Odkurzacz życiowy #3 – Ogarniamy relacje z ludźmi

To był ciężki tydzień. Powiem szczerze – dla mnie to najtrudniejszy element sprzątania, ale najbardziej potrzebny i przydatny. Niestety, ilość spraw do załatwienia strasznie mnie przytłacza i nie jestem w stanie pomagać całemu światu.

Być ludzkim Google

Ostatnimi czasy stałem się „ekspertem od wszystkiego”. Wszyscy, którzy potrzebują pomocy, piszą i dzwonią do mnie z pytaniami. Ja tej pomocy chętnie udzielam, ale nie jestem w stanie zbawić całego świata. Ktoś zakłada bloga – pisze do mnie, jak to zrobić. Ktoś jedzie w podróż autostopem – pisze do mnie, co spakować do plecaka. Ktoś chce kupić tani bilet w RyanAir – pisze do mnie, bo mam magiczną kartę do bezprowizyjnych zakupów i wiem, jak to się robi. Ja mam dobre serce i każdemu pomagam, ale w ostatnim czasie po prostu nie dawałem już rady.

Przykro mi z tego powodu, zwłaszcza, gdy ktoś jeszcze uderza do mnie z pretensjami, że nie mam czasu się spotkać albo otrzymuję wiadomość: „Ale jesteś Maj. Tobie kupienie tego biletu w RyanAir zajmie 20 minut, a ja muszę czytać artykuły w Internecie i nie wiem, jak to zrobić”. I taki delikwent obrażony, bo zamiast zrobić to za niego, wysłałem link z dokładnym opisem, jak to się robi.

Indie

Indie – Standardowy widok na ulicach Delhi

Idąc dalej w tym kierunku – często ludzie proszą mnie o stworzenie logo,strony www czy innego cuda graficznego. Znów zasada „Dla Ciebie to parę ruchów w photoshopie, a ja nie umiem”. Znów mam dobre serce, pomagam i efekt tego jest taki, że po 10 godzinach spędzonych w photoshopie na robieniu zleceń za pieniądze, zamiast iść z dziewczyną na spacer, siedzę kolejne 4 robiąc to samo za darmo.

Jeżeli w ostatnim czasie kogoś zaniedbałem, nie miałem czasu się spotkać, nie pomogłem w czymś itp. to szczerze przepraszam. Ja naprawdę chcę, ale mam tylko 24 godziny. W tym czasie muszę spać, jeść i pracować, żeby mieć co jeść i jak żyć. Blog czyta wielu moich znajomych, dlatego ten wpis to też prośba do Was o wyrozumiałość.

Ucieczka

Lubię analizować swoje czyny i myśli i szukać odpowiedzi, skąd pewne moje zachowania się biorą . Ostatnio zauważyłem, że kocham nie mieć Internetu i telefonu. Np. podczas wyjazdu stopem do Chorwacji nie łączyłem się z Internetem przez tydzień. Tak długiej przerwy nie miałem chyba nigdy. To był naprawdę piękny czas.

Zauważyłem, że podświadomie szukam takich rozrywek i form spędzania wolnego czasu, żeby być odciętym od świata. Przykładowo taki Kierat– to właśnie w nim było piękne – przez 27 godzin szedłem i nie musiałem odbierać telefonu czy sprawdzać maila. Teraz planuję wakacje i już wiem, że będą one całkowicie bez neta i telefonu.

Indie - Na ulicach można kupić naprawdę dobre jedzenie w świetnej cenie

Indie – na Ulicach można kupić naprawdę dobre jedzenie w świetnej cenie

Tipy

U mnie ten tydzień porządków to decyzja o byciu bardziej asertywnym. Strasznie trudna rzecz, ale nie mam wyjścia. Ponadto wprowadzam parę udoskonaleń i zmian:

  • Posprzątałem Facebooka. Przestałem śledzić posty dużej liczby osób. Wypisałem się z grup, których w swoim życiu nie potrzebuję.
  • Sprawy biznesowe przenoszę na maila. Muszę ludzi do tego przyuczyć, bo często jakieś kwestie związane z projektami obgadywane są na Facebooku, co nie jest do końca dobre.
  • Kiedyś była taka opcja, że umawiałem się z ludźmi czytającymi bloga na piwo / kawę. Niestety, musimy o tym zapomnieć. Nie jestem w stanie ogarnąć tego czasowo.
  • Wkrótce na blogu pojawi się dział FAQ na temat mojego wyjazdu „Pociągiem do Chin” + inne tematy rozwojowe. Jestem zasypywany pytaniami na mailu. Teraz będą działy z najczęściej zadawanymi pytaniami i będę odsyłał do czytania.

Tyle. Asertywność: mode on, bo jeżeli dalej będę robił tak, jak robię, to za rok będę pisał tego bloga z zakładu psychiatrycznego. A ja po prostu chcę mieć więcej czasu dla bliskich mi osób.

A u was jak idą porządki? Ja ruszam z kolejną częścią – finansami. Za tydzień raport.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Hanna Sobczuk

    Bycie asertywnym jest najgorsze tylko na początku, bo ludzi trzeba do tego przyzwyczaić. Najpierw będą się obrażać, bo przecież zawsze pomagałeś, a im tak dobrze korzystało się z Twojego złotego serca. Ale w końcu więcej zyskasz niż stracisz. :)
    Wiem, bo sama przez to przechodziłam. I wciąż przechodzę.
    Ale jeśli ktoś nie potrafi tego zrozumieć, to chyba nie warto się tym zamartwiać?

  • Asia

    Masz rację Maju w tej kwestii, też jesteś człowiekiem i też chcesz trochę wolnego jak każdy inny. Przerzucanie spraw na kogoś, bo „mi” się nie chce albo bo „nie mam” czasu, nie tłumaczy. Dlaczego obcy ludzie zrzucają swoje obowiązki na innych i w ten sposób zabierają innym czas?? Zrób co masz zrobić! Muszę przyznać, że i mi się zdarza zrzucać swoje sprawy na innych, ale zawsze wtedy mam wyrzuty :( dlatego staram się tego unikać:) Bo i większą satysfakcję mam jak zrobię coś sama i/lub dojdę do czegoś sama :) Choć ja, ze względu na to, że nie mam za wielu znajomych (dobrych) i mało kiedy ktoś mnie prosi o pomoc, to z wielką przyjemnością pomogę! Ale to wynika z tego, że rzadko ktoś się zwraca do mnie o pomoc i mam więcej czasu, czasami sama zgłaszam chęci do pomocy ;) Pozdrawiam :)

    • Oddawanie zadań innym jest dobre, ale to też trzeba robić we właściwy sposób. Dla mnie też wiele osób dużo zrobiło – notatki na uczelnie, xera itp. Wiele osób wiele razy mi pomogło. Tylko wszystko ma swoje granice ;)

  • Kama

    Na ten odkurzacz czekałam najbardziej, i szczerze mówiąc trochę się zawiodłam:( Zdaje sobie sprawę, że życia z ludźmi nie da się ogarnąć jak biurka, ale może jednak są na to jakieś sposoby? :) mimo wszystko gratuluję postanowień, asertywność to bardzo przydatna umiejętność.

    • Kama – to temat obszerny. Poszukaj na blogu – napisałem sporo na temat relacji z ludźmi (gdzie znaleźć ciekawe osoby, jak nawiązywać kontakty itp.) seria odkurzaczowa jest bardziej osobista, gdzie rozwiązuje swoje problemy ;)

  • Anka

    Jeżeli ktoś oczekuje od Ciebie, że zrobisz za niego coś zamiast zabrać się do pracy to sorry ale uważam, że taką znajomość należy sobie darować. Pomoc pomocą ale jeżeli komuś nie chce się zerknąć do linka, którego mu wysłałeś i na dodatek nie szanuje Twojego czasu nie zasługuje na choćby minutę uwagi. Trzeba rozróżniać potrzebę pomocy od próby zrzucenia na siebie czyjejś nieudolności. Życzę powodzenia w drodze do asertywności.

  • Maciej Rumiński

    „Idąc dalej w tym kierunku – często ludzie proszą mnie o stworzenie logo,strony www czy innego cuda ……. zamiast iść z dziewczyną na spacer, siedzę kolejne 4 robiąc to samo za darmo.” – No więc Michale, rusz dupsko i bądź asertywny, bo tego typu wpisy to ludzie, którzy nie szanują Twojego czasu ;) Jak będziesz dokładał kolejne godziny na kompa zamiast na spotkanie z dziewuchą, to niedługo ten blog będzie się nazywał zycie jest przejebane – choc malo optymistyczny, najlepszy wpis poki co na blogu wg mnie jaki zrobiles odkad blog sie pojawil, bardzo emocjonalne i odwazne wyjscie ze strefy komfortu zrobiles przez ten tydzien.

  • „zamiast iść z dziewczyną na spacer, siedzę kolejne 4 robiąc to samo za darmo.” – tym zdaniem doprowadziłeś do płaczu setki czytelniczek ;)

    A tak poważnie, to przechodziłem przez to samo i dzisiaj mam dużo luzu w tym obszarze. Proste 3 sposoby:

    1. „Mogę pomóc, ale dopiero za 3 miesiące bo mam tyle roboty, że każda minuta jest dla mnie cenna. Jak możesz poczekać, to wpisuję to na październik i możemy do tematu wrócić” – nigdy nikt się nie przypomniał bo potrzebował pomocy na już.

    2. „Ja już się tym nie zajmuję. Słuchaj robiłem XYZ rok/dwa/ pięć lat temu. Teraz dużo się pozmieniało i nie mam zielonego pojęcia jak to wygląda teraz. Dam Ci numer do kumpla, który zajmuje się takimi sprawami profesjonalnie. Nie ma wysokich cen i pewnie się dogadacie”

    3. „Nie wstyd Ci zawracać mi dupę w takiej sprawie? W 5 minut w Googlu znajdziesz masę informacji na ten temat. Weź Ty się ogarnij”

  • Paweł Soćko

    Napisales wlasnie bardzo dobrze o asertywnosci, ludzie przyzwyczajaja sie za bardzo do komfortu : To nie Ociec Chrzestny.. Wszyscy czegos wymagaja, a czesto jest tak, ze tacy ludzie nie umieja sie najzwyczajniej odwdzieczyc.

  • Campari

    Drogi Michale. Z przyjemnością i zaciekawieniem czytam Twojego bloga. Trochę się od Ciebie uczę, podchwyciłam parę pomysłów. Co do dzisiejszego wpisu, to nie przejmuj się wszystkimi i wszystkim. Jak pisałeś całego świata nie uzdrowisz. Szanuj siebie i wyznaczaj granice. Niech ten, któremu się nie chce poszperać na necie w konkretnej sprawie nauczy się, że swoje sprawy załatwiamy sami. Jakby tylko każdy robił najlepiej jak potrafi to, co do niego należy, wiele rzeczy na świecie byłoby prostszych. Załatwiajmy więc sami swoje sprawy, bo wielu z nas nie zdaje sobie sprawy jak wielki potencjał w nas drzemie. A i jaka satysfakcja. Zupełnie inna, taka prawdziwa, kiedy osiągamy coś własnymi rękami. Pozdrawiam i życzę wielu pięknych chwil do przeżycia. W końcu przecież ŻYCIE JEST PIĘKNE ;)

  • Ja już oduczyłem otoczenie. Asertywność „mode on” dawno włączona. Zauważyłem że to jest problem ludzi którzy dopiero wchodzą w dorosłość. Jak już się ma 25 lat to problem się nasila i wtedy każdy podejmuje decyzje. Albo walczę do końca albo ustalam zasady tej gry. Niestety, to nie jest proste. Ja osobiście mogę zrozumieć wszystko ale, spamowanie na facebooku, jesteś? halooo ? czemu nie piszesz ? czemu się nie odzywasz ? czemu nie pisałeś? czemu się nie odezwałeś ? Ja ogólnie usuwam taką osobę ze znajomych :D A jak to nie pomaga, to blokuje. Druga kategoria ludzi to „telefoniczni”. Terroryzują telefonami o każdej porze dnia i nocy. Na początku myślałem ok, może rzeczywiście to ważne dla nich. Dziwnie to sobie tłumaczyłem. Po jakimś czasie sam zacząłem dzwonić ( z lekką premedytacją ;) do nich, z problemami o takim samym poziomie z jakim oni do mnie dzwonili. I tak raz zadzwoniłem o 4 rano do znajomej czy ma myszkę do kompa pożyczyć. Do innego znajomego mechanika z pytaniem czemu akumulator mi nie ładuję ( tel o 3 rano). I za każdym razem gdy słyszałem oburzenie po drugiej stronie, to mówiłem „pamiętasz jak….(i tutaj przypominam sytuacje jak oni dzwonili) po czym dodawałem „myślałem że to działa w dwie strony”. Problem się rozwiązał i nie muszę wyciszać telefonu na noc. Dzięki temu nie mam sytuacji takiej że przyjaciel próbuje się do mnie dodzwonić bo auto mu padło gdzieś daleko i nie ma jak rozwiązać problemu, a ja nie odbieram bo śpię, a telefon wyciszony. Druga kategoria to „dzwoniący wypytujący”. To jest najgorszy twór tej cywilizacji. Jak słyszę „czemu nie odbierałeś” to krew mnie zalewa. Czy ja naprawdę mam się tłumaczyć ? Zacząłem odpowiadać, Bo mi się nie chciało :)

    Dzięki wprowadzeniu tych zasad. Jakieś 50 % moich znajomych odeszło, twierdząc że jestem chamski. 50 % zostało, dzwoni w nocy kiedy mają sytuacje podbramkową. Nie wpada mi na chatę znienacka ( nienawidzę ;) tylko uprzedza telefonicznie, pytając czy mam ochotę dzisiaj gdzieś wyjść, wypić piwo, obejrzeć mecz, cokolwiek. Szanują mój czas, tak jak ja szanuje ich czas.

  • uwielbiam wyjazdy bez internetu, telefonu. po powrocie nawet nie mam ochoty uruchamiać serwisów społecznościowych i wciągać się w wielogodzinne siedzenie przed monitorem.
    a co do bycia zawsze i dla wszystkich – nie da się. ludzie, którzy nie są wampirami emocjonalnymi ;)/sami mają co robić, zrozumieją, uszanują, i tym bardziej docenia się potem wzajemnie spotkania i spędzony wspólnie czas.
    powodzenia w dalszym porządkowaniu :)

  • Magda

    Hej od jakiegoś czasu czytam Twojego bloga i zawsze byłam zachwycona wpisami. Niestety jednak muszę powiedzieć ze ten wpis mi się nie spodobał. Zauważyłam w nim nutkę narcyzmu. Nie musisz wszystkim pomagać, wystarczy że powiesz, że nie masz czasu. Mnie wiele osób o coś prosi i nikt nie robi problemu z tym ze po prostu nie jestem w stanie czegoś dla nich wykonać. Czytając ten wpis miałam wrażenie jakbyś uważał ze inni polegają tylko na Tobie (jakbyś był jakimś guru) a sami nie potrafią sobie poradzić… Byłam także pewna, że tydzień „ogarniamy relacje z ludźmi” będzie miał na celu odbudowę relacji, a nie odwrotnie. Nie zrozum mnie źle, nie znam Cię osobiście ale po prostu tak odczytałam Twoje słowa. Napisałam to nie po to żeby cię udupić ale uważam, że człowiek jest człowiekiem i niezbyt pochlebne komentarze też mogą być konstruktywne.

    • Cała seria odkurzacz życiowy to raport z tego co ja poprawiam i zmieniam swoim otoczeniu. W moim przypadku nie trzeba odbudowywać relacji, bo na tym polu jest rewelacyjnie. Problem jest z asertywnością i to zdecydowałem się zmienić. Nutka narcyzmu? Myślę, że możesz mieć rację, bo wprowadzając asertywność skupiam się na „ja” bo na tym to polega, by odzyskać trochę spokoju.

      Dzięki za uwagi. Możesz wierzyć lub nie, ale strasznie się ciesze, że pojawiły się jakieś krytyczne uwagi ;)

      • Cj

        Snickers Michał… :p

        jakoś tak serio czuć ostatnio

  • Klaudia

    „Ale jesteś Maj. Tobie kupienie tego biletu w RyanAir zajmie 20 minut, a ja muszę czytać artykuły w Internecie i nie wiem, jak to zrobić”. I taki delikwent obrażony, bo zamiast zrobić to za niego, wysłałem link z dokładnym opisem, jak to się robi.”
    Maju nie ma co się przejmować takimi deklaracjami. Zawsze tak będzie, że mimo pomocy, nie wszyscy będą zadowoleni. Poza tym ta osoba zamiast Ci podziękować za pomoc i samodzielnie kupić bilet, to jeszcze ma pretensje, a przecież miałaby większą satysfakcję jakby sama to zrobiła ;). Życzę Ci powodzenia w kształtowaniu asertywności. W końcu odrobina „zdrowego” egoizmu nikomu jeszcze nie zaszkodziła i od czasu do czasu trzeba o wszystkim zapomnieć. Inaczej człowiek by zwariował. Najważniejszą rzeczą jest aby cieszyć się swoim życiem – być szczęśliwym – tylko to się liczy. Audrey Hepburn
    Pozdrawiam :)

  • Paweł

    I słusznie Michale, plebs musi nauczyć się porządku:D
    A tak na poważnie, to też kiedyś miałem problem z „sercem na dłoni”. Powiem wprost – totalnie się to nie opłaca, bo ludzie widzą że mogą dostać co chcą i niczego nie muszą dawać w zamian. Szanuję swój czas i nie poświęcam go byle komu. Tak samo zrewidowałem swoją listę znajomych i utrzymuję regularny kontakt z kilkoma osobami, których uważam za swoich przyjaciół i możemy na siebie wzajemnie liczyć. Z całą resztą od przypadku do przypadku i tyle, bo i niby kim dla mnie są? Żebym komuś mógł poświęcić swój czas, to najpierw musi sam od siebie coś dać i to zwykle dużo, bo jestem strasznie wybredny jeśli chodzi o relacje. Ale niby dlaczego mam nie być, skoro większość ludzi kalkuluje, jak wkraść się w czyjeś łaski i coś dzięki temu zyskać, możliwie minimalnym kosztem?

  • Monika

    Ostatnimi dniami i nocami, olewam sesję, zbliżającą się obronę, spanie, jedzenie, ogarnianie.. i zaczytuję się w Twoim blogu. Totalnie nie mogę się oderwać. Będziesz legendą, człowieku :)

    • Hehe Dzięki :) Nie wykluczam takiej opcji :)

    • Monika

      Powodzenia na sesji!!! :D

  • Asia

    Hej! Przepraszam, że piszę tak nie na temat, ale mam takie pytanko, bo obiecałeś, że w maju pojawi się na blogu wpis odnośnie wolontariatu, chciałabym się dowiedzieć, czy ta obietnica jest nadal aktualna? Pozdrawiam

    • Asia – będzie, będzie. Trochę z tym schodzi, bo parę rzeczy muszę skonsultować z innymi osobami, ale już postaram się w przyszłym tygodniu wrzucić to ;)

  • Edyta Woźniak

    Relacje z ludźmi są chyba najtrudniejszym elementem porządków w naszym życiu. Jak dla mnie to nawet nie chodzi o asertywność.Zawsze mam problem z tym, że nie widzę jak niektórzy mają destrukcyjny wpływ na moje życie. Po części jest to brak asertywności, a po części myślę że chyba łudzenie się że to się zmieni. No ale w końcu trzeba sobie powiedzieć stop, mieć swoje zdanie i kierować się własnym sumieniem :)

  • :) U mnie ogarnianie relacji z ludźmi sprowadziło się do zupełnie innej akcji. Dziękowania. Ostatnio skubańcy bardzo mi pomogli ( i też Ci dalsi znajomi). Czas się odwdzięczyć, a potem, no potem mogę być asertywna :)

Przeczytaj poprzedni wpis:
Chillout w podróży – rozwiązanie konkursu