Tak działem się w październiku – Podsumowanie miesiąca

Tym razem, podsumowanie miesiąca ląduje na blogu na czas i bez opóźnień. A nawet z lekkim wyprzedzeniem, bo 1 listopada wyjeżdżam na kilkanaście dni i musiałem się spiąć z czasem :)

Robienie takich podsumowań to mój sposób na porządkowanie myśli, wyznaczanie celów oraz dostrzeganie małych rzeczy, które dają dużo radości, a w pędzie codzienności, gdzieś nam umykają. Bardzo lubię tę serie wpisów, a robienie takich zestawień wnosi dużo dobrego do mojego życia. Powody, dlaczego warto to robić omówiłem to w podsumowaniu maja, więc chętnych odsyłam właśnie do tego wpisu.

Październik, podobnie jak wrzesień był u mnie bardzo pracowitym miesiącem. Tak jak wspominałem w poprzednim wpisie z serii – świadomie wziąłem na siebie trochę więcej obowiązków i pracy. Mam sporo zleceń, bo po wakacjach wielu klientów przybyło z nowymi pomysłami do realizacji. Do tego dochodzi świadomość wyjazdu. 1 listopada wylatuje w dwutygodniową podróż, a takie rzeczy zawsze motywują mnie do działania. Zawsze chcę zrobić jak najwięcej, żeby w trakcie wyjazdu mieć święty spokój. Jeszcze nie mogę Wam zdradzić gdzie ruszam, ale naprawdę będzie to ciekawa i wyjątkowa podróż : )

Co dobrego działo się w tym miesiącu?

  • Hej Wesele! – Sam początek października to wyjątkowa uroczystość – Wesele Słodyczki i Jarząbka. Jedną z największych wartości jakie mam w swoim życiu to moi znajomi. Mamy taką paczkę przyjaciół, którą trzymamy się już od lat. Poznaliśmy się w organizacji studenckiej i przez ten długi czas, przeżyliśmy naprawdę sporo. Jestem szczęśliwy, że mam taki ludzi wokół siebie. Wiele rzeczy się zmienia, co jakiś czas rozjeżdżamy się w różne strony świata, a mimo to nadal jesteśmy ze sobą blisko związani.To było pierwsze wesele w naszej ekipie. Do tego nie byle jakie, bo Jarząbek pochodzi ze Śląska, a Słodyczka to góralka spod samiuśkich Tater, hej! Mogę Wam potwierdzić, że wszystko co mówią o góralskich weselach to prawda. Impreza trwała 3 dni, a przez kolejne 5, dochodziłem do siebie. Ale mówię Wam, co to było za wesele. Gdy Słodyczka szła do ołtarza i grała góralska muzyka to byłem szczerze wzruszony i łezka po policzku mi pociekła :)
  • Jura Krakowsko-Częstochowska – Kolejna świetna rzecz, która wydarzyła się w tym miesiącu to roadtrip po Jurze Krakowsko- Częstochowskiej. Część Polski, która jest naprawdę piękna, a mam wrażenie, że ciągle niedoceniana. Od marki Jeep, dostałem na kilka dni najnowszy model Jeepa Compassa i ruszyłem w drogę. W tym tygodniu, na blogu opublikuje efekty moich działań. Mój wyjazd pokrył się idealnie z polską, złotą jesienią, więc na kartach SD przywiozłem też wyjątkowe zdjęcia. Nie mogę się doczekać, jak pokaże Wam efekty :) Część z nich, możecie już zobaczyć na Instagramie.

  • Nowy sprzęt foto –  Od jakiegoś czasu czułem potrzebę zmiany aparatu. Mój stary, wysłużony Canon był takim sufitem, który ciężko mi było przebić. Trudno mi było zrobić lepsze zdjęcia czy filmy, bo sprzętowo po prostu odpadałem. Oczywiście to człowiek robi zdjęcia, nie sprzęt, ale gdy używa się tego samego aparatu + obiektywu przez 5 lat to człowiek uczy się go na pamięć, wykorzystuje możliwości, a po pewnym czasie przestaje rozwijać. Teoretycznie mogłem dokupić jakiś nowy obiektyw, ale sam aparat też już mocno odstawał. Z Canonem byłem przez 10 lat. Dwa aparaty – najpierw EOS 400D, który zajeździłem na śmierć i potem EOS500D. Mam ogromny sentyment do Canona, ale potrzebowałem powiewu świeżości. Jest więc Sony a6300. Na razie jakoś ciężko mi się przyzwyczaić  do małego bezlusterkowca. Ja nie wiem co zrobię teraz z tą przestrzenią w plecaku podczas podróży, bo lustrzanka to wielkie bydle jest, a to takie małe urządzenie :) Chyba będę musiał zabierać statyw, żeby nie czuć pustki!Z drugiej strony, dziwnie trzyma mi się mały aparacik o mocach większych niż poprzedni. Widzę jakościowo, że zdjęcia są dużo lepsze, nie mówiąc o filmach, które wreszcie będą ostre. Cieszę się jak dziecko z nowej zabawki i nie mogę się doczekać, jak przetestuje ją w terenie.
  • Wspinaczka na skałkach – W ramach podróży po Jurze, postanowiłem spróbować wspinaczki skałkowej. Do tej pory wspinałem się tylko na ściance wspinaczkowej. To był mój pierwszy raz w terenie i różnica jest ogromna. Świetna przygoda!

Co w listopadzie?

Tak wyglądał mój październik i cieszę się na nadchodzący listopad. Kolejny miesiąc będzie miał u mnie dwie, wyraźne części. Od 1 do 15 listopada jestem w podróży. Jeszcze nie mogę Wam powiedzieć, gdzie jadę, ale jaram się niesamowicie, bo pod wieloma względami, będzie to wyjazd wyjątkowy. Czuje się jak mały dzieciak, który nosi w sobie tajemnice, ale nikomu nie może jej zdradzić. Powiem za kilka dni :)

Po powrocie z podróży, chcę trochę „uspokoić” swoje życie. W tym roku wiele się działo. Chyba nigdy tak dużo nie podróżowałem jak w 2017. Dziwnie to zabrzmi, ale jestem w pewien sposób tym zmęczony. Nie samymi wyjazdami, bo to super przeżycie, ale bycie w ciągłym ruchu zaczyna być dla mnie lekko uciążliwe. Chciałbym odzyskać trochę równowagi pomiędzy pracą, a życiem prywatnym, wrócić do sportu, „odzyskać” trochę weekendów. Obecnie ciągle coś się dzieję i nie mam czasu na takie proste, zwykłe życie. Pragnę mieć więcej czasu, móc cieszyć się niespiesznym śniadaniem w niedzielny poranek, pójść na spacer, ugotować coś ciekawego bez pośpiechu, nadrobić zaległości serialowe, kończyć pracę o godzinie 17 jak zwykły zjadasz chleba itp.

To temat na inny wpis, ale w wielkim skrócie – od drugiej połowy listopada chcę w pełni korzystać z melancholijnej jesieni. Ale najpierw pakowanie plecaka i kolejna w tym roku podróż! 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Znajomi równie są dla mnie ważni, ale w sumie nie najważniejsi. Mam dużo więcej na głowie, chociaż czas dla nich zawsze muszę znaleźć bo w przeciwnym razie jest tak jakby bez tlenu.

    • Nie da się ustawić co jest bardziej ważne, a co mniej bo to inne rzeczy, a wszystko jest potrzebne :) Znajomi zawsze ładują energią i ciężko bez tego :)

  • Nemesis Nave

    O rany, to przybijam piątkę, bo na listopad mamy plany podobne. I również jest to u mnie spowodowane zmęczeniem tym, że cały czas „coś się dzieje”. Czasem fajnie jest po prostu poleżeć pod kocem, wtulić nos w sweter i zanurzyć się w ulubionej lekturze/filmie.
    Będzie może wpis o tym wspinie?

    • Dokładnie tak. Brakuje mictego i jak wrócę z Peru to chce korzystać. Artykuł o Jurze (w tym o wspinaniu) będzis lada dzień 😉

  • Franco

    Może trochę się niecierpliwię, Maju, ale kiedy wpis o podróży?

Przeczytaj poprzedni wpis:
Przewodnik po Meksyku – Jak przygotować się do wyjazdu, co warto zobaczyć i na co uważać?