Gdy mówią Ci, że nie dasz rady

Nie dasz rady, nie potrafisz, nie poradzisz sobie z tym. No kto jak kto, ale ty? Wybij to sobie z głowy, przecież nie znasz się na tym. Do tego trzeba się przyłożyć, a ty jesteś zbyt leniwy. No i trzeba mieć znajomości, więc lepiej odpuść to sobie.


Słyszałem to wiele razy, każdy to słyszał. Od znajomych, rodziny, przyjaciół. .. Aż w końcu przestałem brać te słowa poważnie. Niby takie słowa są demotywujące, a ja powiem tak – jeżeli ktoś mówi mi, że nie dam rady czegoś zrobić, to daje mi najlepszy prezent.

Opowiem Wam autentyczną historię mojego kolegi z podstawówki. Piotrek nie był jakimś wyróżniającym się w klasie chłopakiem. No, może z wyjątkiem tego, że nie grał w piłkę, a wiecie jak jest – jak któryś z chłopaków nie umiał biegać po boisku, to był słaby. Piotrek miał za to inne zainteresowania – kleił modele, interesował się marynistyką i lotnictwem. To była jego obsesja. O okrętach, u-botach, samolotach mógł gadać godzinami, czasem nawet aż do zmęczenia. To właśnie on wkręcił mnie w modelarstwo, które swego czasu zajęło też sporą część mojego życia.

tureckie

Razu pewnego siedzieliśmy w kilka osób w szkolnej szatni i rozmawialiśmy o tym, co kto chce robić w życiu. Piotrek, zapalony modelarz, powiedział, że on chce pływać na statkach. Został wyśmiany. Całkowicie wyśmiany: „Ty na statkach? Przecież ty pływać nie umiesz! Przecież ty jesteś gruby, kto takiego grubasa na statek weźmie?”

Czas płynął dalej. Potem było gimnazjum, liceum, studia. Kontakty się pourywały, ludzie rozjechali się w cztery strony świata.

Razu pewnego wróciłem do Ostrowca. Lubię to miasto. Nie ma tu nic ciekawego, jest Huta, 8 Biedronek i kilkanaście innych marketów, ale lubię to miejsce. Lubię za to, że wyjdę na ulicę, przejdę pół kilometra i na 100% spotkam kogoś znajomego. Tego dnia wybrałem się na Festiwal Szantowy do Perspektyw. A jakże! Ostrowiec ma wielkie tradycje żeglarskie i festiwal swój szantowy ma!

Kiedy szliśmy przez Pacyfik,
– Way-hey, roluj go,
Zwiało nam z pokładu skrzynki,
Pełne śledzia i sardynki,
Kosze krabów, beczkę sera,
Kalesony oficera,
Sieć jeżowców, jedną żabę,
Kapitańską zmyło babę,
Beczki rumu nam nie zwiało –
Pół załogi ją trzymało.
– Taki był cholerny sztorm.

Pomiędzy jedną a drugą szantą, czwartym a piątym piwem spotkałem Piotrka. Tego samego – z podstawówki.
Tyle czasu upłynęło. Pamiętam, że Piotrek poszedł do Szkoły Morskiej. Co teraz robi?

Za 3 dni wylatuje do Caracas i stamtąd na statek. „Jeszcze nie wiem, gdzie będę płynął, ale prędko nie wrócę. Marynarzem jestem…”

turcjaa

Determinacja

Wielu ludzi pisze, że chcieliby robić coś ciekawego, ale nie mają wsparcia. Marudzą, że rodzina i znajomi w nich nie wierzą. Olej to! Wszystko zależy, jak na to spojrzysz i jak do tego podejdziesz.

Ja nadal słyszę, że czegoś nie jestem w stanie zrobić. Co prawda zdarza się to rzadko, ale mimo wszystko czasem ktoś mnie przekonuje, że nie dam rady. Uwielbiam to. Kocham to. Na początku jestem zdenerwowany, ale potem czuję, jak budzi się we mnie złość. Coooo, ja nie dam rady? Ja? A właśnie, że dam! Kilka razy udało mi się osiągnąć taką złość, że byłem w stanie poświęcić się całkowicie, byleby tylko postawić na swoim.

Zauważyłem, że odpowiednie podejście do tego, co mówią inni, można dobrze wykorzystać.

Zrób z tych słów dźwignie, która wybije Cię do góry. Pokaż Światu, ile jesteś wart!

A co do fotek to jest to Stambuł. Piękne miasto, naprawdę piękne.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Paulina :)

    Motyw Polaka ;D cooo ja nie dam rady? Potrzymaj mi piwo :D

    • Tak zaczyna się większość dobrych faili na youtubie ;)

      • Damian Słoński

        Ale nie tylko ;). Ta moja determinacja i upartość, kiedy ktoś próbuje mi wmówić, że jestem na dnie i nie dam rady, za chudy, za słaby itd., doprowadziła już wielokrotnie do utarcia tym ludziom nosa. Kiedy ktoś mi wjedzie na ambicje, to może być pewien, że tak łatwo nie odpuszczę i mimo wszystko wyjdzie na moje. Kocham to! :D

  • Dlatego trzeźwy człowiek powinien czasami zachowywać się, jak człowiek po 4-5 piwach: Sssooo? Że ja teo nie zrbie?! I robić :). Oprócz rodziny i kolegów słowa „nie dasz rady” padają jeszcze często z naszych własnych ust. A jeśli tak się dzieje, to czas najwyższy zbuntować się przeciw sobie :)

  • Edyta

    Ja zawsze sobie powtarzam – „Jak nie ja, to kto?” i to zawsze działa :)

  • Martyna Kołakowska

    Ha! Marynarze górą. Już za parę dni Ameryka Południowa. I jeszcze mi za to zapłacą… ;)

    • Jak to możliwe?:) Opowiedz nam więcej :)

      • Martyna Kołakowska

        Najpierw Akademia Morska, dużo nauki i poświęceń, a potem ciężka praca na statku :) (nie, nie, nie zapłacą mi za podziwianie widoków)

        • A jest jakaś droga na skróty, żeby dostać się na taki statek do mycia pokładu albo obierania bananów ze skóry?:)

          • Martyna Kołakowska

            Najlepiej jest mieć skończoną jakąkolwiek szkołę morską (policealna, technikum, studia), zrobić szkolenia dotyczące bezpieczeństwa -> uzyskasz wtedy wszystkie potrzebne dokumenty do podstawowej pracy na statku. Zaczynasz od ciężkich robót na pokładzie, głównie praca fizyczna. Trochę znajomości, wiza też się przydaje. I można lecieć ;)

  • Katarzyna

    To zależy co dla kogo jest akumulatorem i siłą napędową. Jasne, że zawsze trzeba z determinacją dążyć do wybranego celu, jednakże moim zdaniem są jakieś granice. Problem pojawia się gdy nie ma tego celu. Ponadto jestem zdania, że nie warto pokazywać światu ile jest się wartym a sobie. To nie inni mają złapać oddech z wrażenia tylko my sami, pierwszym krokiem o czym w ogóle nie wspomniałeś jest pewność siebie. Bez tego się nie uda.

    • Kasia, a czy pewności siebie nie zdobywamy realizując stopniowo różne wyzwania? :)

      • Maciej Rumiński

        No właśnie. Robisz coś, zyskujesz pewność siebie. Nie robisz nic, nie masz pewności :)

        A tak ogólnie, to jest świetnie o czym mówisz. Jakiś czas temu zacząłem to wykorzystywać. Jak ktoś mówi, że mi się nie uda, bo jestem taki, bo sraki, bo to i tamto, to się tak wkur*** , ze za wszelką cenę MUSZĘ to coś zrobić ! :)

        Dla kogoś taka motywacja jest głupia.. Ale na mnie działa, więc niech będzie :)

        • No kwestia charakteru. Mnie coś takiego bardzo motywuje i włącza mi się taka złość. Czasem nawet celowo staram ją sobie wprowadzić :)

      • Katarzyna

        Owszem:) Natomiast nie zgadzam się z ogólną konwencją tego (akurat tego) wpisu. Po prostu przeczytałam, i pierwsze co mi przyszło na myśl po całym dniu pracy i „motywacji” ze strony innych współpracowników to, to że powinnam postawić na swoim i zrealizować wyzwania jednakże po to, żeby komuś coś udowodnić a nie dla siebie. No i ten „duch, motywator” mi się po prostu zwyczajnie nie podoba. Jasne realizujmy swoje pasje itd. ale nie po to by komuś udowodnić. Moją „dźwignią” jest udany projekt. Jeżeli coś mi się uda, to natychmiast na twarzy pojawia mi się banan. I nie ma znaczenia czy ktoś się o tym dowie czy nie.

        • Jagoda

          Tylko niekoniecznie trzeba się potem tym przechwalać czy rozpowiadać. Nie trzeba realizować schematu: ktoś mi mówi, że nie dam rady->motywacja->osiągnięcie celu->powrót do tej osoby i rzucenie jej swoim sukcesem w twarz. Wystarczy ‚wykorzystać’ te demotywujące słowa jako napęd, a potem cieszyć się sukcesem z samym sobą i bliskimi :) Tak chyba jest najzdrowiej.

          • Dokładnie – nie trzeba lecieć do tej osoby i od razu krzyczeć „Zobacz, widzisz?!” Z doświadczenia wiem, że ta osoba nawet nie będzie pamiętała tego, że mówiła, że nie dasz rady :)

            Choć z drugiej trony ja uważam, że sukcesami i postępami wartom się dzielić.

  • Kotek Psotek

    Święta prawda. Też wiele razy słyszałam w życiu takie słowa – że nie dam rady, że to nie dla mnie, że sobie nie poradzę. A tu proszę – zdałam świetnie maturę, poszłam na wymarzone studia, właśnie skończyłam 2gi rok. Szukałam pracy w mieście o jednej z największych stóp bezrobocia w Polsce. Poszłam na 2 pierwsze w życiu rozmowy kwalifikacyjne i w obu miejscach mnie przyjęli, mogłam sobie wybrać lepszą ofertę i właśnie zaczęłam okres próbny w agencji reklamowej, bo zawsze chciałam spróbować sił w marketingu. Nie da się? :)
    Lew Tołstoj powiedział kiedyś piękną rzecz – „Jeśli chcesz być szczęśliwy, to po prostu bądź.” :))

    • Ten cytat jest moim mottem życiowym ;) Piękne w swojej prostocie.

  • Gosia

    Ta historia Piotrka przypomniala mi troche moja historie. Tyle ze w mnie nie uwiezyl moj tata i wychowawca z podstawowki. Podsluchana rozmowa ze nie nadaje sie do liceum bo mam dysleksje tak mnie w k……, ze nie dosc ze sie dostalam do liceum, wzielam udzial w olimpiadzie polonistycznej to jeszcze sila rozpedu na studia polonistyczne sie dostalam. Polonistyke po roku zamienilam na turystyke bo bycie belfrem mi nie pasowalo. Teraz jak sobie ta historie przypomne i to jak z mama po kilka godzin robilysmy dydktanda to wiem, ze wszytsko mozna pokonac, nawet wlasna slabosc.

    • Gratuluje determinacji. Problem z dyslektykami jest taki, że dostają swój papierek i mają już pozwolenie na robienie błędów. Gratuluje więc takiej determinacji :)

    • Bartek

      Identyczna sytuacja Gosiu była za mną. Ja jednak podsłuchałem rozmowę moich rodziców ” On się nie nadaje na studia, za to Ona ( moja siostra ) tak. Jest bardziej ogarnięta. Chłopak pójdzie do zawodówki”. I co? Jestem na drugim roku Budownictwa, a moja siostra po studiach „nic nie dających” nie pracuje w zawodzie.

      Dysleksja jak dla mnie nie istnieje. Miałem i się wyleczyłem. Zasługa mamusi i godzin ( strasznej ilości godzin ) dyktand. Gosiu jesteśmy tacy sami:)

      Pozdrawiam i powodzenia!!

  • Bardzo życiowy tekst. Zgadzam się z Tobą Michale w stu procentach. Ja tak miałam. Miałam wrażenie, że nikt we mnie nie wierzy. Zresztą nic dziwnego, bo sama kompletnie w siebie nie wierzyłam. Gdy zbliżała się „trzydziestka” stwierdziłam, że w ogóle już jestem beznadziejna, bo nic nie osiągnęłam z tego, co snułam w młodzieńczych fantazjach, a snułam rzeczy wielkie…jak każdy chyba nastolatek: o podróżach, odkrywaniu nowych lądów itd :) Niby życie nie najgorsze, ale praca w korporacji, życie na zasadzie „byle przetrwać od weekendu i do wakacji”. Tkwiło we mnie ogromne przekonanie, że nie dam sobie rady, jeśli postanowię coś zmienić. Tak mnie jednak ta myśl wykańczała, że postanowiłam udowodnić innym, ale chyba przede wszystkim sobie, że jednak dam radę. Rozstałam się z korporacją za porozumieniem stron, spakowałam plecak, zostawiłam męża na pięć miesięcy i ruszyłam w świat. Po raz pierwszy sama, daleko, bo do Ameryki Środkowej i na tak długo, bez specjalnej znajomości języka. Szaleństwo? Wszyscy stukali się w głowę, oprócz mojego męża, który mnie wspierał.Czujesz, że musisz, to jedź, mówił. I pojechałam. Chociaż momentami myślałam, że nie dam rady, poradziłam sobie. Wróciłam pełna wspomnień, silniejsza i pełna wiary we własne możliwości. I już planuje kolejny wyjazd. Polecam każdemu, może nie koniecznie to, by rzucić wszystko i wyjechać, ale to, żeby przełamywać w sobie obawy i strach i nie słuchać tego, co mówią inni. Jeśli się czegoś pragnie i o czymś marzy, to należy o to walczyć.

    • Gratuluje takiej determinacji do zmian, bo zazwyczaj jest je najtrudniej wprowadzić, zwłaszcza, że praca w korporacji itp. rozleniwia i nie chcę się podejmować szalonych decyzji. Jak się jednak spróbuje już raz to potem leci wszystko po kolei :)

      Powodzenia w kolejnych wyjazdach. Ja na Amerykę Środkową mam niesamowita ochotę :)

      • Dzięki Michał. Fakt, że trzeba mieć determinację, ale ja ją miałam. Życie jest tylko jedno i uważam, że należy je przeżyć tak, by się go nie żałowało. Zakochał się w Ameryce Środkowej. Zwłaszcza w Gwatemali. W przyszłym roku wracam. Zwiedziłam Gwatemalę, Honduras i Salwador, kawalątek Meksyku. W przyszłym roku wracam do Nikaragui, Panamy, Kostaryki. Zobaczymy. Jakbyś Michale się wybierał, dawaj znać. Polecam się z radami :)

    • Barbara Chronowska

      A ja gratuluje nie tylko odwagi ale też wspierającego męża :) nie każdy by tak, o, puścił żonę samą na 2gi koniec świata ;)

      • Masz rację Basiu :) Za męża jestem wdzięczna losowi:) Gdy wszyscy wokół stukali się w głowę i mówili mu „jak możesz puścić ją samą. Ja w życiu bym nie pozwolił”, na co mój mąż odpowiadał, że kiedy ja jestem szczęśliwa, to on jest szczęśliwy, a wtedy i nasz związek jest szczęśliwy :) I taka jest prawda. Ale chyba trzeba być naprawdę dojrzałym emocjonalnie i mądrym człowiekiem, żeby wiedzieć, że zamknięcie bliskiej osoby w złotej klatce, to nie jest najlepszy sposób na budowanie szczęśliwego związku.

  • Bartek Popiel

    Maju!!! – miałem jutro wrzucać notatkę na baaaardzo podobny temat.

    W sumie i tak wrzucę bo część już gotowa.

    Jest jedna, piękna technika motywacyjna, który rozwala WSZYSTKO.

    Jest mega potężna i sam się dziwię, że jeszcze nigdzie nie zostało to opisane (przynajmniej nie znalazłem).

    Pozdrawiam!

  • Michał Krajewski

    „Ja nie dam rady?!?!
    A załóż się!” :)

    Mhm. Już tyle razy słyszałem to, że nie dam rady. Pewnie usłyszę jeszcze nie raz.
    A to tylko fala powietrza, nic więcej :)

  • Guest

    Uwielbiam Cię!! :D

  • Sunny

    A u mnie jest znów odwrotnie, każdy mi mówi, że dam radę, poradzę sobie, bo przecież jestem mądra. Tylko, że ja nie mam wiary w siebie, chociaż to zależy wtedy o co chodzi, ale zawsze realnie patrzę na swoje możliwości.

    • Katarzyna

      Kurcze, jak czytam te komentarze i widzę same skrajności :)

  • Karol Guzik

    Nie ma co słuchać czyichś opinii o sobie samym. Jeżeli jesteśmy w stanie uwierzyć, że możemy, to zrobimy to, jeżeli poprzemy to działaniem :)

  • Weronika

    Jak kończyłam czytać to już myślałam że nadrugim zdjęciu jest Ostrowiec :D Bądź co bądź, mieszkam niedaleko i no cóż, nie spodziewałam się ża tam takie statki i widoczki w tle, ale no jak widać to jednak nie stamtąd.
    A jeśli chodzi o historię Piotrka.. też tak mam czasami. Bo właśnie zależy od naszego nastawienia. U mnie jest np. tak że jak chcę coś zrobić i jestem pewna tego, że mi się uda bo czuję to od środka, to zrobie na przekór innym i udowodnię im, że się mylili. Ale jak w nas samych jest choćby zierenko wątpliwości, to możemy się nie odważyć i nie zrobić na złość innym no i siedzieć w czterech ścianach, bo „ludzie to są tacy podli”.
    W każdym razie warto wierzyć w siebie :)

    • Tak, tak :) Targowice przypomina naszą ostrowiecką :D

  • Milena

    Po raz kolejny napotykam się na nazwę naszego miasta, i czasami nie dowierzam, że mogą być tu takie osoby jak Ty – zamiast tych, którzy niemal codziennie gaszą moją energię do działania… albo ich jeszcze nie spotkałam :) A jak Ciebie na ulicy spotkam, to poproszę o autograf ze zdjęciem! ;)

    • Hehe co prawda to prawda – w Ostrowcu ludzie, którzy coś robią fajnego to rzadkość, ale jest kilka osób aktywnych ;) Z resztą, jak mieszkałem jeszcze w Ostrowcu to też wiele ciekawych rzeczy robiłem i interesujące osoby miałem wokół, więc da się :)

  • Derek_Potocki

    Swieta prawda. Jak sie zacznie sluchac czyichs opinii albo swoich destruktywnych monologow, to zycie jak w kajdankach. Tylko ze te kajdanki, to tylko mysli;) Cheers!

  • Klaudia Pach

    O tak, słowa „Skoro Ty nie dasz rady, to kto niby da?” albo „No kto jak nie Ty, dasz radę” zawsze się sprawdzają. Trzeba tylko umiejętnie podejść do niektórych spraw, do życia i motywować samego siebie do działania. Na szczęście taką umiejętność można nabyć. Świetny post :)!

  • Niektóre osoby, chyba nie zdają sobie sprawy, że gdy mówią „Nie dasz rady”, motywują kogoś do zrobienia tego :) Chociaż zależy od osobowości. Jedni w to uwierzą, że nie dają rady, drudzy na przekór będą chcieli postawić na swoim.

  • JoyBoy

    Niby taki zwykły wpis na Twoim blogu Michał, ale powiem że to najlepszy wpis jaki kiedykolwiek zrobiłeś. To tylko opinia czysto subiektywna. Piękna historia z kolegą z podstawówki robi swoje a przesłanie tego wpisu jest mi bardzo bliskie. Dlatego właśnie uznałem że wcześniej żaden Twój wpis mi się tak nie spodobał.

    • Dzięki :) Ciekawa sprawa, bo wpadłem na niego jakoś przypadkowo, napisałem i…2 miesiące wstrzymywałem się z publikacją, bo nie byłem przekonany. Ciesze się w takim razie, że tak się spodobał.

  • dealer

    „O to życie kurewskie miej do siebie pretensje!”
    Peja ;)

  • wendigo

    No mnie niestety te słowa jakoś nie motywują ;) taki jestem jakiś obojętny na zdanie innych, że ani mnie ziębi ni grzeje. Z reszta jak ktoś z przedmówców, ja też zwykle słyszę: „Ty sobie na pewno poradzisz” i to zdanie również nie motywuje mnie wcale, a bardziej nawet irytuje ;) No cóż, muszę znaleźć sobie jakąś inną motywację ;)

    W sumie to jednak przede wszystkim chciałem powiedzieć, że kilka dni temu skończyłem czytać całego Twojego bloga. I muszę Ci powiedzieć, że rzeczywiście inspiruje :) Może nie zrobię jakiejś rewolucji w życiu (na razie! ;) ), ale w trakcie czytania wpadło mi do głowy kilka pomysłów na życie, a to bardzo ważne, także za to dziękuję :) No i będę czytać dalej.

    • Hehe powiem szczerze, że tekst „przeczytałem cały Twój blog” to wielki komplement dla mnie, zwłaszcza, że pierwszych wpisów się wstydzę :) Dziękuje za motywacje i mam nadzieję, że pomysły na życie zadziałają :)

      • wendigo

        Kiedy ja się za coś zabieram to od początku ;) A tak poważnie: po prostu jak czytam bloga, to lubię poznawać autora od początku :) No i nie masz się co wstydzić, ja nie zauważyłem żeby z tymi wpisami pierwszymi było coś nie tak ;)

  • MartaSzymula

    Jesteś z Ostrowca Świętokrzyskiego? :D

  • Arkadiusz Zalewski

    Ta metoda motywacji nie działa na wszystkich.

    Osobiście znam przypadki osób które wolą być doceniane za swoje starania i wolą nie zawieść nadziei innych.

    Powątpiewanie w ich umiejętności sprawia, że tracą całą motywację do podejmowania działania. Czują się słabi, bezsilni i pozbawieni wsparcia.
    Nim zechcemy komuś pomóc trzeba zorientować się, która z tych form motywacji okaże się skuteczna, a nie destrukcyjna.

  • Diana Wojtal

    Hehe, na mnie działa motywująco żeby gdzieś się ruszyć jak mnie rodzina denerwuje :D

  • Justyna

    Matko skąd ja to znam! Kilka razy udowodniłam, że umiem, ale to nic wciąż słysze te głosy czegokolwike nie chciałabym zrobić – uodporniłam się!

    http://www.wybiegajsie.blogspot.com

  • Ania

    Wlasnie tego mi dziś trzeba bylo :)

    Żeby zrobić dobry użytek z tych często raniących nas slow trzeba byc dobrze uodpornionym psychicznie od krytyki.Ludzie krytykują innych by ich wlasnie zniechecic do ich planow nie dlatego,ze nei dadzą rady,a dlatego,że inni mu poprostu zwyczajnei zazdroszczą. W obecnym spoleczenstwie z niektórymi ludźmi trzeba trzymac się na dystans.

    • Nie zgodziłbym się z tym uodpornieniem. Ja krytykę ciężko znoszę, gdzieś tam czuje, że mnie boli ale po pewnuym czasie patrze na to z boku i myślę sobie: „Ja wam jeszcze pokaże”.

  • Firefly

    Świetny wpis :) POLAK POTRAFI ! :3

  • Pablo

    To zależy o co chodzi. Owszem, należy mieć ambicję, ale nie walić głową w mur, bo tylko Cię głowa rozboli a muru nie przebijesz. Pamiętam, jak kiedyś się wkręciłem w MLM (Multi Level Marketing albo Manipuluj Ludźmi Maksymalnie jak kto woli) i też mi wszyscy w koło mówili, że to jest nierealny i nie dam rady. I wiecie co? Dziękuję im za to, że potrafili mi wylać kubeł zimnej wody na mój idiotyczny entuzjazm, bo mi tam w tej piramidce nieźle łeb przeorali tymi swoimi sztuczkami manipulacyjnymi, a żeby to zrobić to trzeba być niezłym kawałem rury i ściemniać bez mrugnięcia okiem swoim znajomym, jaką to ma się wspaniałą ofertę. A ja tak nie umiem. Ale innym razem uwidziało mi się spróbować sił na giełdzie i też wszyscy dookoła krytykowali, a ja też uważałem, że dam radę, skoro innym to się udało. I tym razem miałem rację, bo to obiektywnie patrząc było wykonalne, tylko trzeba było ostro nad tym posiedzieć, bo większość publikacji na ten temat to same ogólniki pisane w taki sposób, żebyś przypadkiem czegoś nie zrozumiał:) Tak więc, wszystko zależy od przedsięwzięcia, czy obiektywnie patrząc jest ono realne. Teraz z kolei mam zamiar wrócić do dawnej kondycji fizycznej (ćwiczę Street Workout). Ale tutaj już nikt nie krytykuje, bo to jest jak najbardziej realne i nie ma w tym żadnej filozofii ani jakichś haczyków:)

    • MLM to temat rzeka :) Kiedyś wpis o tym popełnię. Street Workout świetna sprawa- kiedyś trochę się bawiłem w ramach parkouru. Powodzenia!

      • Pablo

        Na pewno przeczytam:) Swoją drogą jak na to patrzę, to jest to ciekawe zjawisko psychologiczne. Ceny zwykle zaporowe dają, dlatego w normalny sposób tego nie idzie sprzedawać. Zatem bez psychomanipulacji się nie obejdzie, waleniu ogólników, a jak ktoś się zapyta o konkrety, to wtedy się mniej lub bardziej zręcznie odwraca kota ogonem:) Nie mówiąc już o ich „szkoleniach”, które przypominają spotkania sekty, a durne ludzie płacą gruby hajs za udział w tych szopkach i jeszcze się cieszą że mogą sobie posłuchać farmazonów xD
        Chociaż jakiś czas temu znalazłem blog jednego z trenerów rozwoju osobistego (jednego z niewielu, o których mogę powiedzieć że dobrze gada i nie robi ludziom sieki z mózgu), który zaczął zrobił ciekawą serię o takich ludziach jak guru MLMowców, czyli Pan Od Dwóch Tatusiów, niejaki Robert K. oraz innych wykrętach (chociaż jak sobie poczytałem, to jednak ci ludzie o których się dowiedziałem w MLM, opowiadających o łatwym hajsie to jeszcze jest lajcik; natomiast w tematyce medytacji, duchowości, intuicji, prawa przyciągania i takich tam to są dopiero hardcory:/). Zapodaję linkacza do opisu wcześniej wspomnianego Pana Od Dwóch Tatusiów: http://blog.krolartur.com/anty-guru-robert-kiyosaki/

        • Znam tą serie u Artura, fajnie pisze :) No niestety tak to wygląda, choć są osoby, które sprzedają uczciwie. W samych szkoleniach rozwoju osobistego / motywacyjnego nie ma nic złego, bo sam wiem, że bardzo dużo mi dały. Są osoby na arenie polskiej, których bardzo cenie i dużo im zawdzięczam. Co do MLM to był taki dokument „witamy w życiu”. Ci, którzy zakładają MLM są mistrzami ;)

          MLM sam w sobie tez nie jest zły, bo to też wymaga pracy i nakładów czasu. Ja np. się do tego nie nadaje, ale są ludzie, którzy potrafią i chwała im za to. Nie ma co krytykować – skoro jest popyt to i niech podaż będzie :)

          • Pablo

            Jeśli sprzedaż produktów w MLM wygląda na takiej zasadzie, że ktoś znajduje sobie klienta zainteresowanego produktami i po prostu mu je sprzedaje – to nie mam nic przeciw. Zwykły uczciwy handel. Problem jednak polega na tym, że wielu dystrybutorów traktuje ofertę swojej firmy jako dodatek do całego interesu, a tak naprawdę liczy się wciąganie kolejnych jelonków – i tu się robi klops, bo wtedy się nagania ludzi „na siłę” do struktury, obiecuje gruszki na wierzbie ignorując podstawowe prawa rynku i wciska im się produkty za pomocą nie do końca etycznych chwytów psychologicznych, żeby tylko był obrót. A potem opinia o MLMie jest jaka jest.

            Jeśli zaś chodzi o osiąganie sukcesu w MLMie – na szkoleniach kładą ludziom do główek, że trzeba mieć marzenie, determinację, nastawienie optymistycznie, pomagać innym ludziom itd., zakładam że chyba wiesz o co mi chodzi. A prawda niestety już nie jest taka różowa, bo największy sukces mogą osiągnąć ci, którzy są na samej górze piramidki, a rynek jeszcze nie jest zapełniony. I im dłużej dana firma jest na rynku, tym nowi mają mniejsze szanse cokolwiek ugrać, bo po prostu rynek już jest nasycony.

            Szkolenia motywacyjne – hmm… w zasadzie to nie miały one na mnie nigdy większej siły oddziaływania, ale chętnie posłucham jakie jest Twoje zdanie na ten temat. Motywacja w MLM oparta jest głównie na emocjach, a te jeśli nie jest dołączona do nich wartość merytoryczna, to nie mają prawa działać. Przez pewien czas będziesz czuł się fajnie, ale potem wysoki poziom endorfin opadnie i wracasz do codzienności. Osobiście uważam, że prawdziwą motywację buduje się na wiedzy, a nie na emocjach. Masz wtedy jasno określony cel, wiesz jak do niego dążyć i jeśli przedsięwzięcie jest realne, to po prostu działasz. A jeśli coś po prostu nie ma prawa działać, to przestajesz walić głową w mur, bo go i tak nie przebijesz.

            Jakie znasz jeszcze osoby w polskim rozwoju osobistym, które piszą konkretnie i na temat? Nie siedzę głęboko w temacie i kojarzę tylko Artura Króla i Michała Pasterskiego.

  • Iza

    Świetny wpis! Pozdrawiam! :D

  • jola

    .”… nie daj sobie nigdy wmowic, ze czegos nie potrafisz nawet mnie. Masz jakies marzenie spelnij je. Ludzie mowia, ze sie nie da jesli sami czegos nie potrafia.chesz czegos to walcz…!

  • Muchołapka

    Ostrowiec? :) To zapraszam do Sandomierza:)

    Najgorsze w naszym otoczeniu jest to, że te wszystkie negatywne wibracje trafiają do naszej podświadomości i zbyt mała determinacja, może nie być wystarczająca, aby te „elektrony” od siebie odbić. Na pewno dla osób, które złapią bakcyla na całego zniechęcające frazesy są nieme. Bo przecież jak się za kochać to na całego! ;D

    Pozdrawiam!!

    http://atomizm-inspiracji.blogspot.com/

  • Bartek

    Extra blog! :D Bardzo motywujacy. mam nadzieje ze w koncu sie przelamie i tez zaczne realizowac swoje pasje xD. Wiem ze to nic trudnego ale ten pierwszy krok w drodze do czegos jest najtrudniejszy a niestety nie zrobilem ich w zyciu wiele… ale nie poddam sie i bede probowal dalej xD

  • Ola Uru

    Podoba mi się to, co napisałeś. Historia kolegi jest piękna w swej prostocie. Hmm – a czego JA nie dałabym radę zrobić. Chciałabym wierzyć, że mogę wszystko. Tylko – co jeżeli kiedyś sama w sobie zbudowałam poprzeczki? Staram się je niszczyć i niszczę aktywnie. Tylko jeszcze potrzebuję tego czegoś… Tego nieuchwytnego celu, który kryje się jeszcze za zakrętem.

  • Kat

    Właśnie dlatego uwielbiam bieganie. Kiedy pluton egzekucyjny w mojej głowie, zaczyna powtarzać jak mantrę, że nie dam rady, że po co, dlaczego, że już i tak tyle za mną, że to tylko bieg, że to, tamto.. O nie! Zamilcz i patrz ;)

  • Marta

    „Czasem ktoś mnie przekonuje, że nie dam rady.Uwielbiam to. Kocham to. Na początku jestem zdenerwowany, ale potem czuję, jak budzi się we mnie złość. Coooo, ja nie dam rady? Ja? A właśnie, że dam! Kilka razy udało mi się osiągnąć taką złość, że byłem w stanie poświęcić się całkowicie, byleby tylko postawić na swoim”. Hahaha, fragment idealnie o mnie, „Coooo, ja nie dam rady?” to mój częsty tekst :) Chęć udowodnienia wredotom, że się mylili i pragnienie zobaczenia opadających kopar jest jedną z najmocniej działających na mnie motywacji- osiągnęłąm dzięki niej najwięcej z moich celów :) Oczywiście mam też pozytywniejsze, żeby nie stać sie zacietą i wiecznie wkurzoną babą :)

  • Trolololo

    To jest Super!…

  • Ines

    To zupełnie jak w tym starym kawale:

    Nad przepaścią stoi diabeł, w towarzystwie Anglika, Francuza, Niemca i Polaka. Diabeł mówi do Anglika:
    – Skacz w dół!
    – Nie skoczę!
    – No skacz, gentleman by skoczył!
    Siup, Anglik skoczył w przepaść. Teraz Diabeł zwraca się do Niemca:
    – Skacz w dół!
    – Nie skoczę!
    – No skacz, gentleman by skoczył!
    – Nie skoczę!
    – ( potworek.com ) Ale to rozkaz!
    I siup, Niemiec za Anglikiem. Diabeł zwraca się więc do Francuza:
    – Teraz ty skacz!
    – Nie, ja nie skoczę!
    – No skacz, gentleman by skoczył!
    – Nie skoczę!
    – Ale to rozkaz!
    – Nie, nie skoczę!
    – Ale wiesz teraz taka moda.
    No i Francuz poleciał za Anglikiem i Niemcem. Z Diabłem został już tylko Polak więc i tego diabeł namawia:
    – Skacz w dół!
    – Nie skoczę!
    – No skacz, gentleman by skoczył!
    – Ale ja nie skoczę!
    – Ale to rozkaz!
    – I tak nie skoczę!
    – Ale wiesz teraz taka moda…
    – Nie ma mowy!
    – A kto ty właściwie jesteś?
    – Ja? Polak!
    – Aaa polak…, to pewnie że ty to nie skoczysz!
    – Coo? JA NIE SKOCZĘ?!

    No cóż, coś w tym jest ;)

  • An

    Ha! Dzięki za kopa :D

  • Pingback: weekendowe scrolowanie #2 | pomalutku()

Przeczytaj poprzedni wpis:
Szukanie skarbów