Czeska wycieczka 25-letnim busem

W czwartkowy wieczór wyszedłem z mieszkania z plecakiem. Minąłem się z sąsiadką, która zapytała mnie, gdzie tym razem jadę. – Hmm, tak naprawdę to jeszcze nie wiem – odpowiedziałem.

Plan mieliśmy ustalony już miesiąc wcześniej. Postawiliśmy na Berlin i eksplorowanie opuszczonych miejsc. Przygotowaliśmy się jak do żadnego innego wyjazdu: z wyprzedzeniem znaleźliśmy ciekawe obiekty, rozplanowaliśmy trasę, klepnęliśmy hostel. Ba, nawet logo wyjazdu zaprojektowałem! Dodatkowym plusem było to, że Pszon skończył remont swojej maszyny. Wymarzony, piękny bus wreszcie miał ruszyć w swoją pierwszą zagraniczną podróż, ale niestety… zepsuł się dzień przed wyjazdem. Jeszcze w Krakowie.

Dlatego wychodząc z domu, tak naprawdę nie wiedziałem, gdzie jadę. Postanowiliśmy z chłopakami spotkać się i zastanowić, co robimy. Jedno było pewne: gdzieś chcemy jechać!

czechy05

Sinusoida tripa

To był wyjazd, podczas którego nic nie było pewne. Raz dostawaliśmy  informacje, że bus jednak nie zadziała (wtedy pojawiał się smutek), a raz, że może coś z tego będzie (radość, euforia, skakanie pod sufit). Siedzieliśmy przez kilka dobrych godzin, czekając na wieści, nie wiedząc, o której wyjedziemy i czy w ogóle podróż dojdzie do skutku. Przyszedł nawet moment, kiedy podjęliśmy decyzję, że jednak trzeba odpuścić.

Finalny news pojawił się o godzinie 15 następnego dnia: bus naprawiony, nie wiadomo, jak będzie dawał sobie radę, ale spróbujmy. O godzinie 16 zapakowaliśmy się w 8 chłopa do naszego auta, włączyliśmy pozytywną muzyczkę i ruszyliśmy w kierunku Berlina.

czechy07

Strzelanie focha

Podróże takim busem to sama przyjemność. Samochód wzbudzał duże zainteresowanie, a jadąc w 8 osób w środku, zawsze jest wesoło. Jeżeli faktycznie śmiech to zdrowie, to po tym weekendzie jestem nieśmiertelny.

Niestety, 25-letnie auto ma też swoje kaprysy. Stwierdziliśmy nawet, że jest on kobietą, bo to nie jest normalne dla faceta, żeby rzucać ciągle fochy i mieć taką huśtawkę nastrojów. Raz jedzie się magicznie, a za chwilę psuje się skrzynia biegów i trzeba auto pchać. Tak się stało pod Sosnowcem.

Nie ujechaliśmy więc za daleko. Skrzynia biegów raz działała, by za chwilę znów złowrogo zgrzytać i wyrzucać biegi. Zdaliśmy sobie sprawę, że nasz Berlin staje się praktycznie celem niemożliwym i zaczęliśmy myśleć nad alternatywą. Szybkie spojrzenie na mapę – blisko mamy Czechy. W Cieszynie, przy granicy jest najlepszy hostel na świecie (3 Bros Hostel) prowadzony przez naszych znajomych. Idealna baza wypadowa i urocze, trochę niedoceniane miasteczko. Kilka minut później gnaliśmy już w stronę czeskiej granicy.

24m

Fot. Damian Pszonak

Wnioski z podróży busikiem

  • Jadąc 25-letnim busem, nie możesz być niczego pewny. Nic nie można zaplanować, nie wiadomo, czy za chwilę nie zatrzyma się na środku drogi i nie strzeli focha.
  • 7-8 osób na pokładzie to już wycieczka. Postoje „na 5 minut” nie istnieją. Ktoś idzie do toalety, ktoś po hot doga, ktoś inny do sklepu i z krótkiego przystanku robi się półgodzinny postój : )
  • Bus wzbudza zainteresowanie i podoba się ludziom. Kierowcy pozytywnie na niego reagują – nawet jeżeli blokujemy całą drogę i nie da się nas wyprzedzić, bo akurat ciągła linia.

czechy06

  • Bus wzbudza również zainteresowanie policji. Podczas 3-dniowej przejażdżki mieliśmy dwie kontrole policji – jedną w Polsce, drugą w Czechach. Ale też pozytywne : )
  • Trzeba być cierpliwym i wychillowanym. Busikiem nie da się jechać szybko, nie da się nadrobić straconego czasu, a podawana przez GPS godzina dojazdu na miejsce to tylko miła wróżba, do której trzeba doliczyć jeszcze kilka godzin.
ZOBACZ TAKŻE: Jeżeli szukacie pomysłu na weekend to zobaczcie koniecznie tekst Karola Wernera:  Ciekawe miejsca w Czechach blisko polskiej granicy 

Ahoj!

Dochodzę do wniosku, że uwielbiam Czechy. Jak nie lubić kraju, w którym wita się żeglarskim Ahoj!, a który przecież nawet nie ma dostępu do morza!? Jak nie lubić tego kraju, skoro mają tak dobre jedzenie? Przecież za smażony syr to mógłbym dać się pokroić. Jak nie lubić kraju, który ma chyba najtańsze i najlepsze piwo na świecie?

czechy02

czechy01

Mimo że plan wyjazdu do Berlina nie został zrealizowany, to i tak świetnie się bawiliśmy. I myślę sobie, że może na dobre nam to wyszło, bo nawet gdybyśmy dojechali do niemieckiego celu, to mielibyśmy ogromną presję czasu i nie bawilibyśmy się tak dobrze. A tak, wróciliśmy do Krakowa o sensownej porze, do tego naprawdę zadowoleni i spełnieni.

Bo wyjazdy ze szwagrami zawsze są dobre, nawet jeżeli Berlin zostaje zastąpiony Cieszynem : )

czechy03

czechy04

25m

Fot. Damian Pszonak

23m

Fot. Damian Pszonak

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Ale dobrze te zdjęcia wyszły :D ja też uwielbiam Czechy i w sumie nawet zamiana Berlina na Cieszyn i Ostravę nie była taka zła. Jak sobie szybko podliczyłem to była moja 6 albo 7 wizyta u nich i za każdym razem dzieje się coś ciekawego :)!

  • Widzę, że nie tylko ja kocham smażony syr miłością wielką. ;)
    Szkoda, że Berlin nie wypalił, ale jak ekipa udana, to każda destynacja jest dobra. No i kawał roboty włożonej w busa – super wygląda!

    • Bus znajomego, więc zasługi dla niego. To prawda, pięknie zrobione auto ;)

  • Te zdjęcia z busikiem takie klimatyczne :D jakby sprzed jakichś 20 lat :D super :P

    • Dzięki. Właśnie chciałem, żeby cała seria miała taki klimat. Stąd też piłkarzyki, maszyna do gier itp. :)

  • Mateusz

    Na zdjęciu nr. 8 Cafe de la Ostrava ? :>

Przeczytaj poprzedni wpis:
W poszukiwaniu prawdziwej zimy – narty biegowe w Szwajcarii