Przypowieść o kurze i gepardzie

Lubię, gdy szybko i spontanicznie złapię pomysł na jakiś wpis, a inspirację znajdę w komentarzach na blogu. Tak było po konkursie na „1 minutę dobrej energii”.

Trafiły się osoby, które nie są zadowolone z mojego werdyktu i uważają, że ich film jest tak świetny, że powinien zgarnąć główną nagrodę, Złotego Lwa i Oscara za całokształt twórczości. Przykro mi, że ludzie nie potrafią zrozumieć kilku prostych zasad.

Bez względu na to, czy jest to konkurs Eurowizji, Finał Ligi Mistrzów czy konkurs na Życie Jest Piękne zawsze powstanie Ruch Oburzonych. Ruch osób niezadowolonych z wyniku, „bo oni zagłosowaliby inaczej”. I mają prawo do tego, żeby głosować inaczej.

Problem w tym, że to ja jestem autorem tego internetowego przybytku, który budowałem przez ponad 5 lat, i to ja musiałem podjąć decyzję. Nikt nie dał mi w łapę, nie dostałem złotego zegarka czy worka dolarów, który ułatwiłby decyzję. Musiałem uczciwie, swoim sercem wybrać zwycięzców. Decyzja była trudna i wiedziałem, że choćbym stanął na rzęsach, to i tak znajdą się poszkodowani. Ale wiecie co? Takie jest życie i taka refleksja mnie naszła…

kura_kewest

Przypowieść o kurze i gepardzie

W pewnej zagrodzie mieszkała sobie kura. Wiodła dość proste i wygodne życie: gospodarz, otwierał kurnik o 6 rano, kura chodziła sobie po zagrodzie, plotkowała ze współlokatorkami i grzebała. Grzebała w ziemi, żeby znaleźć sobie jakąś glizdę albo ziarenko do zjedzenia. Udawało się to rzadko, ale gdy się trafiło, to była najszczęśliwszą kurą w całej zagrodzie. Biegała, ruszała skrzydełkami i krzyczała na około, że coś jej się udało.

Gdy trafiał się dzień bez glizdy, chodziła zdenerwowana i głośno gdakała. Liczyła na to, że gospodarz ją usłyszy, zdenerwuje się i dla świętego spokoju przyjdzie nasypać ziarna.

Gdzieś na drugim końcu globu, w południowej Afryce, mieszka sobie gepard. Gepard, jak na kotowatego przystało, ma klasę. Popołudniami pręży kręgosłup w słońcu i popija wodę ze źródełka, ale zawsze wstaje o świcie i idzie walczyć o lepsze jutro.
Gdy upatrzy swój cel, obserwuje go z wysokich traw, a później powoli się skrada… Całkowicie się na nim skupia, a gdy jest już 10 metrów od ofiary i ta zaczyna uciekać, rozpoczyna atak.

Gepard ma klasę. Nie idzie do lwa – króla dżungli – i nie płacze, że nie ma co jeść. Wie, że jest gepardem i ma biegać wystarczająco szybko, żeby dogonić swój obiad. Nie uzależnia swojego życia od innych zwierząt. Wie, że to od niego zależy, co będzie jadł na kolacje i jak będzie żył. Gepard ma tak silny instynkt zdobywcy, że zaczyna polować dopiero wtedy, gdy ofiara ucieka. Łatwe żarcie go nie interesuje, bo wie, że sukces smakuje lepiej, jeżeli jest poprzedzony wysiłkiem i ciężką pracą.

Pytanie tylko, kim Ty chcesz być w życiu. Kurą, która ciągle czuje się poszkodowana przez los, oczekuje lepszego ziarna od innych, sama tylko dziobiąc czy gepardem, który nie przejmuje się innymi zwierzętami w dżungli, bierze sprawy w swoje kocie pazury?

[facebook_ilike]

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
1 minuta dobrej energii – Zobacz nagrodzone filmy!