Jak to autostopem do Maroka się wybrałem!

Zgodnie z obietnicą w poprzednim wpisie decyduje się napisać krótką relacje z podróży do Maroka. Nie jest to prosta sprawa. Bardzo ciężko piszę się wspomnienia z wyjazdu po powrocie do domu. W autobusach, samochodach człowiek ma na to ogromną ochotę, a gdy tylko wróci do swojego domu to jakoś to wszystko opada.

Może dzieje się tak, dlatego, że każdy męczy o zdjęcia, historię itp. i 100 razy trzeba powtarzać to samo. Zawsze jest tak po powrocie : ) Dlatego też wpis ten nie będzie pełną relacją. Wspomnę tylko o kilku momentach, kilku rzeczach, które najbardziej utkwiły mi w głowie. Niektóre wydarzenia, tradycyjnie zostawię tylko dla siebie bo nie można dzielić się wszystkim. Część trzeba po prostu przemilczeć. Nie będzie to dokładna relacja pełna emocji, bo pisanie w stylu mistrza reportażu Kapuścińskiego czy choćby Cejrowskiego to niesamowicie trudna sztuka. Niemniej jednak czas zacząć i wyjść na wylotówkę z Krakowa. Jedziesz ze mną czy zostajesz?

„Pani ich nie bierze bo jeden wygląda jak narkoman”

W tej podróży oprócz mnie, kilkuset statystów i przypadkowych aktorów weźmie udział jeszcze jedna osoba- Górecki. Mój kumpel, z którym razem wybraliśmy się na ten wyjazd. Człowiek, który siedział już kupę czasu w Australii, patroszył ze mną łososie na Alasce czy choćby do Macedonii stopem się wybrał.

Jest takie miejsce koło Ikei do łapania stopa w kierunku Wrocławia. Siedząc i czekając na jakąś okazje zaczęliśmy snuć teorię, kto będzie pierwszym kierowcą. Ustaliliśmy, że będzie to albo kobieta albo…piekarz. Nie pytajcie dlaczego piekarz. Po prostu tak sobie ubzduraliśmy i ubzduranie się spełniło bo zatrzymały się dwie kobiety : ) Potem przyznały się, że jedna się bała, bo Górecki wygląda jak narkoman. W sumie do Algeciras w Hiszpanii dotarliśmy w 3,5 dnia o jadąc 14 stopami pokonaliśmy blisko 4000 km. Nie ma sensu opisywać wszystkich stopów, wspomnę tylko o tych najciekawszych.

  • Takim na pewno była starsza para Niemców. On- fan marki Mercedes, ona- była korespondentka telewizji niemieckiej z Moskwy.
  • Zwariowany francuz, który wziął nas z jakiegoś totalnego zadupia. Scena jak z filmu. Po przekroczeniu granicy niemiecko-francuskiej zostaliśmy wysadzeni w szczerym polu. Wąska droga otoczona polami kukurydzy. – To jesteśmy w czarnej dupie- pomyślałem. – Nikt nas stąd nie zabierze-. Zabraliśmy plecaki i idziemy poboczem zastanawiając się co wpisać na kartce, aby zacząć łapać kierowców. Nie zdążyliśmy nawet wystawić kciuka, gdy zatrzymał się jakiś samochód. Jechaliśmy krótko, około 20 km ale klimat był niesamowity. Francuz ni w ząb nie mówił po angielsku, my ni w ząb po francusku. Dookoła pola kukurydzy, daleko w oddali alpejskie wzgórza i do tego samochód przypominający mydelniczkę, a w głośnikach francuski folk. Banan na twarzy ogromny, bo zostaliśmy wysadzeni tuż obok marketu, gdzie od razu uzupełniliśmy plecaki w dobre, francuskie wina po 1,3 euro : ) Co to za kraj, gdzie wino jest tańsze od paczki gum orbit!
  • Polski kierowca tira, który wziął nas z Miluzy pod Lyon. Pierwszy raz brał autostopowiczów i srał ze strachu w majtki, ale potem wyluzował się i rozmawialiśmy sobie na różne ciekawe tematy.
  • Pan Paweł i jego brat. To był niesamowity stop. Spod Lyonu zostaliśmy dosłownie przemyceni pod Alicante w połowie Hiszpanii. Jechaliśmy pół dnia i całą noc, siedząc ukryci na tyle kabiny tira. W europie jest bowiem zakaz przewożenia więcej niż jednego pasażera w tirze, a my jechaliśmy w sumie w 4 osoby. W nocy kilka razy zjeżdżaliśmy na boczne uliczki, aby ominąć patrole policji. Otrzymaliśmy kolacje i ogromną pomoc. Dodatkowo z Panem Pawłem wymieniliśmy się numerami telefonu i mieliśmy nagrany powrót do Polski, niestety nie udało nam się dotrzeć w wyznaczone miejsce.
  • Hiszpan z Estepony, który zgarnął nas do swojego busika i przewiózł przez pół Hiszpanii pokazując po drodze Grenadę, domy w skałach i parę innych ciekawych miejsc. Najlepsze było to, że miał 39 stopni gorączki i kładł się ze zmęczenia na kierownicy : ) Podrzucił nas jakieś 40 km dalej niż sam planował jechać.

A spanie i jedzenie?

Ogólnie cała podróż była bardzo przyjemna i udana. Duża dawka przygody, uśmiechu na twarzy i takiej pozytywnej energii, której nie da się zdobyć w żaden inny sposób. To właśnie lubię w autostopie. Poniżej nasza trasa przejazdu.

Na facebookowym profilu wiele osób pytało gdzie spaliśmy, co jedliśmy i jak myliśmy się. Otóż nie myliśmy się : ) Tzn. ograniczyliśmy tą czynność do wyszorowania zębów i przemycia twarzy w zlewie na stacjach benzynowych czy parkingach. Co do noclegów to dwie noce przypadły nam w kabinach tirów u wspaniałych kierowców, którzy przewozili nas ryzykując sporym mandatem. Jeżeli chodzi o żywność to do samego końca dojechaliśmy na zapasach z Polski.

Co zabrać do jedzenia na stopa? Wszystko co jest lekkie i „niepsujne”. Ja uwielbiam bułki z pasztecikami. Świetny jest gulasz angielski, kabanosiki. Z zupkami chińskimi jest dużo gorzej, bo nie ma gdzie tego zaparzyć. Wiem, wiem, wszystko cholernie niezdrowe, ale niestety uważam, że nie ma tutaj miejsca na luksusy. Zdrowo staram się odżywiać w domu, w podróży trzeba iść na kompromisy.

Witamy w Maroku!

Do Maroka dotarliśmy promem z Algeciras. Do brzegów Afryki dotarliśmy po godzinie 19. Od razu na starcie otrzymaliśmy dość ciekawe powitanie. Trzeba wam wiedzieć, że do godziny 19 trwa Maroku ramadan. Napisze o nim więcej w kolejnej części wpisu, ale teraz w wielkim skrócie napiszę, że od świtu do zmroku wyznawcy islamu nie przyjmują nic do jedzenia, picia, nie palą papierosów i nie uprawiają seksu. Jechaliśmy akurat autobusem z portu do Tangeru, gdy zaszło słońce a Marokańczycy powyjmowali daktyle i inne przysmaki i zaczęli się częstować. Co ciekawe poczęstowano i nas- kilkukrotnie. Bardzo miły gest, zwłaszcza, że dopiero wjechaliśmy do tego kraju.

Ramadan dało się także odczuć w porcie, gdzie Marokańczycy pracujący w kontroli bagażu zasiedli do uczty i powiedzieli, że możemy przejść bez skanowania plecaków. Miła odmiana od europejsko-amerykańskich kontroli, podczas których trzeba się rozbierać z połowy odzieży : )

Magia marokańska

Ogólnie rzecz biorąc Maroko czaruje wspaniałymi krajobrazami, kulturą, smakami i zapachami. Występują też ogromne różnice. Na północy widać dość duże wpływy europejskie, sieć dróg jest bardzo dobrze rozwinięta, natomiast południe to tereny pustynne zamieszkujące przez ludność berberską. Różnice widać też w klimacie. W jednym czasie w Maroku mogą być 4 pory roku. Na północy można cieszyć się chłodem, na południu umierać z suchości w słońcu, a wysoko w górach szusować na nartach.

Ogromny klimat bije z miast marokańskich. Głównie medyn. Medyna to nic innego jak centrum dawnego miasta arabskiego, gdzie znajduję się zazwyczaj ogromny bazar i główny meczet, przy czym bazar to nie jakieś tam kilka straganów na krzyż, tylko ogromne miasto w mieście, pełne kramów przy wąskich uliczkach. Największa Medyna znajduje się w Fezie i po prostu nie da się tam nie zgubić. Czasem trzeba zapłacić jakiemuś młodemu chłopakowi, aby wyprowadził nas labiryntu korytarzy. Tego po prostu nie da się opisać. Dodatkowo nasze zmysły pobudzają hałaśliwi naganiacze, pachnące przyprawy i tysiące kolorów.

Osobiście do gustu przypadł mi Marrakesz. Z jednej strony jest on mocno turystyczny, z drugiej przyciąga klimatem. Na ulicach nie brakuje zaklinaczy węży i innych magików, a stragany z jedzeniem wieczorową porą to rzecz, którą po prostu trzeba zobaczyć. Zapach pieczonej baraniny, warzyw i innych przysmaków jest nie do opisania. Z resztą, o jedzeniu jeszcze opowiem.

Oprócz Marrakeszu niesamowicie spodobało mi się małe miasteczko w północnej części Maroka- Chefchaouen. To miejsce po prostu mnie oczarowało i ląduje na pierwszym miejscu w moim prywatnym rankingu najpiękniejszych miast. Co ciekawe, wszystkie ściany budynków pomalowane są tutaj na kolory niebieskie i białe. Do tego najniższe w Maroku ceny, góry i przyjazny klimat sprawiły, że to tutaj czułem się najlepiej. Co tu dużo pisać- obejrzyjcie poniższe fotki.

Przy okazji trzeba wspomnieć o jedzeniu marokańskim. Coś wspaniałego. Kiedyś, podróżując nie zwracałem na to uwagi. Teraz to bardzo istotny element wyjazdów. Zawsze próbuje jak najwięcej jeść. W Maroku mają świetną baraninę, mięsko z kurczaka i ogrom warzyw. Do tego kawa i herbata miętowa z piołunem i jestem królem : )

Przyroda Maroka

Nie tylko miasta mają magię. Maroko to też piękna przyroda. Nie sądziłem, że góry Atlas, aż tak mi się spodobają. Żałuje, że nie zabrałem ze sobą butów do chodzenia po górach, bo pewnie wspiąłbym się na Toukbal. Niestety, podróżując z plecakiem czasem trzeba iść na kompromis, bo wszystko co mamy nosimy na plecach i każdy 100 gramów jest odczuwalne.

Zawiodłem się trochę Saharą. Może akurat wynikało to z tego, że w drodze na Sahare zanotowaliśmy rekord temperatury- blisko 50 stopni i umierałem z gorąca. Dodatkowo zatrułem się czymś i wymiotowałem. Hehe, nie można sobie wymyślić lepszego miejsca na chorobę niż Sahara.  Gdy dotarliśmy do obozu na pustyni wszyscy poszli na ogromną wydmę kilkaset metrów obok a ja leżałem, piłem wodę i próbowałem wyleczyć się z choroby. Dopiero tabletka, którą otrzymałem od zaprzyjaźnionej hiszpanki postawiła mnie lekko na nogi i mogliśmy siedzieć i rozmawiać do późna pod rozgwieżdżonym niebem. Apropos gwiazd to pojawiły się one dość późno, bo na początku przykrywały je czarne chmury. Z polski uciekaliśmy przed deszczem i brzydką pogodą, a co nas spotkało na Saharze? Deszcz i mała wichura : ) Na szczęście trwała ona krótko.

 

Nie bój się marzyć o wielkich rzeczach!

Nie ma sensu się tutaj rozpisywać, bo obrazy z aparatu opowiedzą więcej. Od siebie wspomnę jeszcze o nartach na Saharze i przyznam się wam do czegoś złego : ) Zapewne wiele osób zna moją listę marzeń, którą realizuje. Jest ona elastyczna, tzn. co jakiś czas dodaje nowe rzeczy, a niektóre (bardzo rzadko) usuwam lub zmieniam. W pierwszej wersji napisałem, że chce pojeździć na nartach na Saharze. Po jakimś czasie usunąłem jednak tą pozycję, bo wydawała mi się ona praktycznie nie do zrealizowania (skąd to ja narty na Saharze wezmę?) Jak się jednak okazuje, nie ma rzeczy niemożliwych! Marz więc o wielkich rzeczach i nie bój się ogromnych planów. Kurcze, naprawdę wszystko jest możliwe! Dopisze na swoją listę lot w kosmos. A co!

Sahara

Ok, a co mi się nie podobało?

Nigdy nie ma tak, żeby było super zajebiście. Zawsze są jakieś minusy jakiegoś miejsca. Co nie podoba mi się w Maroku?

  • Naganiacze. Ot, standard, krajów arabskich i myślę, że jeszcze jeden wyjazd i przywyknę. Naciągnąć chcą Cię na wszystko i np. zapraszają do restauracji na obiad, nie rozumiejąc, że nie jesteś głodny.  Znalazłem jednak na to sposób i w ostatnie dni pokochałem Marokańczyków. Zamiast zdecydowanie odmawiać kolejnym sklepikarzom i innym ulicznym cudakom zmieniłem strategię. Gdy ktoś zapraszał mnie do swojej restauracji, to zatrzymywałem się, łapałem prawą dłonią za serce i mówiłem: „My friend, jadłem dosłownie 10 minut temu i nie jestem głodny. Przyjdę do Ciebie jutro na kolację, przepraszam.” Do tego dodawałem parę słów na temat pięknego Maroka i wspaniałych ludzi i żegnałem się z takim delikwentem w bardzo miłej atmosferze. Pamiętajcie o tej ręce na sercu. Nie wiem czemu, ale ona naprawdę działa!
    Potem jeszcze zacząłem się droczyć z kupcami. Np. razu pewnego kupiec zaprosił mnie na swój stragan z koszulkami piłkarskimi twierdząc, że na pewno coś znajdę dla siebie. Zapytałem więc czy ma koszulkę KSZO Ostrowiec. Ale się biedak na szukał, dwa pudła koszulek wysypał. Miałem już odpuścić i wyjść, ale zawołał swojego pomagiera, żeby nie siedział tylko szukał pomarańczowo-czarnej koszulki KSZO Ostrowiec. Niestety, nie mieli a holenderska (te same barwy) nie satysfakcjonowała mnie : )
    Przy tej okazji trzeba też wspomnieć o haszyszu marokańskim, który napędza gospodarkę tego kraju. Idąc ulica codziennie masz 100 okazji do kupienia narkotyków. O ile ja jestem za legalizacją to ta sytuacja mnie już męczyła : ) Dilerzy stosowali różne sztuczki. Ceny są kusząco niskie a do tego można skorzystać z takich atrakcji jak wycieczka w góry do prawdziwej plantacji, gdzie można zobaczyć jak to wszystko powstaje. Takim ulicznym dilerom najlepiej od razu mówić, że się nie pali, bo jeżeli wspomnisz, że np. już kupiłeś jaranie, to będzie chciał wcisnąć Ci swoje, że niby lepszej jakości. Jako ciekawostkę naukową wspomnę, że z rejonu północno-wschodniego Maroka pochodzi połowa światowej produkcji Haszyszu. Polecam wam przeczytać ten artykuł, w którym teraz jak widzę wspomniany jest nawet hotel, w którym się zatrzymałem. Ja my ślę, że osoby które palą powinni sobie, mimo wszystko odpuścić na takich wyjazdach. Jest sens ryzykować?
  • Oszustwa. Biały to chodzący bankomat. Każdy kto przyjeżdża z Europy ma kupę forsy i trzeba wyciągnąć z niego jak najwięcej. Wszędzie się trzeba pilnować. Dla przykładu podam tutaj sytuacje na granicy z hiszpańską Ceutą. Najpierw chcieli z nas ściągnąć taksówkarze, którzy widząc europejczyków zarzucili kosmiczną ceną 3 euro za dojazd do przejścia granicznego(i tak pojechaliśmy za swoją określoną sumę)  a potem na granicy przeżyliśmy szok, widząc około 100 osób, którzy zarzucili nas karteczkami niezbędnymi do wypełnienia na przejściu granicznym, tłumacząc, że trzeba po nie stać długo w kolejce. Oczywiście za podanie takiej karteczki zaraz będą wołać kilka pieniążków. Tutaj w bambuko zrobić się nie daliśmy i zdecydowanym krokiem dotarliśmy do celnika, który od ręki dał nam karteczki za darmo.

Jak targować się w Maroku?

To kolejna rzecz w Maroku, która mi się nie podoba, ale jej musze poświęcić więcej miejsca. Wiele rzeczy można kupić bardzo tanio, tylko trzeba o to walczyć. Czasem naprawdę nie miałem sił i wolałbym zapłacić więcej, a nie musieć grać w tej sztuce. Toż to prawdziwe przedstawienie teatralne. Dla przykładu opowiem Wam jak to razu pewnego  bęben kupowałem.

Chodziłem sobie po alejkach Chefchaouen rozglądając się za jakimś ciekawym przedmiotem do kupienia Zawsze przywożę sobie coś ładnego, typowego dla danego regionu, bez jakiejś tandety. Upatrzyłem sobie takie ręcznie robione bębny. Za chwile zostałem zaproszony przez sklepikarza do obejrzenia jego przedmiotów. W oczy rzucił mi się bęben ale oczywiście nie zdradziłem zainteresowania. Nie daj boże, żeby zauważył on, że coś Ci się podoba! Pooglądałem inne rzeczy i wychodząc od niechcenia zapytałem o cenę mojego bębna. -150 dirhamów, mój przyjacielu- usłyszałem.

I zaczyna się teatr! Na początku mówisz, że tyle nie masz i zaczynasz walić ściemę, że jesteś studentem z Polski, podróżujesz autostopem i, że chcesz kupić coś pięknego do swojego kraju. Dodatkowo wspominasz o tym, jak podoba Ci się Maroko, jacy są wspaniali ludzie i jascy gościnni. Kupiec schodzi trochę z ceny, ale to nadal za dużo. Pyta ile ty możesz zapłacić. –Mówisz, że 30 dirhamów a on lekko się uśmiecha, że taka cena nie jest możliwa bo to ręczny wyrób z pachnącego drewna. Ty mówisz, że rozumiesz, ale po prostu nie masz tyle pieniędzy i zachwycasz się nadal Marokiem. Wspominasz o paru miejscach, które odwiedziłeś i dużo miejsca poświęcasz rodzinnemu miastu sklepikarza. –So, what’s your price?- pyta sklepikarz a ty mówisz ostateczne 40 dirhamów. On kiwa zdecydowanie głową, a ty powoli się wycofujesz mówiąc, że gdzieś widziałeś tańsze.

Kupiec widząc, że rezygnujesz zaczyna być uległy. Pakuje bęben w torbę i mówi, że 80 dirhamów i już jest ok. Ty powolnym krokiem opuszczasz sklep i żegnasz się. Chwile później dostajesz swój bębenek za 40 dirhamów : ) Oczywiście, wierze, że z ceny można jeszcze bardziej zejść, ale już po prostu nie chciało mi się w to bawić. Z jednej strony ma to swój urok, z drugiej strony męczy.

Tyle na dziś. Za kilka dni pojawi się druga część wpisu, a w niej zdradzę kwestie finansowe- ile mnie kosztowała taka przyjemność, ile wydałem, ile co kosztuje. Ponadto porozmawiamy sobie o idei ramadanu i możliwości wykorzystania tego w naszym codziennym życiu.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Masakra niech tylko skończę szkołę to wyjeżdżam gdzieś w cholere :D

  • Gratuluję wyjazdu. Jak się czyta takie wpisy to człowieka nachodzi ochota, żeby wszystko rzucić i samemu wyjechać daleko przed siebie. Muszę jednak zauważyć, że z wiekiem samo czytanie chyba sprawia większą radość niż podążanie taką drogą. Nie jestem pewien czy dziś zdecydował bym się na taką wyprawę. Jakoś tak się człowiek przyzwyczaja do pewnych wygód i chyba ciężko z nich zrezygnować. Ja wybiorę na razie tradycyjny model spędzenia wakacji – bez autostopu i z łazienką…:-) Czekam na dalszy ciąg relacji.

  • Ala

    niebieskie domy fantastyczne:))

  • Michał Maj

    Damian- warto :) Po maturze będziesz miał najdłuższe wakacje życie, więc warto ten czas spożytkować ciekawie. 

    Łukasz- ale nawet nie wiesz jak po powrocie doceniasz ta łazienkę, wygodę i komfort ;)Ala- Piękne miejsce, naprawdę :) 

  • Gosia

    Fajne spostrzeżenia i uwagi. Cieszę się, że dotarłeś do Chefchaouen. Dużo czytałam o tym miejscu i może kiedyś tam zawitam. W Maroku to ja zawsze chciałam się powspinać w Atlasie, może wspólna wyprawa co? A Sahara najpiękniejsza jest ponoć od strony Tunezji, ta marokańska częśc większośc ludzi rozczarowuje. No to czekam na opis Ramadamu.

    @Łukasz niestrasz Michała tym wiekiem i zmniejszeniem ochoty na podróżowanie w spartańskich warunkach. ;)) Jak człowiek się uprze, że coś chce zobaczyć to majac i 70 lat wsiądzie na tratwę i dowiosłuje. To kwestia raczej priorytetów i motywacji niż wieku i przyzwyczajeń. I też całe szczęscie, że są różne typy ludzi – podróżnicy, turyści i domatorzy. Na turystach Maroko zarabia.

    • Ja nikogo nie straszę… Poza tym żeby zaraz nie wyszło, że zbliżam się do 50. Jeszcze mam 2-kę z przodu…:) Zgadzam się z Tobą – każdy lubi co innego. Mam po prostu wrażenie, że z każdym rokiem wygoda staje się coraz ważniejsza. Szczególnie jak cały rok pracujesz na etacie, po pracy robisz coś tam jeszcze i naprawdę zostaje mało czasu na wygłupy. Jak już weźmie się ten urlop człowiek ma ochotę najzwyczajniej w świecie odpocząć. Co nie oznacza, że nie pochwalam ludzi takich jak Michał. Po prostu ja bym wolał tak: http://www.youtube.com/watch?v=27BXo46VF-U&feature=player_embedded :)

      • Gosia

        Łukasz z tym straszeniem to miałobyć tak żartem. Z wiekiem zmienia się sposób patrzenia a wygody to kwestia indywidualna. Dla mnie urlop najlepszy jest jak coś zmienie – sto razy lepiej wypoczełam śpiąc na ciasnej koi i biorąc prysznic co drugi dzień w marinie niż w tym roku w hotelu w Paryżu. Ale jak piszesz sposób na wakacje to kwestia indywidualna. No i mam nadziję, że kiedyś dołączysz do naszego grona Slow Travelersów.

        • Wiem, że żartowałaś:) Co do Slow Travelersów to życie pokaże. Na razie muszę się w końcu „przetravelować” gdziekolwiek poza granice naszego pięknego kraju. Chociaż na tydzień…:)

  • Karo

    Ale przygoda!:) Kusi mnie Maroko, ale właśnie najbardziej gnębi myśl o naganiaczach i targowaniu, bo tego nie znoszę i podobnie, męczyłoby mnie to.
    A wspomnisz o autostopie po Hiszpanii, kiedy mieliście problemy, żeby cokolwiek złapać? Spędziłam 5 miesięcy w Espanii i wiem, że Hiszpanie przede wszystkim myślą o sobie, ciężko na nich polegać, ale zdziwiłam się, że aż tak nikt nie chciał pomóc? 

  • asiaespanola

    No a skad wziales te narty na Saharze? Bo nie napisales! :)

    • Michał Maj

      Wypożyczyłem od miejscowego :) Mieli jeden komplet. 

  • Michał Maj

    Gosia- Chefchaouen moje ulubione miasto ;) Polecam. Co do spartańskich warunków to ja je lubię i od czasu do czasu potrzebuje. Może kiedyś mi sie znudzi, a w tedy po prostu zaprzestane tego typu podróży.

    Karo- O stopie powrotnym będzie w 3 części. Było ciężko i tyle :) 

    • Gosia

      Spartańskie warunki to to co mi się teraz marzy :)) Mam już dość hoteli, marzy mi się wyprawa w góry. Namiot, ognisko i mycie się w strumieniu. Potem człowiek na powrót docenia  cywilizacyjne wygody. No ale narazie i góry i Maroko muszą poczekać, są też inne w życiu sprawy niż wyprawy.
      Nieprawda ;))?

      • Michał Maj

        Prawda ;) 

        Czasem trzeba iść na kompromis. Ja teraz muszę przysiąść trochę w miejscu, żeby tez ruszyć z niektórymi sprawami :) 

      • Michal Forys

        Te góry, namiot i strumień to jest tak cholernie kuszące. Czego ludzie tak piszą o tym.. jak tu trzeba do maja/czerwca czekać! Po co ja tu zaglądałem… trzeba być cierpliwym w realizacji marzeń;/ 
        Najpierw sprawy potem wyprawy ; ) 

        Pozdrowienia;)

        • Michał Maj

          Hehe zbieraj energię i motywacje i w maju/czerwcu spełnisz się :) Powodzenia! 

  • Arish

    Łał. Naprawdę podziwiam. Super relacja, niesamowicie inspirująca. Czekam na kolejne części :)

  • „Nie ma sensu się tutaj rozpisywać, bo obrazy z aparatu opowiedzą więcej.” Otóż to. Pokaż jeszcze zdjęcie tego super bębenka ;)

    • Michał Maj

      E bęben nic specjalnego ;) Mały taki, raczej chodzi o symbol. Został u rodziców w domu, więc w najbliższym czasie nie dam rady go obfocić ;) 

  • Megi Ot

    Nie dziwię się, że spodobało Ci się w Chefchaoue;) Piękne kolory miasteczko niebiesko- białe to jest to, co kiedys zobaczę;) Raj dla oka i aparatu;)) co do targowania to jest ich sposób na zabawę, to im sprawia radość;) ale domyślam się, że może być to męczoce, zważywszy, że proponują 500 innych rzeczy na raz;)

  • Marzena

    Miało być 12 stron :) Do Maroka może pojadę za rok, jedno z moich podróżniczych marzeń… obecnie w czołówce są Bałkany, jakoś nie zarejestrowałam do tej pory, że byłeś w Macedonii .
    Z kartą Afryka na wylotówce w Krakowie, robiłeś furorę? Na moją Barcelonę we Wrocławiu ludzie pukali się w głowę (a już po 35h byłam na Montjuic), ba nawet Kraków raz wprawił jakieś dziewczyny w osłupienie ;)
    Targowania też tego nie lubię. W RPA myślałam, że zdechnę x.x nic mnie tam tak nie męczyło jak ciągle „hello sis, special price for you” (przy czym raz ta specjalna cena to było 450 randów za malutką drewnianą cukierniczkę).
    A jeśli chodzi o mycie, to można się nie myć żyć (znam i tę wersję), można myć się na stacjach i olewać dziwne spojrzenia ludzi (lub korzystać z prysznica na stacji, dosyć często spotykane na autostradach), nad morzem – prysznice/krany na plaży (wypróbowane we Włoszech i Chorwacji), czy też myć się butelką z wody czy mokrych chusteczek ;)
    Ale nic nie robi tak dobrze jak prysznic po tygodniu nie mycia się :D a po nim obiad.

    Tak więc podróży zazdroszczę, 3 tygodnie w domu z książkami źle na mnie działają, ale za tydzień zdobywamy z Martą/rudą/dream włochy także trzymaj kciuki ;)

    • Z lekkim poślizgiem, ale właśnie wróciłam z Maroka :)

      Byłam w innym stylu (samolot/pociąg/autobus/wynajęte auto) niż najpierw marzyłam (autostop, który jest nie do zaakceptowania przez mojego chłopaka). Maroko bardzo mnie zaskoczyło i to pozytywnie. Od samego początku byłam nastawiona na wiecznych naganiaczy, naciągaczy, ludzi którzy coś będą chcieli mi wcisnąć. Pierwsze 1,5 dnia spędziłam w Marakeszu, potem byłam tu jeszcze jeden dzień. Najbardziej naganiali z restauracji – czasem denerwowali (szczególnie jak dotykali próbując zatrzymać – ciekawe czy Marokanki też dotykają bez ich zgody?), ale zwykle podchodziłam do nich z uśmiechem, mówiło się albo że już się jadło (na co oni mówili to może później ja przytakiwałam i był koniec dyskusji), czasem ich żarty bardzo śmieszyły – gwarancja klimatyzacji i certyfikaty o braku biegunki po ich jedzenie przez 5 ostatnich lat :D
      Sklepikarze – różnie, jeśli się przystawało i na coś spojrzało często już próbowali zaciągnąć w głąb straganu, ale z drugiej strony często spotykałam się z tym, że coś oglądałam, macałam, czekałam aż ktoś podejdzie i się nie doczekiwałam :DDD Poza tym niektórzy mają już ceny ustalone wyjebongo na targowanie. Przykład – sklepik z kosmetykami – jeden chce mi sprzedać 100ml wody różanej za 30 dirhamów i baaardzo powoli schodził sceny, więc dałam sobie spokój, 2 stoiska dalej 250ml sprzedawali za 10 dirhamów. Co prawda nie wiem, jak jej autentycznością, ale wierzę że jest prawdziwa, bo to akurat tani kosmetyk ;) Inaczej było z olejem arganowym, który bardzo chciałam sobie kupić, bo jest masakrycznie drogi, a po spróbowaniu kilku olejów kosmetycznych to dla mnie zdecydowanie nr 1 :) Olej próbują sprzedać wszędzie nawet w upale i pełnym słońcu, o jego autentyczności słyszałam wiele i wolałam nie ryzykować wywalania 50zł w błoto na olej o zapachu orzechowych, który koło arganu nawet nie stał :DD

      Podsumowując zaskoczyłam się baaaardzo na plus – bardziej męczyli mnie uliczni sprzedawcy w Rzymie niż w Maroku ;)

      Naciąganie – zwłaszcza taksówki, które nawet mają ustalone ceny rządowe z lotnisk do centrów miast i te ceny są mocno zawyżone :( 4 razy skorzystaliśmy i 4 razy przepłaciliśmy. Miałam też wrażenie, że naciągają nas w zwykłych sklepikach, ale my chyba nie mamy we krwi wykłócanie się o każdą złotówkę.

      Bardzo nie podobał nam się Tanger, choć mieszkańcy medyny byli chyba najbardziej bezinteresownymi ludźmi w całym Maroku, pomagający bez proszenia i nie wyciągający ręki po nawet 1 dirhama.

      Marakesz nas oczarował :) w Fezie niestety nie byliśmy, Chefchaouen jest przepiękne i magiczne, a bardzo bałam się, że jak wiele innych miejsc pięknie wygląda tylko na zdjęciach (prawie ominęliśmy to miejsce, ale na szczęście udało nam się tu dotrzeć). Sahara to wielka piaskownica, ale nam się bardzo podobała. I nie mówię tylko o Erg Chebbi, ale całej podróży od Marakeszu do Merzougi, te pustkowie, niby ciągle to samo, ale kamienie co chwilę miały inne kolory i kształty (tu wygrywał wąwóz Dades). Samo Erg Chebbi dla mnie też na plus. Na naszej oazie było jeszcze tylko parę innych osób, w czasie zachodu słońca wydmę dzieliliśmy tylko z inną parą, ale widzieliśmy w oddali, że nie zawsze jest tak pięknie (wielka wydma przed nami była cała usłana punkcikami ;)). Jazda na wielbłądzie nie należy do najwygodniejszych, mój kręgosłup odczuł ją dość boleśnie.. ale osoby ze sprawnym kręgosłupem nie powinny narzekać, no może na ból krocza :D

      Zawiodło mnie jedzenie – w większości wydawało się niedoprawione, lub doprawione lubczykiem którego nienawidzę, ale były perełki – herbata, naleśniki z masłem orzechowym w Tangerze, kuskus Tfaya z kurczakiem w Chefchaouen, świeże soki i koktajle mleczne (boczne uliczki w Marakeszu – szukać miejsc okupowanych przez miejscowych ;)).

      Do Maroka chętnie jeszcze kiedyś wrócę, wcześniej myślałam o jakichś cieplejszych miesiącach, żeby pokorzystać z plażowania i kąpieli w oceanie/morzu, ale po wizycie w Tangerze, gdzie na gołe ramiona faceci gapili się tak, że wolałam umierać z przegrzania w bluzie zasuniętej pod szyję (co ciekawe w Marakeszu nikt się tak nie gapił… a Tanger to niby kurort nad morski gotowy na plażujących turystów….).

  • Michał Maj

    Megi Ot- Targowanie to świetna zabawa, ale na raz, dwa, trzy razy. Męczące jest to gdy np. jesteś głodny, zmęczony, chcesz położyć się w hotelowym łóżku, a tu trzeba przejść proces targowania, aby swoje zdobyć. 

    Marzena- świetne podróże. RPA też mi się marzy, ale powoli i tam dotrę (nurkowanie z rekinami!). Myślimy się na stacjach, ale to nadal umywalka i o full zestawie pod prysznicem można zapomnieć. Prysznice na plaży też używaliśmy, ale całkiem inaczej jest gdy się już myjesz u siebie w domu. Tak jak piszesz- prysznic, a potem obiad- wtedy docenia się proste rzeczy. A 12 stron będzie, jak zsumuje się wszystkie trzy części, także czekaj jeszcze na 2 :) 

    Ruda coś pisała mi o Włoszech, także powodzenia życzę (nie wiedziałem, że znajomi znajomych tez tu wchodzą :)) 

  • Marzena

    Marta coś tam wspominała i o Indiach i o Maroku, a ja lubię czytać o podróżach, to nie mogłam nie zajrzeć na bloga. Przeczytanie jednej notki zżera mniej czasu niż wchłonięcie w książkę (a teraz właśnie powinnam się uczyć). Za gwiazdorskiego Cejrowskiego jakoś nie mogę się zabrać, więc nie mogę porównać, ale piszesz nieźle ;) ciekawiej niż Kinga Choszcz (choć ją uwielbiam za podróże, wybaczam nawet jej zdawkowane relacje ;))
    Tych podróży nie było aż tak dużo ;) pewnie jakbyśmy ze współlokatorką nie nakręcały się wzajemnie na stopa i nie wpadły w towarzystwo autostopowe to całe życie przesiedziałabym na dupsku.
    A do RPA chętnie bym wróciła, bo choć spędziłam tam 4 tygodnie to było bardziej oglądanie Afryki zza szyby. Ostrzegam to bardzo drogie państwo!
    A co do zupek w czasie stopa. O gorącą wodę można poprosić na stacji (zawsze się wstydzę :P), w Barcelonie dostaliśmy duuużo gorącej wody od pracownika malutkiego dworca na obrzeżach miasta, no i kierowcy ciężarówek często proponują herbatę czy kawę ;) to i wody dadzą, a po paru dniach na bagietce i pasztecie/serku to nawet zupka chińska jawi się jako niesamowity przysmak. Ty to pewnie wiesz, ale skoro ludzie o to pytają to wspominam i o tym.
    A z pisaniem mamy podobny problem, na wyjazd nigdy nie brałam ze sobą zeszytu, potem nie chce się spisywać wspomnień, a miło by było mieć coś takiego na starość.

    • Michał Maj

      Ja Kingę też uwielbiam- niesamowita odwaga i determinacja. 

      Hehe ja też wpadłem w takie towarzystwo podróżnicze, ciągle ktoś gdzieś jeździ i człowiek się nakręca. 
      Z zupkami masz rację. W końcu załatwiłem wodę gorącą pewnego razu. Ale to był luksus, jaka przyjemność. Te kluseczki itp. mmmm : )

      Co do ciekawego pisania to nie wiem czy znasz „samsarę” T. Michniewicza. Super książka. Po niej aż chce się jechać do Tajlandii/ Nepalu/ Indii :) 

      • Marzena

        Współlokatorka ma ;) i już się zabierałam, ale zawsze coś… To ja polecam „Do ciepłych krajów”  Pawła Wróblewskiego. Afryka rowerem od Maroka do Konga.

        A pocztą już idzie do mnie „Afryka trek” tom 1, czyli Afryka pieszo ;) (tak… Afryka to moja największe podróżnicze marzenie ;))

  • Michał, a jak wpaść w takie towarzystwo podróżnicze? :) Z chęcią wybrałabym się w jakąś podróż na stopa (niekoniecznie aż do Afryki czy Indii), ale samemu to trochę nudno i niebezpiecznie.  

    • Michał Maj

      Magda- pisałem trochę o tym w tym wpisie: http://zyciejestpiekne.eu/index.php/jak-rozbudowac-siec-kontaktow/ Trzeba się po prostu zastanowić, gdzie przebywają tacy ludzie i spróbować się tam dostać. Akurat u mnie to się jakoś samo tak zrobiło, że nagle pojawili się tacy ludzie. Często tak w sumie mam… 

      Zacznij podróżować, a pojawią się wokół ciebie podróżnicy. Załóż firmę a pojawią się inni przedsiębiorcy. Bardzo dobrze działa taka zasada. 

    • Marzena

      Podczepić się pod jakieś forum podróżnicze ;)
      Polecam autostopik.pl, trochę mniej poważnie niż na travelbit czy oddysei (może nawet dziecinnie?). Często organizowane są integracje albo miast, albo ogólnopolski, często ktoś szuka towarzysza podróży, czy są organizowane wspólne wyjazdy grupowe (np. sylwester w Barcelonie na 200osób ;) – stopem oczywiście). Teraz szykuje się zlot, jeszcze nie ustalono miejsca, a czas to 24-25 września. Niestety znów mnie ominie…

  • Pingback: Ramadan- Czego możemy się z niego nauczyć? | Życie jest piękne :)()

  • Ech…. gdyby tak człowiek mógł mieć tyle wolnego w pracy i tak beztrosko pojechać….

    Może na to masz jakieś rozwiązanie ? :P

    • Michał Maj

      Remik- Własna działalność, własna firma, freelancing, napad na bank :) 

      Prosty przepis: robisz 3 studniówki w Ostrowcu, do tego jakieś stronki www i jedziesz do Indii na przykład ;) 

      • Remik

        Własna firmę prowadzę od 4 lat i właśnie dlatego oprócz urlopu na wakacje (skromne 2 tygodnie) nie ma mowy o wolnym … Ech .. A młodość tak szybko ucieka.

  • Pingback: Czego nie nauczysz się siedząc w domu? Maroko cz. 3 | Życie jest piękne :)()

  • Monika

    wiesz co, normalnie tez bym tak chciala. Po prostu pojechac sobie autostopem do Maroka :) ! Podziwiam Cie za odwage i nie zaprzecze, ze troche zazdroszcze wspanialych przezyc, ale nie tak po chamsku ;-) Mam nadzieje ze i mi kiedys uda sie wyruszyc w swiat;-)

  • Wojtek

    ekstra! my za tydzień lecimy do Maroka i zabiłeś mi klina z tym Szewszawanem, miałem go pominąc, po prostu jest trochę poza trasą którą chcemy zrobić: Tanger-Asilah-Rabat-Marakesh-Jebel Toubkal-Wąwóz Dades-Erg Chebi- Meknes-Fez. Czekam na drugą cześć relacji. POzdrowienia z Krak.

    • Michał Maj

      Wotjtek- Piękna trasa. Ja żałuje, że zabrakło czasu na Meknes. W Fezie nie zapomnij się zgubić, po prostu stracić orientacje na medinie ;) 

      Druga i trzecia część relacji jest już dostępna na blogu. Zapraszam do lektury i miłego pobytu

  • Agnieszka Kryspin

    piękne zdjęcia, nie wygląda to na tani aparat. czym fotografujesz podczas podróży? :) nie boisz się, że ktoś Ci ukradnie aparat albo ze zwyczajnie zgubisz? :)

    • Anonim

      Do tej pory robiłem zdjęcia Canonem 400D + obiektyw Tamron 28-300, ale rpzed tygodniem zakupiłem Canona 500D + 17-85 obiektyw Canona.

      Co do sprzętu w podróży to temat rzeka – zawsze staram się go mieć przy sobie i pilnować. Na razie nic mu się nie stało. Generalnie miałem kiedyś kupowac lepszy i droższy sprzęt, ale doszedłem do wniosku, że to bez sensu bo stracę przyjemność z podróżowania, bo będę ciągle chronił sprzęt za kilka tysięcy. Mój poprzedni EOS 400D miał już kilka lat i był mocno zużyty – wiedziałem, że prędzej czy później umrze i też przestałem się bardzo o niego troszczyć :) Reasumując – pilnuje sprzętu i wszystko0 jest ok :) 

  • też planuję Maroko na te wakacje, czekam na wpis odnośnie kosztów ;)

    • MichalMaj

      Ten wpis już jest na blogu ;) Poszukaj :) 

  • No Michał, nareszcie Cię znalazłem. Szukałem relacji autostopowych z Maroko i pyk! Jesteś :) Pozdrawiamy! Ania i Marcin, przypadkowi towarzysze podróży na Saharę :)

    • MichalMaj

      Świat jest mały ;) 

  • Pingback: Jak najtaniej dostać się do Maroko? Mamy na to 3 sposoby :)()

  • Pingback: Jak zostać hakerem ludzi? « ordinarygreg()

  • jula

    co sądzisz o stopowaniu do Maroko przez dwie dziewczyny? :)

    • Przez Europę spokojnie. W samym Maroku nie wypowiem się ;)

  • Bird

    Wrzuć fote bębna.

  • Pingback: 5 pomysłów na pamiątki z podróży - Życie jest piękne!()

  • Pingback: 7 rzeczy, które musisz zrobić na studiach - Życie jest piękne!()

  • Pingback: Wypad regeneracyjny do Paryża + spełnione marzenie()

  • Pingback: 50 rzeczy, które powinieneś zrobić w te wakacje - Życie Jest Piękne()

Przeczytaj poprzedni wpis:
Gdzie wybieram się w kolejną podróż?