Jesteśmy leszczami

Żyjemy w czasach leszczy i jesteśmy na równi pochyłej, bo od wygód i komfortu w dupach nam się już poprzewracało.
Kiedyś, żeby napić się wody, trzeba było wziąć wiadro i dymać do ogrodu, żeby wyciągnąć ją ze studni. Dziś kupujemy je na zgrzewki. Kiedyś, żeby mieć co jeść, trzeba było zasuwać w polu po kilkanaście godzin dziennie. Dziś idziemy do Biedronki i kupujemy żarcia na tydzień – bez żadnej refleksji i zastanowienia.

Co zrobilibyśmy z chłopakami w rurkach, którzy nie są w stanie zrobić 10 przysiadów i po 2 dniach oddaliby się w ręce wroga?

W podstawówce i gimnazjum zawsze wracałem do domu sam. Wielokrotnie wracałem ze szkoły na nogach. To zaledwie dwa kilometry. Szliśmy wesoło z kolegami, rzucaliśmy kamieniami w znaki, pluliśmy itp. – krótko mówiąc, trochę chuliganiliśmy, ale nic złego nam się nie stało. Dziś, puszczanie dzieci w „taką niebezpieczną drogę” to brak serca i skrajna nieodpowiedzialność, a po dziecko musi się zgłosić rodzic.
Nauczyliśmy się żyć wygodnie i jesteśmy na równi pochyłej. Następne pokolenia, będą miały dwie lewe ręce, duży brzuch i zero chęci do jakiejkolwiek aktywności.

wietnam

A jakby tak wybuchła wojna?

Często zadaję sobie to pytanie. Co zrobiłbym, gdyby dziś wybuchła wojna? Nagle wszystko by się zmieniło. Nagle nad Krakowem pojawiłyby się bombowce i w radio usłyszałbym, że Prokocim został zbombardowany. Jak wyglądałoby moje życie? Czy psychicznie i fizycznie wytrzymałbym to?

Pytanie, co zrobiliby ludzie. Co z żołnierzami? Co zrobilibyśmy z chłopakami w rurkach, którzy nie są w stanie zrobić 10 przysiadów i po 2 dniach oddaliby się w ręce wroga?

To straszne, że komuś imponuje to, że przebiegłem maraton. Na dobrą sprawę to 6 godzin szybszego marszu. To powinien być w stanie zrobić każdy, ale życie w wygodach nas zepsuło i nawet nie chcę nam się podejmować wyzwania.

Ubrudzić ręce, by wybudować szczęście

Ktoś kiedyś w komentarzu zarzucił mi, że uznaję, że na piękne życie można zasłużyć tylko ciężką pracą. Tak, to prawda, bo ja zawsze o swoje musiałem walczyć i taką filozofię wyznaję. Nic nie przychodzi łatwo.

dlonpk

Kiedyś, jak jeszcze trenowałem zaawansowanie parkour, robiliśmy z chłopakami treningi po 8-10 godzin. W tym czasie potrafiliśmy trenować dotąd, aż w miejsce odcisków nie zrobiły się rany do krwi. Co wtedy robiliśmy? Zawiązywaliśmy bandaże i trenowaliśmy dalej, skupiając się na innych partiach ciała. Bywały treningi, po których wracałem do domu tak zmęczony, że nie byłem w stanie donieść talerza z zupą do stołu. Po pewnym czasie w miejscach odcisków pojawiła się skóra gruba jak u ogra – nie było szans na jakikolwiek ból.

Hartowanie ducha i ciała

W krajach arabskich mamy instytucje Ramadanu. Spotkałem się z nią sam, jak kiedyś wybrałem się autostopem do Maroka. Wtedy wydawało mi się to bezsensowne. Po co odmawiać sobie wody i jedzenia przez cały dzień? Jaki w tym sens, gdzie tu logika?
Wytłumaczył mi to jeden Marokańczyk. Siedzieliśmy na poduszkach w riadzie i w oparach marokańskiego tytoniu zajadaliśmy się przysmakami podczas iftar – kolacji ramadańskiej.

„Ramadan to nie jest dla mnie coś ciężkiego, mi to sprawia przyjemność. Przez cały rok żyję normalnie, jem, piję i po pewnym czasie przestaję doceniać to, co mam. W momencie gdy przychodzi Ramadan, to posiłek po zmroku daje ogromną przyjemność i radość. Jestem wdzięczny, że to mam. Po 30 dniach takiego postu czuję się po prostu silniejszy”.

wietnam2

I wtedy postanowiłem, że też będę sobie robił takie posty. Co prawda jem i pije wodę, ale od czasu do czasu, gdy jest już zbyt wygodnie, biorę udział w jakimś biegu typu Kierat, maraton czy ruszenie stopem i smakowanie trudów podróży. Pragnę się złachać całkowicie, zniszczyć, zmęczyć, bo wtedy czuję, że żyję. Podczas takiego kieratu mam czas na przemyślenia i refleksje – znajduję odpowiedzi na pytania, które mnie gnębią. Wtedy doceniam to, co mam wokół. Miękkie łóżko, jedzenie, picie, bliskich, którzy są wokół mnie.

Niestety, biorąc pod uwagę całe nasze pokolenie – jesteśmy leszczami. Szukamy łatwych i szybkich rozwiązań. Nie rozumiemy, że czasem trzeba zakasać rękawy i naprawdę zapieprzać. Nie rozumiemy, że wysiłek wyrabia siłę charakteru. Jesteśmy delikatni i leniwi.

A fotki zrobione dawno temu. Te wojenne podczas zabaw w ASG, a ta brudna łapa to moja – podczas parkourowania.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Magda Bednarczyk

    Pokolenie Y…

  • Grzegorz Dobromiński

    Fakt, że z naszym pokoleniem, selekcja naturalna obchodzi się dosyć delikatnie ale jeszcze nie wszystko stracone ;)

    • Justyna Sekuła

      Tak, być może kolesie w rurkach od obciskania im jaj nie będą się w stanie rozmnażać ;).

      • Drraass

        Justynko tam już nie ma co obciskać ;) ale zawsze można potem pokazać odciski na rączkach.
        Maju nie wiesz nic o życiu i ciężkiej pracy, przebiec maraton- będziesz to opowiadał do końca życia. Piszesz o wojnie a być może nigdy nie trzymałeś w ręku broni, pewnie nie oddałeś strzału, a już na pewno nie walczyłeś, nie licząc gier komputerowych. Nie wspominaj o wojnie i nie oceniaj kogoś po wyglądzie, widziałem płaczących dryblasów i cherlaków którzy byli jak Rambo.
        Ciesz się swoim wygodnym życiem. Mam nadziej że życia nigdy nie poznasz bo ono nie jest piękne.
        Ja nie czuję się leszczem.

  • kubaOFF

    Może czas zmienić to pokolenie?

    • Wojna przydałaby się ;)

      • Domek

        Tak propo wojny to ktoś kiedyś powiedział, że „narody rodzą się w czasach wojny i umierają w czasach pokoju”.

      • kubaOFF

        dlaczego od razu wojna? Na pewno jest mniej drastyczny sposób:)

      • Hiena

        Wojna może i tak, ale nie w tych czasach ;) Kto jak kto, ale ja nie chciałbym, aby ktoś zrzucił na Polskę bombę nuklearną. Już w 3 WŚ, która mogła być wiele, wiele lat temu, główną bronią stałaby się broń nuklearna. Mimo to rozumiem co masz na myśli.

  • Julian

    Coś w tym jest. Ludzie widzą tylko efekt, a prawie nigdy to ile trzeba się namęczyć, żeby cokolwiek osiągnąć. Wszystko musi być łatwo, przyjemnie i najlepiej żeby efekty były na wczoraj. I później muszę przeprowadzać takie rozmowy:
    -To ile ty już na tą siłownie chodzisz?
    -4 miesiące dopiero
    -Dopiero? I co, nic nie widać.
    -A co ma być widać po 4 miesiącach w zimowym ubraniu? Myślałeś, że zamienię się w Hulka?
    -Noooo, mój kumpel w miesiąc 15 kilo przytył
    -Bo brał sterydy.
    -Nieee, cooo tyyy, naturalnieeee! Musisz jeść dużo ryżu po prostu.
    ___—-_____

    Albo koleżanka z 20 kg nadwagi, odchudzająca się drugi tydzień i płacząca, że to nie działa.
    Kumpel który ma 23 lata i po raz 5 zaczyna studia od pierwszego roku, bo musi znaleźć takie studia, żeby nie musiał się uczyć, bo przecież jemu się nie chce!
    Większość gada, mało kto robi cokolwiek.
    Ludzie nawet nie chcą pewnych rzeczy przyjąć do wiadomości, groch o ścianę. I taka to robota z tym wszystkim.

    • Szukamy łatwych sposobów. Nauka języka obcego w tydzień, tabletki na odchudzanie, sposoby na chudnięcie w tydzień. To nie działa. Jeżeli sukces przychodziłby łatwo to nie dawałby takiej satysfakcji.

  • Marcin

    Największym problem jest dzisiaj cierpliwość, a raczej brak. Osobiście mam wrażenie że kiedy nauczyłem się bycia cierpliwym, wszystko przychodzi mi szybciej i łatwiej.

  • Artur

    Jeżeli wszyscy zgnuśniejemy nie będzie wojen!

    A propos ramadanu. Mieszkam w jednym z krajów UE, gdzie ilość muzułmanów na metr kwadratowy jest zatrważająca i owszem ramadan mają. Jednak dla sporej części ramadan to jest jak u nas post, różnie z nim bywa ;)

  • Gosia

    Też czasami w swoim życiu nagle łapię się na tym, że pewne rzeczy, z których kiedyś czerpałam frajdę, stały się codziennością. Fajnie jest przypomnieć sobie, jak nas mogą cieszyć :) ale z drugiej strony wydaje mi się, że nie jest do końca tak – może i nie musimy biegać do studni po wodę i tyrać godzinami w polu – za to dzisiejszy świat zmusza nas do siedzenia przy komputerze, cyferkach, literkach, a to generuje przemęczenie psychiczne, które moim zdaniem jest 100x gorsze od fizycznego. Współczesny człowiek nie ma czasu pójść sobie po wodę, bo musi zapieprzać – w szkole, w pracy, a czasu coraz mniej, jakby doba się kurczyła… wiec dziś, jak kiedyś,wciąż harujemy, ale inaczej :)

  • PJ

    Nie do końca się z Tobą zgodzę, głównie z początkiem Tego wpisu. Wygody, które posiadamy, to dzieło tysięcy lat cywilizacji. Dzieło umysłów naszych przodków, którzy małymi kroczkami zaczęli od robienia prymitywnych narzędzi, co w końcu przerodziło się w cywilizację, którą mamy dziś. Po co porzucać coś, co przez tyle czasu budowaliśmy?
    Automatyzacja ciągle postępuje, dzięki temu wcale nie stajemy się leniwsi, ale możemy poświęcić czas na bardziej złożone rzeczy, niż proste przetrwanie. Klasyczny przykład piramidy Masłowa, po zaspokojeniu fundamentalnych potrzeb możemy zająć się bardziej złożonymi. Gdybyś musiał pracować na polu kilkanaście godzin dziennie, to czy ten blog by powstał? Miałbyś czas i energię, żeby go prowadzić? A nawet jeśli tak, to o czym byś pisał? O wykopkach?
    Każdy może powiedzieć, że „za moich czasów to świniaka trzeba było zarżnąć i przyrządzić, a dziś wszyscy tylko do supermarketu ganiają”. Każde pokolenie zwiastuje klęskę następnemu, my też lubimy podśmiewać się z młodszych od nas o te paręnaście lat. Jakoś ta katastrofa jeszcze nie nadeszła, a z każdym pokoleniem żyjemy dłużej, jesteśmy zdrowsi i bardziej majętni.
    „Nauczyliśmy się żyć wygodnie i jesteśmy na równi pochyłej. Następne pokolenia, będą miały dwie lewe ręce, duży brzuch i zero chęci do jakiejkolwiek aktywności.” Straszne wyolbrzymienie. Oczywiście, prowadzony przez przeciętnych ludzi tryb życia sprawia, że zwiększa się procent otyłości wśród społeczeństwa i do ogólnego rozleniwienia (na początku XX wieku otyłych ludzi pokazywano w cyrku!), jednak już widać tendencję odwrotną. Zachłysnęliśmy się wygodami, ale sądzę, że dostaniemy społecznej „czkawki”. Już teraz jest coraz większe parcie na zdrowe odżywianie i aktywność fizyczną. Weźmy przykład Maratonu Warszawskiego, 2003 rok – 1063 osoby ukończyły bieg, 2013 rok – 8506. 10 lat, 8-krotny wzrost popularności. Oczywiście, teraz ja trochę wyolbrzymiam w drugą stronę, bo nie wiadomo, ile w tym zasługi pracy organizatorów, a ile w zmieniających się w społeczeństwie nastrojów, ale na pewno zdrowy tryb życia też ma znaczenie.
    Akapit o wracaniu ze szkoły pieszo. Też byłem przekonany, że wszystko się zmieniło od moich szkolnych czasów, ale jednak nie. W swojej miejscowości dalej widzę grupy dzieci wracające po szkole do domu. Dalej krzyczą, wspinają się na drzewa, kłócą się o jakieś banalne sprawy. Moja sąsiadka irytuje się, że syn potrafi wracać ponad godzinę kilometrowy odcinek. Gdy to usłyszałem, uśmiechnąłem się, bo moja mama miała ten sam problem.
    Podsumowując, zgadzam się z ogólną tezą tego wpisu. Lubimy proste rozwiązania, potrafimy być leniwi, nie zawsze rozumiemy, jak ważna jest ciężka praca. Kompletnie nie pasuje mi jednak argumentacja, przypomina mi narzekanie starych dziadków w kolejce do lekarza. „Za moich czasów było lepiej”, „co się dzieje z tą dzisiejszą młodzieżą”, itp.
    PJ
    PS. Zdarzało mi się zastanawiać, co by się stało, gdyby wybuchła wojna. Z naszą służbą wojskową, stosunkiem społeczeństwa do broni palnej (ludzie się dziwią, jak mogłem w wieku 7 lat organizować z tatą wiatrówkowe mini-turnieje strzeleckie dla rówieśników) i ogólnym poziomem wiedzy o tym, jak się zachować w trakcie zagrożenia (wiesz, gdzie jest najbliższy bunkier?), mielibyśmy przejebane.

    • Cathy

      @PJ : Zgadzam sie w zupelnosci!

      @MichalMaj:disqus : zdaje sobie sprawe, ze twoj tekst jest bardzo subiektywna opinia:) Niestety z wiekszoscia rzeczy sie nie zgadzam. Wiesz, poswiecam calkiem sporo „czasu na przemyślenia i refleksje”, a takze kazdego dnia „doceniam to, co mam wokół”, i to w dodatku bez „zlachania sie calkowicie” a u rak nie mam „skory grubej jak u ogra” :)

      Pozdrawiam i wybaczcie brak polskich znakow

    • uwielbiam takie komentarze i dyskusje i lubię jak ktoś się ze mną nie zgadza. Trafne wnioski i masz poniekąd rację. Nie chodzi oto, żeby zrzynać świniaka samemu, gotować na ognisku itp. i zrezygnować z zakupów w markecie. Chodzi oto, żeby nabrać trochę dystansu do tego, żeby rzucić sobie od czasu do czasu jakież wyzwanie, poczuć trochę inny urok życia.

      Ale faktycznie w tekście wyolbrzymiłem sporo rzeczy (celowo) więc wpis może mieć taki wydźwięk.

      @Cathy:disqus – Pewnie, że subiektywna bo cały blog jest subiektywny ;) Co do przemyśleń i refleksji to cóż – każdy ma swój sposób na to i nie mówię, że mój sposób związany ze złachaniem się całkowicie jest jedną i najlepszą metodą.

    • Marzena K

      Też się z Tobą zgadzam :)
      Nigdy nie lubiłam marudzenia „kiedyś” było lepiej. Bardzo śmieszy mnie marudzenie 20-parolatków na „dzisiejszą” młodzież. Pamięć mam dobrą pamiętam jak to wyglądało 10-15 lat temu (wg mnie tak samo jak dziś :)). Moja mama zawsze była wobec mnie szczera a propos swojej młodości i nigdy nie rzucała tekstów o swojej świętości – i tak porównując jej technikum i studia do tego co sama miałam… było podobnie :)

      Co do samodzielnego zabicia prosiaka – to kto to dziś robi? Praktycznie całość robią maszyny, można by rzec „dziś prawdziwych rzeźników już nie ma” (swoje w rzeźni odsiedziałam :P).

  • To nie tylko sprawa zmian kulturowych. Dobrobyt niszczy pracowitość podkręcając ambicję (mam tyle, mogę mieć jeszcze więcej, ale co tu zrobić, żeby się nie narobić?), która staje się chora. Masz zdrowe podejście i to się liczy, ale przypomnij sobie ile musiałeś wylać łez i potu, aby sobie to uświadomić. Nie jesteśmy leszczami. Jesteśmy niedojrzali i nie korzystamy umiejętnie z dóbr, które mamy. Chcemy posiadać, nie potrafimy używać. Tu jest kot pogrzebany :)
    Wojna nie rozwiązuje spraw, choć w jakimś sensie reguluje myślenie o tym, co jest najważniejsze. Czy jednak musi pojawić się śmierć i widmo strat nie tylko materialnych, ale i ludzkich, aby docenić wartość życia, które przebimbowujemy w imię zaspokajania płytkich potrzeb? Nie jest to jedyna metoda, aby budzić świadomość i trochę przykre jest, gdy tak przywołujesz ten przykład (nie jestem bez grzechu, sam czasem myślę w ten sposób).
    Zgadzam się na pewno na to, że trzeba się budzić z letargu i wychodzić ze swoich ciepłych zapierdzianych pieleszy.

    • Dokładnie – zbędny konsumpcjonizm. Nie chodzi oto, żeby prowadzić życie w lepiance – chodzi oto, żeby być świadom tego wszystkiego i żeby chcieć pracować na swoje i tak jak napisałeś -p wychodzić z zapierdzianych pieleszy ;)

  • Ola K

    Moim zdaniem wpis jak najbardziej trafny tylko ja go odbieram w ten sposób, że te współczesne wygody nie są dla nas złe o ile człowiek nie zapomni o swojej naturze. Jeśli zatracimy się w nowoczesności i będziemy brali udział w wyścigu szczurów, oby szybciej, łatwiej, więcej to stracimy nasz wrodzony instynkt. :) Sama wiem jak dobrze jest czuć zmęczenie fizyczne. Zimą odśnieżyć wjazd, albo jesienią grabić pół dnia liście. To takie przyziemne, ale do tego mam dwie ręce i dwie nogi żeby czasem z nich skorzystać. Teraz praca umysłowa jest bardziej opłacalna, ale wiadomo, że równowaga między pracą fizyczną i psychiczną jest dla nas najzdrowsza.
    Co do wątku z wojną – żyjemy w czasach gdzie rola żołnierza ewentualnie cywila w wojnie jest minimalna, bo bombowce nie pójdą w ruch tylko broń chemiczna. ;)

  • Marta

    Wiesz Michał, z tym puszczaniem dzieci(nawet tylko ze szkoły) samopas jest ciężko, szczególnie do ok. 10-12 roku życia. Jestem na tyle młodą mamą, że sama doskonale pamiętam co wyprawiałam w dzieciństwie kiedy rodzice mnie nie pilnowali. Dosłownie CUDEM uniknęłam utonięcia, trafiłam z przyjaciólką na pedofila(dla mnie skończyło się lepiej niz dla niej, nie byłam w jego typie) itp. Zrobiłam mnóstwo, ale to mnóstwo niebezpiecznych rzeczy i mam chyba wybitnego anioła stróżą, bo to nieprawdopodobne, że oprócz siniaków, zadrapań i najedzenia się strachu nic mi się w dzieciństwie nie stało. Widzę, że moja 6-letnia córcia ma identyczny temperament, odwagę i rządzę przygód jak ja. Synek też, ale nie martwię sie jeszcze bo ma dopiero 3,5 roku. Nie mogę dać jej przesadnej swobody, mimo że chcę żeby moje dzieci wyrosły na silnych, zahartowanych, odważnych ludzi. Zrozumiesz, jak zostaniesz tatą :) A z całą resztą wpisu się zgadzam… niestety.

    • M.

      na pedofila(dla mnie skończyło się lepiej niz dla niej, nie byłam w jego typie)

      przerazajace, czasem bardzo nienawidze tego swiata

    • Marta – jak ja patrze na swoje dzieciństwo to też zastanawiam się jak przeżyłem. Rozbite kolana, upadki z drzew z kilku metrów, zasypany raz pod piachem, wchodzenie na most kolejowy. Generalnie dzieciństwo to igranie ze śmiercią, ale zauważ, że jak coś złego ma się wydarzyć to i w domu może se to stać. Gdzieś w tym trzeba znaleźć umiar. Dać dziecku swobodę, ale tez kontrolować jego poczynania :)

      Choć zdaje sobie sprawę z twoich obaw, bo pewnie jak kiedyś będę sam miał dzieciaka to tez będę ścierał pot z czoła, jak będzie się spóźniał 2h ze szkoły ;)

  • Praline

    Widzę po sobie jak leszczeję, przeraża mnie to. A panowie w leginsach wołają o pomstę do nieba..

  • Justyna Oleszczuk

    Mnie Twój artykuł bardzo poruszył, naprawdę daje do myślenia. A link do tego artykułu (mam nadzieję, że się nie gniewasz:)), jak i moje własne rozważania są tutaj:http://enanowo.wordpress.com/2014/01/03/niezwykle-odkrycie-czyli-slow-kilka-o-wspolczesnym-wygodnictwie-i-patriotyzmie/

  • Paweł Soćko

    Prawda jest taka, ze jestesmy pokoleniem straconym :)

  • Bogumił Zwarycz

    Jak dobrze być ojcem i być spokojnym o to, że po spotkaniu z moim synem nikt nie będzie mógł mu zarzucić że nie ma jaj :)

  • Bartek

    Mnie bardziej martwi to jak beda wyglądać kolejne pokolenia. Ten wpis uświadomił mi że podświadomie unikamy cięzkiej pracy, a to właśnie ona nas wyzwala…

    • Nie tyle co wyzwala, ale pozwala żyć w jakiejś harmonii i ze zdrowym rozsądkiem :)

  • Sławek

    Myślę, że trochę przesadne czarnowidztwo Cie opanowało. Ludziom w tropikach też od zawsze żyło się łatwiej niż nam. Mieli cieplutko i pełno pożywienia na drzewach zawsze. Może właśnie to jest powód dlaczego to cywilizacja europejska tak bardzo się rozwinęła – było nam trudniej.

    Co prawda nie pracujemy teraz na polach czy nie polujemy w lasach ale zarabiamy na chleb w inny sposób np. siedząc godzinami przed komputerem. Mi osobiście podobają się bardzo nasze czasy ponieważ nie musisz się skupiać na sprawach podstawowych dla egzystencji takich jak jedzenie i picie. W zamian za to możemy skupiać naszą energię np. na tym jak latać w kosmos czy jak tworzyć piękne rzeczy – i to jest piękne ;) Żyjemy we wspaniałych czasach. Wiadomo, że będą ludzie którzy nie wykorzystają tych możliwości. Jednak myślę, że to duża mniejszość. Pozdrawiam

    • Ale ja tez uważam, że żyjemy w cudownych czasach. Jest mi bardzo dobrze i tez nie chodzi oto, żeby budować zapasy żywnościowe, być niezależnym całkowicie pod względem żywieniowym, uprawiać rolę itp. Oczywiście, że dzięki temu, że mam sklep za rogiem mam czas pisać wpisy na blog, ale w tym wszystkim warto znaleźć umiar i od czasu do czasu nie bać się wyzwań i ciężkiej pracy :)

  • someone

    „Kiedyś, żeby napić się wody, trzeba było wziąć
    wiadro i dymać do ogrodu, żeby wyciągnąć ją ze studni. Dziś
    kupujemy je na zgrzewki. Kiedyś, żeby mieć co jeść, trzeba było
    zasuwać w polu po kilkanaście godzin dziennie. Dziś idziemy do
    Biedronki i kupujemy żarcia na tydzień – bez żadnej refleksji i
    zastanowienia.”

    Nie, nie idziemy i bezmyślnie nie kupujemy. Większość ludzi w
    Polsce liczy każdy grosz i nigdy nie kupuje bezmyślnie, a już
    zwłaszcza na tydzień za jednym razem, ponieważ ich na to nie stać.
    Podobnie duża grupa w społeczeństwie musi harować po kilkanaście
    godzin dziennie, żeby się w ogóle utrzymać, a i tak często nie
    wystarczy na podstawowe wydatki (podstawowe to rachunki i jedzenie;
    kino i wakacje to już luksus). To tzw. pracujący biedni.

    „Nauczyliśmy się żyć wygodnie i jesteśmy na równi
    pochyłej. Następne pokolenia, będą miały dwie lewe ręce, duży
    brzuch i zero chęci do jakiejkolwiek aktywności.”

    Wygodnie żyje ogromna mniejszość, która poza tym wciąż staje
    się mniej liczna. Rośnie za to grupa, która jest wyzyskiwana w
    zbyt długim czasie pracy i za zbyt małe pieniądze. Mimo to
    pracują, bo nie mają wyjścia.

    „Ktoś kiedyś w komentarzu zarzucił mi, że uznaję, że na
    piękne życie można zasłużyć tylko ciężką pracą. Tak, to
    prawda, bo ja zawsze o swoje musiałem walczyć i taką filozofię
    wyznaję. Nic nie przychodzi łatwo.”

    Nie, nie zapracowałeś sobie na wszystko. Masz rodziców, którzy
    mogli pozwolić sobie na to, żeby wysłać Cię na studia,
    finansować Twoje życie w innym mieście, wspomagać realizację
    Twoich osobistych marzeń i planów. Ogromna rzesza młodych ludzi
    nie ma tak dobrze. Publikowałeś tu kiedyś zdjęcie prezentu od
    rodziców, którym było współfinansowanie biletu lotniczego w
    dowolne miejsce na świecie. To już umieszcza Twoich rodziców, a
    razem z nimi Ciebie, w gronie zamożnych.

    „Niestety, biorąc pod uwagę całe nasze pokolenie –
    jesteśmy leszczami. Szukamy łatwych i szybkich rozwiązań. Nie
    rozumiemy, że czasem trzeba zakasać rękawy i naprawdę
    zapieprzać.”

    Nie masz nawet pojęcia ilu ludzi
    zapieprza i jak bardzo. Także w Twoim wieku. Nie spotkasz takich na
    swojej uczelni, nie wpadniesz na nich w klubie w wielkim mieście,
    najpewniej nie masz ich także wśród swoich znajomych. Ludzi bardzo
    ciężko pracujących, dzieci takich ludzi, którzy nie mogą sobie
    pozwolić na zadania jakie Ty sam przed sobą stawiasz, ponieważ nie
    pochodzą z klasy uprzywilejowanej (w Polsce to może oznaczać:
    dwoje rodziców, duże miasto, stabilna sytuacja finansowa, możliwość
    kształcenia i współfinansowania dziecka, kapitał kulturowy ), a to właśnie z tego
    powodu możesz realizować swoje marzenia, a nie naprawdę
    zapieprzać: za grosze, przez 12 godzin na dobę, w jakiejś
    Specjalnej Strefie Ekonomicznej, żeby przeżyć.

    Nie piszę tego, żeby Cię urazić.
    Lubię czytać Twojego bloga. Wiem, że nie jest o społecznych
    grupach wykluczonych i defaworyzowanych, nie oczekuję, że będzie.
    Proszę Cię jedynie o to, byś czasami przemyślał wpisy, w których
    stawiasz tezy o tym, na co kogo stać, kto jak pracuje, w jakich
    czasach żyjemy. I docenił szczęście, jakie niewątpliwie
    posiadasz, a dzięki któremu urodziłeś i wychowałeś się tam,
    gdzie się urodziłeś i wychowałeś, a nie np. w byłym PGRze na
    Mazurach, z samotnej matki na rencie, bez żadnego kapitału
    kulturowego. Takich historii są w Polsce miliony. Zachęcam do
    poszukania danych, jeśli będziesz miał kiedyś ochotę na
    zwiedzenie Polski z nieco innej strony.

    • Damian

      O matko ile narzekania! Michał chciał chyba przekazać, że ludzie są otumanieni przez rozwijającą się technologię i w ich życiu jest dużo wygodnictwa a coraz mniej samodzielnej pracy – pracy nad sobą, kształtowania charakteru i silnej woli. Nie podpinajmy do tego polityki i wiecznie aktualnego argumentu, że w Polsce jest do dupy.

      • zocha

        Damian, sorry, ale gdzie ty tu widzisz narzekanie? Someone wyrazil swoja opinie przeciwstawna opinii Michala – bardziej realistyczna i tyle. Ja tu narzekania nie widze.

    • „Wygodnie żyje ogromna mniejszość, która poza tym wciąż stajesię mniej liczna. Rośnie za to grupa, która jest wyzyskiwana w
      zbyt długim czasie pracy i za zbyt małe pieniądze. Mimo to
      pracują, bo nie mają wyjścia.”

      Oczywiście, że mają wyjście. Jeżeli mają dwie ręce, dwie nogi to zawsze mogą zmienić pracę, mogą się doszkalać, mogą coś zrobić ze swoim życiem. Problem jest w tym, że to wygodne. Lepiej siedzieć w jednym miejscu, brać tą minimalną kwotę na rękę i wystarczy. Do tego przekonanie, że „i tak się nic nie zmieni” i mamy przykład typowej osoby.

      „Nie, nie zapracowałeś sobie na wszystko. Masz rodziców, którzy
      mogli pozwolić sobie na to, żeby wysłać Cię na studia,
      finansować Twoje życie w innym mieście, wspomagać realizację
      Twoich osobistych marzeń i planów. Ogromna rzesza młodych ludzi
      nie ma tak dobrze. Publikowałeś tu kiedyś zdjęcie prezentu od
      rodziców, którym było współfinansowanie biletu lotniczego w
      dowolne miejsce na świecie. To już umieszcza Twoich rodziców, a
      razem z nimi Ciebie, w gronie zamożnych.”

      Zawsze wspominam, że dziękuje rodzicom, za pomoc, za możliwość rozwoju i za wsparcie, ale od początku robiłem wszystko żeby się uniezależnić i od małego pracowałem. Nigdy nie żałowali mi na np. kurs angielskiego, ale od małego robiłem wszystko, żeby mieć coś więcej, coś swojego, za swoje, coś własnego. Ponadto, każdy ma swoją historię, swoje problemy. To nie jest tak, że było super i rewelacyjnie. To co pokazuje na blogu to wierzchołek góry lodowej, ale pod spodem są też różnego rodzaju problemy, wyzwania, kłopoty, choroby z którymi jakoś trzeba było sobie radzić. Każdy ma jakąs historie.

      „Nie masz nawet pojęcia ilu ludzi zapieprza i jak bardzo. Także w Twoim wieku. Nie spotkasz takich na swojej uczelni, nie wpadniesz na nich w klubie w wielkim mieście, najpewniej nie masz ich także wśród swoich znajomych. ”

      Znam takich ludzi i większość z nich robi naprawdę niesamowite rzeczy. Może nie jeżdżą pociągiem do Chin, ale oprócz ciężkiej pracy fizycznej budują własny dom, robią remonty, dbają o całe gospodarstwo i siebie samego. Zazwyczaj Ci narzekający to Ci, którzy po powrocie do domu włączają telewizor i oglądają „Trudne sprawy”.

      „Nie piszę tego, żeby Cię urazić.
      Lubię czytać Twojego bloga. Wiem, że nie jest o społecznych grupach wykluczonych i defaworyzowanych, nie oczekuję, że będzie. Proszę Cię jedynie o to, byś czasami przemyślał wpisy, w których stawiasz tezy o tym, na co kogo stać, kto jak pracuje, w jakich czasach żyjemy.”

      Przyjmuje krytykę, twierdzę, że nie do końca zrozumiałeś mój przekaz. Blog jest mój, jest wyrażeniem mojego zdania i nie każdemu musi się podobać każdy wpis. Masz prawo wyrażać, że coś Ci się nie podoba i takie wpisy jak ten to przykład rzeczowej krytyki, zamiast hejtowania :) Dzięki za obszerny komentarz i dyskusje bo to też dużo wnosi.

      • someone

        „Oczywiście, że mają wyjście. Jeżeli mają dwie ręce, dwie nogi to 
        zawsze mogą zmienić pracę, mogą się doszkalać, mogą coś zrobić ze swoim
        życiem. Problem jest w tym, że to wygodne. Lepiej siedzieć w jednym
        miejscu, brać tą minimalną kwotę na rękę i wystarczy. Do tego
        przekonanie, że „i tak się nic nie zmieni” i mamy przykład typowej
        osoby.”

        rzeczywistość jest bardziej skomplikowana niż to sobie wyobrażasz. Twoje recepty nie mają racji bytu w ogromnej liczbie przypadków. cóż, pewnie sam kiedyś zobaczysz, przekonywać nie mam zamiaru.

        • inferno

          someone… rzeczywistosc tworzymy sami. Zmień podejście bo to pier*** nic nie da. Za 30 lat będziesz w tym samym miejscu.

        • Oczywiście, że świat jest niesprawiedliwy i jedni mają łatwiej, inni trudniej. Ale o swoją sprawiedliwość trzeba walczyć.

        • YoYok

          Akurat tą rzeczywistość trochę znam i muszę przyznać rację Michałowi. Przynajmniej jeśli mówimy o typowym scenariuszu czyli wydostaniu się z bagna i znalezieniu porządnej pracy, rozpoczęcie własnego życia na pewnym poziomie. Gorzej gdy ktoś dziedziczy długi tylko…
          W każdym bądź razie sprawa wygląda tak, że dane środowiska w większości wydają na świat sobie podobnych. Czasem nawet gdy wszystko świadomie widzimy to „trudno” coś zmienić. Zmiany trzeba zacząć od małego a jedną z instytucji która powinna się do tego przyczyniać jest szkoła. O czym mówię? O tym, że nie powinna tylko tworzyć pracowników ale też ludzi. To tam powinny być niszczone błędne przekonania na temat życia, to tam powinno się wprowadzać elementy rozwoju osobistego a nie jako podziemny nurt z płatnymi szkoleniami. Wiem po sobie jak siedzi wszystko w głowie nieświadomie a z pustego się nie naleje, ja do tej pory nie wiedziałem jak, po co, czy jest sens, zmienia się poprzez przypadkowe odkrycie, szukanie (plus taki że wychowanie miałem bądź co bądź dobre, żadnych patologii, nałogów) ale jak ktoś sam nie zacznie szukać alternatywnych ścieżek to jak ma je zobaczyć? Tak niestety w większości jest, że z tym co się dawno zagnieździło, ukształtowało ludzie pozostają do końca, nie widząc alternatyw, nie wiedząc że można to zmienić. Mam przykład również wśród niektórych znajomych.
          Są opieki społeczne, stypendia, różne formy pomocy, może nie będzie to taki poziom jak u innych ale da się. Są ludzie którzy z niejednej sytuacji się wydostali swoim zaparciem i wizją innej rzeczywistości.

          Wszystko o czym piszę tyczy się młodych ludzi bo to w nich nadzieja i to od nich powinny rozpocząć się zmiany, w ich głowach a wrócą na stare śmieci prowadzić nowe życie, pisać nowe, swoje rozdziały. Aż się nabuzowałem kurde.

  • ewelina

    Masz racje zgadzam sie z tobą. Brak wojska porazka …

    • tomek

      Masz rację – nie ma to jak wykreślić sobie 2 lata z życiorysu, siedząc w śmierdzących koszarach i wykonując debilne rozkazy.
      Jak ktoś nie potrafi „wychodować sobie jaj” na własną rękę to i wojsko nie pomoże…

      • OsA

        A kto mówi o 2 latach? Jestem facetem, który nie był w wojsku, jednakże uważam, że wojsko powinno być! Jakieś 6 lub 9 miesięcy standardowego szkolenia z najważniejszych rzeczy, aby każdy chłop umiał trzymać karabin, czy wiedzieć jak się zachować w trudnej sytuacji, gdyby taka nastała.

        Poza tym skąd myślenie od razu, że to wykreślenie sobie 2 lat z życia? Rozmawiałem wiele razy z ojcem, wujkami, starszymi znajomymi i każdy z nich bardzo miło wspomina pobyt w wojsku i z chęcią opowiadali mi wiele zabawny
        ch historii z czasów gdy byli w koszarach. To nie jest dla nich zmarnowany czas, a wręcz przeciwnie kolejne cenne życiowe doświadczenie.

        ps. Sam chciał bym iść do wojska, ale do wojska obowiązkowego, takiego jak było kiedyś, gdzie spotkał bym ludzi, którzy również tu trafili z „obowiązku”. Myślę, że mogło by być ciekawie. Niestety mój rocznik już ominęło to szczęście :(

        • Bartek

          Każdy decyduje o własnym losie, poza tym przymus wojskowy to słaby pomysł… z niewolnika nie ma pracownika. Takie jest moje zdanie

        • Ja tez chciałbym, ale dali mi kategorię D i musiałem isc na studia :D

  • Magdalena Więch

    Czy to bardzo dziwne, że tytuł tak bardzo mi się nie spodobał, a cały artykuł wydaje się mi być dobrą robotą? Uważam, że nie jesteśmy leszczami, nie jesteśmy źli, nie jesteśmy zdziecinniali. Cywilizacja przyzwyczaja do wygody. Tyle tylko, że ten proces nie rozpoczął się w XXI wieku, a tysiące lat temu. To takie prawo natury. Z tym nie wygramy. Ocenienie innych, głównie z wyglądu nie wydaje mi się być odpowiednie. To pięknie, że Twoje życie w końcu się poukładało. Cieszę się z tego. Lubię Twojego bloga, ale czasami nie zgadzam się ze wszystkim. Co do maratonu to gdzieś sobie chyba to zapisze i w końcu go przebiegnę. Oczywiście mi jeszcze nie imponujesz, bo więcej w Tobie pewności siebie, niż pokory. Piszesz motywująco – tylko tyle mogę powiedzieć na obecną chwilę. Jesteś rozwojowym ćpunem, bo masz odpowiednie cechy. Tak kluczowa to chyba egoizm. Bo ten blog jest dla Ciebie. Sam siebie przekonujesz momentami, prawda? Nie przestawaj pisać, tylko spróbuj zapytać sam siebie, czy masz w sobie prawdziwą pokorę. Tak, mam tylko 17 lat i może nie powinnam się wypowiadać, ale mam do tego prawo (nie tylko dlatego, że podobają mi się rurki). Trzymaj się. :)

    • Zawsze to podkreślam, że ten blog najbardziej pomógł właśnie mi i na początku pisałem go właśnie dla siebie. Hehe ćpun rozwojowy? Słowo które sam wymyśliłem jest teraz wykorzystywane przeciwko mi :)

      Nie mam chyba pokory i dzięki temu wiele rzeczy udało mi się bo rzucałem się wielokrotnie na głęboką wodę robiąc rzeczy, na które nie do końca byłem przygotowany. I robię to nadal :)

      Napisze to co kilka komentarzy wyżej i w dziale o blogu: Każdy ma prawo do swojego zdania. Bardzo się cieszę, że nie przyjmujecie wszystko jak leci tylko też jest sprzeciw do niektórych rzeczy. Blog jest mój, jest wyrażeniem mojego zdania i nie każdemu musi się podobać każdy wpis. Masz prawo wyrażać, że coś Ci się nie podoba i takie wpisy jak ten to przykład rzeczowej krytyki, zamiast hejtowania :)

      • WhiteLightning

        Co do pokory – osoby ktore cos osiagnely o ktorych sie pamieta po kilkudziesieciu czy kilkuset latach to nie byly skromne pokorne dusze. Napoleon, Oktawian August, Marek Aureliusz, Juliusz Cezar itp. Czy chocby bardziej pokojowo Steve Jobs.

        • YoYok

          Zależy też co mamy na myśli pisząc „pokora” bo dla mnie to jest przede wszystkim umiejętność przyjęcia zdania innych i jeśli jest to prawdziwe, coś czego nie widzieliśmy sami, zastosowanie. Pewność siebie (z którą notabene jest podobnie, pewny siebie =/= pewniak, buc jak niektórzy postrzegają) i pokora powinny iść w parze.

  • Maciej Rumiński

    Ogólnie fajny wpis :) Ale nie zgadzam się do końca. Jest masa ludzi, którzy naprawdę mega ciężko pracują a w dodatku robią to za grosze. Ich sytuacja życiowa jest bardzo skomplikowana i recepta w stylu „zmień prace” nic nie daje, bo życie nie jest czarne lub białe, czasami jest o wiele bardziej skomplikowane i jeśli ktoś uważa inaczej, tzn. że od dziecka ma łatwo :) Nie wspomnę o chorobach nieuleczalnych, problemach nie do rozwiązania, młodych ludziach, którzy rodzą się w mega patologicznych rodzinach, takie osoby zawsze będą miały wypaczone życie, w związku z tym będzie im o wiele trudniej, a choćby miały 100% motywacji itd, to nigdy w 100% nie będą usatysfakcjonowani, bo pozostaną sfery życia, w których nic zrobić nie można. Ale tak poza tym to zgadzam się, chociaż wpis dotyczy bardziej ludzi, którzy zaczynają w życiu ze stosunkowo normalnej pozycji a mimo to są jak to mówisz leszczykami i nie robią kompletnie nic, narzekają itp itd. Tu masz całkowitą rację.

    Pozdro :)

  • daniel

    Zgadzam się też ostatnio mialem takie przemyślenia

  • Co zrobilibyśmy z chłopakami w rurkach, którzy nie są w stanie zrobić 10 przysiadów i po 2 dniach oddaliby się w ręce wroga? A jakby tak wybuchła wojna? :)))))
    Bardzo dobry artykuł. Fajnie, że trafiłem na Twojego bloga

  • Aga

    Nie osądzajmy tak szybko panów w rurkach. Może oddając się wrogowi jakoś przeżyliby wojnę:) A na pierwszej focie Anthony Hopkins?

    • Hehe zdjęcie zostało zrobione przeze mnie parę lat temu z ostrowiecką grupą ASG ;)

  • July

    Trochę przesadziłeś z tymi rurkami. Nie wiem czy wiesz, ale istnieje, już od bardzo dawna (choć teraz rzadko kiedy się spotyka takich z krwi i kości) taka subkultura jak punk, która charakteryzuje się między innymi noszeniem bardzo obcisłych spodni – dziś nazywanych rurkami. Rurki nie są wymysłem dzisiejszych czasów. :) Istniały już w latach siedemdziesiątych. Dodatkowo, punkowcy byli jednymi z najbardziej skorych do buntu i walki ludźmi. Spodnie wcale im w tym nie przeszkadzały.

    Co innego fakt, że teraz rurki są modne i nosi je praktycznie każdy, a większość tych osób, to zadufani w sobie debile.

    Pozdrawiam.

  • Maciek

    Jestem żołnierzem, czytuję bloga.
    Wszystkiego dobrego, żołnierskiego szczęścia!
    POZYTYWisto :)

  • Karolka

    Haha psia dupa ! Świetnie napisane ! :D

  • Filip

    Myślę, że nie jeden chłopak w rurkach skopałby komuś tyłek. Jej, to przecież tylko ubranie. Które na dodatek, kilkaset lat temu nosili władcy i elity społeczne.

  • YoYok

    Czytając ten wpis przypomniała mi się wizja życia Ziemian w filmie „Walle-E” ;) Na szczęście jednak, chyba do tego daleko jeszcze.

  • Nie jestem pewna, czy to jest przypadłość jedynie naszego pokolenia…

    Niedawno miałam okazję rozmawiać z człowiekiem dwa pokolenia ode mnie starszym o moich wakacjach (5 tygodni w samochodzie i zwiedzona CAŁA Skandynawia łącznie z najwyższymi szczytami każdego z krajów). Chwaliłam się obrazami, wrażeniami i na koniec dodałam, że byłam zaskoczona jak niewiele potrzeba, żeby wybrać się w taką podróż życia i że nie mogę uwierzyć, że ludzie wykosztowują się straszliwie na wykupienie wczasów z biura podróży i przez cały pobyt w egzotycznych okolicach oglądają tylko hotelowy basen. Co dwa pokolenia starszy człowiek skwitował: „No tak, ale co to za wakacje? Ile razy spaliście w wygodnym łóżku? To nie wakacje.”

    Ręce mi opadły i pomyślałam sobie tylko: „No tak! Bo ludziom w codziennym życiu brakuje nie wrażeń i nowych doświadczeń, ale właśnie wygodnego łóżka i to właśnie tego trzeba szukać podczas wakacji…”

  • mieszkanka Warsaw City

    ” Kiedyś, żeby napić się wody, trzeba było wziąć wiadro i dymać do ogrodu żeby wyciągnąć ją ze studni. Dziś kupujemy je na zgrzewki”
    Dziś, żeby napić się wody muszę grzać z buta do ujęcia oligoceńskiego oddalonego o kilometr od mojego bloku bo tej obrzydliwej białej kranówy nie da się pić! Dzieciaku, co ty wiesz o życiu

Przeczytaj poprzedni wpis:
2014 będzie rokiem mocnych wrażeń