Praca w podróży – moje pierwsze obserwacje i wrażenia

Od ponad miesiąca jestem na wyjeździe z laptopem. Podróżuję i pracuję w tym samym czasie. Dzisiaj o wyzwaniach, jakie przede mną stanęły, i jak sprawdza się u mnie tego typu system. Jak wygląda praca w podróży?

Kilka dni temu, „zamknąłem” luty w firmie. Siedząc w małym miasteczku w meksykańskim Chiapas, pozałatwiałem sprawy w Polsce. Wystawiłem faktury, popłaciłem rachunki, podliczyłem 28 dni. Wszystko przez Internet – XXI wiek pełną gębą. Marzyłem o tym od dawna i nie powiem – ucieszyłem się jak cholera.

Przed wyjazdem miałem sporo obaw, czy taki styl podróżowania spodoba mi się. Od kilku lat kiełkował mi w głowie ten pomysł, ale jakoś nie mogłem się zebrać. Chyba brakowało mi odwagi, żeby wreszcie ruszyć. Założyłem więc, że moja podróż po Meksyku, Gwatemali i Belize będzie testem, czy takie rozwiązanie po prostu jest dla mnie. Na cały wyjazd zakładam też odwrócone proporcje: 80% czasu na podróże i życie osobiste, 20% na pracę – ta ma być dodatkiem, a nie celem samym w sobie.

Myślę, że w ciągu najbliższych tygodni napiszę więcej na ten temat, bo trudno mi oceniać po zaledwie 4 tygodniach, gdy przede mną jeszcze długa droga. Podzielę się z Wami natomiast pierwszymi obserwacjami.

Obserwacja nr 1: tęsknię za biurkiem

Zacznę od wyzwania, przed którym stają osoby pracujące w podróży. Bardzo brakuje mi odpowiedniego miejsca. Nie mówię o super wygodnych fotelach z eleganckim biurkiem, wystarczy stół i krzesło, a niestety tam, gdzie śpimy, nie zawsze mogę na nie liczyć. Na razie jedynie w 3 miejscach miałem bardzo dobre warunki do pracy. Myślę, że teraz przy wyborze hosteli będę zwracał większą uwagę na jakiś kąt do pracy.

Oczywiście zawsze można znaleźć jakąś kawiarenkę i tam popracować – tak zrobiłem np. w Puebli. Znalazłem genialne miejsce, z dobrym Internetem i wygodnym siedziskiem. Wszystko jest więc kwestią upatrzenia sobie odpowiedniej miejscówki. Mógłbym ewentualnie poszukać jakiegoś coworku, ale przecież nie po to jadę do Meksyku, żeby chodzić do biura. Jak dotąd pracowałem w różnych, dziwnych miejscach : ) 

Moje miejsce pracy

Fotel prezesa jest? To można pracować!

Obserwacja nr 2: Internet i problemy z połączeniem

Przed wyjazdem obawiałem się, jak będzie wyglądała w Meksyku sytuacja z Internetem. Zdziwiłem się, bo jest względnie dobrze. Dwukrotnie rozmawiałem z klientami przez Skype’a i szło całkiem w porządku.

Problemy, jeżeli są, wynikają raczej z niedbalstwa właścicieli hosteli. Oczywiście zdarzają się takie sytuacje, ale liczyłem się z tym i uczę się akceptować pewne rzeczy i być na nie przygotowanym. Gdy np. w jakimś hostelu mamy świetny Internet, a do końca tygodnia muszę wysłać duży plik, to nie czekam do ostatniego dnia, tylko załatwiam sprawę od razu. Gdy np. Wi-Fi nie dociera do naszego pokoju, bo jest na końcu korytarza, to nie marudzę, tylko wykorzystuję czas offline i piszę dla Was ten wpis. Gdy wiem, że chcę popracować solidnie, z dobrym netem, to szukam odpowiedniego miejsca. I nie jest to trudne, bo Internet w Meksyku działa dość dobrze : )

Obserwacja nr 3: mniej stresu, więcej zdrowia

W lutym pracowałem bardzo mało : ) Takie było założenie, bo po wielu miesiącach ostrego zapieprzu potrzebowałem urlopu. Kilka miesięcy przed wyjazdem pracowałem naprawdę ciężko. Do tego wydanie książki mocno mnie sponiewierało i organizm domagał się odpoczynku. Dostał to, czego chciał, i od razu czuć rezultaty.

Jestem wypoczęty i zrelaksowany. Praca znów sprawia mi przyjemność. Nie muszę faszerować się ogromną ilością kawy. Po pierwsze dlatego, że właściwie to jej tutaj za bardzo nie ma, a po drugie – mój organizm się jej nie domaga. Jakoś tak lepiej mi teraz i zdrowiej.

Obserwacja nr 4: ciągłe przemieszczanie się jest wyzwaniem

Na czas wyjazdu zdecydowałem się wziąć dużo mniej zleceń i tylko te, które są mało stresujące. Mojego najważniejszego klienta, który wymaga szybkiej reakcji, w pełni zautomatyzowałem i jak na razie jestem z tego bardzo zadowolony. Klienci wiedzą, że jestem w podróży, i w pełni to akceptują. Ustaliłem też bezpieczne dla mnie terminy realizacji, więc nie muszę się spinać.

Obecnie skaczemy z miejsca na miejsce, co przy większym nacisku na pracę mogłoby być uciążliwe. Podczas kolejnego wyjazdu w przyszłości chciałbym więc spróbować innego modelu i np. „przeprowadzić” się na 1-2 miesiące w jakiejś miejsce. Wynająć mieszkanie, pracować 6 godzin dziennie, a w weekendy zwiedzać okolice. Myślę, że taki system jest najefektywniejszy. Z resztą, tak właśnie robi większość cyfrowych nomadów.

Obserwacja nr 5: trudno się za coś zabrać, ale jak już zacznę, to idę jak burza

W Meksyku dużo rzeczy walczy o moją uwagę: ciekawe miejsca, zabytki, dobre jedzenie… Ciągle jest coś do zobaczenia i zrobienia, dlatego praca schodzi na drugi plan. Czasem zdarza się, że nie mogę się zebrać, ale gdy już siadam do jakiegoś zlecenia, to wkręcam się na dobre. Łapię flow, pracuję szybko, efektywnie i z radością.

Co ciekawe, w Krakowie od kilku dobrych miesięcy nie mogłem osiągnąć takiego prawdziwego, szczerego flow. Nie wiem, czy zmiana jest spowodowana nowym miejscem, czy zmniejszeniem ilości pracy, ale cieszy mnie ona.

Praca w podróży - moje biuro

Obserwacja nr 6: kreatywność wzrasta

Wyjeżdżając, byłem wypłukany twórczo. Odpoczynek i nowe miejsca robią swoje. Mam czas na przemyślenia, planowanie i wymyślanie. Dotyczy to zarówno pracy, bloga jak i życia osobistego. Wreszcie znalazłem czas, żeby podsumować w spokoju ubiegły rok i zaplanować 2017. No jest mi po prostu dobrze.

W głowie mam też sporo pomysłów na nowe projekty, rozwiązania graficzne itp. – podczas podróży zwracam uwagę na jakieś nietypowe fonty, plakaty, reklamy.

Ja wiem, że kreatywność nie jest wymierna i wielu ludzi uważa jej brak za pewnego rodzaj wymówkę, ale po 7 latach pracy jako grafik wiem, że bez kreatywności możesz tworzyć projekty przeciętne. Będą dobre, ale nie będą cieszyć Ciebie, jako autora, i nie będą Cię rozwijać. Nowe miejsce i otoczenie pobudza tę kreatywność i co do tego nie mam żadnych wątpliwości.

Jest bardzo dobrze

Choć na razie minął miesiąc i tak naprawdę na pracę nie poświęcałem zbyt dużo czasu, to i tak jestem zadowolony z efektów. Przyznam szczerze, że obawiałem się, jak to wyjdzie. Spodziewałem się, że świat będzie się walił, będę musiał gasić pożary, odbierać telefony i rozwiązywać ogromne problemy. Efekty finansowe też są powyżej moich oczekiwań.  Najważniejsze, że odżyłem. Przerwa, odpoczynek, słońce i Meksyk sprawiły, że czuję się dobrze. Mam w głębi siebie jakąś taką czystą radość i zadowolenie. Jest mi dobrze.

W marcu planuję poświęcić więcej uwagi pracy, więc pewnie pod koniec miesiąca napiszę tekst z podsumowaniem, efektami lub przemyśleniami.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Nigdy tak nie pracowałem, ale pewnie najtrudniejsze jest to ciągłe rozproszenie. Wszystko wokół jest nowe i ciekawsze niż nasza praca :P

  • Marzy mi się kiedyś paromiesięczny wyjazd na próbę, czy faktycznie zdołam pracować zdalnie. Przy krótkich, dwu-trzy tygodniowych wyjazdach jak na razie wydawało mi się to nieosiągalne. Dzięki za dawkę inspiracji!:)

    • Dwa tygodnia to inna bajka. Też pracowałem podczas takich wyjazdów, ale dążyłem do tego, żeby jak najszybciej daną rzecz skończyć i iść się „dziać”. Bo masz mało czasu i chcesz wykorzystać czas w podróży. Inaczej to działa podczas długiego wyjazdu ;)

  • czytelnik

    Hej, znasz taką stronę https://www.cyfrowinomadzi.pl/ ?

  • AlicjaElwiraRakowska

    Szacuneczek, mi też się marzy dłuższa podróż, tylko po Azji :). Myślę, że za rok, dwa się zdecyduję. Póki co pracowaliśmy z moim chłopakiem w takim modelu jaki Ty zamierzasz testować, czyli mieszkaliśmy niecały rok na Malcie i pracowaliśmy zdalnie. Być może z jakimś większym i bardziej zróżnicowanym krajem niż Malta lepiej by to zagrało.

    Zaczęłam opisywać tą przygodę na własnym blogu http://dreamfighters.pl :)

  • Pingback: 8 zalet pracy zdalnej w podróży. Czego się nauczyłem? - Życie Jest Piękne()

  • Pingback: 8 wad pracy w podróży - Życie Jest Piękne()

Przeczytaj poprzedni wpis:
7 rzeczy, które pokochałem w Meksyku (i dodatkowe 4, których nienawidzę)