Przewodnik po Meksyku – Jak przygotować się do wyjazdu, co warto zobaczyć i na co uważać?

Odkąd wróciłem do Polski, kilka osób pisało do mnie w sprawie Meksyku. Dostaję też wiadomości z pytaniami o planowanie wyjazdu. Postanowiłem przygotować mini przewodnik po Meksyku z wszystkimi informacjami mogącymi pomóc tym, którzy myślą o podróży do tego kraju. Myślę, że ten tekst może być naprawdę przydatny – sam przed wyjazdami często poszukuję tego typu treści.

To będzie obszerny i szczegółowy wpis. Być może nie zainteresuje wszystkich czytelników, którzy śledzą bloga (choć liczę na to, że każdy znajdzie tu coś dla siebie), ale na pewno pomoże tym, którzy wybierają się do Meksyku. A jest to wspaniały kraj.

Chcę też zaznaczyć, że zrobiłem wszystko, aby przygotowany materiał był rzetelny – nie traktuj jednak tego artykułu jako świętą prawdę i podane w nim informacje sprawdź także w innych miejscach. Dlaczego? Dlatego że w Meksyku spędziłem 2,5 miesiąca, a to nadal za mało, żeby poznać kraj i mieć immunitet na prawdę. Tekst jest też podszyty moimi osobistymi przeżyciami. To, że coś mi się podoba, nie znaczy, że będzie podobało się także Tobie. To, że ja wydałem w danym miejscu określoną sumę pieniędzy, nie znaczy, że wydasz tyle samo. Dużo zależy od osobistego podejścia. My w zasadzie zwiedziliśmy Meksyk południowy, więc nie mogę wypowiadać się na temat północnej części kraju, bo one na pewno się różnią. Z resztą, zobaczcie jak wielki to region. Widziałem dużo, ale ile jeszcze jest tam do zobaczenia!

We wpisie pozwoliłem sobie też dodać linki referencyjne do polecanych miejsc. Jeżeli np. zrobisz rezerwację w polecanym hotelu, to otrzymam drobną prowizję. Ty oczywiście nic nie tracisz, a ja otrzymam drobne do wykorzystania w kolejnej podróży. Polecam jednak tylko noclegi w tych miastach, w których faktycznie dobrze trafiliśmy. 

Przewodnik po Meksyku – Spis treści:

Darmowy przewodnik po Meksyku

Informacje podstawowe i ceny
Bezpieczeństwo i zdrowie
Poruszanie się po kraju
Przekraczanie granicy
Kuchnia i napoje
Nasza trasa i ulubione miejsca
– Cancún
– Wyspa Holbox
– Valladolid
– Merida
– Campeche
– Palenque
– San Cristobal del las Casas
– Puebla
– Mexico City
– Oaxaca
– Puerto Escondido / Punta Zicatela
– Mazunte
– Bacalar
– Mahahual
Słowem zakończenia

Jaki był dla mnie Meksyk? Przed wyjazdem miałem sporo obaw, a trafiłem do kraju, który pokochałem: kolorowego, wesołego i smacznego. Meksyk na dobre zagościł w moim sercu. Od przyjazdu do Polski minęło już kilka miesięcy, a ja… tęsknie. Bardzo chciałbym tam kiedyś wrócić i na pewno będę to rozważał przy planowaniu kolejnej podróży.

Informacje podstawowe i ceny

Przez 2 miesiące podróży dziennie wydawaliśmy średnio ok. 190 zł na dwie osoby, czyli 95 zł na głowę. Podróżowaliśmy umiarkowanie tanio, tzn. nie szaleliśmy, ale też nie żyliśmy w ubóstwie. Spaliśmy raczej w tanich hotelach i hostelach, zazwyczaj były to dwuosobowe pokoje. Raz spędziliśmy noc w grupowym dormie, ale średnio to się opłacało, bo przy dwóch osobach prywatny pokój wychodzi niewiele drożej. Zdarzały nam się też noclegi w namiotach i, co ciekawe, one właśnie okazywały się najciekawsze. Więcej szczegółów poniżej.

Jadaliśmy dobrze i niedrogo, w różnych ulicznych garkuchniach i tanich restauracjach. Na tym akurat nie warto oszczędzać, bo kuchnia jest ciekawa i warto spróbować jak najwięcej różnych dań.

Nie skąpiliśmy też na atrakcje i byliśmy w wielu interesujących miejscach, choć niektórych wyborów żałujemy (polecamy np. ruiny w Palenque, a odradzamy te najsłynniejsze w Chichén Itzá, które były nudne, zatłoczone i cholernie drogie. Więcej szczegółów poniżej, w sekcji „Miejsca, które odwiedziliśmy”.

Meksyk wydaje mi się więc krajem średnio drogim. Owszem, jest tam trochę drożej niż w Azji Południowo-Wschodniej, ale mam wrażenie, że standard wszystkich usług jest też wyższy. Ceny podobne jak w Polsce. Na Jukatanie drożej, w stanie Oaxaca/Chiapas taniej. Stolica też tania. Na wybrzeżu Morza Karaibskiego i na wyspach ceny są wręcz europejskie, a nawet droższe. Jeżeli planujesz podróżować niskobudżetowo, to polecam regiony Oaxaca i Chiapas. Nie dość, że są tańsze, to jeszcze dużo ciekawsze.

MeksykPrzykładowe wydatki:
– Obiad od sprzedawcy na ulicy – 40-100 pesos.
– Butelka coca-coli w szklanej butelce – ok. 15 pesos.
– Butelka wody w sklepie – 10-20 pesos.
– Puszka piwa w sklepie – ok. 15 pesos.
– Pokój dwuosobowy w miłym hostelu w San Cristobal ze śniadaniem – 350 pesos.
– Pokój dwuosobowy w Campeche – 445 pesos.
– Pokój dwuosobowy w Valladolid – 270 pesos.
– Pokój dwuosobowy w Meridzie – 270 pesos.
– Pokój dwuosobowy w Mexico City – 240 pesos
– Pokój duwoosobowy w Palenque – 350 pesos.
– Autobus z Campeche do Palenque (360km) – 334 pesos.
– Nocny autobus z San Cristobal do Puebli (780km) – 875 pesos.
– Autobus z Mexico City do Oaxaca (460km) – 492 pesos.

Porady, które pozwolą zaoszczędzić:

  • Bilety autobusowe warto kupować kilka dni wcześniej. Zazwyczaj jest wtedy trochę taniej, więc przy dwóch osobach i częstych przejazdach można całkiem sporo zaoszczędzić.
  • Gdy przejrzycie booking.com, okaże się, że wiele noclegów to… namioty. Na początku nas to odstraszało, ale okazało się, że noclegi w nich były świetne. W środku zazwyczaj jest gruby materac łóżkowy, więc śpi się wygodnie. Campingi często też są dobrze wyposażone i czujesz się w nich lepiej niż w ciemnej norze z karaluchami (jak mieliśmy w Chetumal).
  • Warto ogarniać podstawy hiszpańskiego. Proste słowa i liczebniki mogą bardzo pomóc podczas targowania się – no i ogólnie ułatwić podróż. Bardzo się cieszę, że przed wyjazdem trochę się poduczyłem.
  • Jeżeli lądujecie w Cancún i będziecie chcieli wymienić pieniądze, to najbardziej opłaca się to przy… lotnisku. Po wyjściu z niego przechodzicie przez parking i idziecie w stronę stacji benzynowej. Tuż obok jest kantor, w którym ceny są lepsze niż w mieście.
  • Przy wypłatach z bankomatów bank pobiera zawsze dodatkową opłatę, nawet jeżeli macie konto walutowe i Wasz polski bank obiecywał „darmowe wypłaty”. Zazwyczaj są to niewielkie kwoty (ok. 30 pesos), ale przy częstych wypłatach robi się z tego niezła sumka. Warto więc mądrze to rozplanować. Należy wystrzegać się też wypłat w obcej walucie, np. dolarach amerykańskich. Meksykański bank pobierze opłatę nawet jeżeli wypłacasz z konta dolarowego. W ten oto sposób pewnego razu straciłem ok. 100 zł – ale już wiem, żeby uważać. Podczas wszystkich wyjazdów korzystam z konta walutowego Alior Banku i w sumie bardzo sobie chwalę. Przy dobrej strategii, konto jest praktycznie darmowe. Uważajcie przy wypłatach, żeby nie zostawić karty w bankomacie, bo działają u nas odwrotnie. Najpierw dają gotówkę, potem zwracają kartę. Ja w ten oto sposób zostawiłem kartę w jednym z banków :)

Merida

Bezpieczeństwo

Przed przyjazdem do Meksyku miałem sporo obaw. Dałem się mocno nastraszyć osobom, które… w Meksyku nigdy nie były! Do tego stopnia, że pierwszy raz w życiu wziąłem w podróż gaz pieprzowy. W końcu skądś musiało się wziąć powiedzenie „niezły Meksyk”.

Na miejscu okazało się, że to normalny kraj. Ludzie spacerują wieczorami po ulicach, na głównych placach miejskich wszyscy jedzą lody, a w knajpach słychać gwar. Przez cały pobyt nie mieliśmy ani jednej niebezpiecznej/niepewnej sytuacji. Raz w autobusie wypadł mi portfel i jakaś kobieta mi go podała. Nie doświadczyliśmy też żadnych prób kradzieży czy zaawansowanych oszustw.

Oczywiście zachowywaliśmy zasady bezpieczeństwa, które stosuje się podczas każdej podróży. Nie szukaliśmy problemów, nie włóczyliśmy się po nocy w niepewnych dzielnicach i pilnowaliśmy swoich rzeczy. Ale też nie popadaliśmy w tę drugą skrajność i nie chowaliśmy się w hotelu tuż po zmroku. Czasem wyszliśmy gdzieś na miasto, czasem wracaliśmy z jakiejś imprezy trochę później niż zwykle. Te same zasady stosuję bez względu na to, czy jestem w Meksyku, czy w Niemczech..

Zdrowie

Jeśli chodzi o nieprzyjemne sytuacje, to mieliśmy tylko jedną – zdrowotną. Zatruliśmy się czymś i po tygodniu gehenny musieliśmy iść do lekarza. W Meksyku jest sieć aptek „Farmacias Similares”, która ma też gabinety lekarskie. Wizyta u ich doktorów to koszt dosłownie kilku złotych, a w podstawowych sprawach na pewno pomoże. U lekarza byłem jeszcze drugi raz, w ostatni dzień wyjazdu. Było to jednak spowodowane chorobą, którą równie dobrze mógłbym złapać w Polsce.

Poruszanie się po kraju

  • Meksyk to bardzo dobrze skomunikowany kraj. Jest tam masa autobusów i przemieszczanie się nie sprawia większych problemów. Jeździ się głównie autobusami, które zazwyczaj są wygodne i przestronne. Dworce autobusowe też są bardzo przyjemne, czyste i zadbane. Naprawdę. Bardzo pozytywnie się zaskoczyłem. Bilety kupujemy w kasach na dworcu – można też przez Internet, ale nie chciało przyjmować mojej polskiej karty. Warto jednak sprawdzać serwisy do rezerwacji, żeby upewnić się w kwestii godzin odjazdów czy cen biletów. Lepiej zapoznać się z tym wcześniej, niż podejmować decyzję na szybko przy kasie : ) Jest kilka stron, na których możecie to sprawdzić, np. www.reservamos.mx czy www.clickbus.com.mx.
  • Mniejsze dystanse można też robic tzw. Colectivo (to takie busiki, które zawsze są zapchane do granic możliwości i w których rzuca na wszystkie strony).
  • Są jeszcze dzielone taksówki (zazwyczaj zrobione z pickupów), którymi dojeżdża się np. do pobliskich miast. Na pace mają ławki i poręcze do trzymania. W godzinach szczytu bite są w nich rekordy pod względem liczby osób :) Gdy kończą się miejsca siedzące, to się stoi. Gdy kończą się miejsca stojące, to stoi się jedną nogą na pace. A gdy one się kończą się, to można jeszcze stać „na zewnątrz” – na tylnym zderzaku : )
  • Zwykłe taksówki. Do jeżdżenia po mieście. Korzystaliśmy kilkukrotnie w Mexico City i Puebli. Taksówki w Meksyku są dość tanie.
  • Autostop – Korzystaliśmy dwa razy. Pierwszy raz był nieudany, bo po godzinie czekania w Palenque, w pełnym upale, postanowiliśmy iść na autobus – zabrakło nam cierpliwości. Drugi raz, w Puerto Escondido, poszło już dobrze. Czekaliśmy dosłownie 3 minuty i zatrzymał się pierwszy nadjeżdżający samochód. Poznaliśmy też kilka osób, które jeździły autostopem po Meksyku, w tym jednego Hiszpana, który podróżował w ten sposób ze swoim psem – więc da się. My byliśmy na tym polu mało aktywni, bo… z wiekiem coraz mniej nam się chcę :)

Meksyk - fiesta

Przekraczanie granicy

Z Meksyku bez problemu można dostać się do Gwatemali, Belize, no i do USA (ale tego trzeciego wariantu nie testowałem). Warto jednak pamiętać, że wyjazd z kraju może oznaczać spore koszty. Jak to wygląda?

Na granicy lubią kantować i naciągać białasów na dodatkowe opłaty. Jeżeli wyjeżdżacie z Meksyku do Gwatemali, należy uiścić opłatę w wysokości 500 pesos, AAALEEE jeżeli przyleciało się samolotem, to ta opłata nas nie obowiązuje. Trzeba iść w zaparte i pokazywać bilet lotniczy lub pieczątkę w paszporcie, udowadniając, że do kraju dostaliśmy się drogą powietrzną. Co ciekawe, gdy wracamy do Meksyku, również powinniśmy uiścić opłatę, AAAAALEEE nie dotyczy nas ona, gdy wjeżdżamy do Meksyku i jesteśmy tam krócej niż 7 dni.

W ten oto sposób zaoszczędziliśmy dość sporo. Ale co wycebuliliśmy na dwóch przejściach granicznych, zostało nam zabrane na granicy z Belize, gdzie opłata wizowa dotyczy wszystkich – nawet jeżeli w kraju jesteśmy tylko 1 dzień : )

Krótko mówiąc, jeżeli jesteście w Meksyku i chcecie odwiedzić Gwatemalę, a przylecieliście do kraju samolotem, to droga wolna i brak kosztów. Zaplanujcie jednak podróż tak, żeby później nie spędzić w Meksyku więcej niż 7 dni –unikniecie w ten sposób dodatkowej opłaty w wysokości 500 pesos.

Kuchnia

W żadnym innym kraju nie spotkałem się z tak ciekawą kuchnią. Pamiętajcie jednak, że ta na miejscu różni się trochę od tej, jaką znamy w Polsce. Nasza kuchnia „meksykańska” robiona jest trochę pod nasze smaki i jest bardziej „wypasiona”. Co trzeba spróbować?

  • Tacos – Klasyk. Małe placuszki z mięsem, jakimś sosem i dużą ilością kolendry. Chyba najtańsza opcja jedzeniowa, bo można się najeść już za 25-30 pesos.
  • Tortas – takie nasze kanapki z różnymi składnikami, podawane na ciepło. Przy czym to kanapki na wypasie: w dużej bułce i z wieloma dodatkami. Zdarzały mi się takie tortas, których nie byłem w stanie zjeść.
  • Tlayuda – duży, chrupiący placek tortilli z różnymi składnikami w środku. Popularny w stanie Oaxaca.
  • Quesadilla – nasze ulubione danie. Pokochaliśmy je i bardzo często jedliśmy na śniadanie. To również placek tortilli, tym razem z serem i różnymi dodatkami. Występuje w wielu opcjach: np. z kiełbasą chorizo, fasolą czy kurczakiem.
  • Milanesa – To takie nasze polskie obiady, coś na wzór schabowego. Warto spróbować, gdy znudzą nam się placki.
  • Empanadas – w wielkim uproszczeniu: to meksykańskie pierogi.

Meksykańskie tortas Jedzenie w MeksykuKuchnia meksykańskaWybór jest tak ogromny i różnorodny, że nie da się tego opisać. Pokochałem też awokado, które dodawane jest tam do większości potraw (podobnie jak limonka). W Meksyku, popularne są również fast foody, więc bez problemu można trafić na burgery, hot dogi, frytki i inne amerykańskie dziwadła. Mimo że kuchnia meksykańska opiera się głównie na mięsie, to wegetarianie także nie powinni narzekać. Brysia, wegetarianka, potwierdza, że łatwiej było jej znaleźć coś do jedzenia w Meksyku niż w Azji. Choćby dlatego, że w Meksyku przynajmniej rozumieją, o co chodzi, bo jest mniejsza bariera językowa. Ciekawie u kuchni pisali Rostkowie, więc zapraszam do nich na blog.

No i jeszcze napoje:

  • Agua de jamaica, naranja itp.  – To soki rozcieńczone z wodą. Przepyszne. Dostępne w każdej knajpie, ale też na ulicznych stoiskach. Warto spróbować różnych smaków. Agua de jamaica – sok z hibiskusa, Agua de naranja – sok pomarańczowy. To chyba najpopularniejsze, ale wybór smaków jest ogromny.
  • Piwo – W Meksyku jest tanie, ale są to standardowe lagery. Wiadomo, zimne piwko zawsze dobrze siada w upalny dzień. Najpopularniejsze marki to Corona, Indio, Modelo, Sol, XX, Victoria, czy Pacifico. Czasem można natknąć się na jakieś specjalistyczne sklepy z innymi piwami, ale ceny też są „specjalistyczne”.
  • Michelada – ciekawostka smakowa. W wielkim skrócie: to połączenia piwa z sokiem pomidorowym/paprykowym i różnymi przyprawami. No nie do końca mi podeszła.
  • Z mocniejszych rzeczy oczywiście tequilla, której przedstawiać nie trzeba. Do tego jest jeszcze mezcal, który jest bardzo podobny do tej pierwszej. Różnica poleca na innym sposobie destylacji i wykorzystaniu innego rodzaju agawy. Do Tequilli używa się tylko agawę niebieską, do mezcalu – inne. Jest jeszcze pox – alkohol wytwarzany z trzciny cukrowej w stanie Chiapas. Byliśmy tam w okresie karnawału, więc miejscowi bardzo często mnie nim częstowali : )

W świecie napojów i alkoholi również jest bardzo dużo do odkrycia. Nie spisuję wszystkiego, bo to po prostu byłby materiał na osobny wpis.Piwo w MeksykuAlkohol w Meksyku

Nasza trasa i ulubione miejsca

Przedstawiłem na mapie naszą trasę po Meksyku. Poniżej znajdziecie bardziej szczegółowy opis danego miasta, jego atrakcje i polecane miejsca. W Meksyku spędziliśmy ponad 2,5 miesiąca i w tym czasie oczywiście można zwiedzić bardzo dużo, ale my się nie spieszyliśmy. Gonimy i pędzimy w Polsce – w podróży przemieszczamy się wolno i gdy gdzieś nam się podoba, to zatrzymujemy się tam na dłużej. W pewnym momencie opuściliśmy też Meksyk i pojechaliśmy do Gwatemali. Pamiętajcie, że opis miejsc jest trochę subiektywny. To, że dane miejsce mi się podobało, nie znaczy że Wam również podejdzie.

I w drugą stronę – w kilku miejscach byliśmy np. zatruci i nie mogliśmy w pełni skorzystać z danego miasta, przez co jego obraz może być przez nas lekko zniekształcony.

Odpuściliśmy też kilka „topowych miejsc”, jak np. Tulum. Znajdują się w nim ponoć piękne ruiny Majów, ale zrezygnowaliśmy z tej atrakcji, gdy zobaczyliśmy ceny noclegów. Naoglądaliśmy się już ruin, więc stwierdziliśmy, że nam wystarczy i wybraliśmy mniej zatłoczone Mahahual.

Nasza trasa wyglądała następująco:

Cancún

Kurort turystyczny z wielkimi hotelami z basenami. Miasto w sumie dzieli się na dwie części: Cancún właściwe i tzw. Zona hotelara – strefę z luksusowymi hotelami. My mieszkaliśmy w tym właściwym. Ciekawych zabytków i atrakcji raczej brak.

Co polecam?

  • W samym centrum miasta, przy głównym placu są budki z jedzeniem. Pyszne i tanie żarcie, a do tego duże porcje. Warto się tam stołować : )
  • Zostać na 1-2 noce po locie, odespać podróż, kupić walutę i jechać dalej.

Na dzień przed lotem do Polski zatrzymaliśmy się w świetnym hostelu – Hostal Orquideas. Bardzo dobra lokalizacja (centrum miasta, ale spokojna ulica, 3 minuty do wspomnianych budek z jedzeniem, 10 minut do dworca). Czysto, przyjemnie, z bardzo dobrym Internetem i śniadaniem w cenie. Hostel marzenie.
Cancun w Meksyku

Wyspa Holbox

Pojechałem tam w jednym celu – nic nie robić. Byliśmy świeżo po locie i marzyłem tylko o tym, żeby odpocząć. No i w sumie się udało. Wyspa jest urocza, a miasteczko przypomina trochę „karaibskie klimaty”.

Co warto zrobić/zobaczyć?

  • Spacerować wzdłuż plaży.
  • Wybrać się na wycieczkę podglądać flamingi. Okresowo u wybrzeży Holbox pojawiają się także wieloryby. Można tu też ponurkować, choć ponoć są miejsca, które się do tego lepiej nadają.
  • Leżeć pod palmą i nic nie robić.
  • Życie nocne. Dużo barów i małych knajpek.
  • Można też… oświadczyć się dziewczynie. Ja na przykład tak zrobiłem : )

Najtańsze jedzenie znajdziecie na głównym placu (rynku). Wieczorem rozstawiają się tam wózki z jedzeniem, które jest tańsze niż w barach i restauracjach.

Wyspa jest urocza, ale niestety droga. Ceny noclegów są dość wysokie. My wykorzystaliśmy jeszcze swoje bonusy z Airbnb, więc za pokój nie płaciliśmy, ale niestety trochę źle trafiliśmy – pokój był w samym centrum miasteczka, obok głośnych klubów, więc w nocy było bardzo głośno. Dodatkowo miejsce to bardzo się komercjalizuje, pojawia się tam coraz więcej ludzi, ale mimo wszystko mam do tej wyspy jakąś uległość i podobało mi się.

Odbierz 100zł na swój pierwszy nocleg z Airbnb

Meksyk - wyspa Holbox

Valladolid

Bardzo urocze i, mam wrażenie, trochę niedoceniane miasteczko. Wąskie uliczki, kolorowe budynki, codzienny gwar. Bardzo przyjemnie podglądało się tutaj codzienne życie Meksykanów. To także dobre miejsce wypadowe do słynnych ruin Chichén Itzá, którymi niestety bardzo się zawiedliśmy i nie polecamy. Za wstęp zapłaciliśmy 242 pesos od osoby, czekaliśmy w długiej kolejce do wejścia, przepychaliśmy się pomiędzy innymi turystami itp. No nie lubię takich miejsc i gdybym miał jeszcze raz podejmować decyzję, to zrezygnowałbym z tego zwiedzania. Dużo lepsze ruiny są w Palenque, ale o nich za chwilę. Więcej o Valladolid w osobnym wpisie.

Co natomiast warto?

  • Cenoty X’kekén y Samula – to takie podziemne jeziorka ukryte w jaskiniach. Klimat jak z filmu. Bardzo gorąco polecamy. Dojechać trzeba albo taksówką, albo w opcji tańszej i ciekawszej – rowerem. Za wypożyczenie go zapłaciliśmy 70 pesos. Wstęp do obu cenot – 160 pesos od osoby. W obu można się kąpać. Pamiętajcie jednak, żeby nie smarować się kremami do opalania, bo niszczą one krystaliczną wodę. Jedno z lepszych doświadczeń podczas całego pobytu w Meksyku.
  • Dobre i tanie jedzenie. W północno-zachodnim rogu rynku, znajduje się duża hala z punktami gastronomicznymi. Jest w czym wybierać.

Cenoty w Meksyku

Merida

Miasto zatłoczone, brudne i hałaśliwe. Jeżeli macie dużo czasu, to warto wpaść na moment, ale jeśli jedziecie do Meksyku na krótko, to chyba jednak lepiej odpuścić. Miejsce na pierwszy rzut oka nieciekawe, ale dla mnie – obserwatora codziennego życia – bardzo przyjemne.

Co polecam?

  • Spacerować po ulicach i obserwować codzienne życie.
  • Odwiedzić… Muzeum Sztuki Współczesnej. Weszliśmy niby po to, żeby się schłodzić i odpocząć od upału, a bardzo nam się spodobało : )
  • W Meridzie jest sporo barów z drzwiami jak na dzikim zachodzie. Warto iść do jakiejś lokalnej speluny. My weszliśmy do takiego przybytku z lekką niepewnością, a zakończyło się to dla nas poznaniem nauczyciela geografii, który przy barze opowiedział nam sporo o swoim kraju. Gdy po 1,5 godzinie opuszczaliśmy to miejsce, pół baru machało nam na pożegnanie : )

W Meridzie trafiliśmy na całkiem przyjemny nocleg w rozsądnej cenie. Hotel el Arca. Co prawda jest on kawałek od centrum, ale to 15 minut pieszo nie było dla nas problemem. Było czysto, spokojnie i przyjemnie.

Przewodnik po Meksyku Campeche

Urocze i bardzo fotogeniczne miasto wpisane na listę UNESCO. Warto tu przyjechać i nacieszyć oko kolonialną architekturą i kolorowymi budynkami. Z resztą, sprawdźcie zdjęcia. W mieście znajduje się także fort i mury obronne. W jednym z fortów jest także muzeum pirackie, gdzie można dowiedzieć się więcej o historii miasta.

Palenque

Miejsce, które trzeba zobaczyć, będąc w Meksyku. Więcej o Palenque w osobnym wpisie.

Co warto?

  • Odwiedzić ruiny Majów. To ponoć tutaj wymyślono słynny koniec świata z 2012 roku. Nie są ogłoszone cudem świata (choć wpisane na listę UNESCO) i nie są znane wszędzie. Przed wejściem nie ma tłumów. Wchodzisz i możesz w spokoju, przez kilka godzin kontemplować rzeczywistość. W dodatku ruiny są „otwarte”. Można się wolno przechadzać pomiędzy murami, a czasem wejść do podziemi. Można też wspinać się na górę po stromych schodkach i podziwiać widoki z samego szczytu. Część budowli poukrywana jest w lesie, przez co zwiedzając je, możesz poczuć się jak Indiana Jones lub Lara Croft. Całkowicie inna perspektywa odkrywania.
  • Wybrać się „do dżungli” – w cudzysłowie, bo pewnie każdy z Was myśli o wyprawie w poszukiwaniu plemion, które nie widziały białego człowieka. Gdybyście zobaczyli zdjęcia, pewnie uwierzylibyście w to i nawet pomyślelibyście: „Ale ten Maju odważny!”. Ale prawda jest inna. Nie wchodziliśmy w głąb prastarego lasu, nie jedliśmy mrówek, nie dźwigaliśmy na plecach całego naszego dobytku i nie nieśliśmy darów dla Indian, aby przyjęli nas do swojego grona. Wierzę, że na takie wyprawy przyjdzie jeszcze czas, tym razem natomiast zadowoliliśmy się kilkugodzinnym trekkingiem po rezerwacie. I też było świetnie i było warto!
    Naszym przewodnikiem został 60-letni Antonio, który miał niezły ubaw z naszej fascynacji każdym drzewem i każdą gałązką. Chętnie też opowiadał nam wiele rzeczy, choć pojawiła się bariera językowa nie do przejścia. Zarówno Antonio, jak i ja, słabo mówiliśmy po hiszpańsku. Antonio – jako Maj z wioski Lacanja – znał podstawowe słownictwo. Ja – jako Maj z wioski Kraków – też jeszcze nie wymiatam po hiszpańsku. Udawało nam się jednak jakoś dogadywać podstawowymi zwrotami i nasza „wyprawa do dżungli” była bardzo sympatyczna.

Meksyk - wycieczka do dżungli

San Cristobal del las Casas

Punkt obowiązkowy podczas przyjazdu do Meksyku. Miasteczko położone na wysokości ponad 2000 metrów, w stanie Chiapas. Niezwykle kolorowe i „indiańskie”. Bardzo, bardzo klimatyczne. Ładna architektura, wokół szczyty górskie, kolorowe targi z pięknymi pamiątkami (tak pięknymi, że przyjechaliśmy do San Cristobal po raz drugi, tylko po to, żeby zrobić zakupy). Wieczorami na ulicach toczy się życie. Podróżujący hipisi grają na różnych instrumentach, w knajpkach ludzie jedzą pyszne jedzenie i popijają wino, wszędzie gra muzyka. Do tego okoliczne wioski pełne tajemnic.

W San Cristobal trafiliśmy na kilka osób z Polski, które zdecydowały się tam zamieszkać, przez co nasz pobyt w tym mieście był mocno imprezowy : )

Co warto?

  • Koniecznie, ale to koniecznie trzeba wybrać się do wioski San Juan Chamula. To miejsce, gdzie dochodzi do synkretyzmu religijnego: znajduje się tam kościół katolicki z indiańskimi obrzędami. Wioska, jako jedyna w Meksyku, ma swoją autonomię: swoją policję i swoje prawo. Dodatkowo tutaj podczas obrzędów religijnych wytwarzana jest tutaj coca-cola. No po prostu trzeba to zobaczyć.
  • Zinacantán – Kolejna wioska. Warto do niej wpaść, zobaczyć mały lokalny targ i kobiety poprzebierane w swoje tradycyjne, purpurowe stroje.
  • Kupić piękne wyroby. Sam zaopatrzyłem się tam w niemalże wszystkie pamiątki. Zainwestowałem w piękny sweter, spodnie szarawary, zakładki do książek dla znajomych, tkaniny dla siostry i mamy czy łapacze snów. Pamiętajcie, że trzeba się tutaj mocno targować.
  • Falafel przy Real de Guadalupe 87. Wiem, że to brzmi dziwnie, bo polecam niemeksykańskie żarcie, ale tego pominąć nie mogę. Mały lokal prowadzony przez sympatyczną parę z Izraela. Najlepsze wegetariańskie danie, jakie w życiu jadłem. Jeden ze smaków świata, za którym tęsknię.
  • Warto iść… do fryzjera : ) Ja tak zrobiłem, bo byłem już zarośnięty po 2 miesiącach w podróży. Bardzo ciekawe doświadczenie i piękna fryzura za 5 zł.

Specjalistką od San Cristobal jest Ola z Mexico Magico Blog, więc po więcej odsyłam Was do niej. Najlepszą rekomendacją dla tego miasta będzie to, że na początku spędziliśmy w nim 7 dni, a później wróciliśmy jeszcze na 3. Tam oglądaliśmy rozdanie Oscarów w jednym z hosteli, tam pracowałem zdalnie, kończąc ważne projekty, tam byliśmy na parapetówce i to tam poznaliśmy wielu ciekawych ludzi.

Z noclegów możemy polecić dwa miejsca. Właścicielką obu hosteli jest Polka – Monika. Pierwszy to Hostel Mirador. Oddalony od centrum o jakieś 10 minut pieszo, ale bardzo przyjemny. Czyste pokoje, miła obsługa, dobre śniadanie i piękny ogród. Poczuliśmy się tam jak w domu. Drugi to Hostel Iguana, który znajduje się w centrum. Również całkiem przyjemny, ale bardziej imprezowy.
San CristobalMeksyk - wioski w okolicy San Cristobal

Puebla

Niestety, Puebla nie została przez nas wykorzystana pod kątem zwiedzania. To tam nastąpił początek naszych problemów żołądkowych. Przyechaliśmy, żeby zobaczyć miasteczko Cholula, które jest ponoć bardzo studenckie i artystyczne, a ostatecznie skończyło się na bieganiu po aptekach. Ja wykorzystałem ten czas na pracę nad zleceniami – znalazłem kawiarnię z coworkingiem i spędziłem tam sporo czasu. No czasem tak bywa.

Mexico City

Ogromna metropolia. Miasto ma bardzo dużo różnych atrakcji i muzeów. Niestety, jego również nie było nam dane zwiedzić w 100 procentach, bo wciąż leczyliśmy swoje organizmy.

Mimo to kilka miejsc jest świetnych i godnych odwiedzenia:  

  • Plac Galibardi – To tutaj przesiadują mariachi, którzy grają piękne piosenki. Wręcz stereotypowy obraz Meksyku, który trzeba zobaczyć. Ja zamówiłem nawet piosenkę dla mojej ukochanej i panowie ją pięknie zagrali.
  • Lucha libre – Kojarzycie z dzieciństwa wrestling? Czyli te takie pół udawane walki? Meksykanie je kochają i tego typu pojedynki są wśród nich bardzo popularne. W Mexico City odbywają się w każdy wtorek i piątek, a ceny biletów zaczynają się od 50 pesos (raczej nie ma sensu płacić więcej, chyba że koniecznie chcecie być bardzo blisko). Połączenie sztuk walki i teatru. Nie da się nie śmiać, bo niektóre figury są mega zabawne, zwłaszcza, gdy wykonuje je np. karzeł walczący z 2-metrowym olbrzymem : )
  • Torre Latino – To jeden z wieżowców. Nie wygląda jakoś ciekawie i, szczerze powiedziawszy, widok z niego też nie urywa jaj. Miasto ma problemy ze smogiem, który psuje cały krajobraz. Wspominam jednak o nim, bo być może ktoś będzie chciał zobaczyć miasto z góry. Wstęp na górę jest płatny (chyba 90 pesos i według mnie nie jest to warte swojej ceny), ale można to trochę obejść, mówiąc, że jedziemy do restauracji na górze. W takim przypadku wjeżdżacie jeszcze wyżej niż punkt widokowy. Na miejscu oczywiście trzeba coś kupić, ale biorąc piwo/napój wyjdzie taniej niż bilet wstępu do punktu widokowego – który jest o tyle lepszy, że można wyjść na taras. Akurat w dniu, w którym my zwiedzaliśmy miasto, taras widokowy był zamknięty, dlatego zdecydowaliśmy się na opcję z restauracją.
  • Katedra Metropolitalna – Po prostu kościół, który robi wrażenie.
  • Przejechać się metrem. Takiego metra nie ma nigdzie indziej. Zatłoczone i pełne życia. Co chwila ktoś czymś handluje lub robi jakiś pokaz. Hitem dla mnie był fakir, który wbił do metra z kawałkami szkła, po czym kładł się na nich podczas jazdy, a jego kumpel zbierał opłaty.
  • Muzea – Jest ich w cholerę i trudno je opisać. Od muzeum tequilli, po galerie sztuki i inne historyczne wystawy.
  • Przy stacji metra „Salto del agua” znajduje się San Juan Mercado. Mega tanie i pyszne jedzenie. Zestawy dnia z zupą i drugim daniem można kupić już za 40 pesos. Do tego wszystko bardzo smaczne.
  • Teotihuacán – Genialne ruiny, które robią ogromne wrażenie. Znajdują się kawałek od Mexico City, więc to opcja na całodzienną wycieczkę. My wyjechaliśmy rano, a do miasta wróciliśmy po południu. Koniecznie zabierzcie ze sobą wodę, bo jest tam gorąco, a ruiny są wielkie.
  • Nevado de Toluca – Wygasły krater wulkanu na wysokości 4200 metrów. My ogarnęliśmy go z noclegiem w Toluce, ale spokojnie można zrobić go w formie jednodniowego wyjazdu z Mexico City. Jak się tam dostać i ile to kosztuje opisałem już szczegółowo na blogu. Jedno z lepszych miejsc w kategorii „krajobraz” z całej podróży, a może i wszystkich wyjazdów, które odbyłem do tej pory.

W Mexico City zatrzymaliśmy się w hotelu Universal. Skusiła nas cena – to był najtańszy nocleg w trakcie naszej podróży, a przy tym jeden z najlepszych. Minusem była lokalizacja – kilkanaście minut na nogach do najbliższej stacji metra i trochę „mroczna okolica”. Nic złego nam się nie działo, wszystko było w porządku, ale wracając w nocy, braliśmy taksówkę.Nevado de TolucaMariachi w Meksyku

Oaxaca

Miasto kultury. Mieszka tu sporo artystów, którzy tworzą ładne rzeczy. Do tego ciekawa, regionalna kuchnia.

Co warto?

  • Odwiedzić jakieś galerie sztuki. Niektóre mnie zainspirowały i zaciekawiły.
  • To tutaj można spróbować… jeść robaki : )
  • Warto tu też zjeść tlayudę – lokalną potrawę – oraz kukurydzę na patyku. Posypana jest regionalnym serem, wysmarowana majonezem i różnymi przyprawami. Pyszne!

Oaxaca, Meksyk

Punta Zicatela

Nasz dom w Meksyku. To tutaj zatrzymaliśmy się na 2 tygodnie i tutaj pracowaliśmy w knajpie/hostelu. Ja spędzałem czas na zmywaku, Brysia – na kuchni. Praca była lekka, przyjemna i bezstresowa. To tutaj poznaliśmy świetnych ludzi z całego świata, to tutaj oglądaliśmy najpiękniejsze zachody słońca, to tutaj uczyłem się surfingu. Idealne miejsce do wypoczynku. Więcej o Punta Zicatela w osobnym wpisie.

Co polecam?

  • Warto spróbować surfingu. Jeżeli nigdy tego nie robiliście, koniecznie weźcie instruktora (2-3 h lekcji za ok. 450 pesos), bo sami nie ogarniecie. Ja początkowo tak myślałem i się przeliczyłem, a z instruktorem ogarnąłem to dość szybko.
  • Zachody słońca. No są po prostu piękne.
  • Skały na końcu plaży. Gdy przejdziecie przez wzniesienie na końcu plaży, przy której bawią się surferzy, to zobaczycie piękne formacje skalne. Wyglądają genialnie.
  • Wpadnijcie na kawę i naleśnika do Cafe Ole. To miejsce w którym pracowałem, więc naleśnikami zajadałem się codziennie, a kawą rozpoczynałem swoją zmianę na zmywaku.
  • Nie spieszyć się. Warto się tu zatrzymać i wczuć w rytm wioski.

Z noclegów polecam hostel, w którym pracowaliśmy, czyli Frutas y Verduras. W ofercie mają zarówno ładne pokoje, jak i camping z namiotami. Namioty to dobra opcja, bo ekonomiczna, a w środku zawsze jest materac, czysta pościel itp. i jest naprawdę wygodnie.
Surfing w MeksykuPunta Zicatela - raj dla surferów w Meksyku

Mazunte

Pojechaliśmy tam tylko po to, żeby opuścić Punta Zicatela. Żal nam było żegnać się z Pacyfikiem, a zostanie dłużej w Punta Zicatela sprawiłoby, że zasiedzielibyśmy się na kolejny tydzień : ) Brak większych atrakcji, ale ładna plaża. Miejsce pod mało aktywny odpoczynek.

Bacalar

Przyjechaliśmy tutaj zmęczeni Gwatemalą i znaleźliśmy to, czego chcieliśmy. Bałem się, że się zawiodę, bo to popularne miejsce, ale było genialnie. Kolejny punkt, który koniecznie trzeba odwiedzić. Jezioro w 7 odcieniach błękitu. Po prostu raj.

Co warto?

  • Warto zatrzymać się na jakimś campingu przy samym brzegu jeziora. Tak jak wspominałem wyżej, większość campingów w Meksyku ma dość wysoki poziom i nie musisz mieć swojego namiotu. Dzień wcześniej spaliśmy w mieście Chetmual w hotelu, który był brudny, brzydki i z karaluchami. Zamiast słabego hotelu polecam więc dobry camping. My trafiliśmy do Cabañas Hostal & Camping Magic Bacalar, który był najlepszym campingiem, jaki w życiu widziałem. W namiocie wygodny materac i czysta pościel, szafki na rzeczy dla każdego gościa (z gniazdkiem w środku), w cenie pyszne śniadanie, podczas którego towarzyszyła nam papuga wyjadająca jedzenie z talerza, a przede wszystkim dostęp do pięknego jeziora. Camping posiada też molo z daszkiem i leżakami. Genialne miejsce.
  • W okolicy jest kilka cenot, które można odwiedzić wypożyczając rower. My jednak postawiliśmy na chillout, jako że w Gwatemali zwiedzaliśmy dość intensywnie, a to były nasze ostatnie dni przed powrotem do Polski.

Przewodnik po MeksykuBacalar - miejsce, które trzeba zobaczyć

Mahahual

Samo miasto jest zatłoczone i przypomina mi Łebę lub Ustkę, ale mieliśmy szczęście trafić na świetny camping poza miastem (Yemaya Beachclub & Resort). Pojechaliśmy tam w ciemno, bo nie mieli żadnej opinii na booking.com. Nasz camping okazał się małym rajem prowadzonym przez emerytowanego Niemca. Centrum całego przybytku to beach bar z huśtawkami zamiast stołków. Do tego leżaki, palmy i morze – taki mały raj jak przystało na Morze Karaibskie.

Nasz gospodarz, Robert, co chwila raczył nas piwem, winem czy drinkami. Wyjechał z Niemiec, bo potrzebował zmiany, i tak oto osiadł nad brzegiem Morza Karaibskiego. Bardzo inspirująca postać. Do tego mają tam pyszne burgery.

Warunki noclegowe trochę spartańskie, bo w namiotach nie dają pościeli i zdarzają się problemy z prądem (w czasie naszego pobytu zepsuł się agregat i 2 dni nie mieliśmy elektryczności), ale może właśnie dlatego tak nam się podobało. Minusem jest też lokalizacja – jakieś pół godziny do centrum miasta na nogach. Ale szczerze pokochaliśmy to miejsce.

To tam trafiliśmy na mały huragan. Ostatniej nocy cholernie wiało. Po ciężkich godzinach o 6 rano zdecydowaliśmy się wstać i przenieść do łazienki, żeby ochronić się od wiatru.

Co warto?

  • Warto wybrać się na nurkowanie. Właśnie z takim pomysłem tutaj przyjechaliśmy, ale ja niestety musiałem odpuścić, bo dostałem wysypki na ciele i nie mogłem mieć kontaktu z wodą morską (dużo tych problemów zdrowotnych miałem w trakcie podróży). Brysia za to wybrała się na snorkeling i mówiła, że było genialnie.

Słowem zakończenia

Rozpisałem się jak szalony – wyszło kilkanaście stron tekstu w Wordzie. Ale jeżeli te porady pomogą komuś zorganizować wyjazd i sprawią, że będzie dobrze się bawić, to znaczy, że było warto. Z ogromną przyjemnością przypomniałem sobie też te wszystkie miejsca, bo mam do nich ogromny sentyment. Jeżeli wybierasz się do Meksyku i masz jakieś wątpliwości, a nie zostały one rozwiane w tym tekście, to daj znać w komentarzach – chętnie pomogę.

Meksyk to wspaniały kraj i jedno z ciekawszych na ziemi miejsc do odwiedzenia. Bardzo się cieszę, że to właśnie tam pojechaliśmy w tak długą podróż.

Jeżeli byłeś w Meksyku i masz jeszcze coś do dodania lub polecenia to pisz śmiało w komentarzach – na pewno docenią to inni czytelnicy planujący podróż do tego kraju. Jeżeli się wybierasz i masz pytania – również daj znać w komentarzach. Być może będę w stanie pomóc. 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Agnieszka Pudłowska

    Świetny artykuł i szybko się czyta, więc nie za długi (przynajmniej dla zainteresowanych). Mnie osobiście Merida urzekła w pewien sposób, ale tak jak piszesz, bardziej obserwowanie życia codziennego. Trafiłam tam na potańcówke na którymś z placów, gdzie przy muzyce na żywo głównie starsze pary wywijały do samby i cha-chy :)

    • No ja też o Meridzie myślę ciepło, bo lubię chwilę pobyć w takim brudnym, dużym mieście. Ładne zdjęcia można zrobić, Ale zwykły zjadacz chleba oczekuje czegoś innego. My też w Meridzie trafiliśmy na imprezę w barze, więc widocznie to takie imprezowe miasto ;)

  • Szkatułka Ami

    Artykuł cały pochłonęłam !

  • yoko

    Przeczytałam całość ale wracam w wolnych chwilach i robię notatki. Mój mąż mega zadowolony,informacje bardzo pomocne. Zadam jeszcze kilka pytań,zapisuję,planujemy ;) Bardzo ciekawa praca,bardzo się przydała. Na ten Meksyk to Ty zachęciłeś.Oby i Nam się udało. W lutym wylot. Strach ogromny ale Twój opis sprawił,że czujemy się trochę pewniej Dziękujemy Maju. Pozdrawiamy serdecznie z Łodzi :)

    • Zobaczysz, że z tych lęków będziesz się śmiała po powrocie. Ja mam zawsze podobne lęki przed każdym wyjazdem ;)

  • Bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie wskazówki i pozdrawiam z San Miguel de Allende – jak kiedyś wrócicie do Meksyku to koniecznie tu przyjedźcie ;)

    • Kiedyś wrócę na pewno :) Miłej podróży!

  • Patrycja Bizon

    Przyda się na pewno! Dzięki :) Mam pytanie co do szczepień, czy robiłeś jakieś przed wyjazdem?

    • Przed Meksykiem nie robiłem.

      Z innych podróży mam szczepienia na żółtaczkę typu A, B, Tężec i Dur brzuszny. Taki „standardowy zestaw” przydatny podczas wszystkich podróży :)

Przeczytaj poprzedni wpis:
Tak działem się we wrześniu – podsumowanie miesiąca