Lizanie ran

Można mówić, że życie jest piękne, a jednocześnie dodać wiele innych słów je określających – ciężkie, trudne, skomplikowane. I tak jest. Mamy ogromne możliwości i szanse, możemy zrobić w zasadzie, co tylko chcemy, ale często w trakcie robienia tego coś nie wychodzi.

Wszyscy to przeżywamy i na pewno wiecie, o czym mówię. Są momenty, gdy coś nie idzie, cały misterny plan wali się w gruzach, okazuje się, że nasz pomysł nie działa. Ja też tak mam. W takich chwilach mam ochotę, niczym kot, zwinąć się w kłębek gdzieś w kącie, obok jakiegoś ciepłego pieca, leżeć, nic nie robić i tylko lizać rany. Straszne uczucie – bezradność, chęć rezygnacji i brak sił. Co w takich chwilach robić? Stać się tym kotem.

Parkour

Naturalna kolej rzeczy

Zrozumiałem, że pewne niepowodzenia to naturalna kolej rzeczy. Nigdy nie jest idealnie i zawsze trzeba rozwiązywać pewne sprawy. Zauważ, że muszą to robić wszyscy, bez względu na wiek, miejsce zamieszkania, zawartość portfela itp. Zmienia się tylko ich forma.

Pamiętam, jak w szkole podstawowej była moda na pokemony. Istny szał – kupowało się lejsy nie dla tych chipsów, tylko dla pokemonów. Ile ja wydałem na to pieniędzy. Najgorsze było to, że pokemony były tylko w niektórych  paczkach. To był hazard – kupuję paczkę, a pokemona brak. Kupuję następną – pokemona brak. No ciśnienie mi się podnosiło. Pokemonami się grało i czasem się je przegrało. Pamiętam, jaki dramat przeżywałem, jak straciłem kilka dobrych jednego dnia. Po prostu nie miałem farta, a w sercu czułem ogromny ciężar.

A pamiętacie swoje pierwsze wagary? Uciekłem z ostatniego w-fu i religii. Przez kilka następnych dni przeżywałem koszmar, bo „co będzie, jak się rodzice dowiedzą”. Nie będę wspominał o młodzieńczych zawodach miłosnych. To był prawdziwy koniec świata.

Parkour

Patrząc na problemy dziś, marzę do powrotu do młodych lat. Beztroskich zabaw na podwórku, biegania od rana do wieczora i… rozwiązywania tych wielkich na tamte czasy dramatów. A przecież wtedy one były takie trudne. Często były dramatem nie do rozwiązania. Zapewne za kilkanaście lat będziemy się śmiać z tych dramatów, które przezywamy dziś. Jak ja tęsknie za czasami, w których sesja na uczelni była jedynym problemem do rozwiązania. dziś to przerywnik  pomiędzy rzeczami trudniejszymi, który prędzej czy później i tak zrobię.

Myślisz, że pieniądze rozwiążą twój problem? Spójrz na ludzi bogatych i zapytaj ich, czy są szczęśliwi. Oni ciągle muszą rozwiązywać problemy. W co zainwestować, co zrobić z kontrolą z urzędu skarbowego, co zrobić z niewypłacalnymi klientami, oszukującymi partnerami itp. Dla kontrastu spójrz na biedaka, który kręci się koło dworca i próbuje zebrać parę groszy. To jest dokładnie to samo, tylko wymiar się zmienia.

Krótko mówiąc, nigdy nie będzie idealnie. Zawsze coś się będzie sypać i psuć. Jeżeli przez kilka dni masz chwile spokoju, to znaczy, że czarne chmury zbierają się i coś przyjdzie. Ty masz ten problem rozwiązać.

Nie wszystko musi wychodzić. Wartościowe rzeczy nigdy nie leżą na srebrnej tacy gotowe na schrupanie. Czasem trzeba dostać po mordzie, upaść, poczuć smak przegranej, aby dopiero później coś zdobyć.

Jak lizać rany?

Ja zazwyczaj robię tak, że pozwalam umysłowi odciąć się na moment od zmartwień. Robię coś innego, staram się zapomnieć. Nie lubię tego, ale nie jestem w stanie tego okiełznać, bo to się dzieje w głowie. Pozwalam sobie na chwilę nieróbstwa. Oglądam filmy i seriale. Ostatnim razem w taki sposób przeleciałem „Misję Afganistan”, „Magię kłamstwa”, a nawet w wielkim kryzysie połakomiłem się na kilka odcinków „Ojca Mateusza” . Bo co? Inni mogą, a ja nie?

Gdy przechodzi pierwszy kryzys, zaczynam myśleć, co z tym fantem zrobić. Odpuścić? Walczyć? Kiedyś włączał mi się jeszcze destruktor, ale to było bardzo złe. Po prostu niszczyłem to, co zbudowałem, a później żałowałem. Teraz analizuję, zastanawiam się, wzmacniam psychicznie…

Parkour

Przeciągnij grzbiet!

Tak się dzieje do momentu, gdy zdasz sobie sprawę ze swojej sytuacji, która na dobrą sprawę nie jest taka zła. Zaczynasz rozumieć swoją zajebistość. Podsumowujesz swoje dokonania. To, jaki jesteś, jakich masz ludzi wokół, co już zrobiłeś i jakie masz możliwości. Zaczynasz rozumieć, że lizanie ran to naturalny proces, który Cię wzmacnia.

Aż w końcu przychodzi ten dzień. W mózgu coś się przestawia i włącza się drapieżca. Ten leniwy i zraniony kot podnosi się z rozgrzanego pieca, napręża kręgosłup, prostuje uszy. Patrzy w stojący obok dzbanuszek i widzi swoje odbicie. Zwykły dachowiec przemienia się w prawdziwego lwa. Wylizał swoje rany i jest gotów walczyć dalej. Zrozumiał, że na pewnych rzeczach jednak mu zależy, i chce dalej o nie walczyć. A te rany i niepowodzenia tylko go wzmocniły. Zeskakuje na ziemię i, machając wesoło ogonem w lewo i prawo, idzie po swoje.

Co do fotek – wszystkie machnięte jeszcze jak młody szczyl byłem i do liceum chodziłem. Każde podczas treningów parkour, które też są dobrym sposobem na lizanie ran. Na zdjęciach Kuba.

A wy jak rozwiązujecie kryzysy wiary w to co robicie? Jaki jest twój model wychodzenia z takiego dołka? 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Rafał Opryszczko

    W bardzo prosty sposób. Towarzystwo innych osób, najlepiej najbliższych kolegów – ‚ Panowie, mam samogonkę do owalenia, wpadajcie, trzeba pogadać. Weźcie tylko coś do jedzenia, kiełbaski, ketchup chleb na ognisko.’

    Nie ma to jak kac, który mówi – o ku**a , przecież to takie proste, wystarczy zrobić! Taki mały reset. Może trochę to kosztowne zdrowotnie i pieniężnie, ale miało być w jaki sposób jeszcze rozwiązuję taki problem.

    Oczywiście – robię również tak jak Ty. Mnie osobiście bardzo pomaga towarzystwo ludzi i rozmowa z nimi.

    • Zdecydowanie dobry sposób ;) totalny reset, tylko wiesz – po tym resecie też przychodzi moment, że trzeba przemyśleć wszystko itp. Mimo wszystko, trzeba walczyć z własnymi myślami samemu. 

  • Dobre! :) Pokazuje, że w życiu wygrywają lwy, czyli ludzie, którzy po prostu walczą o swoje mimo tego, że czasem jest źle. Dlatego nie wierzę też w np okiełznanie strachu na 100%. Człowiek zawsze czegoś się boi. Ryzyka itp.. Różnica między tymi, którzy coś osiągają jest taka, że oni idą mimo tego strachu, a nie, nie czując go :)

    • Ja powiem więcej – jak się boisz to dobrze, bo znaczy, że się rozwijasz. Jak ktoś siedzi w domu i ogląda „W11 wydział śledczy i „pamiętniki z wakacji” to czego on się ma w życiu bać? Trzeba się bać ;) 

  • Katema16

    Tego mi było trzeba!!

  • Natalia B.

    Ja mam świetną przyjaciółkę, która nieważne czy problem jest mały czy wielki zawsze mnie wysłucha bez najmniejszego ale… i zawsze stara się rzucić na sytuację jakieś nowe spojrzenie i rozwiązanie. Mi najbardziej pomaga właśnie wyrzucenie z siebie problemu. A poza tym to zazwyczaj po tych „zwierzeniach” oglądam z nią głupie teleturnieje na YT (czyli też taka forma odmóżdżenia). Swoją drogą jestem pod wrażeniem – chociaż nie wiem czy to dobre słowo- pomysłowości japońskich teleturniejów. 

  • mia

    Świetnie trafiłeś z tym tekstem. W ostatnim tygodniu „dostałam po mordzie”, lizałam rany, podniosłam się, żeby teraz móc cieszyć się euforycznym szczęściem. Mam nadzieję, że jak najdłużej. :) Życie to taka sinusoida, żeby znaleźć się na górze, trzeba dotknąć dna. A z każdej porażki wychodzimy coraz silniejsi.

    • Czasem nawet warto dostać po mordzie, żeby trochę się ogarnąć :) 

  • Madzik

    Czasem trzeba sobie po prostu na chwile odpuścić.Każdy ma prawo na gorsze dni, nie zawsze musi być super.Odłączam się na ten czas od otaczającej rzeczywistości, wkładam słuchawki,odpalam ulubioną nutę, i przez ten czas nie ma mnie dla reszty świata.Tylko ja i muzyka:)koi duszę…

  • evemarie

    świetny post i myślę, że taki odnośnie każdego z nas. Odkąd jestem w Anglii przeżywam chwile zwątpienia i tęsknoty notorycznie, ale w międzyczasie snuję coraz to bardziej zaskakujące plany odnośnie przyszłości. Na niepowodzenia jest rada – kolejne działanie. Bo to wpływa na to, że stajemy się coraz lepsi, a nasze życie wydaje się wartościowsze. Ja przede wszystkim słucham pozytywnej muzyki, takiej do której mam tańczyć i często nawet tańczę, tak po prostu :) Myślę, że wiele mogą zdziałać najlepsi przyjaciele – w chwilach słabości nie patrzę na minuty, tylko nabijam rachunki na moim telefonie, bo to także z rozmów wywiązują się rozwiązania. 
    Na koniec przede wszystkim warto pamiętać, że nie ma sytuacji bez wyjścia, a każdy kolejny dzień jest możliwością poprawienia swojego błędu! Pozdrawiam! :)

  • Witam, to mój pierwszy wpis i chciałbym serdecznie przywitać wszystkich czytelników.

    Chcę podzielić się moją pewną obserwacją. Od jakiegoś czasu mam wrażenie, że moje życie składa się z 2 różnych, następujących jeden po drugim cykli. Pierwszy jest taki, że wychodzi dosłownie mi wszystko,  wszystkie plany udaje się zrealizować, wszystkie zbiegi okoliczności działają na moją korzyść – autobusy przyjeżdzają w momencie kiedy przychodzę na przystanek, na egzaminach dostaję pytania na które znam odpowiedź, udaje mi się załatwić tysiąc spraw jednego dnia… Ogólnie w każdej sytuacji sprzyja mi szczęście. Jednak taki cykl trwa około 2-3 tygodni i sytuacja zmienia się o 180 stopni – budzik przestaje mnie budzić na czas, ludzie zaczynają robić jakieś chore problemy, do zaliczenia kolokwiów brakuje mi dziesiących części punkta… i jakbym się nie starał cały świat staje przeciwko mnie i wszystko jest na NIE. Przychodzi wtedy wyżej opisany kryzys i trzeba z nim sobie radzić. Na całe szczęście ten zły okres trwa z reguły krócej niż dobry. Trzeba zacisnąć zęby i radzić sobie z przeciwnościami losu wierząc, że w końcu los się odwróci i wrócą lepsze dni :)

    Pozdrawiam prowadzącego, blog jest świetny i zawiera masę wartościowych wpisów, na pewno będę tu częściej wracał :)

    • Cholera, ładnie to określiłeś. Dwa cykle – mam to samo ;) nawet szukałem odpowiedzi skąd się to dzieje i mam pewną teorię. W Cykl dobry wchodzę zazwyczaj na skrzydłach jakiegoś sukcesu – czy to w firmie coś dobrego się wydarzy, czy to na blogu coś ciekawego wyjdzie, czy to jakiś plan podróżniczy itp. U mnie jest tak, że te sukcesy często się kumulują  bo często robię wiele rzeczy na raz i wtedy jest ten flow. 

      Kiedy wchodzę w sykl zły? Gdy lekko poluzuje śrubkę i pozwolę sobie na większy chilout. Z drugiej strony nie można ciągle jechać i działać – trzeba czasem tą śrubkę poluzować, żeby odreagować, więc myślę, że te cykle trzeba zaakceptować i robić swoje ;) 

      • Dokładnie tak! Sukces napędza kolejny sukces i maszynka się rozpędza, jednak po pewnym czasie zaczyna jej brakować ‚paliwa’, obroty spadają i przychodzi jakaś porażka… I jak ktoś już wcześniej napisał, trzeba wtedy porządnie ‚zatankować’ i można jechać dalej w pogoni za szczęściem :)

      • Gosia

        ja te cykle bym porownala do wedrowki po gorach w dwoch krajach. Polskie gory – przestrzen, szlaki, schroniska, piekna natura. Irlandzkie gory – murki, murki, murki, druty kolczaste, krzaki kolczaste, trawa, barany. 
        Ja wlasnie mam murkowy czas.
        Pozatym dobry wpis Maju przynajmniej widac zes czlowiek z krwi i kosci a nie grecki heros.

      • monika piwowarek

         Trafiles w sedno , ja zyje na 2 cykle juz od lat . Mam wlasny biznes i jak to widomo albo idzie labo nie .Zima to okres oczekwania na lato i skapy profit . Nic tylko sie zalamac , i plakac , pojawiaja sie pomysly sprzedania biznesu , wyjechania na konec swiata itd. , natmiast przydzie lato i to juz inna historia . Profit w gore i humor tez . Tego czego sie nauczylam przez te lata to to , zeby sie nie zalamywac zbytnio jak nie idzie , ale i rowniez nie  podniecac za bardzo jak idzie dobrze . Balans jest najwazniejszy , bo bez zimy nie byloby lata i odwrotnie .

        • No ja podobnie. Ostatnio mówiłem, że kiedyś to wszystko rzucę i postawię budę z kebabem ;) 

  • (((;

    ja jestem typem człowieka, który martwi się i stresuje do czasu aż czegoś nie postanowi :)   daję sobie czas na rozmyślanie, przeanalizowanie sprawy. dochodzę do porozumienia z samą sobą, a potem szybka decyzja- i odcinam się. ‚olewam to’ stało się moim życiowym mottem. wyciągam wnioski, staram się w przyszłości nie popełniać tych samych błędów-uczyć się na nich, ale tę konkretną sprawę w której zawiodłam i nie da się nic naprawić lub coś mi się nie udało odcinam od siebie:) to naprawdę skuteczne. trzeba wyciągnąć wnioski, a potem zapomnieć :)

  • Dzięki. Dokładnie takiego posta potrzebowałem, bo powiedzmy że „ciężko znoszę zimę”. Wpis skrojony na miarę mojego aktualnego stanu. Komentarze dopełniają miodności :D

    • Komentarze to największa zaleta tego bloga ;) 

  • Oh chyba tego potrzebowałam. 1,5 tygodnia temu dowiedziałam się, że 3-letnia przygoda mojego życia może się zakończyć lub w najlepszym przypadku ewoluować. Przez trzy dni było to osiąganie dna. Przepłakane noce, ataki myśli w dzień… no szczytowe dno. Jednak potem w głowie zaczęło coś się rozpromieniać. Nagle zaczęłam szukać, może nie pozytywów, ale jakiś plusów. Co mi Ci ludzie dali, czego mnie ta przygoda nauczyła etc. Dziś już jest prawie w porządku a ja kombinuję jak walczyć dalej. To pokazuję, że chyba naturalną rzeczą człowieka jest taka huśtawka życia. A co do tego, że nigdy nie będzie idealnie… to się nie zgodzę. Idealne są chwile. One nie trwają długo ale jednak…;) Czuje się pełnie szczęścia itd. 
    A sposób na wychodzenie z dołka, stresu? Kilka… to co ty opisałeś (oglądanie TV), ja nazywam prywatnie sieczką mózgową. Jakie to jest oczyszczające! A w gorszych sprawach i trudniejszych, to wyżej wymieniane osiąganie dna. Wtedy jeszcze można się odbić. Czasem nie ma co walczyć z emocjami. 
    Tymczasem wszystkim uśmiechu życzę!;)

  • Michał Krajewski

    Problem poniekąd leży w społeczeństwie i mętalności ludzkiej – dążenia do idealnośći, jedynych słusznych ścieżek, eksperymentowanie – a zwłaszcza porażki w nim, są krytykowane. Wmawia się od dziecka „ucz się dobrze, skończ dobre studia (najlepiej inżynierskie, prawnicze albo medycynę), idź do dobrej pracy, załóż rodzinę, spłódź dzieci, kup dom (na kredyt ofkrs) i dwa samochody (również na kredyt)”. Nie ma tu miejsca na eksperymenty, są „sprawdzone” schematy. Wiele osób spróbuje, z pokorą do nich wróci, wiele mimo ran nie podda się i dzielnie będzie szło do przodu ; )
    Z czasem porażki stają się na swój sposób fajne – można się z nich pośmiać, wyciągnąć wnioski, są czymś zupełnie normalnym, czasami nawet porządanym – kiedy nie wie się gdzie dalej iść ; )Pozdrawiam,Michał

    • No to jest takie pisanie życia pod klucz. To musi być strasznie nudne…

  • kk

    otóż to.. życie jest życiem :) piękne jest, ogółem, samym sobą. Ale problemy były, są i będą. Chyba najważniejsze jest podejście.. co my sami o tym czy tamtym myślimy i co z tym zrobimy. Niesamowici są ludzie, którzy myślą ‚oo temu to się powodzi, żadnych zmartwień, same pomyślności, saaaame powodzenia’.. a przecież to kosztuje wszystko ciężką walką z samym sobą i właśnie z życiem. Nikt nie ma ścieżki usłanej różami… ;) ale mimo wszystko, trzeba walczyć o to piękno!

  • Marta

    Nie ma wpisu, który by mi się nie podobał :)
    Ja najpierw słucham smutnej muzyki, potem już nie mam ochoty dłużej się nad sobą użalać i daję upust mojej złości. Tu sprawdza się mocniejsze brzmienie i rolki. Padnięta wracam do domu i spisuje problem, dzwonię/piszę do zaufanej osoby. Razem wymyślamy rozwiązanie. Potem włączam jakąś optymistyczną i motywującą listę i biorę się do roboty :)
    3 składniki: muzyka, czekolada, przyjaciele :D

  • A.

    Ja zazwyczaj muszę urządzić sobie wieczór użalania się nad sobą, jakie to życie niemiłe, ludzie złośliwi, ja beznadziejna (z czekoladą, serialami i dołującą muzyką w tle), żeby dojść do wniosku: ej, będę swoim bohaterem, wezmę to na klatę! Potem dobrze się wyspać i zaraz zabrać się za coś nowego – bo co wczoraj, to wczoraj. Nie dziś. Cytując Leopolda Staffa: „Co będzie, to będzie! W tym, co będzie, wszak przyszłość się przędzie!”.

  • Ruda93

    Dziękuje Ci. Czuję , że to post idealny dla mnie :> ale kiedyś będę  z dumą nosić biały fartuch i stetoskop ! eeej tez zbierałam pokemony!  nawet mam to gdzieś jeszcze schowane. pamiętam że na wszystkich przerwach w podstawówce w to grałam. Świetna sprawa :D 
    Właściwie to wydawało mi się zawsze , że Tobie się wszystko udaje. Masz takiego pozytywnego bloga! i właściwie miło usłyszeć , że też jesteś …człowiekiem:) Twoje rady są świetne.

    • Oooj ile mi się rzeczy nie udaje. Tylko rodzina / współlokatorzy wiedzą, ile ja przechodzę, ile jest momentów, że chodzę, przeklinam, rzucam przedmiotami. Nie ma lekko ;) 

      • Ruda93

        Ty przeklinasz? jakos nie umiem sobie wyobrazic Michala wkurzonego , naprawde :D

  • ZielonoWGłowie:)

    Cześć Wszystkim:)
    Mój sposób na doła? Cóż nie zawsze jest taki sam…wszystko zależy od tego z czym się borykam-problemy na studiach, w pracy, z przyjaciółmi, rodziną. Czasami wystarczy wieczór sam na sam z czekoladą, jakimś dobrym filmem i płaczem…tak czasami to na prawdę pomaga bo ile można w sobie dusić emocje? Niekiedy lekarstwem na smutki jest sport-biegam albo pływam i jakoś wszystko co złe  ze mnie „schodzi”. Ale najczęściej najbardziej pomocny jest drugi człowiek-przyjaciel, który wysłucha,popatrzy na problem z dystansu, poradzi. 
    Głowa do góry, po złych rzeczach zawsze przychodzą te dobre…życie!:D 

  • Martyna

     Ja na rozwiązywanie kryzysów wiary mam bardzo proisty sposób. Takie wyjście z dołka jest do ogarnięcia! W takich krytycznych sytuacjach wchodzę na  zyciejestpiekne.eu i czytam kilka motywujących wpisów. Kiedy poznaje twoje przygody itd. to dostaje takiego kopa do działania, że jestem w stanie rozwiązać każdy problem – Bo przecież ŻYCIE JEST PIĘKNE ! :D

  • Natalia

    Może nie na temat, ale muszę ci podziękować, bo dzisiaj zrobiłam coś, czego przeraźliwie się bałam, a z czym zwlekałam od dłuższego czasu i, choć tak naprawdę to dopiero początek, to jestem niesamowicie szczęśliwa i dumna z siebie, bo wykonałam pierwszy krok. I myślę, że twój blog bardzo mi pomógł w tym żeby się przełamać. I naprawdę to uczucie teraz jest niesamowite, człowiekowi chce się skakać. :D

    A jeśli o doły chodzi… Właściwie od jakiegoś czasu podchodzę do tego trochę luźniej, wiem że jakiś czas i mi minie, i po prostu staram się… przetrzymać. Skulić się w jakimś kąciku i tracąc czas na jakieś zapychacze czasu typu głupie seriale, albo strony internetowe, czekać aż mi przejdzie :) A zazwyczaj długo to nie trwa, bo mój nastrój należy do bardzo, bardzo zmiennych, zresztą co tu dużo ukrywać, nie twierdzę, że mam dużo problemów, za mała jeszcze jestem :”D

    A jeśli to taki chwilowy, nieokreślony i niewiadomozczegowynikający dół, to po prostu wychodzę na dwór. Chodzę sobie chwilę, jak ciepło to usiądę na ławce, jak zimno to powdycham mroźne powietrze. I człowiekowi od razu lepiej :)

  •  Dla mnie bardzo istotnym elementemw „lizaniu ran” jest wybaczenie samej
    sobie, bo nawet jeśli ruszymy do przodu lecz z ciągłym poczuciem winy i 
    pretensjami do siebie o przeszłość  to będzie to zatruwało naszą
    przyszłość. To co zrobiliśmy w przeszłości świadczy o tym kim byliśmy
    ale nie decyduje o tym kim będziemy :)

  • Product

    Z własnego doświadczenia wiem, jak takie dostanie od życia po twarzy może mieć czasem większe znaczenie w jego ulepszaniu niż cała masa dobrych zdarzeń. Podzielę się z Wami taką historią, może komuś ona pomoże w jakiś sposób.

    Było tak, że strasznie mi zależało na pewnej rzeczy. Pragnąłem jej z całego serca tak bardzo, jak rzadko czego w całym życiu. Pokonałem dziesiątki własnych słabości, zrobiłem setki rzeczy, których normalnie nie miałbym odwagi zrobić, żeby tylko dojść do celu. A ostatecznie – totalna porażka. Wszystko straciłem. Byłem tym tak załamany, że myślałem, że mi serce pęknie. Oczywiście teraz widzę, że to nie było warte takich rozterek emocjonalnych, ale wtedy, po całym tym okresie walczenia z samym sobą, po całym wysiłku, że nie dało to żadnego efektu, nie mogłem sobie tego uświadomić. Jak to możliwe, gdzie jest sprawiedliwość, czemu moje starania nic nie dały? Wszystko jest nie tak, to bez sensu, po co walczyć…

    To był taki zimny prysznic, taka bolesna nauka, że doprowadziło to do otwarcia nowego rozdziału w moim życiu. Zacząłem szukać odpowiedzi, czemu tak było, co zrobiłem źle, jak odnieść sukces. Trafiłem na bloga Michała Maja. Ten zmienił mój światopogląd. Pokazał dalszą drogę, a idąc nią nauczyłem się wielu cennych umiejętności, posiadłem niezwykłą wiedzę i znalazłem prawdziwą przyjaźń. Z pewnością nie byłbym tu gdzie jestem, gdyby nie tamta porażka, która zmusiła mnie do zmiany podejścia. Powiem więcej. Mam teraz to, o czym nigdy nawet nie marzyłem, co jest setki razy ważniejsze od rzeczy, której pragnąłem na początku. Teraz, patrząc wstecz, za żadne skarby bym nie zmienił biegu wydarzeń.

    To jest coś niesamowitego. W tamtej chwili porażki uważałem, że jest to jeden z najgorszych dni w moim życiu, teraz, po roku, mogę powiedzieć, że to był jeden z najważniejszych i najcenniejszych dni.

    Refleksji są z tego tysiące, ale żeby było w temacie to podkreślę jedną. Warto pamiętać, że porażka to taki system samoregulacji życia. To jest po prawdzie bardzo dobrze wymyślone! Jeśli coś jest nie tak – pojawia się porażka. Dzięki temu wiemy żeby coś zmienić, a to prowadzi do sukcesu i szczęścia. Najgorsze to przetrwać sam moment klęski i związane z tym emocje, ale w ogólnym rozrachunku to wszystko pracuje na naszą korzyść, jeśli tylko coś z tym zrobimy i się nie poddamy.

    • Super komentarz. Dokładnie mam to samo podejście. Patrzę wstecz na porażki i widzę  że gdyby nie one to nie byłbym tu gdzie jestem. Gdyby nie to, że nie dostałem się na te studia, które planowałem nie zacząłbym pracować na studiach, nie założyłbym firmy, bloga też pewnie nie byłoby itp. A to są rzeczy, które mocno na mnie wpłynęły ;) 

  • gość

    Super artykuł, tylko to ” zajebiste ” niepotrzebne.

    • Piszę tak jak czuje i od czasu do czasu mam ochotę użyć takiego słowa. 

      •  ja uważam, że czasem „zajebiste” czy inne „kurwa” jest dobre do zaakcentowania :)

        • gość

          Michale, podoba mi się Twoja naturalność. Jesteś młody , a mimo to tak wielu rzeczy się od Ciebie  uczę. Podoba mi się Twój blog.
          Im człowiek starszy, tym jego frasobliwość rośnie. Inaczej podchodzimy do życia
           Jestem matką nastolatków, kobietą 40 letnią. Uczę ich,tego co mnie wpajano a mianowicie,  że kulturalny człowiek nie używa przekleństw. Emocje można wyrazić naprawdę w bardziej cywilizowany sposób.
          Razi mnie , i nie tylko mnie, kiedy publicznie, często na wizji, słowa takie jak właśnie „zajebisty”, „dupa” a często i mocniejsze,  traktowane są jak poprawna  polszczyzna.
          Jako społeczeństwo chamiejemy niestety ( chamstwo jest mylone z asertywnością )
          Zasady są jakie są, są pewne normy społeczne i tego nie zmienimy. Wulgaryzmy to są niestety wulgaryzmy. To tak mało subtelne. Według mnie. Dlatego  wyraziłam swoje zdanie.
          Pozdrawia ciepło

          • Rozumiem i dziękuje za zwrócenie uwagi. Masz rację, nie jest to do końca dobra, ale raz na jakiś czas na blogu pojawiać się będzie. W szczególnych przypadkach, które będę teraz jeszcze bardziej filtrował ;)

  • Thelirium

    Od pewnego czasu czytam Twojego bloga, który zdaje się być panaceum na wszystko: „nie potrafisz czegoś rozpocząć – weź się człowieku w garść, znajdź sposób na wszystko w twoim życiu, co sprawia, że nie czujesz się szczęśliwy – bo możesz być szczęśliwy, tylko po prostu ci się nie chce, jakbyś zebrał przysłowiową „dupę w troki” to by się udało, ale widać nie chcesz, skoro nie robisz tak; coś ci nie wyszło – nie martw się, zdarza się i tak, to jest normalne, po prostu trzeba zacząć pracować znów, to była chwila słabości” – to takie trochę powierzchowne przesłanie Twoich tekstów odczytane przeze mnie, bo faktycznie nie przemieliłam jeszcze całego bloga. Jednak z tego co czytałam, sprowadzasz trudne z pozoru sytuacje, które zwykłemu człowiekowi wydają się prawdziwą katastrofą, do bardzo prostych wniosków – „just do it”. Nie wiem czy po prostu nie natrafiłam jeszcze na taki post, ale wydaje mi się, że te proste rady to takie trochę „spłycanie życia”. Tak bardzo bym chciała wierzyć we wszystkie te przesłanki, bo faktycznie Twoje rady są niezawodne, kiedy człowiek czuje się nieszczęśliwy z powodu jakie życie prowadzi (Twój blog niesłychanie pomógł mi w rozpoczęciu nauki do matury :)) Ale co ma zrobić człowiek, który czuje się nieszczęśliwy z nie swojego powodu? Na to pytanie nie znalazłam tutaj odpowiedzi, może mógłbyś dać mi odnośnik do takiego tekstu? Widzisz, znalazłam się w nowej i trudnej dla mnie sytuacji – 4 miesiące temu zmarła moja Mama, która wychowywała mnie samotnie, była dla mnie całym światem i mój cały świat się rozpadł. Stało się coś, czego bałam się najbardziej w życiu, więc powinnam się już niczego nie bać. Jestem w najgorszym położeniu w moim życiu, w którym nie chciałam się znaleźć nigdy. I do tego matura zaraz. Nie potrafię sobie pomóc, smutek mnie męczy bardzo. Chciałabym się cieszyć życiem i kiedy postanawiam sobie, że będę szczęśliwa to staję na rozdrożu – nie mogę być szczęśliwa skoro nie ma tu zmaterializowanej mojej Mamy, brak mi jej ciepła, bo była jedyną osobą, którą przytulałam. Ludzie tego nie widzą, bo nie upubliczniam tego, wydaje im się, że jest w porządku, bo kiedy pytają – tak też mówię, to nie ich wina i nie powinnam obarczać ich moimi przeżyciami. U psychologa byłam raz, ale do jedynym wnioskiem do którego doszłam jest to, że muszę sama sobie z tym poradzić, bo nikt nie zrobi tego za mnie. Z wierzchu wydaję się bardzo silna psychicznie, ale w środku jestem rozbita na milion części. I jak tu żyć pięknie? Przepraszam, ale dlatego treści na Twoim blogu wydają mi się trochę płytkie, ale bardzo pomocne dla przeciętnego człowieka. Przepraszam, może to ja mam gorszy dzień i potrzebuję śmietnika emocjonalnego.

    • Thelirium – źle trafiłaś. Widzisz, ten blog to nie jest rozwiązanie wszystkich problemów, a ja nie jestem lekarzem, który uleczy z wszystkiego. Ten blog ma inna formę – ja, swoim prostym mózgiem obserwuje świat i pisze co myślę. To, że ludziom się to podoba i inspiruje do zmian to inna sprawa. Twoja sytuacja jest ciężka i za cholerę nie potrafię Ci pomóc, bo sam nie wiem jak zachowałbym się. Trzymam kciuki, żeby Ci się udało wszystko uporządkować i cisnąć do przodu w trudniej sytuacji. Powodzenia :) 

    • Ja tylko dodam, że w takich momentach próbuję sobie wmówić, że po śmierci spotkam się z wszystkimi ukochanymi i tam będę z nimi już zawsze.. I.. naprawdę próbuję w to wierzyć. To i tak boli.. Także mówię sobie ,że na mój przykład, mój dziadek jest zawsze obok, chociaż kiepsko go pamiętam. Tobie, pomoże jedynie czas.. dużo czasu.. i wiara, że Twoja mama wciąż jest z Tobą, niematerialnie, ale jest, w sercu.

    • Mia

      Thelirium, byłam w podobnej do Ciebie sytuacji, 5 lat temu zmarł mój tata, nie będę mówić że było lekko, 2 lata praktycznie wyjęte z życiorysu, właściwie dopiero teraz staję na nogi. Treści Michała wcale nie są płytkie, bo życie tak naprawdę jest proste, tylko sami je sobie komplikujemy. W życiu każdego zdarzają się złe rzeczy, każdy będzie się kiedyś musiał zmierzyć z chorobą, śmiercią.. Ja teraz bardziej doceniam życie, chcę jak najwięcej zobaczyć, przeżyć… i nie przejmuję się głupotami (np. 2 z kolokwium, bo takie problemy da się rozwiązać).

  • Mr. Nobody

    Cześć Thelirium . Bardzo przykro mi z powodu Twojej Mamy , choć jest to zapewne bardzo trudny moment w twoim życiu ,Czas leci do przodu i się nie cofa , ale z 2 strony jest też dobra strona przemijania .Tak jak zapewne słyszałaś , czas leczy rany i jest to w 100% prawda . Nie da się na siłe być szczęśliwym jeżeli w sercu ma się smutek  .Choć wiem że łatwo jest pisać , a trudniej się przeżywa takie chwile ,to najrozsądniej było by tu pomyśleć o tym ,   Twoja Mama na pewno nie chciała by , abyś była smutna , tylko abyś szła przez Życie z podniesioną głową i uśmiechnięta .Niestety tylko tyle potrafię napisać od siebie ,wiem że człowiek potrafi wiele przetrwać ,ale  potrzebuje  zrozumienia i czasu .

  • Kamil

    Dziwi mnie to wszstko co jest tutaj napisane zdażaja mi się sukcesy ale jest jeden dzień radości i wcale nie czuje się przez to lepszy ani  gdy coś dotknie mnie porażka smuce się ale nie czuje się gorszy ani lepszy dzięki wnioskom jakie wyciągam ot tyle ode mnie
    Pozdrawiam Kamil :D

  • Ay

    Czytam Twojego bloga od jakiegoś czasu i muszę powiedzieć, że świetnie się nadajesz do tego, co robisz. : )
    Ten wpis szczególnie mi się spodobał, bo zobaczyłam, że inni ludzie też miewają gorsze chwile i nie oznacza to, że są słabi, ale jest to ludzkie i normalne. Odkąd poszłam do liceum, nastąpił gorszy okres w moim życiu, często byłam kompletnie zdołowana (wciąż zresztą tak mam) ale zdałam sobie sprawę, że nigdy tak naprawdę nie zamierzałam się poddać i po każdej takiej chwili zmuszałam się do ocierania łez i czułam się silniejsza, bo znowu się podniosłam i pokonałam kolejną przeszkodę. Nie jest to łatwe i wymaga ode mnie wielkiego wysiłku, ale czuję, że potrzebne. Gdyby nie taki kop od losu, gdyby wszystko zawsze było ok, nie zaczęłabym szukać (np. nie znalazłabym tego bloga), nie wprowadziłabym w życie kilku ciekawych pomysłów (tu również dzięki za inspirację).
    Czytając takie motywujące wpisy, jak na Twoim blogu jestem pewna, że przezwyciężę wreszcie ten kryzys i wiem, że jestem coraz bliżej!  :D

  • Patrycja Kowalska

    Panaceum na wszystkie „bóle życia”, jak wiemy, nie ma. Śmiem twierdzić, że to nawet bardzo dobrze. Bo kim byśmy byli bez tych wszystkich dołków? Zapychania się lodami na kanapie, oglądaniem (nawet „Ojca Mateusza”) telewizji, oczyszczającymi seriami płakania (w sumie to do kobiet)? Być może bezdusznymi robotami – byśmy byli… 

    Dołki same w sobie miłe nie są. Czasem wręcz to nie „dołek” a życiowa próba wytrzymałości naszych granic. Ale jest w tym wszystkim jeden, piękny aspekt, który ja autentycznie kocham. Samo-motywacja, która przychodzi po osiągnięciu tego najgorszego. Jaki wtedy power, jakie życie w człowieka wstępuje. I dotyczy to każdego rodzaju kryzysu: życiowego, zawodowego, przyjacielskiego, miłosnego, rodzinnego… no wszystkiego. A sposoby na przetrwanie do tego dnia samo-motywacji? Mam jeden sprawdzony. Zmiana miejsca otoczenia. I bynajmniej nie chodzi o wielkie podróże ale czasem zwykła zmiana miejsca. Przejście się do kawiarni, czytelni i tam poczytanie a nie np. w pokoju, gdzie się człowiek cały miesiąc do sesji uczył, park… nawet na godzinkę. Od razu lepiej. Dlatego ja spieprzam (dosłownie) za kilka dni ładować baterię do tego Waszego wspaniałego Krakowa;D 
    Ta perspektywa sprawia, iż żaden dół nie dopadnie mnie teraz. Oo… kolejny sposób. Stworzenie sobie fajnych perspektyw? Pozdrawiam.

  • zagatka

    Pamiętam jak jeszcze w szkole, gdy musiałam się uczyć do sprawdzianu, albo miałam jakiś problem, patrzyłam sobie na swojego kota, który aktualnie spał i myślałam: „ten to ma dobrze”.
    A potem udało się, albo po prostu spotkało mnie coś dobrego, patrzyłam na kota i myślałam: „ten to ma nudne życie” :)
    Bez porażki, bez doła nie byłoby radości, sukcesów i euforii. Życie to sinusoida :) Warto przeżyć kryzys dla pięknych chwil, które nadejdą :)

  • Tyler

    „It’s only
    after we’ve lost everything, that we are free to do anything.”
    „Stop being
    afraid. Accept (not pretend to accept and fear) that pain and death are a part
    of life. So is failure,
    embarrassment etc. So don’t let it hold you back. Stop hiding behind religion,
    social clicks, drugs, video games whatever it is that makes you feel safe is
    holding you back!”

  • Do Góry!

    Właśnie wpadłem w ten drugi cykl… tfu, w dól po prostu!
    Dlaczego, cholera, najlepiej odbija mi się od dna?! I tak spadam, spadam.. łapię się gałęzi, ale tylko na chwilę, potem znów w dól. I tak do dna. Tam leżę. I dopiero potem się wkurwiam ostro i mówię DOŚĆ! I do roboty, zmiany, życie, działanie. I wspinam się po pionowej ścianie, gdy nagle potem z góry spada pełno lin, niektóre nawet z deseczkami do siedzenia, i jadę do góry…
    I po to, żeby nagle znów, potwór przeszłości, problem nierozwiązany, wady wewnętrzne mojego mózgu, mojego niespełnionego i być może niespełnialnego marzenia budowanego przez lata na fałszach z filmów chociażby, żal, że te czasy już nie wrócą, że już nie będę na studiach, straciłem je, demony wracają, atakują.
    I… na dno.
    Teraz znów czas się odbić.

    • Ja też znów jestem w cyklu złym. Trzeba ruszyć w górę, powoli, powoli. 

      • Do Góry!

        To może jakaś szybka wymiana pomysłów na dziś:
        co robisz by poprawić/przeżyć dziś?
        Ja przysypiam, serial, próba spotkania ze znajomymi.

  • magda

    Mój reset: tradycyjnie czekolada, przyjaciółka i zwyczajnie wspólny spędzony wieczór. Od czasu do czasu bywa jednak tak, że odbicie od dna każdy musi przejść sam- wtedy spędzam dzień czy dwa po prostu w zupełnej izolacji. Dla mnie duze znaczenie ma dziennik, który prowadze. ( ale nie blog i nie do wglądu)  Takie samooczyszczenie pomaga! :D

  • natalia

    W jednym z powyższych komentarzy ktoś napisał, że w czasie kryzysu ma ochotę rzucić wszystko i zacząć robić coś nowego w zupełnie innym miejscu. Często zastanawiam się czy to jest dobre rozwiązanie? Kiedyś spotkałam się z opinią, że nie powinno podejmować się żadnych poważnych decyzji w momentach jakiegoś załamania, ale z drugiej strony wtedy nasza determinacja jest o wiele większa. Za to jeśli zaczniemy już coś przemyślać, rozkładać na czynniki pierwsze to zazwyczaj rezygnujemy z jakichkolwiek zmian. Moja odwieczna rozterka – co jest lepsze spontaniczność czy rozsądek???  Rodzi się jeszcze jedno pytanie: czy mamy cieszyć się z tego co mamy i nie narzekać, bo przecież są ludzie którzy mają gorzej, czy mamy dążyć ciągle do czegoś nowego, zwłaszcza jeśli gdzieś w głębi odczuwamy taką potrzebę?

  • Martine

    Super tekst – po prostu trzeba stać się na chwilę tym kotem i nie udawać że może się dalej niż się może akurat w tej chwili, później oglądam cały sezon jakiegoś amerykańskiego serialu i w pewnym momencie zaczynam się śmiać z serialu , a potem nabierać dystansu do całej reszty. Pozdrawiam autora świetna strona:)

  • Ania

    Jeden z najbardzije motywujacych wpisów na tym blogu :)

  • Agnieszka

    Chyba zaczęło się od postu z poszukiwaniem hobby.. przeczytałam, pokiwałam głową przed monitorem, pomyślałam fajny, ciekawie i pożegnałam Twój blog. Kolejne „Kilkanaście”minut spędzam na przeglądaniu innych stron, poszukiwaniu nowych artykułów, jeden drugi trzeci blog… hmmm.. czekaj czekaj ale w tym pierwszym było to jakoś fajniej opisane, jakoś tak po mojemu…. wracam (krótki przegląd historii znowu jestem u Ciebie) powoli się rozglądam jeden, drugi, trzeci artykuł i tak już jestem od paru tygodni.. po słowach „Zaczynasz rozumieć swoją zajebistość.” – usta bezwolnie ustawiają się do uśmiechu, stwierdziłam zostaje i ujawniam się jako kolejna „fanka”:) powodzenia w realizacji wszystkich planów, podziwiam i motywuj nas dalej, mocniej, bardziej:)

Przeczytaj poprzedni wpis:
Rewolucja dziania się