Dolna Saksonia na rowerze. Moje wrażenia z podróży „na gorąco”

Co prawda z Dolnej Saksonii do Polski wróciłem jakieś 1,5 tygodnia temu, ale w głowie ciągle mam tę podróż. To było dla mnie zupełnie nowe doświadczenie, bo nigdy dotąd nie podróżowałem rowerem. Postanowiłem podzielić się z Wami moimi wrażeniami i przeżyciami „na gorąco”.

 

Dolna Saksonia - herbWpis ten jest wynikiem mojej współpracy z landem Dolna Saksonia. To właśnie dzięki niej miałem okazję odwiedzić ten region. Wkrótce będziemy mieć także dla Was konkurs, w którym do wygrania będzie rowerowy pobyt w tym regionie. 

Gdzie leży Dolna Saksonia?

Zacznę od sprawy, która wydaje się niby oczywista. Wszyscy słyszeliśmy o Dolnej Saksonii, ale myślę, że gdyby zapytać przeciętnego zjadacza chleba, gdzie znajduje się ten land, to zdecydowana większość nie byłaby wstanie wskazać konkretnego miejsca na mapie. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdy zdamy sobie sprawę, że… Saksonie w Niemczech mamy aż trzy. Jest Saksonia, która znajduje się przy granicy z Polską (sąsiaduje z naszym województwem dolnośląskim i Czechami). Jest Saksonia-Anhalt – bliżej środka kraju. I jest Dolna Saksonia, w północno-zachodniej części Niemiec. Tam przy Holandii i Morzu Północnym. Właśnie tam się udałem.

Oczywiście to żaden wstyd nie wiedzieć, gdzie leży Dolna Saksonia (to dość zaawansowane pytanie geograficzne i nie każdy musi znać na nie odpowiedź) – wstyd, to nie chcieć wiedzieć (więc taka mała lekcja geografii na pewno się przyda). Być może kiedyś będziecie w „Milionerach” i staniecie przed szansą wygrania miliona złotych. Hubert Urbański zapyta: „Gdzie leży Dolna Saksonia?”, a Wy odpowiecie: „Hubercie, zaznacz odpowiedź C: północno-zachodnia część Niemiec”. A później podziękujecie Majowi za edukowanie.

Niemcy Placeholder
Niemcy

Dolna Saksonia na rowerzeMoje pierwsze wrażenia z rowerowej przygody

Dolna Saksonia promuje się turystycznie jako miejsce idealne do podróżowania rowerem. Od razu więc założyłem, że wyjazd będzie w 100% rowerowy. W mojej rodzinie rowery uchodzą niemal za święte. Jak być może wiecie, mój tata jest fanatykiem rowerów. Jeździ non stop. Urządza sobie wycieczki po kilkaset kilometrów. Ba, nawet zbiera rowery. Mamy więc w domu całą kolekcję jednośladów: od tych klasycznych, przez monocykl, tandem, po bicykl z wielkim kołem.

Sam do tej pory nie podróżowałem rowerem zbyt dużo. Pomysł jednak kiełkował w mojej głowie już od dłuższego czasu. Dolna Saksonia spadła mi więc z nieba. To idealne miejsce na rowerową przygodę, bo znajduje się tam 13 000 km tras rowerowych (nie pomyliłem zer, słownie: trzynaście tysięcy!). Wyobrażacie to sobie?

Popatrzyłem więc na mapę Niemiec i samego landu. Podumałem, poszkicowałem i wymyśliłem, że chcę zobaczyć Morze Północne! Zaplanowałem więc, że przejadę się wzdłuż niego. Pożyczyłem od taty sakwę rowerową, spakowałem się, poleciałem do Niemiec, wypożyczyłem rower i tak zaczęła się moja przygoda na dwóch kółkach. A że odbyła się ona wzdłuż morza, to nazwałem ją sobie roboczo: „morskie opowieści”. Tak wyglądała moja trasa:

Jakie przemyślenia przywiozłem z pierwszej podróży rowerowej?

  • Wolność. Jazda rowerem daje niesamowite poczucie wolności. Jadąc samochodem, być może przemieszczasz się szybko, ale… jesteś zamknięty w  metalowym pudełku. Nie masz szans na jakiekolwiek interakcje z ludźmi, zatrzymujesz się tylko w wybranych punktach i wiele miejsc omijasz. Rowerem przemieszczamy się z prędkością idealną – pozwalającą zrobić w ciągu dnia kilkadziesiąt kilometrów, a przy tym spokojnie wszystko obserwować i być blisko zwiedzanych miejsc. W każdej chwili możemy się zatrzymać, żeby czemuś się przyjrzeć lub zrobić zdjęcie. Rower sprawdza się świetnie tam, gdzie samochód nie wjedzie. Dla mnie to także poczucie niezależności. Mogłem jechać swoim tempem i nie byłem od nikogo zależny. Gdy miałem ochotę na odpoczynek, zatrzymywałem się, np. przy specjalnych budkach, gdzie można było kupić mleko od krowy. Siadałem i odpoczywałem.
  • Cały swój dobytek wieziesz na tych dwóch kółkach. Powiem szczerze, że na początku przerażała mnie wizja spakowania się. Sakwy okazały się jednak  bardzo pojemne. Wziąłem dodatkowy plecak na aparat, ale na upartego mógłbym zmieścić się tylko do sakw. Do roweru można też doczepić np. namiot, który zapewni nam pełną wolność i wygodę.

Trasy rowerowe w Dolnej Saksonii

  • Ból tyłka :) Powiem tak:  ja jestem człowiekiem raczej wysportowanym i wyzwań się nie boję, ale po pierwszym dniu jazdy byłem trochę zmęczony i bolał mnie tyłek od siodełka. W kolejnych dniach organizm się przyzwyczaił, ale po pierwszych doświadczeniach zastanawiałem się, jak to będzie :)
  • Zmęczenie. Moja trasa nie była jakaś superdługa, codziennie robiłem ok. 30-40 kilometrów. Nie jest to dużo, bo potrzebowałem trochę czasu na zdjęcia / nagrywanie filmów, a mimo wszystko na koniec każdego dnia czułem lekkie zmęczenie. Zmęczenie połączone z poczuciem zadowolenia, że byłem aktywny. Świetne są takie dni, gdy wieczorem bierzesz prysznic i wiesz, że zrobiłeś kawał dobrej roboty. Właśnie takie poczucie miałem po każdym kolejnym dniu na dwóch kółkach.
  • Bycie na świeżym powietrzu. W codziennym życiu masę czasu spędzam przy komputerze. Zamknięty w czterech ścianach wpatruję się w monitor, a czas płynie. Bardzo doceniam dni, w które mogę odpocząć. Od dłuższego czasu dostrzegam, jak wiele dobrego przynosi efektywny odpoczynek. Można odpoczywać oglądając przez cały weekend seriale, a można przez kilka dni jechać rowerem, podziwiać widoki i oddychać świeżym powietrzem. Po takich wyjazdach zawsze czuję ogromny przypływ energii. Wracam i wszystko chce mi się robić.

Dolna SaksoniaPorady praktyczne – jak zorganizować podobną podróż?

Dla tych, którzy chcieliby zorganizować podobną podróż, mam kilka podpowiedzi. To było dla mnie coś nowego, więc wiele kwestii musiałem ogarnąć samodzielnie. O czym warto pamiętać?

  • Do Dolnej Saksonii najwygodniej jest dostać się przez Hamburg. Mimo że leży on w innym landzie, to jest blisko Morza Północnego. Lata tam Ryanair z Katowic. Udało mi się kupić bilety za ok. 200 zł w dwie strony. Do tego sam Hamburg jest bardzo ładnym miejscem, które przy okazji można zwiedzić.
  • Rower wypożyczyłem w Hamburgu. Wypożyczenie na tydzień to koszt 60 euro.
  • Z Hamburga jeździ bardzo dużo pociągów w różne części Niemiec. Dojazd do Dolnej Saksonii jest więc wygodny i szybki. Pociągi mają zazwyczaj wagon rowerowy. Bez problemu przedostałem się z miasta na samą północ w 2,5 godziny. Bilety kupowałem wcześniej online.
  • Rezerwowałem noclegi wcześniej, pisząc maile lub obdzwaniając w różne miejsca, ale myślę, że drugi raz jechałbym w ciemno. W małych miasteczkach nie brakuje pensjonatów czy miejsc agroturystycznych, w których można się zatrzymać. Przy niskobudżetowym zwiedzaniu świetnie sprawdzi się też namiot, bo campingi są tam popularne.

Dolna Saksonia - latarnia morska w CuxhavenDolna Saksonia na rowerzeCzas dla siebie

Lubię wyjeżdżać z kimś i zazwyczaj tak właśnie robię. Kiedyś z kolegami, a od jakiegoś czasu z Brysią, która jest świetnym kompanem każdej podróży. Jestem istotą stadną. Moją ostatnią samotną podróżą był wyjazd na 3,5 miesiąca do USA, jakieś… 7 lat temu! Doszedłem więc do wniosku, że czas przypomnieć sobie, jak to jest, i do Dolnej Saksonii pojechałem w pojedynkę.

Powiem szczerze, że lecąc samolotem, czułem się jakiś taki osamotniony i smutny. Nie byłem do końca przekonany, czy to dobry pomysł. Po przylocie udałem się do hostelu i zasnąłem, czując dziwną pustkę. Następnego dnia zacząłem jednak zwiedzać Hamburg i nastąpił przypływ energii. Te kilka dni „samotności” bardzo dobrze mi zrobiły. Nie musiałem z nikim konsultować swoich planów, mogłem włóczyć się z aparatem bez celu i „rozmawiać z samym sobą”. Mimo że nadal wolę podróżować z jakimś towarzyszem, to jednak uważam, że od czasu do czasu, w ramach małej terapii, warto ruszyć w samotną podróż. Trzeba  naprawdę lubić samego siebie, żeby wytrzymać ze swoim ego. Bardzo przydatna lekcja. Polecam Wam spróbować raz na jakiś czas.

Przez te cztery dni podróży sporo przeżyłem i zobaczyłem. Przywiozłem też dużo materiału filmowo-zdjęciowego, więc spodziewajcie się 4 wpisów z wyjazdu + jakiegoś filmu. Zapraszam Was na morskie opowieści! Z rowerem w tle.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Tak działem się w sierpniu – podsumowanie miesiąca