Wszystko w porządku – Ogarniamy otoczenie

Jakiś czas temu pisałem Wam o porządkowaniu swoich finansów. Wprowadziłem wtedy kilka nawyków i mechanizmów, które pomogły mi zaprowadzić pewien porządek w portfelu. Dziś czas na kolejne ogarnianie – tym razem najbliższego otoczenia.

Ten wpis to część cyklu pt. „Odkurzacz życiowy”, w ramach którego powoli zaprowadzam porządek i spokój w różnych dziedzinach życia – od otoczenia po portfel czy zdrowie. Finanse już były, następne miało być właśnie zdrowie, ale musiałem trochę zmienić kolejność. Zajmę się nim nieco później, bo wiąże się to z badaniami, które po takim wysiłku jak Bieg Rzeźnika mogą wyjść źle.

Wykorzystując sytuację, postanowiłem zająć się swoim najbliższym otoczeniem, a jak już robić porządki to na maksa: pewnego dnia kupiłem wiaderka z farbą, rzuciłem folie na meble i nie było wyjścia – zacząłem malowanie pokoju.

remontowo

Malarskie poczucie spełnienia

Mam dla Was świetny przykład na to, że podróże kształcą. Kilka lat temu wybrałem się do USA, gdzie pracowałem jakiś czas jako malarz. Przez 3 miesiące malowałem amerykańskie domy i nauczyłem się fachu. Dzięki temu takie rzeczy robię samemu i nie muszę nikogo zatrudniać. Zresztą, tu nawet nie chodzi o zatrudnianie. Takie malowanie jest świetne, bo daje poczucie spełnienia. Nie jest łatwo się przełamać do takich remontów, ale jak już się zacznie, to wciąga.

Gdy pomalowałem ściany na nowy kolor (o pięknej nazwie „laleczka z porcelany”), posprzątałem, ustawiłem meble, położyłem się na podłodze i leżałem przez kilka minut. Zrobienie takich rzeczy daje ogromną radość, dlatego że razu widać efekty działań. Przy okazji malowania zmuszony zostałem zrobić też generalne porządki.

Zrobienie takich rzeczy daje ogromną radość, dlatego że razu widać efekty działań

Na co dzień tego nie zauważamy: kupujemy kolejne rzeczy, książki, które lądują na półkach. W szuflady pakujemy drobne przedmioty do momentu, aż nie wypełnią się one po brzegi. Za biurkiem, kable tworzą swój ekoświat, a na półkach gromadzą się różne papiery i notatki.

Przychodzi moment, w którym jest tego już po prostu za dużo. To przytłacza i męczy. Wyznaje zasadę: ”Nie lubię bałaganu, więc go nie robię”, ale bałagan to taka podstępna bestia, która wyczuwa nasze chwilowe zabieganie i niepostrzeżenie zakrada się do naszego świata. Warto więc od czasu do czasu poświęcić trochę uwagi na ogarnięcie swoje otoczenia. Mi pomogła moja dziewczyna, dlatego poszło tak szybko i sprawnie.

Na co zwrócić uwagę?

Są pewne ośrodki brudu, które ciężko ogarnąć – na nich właśnie warto się skupić. Co możesz zrobić, żeby uporządkować wszystko?

  • Szafa. Matko jedyna, czego tam nie ma. Połowa ciuchów to te „brzydkie i zniszczone, ale po domu można chodzić”. Przejrzałem trochę i część wywaliłem, bo po prostu nie mieściły się i były mi już niepotrzebne. Zerknij tam i zastanów się, w czym tak naprawdę chodzisz.

po_remoncie

  • Biurko. Moje centrum dowodzenia światem. Na blacie zawsze mam czysto, bo nie potrafię pracować w bałaganie, ale mam swoje grzeszki typu szuflady. Wysypałem wszystko na ziemię i przeprowadziłem weryfikację.
  • Np. kable trafiły do wiklinowych koszyków, gdzie mogą się elegancko zwijać, a wszystkie akcesoria do biegania i podróżowania trafiły do magicznej skrzyni szwagrów : ) Ile pierdółek się nazbierało przez ten czas. Menażki, lampki, bukłak, czołówka, mapy i inne gadżety, bez których nie da się żyć.
  • Inne akcesoria: aparaty, obiektywy, karty SD. Mam dużo takich zabawek, znalazłem dla nich miejsce w pudełkach i teraz wszystko mogę łatwo znaleźć.

Porządek w otoczeniu to lepsze samopoczucie

Takie ogarnięcie mojego pokoju bardzo dobrze na mnie wpłynęło. Jakoś tak szybciej wszystko się robi, mniej denerwuje, nie szuka się zagubionych rzeczy. A ile ja skarbów znalazłem przy okazji! : )

Pomyślcie, czy nie wykorzystać jakiegoś weekendu na takie generalne porządki.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Krystian

    dzięki za wpis :D

  • U mnie przeprowadzka przyczyniła się do zrobienia doskonałych porządków. Chociaż jeszcze z szafy niektórych rzeczy można by się pozbyć…

  • Katarzyna

    Hej, Maju od dłuższego czasu czytam Twój blog. Wiesz Brakuje mi wpisu odnośnie determinacji i tego co najbardziej mobilizuje Cię do działania. Może uda mi się przekonać Ciebie do wpisu o takiej tematyce. Wszyscy doskonale wiemy, że stawianie celów jest ok. Jednakże problem przychodzi gdy ‚słomiany zapał’ zniknie i przychodzą zwykłe dni, gdzie determinacja i upór jest czymś, dzięki któremu albo się poddajemy albo idziemy dalej. Dlatego tak jak napisałam wcześniej zależy mi na wpisie gdzie zwyczajnie opiszesz (być może do dyskusji włączą się inni) aby pokonać tego wewnętrznego lenia który prędzej czy później się pojawia.

    • Kiedyś sporo o tym pisałem ;) Może kiedyś zrobimy jakiś wpis. U mnie to przychodzi naturalnie, rzadko się do czegoś zmuszam. Samo się dzieje

    • Magda

      Nie jestem żadnym ekspertem ale sądzę, że jednym ze sposobów na taki słomiany zapał może być tzw. ” działanie z automatu”. Ja miałam ogromny problem żeby co drugi dzień wstać rano na bieganie, nie mogłam biegać wieczorem z uwagi na to że w te dni kończyłam o 22 pracę. Więc musiałam o 5 rano wstać na trening. I pomimo że uwielbiam biegać miałam gigantyczny problem żeby zwlec się z łóżka. Wówczas zadziałał u mnie automat. Po prostu rano gdy zadzwonił budzik natychmiast wstawałam, ubierałam się i wychodziłam. Nie zastanawiałam się nad tym czy mi się chce wstawać, nie było myśli że może o tej 22.30 zrobię trening ( oczywiście nigdy się nie zdarzyło żeby taki trening się odbył;)) ani o tym że tym jeden raz mogę odpuścić. Po 3 tygodniach budziłam się kilka minut przed budzikiem. I do dziś gdy czasem nie chce mi się rano wstać od razu przestaję myśleć i ” przerzucam się” na automat. A co do motywacji to samo czytanie o motywowaniu się nic nie da. Musi zadziałać imperatyw wewnętrzny. Jeśli masz cel i jest on dla ciebie ważny to nie ma siły żeby coś powstrzymało cię przed realizacją.

  • Guest

    Cześć!
    Wpis świetny, mam mały pomysł co do pozostałych „odkurzaczy”, można to chyba podciągnąć pod zdrowie i relacje z ludźmi. O Woodstocku mowa. Zdrowie psychiczne podreperować można, relacje z innymi też się na pewno nawiąże :D Wybierasz się w tym roku? Jadę pierwszy raz, sama i jestem przerażona! Jednak bilety kupiłam, nie ma odwrotu. Co ja najlepszego zrobiłam?!:D Nie, żebym pokazywała palcem, ale to „wina” Twoja i Twojego bloga! Zachciało mi się wychodzić poza strefę komfortu, podróżować, cieszyć się życiem… Nawet pełnoletnia nie jestem, a stopem mam ponad 1500km zrobionych, masę szalonych rzeczy na swoim koncie, świat o 180 stopni odwrócony. Maju, ja Cię kiedyś odnajdę i sobie poważnie porozmawiamy :D Może na Woodstocku będzie okazja?

    • Hehe wybieram się na Woodstock ;) Byc może gdzieś pod sceną się spotkamy, bo rok temu spotkałem kilku czytelników, ale uwierz mi – na Woodstocku poważnie się porozmawiać nie da :)

  • LNS

    Ja zawsze jak mam się uczyć to sprzątam także u mnie przeważnie kurde jest porządek…nawet w szufladach :D Musiałbym, a w zasadzie to chcę zrobić porządek z uciekaniem od obowiązków wymagających trochę wysiłku u siebie ;)

  • Milena

    Akurat pakuję się po dwóch latach mieszkania w Gruzji. Ograniczeniem jest walizka, 30 kg. 3/4 zawartości szafy poszło dla potrzebujących, ale jakoś nad tym nie ubolewam. Im mniej rzeczy, tym paradoksalnie lepiej się czuję :)

  • Guest

    Porządek musi być, wiadomo.
    Też masz tak, że jak jesteś po generalnym porządku swojego otoczenia powiedzmy przy biurku, to za tydzien, dwa, trzy bałaganik znowu się zrobił i trzeba od nowa ogarniać otoczenie? Nie da się chyba tak ciągle tego kontrolować, co? :)

  • oskarprzepiora.pl

    U mnie porządek na biurku rzecz święta!
    Ale nie powiem … szafki, szufladki, łóżko – tam bałaganik zawsze się robi i trzeba go nabierząco kontrolować :)

  • Wiedziałem, że jeżeli chce efektywnie pracować to na biurku nie może się znajdować nic poza komputerem, notesem i długopisem. Fajnie wiedzieć, że nie jestem jedyny.

  • Tomek

    Problem szuflad możesz łatwo rozwiązać. Też go miałem. Po prostu się ich pozbyłem i teraz moje „centrum dowodzenia światem” ogranicza się do pikowanego fotela, który znalazłem na ulicy, diodowej lampki z Ikei i starej zapomnianej ławy dziadków. Lepiej być nie może :)

  • Pingback: Skąd brać pieniądze na podróże? - Zwiększ zyski()

Przeczytaj poprzedni wpis:
Same Dobre Rzeczy #1