Idź wreszcie do pracy

Indie

Fenomenem dla mnie jest to, że młodzi ludzie, którzy świeżo idą na studia, tak późno decydują się na jakąkolwiek pracę. Naprawdę nie potrzebujecie pieniędzy?

Zastanawiam się, czy to ja jestem dziwny, czy to ludzie są dziwni. No bo przecież jak ja szedłem na studia (cholera, to prawie 5 lat temu) to nie wyobrażałem sobie inaczej. Oczywiście, rodzice chętnie mi pomagali, ale ja chciałem mieć swoje pieniądze. Miałem sporo wydatków – podróże, zainteresowania, imprezy, rachunki itp. Chciałem mieć swoje pieniądze, dlatego imałem się różnych zadań.

Jeżeli jesteś na studiach i jeszcze nigdy nie pracowałeś to… idź do pracy!

  • Zaczniesz doceniać czas. Nic tak nie cieszy jak koniec roboty. Po kilku (czasem nastu) godzinach zapieprzu fizycznego i psychicznego człowiek zaczyna doceniać każdą wolną chwilę. Dopóki nie zasmakujesz sprzedawania swojej godziny za pieniądze, nie dostrzeżesz jaką wartość mają minuty.
  • Zaczniesz się lepiej organizować. Był taki czas, że siedziałem na dupie i nic nie robiłem. Byłem tak zajęty opieprzaniem się, że nawet nie miałem czasu spotkać się ze znajomymi. Przypływ obowiązków sprawił, że zacząłem lepiej się organizować i sprawniej działać.
  • Zaczniesz doceniać pieniądz, a wiadomo – pieniądz rządzi światem. Nikt mi nie wmówi, że jest inaczej, bo za coś trzeba żyć, a i marzenia kosztują. Jak zarobisz pieniądze, to zaczniesz trochę inaczej patrzeć na ich wartość.
  • Czasy się zmieniły. Teraz pracuję robiąc rzeczy ciekawsze, wykonując zadania, które dają mi dużo satysfakcji, ale zaczynałem od sprzątania piwnic. Nikt nie zatrudni Cię na stanowisko Prezesa Dyrektorów, jeżeli masz zerowe doświadczenie. Od czegoś trzeba zacząć. Im wcześniej tym lepiej, by nie obudzić się z ręką w nocniku po 5 latach studiowania z zerowym doświadczeniem.
  • Odpowiedzialność. Praca uczy odpowiedzialności. To straszne, ale dla większości osób pierwsza praca na studiach to pierwsza jakakolwiek odpowiedzialność, nie licząc odrabiania prac domowych z PO w liceum. Na wykład można się spóźnić, ale do pracy trzeba być na czas.

Indie

  • Ćwiczenia na uczelni można odpuścić, ale do roboty trzeba iść, jak się to zadeklarowało. I bardzo dobrze. Nigdy nie ma dobrego momentu żeby zacząć. Jutro, bo dziś kac po imprezie, za tydzień, bo jeszcze w ten weekend coś do zrobienia, a później nie ma dobrych ofert i chęci. To nic innego jak podświadome unikanie tego wyzwania, bo zdecydowanie lepiej powtarzać, że „dla ludzi z moim wykształceniem pracy w tym kraju nie ma”.

Za chwilę odezwą się ci, którzy powiedzą, że nie są w stanie pogodzić studiów i pracy, a ja powiadam Wam – da się bez problemu, bez względu na kierunek studiów i rodzaj uczelni. Jednym łatwiej, innym trudniej, ale jakby życie każdego z Was przycisnęło i zmusiło do zarabiania, to po 3 dniach mielibyście pracę i życie zorganizowane tak, żeby to robić.

[facebook_ilike]

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • M

    Jestem podchorążym, dobrze zarabiam i studiuję, żołnierz = służba 24h na dobę, mieszkam ze 150 osobami na piętrze, doceniam każdą wolną chwilę w życiu, polecam.

    • To już inna bajka ;) Gratuluje decyzji.

  • Marcin

    Ja zrezygnowałem ze studiów. Z prostego powodu, nie stać mnie na nie. Miesięcznie jako technik turbin wiatrowych zarobię tyle, ile przez pół roku pracowania w Polsce (jednocześnie studiując). A w Polsce niestety wypłata nie pozwalała mi na życie. Maju, fajnie że napisałeś o tym na blogu. Chociaż uważam że czasem lepiej odpuścić sobie studiowanie i pójść od razu do pracy.

    • Pewnie, że czasem lepiej. 100% się zgadzam, bo ja ze swoimi studiami miotam się od 2 lat i przeszkadzają mi mocno w tym co robię. Zostało jeszcze zdać egzaminy poprawkowe i obronić magisterkę, by zakończyć tą gehennę.

      Niestety, na „niestudiowanie” mogą pozwolić sobie ludzie, którzy mają łeb na karku, coś potrafią i umieją działać. Większość ludzi musi iść na studia, potem do pracy takiej normalnej, bo nie potrafią inaczej. nie ma co głosić wielkich haseł „rzuć studia, załóż firmę bla bla bla”, bo większość osób po prostu się do tego nie nadaje.

      • Maciej Rumiński

        oo, Ty Michale mówisz, że do czegoś się większość osób nie nadaje? :P Coś to przeczy trochę temu, że jak się czegoś chce to zawsze można osiągnąć.. ;)

        • Tylko tu trzeba chcieć całym sobą, bo samo „chciałbym” nie wystarczy ;)

          • Maciej Rumiński

            no to jest oczywiste :)

        • Zawsze można osiągnąć jak się chce, ale właśnie większość nie chcę, bo akurat leci nowy serial a na wiocha.pl aktualizacja nowych fotek ;)

        • Piotrek Reczyński

          Maju dobrze wie co mówi. Popatrz po lajkach na fb jakie ma kwejk, a potem na Życie jest piękne :D Milion do paru tysięcy stanowi właśnie tą większość.
          Cały ten wpis mocno wiąże się ze strefą komfortu i tym, że mało kto chce ją opuszczać. Kurde no – rodzice ślą hajs, wracam do domu kiedy chcę, coś tam zaliczam na tych studiach, czas sobie miło leci – jest dobrze, wygodnie, komfortowo. To dla nas, ludzi którzy wchodzą na tego bloga takie myślenie jest obce, ale większości wystarczy żeby „żreć i żyć” :)

          • Maciej Rumiński

            tak to spoko. po prostu inaczej zrozumiałem to określenie, że większość się nie nadaje ;) Zrozumiałem to jako „brak predyspozycji, odpowiednich cech wrodzonych” cos w ten deseń – dlatego też wyraziłem sprzeciw ;)

          • Piotrek Reczyński

            Hmm… ja też to tak interpretuję i nie widzę w tym nic złego :D Tak, większość ludzi ma wpojone/wrodzone postawy, które nie napędzają ich do niczego innego jak do przeżycia kolejnego dnia. Oczywiście spora część tej większości mogłaby coś z tym zrobić, więc skazani do końca życia na swoją egzystencję to oni nie są :)

          • Maciej Rumiński

            wpojone to nie to samo co wrodzone ;) Wg. mnie to olbrzymia różnica.

  • pracuś

    Podpisuję się wszystkimi 4 spracowanymi kończynami! Ja nie wyobrażam sobie nie pracować na studiach. Nie stać byłoby mnie na jakiekolwiek przyjemności poza patrzeniem w ścianę w akademiku i liczyłabym każdy grosz. W momencie jak zaczełam pracować równocześnie ze studiami, poczułam energetycznego kopniaka :) Kiedyś, jak myślałam o zajęciach pozaszkolnych to w głowie miałąm tylko jedno wielkie „nie chce mi sięęęęęę”, kiedy poczułam, co to znaczy żyć na pełnych obrotach, nic nie dawało takiej satysfakcji jak położyć się do łóżka po dniu w którym pogodziłam naukę, pracę i znajomych. Ale to nie wszystko. Miałam kontakt z „trudnymi” pracodawcami, z bardziej i mniej sympatycznymi klientami, wiele mnie to nauczyło i przede wszystkim myślę, że mocno wydoroślałam. Również perspektywa pracy na stanowisku X do końca moich dni była niezłą motywacją do nauki ;) Jestem pracującą studentką bardziej z konieczności niż z wyboru, ale myślę, że praca na studiach to świetna decyzja pod każdym względem.

  • Angela Siadaczka

    W pełni się zgadzam :) Naprawdę można wiele, jeżeli się tego chce. Ja pracę zaczęłam już w liceum, od razu po skończeniu 18tki. Teraz studiuję i pracuję, bo nie wyobrażam sobie inaczej! Przez pierwszy semestr tylko studiowałam, bo chciałam się ogarnąć na nowej uczelni i podciągnąć język, ale od drugiego rozpoczęłam pracę i jest mi z tym wspaniale, bo muszę powiedzieć, że tęskniłam w pewnym sensie za niezależnością finansową ;) Lepsza organizacja czasu – to jest to :) Jeżeli mam w kalendarzu rozpisany cały dzień od A do Z i od rana do nocy, to wszystko idzie jakoś sprawniej i łatwiej, bo wiem, że zawalając jeden termin, zawalę pół dnia ;) No i doświadczenie, jakie zdobywamy, jest nieocenione :) Jak się teraz zastanowić, to każda moja kolejna praca pozwoliła mi odkryć jakąś swoją cechę charakteru lub umiejętność :)

  • Michał

    Podpisuje się pod tekstem rękami i nogami :) Za głowę się łapie jak słyszę rozmowy 25-27 latków, którzy cieszą się, że po studiach dostali się na bezpłatny staż i może po tym stażu dostaną płatny staż, a tak za rok, dwa może odetną się pępowiny rodziców. Nie wyobrażam sobie bym miał się ograniczać życiowo do 30tki i do tego czasu być na łasce rodziców. Poza tym pracodawcy zupełnie inaczej patrzą na osoby, które gdziekolwiek pracowały i nawet jeśli tak jak ja całe studia pracowałeś na magazynie, a teraz po studiach próbujesz dostać bardziej wymagającą posade, to w CV napewno będzie lepiej wyglądał fakt, że gdziekolwiek pracowałeś, nawet jeśli ta praca nie ma nic wspólnego ze stanowiskiem o które się ubiegasz, niż CV jedynie z pozycją dotyczącą edukacji. Raczej żaden pracodawca nie uwierzy, że tak pilnie uczyłeś się na studiach, że zabrakło Ci czasu na pracę :)

  • FK

    W 100% się z Tobą zgadzam Maju. Kiedy zaczęłam pracować to przewartościowałam swoje życie. I stało się dokładnie tak jak piszesz :) Czasu mimo wszystko stało się dzięki temu więcej, bo wiedziałam, że muszę wykorzystać każdą wolną chwile :) Praca jest spoko. Nie mogę słuchać ludzi, których całe życie kręci się w okół studiów, to straszne. Myślę, że studia są ok. Mimo wszystko powinny być dodatkiem do życia a nie całą jego kwintesencją.

  • Monika Urbanowska

    Podpisuję się pod tym! Dużo mnie praca nauczyła – przede wszystkim organizacji czasu. Ale to też jest okazja do zdobycia doświadczenia, poznania nowych osób, a i również poznania siebie. No i nie muszę się prosić rodziców, żeby mi dawali na jakieś pierdoły. Również mogę realizować marzenia, co jest po prostu boskie! ;) I tak! Da się pogodzić pracę ze studiami! :)

  • Daniel

    Również jestem zdania, że im wcześniej zacznie się pracować (oczywiście bez przesady), tym lepiej. Pierwszą pracę dostałem w gimnazjum jako ulotkarz :D, cóż, uważam, że żadna praca nie hańbi. Później przez cały okres gimnazjum i liceum bez problemu otrzymywałem różne możliwości dorobienia paru miedziaków.
    Właściwie to wszystko zaczęło się od tej pierwszej pracy. Poznałem parę osób, potem „po znajomości” wpadały kolejne zlecenia, aż w momencie ukończenia liceum dostałem propozycję pracy jako supervisor w agencji reklamowej. Nie stało by się tak gdybym kiedyś powiedział „nie chce mi się pracować jestem dopiero w gimnazjum ;)”. Ale żeby nie było zbyt kolorowo musiałem zrezygnować , to nie było na moje nerwy, zbyt dużo użerania się z „kampaniami” reklamowymi które były organizowane bez żadnego przemyślenia i bez pozwoleń na przeprowadzenie, a ja potem musiałem się tłumaczyć ;-). Mimo wszystko dużo się nauczyłem w tym okresie, i też zarobiłem trochę grosza :-). Później „przekwalifikowałem” się na kelnera w knajpie, gdzie siedziałem przez 9 miesięcy, aż pewnego pięknego dnia dostałem telefon, że na następny dzień zaczynam pracę jako ratownik medyczny w transporcie na szpitalu(związane z moim kierunkiem nauki). Teraz jednak muszę zrezygnować gdyż przejęła nas inna firma, atmosfera jak i warunki uległy pogorszeniu ale dzięki poprzednim doświadczeniom wiem, że spokojnie znajdę kolejną pracę, która da mi nowe przeżycia. Denerwuje mnie jak ktoś narzeka, że nie może znaleźć zatrudnienia a odrzuca każdą propozycje, która nie zaczyna się od 2 na przodzie, biorąc pod uwagę puste CV.
    Muszę się jednak przyznać, że większość ofert dostałem „po znajomości” co mnie irytuje na naszym rynku pracy. Nawet głupią pracę jako kelner dostałem chyba dlatego, że córka szefowej chodziła do tej samej szkoły. Jednak nie jestem kimś kto się urodził z ustawioną ścieżką kariery i wszystkie drogi musiałem sobie udeptać sam, korzystać z okazji jakie mi się trafiały i nie narzekać jak to jest źle w tym kraju.
    Reasumując, nie odrzucajcie wszystkich ofert tylko dla tego że stawka jest niska albo, że praca jest ciężka. Zawsze może się okazać, że poznamy kogoś dzięki komu zaczniemy przeć do przodu i nagle się okaże, że otwiera się przed nami wachlarz możliwości.

    • Ale „po znajomości” nie znaczy źle. To jest bardzo dobre i logiczne bo postawmy się w sytuacji zatrudniającego. Wolisz do firmy wziąć kogoś w ciemno, z ogłoszenia, cz kogoś, kogo poleci Ci twój znajomy? Oczywiście, że z polecenia, bo pewniej i łatwiej się dogadać. Trzeba więc te znajomości robić, a nie marudzić, że „bez pleców” to się nic nie załatwi ;)

  • Rafał Szydłowski

    Mam ciekawe doświadczenie odnośnie szukania pracy. Kiedyś myślałem, że fajnie by było znaleźć jakąś pracę. Tydzień zbierałem się aby przejrzeć jakieś oferty. Potem zacząłem je przeglądać ale oczywiście nie było nic fajnego… i na tym się skończyło. Pomyślałem sobie wtedy, że o pracę jest na prawdę trudno jak mówią w mediach. W następnym roku szykowałem się na swoja pierwszą autostopową wyprawę do Szkocji więc tym bardziej „chciałem” znaleźć jakąś pracę. Tym razem jednak zacząłem więcej o tym mówić. Tak przez moje gadanie wszyscy wiedzieli co planuje oraz, że potrzebuje pracy. Po kilku dniach zadzwonił do mnie mój przyjaciel z propozycją pracy od zaraz i tak przez kilka tygodni pracowałem jako introligator :D Teraz ciągle już tak robię i mogę pochwalić się już małym doświadczeniem introligatora, likwidatora szkód w firmie ubezpieczeniowej, budowlańca, malarza i elektryka :D Przy dobry nastawieniu jest to mega dawka pozytywnego doświadczenia :D Wystarczy znaleźć w sobie prawdziwe chęci, prawdziwy zapał i otworzyć się na wszystko! :D
    No i jeżeli ktoś z was miał kiedyś zapachową zawieszkę Palmolive to na pewno przeszła ona przez moje ręce :D

    • Bo to jest tak, że jak naprawdę chcesz to w głowie włączają się radary i naprawdę szukasz czegoś :)

  • Ania

    Maju, kurde, kradniesz mój światopogląd czy jak?? :D

    Mnie osobiście rozbraja takie oto podejście: studiuję sobie 3 albo 5 lat, robię licencjat albo magistra, idę szukać pracy… no i zdziwko, bo wszędzie chcą jakieś doświadczenie albo formę jakiejś aktywności. I nie przyjdzie takiemu osobnikowi do głowy, że może melanżowanie, brak obowiązków, życie tylko na koszt rodziców przez tak długi czas może mieć z tym coś wspólnego. Lepiej powiedzieć „w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem” :D

  • Damian

    Ja myślę, że poza zwykłym znalezieniem pracy każdy mężczyzna powinien spróbować też ciężkiej pracy fizycznej. Ja np dostałem się na obsługę imprezy masowej. Praca wyglądała mniej więcej tak: 3 godziny roznoszenia ciężkich barierek do odgrodzenia terenu i trasy wyścigu (Scandia maraton), 5 godzin warty w upale w długich spodniach i odblaskowej kamizelce, i potem kolejne 3 godziny składania tych samych barierek. Zapieprz był straszny, nie było czasu zjeść czegoś konkretnego a wszędzie było czuć zapach grilla i grochówki z cateringu. W ostatniej godzinie nie miałem siły chodzić a co dopiero taszczyć ze sobą 20 kg w te i wewte.

    Samopoczucie się zmieniło, kiedy po wykonanej robocie wpadło 200 zł do portfela a kąpiel i piwo to były dwie najcudowniejsze rzeczy jakie tego dnia mnie spotkały :)

    Czasem jest tak że człowiek się zasiedzi w domu i nie ma ochoty nic robić tylko oglądać seriale, ale warto jest się konkretnie zajechać właśnie dla tego stanu ulgi :D

    • Oj tak, jak porządnie w się w dupę dostanie, to potem też inaczej się na wszystko patrzy ;)

  • Marcin

    Zawsze jak czytałem tego bloga podobało mi się to że pokazujesz jak można żyć i ile można zdziałać bez popadania w materializm – że tak naprawdę można wiele, tylko trzeba chcieć (choćby podróże „stopem”)

    Teraz piszesz „pieniądz rządzi światem” w domenie „życie jest piękne”

    • zagatka

      Podziwiam wszystkich, którzy na studiach pracowali. Ja nie i nie 
      żałuję tego ani trochę. Nie uważam się przez to za gorszą ani mniej
      zorganizowaną. Ja chciałam wykorzystać studia na totalnie studenckie
      życie, długie wakacje, wolne weekendy, wyjazdy i również imprezy (trzeba
      wykorzystać ten czas, bo z biegiem lat maleje chęć na imprezowanie –
      przynajmniej u mnie ;).

      Nawet jeśli nie zarabia się swoich pieniędzy, to uczy się gospodarować pieniędzmi, które dostaje się od rodziców. Jeśli ktoś nie potrzebuje pracować, to jego szczęście. Jak się
      nie pracuje, też można czas wykorzystać w 100% i nie uważam takich
      ludzi za gorszych. Można robić wiele pożytecznych rzeczy i wykorzystać
      ten czas, bo już nigdy tyle wolnego nie będzie się miało, chyba, że na
      emeryturze w wielu 67 lat ;) Mi rodzice kiedyś powiedzieli, jak chciałam
      pracować na wakacjach, że mam się cieszyć wakacjami, a na pracę
      przyjdzie czas. Ten czas już przyszedł i cieszę się, ze te 5 lat studiów
      wykorzystałam, bo teraz nie jest lekko z wolnym ;)

      Mnie natomiast najbardziej zasmucają ludzie, o których wspominasz, że 
      wmawiają sobie, że studia im zajmują całe życie, a tak naprawdę, nie 
      oszukujmy się, 70% studentów jest na kierunkach, na których
      najważniejszą rzeczą jest zapłacić czesne, a obecność na zajęciach nie 
      jest warunkiem koniecznym do zaliczenia semestru. I siedzą ci studenci w
      akademikach, albo na stancji, za którą rodzice płaca grube pieniądze i 
      oglądają seriale, siedzą na facebooku – to jest straszne.

      • Ay

        Zgadzam się z tym, żeby wykorzystać czas studiów dla siebie i nie przesadzać z pracą. Żeby się potem nie okazało, że nasze wspomnienia z młodości to w większości praca. Jak dla mnie są w życiu ważniejsze rzeczy niż pieniądze i kariera.

    • No oczywiście, że tak. Oczywiście, że można bez pieniędzy, ale z pieniędzmi można dużo więcej. Ja nie wiem co jest z ludźmi, że mają taki „wstręt” do pieniędzy.

      Co jest złego w połączeniu „pieniądz rządzi światem” i „życie jest piękne”? Tutaj nic się nie wyklucza, a można bardzo dobrze połączyć, jeżeli wie się jak.

      • Emilja

        Pieniądz jest tylko środkiem do pozyskiwania dóbr. Zdarza się niestety jednak, że im więcej się ich ma tym bardziej ludzie chcą konsumować. A to już może stać się nałogiem. myślę, że tego ludzie się gdzieś w głębi boją- że ktoś im zarzuci bezmyślną konsumpcję dóbr.

      • Piotrek Reczyński

        „pieniądz rządzi światem, na którym żyjemy życiem takim, jakim ono jest – pięknym” Tak to połączyłem :D

      • marcin

        Ze względu na daleko idące negatywne skutki tego faktu (pieniądz rządzi światem) uważam że to połączenie jest absurdem.

        • Kamil

          To ze pieniadze rzadzi swiatem to jest fakt i w zadnym wypadku nie powoduje to niczego negatywnego. Czy nie rozumiecie ze pieniadz jest sposobem oceny wartości prac, dobr? Gdyby nie bylo pieniadza i nadal bylby handel wymienny, to wciąz mowilibysmy zdania brzmiace inaczej ale o podobnym sensie.

          I nie rozumiem slow „bezmyslna konsumpcja”… kazdy niech sobie konsumuje to co chce, ma do tego prawo i to jest jego sprawa.

          A dla mnie… dzieki pieniadzom, ale i nie tylko mozna skorzystac z innych dobr stworzonych przez czlowieka… samochodow, statkow, samolotow, nietypowego jedzenia, ryb zlowionych na Alasce (te ryby sie przeciez same nie lowia, ktos musi to robic i spozytowkac na to swoj czas). Wykorzystujac te dobra tylko sie uswiadamian ze „zycie jest piekne”.

          I czy nie byloby one piekne bez pieniedzy? Byloby.. ale z pieneidzmi mozna sobie pozwolic na wiecej.

          • marcin

            „To ze pieniadze rzadzi swiatem to jest fakt i w zadnym wypadku nie powoduje to niczego negatywnego”

            Niczego negatywnego?

            Korupcje, wojny, zabójstwa, handel ludźmi, bieda, głód…mam dalej wymieniać???

            Światem powinny rządzić pewne zasady które służą całości jako takiej.

          • Kamil

            Marcin, możesz wymieniac dalej… Skad Ci przyszlo do glowy, ze powodem tego sa pieniadze?

            Mylisz dwie rzeczy, pieniadze jako fizycznej oceny dóbr i chciwosci jako negatywnej cechy ludzkiej.

            Pamietaj, ze to nie bron zabija, tylko czlowiek ktory tej broni uzywa. Tak samo jest z pieniedzmi. To nie pieniadze powoduja korupcje, wojny etc. To powoduja LUDZIE – chciwi ludzie.

            Pieniadze nie sa zle, nie sa tez dobre. One poprostu pelnia okreslona role.

            I tutaj przykład:
            Gdyby nie bylo pieniedzy, tylko np. wspomniany wczesniej, handel wymienny to ludzie nadal zabijaliby sie. Chocby po to zeby zabitego ograbic z posiadanych
            przez niego krów. I nie mialyby na to wplyw pieniadze, tylko chciwosc.

          • marcin

            Widzę że zaczynasz filozofować w stylu „co było najpierw?”

            Wiesz co myślę? że chciwość jest skutkiem tego że pieniądz rządzi światem.

            Odnośnie handlu wymiennego.
            No i co z tego że nie było waluty. Po prostu wtedy rządziły dobra materialne jako takie. Dobra materialne… pieniądz. Co to za różnica…

            Odnoszę się tylko do stwierdzenia:”pieniądz rządzi światem”. Pomijam kwestie tego jaką pełni role jako środka wymiennego.

          • Kamil

            To ze pieniadz rzadzi swiatem jest skutkiem chciwosci. Ale pominmy juz ten temat, bo sie nie dogadamy.

            Odpowiedz mi na pytanie… jesli uważasz ze „zasady moralne” powinny rzadzić swiatem, to powiedz mi która z zasad decydowałaby kto zasługuje na wiecej a kto na mniej? Czy moze wg. Ciebie kazdy powinien miec po rowno? Zarowno ten co pracuje 12 godzin dziennie i ten co nic nie robi i czeka az mu kaszka z nieba spadnie?

          • Marcin

            Chyba już nie masz za bardzo o czym pisać skoro nawiązujesz do tak banalnej i oklepanej gadki czyli:

            „Czy moze wg. Ciebie kazdy powinien miec po rowno? Zarowno ten co pracuje
            12 godzin dziennie i ten co nic nie robi i czeka az mu kaszka z nieba
            spadnie?”

            w zasadzie nie wiem co ma piernik do wiatraka? po co to przytoczyłeś?

            Które zasad….? No chyba nie sądzisz że teraz przeprowadzę wywód w tym komentarzu? To jest temat na książkę która ma co najmniej 3 tomy.

            nigdzie nie napisałem że chodzi mi o zasady moralne. Pisałem o zasadach. Poniekąd prawo zawiera je w sobie, jednak to tylko prawo. Ja miałem na myśli zasady które są wpojone każdemu człowiekowi i stanowią swego rodzaju świętość. Chociażby nieprzekładania pieniędzy nad życie drugiego człowieka.

  • sosek

    Jak się nie da jak się da? Ja studiuje dziennie i pracuje w systemie miesiąc w Polsce, miesiąc za granicę. Dla chcącego nic trudnego ;) i tyle zwiedzania

  • mashaandthesky.wordpress.com

    Zgadzam się w pełni. Z resztą znam osobę, która rekrutuje pracowników do biura pewnej dużej firmy. I ta osoba powiedziała mi kiedyś, że zawsze przyjmie chętniej osobę, która na studiach miała słabsze oceny, ale dorabiała sobie w Maku, niż kogoś ze średnią 5.0, kto ewidentnie nie skalał sobie rąk robotą. Dla niektórych to oczywiste, ale i tak polecam do przemyślenia.

    Poza tym praca to okazja do zweryfikowania swoich planów i ukierunkowania się na to, co rzeczywiście chce się potem robić. Chcesz pracować w „xyz”, to zrób chociaż staż w tej branży. Może okazać się, że jednak Ci to nie leży… A czasem porwie Cię coś, o czym myślisz tylko jako o chwilowej pracy „na przeczekanie”.

    Imając się różnych zajęć, poznałam wiele inspirujących osób. Obserwowałam ich działania i postępy, co nauczyło mnie wyrzucania z głowy myśli, że się nie da. I choć jeszcze niedawno, gdy moje CV było „dziewicze” narzekałam jak to się nie da i jaka Polska zła, to teraz z radością zaczynam własny, mały, kreatywny biznesik. Wynika to z odwagi i wiedzy, którą nabyłam pracując tu i tam.

  • Emilja

    Nie będę marudzić, że się nie da pracować w czasie studiów. Pewnie się da. Jednak jak już ktoś gdzieś wspomniał- nie pieniądze są najważniejsze. Od ponad dwóch lat moja „praca” na studiach polega na włączaniu się w aktywność organizacji studenckich. I naprawdę uważam, że to przynosi mi dużo więcej doświadczenia niż gdybym podjęła jakąkolwiek pracę fizyczną. Nie zaliczam się więc do tych tylko studiujących. Mam spory kawałek doświadczenia do CV a mimo to na wakacje nie udało mi się znaleźć dobrej pracy, takiej na dłużej. Chodziłam na rozmowy kwalifikacyjne, wysłałam sporo CV- każde dopracowane, dostosowane do pracodawcy- i nic. Naprawdę jakakolwiek praca w CV robi lepsze wrażenie niż wymagające nieco ogarnięcia i odpowiedzialności projekty, gdzie należy koordynować pracę grupy ludzi lub wykazać się kreatywnością? Cały czas zastanawiam się jak ugryźć problem, bo czas stanąć w miejscu nie chce, za rok skończę studia. Naprawdę nikt nie chce osób, które chcą pracować?

    • muma

      Tak, bo gdy pracodawca widzi w CV jakąkolwiek pracę, za którą ktoś chciał Ci zapłacić, wie, że w jakimkolwiek stopniu się nadajesz. Ponadto pracodawcy niekoniecznie wiedzą jak wyglądają takie środowiska i traktują je poblazliwie, nie oszukujmy się. Zatem zamiast narzekać i zbytnio kombinować warto iść nawet do tego głupiego maca bądź na rozkładane palet w hurtowni.

    • Ja działam w organizacji studenckiej też. Myślę, że to świetna pozycja w CV, ale sama w sobie – nic nie daje. Problem z członkami takich organizacji jest taki, że wchodzą w swoje środowisko i zamykają się na nie. To jest fajne, bo koordynacja projektów jest ciekawa, jest dużo zabawy, duża satysfakcja, ale wiele osób popełnia błąd, że wchodzą w głąb takiej organizacji, awansują w hierarchii, a zapominają, że jest jeszcze inny świat – dużo ciekawszy. Też robiłem dużo w AEGEE i nadal coś tam porobię z sentymentu, ale w momencie gdy zebrałem duże doświadczenie poszedłem dalej.

      • Emilja

        Wow…W ten sposób na to nie patrzyłam do tej pory. Przyszło mi tylko do głowy, że może działalność może być odbierana jako brak czasu. Pracowałam wakacyjnie po skończeniu 18stki i po maturze. Potem na studiach były praktyki w instytutach i działalność. To wydawało mi się logicznym kierunkiem rozwoju i nie ukrywam, że nie sądziłam iż praca w sklepie z odzieżą czy przy pakowaniu płyt jest czymś, czym należy się chwalić. To był raczej etap przejściowy przed pracą zawodową. Liczyłam, że to właśnie działania na studiach zostaną docenione. Widać, że troszkę się przeliczyłam. Dobrze jest spojrzeć na sprawy z innej perspektywy. Dziękuję :)

        • No widzisz. Ja po zdobyciu doświadczenia w AEGEE założyłem firmę, więc zawdzięczam AEGEE bardzo dużo. do tego złapałem bardzo dużo cennych kontaktów.
          Bycie w organizacji studenckiej to super sprawa w CV i wszystkich namawiam, ale tylko to to mało. Gdyby nie to, że założyłem firmę to po AEGEE poszedłbym pewnie na praktyki do jakiejś firmy związanej z tym co lubię robić. I tak jak ktoś tu wyżej w komentarzach pisał – robisz praktyki, łapiesz kontakty, a później tylko trzeba nastawiać ucho i szukać lepszych opcji.

    • mashaandthesky.wordpress.com

      Wiesz, wydaje mi się, że Twoje doświadczenie z tych organizacji zaprocentuje i zostanie docenione przez pracodawcę, gdy zauważy, że jesteś dzięki niemu dobrym pracownikiem. Jednak na etapie rekrutacji, przykre to lecz prawdziwe, więcej dałoby Ci posiadanie wspomnianego już doświadczenia z Maka.

      Pozdrawiam i kciukam :)

      • Emilja

        Ja mam nadzieję, że tak w końcu będzie i znajdę tą swoją wymarzoną pracę. Do Maca jednak się nie wybiorę- praca musi może nie tyle sprawiać przyjemność co przynajmniej być zgodna z przekonaniami pracującego :) Dzięki za kciuki :)

      • zagatka

        Myślę, że nie ma tutaj reguły. Mama moja uczy przedsiębiorczości i już od 10 lat prowadzi konkurs z symulacją rozmowy kwalifikacyjnej. Co roku jest 3 pracodawców (z przeróżnych branż) i rekrutują oni uczniów do pracy.

        Jeden mówi, ze najważniejsze jest doświadczenie, inny, że wykształcenie, bo doświadczenie można zdobyć, a wykształcenie daje podstawy. Jeszcze inny, że najpierw patrzy na wygląd graficzny CV, kolejny, że zatrudnia głównie ludzi „z polecenia”. A zdarzają się też tacy, którzy pierwszej selekcji dokonują przeglądając zainteresowania kandydatów, bo kto ma pasję, temu się chce w życiu coś robić. A nauczyć się można wszystkiego (wiadomo, ze wiele zależy od branży w jakiej szukamy pracy).

        I na dowód, ze tak się zdarza: Znajomy mojego męża jest dyrektorem w sieci tesco. Rekrutując pracowników w zainteresowaniach jednej z nich widział wspinaczkę skałkową (co sam uskuteczniał;) i zaprosił ja na rozmowę – nie dość, że dziewczyna ta zdobyła pracę, to jeszcze została jego żoną :)
        Także rzetelnie wypełniajcie rubrykę ‚zainteresowania’ ;)

        • Coś w tym jest, bo jak ja dostaję jakieś CV na skrzynkę firmową to zawsze zaczynam od „zainteresowań”. Większość interesuje się literaturą, filmem i podróżami ;)

          • Marzena K

            No i jestem w większości.. a myślałam, że teraz to wszyscy interesują się fotografią :D

          • Karol

            ja się nie tylko interesuje ale ją także wykorzystuje aby dobrze się bawić

  • Marzena K

    Na początku studiów to u mnie też było „nie chce mi się”, a teraz w sumie nie mam czasu, bo wolny czas spędzam na praktykach… choć za soboty po paru miesiącach zaczęli mi płacić :D więc to prawie praca.
    Zdarzało mi się pracować w wakacje, ale praca choć dobrze płatna była lżejsza niż siedzenie od rana do nocy za darmo w lecznicy :P

  • Michał zgadzam się z Tobą po całości. Mój znajomy niedawno skończył 5 letnie studia – nie pracował przez ten czas. Ciągle tylko dziewczyny, imprezy, wieczne wakacje przerywane przez sesje dwa razy w roku. Miesiąc przed końcem tego wszystkiego mówi do mnie: „nie wiem jak to będzie, gdy to się skończy i trzeba będzie zmienić swoje nawyki i przyzwyczajenia, wstawać punktualnie, chodzić do pracy – nie wiem i boję się tego”.

    • No standard ;) Przy czym „dziewczyny, imprezy, wieczne wakacje przerywane sesją” też nie są złe, bo to wszystko można pięknie pogodzić. A jak pieniądz zarobiony przez siebie jest to i piwo lepiej smakuje na takich imprezach ;)

      • Po raz kolejny się zgadzam ;)

  • matra

    A co z takimi, którzy postanowili pójść na naprawdę trudne dla nich studia i jeżeli nie poświęcą 5 lat tylko na naukę (nawet bez imprez) to się nie utrzymają? Co innego studiować zarządzanie i szukać pracy, bo bez doświadczenia nic się nie znajdzie po studiach, a co innego bioinformatykę (czy informatykę, po której praca Ciebie znajduje).

    • Studiować. Nie mówię, że moje zdanie jest wyrocznią i tylko tak trzeba

  • Marta

    Kilka miesięcy temu, 22letnia koleżanka pokazała mi swoje CV. W rubryce ‚doświadczenie’ żadnej pozycji. ZERO! Pytam, dlaczego nie wpisała tam pracę jako opiekunka do dzieci, bo pracowała tak od 1,5 roku. A ona na to, że poszukuje teraz poważniejszej pracy i nikt, nie będzie chciał zatrudnić byłej opiekunki do dziecka. Poważnie?! Przecież ta praca pokazałaby, że ma chęć do pracy, potrafi się zmotywować by wstać rano, jest empatyczna, odpowiedzialna (w końcu to praca z dzieckiem). Co pokazuje jej CV bez żadnej pracy? Że się opieprza przez całe swoje życie… Lepsze marne doświadczenie, niż żadne. Każdy od czegoś zaczyna.

    Pozdrawiam!

    • Marcin

      „Lepsze marne doświadczenie, niż żadne”
      Nie uogólniaj ponieważ tak nie jest. Zależy od pracy, stanowiska etc

      „Co pokazuje jej CV bez żadnej pracy? Że się opieprza przez całe swoje życie…”
      Pokazuje że nie ma doświadczenia… Fajne masz podejście oceniać kogoś na podstawie jednej strony A4.

      • Marta

        Naprawdę uważasz, że lepiej zostać w domu w wakacje niż np. zdobyć pracę przy rozdawaniu ulotek? Ok, może to nie jest wymarzona praca, ale przynajmniej masz swoją kasę, pokazujesz, że jesteś w stanie się zmotywować i pójść do pracy, mimo że w tym czasie mógłbyś leżeć przed tv i oglądać kolejne sezony, kolejnych seriali.

        W tym sęk, że osoba, o której wspomniałam ma doświadczenie, ale nie chce tego pokazać, bo uważa, że to doświadczenie, które posiada przeszkodzi jej w zdobyciu lepszej pracy. Będąc pracodawcą wolałabym zatrudnić byłą opiekunkę do dzieci/roznosiciela ulotek/sprzedawcę w budce z kebabem, niż kogoś, dla kogo moja firma byłaby pierwszą pozycją w karierze. Wykształcenie, to już zupełnie inna sprawa.

        Pozdrawiam!

        • marcin

          uważam że lepiej zostać w domu niż rozdawać ulotki. Dlaczego? nie masz z tego ani dobrej pracy, ani kasy. Nic nie wnoszące zajęcie do Twojego życia. Możesz równie dobrze postawić manekina bądź zaprogramowanego robota. Efekt ten sam. Ja bym tego nie nazwał nawet pracą.

          Widzisz… lepiej siedzieć w domu i uczyć się np. programowania czy tworzenia stron www. albo szkolić język itd niż marnować czas na gó**o warte zajęcie. To że nie pracujesz nie znaczy że się opieprzasz. Najważniejszy jest rozwój samego siebie. To wszystko to kwestia indywidualna.

          • Marta

            „Najważniejszy jest rozwój samego siebie”- owszem, inwestowanie w siebie pod względem np. języków jest bardzo istotne, ale poza konkretnymi umiejętnościami, powinniśmy także dbać o rozwój naszej sfery wewnętrznej, np. samodyscyplina. A praca (chociażby wspomniane już tutaj rozdawanie ulotek) właśnie tego nas uczy. Nie zgodzę się, że marne prace nic nie wnoszą do naszego życia. Nie trzeba daleko szukać- Michał pisał o szanowaniu pieniądza i czasu, gdy sami musimy na niego zapracować. Natomiast zgadzam się ze stwierdzeniem „to że nie pracujesz, nie znaczy się opieprzasz”. Być może tutaj, moje słowa były zbyt ostre. Mimo wszystko niewielu rezygnuje z pracy, tylko dlatego by się rozwijać. Mnóstwo ludzi po prostu znajduje sobie wymówki, aby tej pracy nie znaleźć.

        • Iga

          Zgadzam się z Martą. Po co w ogóle robić CV jak nie ma się tam chociaż jednej pozycji do wpisania…(i to jeszcze w wieku 22 lat).

          • marcin

            buahahaha

            Przeczytaj jeszcze raz co napisałaś… i jeszcze raz, potem jeszcze raz.

          • Iga

            nie wiesz po co? Nie wiem czy w moim komentarzu chodzi ci o wiek czy fakt, ze puste CV jest do niczego. Można działać w wolontariacie, kołach naukowych, samorządach szkolnych/uczelnianych-tam CV nie trzeba, zeby sie dostac. I już ma się pozycje do wpisania. Mam 21 lat i CV ktorego nie postydzilby sie pewnie 25-28 latek. P.S. swoim komentarzem wniosles wiele cennej merytorycznietresci. Pozdrawiam

          • Marta

            No właśnie, jeśli działasz w różnorakich kołach, inicjatywach studenckich/młodzieżowych to oczywiście jest to świetne pole do pokazania, jaki jesteś aktywny, chętny na nowe działania, ale jeśli nie udzielasz się w tego rodzaju programach, to chyba lepiej wpisać do CV chociaż swoje prace wakacyjne? Wszystko zależy od człowieka. Nie każdy nadaje się do bycia wolontariuszem.

          • Marzena K

            po to, żeby wreszcie coś tam wpisać?

  • Weronika

    Ja wysłałam przez pierwsze 2 miesiące wakacji swoje CV chyba z 200 razy i obeszłam wszystkich znajomych, ciocie, koleżanki- wszystko. I po kilku rozmowach kwalifikacyjnych nic nie było. Teraz, znaczy – za miesiąć studia. Pierwszy rok.. chcę pracować, ale aż się boję pomyśleć o tym wielgachnym mieście i dojazdach. Jednak mam nadzieję, że znajdzę pracę i jakoś to wszystko ułożę.

    A swoją drogą moi rodzice mają na ten temat inne zdanie: „Nie pracuj póki możesz, potem zobaczysz co to życie i nie będziesz chciała pracować. Ciesz się, że nie musisz pracować.” :D

  • Eripe

    Napisałbyś o studiach – warto nie warto, a jak tak to jakie – dobra wskazówka dla młodych ;)

    • To nie jest prosty temat, bo u mnie ze studiami jest kosmos. Jak mi się je uda ukończyć to wtedy będzie wpis ;)

  • Akataa

    Ja mam trochę inny system – na wakacje wyjeżdżam za granicę zarobić na przeżycie roku akademickiego. Praca uczy pewnej pokory, nigdy wcześniej nie myślałam, że będę zasuwać przy taśmie w fabryce, czy w sadzie w pełnym słońcu bądź w deszczu. Doceniam, że mam taką możliwość, że jestem dzięki temu w pewnym stopniu samodzielna finansowo. Nawet obtarcia, pogryzienia i piekąca opalenizna nie odbierają mi satysfakcji po przepracowanym w pocie czoła dniu!
    W ciągu roku pracować nie dam rady, gdyż studiuję dwa kierunki dziennie, więc na brak zajęć nie narzekam. Poza tym lubię swoje studia i żal by mi było opuszczać większość wykładów na rzecz pracy. Chociaż przyznam, że po 2-3 miesiącach intensywnej pracy na emigracji zaostrza mi się apetyt na „robienie pieniędzy”… No ale coś kosztem czegoś. Jedyne wyjście jakaś praca weekendowa…

    Tak podczas czytania komentarzy, zaczęło mnie zastanawiać – serio miałabym się chwalić taką pracą (sezonową, fizyczną, na emigracji) przed pracodawcą z poważnej instytucji? :)

    • Ja np. nie chwaliłbym się w obecnej sytuacji, ale gdy szukałem pierwszej pracy w Krakowie to wpisywałem co się dało, bo jakie wyjście ;)

      Teraz zanim zacząłbym szukać pracy to zaangażowałbym się w jakieś proste projekty czy to w organizacjach studenckich, czy w jakiś stowarzyszeniach, i po miesiącu miałbym dużo ładniejsze CV :)

  • Tom

    A ja się z panem, panie Maj nie zgodzę. Pomijając już wszelkiego rodzaju przykre sytuacje, pokroju ucieczka z patologicznego środowiska/rodziny i konieczność utrzymywania się samemu od młodych lat bez żadnego wsparcia, to łapanie się pracy byle pracować to głupota, której później będziecie żałować.

    Studia są najlepszym okresem w życiu, nie mamy żadnych zobowiązań, możecie spakować plecak i ruszyć przed siebie [byle na sesje wrócić :) ]. Macie możliwość poznawania innych ludzi, podróżowania bez martwienia się o rachunki, o dzieciaka czy o zobowiązania wynikające z pracy. Pieniądze? Pieniądze to nie wszystko, sam Pan Maj pokazał, że można podróżować za grosze, że są inicjatywy europejskie wspierające wyjazdy studenckie, wystarczy chcieć. Jeżeli macie możliwość otrzymania wsparcia od rodziców w postaci opłacenia mieszkania czy jedzenia, to wykorzystajcie to i żyjcie na całego bez zamartwiania się! Dlaczego? Tylko po to, aby jedynym waszym wspomnieniem z okresu studiów nie był widok faktur od 8-16 i wspomnienia o menadżerze chamie. Życie macie jedno, zdążycie się napracować, spokojnie macie czas do 67 roku życia, jak nie dłużej. Czy na prawdę warto poświęcać jedyny okres w życiu tylko po to, aby mieć kilka złotych więcej w kieszeni? Żeby komuś coś udowodnić, czy mieć szybciej kilka linijek więcej w CV. Zdaje sobie sprawę, że dla wielu z Was to co piszę może być abstrakcją czy jakąś inną absurdalną wypowiedzią, ale gwarantuje wam, że jak będziecie mieli dzieci, obowiązki to zatęsknicie za studiami. Też kiedyś podczas studiów paliło mi się, żeby znaleźć jak najszybciej pracę. Kilka lat po ukończeniu studiów przeklinałem ten dzień.

    Pozdrawiam

    • zagatka

      Zgadzam się w 100% i cieszę się, że moi rodzice tak uważali i odradzali mi pracę na wakacjach. Mam wspaniałe wspomnienia z okresu studiów i świadomość, że to nigdy już nie wróci, ale nie tęsknię, bo teraz jest czas na co inne.
      A jeśli chodzi o pracę, to z pustym CV udało mi się znaleźć fajną pracę, bez znajomości, bez polecenia, a po roku zmieniłam na jeszcze lepszą.

      Nie ma reguły. A może wszystko zależy od branży…

    • A ja się z Tobą zgadzam ;) Bo ja, mimo że pracowałem od początku studiów to mam najlepsze wspomnienia, był czas żeby plecak wziąć i ruszyć w podróż, był czas na kolekcjonowanie przeżyć. Ja nie mówię tutaj o wyborze praca albo „podróże / ciekawe życie”. To się wszystko ze sobą ładnie łączy.

      Swoją drogą, bardzo lubię jak ktoś się ze mną na blogu nie zgadza :)

      • Tom

        „To się wszystko ze sobą ładnie łączy.”

        Tu się z kolei zgodzę, ale praca na cały etat czy to na pół podczas studiów mocno ogranicza możliwości wypadu ze znajomymi. W momencie kiedy naszym jedynym zmartwieniem jest to czy po obudzeniu zjeść późne śniadanie czy obiad to sprawa wygląda inaczej. Oczywiście dla chcącego nic trudnego i można kombinować z długimi weekendami i tym podobne. Jednak sam pamiętam sytuację, gdy podczas bardzo deszczowego miesiąca na kilka dni się wypogodziło i moi znajomi na pełnym spontanie pojechali na mazury, a ja? no cóż, nie wezmę wolnego z dnia na dzień a kombinowanie z L4 to gra o zbyt dużym ryzyku. I później z lekką zazdrością spoglądałem na zdjęcia na fb ;) Poza tym Pan, Panie Maj jest niejako na swoim, więc łatwiej w kwestiach urlopowych :)

        Pozdrawiam i życzę wielu owocnych wpisów ;)

        P.s
        Planujesz może pobiec w przyszłorocznym Cracovia maraton?

        • Planujemy znów robić akcję 42 do szczęścia więc pewnie biegnę :)

          • Tom

            To do zobaczenia w takim razie ;)

  • N

    Pierwsze prace łapałem już w wieku 16 lat, będąc w liceum. Pracowałem w kilku miejscach, raz krócej, raz dłużej. Będąc na dziennych studiach (które ostatecznie rzuciłem), godziłem pracę praktycznie w pełnym wymiarze godzin, a często bywało że robiłem po 200h i więcej w miesiącu. Wartość samodzielnie zarobionego pieniądza jest inaczej oceniana i doceniania. Także do pracy rodacy i oszczędzać w stylu Maja – razem z wypłatą od razu przelew na inne konto :) Ja właśnie zaczynam.

  • Karolina Łukjaniuk

    Mam podobnie jak Ty, pracowalam od matury, studiowalam dziennie i jednoczesnie pracowalam to na caly etat to na pol itd, drugie studia stwierdzilam ze bede pracowac na wlasny rachunek i przez rok robilam zlecenia robiac tez projekty do szkoly. Ledwo ogarnialam co sie dzieje ale doswiadczenie bylo ogromne. Zostalam wymarzonym grafikiem i teraz pracuje na etacie chodz powoli praca przy biurku zaczyna mnie irytowac a powrot do zarabiania na wlasny rachunek tez kusi, chociaz tym razem juz z jakas druga osoba. Samemu ogarnianie grafiki i kodowania jest ciezkie;p Swoją drogą, jestes grafikiem, nie irytuje Cie czasami fakt ze praca ta wiarze sie z siedzeniem na tylku? Tak czy siak spedza sie na tym sporo czasu, i mi czesto przychodzi do glowy taka ma mysl: kurde spedzam tyle zycia w pracy moze warto zeby nie polegalo ono na siedzeniu na dupie tylko na pracy w ruchu wlasnie. Praca kreatywna i dajaca satysfakcje, ale to siedzenie… ;p Nie masz tak czasem ?;p

    • Moja praca to temat rzeka. Kocham to co robię, ale trzeba obalić mit „zacznij zarabiać na pasji, a nigdy nie będziesz musiał pracować”. Ja mam o tyle dobrze, że nie mam etatu. Jak czuje, że za długo siedzę przy komputerze to mogę w każdej chwili iść pobiegać, zrobić obiad, wyskoczyć na zakupy itp. Lubie to co robię, daje mi to dużo satysfakcji i przez lata jeszcze nie znudziło. A że jestem uzależniony od Internetu to i przesiadywanie całymi dniami przed kompem jest do zaakceptowania.

      Gorzej gdy trafi się jakiś ciężki projekt, który niszczy psychikę. Czujesz jak w twoim mózgu siedzą jakieś glizdy i zjadają Cie od wewnątrz. Wtedy chcesz to wszystko rzucić i otworzyć budę z kebabem.

      Jeszcze jeden problem mam z moją pracą – efekt chomika. Siedzę i robię, siedzę i robię. Terminy gonią, więc ja przyspieszam, a nadal się nie wyrabiam. Kiedyś wpadłem w coś takiego i było strasznie. W końcu zdecydowałem, że nie pracuje w weekendy i wieczorami. Teraz jest dużo lepiej ;)

      A jak czuje, że już za długo przy tym komputerze to pakuje plecak i gdzieś jadę :) Bo kto szczęśliwemu zabroni!

      • Karolina Łukjaniuk

        Heh no w sumie tak, ale ja na etat zdecydowalam sie sama bo z jednej strony to wygodniejsze bo jestes w pracy i placa ci za czas ktory w nim spedzisz a nie za efekt konkretny, nie wazne czy sie spoznisz z terminem czy nie itd. Rozumiesz co mam na mysli, ze no jest tak stabilnie i mniej rzeczy na glowie. Pozatym jak pracuje sama to jakos gorzej mi idzie organizacja. W tandemie z druga osobą pewnie byloby lepiej.

        A co do chomika , no wlasnie tez tak mialam, kase musialam zarobic na mieszkanie itd, a tu jeszcze szkola do tego , terminy gonią, a jak samemu sie robi wszystko to juz w ogole.

        No tak czy siak bylam ciekawa Twoich doświadczeń, ze tak powiem kolegi po fachu ;p Co do siedzenia przy kompie, mnie na dluższa mete nosi, tzn w momencie jak to sobie uświadamiam ile czasu przed nim spedzam i chyba bede uderzać w prace na planie filmowym ale zobaczymy ;p

        Dzieki za odp i powodzenia w ‚graficzeniu’ i nie tylko :)

        • Ja na komputer jestem skazany, choć chcę bardziej iść w kierunku tworzenia strategii, komunikacji, marketingu ;) To mnie kręci i każdy kolejny projekt staram się bardziej dopracować właśnie pod tym względem ;)

          Również powodzenia

  • Lilly

    zgadzam się w 100 %! dlatego ja będą w maturalnej (jestem w technikum) mam już w tabelce „doświadczenie” w CV sporo punktów. do dzieła! : )

  • Chettys

    zgadzam się!!! Mam koleżanke 26 lat, studia, 2 tytuły mgr, studium, i niestety zero praktyki zawodowej:( dziewyczna mądra, inteligentna. Rzeczywistość jest bezlitosna brak doświadczenia = bezrobocie!

  • wendigo

    Przeczytałem wszystkie komentarze i muszę powiedzieć, że ludzie mający inne zdanie też mają dużo racji… Moje zdanie jest gdzieś tak po środku ;) (dodam jeszcze że ja nie studiowałem, więc kwestii pogodzenia nie będę roztrząsał, napiszę tylko o pracy).

    „Naprawdę nie potrzebujecie pieniędzy?” – wiesz… jeśli moje minimum jest zaspokojone – mam co jeść, gdzie spać i opłacone rachunki (przede wszystkim internet ;) ), to już jestem szczęśliwym człowiekiem i nie potrzebuję do tego jeszcze więcej. To znaczy pewnie że by było fajnie, ale nie kosztem wolnego czasu.
    Więc ja osobiście gdybym studiował i nie musiałbym pracować, to nie pracowałbym – po prostu. A pytanie czy nie potrzebuję pieniędzy często słyszę od współpracowników kiedy im mówię, że nie robię nadgodzin ;) Mówię im wtedy, że „Czas jest więcej wart od pieniędzy – zawsze możesz zarobić więcej pieniędzy ale nie możesz dostać więcej czasu”. Dla mnie wolna sobota jest warta więcej niż 40 Euro. Może mówię tak, bo chociaż zarabiam jedną z najniższych tu pensji, to jednak w tym kraju za tą najniższą też można spokojnie żyć sobie i mieć wszystko co jest potrzebne do życia.

    Czy na zarobione przez siebie pieniądze patrzy się inaczej? Czy ja wiem… to znaczy tak – ja łatwiej wydaję :D bo mam tą świadomość: „nikt mi już nie powie, że szkoda pieniędzy na pierdoły, bo to JA je zarobiłem, to tylko moje pieniądze i mogę je wydać na pierdoły jeśli mam na to ochotę!” ;)

    Co do samego jak najwcześniejszego rozpoczynania pracy, to… tu też mam kłopot, bo od dziecka jeździłem z rodzicami do prac sezonowych (taki szczególny układ z szefem, że mu dziecko nie przeszkadzało :P ), więc dorabiać sobie w wakacje zacząłem można by rzec jeszcze w przedszkolu (no to już mnie chyba nikt nie przebije ;) ), ale czy to warto tracić wakacje? Nie wiem. Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Ja te wyjazdy kochałem, bo praca była dla mnie dodatkiem do wyjazdu za granicę – fajnych festynów tam letnich itp. No a oprócz tego oczywiście miło było przywieźć kasę, której może nie było dużo, ale jak na dziecko, to spokooojnie starczyło na wydatki na cały rok do następnych wakacji ;) Nie jestem jednak w stanie powiedzieć czy tak samo byłbym zadowolony z pracy wakacyjnej w miejscu zamieszkania, pracy która by wymagała ode mnie prawdziwej dyscypliny i mogłaby mi się nie podobać.

    Z drugiej strony nawet jak ktoś na stałe nigdzie nie pracował to właśnie trudno mi uwierzyć żeby tak kompletnie nic nie mógł sobie wpisać w CV, przecież to zawsze można coś wykombinować :P I nie radzę oczywiście zmyślania, ale właśnie pracę w charakterze opiekunki – jak najbardziej bym wpisał. Swoją pracę sezonową oczywiście wpisywałem, a także przez kilka miesięcy kilka razy w tygodniu zastępowałem znajomą w małym sklepiku. Tam praktycznie nie było ludzi, ale dlaczego bym nie miał wpisać sobie pół roku na stanowisku sprzedawca! ;) Trza tak trochę umieć nagiąć rzeczywistość na swoją korzyść, z resztą mnie uczyli, że wpisy w CV zweryfikuje nasze doświadczenie, a nie nic innego, dlatego nawet pracę bez umowy itp. należy tam wpisywać jeśli się chce coś tam mieć (oczywiście w późniejszym czasie gdy już mamy np. jakieś kierunkowe doświadczenia, to nie trzeba wpisywać wszystkiego, wystarczą te nam do danego stanowiska potrzebne, ale jak się nie ma nic…).

    Uważam, że masz rację – pracodawca zapewne chętniej zatrudni osobę, która chociażby ulotki rozdawała niż taką bez kompletnie żadnego doświadczenia w jakiejkolwiek pracy, ALE jednocześnie uważam, że to nie jest argument by podejmować pracę jeśli się nie musi tego robić :P (uważam, że jak się chce, to wszystko można, nawet znaleźć pracę bez doświadczenia, a czas wolny jest po prostu dla mnie rzeczą najcenniejszą).

    • Myślałem, że jestem jedyną osoba, która czyta wszystkie komentarze ;)

      Widze, że ty też poruszyłeś tych „pieniędzy, które szczęścia nie dają”. Pewnie, że nie dają, ale pozwalają żyć. Wiesz, w okresie gdy żyje się samemu, gdy nie ma się żadnych zobowiązań to faktycznie „byleby mieć co do gara wrzucić działa”, ale z czasem chce się więcej i trzeba trochę myśleć o przyszłości ;) Powiem inaczej – zazdroszczę tym, którzy potrafią żyć beztrosko i niczym się nie martwić. Ja mam potrzebę spełniania swoich ambicji i od początku studiów chciałem być jak najbardziej niezależny i usamodzielniony.

      Największy problem jest tai, że u większości osób ta beztroska kończy się upadkiem całego systemu, bo nagle trzeba iść do pracy. Myślę, że jak stopniowo łykasz drobne zlecenia to przyzwyczajasz się i uczysz stopniowo tym kierować.

      Dzięki za obszerny komentarz. Są duży komplementem dla mnie, bo skoro komuś chcę się tak obszernie odpisywać to ma to sens ;)

  • Marzena K

    Też przeczytałam wszystkie komentarze. Może syndrom ostatniej sesji z egzaminami w stylu jeden głupszy od drugiego ;)
    Trochę dziwi mnie to wpisywanie do CV wszystkich prac z jakimi miało się kontakt. Za pół roku będę kończyć studia i jakoś nie wyobrażam sobie wpisania do CV „opiekunka starszej osoby – Niemcy” szczególnie, że choć to było bardzo dobrze płatne zajęcie to ogólnie miałam tam więcej wolnego czasu niż gdziekolwiek indziej (może dlatego, że troszkę się tam nudziłam :)), a jedyne czego się tam nauczyłam to, że ryby jednak nie są aż tak niedobre :D Drugie doświadczenie z płatną pracą to uprawa ogórków i pomidorów u rodziny w gimnazjum i liceum ;) umiem przy nich pracować od ziarenka do sprzedaży… ale w gruncie rzeczy ani o jednym ani o drugim zajęciu nie myślę jak o pracy i na pytanie czy kiedyś pracowałam, pewnie bym odpowiedziała „nie”.
    W lecznicy, do której chodzę na wolontariat, takie CV chyba by sobie powiesili na ścianie na poprawę humoru ;)

  • Klaudia

    cześć :) jakiś czas temu znalazłam Twojego bloga i pobieżnie go przejrzałam, dzisiaj coś mnie jednak napadło i postanowiłam, że przeczytam go w całości, a przynajmniej większość. tak się zastanawiam, czy znasz to uczucie, kiedy wakacje się kończą i masz całe 9 miesięcy do chwili, kiedy będziesz znów mógł ruszyć w trasę, a masz tysiąc pomysłów i planów do zrealizowania? jak temu zaradzić? mnie to właśnie dotyka w tej chwili i odczuwam boleśnie… :P

    pozdrawiam serdecznie i powodzenia!
    http://molestowaniechmur.blogspot.com

    • „Przeczytałam Twój blog” to jeden z najlepszych komentarzy jaki mogę dostać :)

      Co do twojego problemu to ja tak nie mam, bo już nie dzielę czasu na wakacje i niewakacje (choć tęsknie trochę za tymi czasami). Ja raczej wyznaczam sobie okres na osi czasu w przyszłości, w którym planuje jakiś wyjazd i żyje wizją tego, co będzie. Np. teraz planuje wyjazd na przełomie lutego i marca i mam ogromną motywację do robienia wszystkiego, żeby odłożyć pieniądze itp.

      Międzyczasie jakieś krótkie wypady. Np. dziś wróciłem z Holandii, w październiku też zrobię jakiś krótki wypad w góry itp. :)

  • Klaudia

    a jeśli chodzi o kwestię pracy to myślę, że na studiach o wiele cenniejszą sprawą jest zdobywanie doświadczenia niż harowanie na wysoką średnią. z takiego założenia wychodzę i idzie mi całkiem nieźle – mimo, że idę dopiero na drugi rok, zarobiłam już kilkaset złotych, udzielając korepetycji z języka chińskiego, który studiuję. kombinuję na różne sposoby, żeby zarobić jeszcze trochę pieniędzy i myślę, czy by nie poszukać normalnej pracy, np. w sklepie czy butiku. mam nadzieję, że coś mi z tego wyjdzie ;)

  • sieczkarnia

    To można do pracy nie chodzić? Można być studentem i żyć nie mając własnej(!) kasy na piwko, pizzę, imprezę, gazetę, nowe gacie i perfum? Powaga? To ja tego nie ogarniam, bo tak jak na studiach mnie jeszcze nie widzieli, to pracowałam od kiedy skończyłam szkołę. Miałam krótkie okresy bez pracy niezależne ode mnie tylko od gospodarki(:D haha), ale niepracowania nie ogarniam.

  • Patrycja Koczwara

    Popieram. Zaraz po maturze wyprowadziłam się od rodziców i bez żadnej pomocy finansowej radziłam sobie już sama. Znalazłam pracę, wynajęłam mieszkanie, kupiłam starego mercedesa. Na wszystko zapracowałam sama, osiągnęłam to bo od samego początku mogłam liczyć tylko na siebie i nie było tutaj żadnej taryfy ulgowej. Każdemu życzę takiej szkoły, bo rozwydrzonych młodych kogucików jest tutaj zbyt wielu.

    • Adrianna

      Również wyprowadziłam się po maturze i zaczęłam żyć na własny rachunek, i jak tylko poszłam na studia zaczęłam się wręcz tego WSTYDZIĆ. Dlaczego? Bo znajomi z kierunku nie mogli zrozumieć dlaczego chociaż jestem z miasta, w którym studiuje to nie mieszkam z rodzicami i chce pracować. Od razu zaczęli dopatrywać się w moim domu jakiś patologii czy innego powodu mojej wyprowadzki. Teraz już ogarnęłam, że większość z nich to ludzie bez pomysłu na siebie i jestem dumna z tego jak sobie poradziłam. Ale nadal zadziwia mnie fakt, że rzecz, która powinna być powodem do dumy stała się ujmą – co za czasy ;)

  • ++ pewnie, że warto pracować. Nawet jak się „nie da” w ciągu roku, to można w wakacje. Z 2 strony z samą tezą, że młodzi ludzie za późno się ogarniają powinnam się nie zgodzić. Wydaje mi się że trend wiecznego studenta jest wypierany przez ogarniętego przedsiębiorce/pracownika :)

  • Bartek

    W pełni się z tym zgadzam !
    Mimo wszystko praca na etacie to dobry start, jednak warto pomyśleć nad czymś własnym, np biznes :)
    Osobiście wolę stworzyć coś swojego, tworzyć aktywa które uwolnia mnie od pracy za pieniadze.
    A jak Ty Michale się na to zapatrujesz ? :)

    • Zapatruje tak, że od 2 lat mam firmę, bo własny biznes to świetna przygoda, nutka adrenaliny i duża odpowiedzialność.Przy czym to też nie jest rzecz, dla wszystkich, nie wszyscy dadzą radę.

  • magda na zimno

    Mam pracę, studia, naukę śpiewu prywatną, od pewnego czasu bloga, biegam, czasami jem, zdążę korzystać z toalety. Da się, tylko trzeba złapać rytm i się wdrążyć. :)

  • Piotr Piwowar

    Świetny artykuł :) Łączę studia z pracą od roku. Duma w chwili przyjścia wypłaty na konto jest tak wielka jakbym ocalił cały świat i dostał za to podziękowania od samego papieża :)

    Jednakże takich chwil w roku jest 12 oraz jeden dodatkowy jak przychodzi zwrot z podatku :)

    W moim przypadku praca to ciągła walka z samym sobą. Lenistwo nie zna granic, moje też :)

    Moim zdaniem w takiej pracy dorywczej na studiach jest potrzebna motywacja jakiś konkretny cel, do którego się dąży. Nie wyobrażam sobie żeby zarabiać po to aby mieć tylko na melanż, już wolałbym być abstynentem :)

  • Justyna

    Praca kształtuje charakter- to prawda. Pracuję od pierwszego roku studiów i nie mogłabym nie pracować! http://www.wybiegajsie.blogspot.com

  • ametyss

    wolałabym żeby jednak studenci zostali na studiach i nie zabierali pracy ludziom którzy jej naprawdę potrzebują… jestem z małej miejscowości i niestety ale wszystkie oferty pracy sa dla studentów a ja już dawno jestem po studiach…

    • Jasne, bo ty po studiach jesteś i tobie się należy. A studenci nie potrzebują?

      • Mateusz Połętek

        A studenci są ważniejsi od innych ludzi?

  • Paulina

    Jestem w klasie maturalnej. Nie wiem, co chcę robić w przyszłości, nie mam sprecyzowanych celów. Wszystko pewnie mi się ułoży za jakiś czas. Znając życie, będzie się też zmieniało co ileś tam. W każdym razie, uważam, że bardziej opłacalne jest pójście do zaocznej szkoły, zrobienie sobie zawodu w max. 2 lata, a potem znaleźć pracę. Jak już się trochę człowiek usamodzielni, to wtedy może sobie decydować co dalej począć. Studia można rozpocząć w każdym wieku. Ja osobiście, chciałabym pójść na studia, ale dopiero jak się ustatkuję trochę, czyli to co napisałam wyżej – będę miała pracę etc. Interesuje mnie psychologia, ale jak skończę te studia i będę szukała pracy, powiedzmy za 5 lat, no to może być ciężko. I generalnie, to chcę iść na te studia, aby się czegoś więcej dowiedzieć, bo TO MNIE INTERESUJE, a jeśli jakoś mi to jeszcze pomoże w przyszłości, przy okazji znajdę jakaś pracę z tym związaną, to już w ogóle spoko. :D

  • Emil

    Pracować? Kiedy? Na studiach jest tak wypełniony czas, że nie ma czasu na pracę. Tekst bardzo mocno wyidealizowany. Sam pracowałem już i studiowałem, mam znajomych co studiują i pracują. A kiedy się wyspać??? Kiedy przygotować się na zajęcia??? Ludzi, wy myślicie, że człowiek może 24h/dobę zapieprzać? To jest niemożliwe, możliwe jest tylko na studiach zaocznych, za które trzeba oddać swoją wypłatę i oszczędzać na jedzeniu. Możliwe też na niezbyt absorbujących studiach dziennych, po których niekoniecznie może być praca. I zejdźmy na ziemię: studia to moja praca, a jedyny dochód, jaki sam mogę uzyskać to stypendium. Dziękuję rodzicom, że pomagają mi finansowo, bo bez nich mógłbym studiować, musiałbym pracować. Taka prawda.

  • Emil

    Jeszcze, żeby to były naprawdę pieniądze z pracy, jaką może wykonywać student w ramach swojego czasu wolnego… Przecież to są śmieszne pieniądze. Nie wstydzę się, że tylko studiuję i nie pracuję. Jestem z tego dumny. Wolę zdobywać zawód, który da mi godziwe stanowisko, niż pracować za psie pieniądze na ulotkach lub w McDonaldzie i olewać ćwiczenia na studiach. Pracodawcy tylko szukają takich łatwych naiwnych studentów, na których to oni zarobią, a nie my.

  • Marzena K

    Napisałam swoje pierwsze CV nie na zaliczenie z polskiego :) trochę się nad nim napociłam, a ostatecznie i tak staż załatwiłam bez takich oficjalnych papierów :P

  • lilia

    Nikt tu nie bierze pod uwagę, że niektóre studia są poważniejsze od waszych inie sprzyjają pracowaniu; nie da sie studiować farmacji i pracować (-z nielicznymi genialnymi wyjątkami) lub medycyny. Studiując humanizm, ekonomię, psychologię, rekreację itp – oczywiscie, grzechem byłoby nie pracować. Jednak są studia i studia.

  • heneik łągiewka rektor

    O kurwa, widzę rady człowiek sukcesu. Ciekaw jestem, czy cię życie przycisnęło i znalazłeś pracę w przysłowiowe 3 dni? Człowiek na miarę bynajmniej prezydenta, który już na studiach dokształcał się w kierunku. Ciekawe czy taki ambitny człowiek, który skończył przynajmniej, nie! nie przynajmniej chciałem powiedzieć polibudę, ale on by poszedł ten z polibudy :), tak więc nie przynajmniej a prawdopodobnie uniwerek hahhhaha, poszedłby sprzątać? HAHAHAH. Intelygenci przecież nie będą sobie brudzić rąk. Człowiek sukcesu zakompleksiony wieśniak co skończył jakiś kieruneczek humanistyczny i daje porady dla gorszych. Moja porada dla ciebie. Pierdol się buraku. Osoba, która udziela porad, daje porady jest jak nauczyciel który chce wzbudzić w swoim uczniu poczucie wartości. A takie aroganckie przesłania to mijają sie z celem. Porady-> radzić komuś, udzielać wsparcia.

  • Izabela KMh

    A ja nie pracowalam prawie wcale na studiach…pare razy robilam dobrze platne fuchy, bo mialam ochote i kilka dormowych stazy w zawodzie. Mialam stypendium przez prawie caly okres studiow, juz po pierwszym semetrze sportowe, a potem sportowo-naukowe po 2 roku (do konca studiow)… Na 4 roku dostalam stype na wyjazd zagraniczny i ponownie na 9 semestrze… Moim zdaniem studia sa od „studiowania”, nauki, zdobywania doswiadczenia i poszerzania horyzontow, nie od pracy w maku czy rozdawania ulotek, na to bedzie cale zycie po studiach ;)… studia skonczylam podobnie jak autor, przeszlo 5 lat temu, od tego czasu pracuje w zawodzie…pozdrawiam

  • Mateusz Połętek

    Mnie nie przyciska.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Sprzedawanie się