Hakuna Matata – Spotkanie czytelników bloga

Co to był za weekend! Z dumą i radością muszę napisać, że mam najlepszych czytelników bloga na Świecie. Są blogi, które może mają więcej wejść, firmy walą do nich z reklamami, piszą więcej, ale społeczność najlepszą mam ja! To były cudowne dwa dni z czytającymi blog.

O spotkaniu nie pisałem na blogu, bo pomysł wyszedł na grupie facebookowej „Życie Jest Piękne”. Otworzyliśmy zapisy i po kilkunastu godzinach mieliśmy komplet uczestników. Powiem szczerze, że miałem lekkie obawy, z kim się spotkam. Co to za ludzie zjadą się z całej Polski, by razem „dziać się”? Bardzo miło się zaskoczyłem : ) Było genialnie!

Integracja, integracja!

Początek jak to początek – wszyscy się zeszli, patrzyli na siebie i nie wiedzieli, co z sobą zrobić. Stan ten trwał jakieś 10 minut, bo później rozpoczęliśmy gry integracyjne. Dla mnie to była jakaś magia – z minuty na minutę ludzie zaczęli z sobą rozmawiać, dyskutować i snuć wspólne plany. Nie wiem, co o tym powiedzą uczestnicy, ale dla mnie to była najlepsza rzecz tego weekendu – nieskrępowane i luźne rozmowy z wszystkimi. Bardzo mi się to podobało, bo na dobrą sprawę, podczas wszystkich tego typu szkoleń przerwy są drętwe, a rozmowy wymuszone, „bo przecież trzeba budować sieć kontaktów”. Naturalność się liczy!
Wieczorem, po wspólnej kolacji, wybraliśmy się jeszcze na w imprezę do jednego z krakowskich klubów. Ja wszedłem w całkowite flow, bo z każdym miałem jakiś temat do rozmowy. Do domu wróciłem koło…4 rano. A przecież o 6.30 trzeba było wstać na paintball!

hakuna_matata (5)

Wojna!

Pot lał się z czoła, a maska utrudniała oddech. Niestety, życie żołnierza nie jest łatwe. Tropikalny klimat dawał się we znaki, a każdy, nawet najmniejszy błąd mógł być wykorzystany przez przeciwnika. Siedziałem w wysokich zaroślach i obserwowałem przestrzeń przed sobą. W armii służyłem już od lat, dlatego moja intuicja podpowiadała mi, że gdzieś tam czai się snajper i tylko czeka na mój błąd. Wiedziałem, że muszę zmienić pozycje…

3…
2…
1…
Podniosłem się z ziemi i zacząłem biec bo pobliskiej barykady. Chwila, moment i będę bezpieczny. Nagle strzał! Poczułem lekkie ukucie i mimowolnie upadłem. To była seria po nogach. Zostałem trafiony, a na spodniach pojawiła się plama…farby.

Tak wyglądał ten nasz paintball. Było strasznie gorąco i powiem szczerze, że zmęczyłem się fizycznie. Bardzo angażuje się w takie zabawy i naprawdę czułem się jak na wojnie. Czołganie, skakanie i polowanie na przeciwnika.

Przełamywanie taneczne

To nie był koniec atrakcji tego dnia. Po pochłonięciu pizz, całą ekipa poszliśmy na rynek wykonać jedno zadanie na przełamanie. Każdy uczestnik podał wcześniej ulubioną piosenkę do tańczenia. Gra była prosta – każdy po kolei wychodził sam na środek rynku, zakładał słuchawki na uszy i miał tańczyć tak, jakby nikt nie patrzył. Powiem szczerze, że sam miałem obawy, ale jak tylko założyłem słuchafony na uszy to zacząłem skakać jak kangur z Australii. Pełna moc i energia. W 3 sekundy zapomniałem o otaczającym świecie i zacząłem świetną zabawę. Wkrótce zobaczycie na blogu film z akcji. Reakcje otoczenia bardzo ciekawe : )

Słowem zakończenia

Dla mnie to był wspaniały weekend. Weekend, który pokazał mi, że było warto. Ponad 4 lata pisałem tego bloga, zaczynałem kompletnie od zera. Teraz powstała wokół niego społeczność ciekawych i aktywnych ludzi, którzy chcą żyć.
Dziękuję uczestnikom za przybycie i takie zaangażowanie. O brawach na samym końcu nawet nie wspominam. W życiu nie dostałem takich owacji i stojąc na środku z ekipą organizatorską miałem łzy w oczach. Dziękuję…

Podziękowania należą się także Karolinie, Marcinowi, Andrzejowi i Brysi. Idealny zespół do organizowania tego typu projektów. Karolinie – za logistykę jakiej świat nie widział i podstawianie tramwajów MPK, Marcinowi – za to, że jest ze mną od dwóch lat i angażuje się całkowicie w to, co robi, Andrzejowi – za motywowanie, gdy mówiłem „mam to w dupie, nie organizuję tego” i Brysi – za położenie kamienia węgielnego do integracji i ciągłe wspieranie.

Niemal wszystko grało jak w szwajcarskim zegarku (jedyne, czego brakowało, to podobno sosu do pizzy: >). Gdy już zakończyliśmy cały projekt, zdałem sobie sprawę, jak jestem zmęczony, ale jednocześnie – jak bardzo szczęśliwy.

Spotkanie się skończyło, ale zabawa trwa nadal, bo do spełnienia mamy blisko 30 marzeń i celów. Zobaczymy, jak poradzą sobie wszyscy ze swoimi wyzwaniami.

Fotki z paintballa, integracji i pizzy zrobione przez Artura Tymańskiego.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Gdy mówią Ci, że nie dasz rady