Proszę, wróć do mnie!

Koniec wakacji, więc najwyższy czas się ruszyć i trochę wziąć się za siebie. Powiem Wam szczerze, że w wakacje trochę wyluzowałem i zaczęło mi brakować moich małych nawyków. Mojej zdrowej rutyny.

W czym tkwił problem podczas wakacji? Że ciągle gdzieś jeździłem. Był Rzeźnik, był Blanc, Chorwacja, Słowenia, w międzyczasie jakiś wyjazd do domu. Do tego miałem sporo pracy, którą musiałem zrobić na czas.
W praktyce wyglądało to tak, że goniłem z projektami, żeby zdążyć przed wyjazdem, by nie blokować prac. Wracałem, domykałem zlecenie, rozpoczynałem nowe i znów wyjazd. Zaczęło mnie to w końcu męczyć, bo przez to nie miałem czasu na swoją „małą rutynę”, czyli takie zwyczaje, które porządkują mi dzień. Na początku sierpnia byłem wręcz wykończony takim stylem życia i krzyczałem wewnątrz siebie – rutyno, wróć do mnie!
Można powiedzieć, że rutyna jest zła – bo jest. Ale ta, do której się przyzwyczaiłem, te małe, codzienne nawyki i zwyczaje są dla mnie dobre – po prostu więcej robię i jestem bardziej uporządkowany (w granicach rozsądku). Spontan jest fajny, ale na dłuższą metę potrafi męczyć.

blanc-73

Nawyki, do których wracam

Trzeba trochę wziąć się za siebie, a wrzesień jest na to dobrym czasem. W końcu od małego „ogarniałem się” we wrześniu : )

1. Regularne bieganie – zapuściłem się pod tym względem i przez wakacje prawie w ogóle nie biegałem. Po Rzeźniku miałem kontuzję, po Blancu byłem wykończony, a później od razu Woodstock i wyjazd do Chorwacji i Słowenii. No nie dało się. Od kilku dni regularnie biegam. Nie jakieś duże dystanse, po prostu – przypominam sobie, jak dobrze jest to robić, i bardzo mnie to cieszy.

2. Praca w skupieniu – codziennie tysiące rzeczy walczą o moją uwagę. Włączony Facebook, mail, telefon, sprawy, które czekają na załatwienie. W wakacje panował u mnie duży chaos, bo w krótkim czasie musiałem uporać się z wieloma tematami. Dłużej już tak nie mogę!

We wrześniu zdecydowałem się na wynajem biurka w coworkingu. Chodzę do CoLabu już od kilku dni i czuję niesamowitą różnicę. Idę na te kilka godzin, wykonuję sprawnie wszystkie zadania, wracam do domu i mam trochę czasu dla siebie. Definitywnie wyłączam na ten czas Facebooka i staram się nie przerywać zadania, dopóki nie osiągnę jakiegoś tam zamierzonego etapu. Przyspieszyłem mocno, a praca znów zaczęła dawać mi dużo satysfakcji. Na coworking zdecydowałem się też ze względu na ludzi. Naprawdę już nie mogłem pracować w domu! Nie tylko mnie to rozleniwiało, ale też odczuwałem brak ludzi w otoczeniu. Źle mi było, gdy wszyscy domownicy wychodzili, a ja zostawałem sam. Lukę próbowałem wypełnić rozmowami na FB i w ten sposób tworzyłem błędne, bezproduktywne koło. Na razie w coworkingu zostaję na miesiąc – później zobaczymy. Dam Wam znać w październiku, jak wpłynęło to na moją pracę : ) A moje miejsce pracy wygląda obecnie tak:

miejsce_pracy

3. Czytanie książek – przez wakacje mało czytałem. To samo – brak czasu, inne sprawy na głowie. Leżąc na chorwackiej plaży, przypomniałem sobie, jak fajnie jest czasem wciągnąć się w jakąś książkę. Kupiłem parę fajnych pozycji i czytam. Co prawda głównie w komunikacji miejskiej, czekając na kogoś itp., ale w ten sposób naprawdę można przebrnąć przez wiele stron.

Tylko tyle. Takie małe trzy rzeczy, które niosą za sobą duże zmiany. Oczywiście nic na siłę. Nie zmuszam się, nie ma, że muszę – po prostu chce mi się to robić, bo te wakacje już mnie zmęczyły.
Wrzesień to dobry czas na zmiany.

A Wy, macie jakieś jesienne plany?

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Tomasz Matusiak

    Planuję sporo rzeczy na jesienny okres. Przede wszystkim po powrocie do Polski planujemy wynająć mieszkanie z narzeczoną. Poza tym planuję znaleźć pracę w zawodzie, udanie ogarnąć studia, uczestniczyć w kilku kursach i regularnie ćwiczyć na siłowni. To będzie pracowity okres!

    • Nemesis Nave

      Piąteczka! My z narzeczonym już mamy zaklepane, teraz czeka nas przeprowadzka.
      Poza tym planuję pełną parą rozpocząć rok akademicki i zaangażować się w projekty poza szkolne.
      A fizycznie – iść na boks bądź pole dance.
      Trzymam kciuki (:

      • Tomasz Matusiak

        Też ambitne plany :)

  • Na razie plany wrześniowe: dwa maratony, a potem przećwiczyć całą zimę – czy to na siłowni, czy to na basenie.
    Koledzy z biura chwalą kubek ;)?

  • Agnieszka

    Kurde, idealny wpis dla mnie! Moje wakacje też obfitowały w mniejsze i większe wyjazdy, które powodowały, że wszystko robiłam w biegu i prawie cały czas na walizkach ( a raczej plecaku;P).

    Odbiło się to oczywiście na rutynie i samodyscyplinie. Ja czekam z postanowieniami do października, na razie porządkuję sprawy typu lekarze, porządki w szafie, szufladach, kompie itd (dopóki jestem studentką to 1 października pozostanie takim prawdziwym Nowym Rokiem – styczeń nie działa na mnie tak motywująco :] ).

    Wiem, że chcę o siebie zadbać w szerokim tego słowa znaczeniu – powrócić do aktywności fizycznej, wysypiać się, zdrowo odżywiać i uczyć się prawidłowo rozładowywać stres. reszta celów będzie wtedy o wiele łatwiejsza ;) Btw bardzo dużo stresu powoduje u mnie właśnie brak rutyny, więc trzeba się przemóc do wstawania rano i planowania :P

    Pozdrawiam!

  • KK

    Ah, te „Postanowienia Wrześniowe”… :D Pięknie opisałeś nawyki vs spontan ;)

    • No bo i spontan ma swój urok i nawyki mają swój urok :) Dwa żywioły, które definiują sinusoidę życia :D

      • aleksandra

        Poeta ;)

  • Marta Trzeciak

    Zdecydowanie plany są! Bez planów żyje się przecież dziwnie – uwielbiam jak mój kalendarz pęka w szwach i codziennie mogę skreślać to, co zostało już zrobione. Dla mnie w tym miesiącu priorytetem jest dbałość o swoją kondycję fizyczną – plan ćwiczeń już jest, został aktywowany i staram się wytrwale go wypełniać :)

  • Czarne Espresso

    A co ciekawego czytasz? :)

    • A skończyłem „Inferno” Browna i teraz czytam „Potęga marzeń” – biografia Disneya, ale nie do końca mi się podoba. Jeszcze jej daje szansę, ale miałem wyższe oczekiwania. Będę recenzował na blogu jak skończę :)

      A w kolejce czeka ” Like a Virgin. Czego nie nauczą Cię w szkole biznesu – Richard Bransona”.

      • „Inferno” pochłonęłam w momencie, w trakcie wykładów :D

  • Amused Observer

    Też planuję powrót do rutyny i organizacji. I (NIESTETY) rannego wstawania. W sumie na wyjeździe też trzeba było często wstawać bladym świtem, ale… to co innego.

    • A ja lubię to wczesne wstawanie. Jak wstanę wcześniej to ten dzień pełniejszy jest, bardziej energiczny :)

      • Amused Observer

        Pod warunkiem, że nie jesteś sową i nie kładziesz się bardzo późno spać. Chociaż wtedy dzień jest wyjąkowo długi :D

        • No z tym różnie bywa, ale jednak zauważyłem, że nawet jeżeli pójdę spać o tej drugiej w nocy to jestem w stanie wstać przed 8 i mam fajny dzień. A jak wstanę później to nawet do roboty się nie zdążę wziąć a już trzeba jeść obiad :)

          • b.

            A tak się wtrącę do rozmowy o wczesnym wstawaniu…….

            Wstaję do pracy od pn. do pt. o 5.15, w weekendy też budzę się wcześnie, normalnie przesypiam te książkowe 7-8 godzin, a mimo to cały czas chodzę niewyspana.

            Niestety zmuszona jestem obecnie do takiego trybu życia. Tak jak jeszcze niespełna rok temu zmuszona byłam kłaść się o 4-5 nad ranem, a wstawać o 11.00 – dodam, że wówczas lepiej mi się funkcjonowało.

            W związku z tym doszłam do wniosku, że to nie jest odpowiednia godzina do mojego wstawania, pobudki. Choć położyłabym się spać wcześniej i tak się nie wyśpię do 5.15. Wcześniej wystarczyło mi niewiele, a dobrze się wypoczęło, chociaż miałam znacznie cięższą pracę. A już najbardziej optymalną godziną byłaby 9-9.30, czy kiedyś takie czasy do mnie wrócą?

          • Kwestia podejścia. Jednak u mnie działa to wstawanie 6-7 i wtedy jestem najproduktywniejszy :)

  • gosia

    U mnie nie bylo wakacji wyjazdowych ale byly za to wakacje remontowe. A ze nowe mieszkanie to i nowe nawyki trzeba bedzie uskutecznic. Ze starych musze wrocic do wczesnego wstawania i pracy w blokach czasowych.

  • Moje plany to po przeprowadzce także powrócić do nawyków i cisnąć do przodu! :)
    To jest ciekawe, że wolisz jak domownicy są w domu. Nie rozpraszali Cię nigdy :D? Dla mnie lepiej, gdy siedzę sam to mogę się skupić nad pracą i mam spokój :D Fakt z tym FB to prawda, czasami się jeszcze też na tym łapie, że wchodzę by pogadać ale szybko się ogarniam i uciekam ;D

    • Niby też wolę być sam, ale cholera – po kilku tygodniach to można oszaleć ;)

  • 58OsA

    Ja powoli w sierpniu już zacząłem wchodzić w rutynowe zajęcia, które zostały „zawieszone” na okres wakacji. I tak powoli znów biegam oraz ćwiczę, jednak póki co bez jakieś spiny. Wrzesień (i może październik) bardziej przeznaczam na przyzwyczajenie się do pewnych nawyków i takie rozruszanie. Wciąż jest jeszcze ciepło, więc staram staram się korzystać z tych ciepłych dni. Na czytanie wciąż brakuje mi czasu, ale już wiem, że w jesień i zimę przeczytam mnóstwo książek.

    http://58osa.blogspot.com

  • Ja już zaczęłam wracać do wczesnego wstawania, bo sierpień mnie rozleniwił niesamowicie, a we wrześniu zaczęłam praktyki w szkole.
    Wracam też powoli do zielonej herbaty i wieczornego czytania. :)

  • Tomek Zboina

    Ciekawa opcja z tym wynajmem biurka, ale chyba nie zdecydowałbym się na openspace z wyboru. A co do jesieni, to wrzesień od lat jest dla mnie najlepszym miesiącem na weryfikację planów z początku roku, więc nie wiem jeszcze co diametralnie może się zmienić w perspektywie najbliższych dni :)

    • Też tak myślałem kiedyś, a teraz sobie chwalę ;)

  • Kuba

    Ja się od października przede wszystkim skupiam na studiach. I książkach oczywiście, ale to całoroczny projekt. We wrześniu czas na ostatnie wyjazdy, zaklimatyzowanie się po przeprowadzce i trochę tych dobrych nawyk, małej rutyny, która jakoś organizuje to wszystko do kupy.

  • Guest

    Michal, Jestes moja motywacja do dzialania. Nigdy wczesniej nie czytalem bloga, na tego wpadlem przez przypadek i tak oto przeczytalem kazdy post od odpoczatku. Mam podobne spostrzezenie na swiat, lecz zawsze brakuje mi tej odwagi na krok dalej. Dzieki, Pozdrawiam!

Przeczytaj poprzedni wpis:
Ekstremalna Słowenia i spełnione marzenie!