Lizanie ran

Można mówić, że życie jest piękne, a jednocześnie dodać wiele innych słów je określających – ciężkie, trudne, skomplikowane. I tak jest. Mamy ogromne możliwości i szanse, możemy zrobić w zasadzie, co tylko chcemy, ale często w trakcie robienia tego coś nie wychodzi.

Wszyscy to przeżywamy i na pewno wiecie, o czym mówię. Są momenty, gdy coś nie idzie, cały misterny plan wali się w gruzach, okazuje się, że nasz pomysł nie działa. Ja też tak mam. W takich chwilach mam ochotę, niczym kot, zwinąć się w kłębek gdzieś w kącie, obok jakiegoś ciepłego pieca, leżeć, nic nie robić i tylko lizać rany. Straszne uczucie – bezradność, chęć rezygnacji i brak sił. Co w takich chwilach robić? Stać się tym kotem.

Parkour

Naturalna kolej rzeczy

Zrozumiałem, że pewne niepowodzenia to naturalna kolej rzeczy. Nigdy nie jest idealnie i zawsze trzeba rozwiązywać pewne sprawy. Zauważ, że muszą to robić wszyscy, bez względu na wiek, miejsce zamieszkania, zawartość portfela itp. Zmienia się tylko ich forma.

Pamiętam, jak w szkole podstawowej była moda na pokemony. Istny szał – kupowało się lejsy nie dla tych chipsów, tylko dla pokemonów. Ile ja wydałem na to pieniędzy. Najgorsze było to, że pokemony były tylko w niektórych  paczkach. To był hazard – kupuję paczkę, a pokemona brak. Kupuję następną – pokemona brak. No ciśnienie mi się podnosiło. Pokemonami się grało i czasem się je przegrało. Pamiętam, jaki dramat przeżywałem, jak straciłem kilka dobrych jednego dnia. Po prostu nie miałem farta, a w sercu czułem ogromny ciężar.

A pamiętacie swoje pierwsze wagary? Uciekłem z ostatniego w-fu i religii. Przez kilka następnych dni przeżywałem koszmar, bo „co będzie, jak się rodzice dowiedzą”. Nie będę wspominał o młodzieńczych zawodach miłosnych. To był prawdziwy koniec świata.

Parkour

Patrząc na problemy dziś, marzę do powrotu do młodych lat. Beztroskich zabaw na podwórku, biegania od rana do wieczora i… rozwiązywania tych wielkich na tamte czasy dramatów. A przecież wtedy one były takie trudne. Często były dramatem nie do rozwiązania. Zapewne za kilkanaście lat będziemy się śmiać z tych dramatów, które przezywamy dziś. Jak ja tęsknie za czasami, w których sesja na uczelni była jedynym problemem do rozwiązania. dziś to przerywnik  pomiędzy rzeczami trudniejszymi, który prędzej czy później i tak zrobię.

Myślisz, że pieniądze rozwiążą twój problem? Spójrz na ludzi bogatych i zapytaj ich, czy są szczęśliwi. Oni ciągle muszą rozwiązywać problemy. W co zainwestować, co zrobić z kontrolą z urzędu skarbowego, co zrobić z niewypłacalnymi klientami, oszukującymi partnerami itp. Dla kontrastu spójrz na biedaka, który kręci się koło dworca i próbuje zebrać parę groszy. To jest dokładnie to samo, tylko wymiar się zmienia.

Krótko mówiąc, nigdy nie będzie idealnie. Zawsze coś się będzie sypać i psuć. Jeżeli przez kilka dni masz chwile spokoju, to znaczy, że czarne chmury zbierają się i coś przyjdzie. Ty masz ten problem rozwiązać.

Nie wszystko musi wychodzić. Wartościowe rzeczy nigdy nie leżą na srebrnej tacy gotowe na schrupanie. Czasem trzeba dostać po mordzie, upaść, poczuć smak przegranej, aby dopiero później coś zdobyć.

Jak lizać rany?

Ja zazwyczaj robię tak, że pozwalam umysłowi odciąć się na moment od zmartwień. Robię coś innego, staram się zapomnieć. Nie lubię tego, ale nie jestem w stanie tego okiełznać, bo to się dzieje w głowie. Pozwalam sobie na chwilę nieróbstwa. Oglądam filmy i seriale. Ostatnim razem w taki sposób przeleciałem „Misję Afganistan”, „Magię kłamstwa”, a nawet w wielkim kryzysie połakomiłem się na kilka odcinków „Ojca Mateusza” . Bo co? Inni mogą, a ja nie?

Gdy przechodzi pierwszy kryzys, zaczynam myśleć, co z tym fantem zrobić. Odpuścić? Walczyć? Kiedyś włączał mi się jeszcze destruktor, ale to było bardzo złe. Po prostu niszczyłem to, co zbudowałem, a później żałowałem. Teraz analizuję, zastanawiam się, wzmacniam psychicznie…

Parkour

Przeciągnij grzbiet!

Tak się dzieje do momentu, gdy zdasz sobie sprawę ze swojej sytuacji, która na dobrą sprawę nie jest taka zła. Zaczynasz rozumieć swoją zajebistość. Podsumowujesz swoje dokonania. To, jaki jesteś, jakich masz ludzi wokół, co już zrobiłeś i jakie masz możliwości. Zaczynasz rozumieć, że lizanie ran to naturalny proces, który Cię wzmacnia.

Aż w końcu przychodzi ten dzień. W mózgu coś się przestawia i włącza się drapieżca. Ten leniwy i zraniony kot podnosi się z rozgrzanego pieca, napręża kręgosłup, prostuje uszy. Patrzy w stojący obok dzbanuszek i widzi swoje odbicie. Zwykły dachowiec przemienia się w prawdziwego lwa. Wylizał swoje rany i jest gotów walczyć dalej. Zrozumiał, że na pewnych rzeczach jednak mu zależy, i chce dalej o nie walczyć. A te rany i niepowodzenia tylko go wzmocniły. Zeskakuje na ziemię i, machając wesoło ogonem w lewo i prawo, idzie po swoje.

Co do fotek – wszystkie machnięte jeszcze jak młody szczyl byłem i do liceum chodziłem. Każde podczas treningów parkour, które też są dobrym sposobem na lizanie ran. Na zdjęciach Kuba.

A wy jak rozwiązujecie kryzysy wiary w to co robicie? Jaki jest twój model wychodzenia z takiego dołka? 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Rewolucja dziania się