Jedziemy przez Meksyk – Wrażenia z Jukatanu (dużo zdjęć!)

Dziś zapraszam Was do podróży przez Jukatan. Odwiedzimy podziemne jezioro i  wpadniemy na piwo do lokalnego baru.

Obiecałem sobie, że będę starał się dość regularnie pisać relacje na blogu podczas podróży, a już robią mi się zaległości. W drodze jesteśmy od dwóch tygodni. Przejechaliśmy stany Jukatan, Campeche i dotarliśmy do stanu Chiapas. Czuje w kościach, że stan Chiapas to będzie duże przeżycie i wkrótce będę miał dużo rzeczy do opowiedzenia. Dlatego żeby trzymać chronologie – dziś Jukatan.

Jak wiecie z ostatniego wpisu, siedzieliśmy sobie na wyspie Holbox i tam chillowaliśmy. Potrzebowałem tych kilku dni o przyjeździe, żeby odpocząć i nabrać witalności życiowej. Czuje, że odżyłem i znów mam energię do działania. Nic tak nie działa na mnie jak podróż i chwila oderwania się od codziennego życia.

Cenoty – cud natury

Z wyspy Holbox udaliśmy się do Valadollid skąd postanowiliśmy udać się w dwa miejsca. Po pierwsze – chcieliśmy zobaczyć słynne ruiny majów – Chichen Itza,(które okazały się strasznym badziewiem ale o tym w kolejnym wpisie). Po drugie – marzyliśmy, żeby zobaczyć cenoty i te okazały się genialne.

Cenoty to takie podziemne jeziorka, których na Jukatanie nie brakuje. Schodzisz w dół i nagle docierasz do małego jeziora, które jest oświetlane jest przez mały otwór „w suficie”. Muszę przyznać, że zrobiło to na mnie wrażenie jak cholera. To jedna z top rzeczy, jakie w życiu widziałem z kategorii „natura”. Najlepsze jest to, że w jeziorach można się kąpać. Nie ma nic lepszego, gdy na zewnątrz słońce i upał. Z przyjemnością zanurzyłem się w chłodnej wodzie : )

Merida- wizyta w lokalnym barze

Zawsze powiadam, że nigdzie tak nie poznasz kultury i ludzi danego kraju jak w lokalnym barze. Kierując się tą zasadą, postanowiliśmy z Brysią wpaść na piwo do jednej z lokalnych spelunek w Meridzie.

Bary tutaj są specyficzne. Z ulicy trudno dostrzec co dzieje się w środku – słychać jedynie gwar ludzi i muzykę. No i drzwi. Drzwi są najlepsze, bo wyglądają jak te, które znamy z westernów.

Wchodzimy więc do takiego baru. Zatłoczona sala, dużo ludzi. Ci pierwsi, przy samych drzwiach dostrzegli już, że pojawili się biali i badawczo się nam przyglądają. Czujemy na sobie te spojrzenia, ale dziarsko idziemy do przodu, wprost do samego baru. Jeden z Amigo, siedzących przy samej ladzie ustępuje w sekundzie stołek i podaje go Brysi. Za chwilę ja także otrzymuje siedzisko. Mamy więc już swoich dwóch sprzymierzeńców. Trzech, bo na groźnej twarzy barmana pojawia się uśmiech i podaje nam dwa piwa.


Jeden z Meksykanów, który ustąpił nam miejsca zagaduje z ciekawością. Nasz hiszpański nadal jest na niskim poziomie, ale coś tam próbujemy się dogadać. Okazuje się, że nasz nowy kolega jest nauczycielem geografii. Ze swojej torby wyjmuje podręcznik szkolny i rozpoczyna się barowa lekcja geografii Meksyku. Nasz profesor stawia kolejną kolejkę.

Z punktu widzenia zwykłego Janka Kowalskiego, który podróżuje z plecakiem Merida może wydawać się średnio ciekawa. Są zabytki, ale w moim odczuciu trochę naciągane. Oczywiście to nie znaczy, że mi się nie podobało. Poczułem się tutaj trochę jak w Azji i zobaczyłem inny niż do tej pory Meksyk. Zatłoczone ulice, głośne i stare autobusy przejeżdżające obok, masa sprzedawców wszystkiego. Wbrew pozorom lubię takie miejsca. Lubię obserwować zwykłe, codzienne życie.

No będąc w Meridzie koniecznie trzeba wpaść do lokalnego baru z drzwiami jak na westernach.

Piękne miasteczka i oczekiwania

Merida była hałaśliwa, brudna i zatłoczona, za to dwa inne miasta, które odwiedziliśmy okazały się bardzo urocze i fotogeniczne. Pierwsze to wspomniane już Valladolid, a drugie to Campeche. Wąskie uliczki i kolorowe kamieniczki. No po prostu bomba.

Jadąc do Meksyku miałem masę lęków i nie wiedziałem na co się szykować. Większość obaw okazała się bezpodstawna, bo Jukatan jest bardzo łatwy i przyjemny w podróżowaniu. Nie mogę tego jeszcze oceniać, bo jesteśmy dopiero 2 tygodnie, ale jak na razie Meksyk trafił w moje serce i nie wiem co musiałoby się stać, żeby opuścił to miejsce : )

Teraz czas na Chiapas, który wydaje się trochę bardziej dziki i nieprzewidywalny. Zapraszam Was do obserwowanie mojego profilu na Instagramie, gdzie regularnie umieszczam zdjęcia z podróży. No i kilka fotek poniżej : ) 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Pierwszy raport z Meksyku i plany na najbliższy czas