Niestety, nie wszystko wychodzi

Dzisiejszy wpis nie spodoba się wielu osobom i pewnie zbudzi sporo kontrowersji, ale zawsze miałem ochotę go napisać. Kopie sobie nim pewnego rodzaju grób i zapewne część osób dojdzie do wniosku, że zaprzeczam sam sobie (choć tak nie jest). Niestety, trzeba się z pewnymi rzeczami zmierzyć i myślę, że każdy z nas powinien się zastanowić jaki jest tego wszystkiego sens.

W świecie rozwoju osobistego- naszej małej blogosferze są pewne fale mody na różne tematy. Co pewien czas moda ta zmienia się, a razem z nią podejście i strategia ludzi. Niestety, musze Was zasmucić. Niewielu z nas osiągnie to co zamierza osiągnąć.

Pierwszy przypływ- prawo przyciągania

Pierwszym przypływem mody w naszym światku rozwojowym był „Sekret” i prawo przyciągania. Przyznam się szczerze, że na tym temacie sam wpłynąłem w inne zagadnienia i  musze powiedzieć, że wiara w „prawo przyciągania” bardzo dużo mi dała.

W pewnym momencie obudziłem się jednak i zauważyłem, że tutaj nie ma żadnych magicznych prawideł tylko moje czyny. Po prostu wierzyłem w coś tak mocno, że dostrzegałem ogromne możliwości i wykorzystywałem je. Tutaj nie ma żadnego kosmosu- są nasze działania. Potem temat „Sekretu odszedł na drugi plan i pojawiło się nowe modne zagadnienie- dochód pasywny.

Drugi przypływ- dochód pasywny

Dochód pasywny pojawił się wraz z „Bogatym, biednym ojcem R. Kiosakiego. Znów uderzę się w pierś- też w to uwierzyłem, a książkę „Bogaty biedny ojciec” mam na półce i wciąż chętnie polecam znajomym. Dlaczego? Bo koncepcja jest piękna. Pracujesz, pracujesz, wyrabiasz sobie pewne pasywa, które potem na Ciebie zarabiają. Przykładem takiego dochodu pasywnego może być mieszkanie, które wynajmujesz, ewentualnie książka napisana i wydana, która przynosi comiesięczne przychody autorowi, bez wkładania regularnej pracy. Oczywiście, bardzo mądre tylko trudne do zrealizowania.

Mimo to, pojawiła się fala specjalistów od dochodu pasywnego, którzy zakładali strony, wkładali, tam adsense i cierpliwie czekali na swoje dochody pasywne. To, że Łukaszowi się udaje, nie znaczy, że uda się każdemu. To nie jest takie proste– trzeba włożyć ogromną pracę.

Wielu ludzi się o tym przekonało rzucając pracę na etacie i zakładając rożnego rodzaju e-biznesy. Moim zdaniem e-biznes to strasznie trudna sztuka i dużo łatwiej zarobić pieniądze w innych branżach. Trzeba mieć ogromną wiedzę oraz doświadczenie, a do tego włożyć kupę wysiłku zanim ten biznes wypali.

Trzeci przypływ- minimalizm

Potem nie wiadomo skąd pojawił się trend minimalizmu. Od razu podkreślam, że ja zgadzam się z całą ideą tej „filozofii”. Nie lubię tego konsumpcjonizmu i otaczania się  niepotrzebnymi przedmiotami. To naprawdę nie idzie w dobrą stronę. Czemu jednak uważam to za kolejną modę? Bo po raz kolejny jak grzyby po deszczu wyrosły nam blogi minimalistów, którzy ograniczyli swoje rzeczy do 100, robili listę swoich przedmiotów w łazience, kuchni itp.

Oczywiście każdy ma prawo do tego i mimo wszystko cenię tych ludzi, że włączają jakieś alternatywne myślenie, ale ja po prostu nie widzę potrzeby wyrzucania ołówka tylko dlatego, że mam dwa. Nie problem dla mnie mieć kilka długopisów, mazaków i innych przyrządów do pisania, bo wiem, że pewnego zimowego wieczoru jeden długopis się zepsuje i będę potrzebował zastępczego.

Jeszcze raz podkreślę- Doceniam minimalizm i rozumiem go jako ograniczenie swojej niepotrzebnej konsumpcji i usunięcie kultu materializmu. Nie pasuje mi po prostu ograniczenie się np. tylko do 100 rzeczy i zabawy w inne wyliczanki. Dziękuje, koniec podkreślenia.

Czwarty przypływ- niezależność i wolność całkowita

Po dochodzie pasywnym przeszła trzecia wielka moda jakim są relokacje, wolność i niezależność. Znów wielkie słowa. Zobaczcie, w każdej rewolucji i wojnie walczy się o wolność. Niezależność- coś magicznego o czym marzy każdy. Myślę, że ludzie zauważyli, że ten dochód pasywny to nie taka prosta sprawa, ale dostrzegli przy tym, że  przecież można inaczej. Wystarczy znaleźć pracę, która pozwala na pracować przez Internet, podróżować, leżeć na plaży, popijać driny z palemką, patrzeć na piękne kobiety w hawajskich spódniczkach (tudzież panie na panów), a od czasu do czasu (najlepiej 4 godziny tygodniowo) doglądać biznesu przez Internet. I znów pojawił się wysyp blogów o niezależności.

Dla mnie jakimś kosmosem są specjaliści z USA, którzy są nie tylko niezależni finansowo i od lokalizacji, ale dodatkowo od państwa! Swoje pieniądze trzymają w różnych bankach, na różnych kontynentach, budują sobie domki w różnych dziwnych miejscach i cieszą się całkowitą wolnością i niezależnością. Pytam tylko po co. Jasne, teorie spiskowe o wielkim rządzie światowym i kontroli wszystkich ludzi są ciekawe, ale ludzie- trzeba jakoś żyć. Z resztą jaka to prawdziwa niezależność? Zabraknie Internetu i niezależność takich osób kończy się. Chcesz być niezależny? Nawet jak będziesz piekł własny chleb, jadł tylko z własnego ogródka i chodził w workach uszytych własnoręcznie to nadal nie będziesz niezależny, bo na tej ziemi żyją inni ludzie. Po prostu musimy jakoś z nimi egzystować. Wiem, że to daleko idące myślenie, ale niestety, nie możemy być w 100% wolni i niezależni.

Według mnie sztuką jest zachować część niezależności dla siebie, a część przekazać otoczeniu i innym ludziom. Życie w harmonii z innymi daje wolność.

 

Ze skrajności w skrajność

  • Czemu o tym wszystkim piszę? Bo ludzie popadają ze skrajności w skrajność. Pojawia się bum na minimalizm- i wszyscy lecą z pełnymi pudłami na śmietnik. Nie można być fanatykiem i popadać w takie skrajności. Skrajne myślenie i wchodzenie tylko na „jedną właściwą ścieżkę” nie prowadzi do niczego dobrego.
  • Trzeba pracy. Zajebiście dużo pracy. Każda z tych teorii działa i ma sens tylko żeby przynosiła skutki trzeba na to pracować. Nie zrobisz dochodu pasywnego w jeden dzień. Ludzie to robią latami i wkładają ogrom energii, żeby to miało skutki. Wiele osób myśli, że dorobią się, kupią mieszkanie, dadzą pod wynajem i co miesiąc będą zbierali kasiorę leżąc na Kanarach. To tak nie działa i świetnie opisał to Jan Fijor w książce „jak zostałem milionerem”. Wynajmujesz mieszkanie np. studentom, po miesiącu przychodzisz a tu pół kuchni rozwalone, a na ścianie namalowany sprayem penis. Nic nie zrobisz, bo oni wyprowadzą się i remont przeprowadzić będziesz musiał na własny koszt. Oczywiście zaraz ktoś napiszę, że wystarczy dobrze sporządzona umowa, która Cię przed tym zabezpieczy, ale teraz idx z tym do sądu i spróbuj szybko wygrać sprawę. Innym przykładem może być sytuacja, która wiele razy miała miejsce w Polsce i dużo się o tym mówi.  Ttoś wynajmuje mieszkanie rodzinie, a ta nie płacąc czynszu zajmuje je i nic nie zrobisz- nie możesz ich wyrzucić na zbity pysk. Możesz odcinać prąd, gaz, a naślesz łysych panów, to jeszcze siedzieć pójdziesz. Takie prawo. Oczywiście to nie zmienia oczywiście faktu, że mieszkanie lepiej mieć, niż nie posiadać go wcale. Chodzi o to, żeby patrzeć na dwie strony medalu- nie idealistycznie i utopijnie. Nie ma rozwiązania idealnego i każdy wybór wiąże się z pewną odpowiedzialnością i obowiązkami.

Spójrz prawdzie w oczy

Niestety musze to napisać, ale większość z nas- młodych, aktywnych, pełnych wspaniałych idei i planów będzie musiała zapomnieć o swoich celach, planach, marzeniach, wyląduje na etacie i popadnie w standardowe życie. Dlaczego? Bo trzeba cholernie dużo pracy i zaangażowania, aby COŚ się zrealizowało. Myślę, że trzeba być pewnego rodzaju wizjonerem, który tak mocno wierzy w swój cel, że jest w stanie poświęcić bardzo dużo, aby ją zrealizować. Co możesz zrobić?

Zastanów się nad sobą. Oglądasz, czytasz, chłoniesz- i co z tego? Jakie masz efekty? Ile zyskałeś? Gdzie idziesz, a gdzie jesteś? I najważniejsze- Ile włożyłeś prawdziwej pracy, aby ta twoja wizja naprawdę się skrystalizowała? Łącząc te wszystkie koncepcje niektórzy próbują stworzyć dochód pasywny pracując nad tym 4 godziny w tygodniu marząc o podróżach i relaksie. Najpierw trzeba na to zapracować.

Żeby nie było tutaj dyskusji-  życie jest piękne i mamy ogromne możliwości. Każdy z nas może niemalże wszystko, jesteśmy po to, żeby robić wielkie rzeczy. Żeby jednak do tego dochodziło nie wystarczy czytać i pozytywnie myśleć- trzeba jeszcze działać. Jak mówił jeden polityk w naszym kraju- Czyny, nie słowa. Wielkie sukcesy stojąprzed każdym z nas, ale często brakuje pracy i samozaparcia. Pamiętaj o tym.

Zbliżam się do końca. W przypływie weny upisałem się jak głupi, a są filozofowie mądrzejsi ode mnie, którzy wszystko, to co wyżej zostało napisane zmieścili w dwóch prostych wyrazach. Radze obejrzeć i przypominać sobie codziennie.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Michał Pe

    Bardzo dobry wpis. Osobiście uważam, że trzeba z każdej z tych ‚filozofii’, czy jak to inaczej nazwać (może trendów), wyciągnąć po trochu. Nie chłonąć ślepo każdej nowej idei, tylko każdą analizować i wyciągać najlepsze cechy danej „mody”. Wtedy stworzymy DLA SIEBIE idealny styl bycia.

    Co do filmiku, moim zdaniem lepszy i bardziej wymowny – http://www.youtube.com/watch?v=gxvNGy5jUeA ;D

    • Anonim

      Myślałem, który z tych filmików dodać, ale ostatecznie padło na murzyna :) Masz rację odnośnie tego czerpania z różnych „filozofii” :) 

  • Kara

    Dobry wpis… i potrzebny :)

  • CRANK

    Jak dla mnie to jeden z lepszych wpisów. Był on potrzebny na Twoim blogu i prawdę mówiąc brakowało mi go. Może niektórzy nie zrozumieją do końca co masz na myśli, ale fajnie, że zmierzyłeś się z tym tematem. 

    To wpadanie w skrajności niestety jest bardzo częste, również u mnie, ale wydaje mi się, że lepiej w nie wpadać niż mieć zamknięty umysł na wszystko co nowe. 

    • Anonim

      Crank- dla mnie to też jeden z lepszych wpisów, ale wiem, że może wywołać burzę. Boje się robić takie wpisy, bo często użyje jakiegoś skrótu myślowego, napiszę coś co dla mnie jest logiczne, ale później inni odbierają to inaczej. Pisanie to trudna sztuka. 

      • Michał, gratuluję odwagi. Burza może być tylko z jednego powodu – zbyt wiele osób robi kasę na tych, którzy chca się nauczyć jak mieć pasywny dochód. To jest dla mnie jeden z największych absurdów – sukces odniosła garstka tych, którzy sprzedają wiedzę właśnie na temat zarabiania przez internet. A ludzie wierza w magiczne przepisy. Ok, niech próbują, niektórym pewnie sie przyda. Ale fajnie, że napisałeś coś takiego trzeźwiącego. pozdrawiam :)

        • Anonim

          Joanna- dzięki za miłe słowa, ciesze się, że wpis się spodobał. Masz rację- na dochodzie pasywnym najwięcej zarabiają Ci którzy uczą jak go osiągnąć ;) 

  • Magda Bednarczyk

    Chyba wpis trochę nawiązuje do zniknięcia rentierskiego bloga, co?:)

    • Anonim

      Magda- trochę tak, natomiast w żaden sposób nie pije tu do Marcina, bo on osiągnął bardzo dużo i szanuje jego decyzję i jego samego- jako człowieka. Niewielu odważa się na relokacje i jest w stanie samemu nauczyć się języka obcego więc tutaj pełny szacunek. 

  • Świetny wpis Michał :) Jest idealnym podsumowaniem naszej polskiej blogosfery, która jest w dużej mierze skoncentrowana na słowach, nie czynach, tak jak wyżej wspomniałeś.

    Z drugiej strony wg mnie wpadanie ze skrajności w skrajność jest dobre. Patrzenie dalej niż możesz sobie na to pozwolić pozwala Ci spojrzeć na tą sprawę z wielu różnych perspektyw. Mając daleko przed sobą cel, im bardziej jest on trudniejszy do osiągnięcia, tym więcej detali zaczynasz zauważać.

    Z jednej strony jest to nierozważne, bo porywamy się trochę z motyką na słońce, z drugiej strony tak jak napisałeś, właśnie Ci wizjonerzy którzy robili wszystko po swojemu, nie słuchali innych osiągają największe sukcesy.

    Wydaje mi się, że problemem tu jest konsekwencja, a właściwie jej brak, oraz brak umiejętności cięcia strat. Za bardzo przywiązujemy się do rzeczy, projektów, osób, do których mamy sentyment, ciężko jest nam zerwać z niewypałami, bo cały czas mamy wiarę w to, że a jednak coś może się zmieni.

    Dla mnie pod tym względem zbawienna była gra na giełdzie papierów wartościowych, na której mamy masę graczy, którzy do końca wierzą w to, że nagle sytuacja będzie o 180 stopni inna, niż była do tej pory. Najczęściej, tak jak ja, oni ostatni gaszą światło na tonącym okręcie. Ja dostałem na gpw po dupie i wiem, że nie ma co się łudzić, dodatkowo ilość problemów, która mnie spotkała na przestrzeni dwóch lat prowadzenia biznesu, pozwoliła mi wykrywać pewne zagrożenia, które mogą uwalić mój biznes.

    Szerzej otwórzmy oczy i bądźmy bardziej zdeterminowani na naszych celach + nie wmawiajmy sobie, że każdy z naszych pomysłów jest idealny. Ciężko się zabija projekty, nad którymi spędziliśmy masę godzin, ale jeżeli nie wnoszą one nic pozytywnego do naszego życia, to nie ma sensu się nawet nad tym zastanawiać.

    • Anonim

      Piotrek- Wpadanie ze skrajności w skrajność a patrzenie dalej niż możesz sobie na to pozwolić to dla mnie dwie inne rzeczy. Skrajnością dla mnie jest np. pilnowanie krzyża w Warszawie i nie przyjmowanie do siebie żadnych innych opcji i dróg. Czasem jeszcze zmienia się te skrajności i tak naprawdę w żadnej nie zatrzymuje na dłużej.

      Patrzenie dalej niż jesteśmy w stanie w danej chwili dotrzeć to bardzo ważna rzecz. Określasz ogromny cel, mniejsze kamienie milowe i w końcu zdobywasz to. Tylko trzeba być konsekwentnym. 

  • Kuba

    Oj tam oj tam kopiesz sobie grób od razu – nie znam wszystkich Twoich wpisów, a bloga śledzę od krótszego czasu, ale ogólnie wiem jaka była idea napisania tego posta: dałeś ludziom konfrontację marzenia i plany vs rzeczywistość i życie. Każdy lubi sobie pomarzyć o ciepłych krajach, o palemkach, o fajnych dziewczynkach z krótkimi spódnicami, o pracy takiej jakiej napisałeś – kto o tym nie marzy! A dlaczego niewiele taką dreamjob osiągnie?
    Bo nie będą, zgodnie z wspomnianym filmem na końcu, zapie*dalać jak trzeba. Nawet na marzenia trzeba nieźle się naharować, bo niby dlaczego miałyby przyjść ot tak, za pstryknięciem palców?
    Każdy ma w życiu jakieś cele (jedne ambitne drugie mniej), a na blogu opisujesz różne techniki jak osiągnąć te cele i przy okazji wziąć swoje życie w swoje ręce i żyć na 100%. W porządku, jestem za, ostatnio akurat dosyć często zaglądam na blogi o tematyce rozwoju osobistego i prawie na pewno ogromna większość z tych wszystkich technik tam przytoczonych działa – jednak każdy z nas jest innym człowiekiem, z innymi dążeniami, innymi potrzebami, innymi statusami materialnymi i duchowymi i, na dobrą sprawę, dobranie sobie określonej techniki rozwoju osobistego tak, aby działała w naszym przypadku jest mega trudne – trzeba wszystkiego spróbować, nad wszystkim pomyśleć i wybrać to, co dla nas najlepsze, słowem – zapie*dalać trzeba.
    Dalej, uleganie wszelkim modom: jak człowiekowi powiedzą naiwnie, że ten jakiś nowy produkt zmieni jego życie o 180 stopni, przywróci mu jego ukochaną ex, sprawi, że kwiatki same będą się podlewać a zupa nigdy nie będzie za słona – sorry, moda modą, ale na wszystko trzeba spojrzeć trzeźwym okiem. Na studiach dziennikarskich uczono mnie, żeby prawie zawsze zadawać najprostsze pytania: a dlaczego? a po co? a jak to działa? Myślę, że gdy opanuje nas nagle jakiś super mega nowy pomysł zza Oceanu na super mega nowe życie, trzeba przystanąć i zadać sobie i odpowiedzieć szczerze na te trzy proste pytania. Człowiek opamiętany dojdzie do wniosku, że to jednak nie to i nie będzie tracił siły na zbędne głupoty. No, ale zanim to się stanie to się trochę namęczy, słowem – zapie*dalać trzeba.
    Dochód pasywny – napisałeś wszystko tak, jak ma być (od razu uprzedzam, że ekspertem nie jestem w tych dziedzinach): żeby coś zarabiało na Ciebie, najpierw Ty musisz zarobić na to ciężką pracą, ogromnym nakładem CIERPLIWOŚCI i pewną dużą sumą pieniędzy. Wszystko raczej jasne, słowem – zapie*dalać trzeba.
    Brak tej, moim zdaniem najważniejszej, cnoty – cierpliwości – jest kolejnym powodem porażek w spełnieniu marzeń młodych ambitnych ludzi. Współczesna cywilizacja wpoiła nam, że wszystko musi być teraz – musisz TERAZ coś mieć, musisz TERAZ coś umieć, musisz TERAZ coś zrobić, musisz TERAZ TERAZ TERAZ… za każdym razem gdy zamawiam coś w MC albo KFC (wiem, zło, ale czasami trzeba) i panna za ladą mi mówi, że „przykro mi, ale musi pan na zamówienie poczekać 2 minuty (SŁOWEM DWIE MINUTY, 120 SEKUND)” wybucham gromkim śmiechem i odpowiadam „proszę pani, ja na tego burgera czekałem zanim tu przyszedłem, poczekam te dwie minuty”. Dla mnie totalny absurd.
    Się rozpisałem i czasami nie na temat, ale już zmierzam do końca. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzeniem, że niewielu z Nas będzie w stanie osiągnąć to, co zamierzało z dwóch powodów: braku cierpliwości i niechęcią zapie*dalania. Ktoś sobie coś zaplanuje, ale będzie tego pragnęło już TERAZ, a nie widząc szybko oczekiwanych efektów prędko porzuci plany. Ktoś sobie coś zaplanuje, ale będzie to wymagało ogromnego nakładu sił, nie chcąc się męczyć prędko porzuci plany. Bez cierpliwości w zasadzie mało jest się zdolnym do zrobienia czegokolwiek ambitniejszego – mój przykład: interesuję się fotografią i wiążę z nią swoją przyszłość i zarobek, ale wiem, że od razu Richardem Avedonem nie jestem i zanim osiągnę jakiś przyzwoity poziom zarobkowy to minie naprawdę dużo czasu i w międzyczasie będę pracował w zawodach mało przypominających fotografię. Przytoczę tu od razu też przykład jednego z popularniejszych polskich fotografów, Bartka Pogodę, który jest dla mnie ucieleśnieniem marzenia – żyć i zarabiać na fotografii bez stresu. Bartek Pogoda, zanim zaczął pstrykać foty dla Newsweeka, Wprostu, Vivy i innych pism przebył naprawdę długą i ciężką drogę, którą przejść mogą tylko Ci z ogromną cierpliwością i siłą.
    Nikt nie powiedział, że życie jest łatwe, to dlaczego niby marzenia miałyby się łatwo spełniać? To jest chyba właśnie cena marzeń i planów, że łatwo nie przychodzą, wysiłek jest ogromny, ale smak satysfakcji do niczego nie porównywalny.
    Dlatego jest tak, jak piszesz – trzeba zapie*dalać na wszystko w życiu, a ja dodam, że trzeba też mieć ogromną cierpliwość. Na napisaniu tego komentarza spędziłem półgodziny swojego życia i zmęczyłem pewnie swoją klawiaturę, ale myślę, że było warto.
    Pozdrawiam i w ogóle życzę wszystkiego dobrego :)

    • Anonim

      Kuba- to jest jeden z najlepszych komentarzy na tym blogu- dzięki. Świetnie podsumowałeś to co ja napisałem. Zdjęcia Bartka Pogody znam i podziwiam. Dałeś naprawdę dobry przykład. Jeżeli marzenia przychodziłyby tak łatwo to nie dawałyby takiej satysfakcji :) 

  • adrub

    A ja się nie zgadzam.

    Ale po kolei bo trochę chaotycznie poruszyłeś tutaj kilka różnych wątków.

    1. Trendy dzisiejszego świata. Ze skrajności w skrajność.
    Ludzie lubią być z falą. A jak to na wodzie, wiatr się często zmienia.Tak samo jest z polską kinematografią. Najpierw był wielki trend na komedie romantyczne i powstało milion filmów typu „tylko mnie kochaj”, „francuski numer” itp itd. Następnie przyszła moda na wielkie postacie i powstało milion filmów o JP II, jakiś Janek Wiśniewski, Katyń itp itd.

    2. Piszesz, że nie należy ślepo patrzeć w te nazwijmy to „Drogi do szczęścia”.
    Ja osobiście uwielbiam „Sekret” i siłę przyciągania. Ale kto mówił, że taka siła rzeczywiście istnieje. Po prostu postępowanie zgodnie z tymi wskazówkami zmienia moje myślenie i to przynosi efekty.
    A w każdym z tych sposobów jest sporo racji i pomocnych tricków, więc czemu się do nich nie stosować? Oczywiście wszystko w granicach rozsądku.

    3. Piszesz, że i tak nie osiągniemy celów. Brzmi to jakbyś miał zły dzień, albo tydzień i tak właśnie traktuję Twojego posta. Nie wiem jak Ty, ale ja osiągnę wszystko co chcę, bo mogę wszystko! I takie myślenie daje mi energię, entuzjazm, pewność siebie i chęć działania.

    4. Co do tego, że trzeba zajebiście dużo pracować. Miałem kiedyś przyjemność rozmawiać z Piotrem Gadzinowskim – dziennikarz, satyryk, polityk. I on powiedział mi jedno – moim zdaniem niesamowicie trafne zdanie: „Rób to co lubisz, a nie będziesz musiał pracować”

    5. Co do trendów -sam jesteś swego rodzaju trendem i masa czytelników będzie Ci przytakiwać pod każdym postem.

    Pozdrawiam
    adrub

    • Anonim

      Adrub- dzięki za bardzo dobry komentarz. Lubię takie bo zmuszają do ciekawej dyskusji. 
      1. Na tym zarabia się pieniądze. Jeżeli znajdzie się taką potrzebę to trzeba z niej wyciągnąć jak najwięcej. Ta działa biznes.2. Ja tak jak napisałem również doceniam prawo przyciągania i bardzo dużo mi to pomogło. To był mój pierwszy rozwój osobisty, bardzo dużo dzięki temu osiągnąłem i nadal wielu osobom polecam „Sekret”. Przy czym nie należy leżeć i wizualizować. Samo z nieba nie spadnie a wiele osób właśnie tak rozumie prawo przyciągania.
      3. Akurat ostatnio u mnie same osiągnięte cele, choć z „gorszym dniem” dobrze wyczułeś, bo pojawiło się też trochę problemów. To niesamowite jak to co ja czuje w danej chwili przelewa się później na te wpisy :) Ja również wierzę mocno w to co chce osiągnąć, mam opracowaną ścieżkę i dążę do nich. Pewnie, że trzeba być optymistycznie nastawionym do tego ;) 
      4. Zgadzam się i właśnie to robię. Zapierdalanie przy czymś co lubimy daje ogrom satysfakcji i chyba wyciągnąłeś sedno sprawy. Myślę, że tutaj trzeba szukać swojego sposobu na życie.

      Reasumując- ja się z Tobą zgadzam Adrub. Mówimy o tym samym. O co więc chodzi? O to czego właśnie się boje publikując takie wpisy. Autor piszę jedno, a interpretacje są różne. Gdybyśmy usiedli i o tym porozmawiali to na pewno doszlibyśmy do consensusu i uznali, że mamy dokładnie takie samo zdanie. Po prostu interpretacja jest inna. Powodzenia :) 

      • adrub

        Witaj Michale,

        Cieszę się, że się zgadzamy. 
        Ogólnie rzecz biorąc myślę, że wiem co chciałeś napisać. Chciałeś do swojego bloga dorysować kotwicę, żebyśmy nie fruwali za blisko słońca :). Trochę ściągnąć nas na ziemię i pokazać że praktyka bywa inna niż teoria.

        Jednak moim zdaniem przelała się przez Ciebie jakaś taka gorycz i ten post wygląda jakbyś się poddał, czy stracił wiarę w to co robisz.

        Niestety tak jest z wirtualnym światem, że często nie oddaje tego co chcemy powiedzieć na prawdę i dlatego właśnie podziwiam wszystkich sensownych blogerów (w tym także Ciebie), którzy potrafią przekazać w sposób trafny i interesujący dokładnie to co chcą. 
        Tak więc zgadzam się, że gdybyśmy usiedli i o tym porozmawiali na żywo mielibyśmy consensus od samego początku. (co z resztą jest wykonalne, bo studiuję w Krk, więc jakbyś kiedyś miał ochotę na piwo ze swoimi czytelnikami, to daj znać ;P )

        pozdrawiam
        adrub – Grzegorz

        • Anonim

          Hehe bardzo ładnie określiłeś z tą kotwicą. Co do tej goryczy to kurcze, no dobrze węszysz, dobrze, że akurat pisałem wpis w zwiazku z pewnymi okolicznościami o których pisać nie chcę. Niemniej jednak z poddawaniem się nie ma takiej opcji, bo już nie raz ten problem rozwiązywałem a przede mną ogromne cele- w poniedziałek zarejestrowałem firmę a w niedziele maraton, więc jedziemy do przodu. 

          Co do piwa w Krakowie to bardzo chętnie. Napisz do mnie na mail to jakoś się umówimy :) 

          • adrub

            Hehe :) Zawsze miałem nosa do ludzkich nastrojów ;)

            a co do piwa, to odezwę się po niedzieli. Na weekend jadę na Ogólnopolski Zlot Autostopowiczów. Nie wiem czy słyszałeś o czymś takim.Zapraszam :)

            http://www.zlot.autostopik.pl/

  • Michał, brawa na stojąco za ten wpis!
    Gratulacje za otwarte oczy i mówienie ludziom prawdy, a nie mydlenie im oczu. Odważny jesteś. Wiesz, wydaje mi się, że ci, którzy teraz będą to krytykować wpadli w pułapkę, jaką oferuje rozwój osobisty i ta cała otoczka z nim związana. Chłopie, opisałeś życie, prawdziwe życie, a nie bajki, na których ludzie zbijają kasę (blogi, książki, szkolenia). Takich treści mi właśnie w polskiej blogosferze brakuje – dziękuję ;)

    Zapierdalać trzeba – choć brzydko to brzmi z ust kobiety, jest prawdą. Tylko praca, praca i jeszcze raz praca. Talent? Czy w ogóle coś takiego istnieje? Jest takie stare powiedzenie – „cierpliwością i pracą ludzie się bogacą” – ja się z tym zgadzam. Nie wierzę w cuda ekonomiczne, nie wierzę w prawo przyciągania. Wierzę, że systematycznie działając mogę osiągnąć małe lub większe sukcesy. A gdzie się tego nauczyłam? Może to zabrzmi dziwnie, ale to zasługa Królowej Nauk.

    Co do tych trendów się w pełni zgadzam, sama zauważam takie zachłyśnięcie się przez ludzi pewnymi tematami. Trochę to śmieszne, ale jakie realne. W końcu to siła tłumu… Minimalizm? Sama odchodzę już od pisania stricte na ten temat, ja jestem minimalistką z krwi i kości, szczerze mówiąc, trudno mi pisać o czymś, co jest dla mnie naturalne. Papkę o rozwoju osobistym już odpouściłam sobie jakiś czas temu. Wiesz co? Jakoś tak w moim życiu zrobiło się lżej, luźniej, a posty na blog piszą się same.

    Więcej takich wpisów poproszę ;)

    PS Znajdę Cię w październiku na UEKu?

    • Anonim

      Wasp- Dziękuje. No cóż, mógłbym naściemniać o cudownych tajemnych technikach, ale po co, skoro się to nie sprawdzi. Trzeba się zmierzyć z życiem i sięgać po swoje. Na wiele rzeczy trzeba zapracować. 

      Co do talentu to myślę, że coś takiego jest, bo jedne rzeczy przychodzą niektórym łatwiej, a niektóre trudniej. Pamiętać jednak trzeba, że tak naprawdę każdy z nas ciężką pracą jest w stanie nauczyć się wszystkiego. 

      w październiku mnie znajdziesz ;) Co prawda może nie na UEKu, bo mało tam będę bywał, ale ogólnie w Krakowie tak :) Zgadamy się mailowo. 

  • Tak to już jest, jedni wygrywają, drudzy popadają w skrajność.
    Jak kiedyś zza granicy trafiły świetne pozycje książek o niezależności, świetnej pracy itd, namnożyło się ludzi, którzy zaczęli opisywać swoje doświadczenia na podstawie tych dzieł.

    Kiedyś – z dnia na dzień rosła ich liczba, teraz – wręcz przeciwnie (takie mam zdanie).

    Co do dochodu pasywnego – zgadzam się z Tobą w stu procentach. Sam to widzę po sobie. Nie mam mieszkania, które mógłbym wynajmować, nie mam pracy, dzięki której mógłbym być niezależny od miejsca. Mam to, co moim zdaniem daje mi znacznie więcej wartości niż rzeczy, które podałem wyżej jako przykłady. Mam wiedzę.
    To czy ją wykorzystam, zależy już tylko i wyłącznie ode mnie.

    Tematy niezależności finansowej, minimalizmu znajdziemy praktycznie na każdym blogu (nawet namoim). Dlaczego? Może dlatego, że to jest na topie, ‚trendy’, ludzie chcą coś takiego poczytać i chcą dostać motywacyjnego kopa? Logiczne jest to, że jeden człowiek wpływa na drugiego, dobrym sposobem na dawanie takiej wartości jest przekaz w postaci arta na blogu, najlepiej opartego na własnym doświadczeniu, co nie zawsze się przekłada na prawdę (tzw. pisanie pod wyszukiwarki i na content, niż dla ludzi).

    Temat Marcina to już osobna bajka, polecam lekturę w komentarzach na blogu Łukasza (link w poście). Zrobił jak zrobił, jego sprawa.

    Odnosząc się do komentarza Wasp – „nie ma pracy, nie ma kasy”, i to jest prawda.

    Tak w ogóle to ja osobiście dałem się też wciągnąć w ten cały ‚idealny styl zajebistego życia’, na który mogą sobie pozwolić nieliczni. Załuję. Wydaje mi się, że to był błąd, mówię to na tle czasowym. Uważam, że było to jedynie zafascynowanie tematem i z czasem zniknie z mojego umysłu na zawsze.

    Jakby nie patrzeć… „zapierdalać trzeba”. :)

    • Anonim

      Przemek- każdy się w to wciąga, bo to fajne jest. I ja również się wciągnąłem, co przyznaje we wpisie. Niemniej jednak nadal twierdzę, że to jest dobre i osiągalne tylko trzeba włożyć wysiłek. Nie ma sposobów w „5 minut”. 

      Pozdrawiam ;) 

      • Oczywiście – jest to jak najbardziej możliwe osiągnąć niezależność finansową poprzez zbudowanie pasywnego dochodu. 

        ;)

  • Gosia

    Post jak dla mnie nie jest kontorwersyjny, w sumie to wyszło takie podsumowanie przemijającej epoki.
    Mamy dobę kryzysu i ona weryfikuje trwałość wszelkich baniek mydlanych jakie sobie potworzyliśmy.
    Wszelkie te magie i hokuspokusy pewnie powrócą jak kolejny raz zawita hosa mówiąc po giełdowemu.

    Dla mnie nie jest to kotrowersyjne bo wszelkie mody samorozwojowe czy inwestycyjne traktuje tak samo jak mody w ciuchach. Wybieram to co mi pasuje  w czym najlepiej się czuję i dostoswouje do moich możliwości. I to jest chyba najlepsza metoda na nieuwikłanie się bezsensownie w cały system jaki narzuca pewna tendencja czy filozofia. No chyba, że ktoś jest radykałem i we wszytsko wchodzi głeboko i daleko. Ja taka nie jestem.

    Fajne podsumowanie posty. Tak, tylko działanie daje rezultaty. Ktoś z komentujacych napisał, że niewierzy w talenty. Talenty są, jest to łatwość wykonywanie czegoś, ale łatwość nie oznacza, że odrazu się jest mistrzem.
    Przytoczę tu przykład dwoch moich kolerzanek skrzyapczek. Jedna z wielkim talentem ale leniwa, drug w szkole muzycznej nazwana antytalenciem ale ogromcnie uparta i pracowita. Pierwsza już dawno zapomniała jak wygladaja skrzypce wybrała cieplą posadkę w urzedzie, druga gra z największymi dyrygentami w Niemczech.
    Pierwsza ćwiczyła tyle by zaliczyć czyli godzinę przed ćwiczeniami, druga systematycznie codziennie przez wiele godzin. Dziś jest mistrzynią skrzypiec.

    Czytałam kiedyś badania przeprowadzone na muzykach, że aby uzyskać mistrzostwo trzeba poświęcić na 10 000 godzin ćwiczeń i wystarczy do tego 1%  talentu.

    Tak więc wychodzi by coś osiągnąc w stopniu mistrzowskim trzeba mieć 1% talentu a 99% to czyste „zapierdalenie”.

    • Anonim

      Gosia- dokładnie masz rację. Często „talent” sprawia, że ludzie są leniwi i nie pracują nad sobą. Dlatego osoby, które są wytrwałe, potrafią nad sobą pracować- osiągają dużo więcej. 

      O tej zasadzie 10 000 godzin też słyszałem. Ponoć Bill Gates tyle pracował, zanim osiągnął sukces itp. Nie wiem ile w tym prawdy jest ;) 

  • Julka

    To jest zdecydowanie Twój najciekawszy wpis!
    Masz rację, nie ma czegoś takiego jak 100% wolność; w jakimś stopniu zawsze jesteśmy zależni od innych, a oni od nas. To znak naszych czasów – szarpanie się, i próby samookreślenia przez postępującą izolację od reszty świata. Też kiedyś myślałam, że aby zachować wolność, wystarczy angażować się we wszystko tylko częściowo, a na pierwszy sygnał że ktoś/coś mnie ogranicza – przemieścić gdzieś indziej :) Ale co to za relacja z drugim człowiekiem, która odbywa się tylko na moich warunkach?…

    • Anonim

      Julka- dokładnie. Nie możemy się uniezależnić. Musimy egzystować z innymi ludźmi i musimy potrafić podzielić co jest „tylko nasze” a co damy innym. Zaryzykowałbym jeszcze stwierdzenie, że im więcej damy to tym więcej zachowamy dla siebie, ale to drugi- dość długi temat. 

  • Anonim

    Michale, 

    moim skromnym zdaniem wpis nie jest kontrowersyjny. Otwiera oczy. Po prostu. 

    Mam te 21 lat. Od 17 roku życia czytałem książki o rozwoju, biznesie, niezależności. I co mi z tego przyszło tak naprawdę? Wiele nerwów, konfliktów z rodzicami (które do tej pory mi wypominają), zmarnowałem lata w szkole, nie rozwijałem się w odpowiednią stronę…. itd. Można by wyśpiewać całą litanię negatywów, jakie niosą tego typu książki, jeśli bierze się je na serio i na serio wierzy się, że można 4 godziny tygodniowo pracować.

    Co do 4 godzinnego czasu pracy – nierealne w Polsce!!! Mam działalność b2b (business to business). Pomagam firmom nie płacić podatków, Zusów srusów, zmniejszam ogólnie mówiąc koszta przedsiębiorstw, dodatkowo pomagam tacie przy zakładzie naprawiającym narzędzia. Sama moja działalność pochłania dziennie kilka godzin na spotkaniach z klientami, około 1-2h jazdy autobusem(nie posiadam samochodu, uważam, że można go mieć gdy ma się stałe wpływy) i kolejne kilka godzin w domu pomagam tacie albo dalej siedzę przy umowach, analizuję je, myślę jak optymalnie zrobić dla firmy by się im opłaciło. Wychodzi raptem 12 godzin dziennie. Oczywiście z przerwami na jedzenie, małą drzemkę czy też krótki 10min spacer na odświeżenie umysłu. Ale do czego też zmierzam, firmy w Polsce zawodzą. Nie robią wszystkiego w terminie, robią beznadziejnie (ostatnio agencja reklamowa oklejała auto firmowe taty, zrobione na odpierdol za przeproszeniem, a kapuchę sobie wzięli jakby nigdy nic) więc biznes Ferris’a nie sprawdziłby się na wstępie. Dodatkowo ceny jego suplementów były OGROMNE. Co w PL również nierealne, gdzie zawyżona średnia krajowa jest nie wiem przez kogo, a każdego kogo pytam to zarabia mniej niż 2000 PLN (większość znajomych pracuje na czarno… :( ) 

    I takie są Polskie realia.

    Wracając do wpisu, dopiero kiedy skończyłem szkołę i odebrałem wyniki matury żałowałem, że tak bezmyślnie odbierałem całą wiedzę z książek, która tak naprawdę truje. 
    Może był to mój błąd, może błąd rodziców, nie wiem. 

    Przypływy – świat zawsze idzie z modą, nie wiem tylko kto dyktuje te trendy.Może tv, może aktorzy, może piosenki, może prasa. Z każdej strony jesteśmy atakowani na podświadomość Do dziś jest moda na diesle, bo są najlepszymi silnikami, a gówno prawda. Nie dość , że są droższe to jeszcze bardziej awaryjne od zwykłej wolnossącej benzyny. Sami zobaczcie czym jeżdżą mechanicy (ale nie Ci ASO) z prywatnych warsztatów. 

    Na początku wakacji zrozumiałem, że coś robić trzeba, COŚ  nie znaczy to co lubisz robić. Żyć z czegoś trzeba, a po pracy – rób co chcesz, rozwijaj się, rób to co kochasz. 

    Polecam wam znaleźć mentora, osobę która osiągnęła to co wy chcecie osiągnąć. Osobiście znalazłem taką osobę i powiem szczerze… Nie raz miałem chwile zwątpienia, chwile kiedy już nie mogłem zapierdalać, chciałem tylko świętego spokoju, mimo iż kilkoma telefonami można było parę rzeczy załatwić i robić dalej pewne rzeczy. Znalezienie mentora nie jest trudne, jak to pisał Paulo Coelho, zwycięzca zawsze będzie samotny czy jakoś tak. I rzeczywiście tak jest. Okazało się, że mój mentor (kurde te słowo jakoś mi kojarzy się z buddą) jest człowiekiem praktycznie samotnym, nikt go nie lubi bo dużo osiągnął i ma ogromną wiedzę. Poza tym nie ma zbyt komu się zwierzać. Naprawdę polecam wam znaleźć taką osobę, a będziecie mieli spojrzenie na świat podobne do tego jakie jest we wpisie. 

    Się rozpisałem :) Wybaczcie za mały offtop. Pisałem go z lekka ku przestrodze i chciałem podzielić się kawałkiem swego życia.

    Pozdrawiam

    • Anonim

      zapasowe90- świetny komentarz, naprawdę dobry. Takie cenie najbardziej bo wywołują dyskusje. Co do twojego biznesu to ja mam podobnie- siedzę po kilkanaście godzin przy komputerze, na telefonie, dogaduje projekty, pozyskuje klientów i robię grafikę. Uwielbiam to robić, daje mi to kupę satysfakcji i nudziłbym się gdybym pracował 4 godziny w tygodniu w ten sposób. 

      Czy w Polsce taki biznes jest możliwy? Myślę, że jest, ale nie da się tego zrobić w 5 dni. Trzeba włożyć dużo wysiłku. Moim zdaniem najpierw lepiej rozkręcić jakiś zwykły (nie 4-godzinny, nie pasywny) biznes, zasmakować to, a później kombinować. 
      Nie popadaj też w kolejną skrajność, że te wszystkie książki są złe i niedobre. One są bardzo pozytywne, bardzo dużo wnoszą, tylko trzeba umieć je czytać. Trzeba z niej czerpać wiedzę, ale nie z ogromnym podnieceniem. Trzeba wyciągnąć z tego najlepsze i część wdrożyć, a część zostawić, bo nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego. 

      Powodzenia z firmą ;) Może wkrótce i ja będę potrzebował twojej konsultacji :)  

      • Anonim

        Masz rację, popadłem w pewną skrajność, że książki są złe. Ale na przestrzeni kilku lat doświadczenia powiem tak, Kiyosaki miał rację – buduj pasywa, nie wiedział tylko JAK to robić, jak pokazać ludziom, żeby żyło im się dostatniej.

        W moim rejonie są tzw. starzy wyjadacze, ludzie, którzy otworzyli biznes na poczatku lat 90. Jak tak na nich patrzę to zdobyli ogromny rynek, mają ogromny bagaż doświadczeń, są wolni, ale nie mogą rozstać się ze swoimi firmami, muszą trzymać rękę na pulsie, tzn. patrzeć czy przypadkiem pracownik nie partaczy roboty i nie psuje mu marki. Nie potrafią zaufać swoim podwładnym do końca(naród wspaniały, tylko ludzie kurwy…). Sam osobiście robię wiele rzeczy sam. Nie zlecam rzeczy innej firmie, tzn. np. stworzenie strony www, reklama, wizytówki. Robię wszystko sam, bo wiem, że mi spieprzą robotę krótko mówiąc. Jedyne co mogę zlecić agencji to druk, bo drukarni nie posiadam.

        Chciałbym właśnie zaznaczyć, że z podnieceniem brałem to wszystko, dopiero życie wylało na mnie kubeł zimnej wody. 

        Jak najbardziej zapraszam do kontaktu. Na wstępie powiem – na wszystkim się nie znam, ale rozwiązania jakie proponuję są sprawdzone. 

        • Anonim

          Biznesmeni, którzy zrobili firmy na latach 90 to bardzo ciekawe przypadki. Mimo wszystko w większości biznesów musisz pilnować ludzi. Ja teraz buduje sobie zespół ludzi do współpracy i też mam różne obawy. Co do tych ludzi, któzy pozakładali firmy w latach 90 to miesza się tutaj trochę wpływ komunizmu z gospodarką wolnorynkową itp. No ciekawy przykład, ciekawy :)

          Co do partaczenia prac typu www, wizytówki itp. to zapraszam do siebie: http://www.melonstudio.eu Gwarancja satysfakcji, albo zwrot kasy :) 

          Z tym robieniem wszystkiego samemu to trzeba uważać. Sam tak też lubię robić, bo wiem, że będzie dobrze zrobione, ale wszystkiego nie mogę umieć, nie na wszystko mogę mieć czas więc trzeba oddelegowywać proste zadania. Powoli się tego uczę. 

        • „Sam osobiście robię wiele rzeczy sam. Nie zlecam rzeczy innej firmie, tzn. np. stworzenie strony www, reklama, wizytówki. Robię wszystko sam, bo wiem, że mi spieprzą robotę krótko mówiąc. Jedyne co mogę zlecić agencji to druk, bo drukarni nie posiadam.”

          I właśnie dlatego nie masz szans na dochód pasywny, czy nawet nie pasywny, ale po prostu skalowalny. zarobisz tyle, ile jesteś w stanie włożyć własnej pracy. A brutalna prawda jest taka, ze prawdziwe pieniądze zarabia się na pracy… innych.

          • Anonim

            Arek, racja, działając cały czas w ten sposób nie mam szans na dochód pasywny. 
            W późniejszym okresie, gdy kapitału będę miał więcej, będą szanse na stworzenie dochodu pasywnego i zarabianiu na pracy innych.

            Swoją drogą, znasz kogoś OSOBIŚCIE, kto ma dochody pasywne, nic nie robi a pieniądze ma (nic nie robi – nawet telefonu nie wykonuje, nie pilnuje swego biznesu)

          • Znam dosłownie kilka takich osób. Takich które wszystko, od prowadzenia firmy , przez pozyskiwanie klientów, oddelegowały.
            Znam też więcej takich osób , które mogły by tak żyć ale pasjonuje ich to co robią i trzymają się swojej pracy kurczowo, mimo że od dawna mogłyby oddać stery i być po prostu właścicielami.
            są nawet tacy, którzy powinni oddać ster, bo są już na etapie w którym przeszkadzają innym, którzy na nich zarabiają.
            Ale ci wszyscy ludzie to oczywiście mniejszość. głównym błędem w który wprowadzają wszelkiego rodzaju poradniki jest wmawianie ludziom ze takie biznesy można zrobić ŁATWO. 
            nic z tych rzeczy. i nie chodzi tez o „zapierdalanie”. 
            chodzi o wstrzelenie się z odpowiednim rozwiązaniem w odpowiednie potrzeby, o pomysł, który się sprzedaje, o zajęcie odpowiedniej niszy, czyli o coś czego nie można skopiować, bo ci którzy już sukces osiągnęli, zajęli już swoje miejsce.

          • Anonim

            Panowie- oczywiście, że powinniśmy wiele rzeczy oddelegowywać, bo wiele rzeczy nie jesteśmy w stanie zrobić. Oddelegowanie nie sprawia jednak, że masz wolną głowę i nic nie musisz robić. Zaraz się okaże, że osoba, która ma coś zrobić nie zrobi tego na czas, zrobi źle, trzeba ją pilnować, „stać z batem” itp. Zatrudnianie ludzi to też duża sztuka, żeby trafić na właściwe osoby. 

  • Czyli jedno z niesamowitych odkryć tego świata:
    Dopóki czegoś nie zrobisz to nie będziesz zrobione.

    O prawie przyciągania pisałem już u siebie. Kiedyś byla potęga podświadomości, prawo przyciągania, potem sekret, za chwilę będzie inna nazwa. Ludzie są nauczeni wierzyć w magię sympatyczną od tysiącleci, więc bajka wchodzi jak w masło. A działania efektu pigmaliona nie zna prawie nikt.

    Całą resztę da się spokojnie wprowadzić w życie, tylko siąść i zapieprzać ten rok, dwa, pięć.

    I siedząc w tym czy innym środowisku można zacząć fajnie obserwować jak zmieniają się nurty. Każdy kolejny guru ma prawdę objawioną, która jest odwróceniem poprzedniej. Bo poprzednia się zwulgaryzowała, nie było komu ćwiczyć więc było mnóstwo ludzi, którym nie działała i byli kliencie na nową prawdę. Absolutnie najpiękniejsze w tej kategorii jest środowisko uwodzenia, które szczerze polecam do takich obserwacji. Średni okres zmiany prawdy objawionej to 1,5 roku. Marketerzy od prawa przyciągania mają przynajmniej tyle obycia, żeby trzymać się nurtu parę lat i wydać po kilka książek w każdym.

    A dalej mało komu chce się wrócić do książek. Psychologia jest trudna, psychiatria tym bardziej, neurobiologia to już w ogóle a kognitywistyki to się ogarnąć rozumem nie da. Więc róbmy NLP nie rozumiejąc zależności i dziwmy się że nie działa. I absolutnie analogicznie w innych dziedzinach, od finansów bo rozwój osobisty. Niezdefiniowana własna wolność (bo myślenie, jak wiemy, boli. Zwłaszcza stricte filozoficzne i bez przyjemnych wniosków) pozwala rzucać się na każdą pod ręką a potem dziwić się, że ta też nie była taka jak chcemy.

    Da się wszystko, tylko świat jest systemem shit in-shit out i tego nie można obejść.

    Enjoy.

    P.S.
    Piwo w KRK mówicie?;]

    • Anonim

      Jakub- nic dodać nic ująć. Bardzo mądrze to ująłeś. Widzę, że sporo osób ma ochotę na to piwo w Krakowie, wiec chyba będzie pomyśleć nad czymś ;) 

  • Adaśko

    Takie fundamentalne pytanie Michale, po co w ogóle skupiać się na innych? w życiu chodzi o szczęście, bierzemy to co nam się podoba i to wykorzystujemy. ogólnie halucynowanie na temat czegoś, co będzie, strasznie umysł męczy. ego zaspokojone, BARDZO jest zdziwione gdy się obudzi, a tu psikus – trzeba odwalić całą robotę. czy nie powinniśmy się czasem skupiać na spójności? nie robić tego co wszyscy, tylko to co sami chcemy. jakby nie patrzyć, guru od rozwoju narzucają pewien tor i dość sporo szarej masy za tym pełznie, nawet nie wiedząc czy tego chcą. wybrali inni, nie oni. oni tego nie realizują, bo jak mogą realizować coś, co w gruncie rzeczy wewnątrz do nich nie pasuje? a potem bach! nie udało się, ONI KŁAMALI!!

    sam nie wiem po co to napisałem, taka mała refleksja mnie naszła. pozdrawiam Autora tego bloga.

    • Anonim

      Wybieramy drogę, którą pokazuje nam jakiś „guru” aby zaoszczędzić czasu. Szukanie na własną rękę jest bardzo czasochłonne a tu dostajemy propozycje kogoś, kto jest bogaty i jeszcze mówi nam, że nie musi pracować. Gdyby to wszystko działało naprawdę nie skusiłbyś się? ;) 

      Po prostu szukamy wygody. 

    • Anonim

      Henryk- dzięki za artykuł. Przeczytam jutro lub w poniedziałek do śniadania :) 

  • Świetny artykuł, tego mi brakowało. Faktycznie daje do myślenia. Dla mnie najważniejszy wniosek jest taki, że nie ważne jak mocno starasz się postępować wg wskazówek rozwoju, tylko JAK DUŻO PRACY WKŁADASZ W SWOJE ŻYCIE.

    • Anonim

      Co tu dużo mówić- pięknie podsumowałeś. Właśnie oto chodziło mi w tym artykule :) 

  • Magda Bednarczyk

    Ludzie wierzą, że istnieje jakaś jedna rzecz/osoba/idea, która jest w stanie całkowicie zmienić ich życie. Myślą sobie „przeczytam tę książkę”, „obejrzę ten znakomity film”, „będę jak Jan Kowalski” i na pewno wszystko w moim życiu zmieni się na lepsze; „To jest to!”  Jednak to tak nie działa. Trzeba dużo doświadczeń, dużo poszukiwania, żeby odkryć tę swoją ścieżkę, idealną dla siebie. Bo przecież to, co jest dobre dla Kowalskiego mi może wcale nie odpowiadać. Jesteśmy inni, mamy różne priorytety, cele i marzenia, a próbujemy znaleźć jeden, utarty schemat działania i życia. 

  • Anonim

    Siema Michał!
    Taa też jakies 2-3 lata temu doszedłem do tego samego wniosku i olałem wszystkie te sraty taty o magicznych siłach i pieniądzach spadających z nieba. Moim zdaniem ludzie powinni bardzej czerpać energie życiową, inspirację, przeprogramowanie umysłu przez cyztanie ogladanie filmów/książek o wielkich ludziach. Biografie są prawdziwe, ciekawe i jeszcze można się czegoś dowiedzieć, a taki sekret to IMO zwykła pusta filozofia. 
    Dlatego też bardziej lubię wpisy, w ktorych piszesz o jakichś swoich doznaniach niż o zwykłej teorii. Z przykrością muszę przyznać, że nawet nie chce mi się ich czytać. A takie Maroko niedawno czy dodatkowe spełnione marzenia z listy, to az daje kopa i chce się samemu wyjść i cos takiego odwalić!:]
    Pozdro,
    Stachu

  • Podoba mi się ten wpis, bo sprowadza na ziemię. Tak naprawdę tylko doświadczenia mają jakąkolwiek wartość, a nie to co przeczytamy. Samo się nic nie zrobi. Tutaj pojawia się też problem lenistwa, bo łatwiej czytać, mówić i marzyć, niż mieć wizję i robić..ROBIĆ.

    ‚Keep calm and zapierdalaj’

  • Tomasz Jański

    Dobry wpis. Wydaje mi się że ludzie którzy ślepo idą za dowolną filozofią, czy to ‚sekret’, czy ‚minimalizm’ czy cokolwiek innego, bez wcześniejszego sprawdzenia i wyrobienia sobie zdania na ten temat są niedojrzali i brakuje im rozwagi. Przecież już po przeczytaniu kilku stron ‚sekretu’ można stwierdzić że nie ma tam żadnej duchowości czy supermądrości, tylko pseudopsychologia oparta na mieszance filozofii wschodu. Wiem, ta prostota (myśl -> rzeczywistość) jest kusząca, ale życie jest zbyt skomplikowane żeby to było prawdziwe. I kto chce odnieść sukces w dowolnej dziedzinie, musi po pierwsze mieć cel, plan, strategię, wiedzę, umiejętności, motywację, ambicję, wiarę, chęć do ciągłej pracy, kasę na rozwój i … można tak dalej. Bo można żyć iluzją albo rzeczywistością.

    http://magazyninfoprodukty.pl/

  • Tomasz Jański

    Dobry wpis. Wydaje mi się że ludzie którzy ślepo idą za dowolną filozofią, czy to ‚sekret’, czy ‚minimalizm’ czy cokolwiek innego, bez wcześniejszego sprawdzenia i wyrobienia sobie zdania na ten temat są niedojrzali i brakuje im rozwagi. Przecież już po przeczytaniu kilku stron ‚sekretu’ można stwierdzić że nie ma tam żadnej duchowości czy supermądrości, tylko pseudopsychologia oparta na mieszance filozofii wschodu. Wiem, ta prostota (myśl -> rzeczywistość) jest kusząca, ale życie jest zbyt skomplikowane żeby to było prawdziwe. I kto chce odnieść sukces w dowolnej dziedzinie, musi po pierwsze mieć cel, plan, strategię, wiedzę, umiejętności, motywację, ambicję, wiarę, chęć do ciągłej pracy, kasę na rozwój i … można tak dalej. Bo można żyć iluzją albo rzeczywistością.

    http://magazyninfoprodukty.pl/

  • Tomasz Jański

    Dobry wpis. Wydaje mi się że ludzie którzy ślepo idą za dowolną filozofią, czy to ‚sekret’, czy ‚minimalizm’ czy cokolwiek innego, bez wcześniejszego sprawdzenia i wyrobienia sobie zdania na ten temat są niedojrzali i brakuje im rozwagi. Przecież już po przeczytaniu kilku stron ‚sekretu’ można stwierdzić że nie ma tam żadnej duchowości czy supermądrości, tylko pseudopsychologia oparta na mieszance filozofii wschodu. Wiem, ta prostota (myśl -> rzeczywistość) jest kusząca, ale życie jest zbyt skomplikowane żeby to było prawdziwe. I kto chce odnieść sukces w dowolnej dziedzinie, musi po pierwsze mieć cel, plan, strategię, wiedzę, umiejętności, motywację, ambicję, wiarę, chęć do ciągłej pracy, kasę na rozwój i … można tak dalej. Bo można żyć iluzją albo rzeczywistością.

    http://magazyninfoprodukty.pl/

  • Anonim

    Magda- Jeżeli takie modele ludzi działałyby to ludzie byliby szczęśliwi ;) Bierzesz takie życie Gates’a robisz tak samo i masz sukces. No niestety to jest niepowtarzalne ;)

    Piotr- „Keep calm i zapierdalaj” bardzo mi się podoba ;)

    Tomasz- Tego typu książki itp. są bardzo dobre. Ja je lubię czytać, bo rozwijają mnie, motywują i inspirują tylko to nie może się zatrzymać na „motywacji i inspiracji”. Trzeba coś z tym robić- działać i osiągać zamierzone cele. 

  • Monika

    A ja zadam takie nietypowe pytanie: co jest Twoją silą napędową? No bo tak, pracować trzeba – to wiadomo, że bez pracy trudno cos osiągnąć. Marzenia przeciez chyba kazdy ma i chce ich spełnienia… Ale w życiu każdego człowieka jest tak, że czasem już po prostu nie ma siły, przechodzi kryzys, nic mu się nie chce, popada w jakąś beznadzieje. I co wtedy? jak ma sobie przetłumaczyć, że trzeba iść dalej? Ogólnie chodzi mi to, czy poza tym, że celem 100% życia jest rozwijanie siebie, spełnianie swoich marzeń itd. jest jeszcze jakiś inny sens/cel?  

    • Anonim

      Monika- widzisz i tu Ci odpowiem tak przykładowo. W niedziele biegłem maraton i jest tak, że koło 28 km po prostu strasznie Ci się nie chcę. Wiesz jednak, że jak się całkowicie zatrzymasz i usiądziesz na krawężniku, żeby chwilę odpocząć to już się nie podniesiesz, dlatego lepiej się nie zatrzymywać. Co jest moją siłą napędową? Sukces. Każda rzecz, którą uda się mi zrealizować sprawia, że chcę sięgać po najlepsze bo to jest wspaniałe uczucie ;) 

      Nie raz zdarzało mi się popaść w jakiś marazm, że po prostu mi się nie chciało. Regularnie zdarzają mi się dni, gdzie po prostu nic się nie chcę i wtedy nic nie robię. Odpoczywam, oglądam jakieś filmy a dnia następnego zbieram się w sobie, bo nazbiera się obowiązków, które po prostu muszę wykonać. Nie jesteśmy robotami, nie możemy być 100% produktywni- potrzebujemy tez leniwych dni i nic w tym złego. 

  • Maaa

    Hej, moje pytanie nie akurat nie odnosi się do tematu Twojego wpisu, ale do kierunku , który wybrałeś na studiach. O ile dobrze wyczytałam są to stosunki  miedzynarodowe ze specjalnoscia studia wschodnie. I stąd moje pytanie. Czy jesteś zadowolony z kierunku/ specjalizacji. Ja wybieram się dokladnie na to samo, planuje nawet zrobic specjalizacje w tej dziedzinie, dlatego chcialabym wiedziec jaka jest Twoja opinia w tej sprawie. Z gory serdecznie dziekuje za odpowqiedz, pozdrawiam. M

    • Anonim

      Jestem zadowolony ;) Tylko wiesz, to są stosunki międzynarodowe i większość ludzi wróży mi bezrobocie, głód i dworzec centralny. Ja nie studiuje po to, żeby „kiedyś mieć pracę” tylko dlatego, że coś mnie interesuje. Pieniądze to ja inaczej zarabiał będę. Studia są fajne, nie są ciężkie, jest parę ciekawych przedmiotów. Oczywiście zdarzają się też potwory, których uczyć się strasznie nie chce, ale to chyba zawsze jest na każdym kierunku ;)

  • secus

    Bardzo prawdziwy i rzetelny wpis, poparty ogromnym zainteresowaniem czytających. Czytuję tego bloga od kilku miesięcy, a ponieważ sam przeszedłem przez większość tych mód o których piszesz, to wiem o czym piszesz.
    Masz rację, że nic z tego, czym zajmujemy się od lat nie działa w 100%, a może nawet nie działa w 20%, jednak jest to coś nas w jakimś okresie naszego życia inspiruje. Mogę stwierdzić, że dzięki nim albo przez nie, nasz umysł zostaje czymś ciekawym zajęty oraz wprowadzają nas w stan nadziei, że można coś zrobić szybciej i łatwiej niż do tej pory myśleliśmy, dając z siebie coraz mniejszy wysiłek.
    Te poszukiwania łatwiejszego życia wiążą się zw dużej mierze z tym, że to życie ucieka nam zbyt łatwo między palcami a my nie jesteśmy w stanie uchwycić choćby chwili, na to by po prostu żyć. Brakuje nam głębszego odczuwania życia i chcemy załatwić sobie coś szybko na dzisiaj i zagwarantować piękną starość. Dziesiątki lat uciekają bowiem bardzo szybko a nasi znajomi w pogoni za lepszym jutrem gubią swoje rodziny i pozostają często samotni.

    Prowadzę swojego bloga pod adresem http://www.napoboczu.blogspot.com na którym chciałbym umieścić Twój dzisiejszy wpis i oczywiście zaprosić na niego również z komentarzami

  • Radek

    Czy do napisania tego wpisu przyczyniło się zamknięcie strony rentier-bloga? Ja się zastanawiam czy też moda na blogi nie przeminie. Kiedyś ich nie było i też ludzkość żyła.
    Drugi trend zarabianie na wiedzy i infoproduktach. Też to może okazać się wielkim niewypałem. Na pewno ludzie internetowi marketerzy którzy uczą jak ustawić autoresponder jak pisać mailingi i jak zrobić stronę sprzedadażow i biora za taka „wiedzę” po 2 tyś złotych są po części oszustami.

    • Anonim

      Radek- samochodów tez nie było kiedyś i ludzie żyli.Internetu tez nie było, i też ludzkość żyła :) 

      Co do infoproduktów- nie są oszustami. Wszystko opiera się na marketingu, na sprzedaży. Masz wybór- kupujesz lub nie. ;) 

  • gosia

    a dla mnie to takie pierdolenie o niczym. Zastanawianie sie nie determinuje dzialania, dzis widzialam baner; ‚are you a doer or a dreamer?’ ludzie ktorych znam i osiagneli sukces poprostu cos zaczeli robic i szli dalej w to, nie tak jak ja rozpatrywali swe opcje na 1100 sposobow

Przeczytaj poprzedni wpis:
Kreatywność nie istnieje?