Pierwszy raport z Meksyku i plany na najbliższy czas

Od kilku dni czuje się jak emeryt w sanatorium. Jadąc do Meksyku byłem kompletnie wykończony i zmęczony życiem. Od kilku dni jestem już na drugim końcu globu. Poczułem słońce, zobaczyłem palmy, pospacerowałem wzdłuż morza i energia życiowa wróciła.

 Przez ostatnie tygodnie mało pisałem, bo byłem przygnieciony różnymi sprawami związanymi z wyjazdem. Wyjeżdżając na 3 miesiące musiałem przede wszystkim pokończyć aktualne projekty, część zorganizować tak, żeby działy się z moim minimalnym udziałem, a część doprowadzić do takiego stanu, w którym będę mógł bezstresowo kontynuować pracę „z pod palmy”. Styczeń był więc bardzo dla mnie trudny i wymagający.

Potrzeba odpoczynku

Z resztą, nie dotyczy to tylko samego stycznia. Od kilku miesięcy nie byłem na żadnym urlopie. Pracowałem bardzo ciężko, a że moja praca jest z kategorii „kreatywnych” to w końcu musiało przyjść zmęczenie i wypalenie. Nie da się wykonywać pracy twórczej bez przerw na odświeżenie umysłu. Dotyczy to zarówno projektowania stron jak i pisania. Musiałem odpocząć, musiałem odespać i przez chwilę nie robić nic. Do tego doszły sprawy rodzinne przed samym wyjazdem, które mnie dodatkowo ścięły z nóg. Loty Amsterdam – Mexico City i Mexico City – Cancun przespałem całkowicie, bo taki byłem wykończony (i przeziębiony). Budziłem się jedynie na karmienie :)
Meksyk – słońce i Tequila

Od kilku dni ładuje akumulatory na wysepce Holbox. Jest świetnie i to jest to, czego potrzebowałem. Meksyk zrobił na mnie dobre wrażenie, ale o tym napiszę jeszcze więcej w ciągu kilku najbliższych dni. Na razie celebruje chwile, spaceruje w japonkach, leże pod palmami i jem dobre rzeczy. No i słońce. Boże, jak ja potrzebowałem słońca i ciepła. Polska zima wykańcza ludzi.

Najbliższe plany

Nie zdążyłem napisać o swoich planach na Meksyk przed wyjazdem, piszę więc teraz. Z planów geograficznych to suniemy z Cancun bardzo powoli w stronę Mexico City. Po drodze będziemy się zatrzymywać to tu, to tam, ale nie planujemy szczegółowo. Z planów bardziej „ogólnych”:

  • W pierwszej kolejności odpoczynek. Jeszcze daleko mi do mojego „dobrostanu”. Myślę, że jeszcze przez najbliższe dnibędę chillował. Spędzimy tutaj 3 miesiące, więc nie muszę się z niczym spieszyć. Czuje jak z każdym dniem wraca energia i radość.
  • Regularne pisanie. Zachęcam do obserwowania blogowego profilu na FacebookuInstagramie, bo tam na bieżąco coś wrzucam. Chcę też pisać na bieżąco na blogu i pokazywać Wam zdjęcia więc będzie się dużo działo : )
  • Praca. Podróże to jedno, ale gdzieś obok jest praca. Postanowiłem, że podczas tego wyjazdu przetestuje pracę zdalną. Gdy już naładuje akumulatory i odpocznę to odpalam swoje „przenośne biuro pod palmą”. Mam dogadane kilka projektów graficznych. Chcę też stworzyć poradnik, który pojawiłby się na blogu zaraz po powrocie, ale na razie nie będę zdradzał szczegółów.
  • Chcę przemyśleć wiele spraw. Tak naprawdę nie robiłem sobie żadnych planów na 2017r. bo w styczniu mijało się to z celem. Mając świadomość wyjazdu skupiałem się na tym, żeby zamknąć jak najwięcej spraw, a planować dopiero ze świeżym umysłem, z Meksyku. Gdy już więc naładuje akumulatory, to chcę rozplanować swój rok 2017 i dalsze działanie bloga oraz firmy. Ale do tego potrzebuje świeżego umysłu i odpoczynku

Na dzisiaj zostawiam wam jeszcze kilka zdjęć z wyspy Holbox. Wyspa jest bardzo ładna, choć niestety droga i mocno wykorzystana turystycznie. Powstają kolejne hotele, które przypisują sobie prawo do kawałka plaży, nie uświadczysz taniej garkuchni na miejscowym targu itp. Mimo to, dobrze się tam bawiliśmy, bo miejsce jest piękne i warto było tam jechać na te kilka dni. Teraz kierujemy się do Valladoid.

Jest dobrze :)

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Ciekawy

    Jakie koszty takiego życia na wyspie? Mam na myśli nocleg (macie oddzielny pokoj, czy hostel, a może cały apartament), dostanie się tam? Bo ceny jedzenia podejrzewam jak w PL.

    • Ceny ogólnie w Meksyku są trochę niższe niż w Polsce. Za kolacje wczoraj zapłaciłem 14zł (duży, zdrowy talerz żarcia + butelka Coca Coli). Wybrzeże i Wyspy są niestety drogie.

      Prom na wyspę – 28zł od osoby (20 minut się płynie)
      Noclegi – Miałem do wykorzystania darmowe noclegi z airbnb więc nie płaciliśmy nic, ale gdyby tak było, musielibyśmy zapłacić ok. 150zł za dobę za pokój dwuosobowy. Dla porównania, teraz za pokój „na lądzie płacimy 68zł za pokój dwuosobowy.
      Jedzenie – W wózkach ulicznych ok. 15zł za średniej wielkości posiłek (czyli najadłem się, ale jeszcze zmieściłbym więcej)

      Niestety, wybrzeże na Jukatanie jest bardzo drogie, dlatego pojechaliśmy na Holbox tylko na 3 dni :) Na lądzie powinno już być taniej.

  • Takie pytanie: czy zdołasz przez te 3 miesiące zarobić więcej niż wyniosą Twoje wydatki (wliczając bilety lotnicze)? Mogłoby to być sposobem na życie?

    • Ten wyjazd nie ma celu finansowego. Tzn. bardziej nastawiam się na podróże niż prace i więcej czasu chcę poświęcić pracy nad blogiem niż projektami. Wyjazd będzie więc pokryty z pieniędzy wcześniej odłożonych, bo traktuje to też jako eksperyment, a nie konieczność.

      Gdybym nastawiał się bardziej na cele finansowe niż podróżnicze to myślę, że nie byłoby to trudne. Wtedy też raczej szukałbym jednego miejsca (czyli np. wynajem jakiegoś domku z dobrym internetem i mieszkanie w nim przez dłuższy czas) niż skakanie z miejsca na miejsce. Przez te kilka dni podróży i pracy zauważam już pewne problemy jak np. w niektórych miejscach słabszy internet. Na wyjazd wziąłem zlecenia, w których nie mam dużej presji czasowej, ale gdybym pracował w trybie normalnym to byłby to problem.

      Gdyby finanse były też celem bardzo istotnym to pojechałbym też w inne miejsce np. do Azji Południowo Wschodniej, gdzie jest po prostu taniej. Choć kto wie – może się okazać, że jednak uda się pokryć wyjazd z pracy w trakcie wyjazdu. Nie chcę się stawiać pod presją, bo bardziej chcę podróżować niż siedzieć z laptopem, ale zobaczymy :)

      Na pewno będzie oczym pisać na blogu przez te najbliższe 3 miesiące.

    • Tomek Maciejewski

      Po 5 miesiącach w Tajlandii wrócę do Polski z większą kwotą niż wyjeżdżałem, ale większość 4 miesiące to stacjonarne życie w Bangkoku i praca zdalna z wypadami na weekendy.

      • No myślę, że gdybym żył stacjonarnie to też zdecydowanie wróciłbym z większą kwotą. Mniejsze wydatki, bo tańsze życie + a czas poświęcony na pracę dość podobny. Podczas przemieszczania się są dużo większe kwoty, bo ciągłe dojazdy, hotele/hostele itp. Będąc w jednym miejscu masz już obcykane, gdzie tanie i dobre jedzenie, gdzie tani bar itp. A my musimy odkrywać to co 3-4 dni :)

        No ale też przemieszczanie się to też więcej wrażeń i doświadczeń. Kwestia wyboru. Na pewno będę chciał też spróbować opcji stacjonarnej.

  • Super widoki, ta plaża… :) (a ja się tu właśnie czuję wypalony, a perspektyw na taką podróż /finansowych zwłaszcza/ to nie mam :( no ale miło chociaż poczytać).
    I opisz kiedyś internet w Meksyku (ale o to chyba już prosiłem ;) ).

    • Na razie internet jest troche problematyczny. W 2 na 3 miejscach mamy z nim trochę problemy (wolny, rozłącza itp.) ale jeszcze poczekam z osądami :D

      • Grunt że w ogóle jest! :P
        Jasne, jasne, podsumuj na koniec, opisz co i jak (tzn operator, cena, limity) :)

  • Piękne widoki, świetnie to wygląda :) Czasem trochę już głupieję od tych podróży. Z jednej strony nigdy nie podróżowałem, bo wychowano mnie w przeświadczeniu, że podróże są drogie i na to mnie nie stać, więc nie aspirowałem do tego. Z drugiej strony, teraz, kiedy czasem mam ochotę gdzieś pojechać, to podróż sama w sobie mnie męczy i jakoś chyba już osiadłem w domu… No cóż, w każdym razie życzę udanego pobytu w Meksyku :)

    • To jeżeli cię ciągnie gdzieś, ale boisz się, że podróż Cię zmęczy to spróbuj czegoś lekkiego. Może nie od razu do Azji czy Meksyku, ale może np. gdzieś bliżej? Nie musisz też gnać z plecakiem i zaliczać kolejne atrakcje. Można podróżować wolniej i spokojniej. Zamiast długiej listy miejsc do zobaczenia spokojne zwiedzanie, bez gonitwy :)

      • Może to faktycznie jakiś sposób… Zastanawiam się, na ile jest to wewnętrzna potrzeba, a na ile potrzeba wygenerowana. Ciągle wokół słyszę, jak to wszyscy „podróżują”, a potem pada pytanie „a ty gdzie ostatnio byłeś?” no i hm… no… Nigdzie ;) I pytanie a jak to, a czemu, a podróże takie super przecież… Trochę się czuję jak świeże małżeństwo, które wszyscy wokół atakują tylko „kiedy dziecko, kiedy dziecko?!” ;D Ale kwestia krótkich wycieczek do przemyślenia. Bardzo lubię za to długie spacery po moim mieście.

        • Jeżeli nie czujesz potrzeby to jeździć nie musisz :) Robienie czegoś, bo „inni tak robią” sprawi, że będziesz sfrustrowany. Ważne, żeby znaleźć to co lubisz robić, nie muszą być to podróże.

          Jak to śpiewał Kaliber 44:

          „Zdradliwa wena raz jest raz jej nie ma
          Ja ją prowokuję bo to moja domena
          Dla mnie mikrofon i dla mnie jest scena
          A co dla Ciebie zapytaj siebie, siebie, siebie”

          https://www.youtube.com/watch?v=Oyr8O-mhfOA

  • Pingback: Jedziemy przez Meksyk - Wrażenia z Jukatanu (dużo zdjęć!) - Życie jest piękne()

  • Pingback: Praca w podróży – moje pierwsze obserwacje i wrażenia - Życie Jest Piękne()

  • Pingback: Co zrobię w 2017 r.? - Życie Jest Piękne()

Przeczytaj poprzedni wpis:
Dlaczego podróżujemy?