Jak to na Alaskę się wybrałem!

Alaska - spełniam marzenia

Bardzo dużo osób pytało mnie o wyjazd na Alaskę. Pytania dotyczyły organizacji wyjazdu, pracy tam itp. Zatem: na Alaskę wybrałem się 3 lata temu i to w zasadzie była moja pierwsza duża podróż. Ostatnio przeglądałem zdjęcia z wyjazdu, wspominałem najlepsze chwile i postanowiłem, że napiszę artykuł, który rozwieje wątpliwości niektórych odnośnie Alaski.

Jak to wszystko się zaczęło?

Zaczęło się od filmu Into the wild. Obejrzeliśmy go z Góreckim (Góreckiego poznaliście już z podróży do MarokaParyża) i zapragnęliśmy pojechać na Alaskę. Nie wiem, jak to się dzieje, ale czasem działa jakaś magiczna moc, która podsuwa nam różne okazje. Kilka tygodni po obejrzeniu filmu pojawiła się możliwość pojechania do pracy właśnie tam! Górecki spotkał się ze swoją koleżanką w Bielsku – Białej, która wybierała się na Alaskę. Zasięgnął języka, dowiedział się wszystkiego, co potrzeba, przyjechał do Krakowa i kilka dni później zaczynaliśmy już załatwiać formalności. Ja przy tym srałem ze strachu, bo po pierwsze – nie czułem się na siłach z angielskim, po drugie – pierwszy raz w życiu miałem lecieć samolotem pasażerskim i to tak daleko, a do tego 10 stref czasowych i po trzecie – zadawałem sobie pytanie „A co, jak nie dostanę wizy…?”.

 

Formalności i koszta

Zacznę od tej mniej przyjemnej części czyli spraw, które trzeba koniecznie załatwić. Nie było to bardzo skomplikowane, ponieważ wybierałem się na program Work and Travel dla studentów i we wszystkich sprawach organizacyjnych pomagało mi biuro The Best Way, które organizuje tego typu wyjazdy. Dziewczyny, które tam pracują pomogły mi niesamowicie (zwłaszcza podczas następnego drugiego wyjazdu do USA do Bostonu). Bardzo miło wspominam współpracę. Do tego wszystko 100% przez Internet – ani razu nie byłem w biurze na miejscu : )

Wracając do papierologii – wypełnia się durny formularz wizowy, w którym trzeba zapewnić, że nie planuje się na terenie USA prowadzić działań terrorystycznych (sic!), konstruować bomb atomowych i biologicznych (!!), trzeba podać nazwę klanu i plemienia… Potem wszystko wysyła się do biura, a następnie idzie się do konsulatu na rozmowę.Powiem szczerze, że miałem niesamowitą adrenalinę przed rozmową. Zainwestowałem w ten wyjazd sporo pieniędzy (o tym za chwilę) i gdyby się okazało, że nie dostanę wizy, to nie wiem co zrobiłbym z sobą : ) Stres był niepotrzebny, bo poszedłem, pogadałem 2 minuty przy okienku o przysłowiowm niczym i dostałem wizę (co ciekawe, gdy jechałem potem drugi raz nawet nie musiałem się fatygować do konsulatu i wysłałem jedynie paszport kurierem). Wizę otrzymuje się na pół roku – z pozwoleniem na pracę chyba na 4 miesiące. Da się jednak na miejscu pokombinować tak, żeby przedłużyć swój pobyt.

Jeżeli chodzi o samą pracę, to wszystko zapewniło mi biuro Work and Travel. Musiałem jedynie podpisać kontrakt, który dawał mi 8$ za godzinę i 12 za$ za nadgodziny. Pracodawca zapewniał darmowy nocleg (stara szopa) i wyżywienie (bardzo dobre żarło).

Jeżeli chodzi o koszta, to nie jest wesoło. Całość kosztowała mnie około 4 tys. zł (wiza + udział w programie + ubezpieczenie + opłaty dodatkowe) i bilet lotniczy 3 tys. zł. Zdecydowałem się jednak na wyjazd, bo czytałem opinie, że na miejscu jest dużo pracy. Czy tak było?

To zależy. Ponoć trafiliśmy na słaby sezon, co potwierdzały osoby z Polski, które wybierały się tam któryś raz z kolei. Przez miesiąc pracy zarobiłem prawie 3500$, czyli wyjazd zwrócił się. Zobaczyłem też, co chciałem i przeżyłem to, czego pragnąłem. Sezon chyba naprawdę był słaby, bo drugą fabrykę, do której też można było pojechać, zamknęli i ludzie po 2 tygodniach stracili pracę. Całe szczęście mnie to nie spotkało. To była jedna z największych przygód w życiu!

O miejscu słów kilka

Wyobraźcie sobie, że siedzicie w małej pakamerce obok pasa startowego i czekacie na samolot. Za chwilę przychodzi ktoś z obsługi i mówi, że możemy iść. Podnosimy plecaki i wychodzimy na zewnątrz. Na krótkim pasie startowym stoi mały samolot transportowy. Podchodzimy do niego w trójkę, witamy się z pilotami i wsiadamy z nimi do kabiny! Za chwilę startujemy! Sierdzimy tuż obok nich, rozmawiamy przez mikrofon i słuchamy ich historii poprzez słuchawki na uszach. Oglądamy góry, które są pod nami. Po lewej stronie widać Ocean Spokojny. Czyż to nie niesamowita przygoda?!

Po około godzinie lądujemy w… Twin Hills – małej wiosce praktycznie odciętej od świata. W promieniu kilkudziesięciu kilometrów jest pustka. Wyskakuję z samolotu na zieloną trawę i co widzę? Stary, zdezelowany pickup! Dziecięce marzenie zaraz się zrealizuje! Do fabryki, w której pracuję mamy jeszcze kilka kilometrów i pokonamy je właśnie typ pickupem. Wskakuję na pakę, rzucam plecak w róg, siadam obok i za chwile ruszamy po żwirowej, wyboistej drodze, która daje trochę popalić, w dodatku obok jest dziurawy zbiornik paliwa i benzyna pryska na boki, ale jest pięknie. Dojeżdżamy do Oceanu Spokojnego i jedziemy wzdłuż niego po kamienistej plaży. Świeci słońce, wiatr wieje w oczy, a ja niemalże krzyczę ze szczęścia! Czy to nie niesamowita przygoda?!


Na miejscu wylewają na mnie wiadro zimnej wody. Mieszkamy w drewnianej ruderze, a na miejscu oprócz hali produkcyjnej i doków nie ma nic. I uwaga – sensacja. Na terenie panuje prohibicja – nie uświadczysz nawet butelki piwa, a pół litra wódki na czarno kosztuje ponad 100$ . Oczywiście co sprytniejsi Polacy przyjeżdżający kolejny raz przywożą alkohol i przeprowadzają transakcję z Eskimosami. Business is business.

O pracy słów kilka

Przez pierwsze dni szło lekko. Praca nie była ciężka pod względem fizycznym, ale jak każda praca wykonywana przez długi czas – po prostu męczyła. Po około półtora tygodnia zaczęła się prawdziwa akcja – praca po kilkanaście godzin na dobę (zazwyczaj koło 16 h, rekord to 19 h), spanie w każdej wolnej chwili. Organizm rozregulował się i nie było „nocy i dnia”. Z resztą, praktycznie nie było nocy. Zachód słońca łączył się ze wschodem. Często, gdy kończyliśmy swoją zmianę np. o 6 rano, czekaliśmy na śniadanie patrząc na wschód i popijając kakao z torebki!

I właśnie to było takie piękne! Człowiek nie myślał o Internecie i o całym świecie. Raz na kilka dni dzwoniłem tylko do domu informując wszystkich, że żyje. O Internecie można było zapomnieć. Dostępny był jeden komputer dla kilkudziesięciu pracujących, a jedna strona wczytywała się parę minut. Zanim otworzyłem maila, to już musiałem go wyłączyć, bo ktoś marudził, że za długo siedzę…

Jak wyglądała praca? Była prosta i nie wymagała myślenia. Dostępne były różne stanowiska, które ja często zmieniałem, żeby nie popaść w totalną rutynę. Przykładowo stało się przy taśmie i sprawdzało wszystkie lecące ryby. Jeżeli była jakaś rana, to przerzucało się ją do innego koszyka. Kolejne stanowisko – układanie tych ryb na paletach. Inne stanowisko – pakowanie tych w paletach – już zamrożonych do pudełek. Dodatkowo udało mi się załapać do pracy w dokach, gdzie odbieraliśmy ładunek z kutrów. Od czasu do czasu można było popracować w Ice-housie – specjalnym pomieszczeniu, gdzie skraplająca się woda zamarzała i tworzyła lód. Cała filozofia polegała na tym, że trzeba było wejść z kilofem i łopatami i następnie kruszyć lód wrzucając go do specjalnego wiertła. Wszystko po to, żeby ryby się nie popsuły czekając na odcięcie głowy.

Teraz chwila o pracownikach – pracowali tam polscy studenci, Eskimosi z Alaski, kilka osób z Meksyku i paru Amerykanów. Zazwyczaj jacyś wywrotowcy – świeżo po więzieniu lub po prostu nie mający pomysłu na siebie. Mimo to – bardzo mili : )

Czy było warto?

  • Oj bardzo było warto. Co zobaczyłem, to moje i nikt mi tego nie zabierze.
  • Praca na Alasce „wyrobiła mój charakter”. Czym teraz jest praca przy komputerze, gdy jeszcze niedawno musiałem tyrać fizycznie po 16 godzin na dobę?
  • Sprawdziłem się. Zobaczyłem, jak mój organizm reaguje w sytuacji dużego zmęczenia, poczułem, jak to jest nie spać długi czas i zasypiać na stojąco.
  • Uwierzyłem mocniej w siebie. Zauważyłem, że tak naprawdę siła to nie mięśnie i pakowanie. To bardziej kwestia psychiki. Do tego dochodzi jeszcze jeden ważny aspekt – wytrzymałość i to ona daje największa siłę.
  • Nabrałem pewności siebie i zaufania do świata. Pojechałem i… przeżyłem, a miałem tyle obaw. Rozpoczęcie podróżowania „z grubej rury” bardzo pomogło mi przy kolejnych wyjazdach.
  • Utwierdziłem się w przekonaniu, że podróże i robienie rożnych dziwnych rzeczy, jak np. patroszenie łososi na Alasce to jest to, co kocham i chcę robić! : )
  • Co do samego łososia – w życiu nie jadłem tak dobrej ryby i chyba nigdy w życiu już nie zjem. Bo to była ryba ze szczyptą mojej ciężkiej pracy, przygody, adrenaliny, doprawiona niepewnością i ryzykiem, bo jedzona na drugim końcu świata.

Cóż… trzeba teraz robić kolejne niesamowite rzeczy. Właśnie planuje nową, niesamowitą podróż, o której dowiecie się w następnym wpisie : )

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Patrycja Kowalska

    Za co uwielbiam ten blog? Za to, że kurde piszesz o własnym życiu. Nic tak nie inspiruje jak autentyczność historii… a nie: 10 porad jak wyjechać na Alaskę, 100 rzeczy, które musisz wiedzieć by przeżyć na Alasce… A teraz poważnie. Przyszło mi na myśl pytanie.. Nie było Ci ciężko wrócić do rzeczywistości? Wiem, że tutaj jest rodzina, znajomi, życie… ale też wiem, po sobie, że jak czegoś się skosztuje i to smakuje, to jest ciężko wrócić do tego co miało neutralny smak codzienności.

    • luka

      a czy pobyt na alasce był nie był rzeczywistością…??

      • Patrycja Kowalska

        Był jak najbardziej… chyba źle mnie zrozumiałeś. 

        • luka

          dobrze zrozumialem, napisalas:
          „Nie było Ci ciężko wrócić do rzeczywistości?”

          przecież to była rzeczywistość…wiec nie musiał do nie wracać…

          • MichalMaj

            luka – czepiasz się słówek : )

            Patrycja – Ja uwielbiam wracać do domu. I nie ma czegoś takiego jak neutralny smak codzienności. Wróciłem, spotkałem się ze znajomymi, zacząłem robić inne ciekawe rzeczy – ciągle coś się dzieję, więc ciagle jest ciekawie ;) 

            A powrót był piękny, bo wracałem 2 dni. Na Alasce zimno, a w Polsce jeszcze cieplutko było. Jakie to było piękne : )

          • Patrycja Kowalska

            Czyli sprawdzają się słowa, że człowiek potrzebuje swojej przystani:D 

            luka… źle zrozumiałeś skoro nie odczytałeś poprawnie moich słów. Wydaje mi się, że lepiej wiem co mam na myśli… każdy formułuje inaczej zdania. Tyle w tym temacie.

          • MichalMaj

            Nie kłócić się tu ; )

            Interpretacja słów. Tak jak ktoś powie, że „umarł ze strachu” to nie musi koniecznie oznaczać, że zaraz pogrzeb ;) 

    • dokładnie, też właśnie za to uwielbiam ten blog!

  • Damian

    Super wpis. Kurna, trzeba się gdzieś w końcu wybrać w te wakacje :)

  • Aleksandra Adamczyk

    Zanim dostałeś wizę już sporo zainwestowałeś – czyli wizę załatwiałeś już po zamawianiu biletów lotniczych itp. ?

    • MichalMaj

      Tak, najpierw kupiłem bilety, bo mało czasu było, ale biuro zapewniało, że wiza będzie, bo to przez specjalną fundację załatwiane jest. Ale zawsze pozostaje nutka niepewności…

  • Gość

    To ja należałem do tych, którzy czekali na wpis o Alasce, choć nie wysłali maila. Ciekawy wpis, fajne zdjęcia :)

    • Gość

      To jeszcze napiszę a propos tematu (jak by ktośchciał się więcej dowiedzieć), że właśnie na wykopie ktoś założył AMA (Ask Me Anything) p.t. „przetwórnia rybna na Alasce”, gdzie opisuje jak tam pracował też na work & travel i można mu zadawać pytania
      http://www.wykop.pl/link/1149223/ama-przetwornia-rybna-na-alasce/ 

  • dance-with-emotions

    Tak czytam tego bloga i zazdroszczę… optymizmu, ambicji, chęci i siły do realizowania swoich marzeń. Też piszę, a raczej pisałam bloga… tylko mój prędzej nazywałby się – życiejestsmutne i beznadziejne, heh. Skąd czerpiesz tyle siły, hm?

    • MichalMaj

      Po prostu ;) To jest strasznie proste – jak chcesz być szczęśliwy to po prostu bądź :) Tu nie ma głębokiej filozofii, trzeba tylko spojrzeć odpowiednio na życie. Kiedyś i tak umrzemy, a jak już żyjemy to albo się będzie z tego cieszyć i korzystać, albo smucić i narzekać. Cóż więc robić?

  • Sv

    michał jesteś przejebany :) 

    • MichalMaj

      To źle czy dobrze?

  • Adamek

    Ktoś chętny na tripa poza granicę Polski na początku wakacji? Mamy na razie mnie i jednego przyjaciela, jesteśmy z Zielonej Góry. też z nas nowicjusze, a co :) Maju, ten komentarz chyba nie działa na Twoją niekorzyść?! :)

  • Damian

    Ja jestem chętny. Zależy od terminu. Pisz na joyboy@poczta.pl :D

    • MichalMaj

      Jeżeli się zgadacie i ruszycie gdzieś to dajcie mi znać ;) 

  • Into the wild <3  

  • Aż mi się łza w oku zakręciła… poważnie.

    Też byłam na Alasce, pamiętam żółty autobus (taki, który wozi amerykańskie dzieci do szkoły) i kierowce, który na pytanie: Panie, gdzie my jesteśmy? odpowiedział „In the middle of nowhere”…

    MAGIA, po prostu MAGIA! Czasami mam wrażenie, że cała ta wyprawa to był sen :)

    Pozdrawiam!

  • Żaneta

    tylko pozazdroscic :)

  • darkowsky

    Alaska to jedno z tych miejsc, które chciałoby się zobaczyć. Kiedyś leciał taki serial Przystanek Alaska, w sumie widziałem kilka odcinków tylko, ale smaka na Alaskę dostałem. Fajny wpis :)

  • Loser

    Mógłbyś napisać co to za biuro, na mail spampoczta.2@g.pl

    :>

  • Gość

     również prosiłbym o podanie nazwy biura na adres mailowy: kryteriumum@gmail.com

  • michal

    chcem tam wyjechać by poprawić swój byt bo w polsce niczego się nie dorobkiem pracuje 460godz. miesiecznie i nic niemam jak tam pojechać pomóżcie michalw30@o2.pl

  • Róża Rzeżutka

    O takim wyjeździe na razie mogę sb pomarzyć, ale może niedługo uda mi się to spełnić,
    mogę prosić o podanie nazwy biura – zanula1@interia.eu lub malyblondsmerf@gmail.com 

    • Róża – 3 komentarze wyżej podałem adres www biura ;)

  • Hej Michał :) fajny blog :) tęsknie za alaską… mam nadzieję, że mimo zakazu prac w fisher-niach dla studentów z wizami J-1 jeszcze kiedyś uda mi się wyjechać na Alaskę, ale tym razem bardziej na północ no i zimą, liczę na psie zaprzęgi no i zorzę polarną :) pozdrowienia z Bydgoszczy Gosia Jobczyńska p.s. mam nadzieję że jeszcze mnie pamiętasz :D no i zazdroszczę Ci kolejnych podróży, powodzenia w zwiedzaniu świata :)

  • Julita

    Witaj, dzisiaj natrafiłam na Twojego bloga przypadkowo. Zazdroszczę Ci tych wszystkich podróży, że zwiedziłeś w tak młodym wieku już tyle miejsc :) Jeśli chodzi o Alaskę, mój brat ok. 7 lat temu również był tam w celach dorobienia „paru groszy”. Alaska to piękne miejsce. Udanych kolejnych wypraw! Będę zaglądać tu częściej. Pozdrawiam.

  • MegaAudrey777 .

    trafiłam na twój blog chyba z przypadku,ale szczęśliwego dla mnie przypadku:) wpisałam w google alaska blog i wyświetlił się własnie twój blog.Ja tak samo jak Ty,po obejrzeniu niesamowitego,no po prostu,niesamowitego filmu,Into the wild,marzyłam aby kiedyś wybrać się na Alaskę.Widoki po prostu zapierają dech w piersi,zwierzęta,po prostu najczystsza w swej postaci natura.Jak dotąd w swoim życiu byłam w 3 czy 4 krajach za granicą(Południowa Francja,Czechy,Londyn-z racji tego,że brat tam mieszka a za iedługo sie przeprowadza do Sydney) ale Alaska jest na mojej liście rzeczy,,które chcę zobaczyc w moim zyciu.Ha,nie tylko Alaska ale też,Nowy Jork,Los Angeles,Hollywood,Meksyk i Hawaje.No ale nie o tym.Zazdroszczę Ci cholernie,że tam byłeś i że po prostu spełniasz swoje marzenia.MI brakuje chyba pewności siebie i otwartości na innych.Mam nadzieje,że zmienię to w sobie.Za niecały miesiąc wylatuje do Londynu do pracy.Mam nadzieję,że tam zacznie się moja prawdziwa przygoda życia:)Pozdrawiam,Patrycja:)

  • Dominika Mizerska

    Czytam Twojego bloga od dawna i podziwiam Cię! Zazdroszczę Tajlandii, która już tuż, tuż ;)
    Ja sama w tym roku wyjeżdżam na Work and Travel (wybrałam Stany Zjednoczone). Napisałeś, że istnieje możliwość przedłużenia wizy. Mógłbyś rozszerzyć temat? Myślę o odwiedzeniu również Kanady, a z miesięczną wizą na zwiedzanie, obawiam się, że nie zdążę zobaczyć wszystkiego, co sobie zaplanowałam w Stanach.

    Pozdrawiam!

  • rafcio

    Witam Świetna podróż jestem pod wielkim wrażeniem Sam w roku 2013/2014 dokonałem niesamowitych jak dla mnie rzeczy i dużo zmieniłem w swoim życiu Bez nikogo znajomego wyjechałem do Alp na wakacje zimowe a do Holandii do pracy i skończyłem i zdałem egzaminy w szkole za pierwszym razem dla wielu ludzi to nie jest zbyt dużo ale jak dla mnie to jest bardzo duży sukces, z którego jestem zadowolony :)
    Miałbym małą prośbę do Pana Michała Maja do autora tego blogu Moglibyśmy prywatnie porozmawiać poprzez meila? Zdaje sobie sprawę, że jest Pan zasypywany meilami ale bardzo zależy mi rozmowie z Panem
    Pozdrawiam

  • Gratulacje! Czy można gdzieś obejrzeć zdjęcia z tej wyprawy?

  • Dawid

    A jak wygląda sprawa załatwienia sobie tam mieszkania i życia na stałe? .-.
    Jakieś spore trudności?

  • Why Not USA

    Świetny blog, napisany z pasją o pasji.

    Praca na Alasce, dobre zarobki i gwarancja zatrudnienia. Sprawdź http://www.whynotusa.pl/start/aktualnosci/art,278,praca-na-alasce-silver-bay-seafoods.html

  • Pingback: 18 pozytywnych filmów, które musisz zobaczyć - Życie jest piękne!()

  • marcelina

    Ale rewelacja, Alaska… zazdro! JA za to byłam z One Globe Travel w Ocean City i też polecam ;) nie tak egzotycznie ale zwiedziłam podszkoliłam angielski no i PLAŻA!

  • Pingback: Klimatyczna Alaska - Wielka galeria zdjęć z wyjazdu - Życie jest piękne()

Przeczytaj poprzedni wpis:
Rozpocznij swoją prywatną rewolucję!