok. Podczas ćwiczeń, gdzie robimy serię w określonym czasie na początku ledwo byłem w stanie zrobić jedną, a teraz siadam dopiero po pewnym czasie ;)

      Sponiewiera Cię na pewno. Co do efektów wizualnych to jak przychodzę i patrze na ludzi, którzy ćwiczą regularnie to myślę, że to działa.

      • Marta

        Nie widziałeś chyba chudej tyczki, jesteś co najwyżej szczupły :) Nie musisz być jakims pakerem, żeby dobrze wygladać, wystarczy mieć lekko wyrzeźbione ciało. Jak nie zapomnę, zapytam o to samo za parę miesięcy, bo w sumie trudno się spodziewać czegoś po kilku treningach.

  • Bogumił Zwarycz

    Z Crossfitem po raz pierwszy zetknąłem się 1,5 roku temu gdy stwierdziłem że już jak siedzę to brzuch mi zaczyna przeszkadzać powiedziałem sobie dość. Szwagier akurat jest dobrze zorientowany na różnego rodzaju sporty. Ważyłem 110 kg na początku treningu (wrzesień 2012). Było jak piszesz, pot leciał ze mnie po wszystkich częściach ciała, nie musiałem wykupywać karnetu ponieważ szwagier był coś ala trenerem.
    Wszystkie ćwiczenia wykonywaliśmy na dworze, z wykorzystaniem tego co „masz pod ręką” (taka jest filozofia Crossfir właśnie, stworzona w garażu przecież). Pierwszy trening tak mi dał w kość że nie mogłem otworzyć drzwi tak mnie bolało wszystko. 5 miesiecy treningu do tego dieta i … 85 kg wagi. Przez crossfit zacząłem biegać bo podczas biegu można odpocząć od serii ćwiczeń robionych w trakcie. Powodzenia i oby Crossfit Ci się nie znudził!.

    • Hehe to prawda :) Bieganie nagle stało się dużo łatwiejsze. Ostatnio w czasie WOD mieliśmy skakanie na skakance. Kiedyś po takiej ilości podskoków miałbym dosyć, a teraz był to odpoczynek pomiędzy po drążku i pompkach ;)

  • Grzegorz

    Super, powodzenia i dalszej satysfakcji. :) Ja z siłowni przerzuciłem się na kalistenikę, street workout. Całkowicie z wykorzystaniem masy ciała. Póki co robię trening skazańca z książki Paul’a Wade’a „Skazany na trening Zaprawa więzienna”. Początkowo ćwiczyłem bardziej w domu, bo to takie ćwiczenia akurat, np. pompki z wykorzystaniem krzesła konferencyjnego robię :) A stopniowo już właśnie przechodzę też na drążki itp. I po tym jak ćwiczę ja i po obejrzeniu na yt co wyprawiają ludzie ćwiczący w ten sposób (np. Lazar Novovic, Hannibal For King, Bar Brothers itp.) to nie planuję wracać do treningów na siłowni. Zupełnie inna jakość mięśni i treningu samego w sobie :)

    • Rafał

      Właśnie zabieram się za czytanie książki Wade’a, planuje też wdrożyć plan w „najbliższym czasie”, wiem że to pojęcie względne, ale nie jestem pewien czy moje ciało w jakikolwiek sposób da rade.
      Otóż trenuje od roku czasu sztuki walki, mianowicie kick-boxing, na treningu dzieje się dużo (hantle, kettle, walka z ciężarkami w rękach) i nie mam pojęcia czy 2 treningi na raz będą lepsze niż 1. ? Ciekaw jestem opinii komentatorów czyli Was :)

      • Grzegorz

        Moim zdaniem będą się wzajemnie uzupełniać, bo zarówno kick-boxing jak i kalistenika rozwijają ciało, mięśnie. Takie rzeczy z kalisteniki, przynajmniej te początkowe stadia, znamy z zajęć w-f, bo to przecież przysiady, pompki, mostki, unoszenie nóg, stanie na rękach. Książka też jest tak napisana i całe te ćwiczenia ułożone, że stopniowo zwiększasz trudność, nie startujesz z pompek na jednej ręce, podciągania na jednej ręce, przysiadów pistoletowych itp. Tak więc … dzięki rocznemu już treningowi masz trochę kondycji, łatwiej Ci będzie zacząć z kalisteniką i być może szybciej będziesz przechodził do kolejnych poziomów, natomiast efektem też będzie wzmocnienie mięśniowe, które przyda Ci się w kick-boxing’u. :) Ćwiczenia z książki Wade’a to też 6 ćwiczeń, ja akurat rozbijam sobie to tak, że ćwiczę 3-4 razy w tygodniu, trzy razy robię brzuch, ale pozostałe partie raz w tygodniu. Tak więc w poniedziałek pompki i brzuch, środa to mostek i brzuch, piątek przysiady i brzuch, podciąganie robię oddzielnie z racji tego, że inne ćwiczenia póki co mogę zrobić w mieszkaniu, a podciąganie już na zewnątrz. Stania na rękach póki co nie robię, bo w mieszkaniu niezbyt mam jak, muszę na zewnątrz znaleźć sposób, pewnie jednak po zimie zacznę. Bardzo więc w ten sposób nie obciąża organizmu. Ja to tak zrozumiałem, że jest 6 ćwiczeń i zwiększam ilość powtórzeń, gdy mam już spełniony próg przejścia, a kolejne ćwiczenie zaczynam, gdy osiągnę 3 próg przejścia. Tak czy inaczej … nie znamy maksymalnych możliwości organizmów, o czym świadczy chociażby to, że ludzie biegają w maratonach, ultramaratonach, a nawet takich biegach jak Melbourne-Sydney :) Stopniowo będziesz się stawał wydolniejszy kondycyjnie i siłowo. Powodzenia :)

        • Rafał

          Dziękuję za wsparcie drogi kolego :) Książkę Paul’a Wade’a połowicznie przeczytałem (zmuszony byłem pobrać z neta), ale już zamówienie do księgarni już poszło. To czego się dowiedziałem z tej książki znacząco przyczyni się do treningu siłowego, właściwie to trening bez tej książki by nie powstał. Oczywiście nie obejdzie się bez krwi i potu, ale przynajmniej moje samozaparcie też się zwiększy. Dzięki za wszelakie porady. Na ostatnich stronach książki rozpracowane są rozkłady treningów/tydzień; poniedziałek -pompki i wznosy nóg, wtorek i czwartek wolne (gdzie zagospodarowane jest już na moje treningi), środa -podciąganie i przysiad, piątek -pompki w staniu na rekach oraz mostek, zaś sobota i niedziela do wglądu dla osoby ćwiczącej (sam dodałbym sobie na weekend albo worek treningowy albo rozciąganie statyczne). W dalekiej przyszłości chciałbym zainicjować lub przyłączyć się do jakiejś grupy. Czasami towarzystwo potrafi lepiej motywować niż muzyka ;)

  • Sławek

    Dzięki! W sumie właśnie coś takiego chodziło mi po głowie, no i jeszcze raptem 10min tramwajem! Super :)

    • No ja pół miasta jechać muszę, ale i tak warto ;)

  • Gosia

    No niezle to poniewiera, wlasnie zobaczylam filmik z jakiegos treningu. Chyba sie zapisze jak bede dochodzic do formy po ciazy a przed wyprawa w gory. Ale narazie mam rok laby od ciezkich sportow ;)

    Apropo ciazy i crossfitu to widzialam jakis czas temu zdjecie kobiety w ciazy cwiczacej ten sport. Rozpetalo ono istne pieklo, a babceczka pomimo ze cwiczyla w ciazy to jeszcze urodzila zdrowe i jak napisala wyluzowane dziecko. http://well.blogs.nytimes.com/2013/09/24/pregnant-weight-lifter-stirs-debate/?_r=0

    Trzymam kciuki Michal za dalszy zapal ja ide cwiczyc joge ;)

  • Mariusz

    Hey fajny wpis :) też ostatnio odkryłem to przez ulotkę :) ale od roku przez 10 godzinną pracę przy komputerze się nieźle zapuściłem i kondycyjnie i wagowo i stwierdziłem, że to będzie za ciężkie. Co ty myślisz lepiej pobiegać i poćwiczyć luźniej a po jakimś czasie zapisać sie na Crossfit czy sa też jakieś „lżejsze” ćwiczenia dla początkujących ?

    • Crossfit ma to do siebie, że każde ćwiczenie jesteś w stanie regulować sobie samemu. Idź na pierwsze zajęcia (są bezpłatne) i sprawdzisz :)

  • Aktualnie staram się w magiczny sposób połączyć bieganie z siłownią. I powoli do mnie dociera, że tak się nie da. Może zamiast tego crossfit? :)

    • Oj ciężko połączyć. Ja na razie stopuje z bieganiem. Zatęsknię to będzie lepiej smakowało ;)

  • Dobre, dobre :) Ciekawe argumenty Maju, aż i mnie zaczęło korcić :D Szczególnie z tym potem i granicami :P Ja bardzo lubiłem karnet open na siłownię zeszłej zimy, na siłowni na której była sauna… to jest dopiero satysfakcja po treningu a i zdrowotność! :D

    • To dawaj ze mną na próbny, bezpłatny trening ;)

  • Ela

    Ja mam tak z muay thai – mimo że na pierwszym treningu deptałam po kałuży ludzkiego potu a mój własny pot zalewał mi oczy i w pewnym momencie myślałam, że nie dam rady i zwymiotuję z wysiłku, to satysfakcja była niesamowita i zakochałam się w tym sporcie. Niestety nabawiłam się kontuzji i mam 5 tygodni przerwy :( to pokazało mi tylko, że to jest to, bo nie mogę się doczekać kiedy wrócę na salę!!! żeby jakoś sobie wynagrodzić to, że nie mogę na razie trenować kupiłam sobie nowe spodenki i bandaże :) jeszcze tydzień i wracam na trening! YEAH!

  • Mikele

    Uwierz mi Michał w siatkówce także można dostać mocno po dupie tylko trzeba się przyłożyć i nie odpuszczać. Sam wiem bo gram od ładnych paru lat. Przy takim tempie jakie jest w siatkówce i gdy musisz kilka razy skoczyć, podbić piłkę, czasem się rzucić, zrobić parę rundek uwierz mi miałbyś problem by złapać oddech. To tak na marginesie bo wychodziło z wpisu, że siatkówka nie jest tak wyczerpującym sportem. Jest i to bardzo. Tylko prawda jest tez taka, że na takim najniższym poziomie ludzie często zamiast grac stoją w miejscu i uważają później, że w siatkówce nie można się wypocić.

    • Oj wiem, wiem. Każdy sport wymaga zaangażowania. Dałem przykład siatkówki, bo to taki sport rekreacyjny, w który większość osób gra gdzieś tam na plaży podczas wakacji i mam z nim takie rekreacyjne skojarzenie :)

  • Dawid

    „5. Stwierdzam, że jestem masochistą – nie wiem czemu kręcą mnie sporty, w
    których muszę znaleźć granicę swoich możliwości. Czy nie mogę grać w 
    siatkówkę albo czyścić lodowisko w curlingu? Mam coś namieszane w 
    psychice, bo lubię ten stan na granicy wyczerpania. Lubię czuć takie
    kompletne zmęczenie, gdy niemal osuwam się z nóg i robi mi się już
    niedobrze z wycieńczenia. Crossfit mi to daje.”

    To nie masochizm, Maju. :) To najlepsze uczucie na świecie. Pokonanie samego siebie, przesunięcie sobie kolejnej granicy, kiedy wydawało nam się że już jesteśmy w „Dead End” naszych możliwości, udowodnienie czegoś – przede wszystkim samemu sobie. To jest to co nakręca mnie jeszcze bardziej i mam ochotę na następnym treningu dać z siebie jeszcze więcej. To jest ten zapał do pracy, do chęci bycia lepszym. Lepszym od samego siebie – bo to jest najważniejsze. Można porównywać się z kolegą, zawsze jest to też w jakiś sposób miarodajne, ale tak naprawdę rozwijamy się, kiedy porównujemy się sami do siebie. Chęć przezwyciężania kolejnych swoich barier to jest to, bez czego nie ma osiągnięć w sporcie. Żadnym. :)

  • Kawior

    Super sprawa, ja tak samo postanowiłem urozmaicić moje treningi. Zapisałem się na koszykówkę. Pamiętam pierwszy trening, ledwo co mogłem oddychać a w głowie mi się kołowało. Wtedy stwierdziłem – to jest to! Doskonały trening kardio. Zaczynąjąc treningi już byłem sprawny kondycyjnie i po maratonach. Jednak koszykówka dała mi w kość. Teraz kończę trening cały oblany potem, z poczuciem, że dałem z siebie wszystko. Treningi 2/3 razy w tygodniu do tego bieganie… Poprawiłem swój wynik w maratonie o 30 minut dzięki samej koszkówce. Każda aktywność jest świetna, a w dodatku jak daje ostro w dupe tym bardziej! Powodzenia i wytrwałości Maju!

  • Bartek

    Dzięki za ten wpis ! :) Czy grupa w której trenujesz Michale, jest jakos zrzeszona na cała polske ? Szukam treningu u siebie (olsztyn).

  • Mati

    Na początku chciałbym podziękować Ci Michale że stworzyłeś ten blog, jest bardzo ciekawy, motywujący i kreujący marzenia, które z kolei napędzają nasze życie. Dziękuję. Ha trening dobra rzecz nie ma co, sam trenuję już od jakichś 3 lat z małymi przerwami, z tym że moje treningi odbywam w domu, ponieważ stwierdziłem że jeżeli chcę ćwiczyć to mogę to robić w domu i oszczędzam. Czas. Dojazd do fitness clubu, siłowni, trwa. Ok. Jak już dojadę do tego fitness clubu to muszę tak: Przywitać się z Panią z recepcji, zapytać co tam u niej słychać, wyjąć kartę(jeżeli mam karnet), poprosić o kluczyk – kolejne sekundy mijają. Spoko. Wchodzę do szatni – wiadomo fiołkami nie pachnie – szukam szafki, o jest. Ok. przebieram się. Cyk cyk cyk… Czas leci. Od wyjścia z domu minęło 30 minut. Dobra. W końcu robię to do czego tak się motywowałem, ćwiczę. Mija 1 – 2 h. Zdyszany, spocony wracam do szatni, no i wiadomo szafka, prysznic, powrót do domu. Kolejne 30 minutes gone. Podsumowując : trening trwał 2h, sama podróż i wejście do fitness clubu 1h, w sumie wyjście kosztowało mnie ok. 3 h z całego dnia. Jeżeli jest to dzień wolny to ok, damy radę. Ale jeżeli jest to dzień pracy. to jest ciężej. Jeżeli ćwiczę w domu(w mieszkaniu, pokój 8m2), to zyskuje jakąś 1h mojego życia. Ćwiczę 6 razy w tygodniu, po ok 1 – 1,5 h dziennie. Każdy dzień to co innego, Trening interwałowy, plyometryczny, cardio, rozciąganie oraz sam brzuch. Polecam każdemu kto ma chęć do treningu, trochę miejsca w domu i wszystkim tym którzy chcą oszczędzić czas, o pieniądzach nie wspomnę. Nie podam nazwy treningu bo nie chcę być posądzony o reklamę. Wiadomo trening ma swoje plusy i minusy, jednak zostawia nam więcej życia do zagospodarowania. Rozpisałem się trochę, ale chciałem podzielić z wami moimi spostrzeżeniami dotyczącymi miejsca treningu .

  • Dominika

    Hejka,
    gdzie ćwiczyć crossfit? Bardzo fajnie i zachęcająco wygląda ta sala.
    Ja próbuję swoich sił na „crossie” od października i widzę mega efekty. Do tego zaczęłam niedawno biegać i chyba skuszę się przez to na maraton :) Będziesz na Interrunie? ;)
    Pozdrawiam,
    Dominika

  • Igor Kędzierski

    Ostatnio na Prądniku powstał nowy klub crossowy – TFklub http://www.tfklub.pl – na www jest grafik, całkiem ciekawy, mają podnoszenie ciężarów z licencjonowanym trenerm PZPC i zawodnikiem PC, mają pomost do PC i profesjonalne obciążenia zawodnicze Eleiko. W klubie jest też zawodnicza poręcz do gimnastyki sportowej. Ogólnie klub nieduży ale dobrze wyposażony. Polecam!

  • Janusz Wala

    w Krakowie jest dobbnry cross fit na Reymonta crossfit.,krakow.pl, Polecam

    • Grzegorz Dziala

      To u Miśka?

  • Mateusz Miskowiec

    Tydzień temu ruszyły pierwsze zajęcia w nowym klubie CrossFit w Krakowie – CrossFit Blue Point przy ulicy Saskiej 27. Bardzo duża przestrzeń, trenerzy z ogromnym doświadczeniem, startujący w zawodach i sprzęt Rogue Fitness jeden z najbardziej znanych i cenionych. Mogę szczerze polecić :)

  • Madius

    Właśnie mnie tchnęło że jeszcze nie podziękowałem Ci za ten wpis o 
    crossficie. To właśnie przez Ciebie trafiłem na Ludową we wrześniu i zakochałem się w
    tym sporcie.
    Wielkie dziękuje za to natchnienie! :D
    Przez Ciebie moja wydolność skoczyła na nieznany mi poziom. Jeszcze raz wielka piona za ten post.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Gdzie ruszam w 2014 roku?