Dzień, który zapamiętamy do końca życia

Są takie dni, że budzisz się, idziesz do łazienki, patrzysz w lustro i wiesz, że to będzie wyjątkowy dzień. Takie przeczucie, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, nawet jeżeli tego dnia biegnie się 42 km

Czas starcia

Od rana lekka nerwówka jak przed wojną. Bo to jednak trochę wojna jest. Taki zawodnik, co to maraton biegnie myśli o nim bardzo intensywnie. Każdy detal się liczy. Długie spodnie, czy krótkie? Niby dłuższe dają +3 do ciepła, ale -5 do prędkości. Sprawdzanie pogody – analiza kierunku i siły wiatru, deszcz, lawiny – każdy szczegół musi być zaplanowany jak na wojnie! Maratończyk musi być jak strateg!

Najgorsze jest to, że walczy się z samym sobą. To dopiero godny przeciwnik. Ja cię znam! Ja cię tym razem załatwię – myślę sobie i przygotowuje uzbrojenie, które zastosuje przez kilka godzin pojedynku na śmierć i życie! Ostatnie sprawdzenie wyposażenia. Numer startowy – Jest. Buty – są, koszulka – jest. Zaraz, zaraz. A spodnie w końcu jakie?!

943391_10200505962645984_667290524_n

Do krucjaty jeszcze jakieś 2 h ale już spotykamy się całym oddziałem. Banda żołnierzy, która  ma  poprzewracane w głowie. Współcześni wikingowie, którzy palą swoje łodzie na linii startu, by nie mieć po co wracać. Przed nami ponad 42 km!

Wszyscy w tych samych barwach, bojowe okrzyki, śpiewy. Czuje się moc! Niewyobrażalną moc. Zaczynam rozumieć co czuje grupa kiboli, którzy razem idą na ustawkę. Niewyobrażalna moc!

Nagle wystrzał i tłum rusza. Pojedynek rozpoczęty. Biegnę z ekipą na czas 3:45h. Początek łagodny, ale w organizmie coś nie gra. Coś ciąży i jest jakaś kolka. Po 10 km przechodzi całkowicie. Doping znajomych i innych kibiców dodaje otuchy. Już na starcie wygrywam z samym sobą, z własnym „nie dam rady”.

„Nie dam rady” to jednak sprytne stworzenie. Daje mi po mordzie na Hucie ok. 27 km. Jakoś w tej Hucie ciężko mi się biegnie. Ja Cię załatwię cwaniaku – mówię do własnego „nie dam rady”. Wkładam słuchawki na uszy…

„Nie czas wątpić, gdy się wali
silniejsza ma być wiara,
a przeciwności z bara rozwalać jak taran.
Trza spalać granice starań i przekraczać słabości ciała
W każdym moim zwycięstwie jest pot i krew poświęceń,
chcę ubrudzić ręce, by wybudować szczęście,
ubrudzić ręce, by wybudować szczęście…”

164953_10200505998886890_1371594417_n

„Nie dam rady” nie ma szans. Nagły przypływ mocy i energii. Do tego banan, czekolada i woda. Ale ja znam swoje „nie dam rady”. Wiem, że to nie koniec. Uderza znów na 30 km, ale tam są już rozstawiona haubice. Są nimi moi znajomi, którzy z flagą głośno krzyczą i mobilizują do walki. Zmęczenie znów ustępuje.

39 km – wpadam w jakiś dziwny trans. Tracę orientacje na jaki czas biegnę, czy peacemaker lecący na 4:00 minął mnie czy nie, a w głowie mam makaron myśli, niczym z „pasta party”. Kolejna fala zmęczenia. Niemalże odłączenie prądu. Rozładowuje to w najdziwniejszy sposób, którego po sobie nie spodziewałbym się. Słuchawki na uszach i…

Hey, I just met you, and this is crazy,
But here’s my number, so call me, maybe?
It’s hard to look right, at you baby,
But here’s my number, so call me, maybe?

Totalne wariactwo daje znów energii. Już wbiegam na Błonia, już widzę metę! Dobiega do mnie Dawid, klepie w plecy i mówi, że czyta bloga i że to ja namówiłem go wpisem na bieg. Co za miłe uczucie! W dodatku takie informacje 2 km przed metą.

Docieram na metę. „Nie dam rady” zostało wypocone. Medal na szyje i radość w sercu. Piwko do ręki i pogaduchy z innymi osobami, które pobiegły. Później masaż, posiłek i impreza integracyjna z ekipą 42 do Szczęścia. Na mecie nie wyglądałem za dobrze, ale było warto zmierzyć się z samym sobą.

SONY DSC

Dobiegłem z czasem 4:00:59! Chciałem złamać 4:00 i zabrakło pieprzone 59 sekund. Wyobrażacie sobie? Sukces ogromny, bo pobiłem życiówkę o 45 minut, ale to 59 sekund boli. Niestety, taki jest sport. Będzie motywacja do kolejnego biegu!

Ludzie, którzy mogą wszystko

To był wyjątkowy dzień. Dzień, którego nie zapomnę do końca. Proszę Państwa, poniżej zdjęcie bohaterów, ludzi którzy są w stanie zrobić wszystko. Ludzi, którzy nie boją się wyzwań i wiedzą, że jeżeli czegoś się chcę to trzeba po to wystartować i zrobić swoje.

944511_10200506063968517_882436115_n (1)

Jak ja mam być normalny, skoro otaczają mnie ludzie, którzy robią TAKIE rzeczy? Mam najlepszych znajomych na Świecie. Dziękuje Wam! Nigdy wcześniej nie czułem tak grupowej mocy. Wiem, że zbudujemy razem jeszcze niejedną rakietę, bo są jeszcze inne planety do zdobycia! Zapamiętamy ten dzień do końca życia!

Następne piękne chwilę

Był wyjazd do Turcji, był maraton. Myślicie, że to koniec? Że teraz nuda i smutek?:) To ja Was zaskoczę! Jutro idziemy na wylotówkę z Krakowa i ruszamy stopem przed siebie!

A gdzie? Podpowiedź jest na zdjęciu medalu. Mistrzowie geografii pewnie znajdą odpowiedź : )

medal_maraton

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Hiszpania ;D ?

  • ACTE

    Krk – Chorwacja?
    Kwiecień – (k)Wietnam?
    Maraton – Grecja?
    Zarys Wawelu wyglądający jak arabski alfabet – Bliski Wschód?

    :D

    • Własnie wybieram się na KRK na długi weekend :) W Wietnamie też byłem… Grecja też jest piękna!

    • Pierwsze trafione ;)

      • ACTE

        Ma się tego cela :D

  • Krystian Juszczyk

    Chorwacja , wyspa Krk , tez sie tam wybieramy w wakacje, gratulacje wyniku!!!
    Szacun!

  • Ola

    widziałam ekipę 42doszczescie i trzymałam za Was kciuki! a kolejny wyjazd to Grecja?

    • Nie :)

      • Ola

        Jak na Krk, to zazdroszczę… w Njivicach byłam 5 razy i mogłabym tam jechać kolejne 5:D have fun;)

  • Siema pozytywny człowieku!
    Odkryłem bloga dzisiaj – wieczorem rozpoczynam lekturęę : ))

    Kozacko z maratonem! Gratulacje dla Ciebie i dla Was ; ))

  • Gratuluję! Totalnie pozytywny wpis! : D

  • Max

    Witaj, czytam zarówno Twój blog, jak i Bartka :D Zdziwiło mnie trochę, że zarówno Ciebie jak i jego zaczepił jakiś czytelnik Dawid :P Zbieg okoliczności?

    • d

      Hahahaha, też to zauważyłem :D Ktoś coś chachmęci ?

      • To ta sama osoba, bo potem mi powiedział, że Bartka też spotkał na trasie :)

    • Max, to ten sam Dawid. Nawet nas dziennikarze razem uwiecznili :-)

      Tu jest w hawajskich spodenkach: http://www.mmkrakow.pl/photo/1752732/Cracovia+Maraton+2013#photoBrowsing

      A tu z Michałem: http://zyciejestpiekne.eu/wp-content/uploads/DSC2517.jpg

      W komentarzu pod moim wpisem napisał, ze celowo wybrał Kraków bo chciał nas spotkać. To niewiarygodne, że nas znalazł bo biegło ponad 6 tysięcy ludzi :-)

      http://bartekpopiel.pl/jeden-z-najszczesliwszych-dni-w-moim-zyciu/#comment-7844

      Pozdrawiam!

      PS. Maju do zobaczenia na wyspie! Przejmujemy jutro Krk ;)

      • Dawid

        Hehe, aż miło się to wszystko czyta widząc swoje imię na blogach, które się czyta od dłuższego czasu. Kraków to magiczne miasto pełne pozytywnych ludzi :)
        Max, też czytam oba blogi i (za namową Michała w listopadowym wpisie) stwierdziłem, że to świetna okazja, aby poznać te wspaniałe osobistości. Od samego przyjazdu już nie mogłem się doczekać aby ich spotkać. Z Bartkiem udało mi się zobaczyć na początku i jeszcze raz później podczas biegu, a Michała myślałem że już nie spotkam, bo tak wyrwał do przodu że został już po nim tylko opadający kurz. Na szczęście ku mojemu zaskoczeniu wpadłem na niego przed samą metą. Można to nazwać zbiegiem okoliczności, ale ja myślę, że to magia przyciągania :D
        Z Krakowa wyjeżdżam z energią naładowaną na full. Dzięki chłopaki i jeszcze raz szczere gratulacje!!!
        PS. Specjalnie na tą okazję wziąłem nawet książki Michała i Bartka z nadzieją na mały podpisik ale niestety nie było okazji …
        … będą następne :D

      • Co za czasy. Na wszystkich znajdą się foto-dowody ;)

  • Stach

    Turcja, maraton, kolejny wyjazd – na czym Ty jedziesz? :) Skąd siła na to wszystko?

    • Z powietrza :) Dosypują czegoś do powietrza ;)

  • Asia

    Fantastyczny wpis- jak zwykle :) gratulacje pobicia swojego życiowego rekordu :)

  • MATEO

    No Maju gratki dla Was, za rok to ja biegnę też ;D

  • Adrian

    Kiedy do następnego biegu się szykujecie ? Może też bym pobiegł

    • {ewnie następny Cracovia maraton choć ta ekipa na pewno jeszcze sporo pobiegnie. 24 maja lecimy w maratonie na 100 km „Kierat” w kilka osób

  • Oj Maju jesteście wielcy :)
    Ja też już trenuje i obiecałam sobie, że za rok biegnę w maratonie ;) Nawet zwiększyłam ilość treningów z 3 do 4 tygodniowo ;)
    Zazdroszczę Ci tej Chorwacji no! A studia? Bo taki autostopowy trip pewnie kilka/kilkanaście dni pochłonie ;)
    Ja pod koniec września wybieram się do Czarnogóry i jedynie to powstrzymuje mnie od zzielenienia z zazdrości o Twój wyjazd :D
    Ale w międzyczasie wkrada się też Norwegia, choćby na kilka dni czy weekend :)
    A nie myśleliście o tym, żeby ruszyć do Chorwacji rowerami? Już było paru takich, którzy się tak wybrali (bodajże studenci z Wrocławia?), ale wśród mojej paczki ostatnio krąży taki pomysł i jest coraz intensywniej wałkowany :) Tylko że taki wyjazd wymaga solidnego przygotowania fizycznego, ale dla chcącego nic trudnego :)

    • Ciesze się, że dałem dawkę motywacji :)
      Czarnogóry natomiast ja zazdroszczę. Co do rowerów to nie mam takiej formy jeszcze. Mało jeżdżę.
      Co do studiów to nie wiem. Wrócę w przyszłym tygodniu i będę ogarniał.

  • kaśka

    jesteście niesamowici! ;]

  • Magda

    Gratuluję :) Fajnie, że się Wam udało pokonać taką trasę i że starczyło motywacji :)

  • Domi

    Co prawda osobiście nie lubię biegać, ale podziwiam ludzi, którzy mają taką można to nazwać pasję. Serdeczne gratulacje!

    http://urodzona-by-pisac.blogspot.com/

  • ubrana w codziennosc

    Maju, jesteś moją inspiracją! :)

  • Hej, Michał. To był mój pierwszy maraton. Wystartowałem ale nie wiedziałem na ile mnie stać. Biegłem żeby sie sprawdzić. I okazało się ze opłaca sie ciężko trenować przez rok. Na mecie miałem 3:33. Ale nie o to chodzi. Radość z biegania i przyjemność biegu w grupie a do tego Kraków ma wspaniałych kibiców. Bez nich czas poleciałby na łeb na szyję. Dzięki Ci „Kraków” za wspaniałą imprezę!

    • Rewelacyjny czas! Gratuluje. Co do dopingu to naprawdę daje on mocy. Trochę brakowało mi go na pewnych etapach, ale ogólnie to naprawdę było świetnie :)

  • Aśka

    GRATULACJE!!! Pięknie móc zrobić coś wielkiego dla drugiej osoby!
    W Chorwacji teraz upały, uważajcie żeby stopem nie utknąć w Wiedniu na stacji paliw…:D brałam udział w ASR do Dubrownika i Wiedeń zatrzymał nas na 7 godzin!!! pozdrawiam!!!

    • Wykrakałaś potworze ;)

      Wróciłem do domu jakieś półtora godziny temu, przeczytałem i uśmiechnąłem się, bo właśnie w Wiedniu utknęliśmy na jednej stacji paliw – takiej, która „zbierała” samochody z dwóch stron. Uciekliśmy z nią do centrum Wiednia i na druga wylotówkę. Tam złapaliśmy osobówkę prosto do Polski :)

      • Aśka

        Haha to tak jak ja się uśmiechnęłam czytając Twojego najnowszego posta o problemach w stolicy Austrii :D to gdzie kolejny wypad autostopowy?:)
        pozdrawiam z Krk (tego polskiego:))

  • Kubala

    „Jak ja mam być normalny, skoro otaczają mnie ludzie, którzy robią TAKIE rzeczy?” – mniej więcej to samo myślałam tydzień temu kuśtykając na wylotówkę! ;))

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jak to do Turcji się wybrałem!