Grosz do grosza i będzie kokosza?

Kwestia oszczędzania poruszana była już nie raz w rozwojowej blogosferze. Wspomniałem o tym w moim wpisie na temat podsumowania czerwca i nawet wywiązała się mała dyskusja- Czy warto oszczędzać? Niektórzy rozumieją oszczędzanie jako wkładanie pieniędzy do przysłowiowej kieszeni i trzymanie bez celu- faktycznie to trochę głupie, bo pieniądze mogą zarabiać, tylko żeby do tego doszło najpierw te pieniądze trzeba mieć. Myślę, że trzeba posiadać zarówno jakąś sumę, na bieżące wydatki, na jakiś cel do którego dążymy (wakacje, kupno samochodu), ale też fundusz awaryjny, który teraz staram się budować właśnie ja.

Jakie błędy popełniają ludzie?

Powinienem napisać- jakie błędy popełniałem ja, ale zauważyłem, że to nie tylko mój problem, ale większości ludzi w moim wieku. Jak sobie kiedyś żyłem?
Z miesiąca na miesiąc. Kasa była wydawana na bieżąco- na aktualne potrzeby, a przynajmniej tak mi się wydawało. Zawsze sądziłem, że muszę zarabiać więcej i wtedy dopiero będę odkładał pieniądze. I wiecie co? Gówno prawda. Na pierwszym roku studiów żyłem za 1000zł miesięcznie, szału finansowego więc nie było i z oszczędzaniem było ciężko. Sądziłem, wtedy, że jeżeli moje dochody miesięczne będą większe to nadwyżkę będę regularnie odkładał. Po półtora roku od tamtego dnia zacząłem faktycznie mieć większe dochody a „dziura w kieszeni” ciągle istniała. I znów sądziłem, że zwiększenie przychodów rozwiąże mój problem. O jak ja się myliłem!
Zauważyłem kiedyś, że w sytuacji gdy mam więcej pieniędzy to żyje inaczej. Kupuje inne produkty na obiad, inaczej spędzam wolny czas itp. Po prostu zauważyłem, że zarabiając więcej, więcej też wydaje i pieniądze ciągle się gdzieś rozlatują. Taki syndrom chyba ma większość ludzi- nie tylko ja. Już jestem w takim wieku, że chce coś na to zaradzić, jakoś rozwiązać ten problem i nie dopuszczać do sytuacji, gdzie zaczyna brakować pieniędzy do końca miesiąca.

Nawyki oszczędzania

Szukałem sposobu na to jak odkładać na fundusz awaryjny, trochę poczytałem i uważam, że nie ma idealnego systemu. Postanowiłem wyrobić sobie wiec własną serię nawyków finansowych i po testowaniu ich przez jakiś czas myślę, że stworzona metoda działa u mnie, choć będę ją uzupełniał. Dla mnie najważniejsze jest, żeby taki system był prosty i szybki w stosowaniu- bez wykresów, tabelek i wyliczeń, bo to sprawia, że chcemy to ciągle odkładać w czasie. Jakie więc wnioski wyciągnąłem i co wymyśliłem?

  1. Zacznij oszczędzać już teraz. To był mój błąd już na starcie. Tak jak wyżej pisałem wydawało mi się, że większe przychody rozwiążą mój problem. Wcale tak nie jest, dlatego warto, bez względu na to ile zarabiasz zacząć oszczędzać już teraz. Odkładaj kwotę, adekwatną do twoich przychodów. Zacznij już teraz!
  2. Zwalcz konsumpcje. Idąc do sklepu na zakupy nie wydawaj pieniędzy bez sensu. Rób zakupy z głową, rób to mądrze. Niby wiadoma sprawa, ale w praktyce to różnie wygląda. Czasem stoję przed opcją kupienia sobie jakiejś rzeczy, której wiem, że nie potrzebuje, ale wewnętrzny głos mi podpowiada, że „zasługuje na to, bo zapieprzam jak mogę”. Tylko czy nie lepiej wydać tego na coś bardziej użytecznego?
  3. Kontroluj wydatki. Najpierw zanim zacząłem odkładać pieniądze postanowiłem zrobić małe badania, na co wydaje. Do takich analiz podchodziłem już kiedyś kilkakrotnie stosując programy komputerowe i nie wychodziło- w którymś momencie przerywałem. Uprościłem więc całość, kupiłem zwykły, niezawodny zeszyt, w którym zapisywałem swoje wydatki. Po prostu zawsze brałem paragon, który przekładałem do zeszytu. Gdy ich się nagromadziło więcej to wpisywałem całość do zeszytu. Po miesiącu dostałem obraz swoich wydatków i teraz widzę, gdzie mogę zaoszczędzić.

Mój sposób oszczędzania

Przedstawię Ci w punktach jak oszczędzam pieniądze. To jest moja strategia, może nie jest idealna, ale jest bajecznie prosta.

  1. Po pierwsze wszystkie pieniądze jakie posiadam wpływają na moje konto bankowe główne (w mBanku). Z niego na co dzień korzystam, robię przelewy, zakupy itp. Gdy dostanę pieniądze np. za jakiś projekt to 30% tej kwoty od razu przelewam na inne konto.
  2. To konto mam w BZWBK. Co ważne- nie pamiętam do niego identyfikatora a karta leży zawsze w domu (teraz w ogóle pójdę do banku i z niej zrezygnuje). Dzięki temu unikam przypadkowego wydania. W sumie to wchodzę na to konto raz w miesiącu, aby sprawdzić ile się uzbierało i…
  3. Połowę tego uzbieranego przenoszę na konto walutowe w dolarach, które kiedyś założyłem po powrocie z USA. Te pieniądze to mój fundusz awaryjny- w przypadku niezaplanowanych wydatków, które są niezbędne (choroba, wypadek, kradzież czy awaria komputera). To co zostanie na koncie złotówkowym przeznaczam na swoje cele- podróże, wydatki większe itp.

Jakie wyciągnąłem wnioski?

Metodę stosuje już od pewnego czasu i zaobserwowałem wiele ciekawych rzeczy. Po pierwsze doszło do absurdu, bo mam więcej pieniędzy : ) Zacząłem więcej zarabiać i mądrzej wydawać. Pieniędzy mi zawsze brakowało i nie mogłem sobie pozwolić na wiele rzeczy. Teraz mam zawsze parę groszy, żeby iść na kawę, na jakieś piwo itp. Wszystko po prostu z głową. Po drugie czuje się bezpieczniej. Mam świadomość, że w sytuacji kryzysowej mam jakąś (nawet niewielką na początku) kwotę. Z drugiej strony nie mam do tych pieniędzy bezpośredniego dostępu i nie wydaje ich. Ponadto zauważyłem, że…

Nie musisz być milionerem, aby żyć jak milioner

Bardzo ciekawa sprawa. Mam dla ciebie mały eksperyment. Zastanów się, co robiłbyś gdybyś był milionerem, miałbyś na koncie milion dolarów i dużo wolnego czasu? Większość ludzi opowiada, że zaczęłaby podróżować, leżałaby całymi dniami na plaży w ciepłych krajach i popijała driny z palemką.
Zastanów się jednak ile można. Powiem Ci szczerze, że uwielbiam wziąć plecak i wyruszyć gdzieś (np. 3 tygodnie do Indii), ale po tygodniu już trochę brakuje mi mojej pracy, wczesnego wstawania, jakiś obowiązków itp. Po prostu lubię to co robię i zapewne bycie milionerem też może się znudzić. Po zadaniu sobie tego pytania samemu sobie doszedłem do wniosku, że prawdopodobnie nie zmieniłbym nic w moim życiu, lub zmieniłbym bardzo niewiele. Zauważ, że większość ludzi, którzy osiągnęli sukces finansowy nie poprzestaje na tym. Są ludzie, którzy mają takie pieniądze, że mogliby rzucić to wszystko w pizdu, zbudować domek w górach i pisać książki, ale po prostu nie potrafią, bo lubią to. Oni to po prostu lubią, bo zarabianie to emocje i przeżycia, od których człowiek się uzależnia.
Myślę, że zamiast szukać sposobu na milion, ludzie powinni szukać sposobu na prace, która daje satysfakcje. Specjalnie napisałem tutaj „daje satysfakcje”, a nie „praca którą się lubi”. Jest takie znane powiedzenie, chyba chińskie, które często spotykam w sieci- „Znajdź prace, która będzie twoją pasją, a już nigdy więcej nie będziesz musiał pracować”. Nie zgadzam się.

W sytuacji, gdy znajdziesz taką pracę to po pewnym czasie dojdzie do jednej z dwóch opcji. Albo znienawidzisz swoją prace- pasję, albo wciągniesz się na tyle, że olejesz wszystko co jest wokół. Ostatnio mocno promuje się zakładanie własnych firm. Każdy wyobraża sobie, że założy własny biznes i będzie miał więcej czasu dla siebie i dla bliskich. Myślę, że własna firma to dopiero obowiązek! To zaangażowanie się w to bardzo mocno, to wejście na poziom, gdzie pracujesz nawet po 15 godzin na dobę. Ważne, żeby jednak ta praca dawała satysfakcję, bo wtedy będziemy zadowoleni.
Co więcej wcale nie trzeba być milionerem, aby już teraz podróżować, spełniać marzenia, leżeć na plaży i popijać driny z palemką. Wszystko jest kwestią dobrych chęci i ambicji. Jak człowiek chce to znajdzie sposób. Mając mniej pieniędzy musisz „bardziej chcieć” i poświęcić na to więcej czasu, ale bardziej to docenisz. Nie musisz być milionerem, by spakować plecak i pojechać na dwa dni w góry, nie musisz być milionerem, by kupić na gruponie tanio kupon na golfa, masaż czy obiad w fajnej restauracji. Myślę, że warto od czasu do czasu pozwolić sobie na taką małą przyjemność. Aby móc to robić, trzeba mieć odłożone jakieś choćby niewielkie pieniądze. Zacznij robić to dziś, bez względu na to jakie masz przychody. Pieniędzy i czasu będzie Ci zawsze brakować.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Soczysty jak cytryna czerwiec i plany na lipiec