Jesteśmy leszczami

Żyjemy w czasach leszczy i jesteśmy na równi pochyłej, bo od wygód i komfortu w dupach nam się już poprzewracało.
Kiedyś, żeby napić się wody, trzeba było wziąć wiadro i dymać do ogrodu, żeby wyciągnąć ją ze studni. Dziś kupujemy je na zgrzewki. Kiedyś, żeby mieć co jeść, trzeba było zasuwać w polu po kilkanaście godzin dziennie. Dziś idziemy do Biedronki i kupujemy żarcia na tydzień – bez żadnej refleksji i zastanowienia.

Co zrobilibyśmy z chłopakami w rurkach, którzy nie są w stanie zrobić 10 przysiadów i po 2 dniach oddaliby się w ręce wroga?

W podstawówce i gimnazjum zawsze wracałem do domu sam. Wielokrotnie wracałem ze szkoły na nogach. To zaledwie dwa kilometry. Szliśmy wesoło z kolegami, rzucaliśmy kamieniami w znaki, pluliśmy itp. – krótko mówiąc, trochę chuliganiliśmy, ale nic złego nam się nie stało. Dziś, puszczanie dzieci w „taką niebezpieczną drogę” to brak serca i skrajna nieodpowiedzialność, a po dziecko musi się zgłosić rodzic.
Nauczyliśmy się żyć wygodnie i jesteśmy na równi pochyłej. Następne pokolenia, będą miały dwie lewe ręce, duży brzuch i zero chęci do jakiejkolwiek aktywności.

wietnam

A jakby tak wybuchła wojna?

Często zadaję sobie to pytanie. Co zrobiłbym, gdyby dziś wybuchła wojna? Nagle wszystko by się zmieniło. Nagle nad Krakowem pojawiłyby się bombowce i w radio usłyszałbym, że Prokocim został zbombardowany. Jak wyglądałoby moje życie? Czy psychicznie i fizycznie wytrzymałbym to?

Pytanie, co zrobiliby ludzie. Co z żołnierzami? Co zrobilibyśmy z chłopakami w rurkach, którzy nie są w stanie zrobić 10 przysiadów i po 2 dniach oddaliby się w ręce wroga?

To straszne, że komuś imponuje to, że przebiegłem maraton. Na dobrą sprawę to 6 godzin szybszego marszu. To powinien być w stanie zrobić każdy, ale życie w wygodach nas zepsuło i nawet nie chcę nam się podejmować wyzwania.

Ubrudzić ręce, by wybudować szczęście

Ktoś kiedyś w komentarzu zarzucił mi, że uznaję, że na piękne życie można zasłużyć tylko ciężką pracą. Tak, to prawda, bo ja zawsze o swoje musiałem walczyć i taką filozofię wyznaję. Nic nie przychodzi łatwo.

dlonpk

Kiedyś, jak jeszcze trenowałem zaawansowanie parkour, robiliśmy z chłopakami treningi po 8-10 godzin. W tym czasie potrafiliśmy trenować dotąd, aż w miejsce odcisków nie zrobiły się rany do krwi. Co wtedy robiliśmy? Zawiązywaliśmy bandaże i trenowaliśmy dalej, skupiając się na innych partiach ciała. Bywały treningi, po których wracałem do domu tak zmęczony, że nie byłem w stanie donieść talerza z zupą do stołu. Po pewnym czasie w miejscach odcisków pojawiła się skóra gruba jak u ogra – nie było szans na jakikolwiek ból.

Hartowanie ducha i ciała

W krajach arabskich mamy instytucje Ramadanu. Spotkałem się z nią sam, jak kiedyś wybrałem się autostopem do Maroka. Wtedy wydawało mi się to bezsensowne. Po co odmawiać sobie wody i jedzenia przez cały dzień? Jaki w tym sens, gdzie tu logika?
Wytłumaczył mi to jeden Marokańczyk. Siedzieliśmy na poduszkach w riadzie i w oparach marokańskiego tytoniu zajadaliśmy się przysmakami podczas iftar – kolacji ramadańskiej.

„Ramadan to nie jest dla mnie coś ciężkiego, mi to sprawia przyjemność. Przez cały rok żyję normalnie, jem, piję i po pewnym czasie przestaję doceniać to, co mam. W momencie gdy przychodzi Ramadan, to posiłek po zmroku daje ogromną przyjemność i radość. Jestem wdzięczny, że to mam. Po 30 dniach takiego postu czuję się po prostu silniejszy”.

wietnam2

I wtedy postanowiłem, że też będę sobie robił takie posty. Co prawda jem i pije wodę, ale od czasu do czasu, gdy jest już zbyt wygodnie, biorę udział w jakimś biegu typu Kierat, maraton czy ruszenie stopem i smakowanie trudów podróży. Pragnę się złachać całkowicie, zniszczyć, zmęczyć, bo wtedy czuję, że żyję. Podczas takiego kieratu mam czas na przemyślenia i refleksje – znajduję odpowiedzi na pytania, które mnie gnębią. Wtedy doceniam to, co mam wokół. Miękkie łóżko, jedzenie, picie, bliskich, którzy są wokół mnie.

Niestety, biorąc pod uwagę całe nasze pokolenie – jesteśmy leszczami. Szukamy łatwych i szybkich rozwiązań. Nie rozumiemy, że czasem trzeba zakasać rękawy i naprawdę zapieprzać. Nie rozumiemy, że wysiłek wyrabia siłę charakteru. Jesteśmy delikatni i leniwi.

A fotki zrobione dawno temu. Te wojenne podczas zabaw w ASG, a ta brudna łapa to moja – podczas parkourowania.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
2014 będzie rokiem mocnych wrażeń