Epicki wschód słońca na Radziejowej

Ognisko na Radziejowej

Pojechaliśmy w góry. Biesiadowaliśmy przy ognisku, a o 2 w nocy wstaliśmy i poszliśmy na szczyt, żeby zobaczyć genialny wschód słońca. To był świetny pomysł, żeby zorganizować wspólny wyjazd.

Na początku chciałbym podziękować za tak duże zainteresowanie akcją „Maj, Merrell i Góry”  z Waszej strony :) Otrzymałem kilkadziesiąt zgłoszeń, ale niestety mogło pojechać tylko 7 osób. Było mi bardzo trudno podjąć decyzję, dlatego oddałem laptopa Brysi i poprosiłem, żeby to ona wybrała 7 szczęśliwców, a sam pojechałem ogarniać sprawy na 42 Do Szczęścia.

Naprawdę nie jest łatwo wyselekcjonować paru uczestników z tylu zgłoszeń, ale zwiększenie ekipy też nie rozwiązuje sprawy, bo nie zdążylibyśmy się poznać i spokojnie porozmawiać. Mam nadzieję, że ci, którzy nie pojechali, rozumieją to i nie będą myśleć, że jestem najgorszym łobuzem, niczym Janusz Tracz z Plebani.

radziejowa-29

Wielka moc mikroprzygody

Mimo że wyjazd trwał tylko kilkanaście godzin, to jednak dużo się działo i wiele rzeczy zostanie w mojej głowie. Widzę ogromną siłę w takich krótkich, ale intensywnych wyjazdach. Tak jak kiedyś po 24-godzinnej przygodzie na Babiej Górze, tak i teraz wróciłem do domu zmęczony, ale z naładowanym wewnętrznym akumulatorem.

Jeżeli z jakichś powodów nie możecie wyjeżdżać na dłużej (praca, brak czasu, brak woreczka z pieniędzmi) to serwujcie sobie od czasu do czasu mikroprzygody. Krótki wypad za miasto (nawet na kilkanaście godzin!) też ma swój urok i sprawia, że w zwykłym życiu pojawia się magia.

Co utkwiło mi w głowie i na co zwróciłem uwagę?

1. Wschód słońca i… zachód księżyca – w tym samym czasie. Być może nie jest to jakieś bardzo rzadkie zjawisko, ale nieczęsto też zwracamy na nie uwagę. Stojąc na Radziejowej, po jednej stronie mieliśmy wschód słońca, a po drugiej – kładący się do snu, okrągły księżyc. Nie wiem czemu, ale takie zjawiska „kosmiczne” bardzo mnie fascynują.

r11

2. Odkryłem, jak bardzo nie chce mi się wstawać o 2 nocy. Poszliśmy spać przed północą, a już o 2 musieliśmy być na nogach i dymać pod górę, żeby zdążyć na wschód. Oj, jakie ja miałem słodkie sny, oj, jak mi się nie chciało wychodzić spod kołderki… Sam pewnie bym odpuścił, ale wciąż jeszcze walcząc ze sobą, usłyszałem innych, którzy szykowali się do wyjścia. Nie miałem wyjścia – trzeba było udawać twardziela i wstać! Ale odespałem sobie chwilkę po powrocie : )

3. Chodzenie w nocy po górach. Wędrowaliśmy przez kilka godzin, na początku z czołówkami na głowie. To mój kolejny, nocny wypad w góry i bardzo mi się podobało. Trochę to absurdalne, bo niby po górach chodzimy dla widoków, ale jakoś w nocy las żyje inaczej.  Można obserwować jak natura budzi się do życia. Przez moment, chyba wszyscy wpadliśmy w stan takiej „małej medytacji”. Można wtedy ciekawie porozmyślać nad swoim życiem i całym światem. No i to jednak jest większa przygoda iść po zmroku. Nawet udało nam się raz zgubić i musieliśmy nadrabiać kilometr.

4. Teraz moment dla sponsora wyjazdu – marki Merrell, która pokryła koszty noclegu dla uczestników i zafundowała nam pyszne śniadanie na szczycie. Radość to dla mnie przeogromna, że mogę współpracować z takimi firmami – i to w sposób, dzięki któremu zyskują wszyscy: marka, bloger i czytelnicy. Gdzieś w głębi ducha zawsze o takich współpracach marzyłem.To był też mój trzeci wyjazd z rzędu, w czasie którego testowałem buty Merrella i bardzo je polubiłem.

Co prawda model Capra Rapid z linii Hydro Hike nie jest dostosowany do wysokogórskich wypadów, ale na trekkingu w niższych partiach gór sprawdza się świetnie. Buty są świetne do pokonywania wodnych przeszkód pojawiających się na szlaku– a do tego są lekkie i nie trzeba ich sznurować : ) Ogromny komfort i wygoda. Z produktów Merrella korzystam już od 2 lat i mam z nimi bardzo miłe doświadczenia.

r13

5. Ogniska. Oj, jak ja bardzo kocham ogniska! Mam nadzieję, że w tym roku będę miał więcej okazji do tego, żeby siedzieć i patrzeć w płomienie, rozmawiając z ciekawymi osobami. Ognisko ma w sobie coś magicznego i wyjazd w góry bez zorganizowania go po prostu się nie liczy.

6. Beskid Sądecki. Bywałem tam, ale tylko zimą – na nartach. Pierwszy raz pojechałem wiosną i bardzo mi się spodobało. Piękna okolica, do tego brak tłumów. Sama Radziejowa też jest ciekawą górą, bo z punktu widokowego na jej szczycie widać całą okolicę, w tym także Tatry.

7. No i finalnie – świetni ludzie i rewelacyjna atmosfera. Dość szybko znaleźliśmy wspólny język i równie szybko pojawiły się nasze grupowe „powiedzenia”. A trener personalny już chyba na zawsze zostanie trenerem : )

r14

W czasie gdy dziewczyny robiły kanapki, nasz trener dbał o formę i przygotowywał ognisko : )

r03

Bruno – Obrażalski pies

r07r05r12r09r02r08r01r10

Wyjazd był świetny, widzę też, że z Waszej strony zainteresowanie jest ogromne, więc być może w okolicach sierpnia/września powtórzymy akcję? Albo nawet zrobimy wypad na 2 dni i wtedy pojechalibyśmy większą ekipą… Co o tym myślicie?

Wpis i wyjazd z czytelnikami został zrealizowany przy współpracy z marką Merrell

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Skarby w Twoim mieście [KONKURS!]