Ramadan- Czego możemy się z niego nauczyć?

poprzednim wpisie rozpocząłem temat mojego wyjazdu do Maroka. Opisałem autostop, moje przemyślenia na temat tego kraju, jego mieszkańców itp. Dziś pora na drugą, z trzech części. Zajmiemy się sprawami finansowymi- ile taki wyjazd kosztuje a także poruszę obiecany temat ramadanu.  Jeżeli jesteś zainteresowany to zapraszam do lektury i zagłębiania się w klimaty Maroka.

Kosztorys

Zapewne wielu z Was interesuje ile coś takiego kosztuje, więc czas porozmawiać o pieniądzach. Jeszcze nie przeglądałem dokładnie konta bankowego, ale z obliczeń wynika, że wydałem około 1600zł, a naprawdę wiele zobaczyłem i przeżyłem. Dla przykładu w biurze podróży taki wyjazd kosztuje 2300zł a jeszcze z 1000zł trzeba wziąć na swoje wydatki. Ktoś może mi napisać, że on nie ma takiej kwoty, a chciałby gdzieś pojechać. Co ma robić? Zebrać 400zł i pojechać na Ukrainę albo gdzieś bliżej Polski. Naprawdę da się tanio, da się ciekawie, trzeba tylko chcieć.  1600zł za zobaczenie dużej części Maroka, łażenie po górach, przejazdy autobusami w Maroku, zwiedzanie części Hiszpanii itp. Sporą sumę wydałem właśnie w Barcelonie gdzie np. wstęp na stadion Barcelony kosztuje 22 euro (studenci- 15 euro, ale zapomniałem wziąć z plecaka legitymacji).

Oczywiście wierze, że to wszystko można zrobić jeszcze taniej, ale uważam, że na pewnych rzeczach nie można oszczędzać. Najwięcej tracimy na transporcie i noclegach i to właśnie tutaj trzeba szukać oszczędności. Nigdy nie żałuje kasy na próbowanie lokalnych specjałów, dań, na bilety wstępów do różnych budynków, zabytków, muzeów czy na inne atrakcje typu narty na Saharze lub treking na wielbłądach. Po to się jedzie, aby jak najwięcej przeżyć i jak najwięcej zobaczyć. Lepiej wydać, potem ciężej pracować w Polsce żeby się odkuć, ale to co zobaczysz i przeżyjesz jest twoje i nikt Ci tego nie odbierze!
W przeliczeniu 1 dirham marokański to 0,36 złotego polskiego. Poniższe ceny daje w takim przeliczeniu. Warto pamiętać, że Maroko nie jest jakimś super tanim krajem.

  • Nasz najtańszy nocleg w hotelu- 19zł za osobę. (o dziwo to był nasz najlepszy hotel!)
  • Nasz najdroższy nocleg w hotelu- 60zł (pierwsza noc, przyjechaliśmy w nocy, nie chcieliśmy po nocy szukać czegoś tańszego)
  • Posiłek w restauracji- od 10zł  Byłem po nim najedzony.
  • Coca Cola 2 litry w zwykłym sklepie- od 3zł (Coca Cola jest wszędzie. Nie wiem jak ta firma tego dokonała!).
  • Godzina Internetu w dużym mieście- 3,5zł
  • Godzina Internetu w mniejszej wiosce- 2zł
  • Wypożyczenie nart na Saharze 45zł (wzięliśmy jedne narty na dwóch, można było się jeszcze mocno targować).
  • Bardzo tanio można zjeść np. śniadania. My często robiliśmy tak, że kupowaliśmy na bazarze wielką torbę warzyw za 1,5zł i robiliśmy sałatkę, którą syciliśmy się na maksa.

    Idea ramadanu

    Przyjazd do Maroka to zatknięcie się z kulturą Islamu. W Polsce większość patrzy krytycznie na tą religię- Islam kojarzy się z terroryzmem, co jest po prostu głupotą. Zawsze, gdziekolwiek jadąc staram się otworzyć na wszystko umysł. Sam ciągle nie rozumiem wielu rzeczy, ale to po prostu wynika to z życia w innej kulturze i wychowania w innej tradycji. Do nie dawna nie rozumiałem też idei ramadanu. Co to za sens głodzić się, odmawiać wody, gdy gorąco? Wszystko wyjaśnili mi Marokańczycy, którzy zaprosili nas na kolację w Fezie.

    Słowo teorii

    Zanim zacznę snuć opowieść w skrócie opowiem o co chodzi z ramadanem. Otóż ramadan to taka arabska odmiana „naszego” postu, tylko w trochę innym wymiarze. Ramadan trwa 30 dni i w tym czasie, muzułmanie od świtu do zmierzchu nie jedzą, nie piją wody, nie palą tytoniu i nie uprawiają seksu. W okresie ramadanu muzułmanie spożywają zazwyczaj dwa posiłki- iftar, tuż po zachodzie słońca i suhur, który pełni role kolacji.
    W tym roku ramadan jest wyjątkowo ciężki, ponieważ przypada w najgorętszy okres w całym roku. Wyobraź sobie, że temperatura sięga blisko 50 stopni, a ty nie możesz napić się nawet wody. Ciężkie, prawda?

    Jak zrozumiałem ramadan?

    Siedzieliśmy w swoim pokoju w Fezie, w którym zamieszkaliśmy. Piękny budynek, z rzeźbionymi ścianami spodobał nam się, a właściciel- Hassan okazał się bardzo sympatyczny. To nie był zwykły hotel czy pensjonat. Hassan tutaj po prostu mieszka i kilka pokoi przeznaczył dla gości. Było już po godzinie 19, gdy usłyszeliśmy głos Hassana- Polacy, chodźcie tu do Nas. Wygramoliłem się z pokoju i na dziedzińcu zauważyłem zastawiony stół, kilku Marokańczyków i parę Włochów, których poznałem rano. – Dosiądźcie się, zjedzcie z nami- zaprosił nas Hassan. Siadłem więc przy stole, urwałem kawałek bułki i zacząłem maczać w talerzu z mięsem i sosem (nie używa się sztućców).  Naprawdę dobre jedzenie. Do tego świetny sok pomarańczowy.
    My i Włosi jedliśmy, a Marokańczycy obok palili fajkę za fajką. To ciekawe, że głód nikotynowy jest tak duży, że po całodziennym niejedzeniu i tak najpierw sięga się po papierosa. W całej tej historii jednak nie chodzi o jedzenie. Po spożyciu posiłku zaczęły się ciekawe rozmowy o naszych krajach.
    Śpiewaliśmy swoje hymny, porównywaliśmy kulturę i tradycję. Chwile później pojawił się haszyszowy blant, który zaczął krążyć po pomieszczeniu. Kto chce, może zapalić- to część kolacji, ale nie nikt nie jest zmuszany. Można odmówić i podać następnej osobie.
    W haszyszowej chmurze Marokańczycy mocno wyluzowali. Zacząłem więc wypytywać o ramadan, jak oni- wierzący to odbierają i traktują. Po zaciągnięciu się i chwili namysłu jeden z Marokańczyków spokojnym głosem, z radością i dumą w oczach powiedział mi tak:
    – Europejczycy myślą, że to jest dla nas męczarnia, że to jest coś ciężkiego. Tak nie jest. Fakt, dziś miałem bardzo ciężki dzień, bo spędziłem 6 godzin w samochodzie, ale dla mnie ramadan to święto dające bardzo dużo radości. Dla mnie to jest ogromne szczęście dla duszy. Dzięki takiej przerwie od konsumpcji nasz organizm ma czas odpocząć, a my możemy się skupić na tym co ważne. Zobacz, przez cały rok spożywamy normalne posiłki, pijemy i palimy. 30 dni z roku to naprawdę nie dużo, a pozwala naprawdę dużo zmienić. Po ramadanie  wiele osób całkowicie rzuca palenie, bo wie, że skoro dali radę nie palić całymi dniami przez miesiąc, to jest w stanie robić to dłużej- Siedziałem i słuchałem uważnie. Nie uwierzycie, z jaką pasją ten człowiek to opowiadał. On naprawdę bardzo mocno w to wierzył, miał takie świeczki w oczach.
    – Ramadan sprawia, że jesteśmy silniejsi. Wygodne życie bez wyrzeczeń sprawia, że stajemy się delikatniejsi, potrzebujemy luksusów, nie potrafimy sobie poradzić w wielu sytuacjach. Ramadan jest lekarstwem na to, pozwala wzmocnić się nie tylko fizycznie, ale także psychicznie. Ponadto, zauważ, co dzieje się teraz. Siedzisz z nami przy wspólnym stole, spożywamy razem posiłek i wszyscy naprawdę się z tego cieszymy. Taka przerwa pozwala docenić to co mamy, a łyk wody po wielogodzinnej przerwie smakuje całkiem inaczej. Wtedy człowiek naprawdę docenia to co ma. Docenia swoje życie, my friend. Spróbuj kiedyś ramadanu, choćby na jeden dzień- dodał.

  • Wnioski i przemyślenia

    Po przemyśleniu doszedłem do wniosku, że to ma sens. Przyzwyczailiśmy się do luksusów, wygód i komfortu. Zrozumieć ramadan pomogła mi podróż powrotna do domu. Przez 7 dni żyłem niczym bezdomny, śpiąc w krzakach, na plaży i pod drzewami. Wiecie jaka to przyjemność wrócić do domu? Gdy wreszcie wziąłem normalny prysznic doceniłem wodę. Doceniłem też łóżko, poczułem delikatność prześcieradła, ciepło i bezpieczeństwo. Na co dzień nie zwracamy na to uwagi, bo wykonujemy to z automatu. Nie doceniamy tego co jemy, co pijemy. W którą stronę idziemy? Czy nie powinniśmy trochę zwolnić i zastanowić się nad tym wszystkim, czy ta konsumpcja faktycznie nie przysłania nam oczu na pewne kwestie?
    Zaraz powiesz, że wale tu jakieś kościelne kazanie, ale otwórz oczy i umysł. Zauważ, że we wszystkich religiach świata pojawia się idea przerwy od codzienności. W Islamie jest to ramadan, w Chrześcijaństwie- Post. Kiedyś bardzo negatywnie patrzyłem na religie, teraz staram się unikać skrajnych emocji i nie nastawiać się krytycznie. Strasznie trudna rzecz, ale bardzo dużo ucząca.
    Zerknij na wpis, który napisałem dość dawno temu. Dotyczył on wyrabiania nawyków. Psychologowie wybadali, że aby wyrobić nawyk, należy powtarzać pewną czynność 30 dni. Teraz zauważ, ile trwa ramadan? No właśnie tyle samo! Czy to nie jest nic innego jak próba sprawdzenia siebie samego, sprawdzenia czegoś nowego i innego?

    A co ja o tym myślę?

    Jeszcze raz powtarzam, że odcinam się tutaj od całej otoczki religijnej i skupiam się tylko na ramadanie, jako pewnej idei. Dla mnie ma to sens i tak jak zasugerował Hassan- spróbuje „ramadanu”. Mój „ramadan” będzie wyglądał jednak trochę inaczej. Nie będzie trwał 30 dni, nie będę odmawiał sobie wody i jedzenia od świtu do zmierzchu. Co wiec będzie miał wspólnego?
    Otóż od czasu do czasu będę sobie robił przerwy od codzienności., Nie długie- 1-2 dni, gdzieś w górach, bez komputera, z trochę skromniejszym jedzeniem, wodą, bez tego całego przepychu i konsumpcji. To będzie taki czas sam na sam z własnymi myślami. Myślę, że każdy z nas kilka dni w roku powinien spędzić właśnie w taki sposób, aby nabrać pokory do świata.
    Dobra, koniec religii, bo zaraz polecą na mnie kamienie. Pora wracać do Europy!

    Aaalee to już w następnej części, w której dowiesz się jak to namiot nam spalono, jak chodzić po autostradach w Hiszpanii, jak to jest czekać na stopa 5 godzin i jak kradną w Barcelonie : ) Dodatkowo pokaże Cię, czego nauczyłem się w czasie tej podróży i zrobię podsumowanie całości.Zapraszam we wtorek!

     

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Marzena

    Kosztorys lekko mnie zszokował. Przyzwyczaiły mnie relacje z forum autostopowego, ale tam zazwyczaj Maroko było zwiedzane na stopa, a na nocleg w takiej sytuacji często dostawało się zaproszenie, a jak nie to często też korzystają z CS.. ale dobrze wiedzieć, w razie czego będę musiała odłożyć trochę więcej pieniędzy.

    A ile czasu konkretnie spędziłeś w Maroku?  I jak przedostałeś się z Europy? W sensie płaciłeś za prom czy wkręciłeś się z jakimiś kierowcami?

    • Michał Maj

      Marzena- stopem już po Maroku nie jeździliśmy, bo mieliśmy mało czasu a chciałem jak najwięcej zobaczyć. Koszt 1600zł dotyczy całej podróży- wydatki również w Europie. Z CS to wiesz jak jest, raz się dostanie raz nie, a człowiek chce szybko zostawić plecak i chłonąć. 

      Co do promu to przejeżdżaliśmy normalnie lądowym. Jadąc do Maroka nie mieliśmy czasu, bo było już późno i chcieliśmy być po drugiej strony wody, a z powrotem ludzie za bardzo nie chcieli nas wziąć (przemyt narkotyków, bla bla bla) i odpuściliśmy. A prom 25 euro w jedną stronę.   Byliśmy jakoś 11 dni chyba w samym Maroku. No Maroko niestety nie jest tanie. ogólnie Afryka ponoć droga. Indie polecam, Indie tanie :) 

      • Marzena

        Indie mnie aż tak nie ciągną jak Afryka ;) ale pewnie i tam się kiedyś zabiorę.

        Do Maroka planuję polecieć, wyjdzie taniej niż prom, a szkoda czasu na Europę, gdy Afryka wzywa :D ale co ja gadam to dość odległe plany. Najpierw muszę wrócić żywa z Włoch ;) i przejechać byłą Jugosławię wzdłuż i wszerz.
        A do CS mam pecha, w sensie zawsze ciężko mi coś znaleźć.. także nie musisz mi tłumaczyć.

        Mam nadzieję, że ten powrót i Hiszpania nie zabrały Ci wszystkich podróżniczych sił.

        • Michał Maj

          a mnie bardziej Azja. Tak, teraz tylko Azja :) Ja na CS też mam pecha.

          Powodzenia i pilnuj Rudą :) 

          • Marzena

            I jeszcze ostatnie pytanie i urywam internet. Jak było z językiem, angielski dawał radę, czy może znasz francuski (lub arabski;))?

            Azja.. Azja też Kambodża i Laos na przykład… życia mi nie starczy!
            P.S. Udało nam się znaleźć CS obok Florencji ;D jakiś sukces!

          • Michał Maj

            Angielski + odrobina hiszpańskiego. Francuskiego nie znam w ogóle, ale dałem radę bez.

            Gratuluje, tylko wiesz jak to jest. Jadąc na stopa nie wiesz kiedy dojedziesz w dane miejsce a CS na konkretny dzień się umawia. My w taki sposób straciliśmy nocleg w Alicante ;) 

          • Marzena

            Tu umówiłyśmy się na konkretny tydzień :P jak już dojedziemy mamy zadzwonić to po nas przyjadą :D A co do stopa, jak na razie gdzie bym nie jechała zajmuje mi to 2 dni (czy mam 1000km czy 2000km) ale zawsze dodaje sobie ten dzień zapasu ;)

  • Kawior102

    Zdecydowanie tak, przeżycia zostają w pamięci na długi czas, i są o wiele bardziej emocjonujące niż zarabianie pieniędzy. Musiało być niesamowicie, tak trzymaj!

    • Michał Maj

      Zarabianie pieniędzy też jest emocjonujące :D 

  • CRANK

    Super relacja. Dużo się z niej dowiedziałem. Idea Ramadanu rzeczywiście, jest z sensem i myślę, że islamiści dzięki temu bardzo wiele zyskują. Ja spróbowałem czegoś takiego w Bieszczadach. Tydzień odcięcia się od cywilizacji, konsumpcjonizmu, z małymi zapasami żywności i zwykłą wodą, która po kilku godzinach marszu w pełnym słońcu, bez kropli wody, smakuje WYBORNIE! Chyba nic mi bardziej nie smakowało niż woda z górskiego źródła, tuż pod jednym ze szczytów.

    Pozdrawiam i czekam na kolejną część relacji. Niesamowita wyprawa. 

  • Heh – wywaliło mój komentarz. Rewelacyjne fotki. Jak masz ich więcej zrób może album na picasie czy gdzieś tam „w internecie”. Myślę, że z chęcią czytelnicy bloga obejrzą wszystkie ujęcia z podróży. Co Ty na to?

  • Michał, rzeczywiście rewelacyjne zdjęcia. Co to za tajemniczy napar w szklance? 

    Popieram propozycję Łukasza, zwłaszcza jeśli masz jeszcze jakieś zdjęcia Marokanek ;) (podobno nie łatwo zrobić).

  • Michał Maj

    CRANK- Dokładnie o czymś takim mówię jak twój wypad w Bieszczady. Oczyszczenie umysłu i odpoczęcie od codzienności. Do tego sprawdzenie samego siebie. 
    Łukasz- Fotki jeszcze wrzucę do 3 części relacji. Dzięki za ciepłe słowa. Polecam się, gdybyś się żenił :D Wszystkich sensu umieszczać nie ma, bo sporo to zwykłe śmieciowe fotki.Mateusz- Również dziękuje za pochwały. Napar to herbata miętowa z piołunem bodajże (choć tego pewien akurat w tym przypadku nie jestem). Bardzo słodka, ale pyszna i tania. Co do Marokanek to nie ma takiej opcji stary :P  Ogólnie robić zdjęcia w Maroku jest bardzo trudno, bo ludzie nie lubią/ boją się/ nie chcą. Strasznie ciężki fotograficznie kraj, nie mówiąc już o foceniu kobiet (z resztą większość w burkach). Jedną, piękną berberkę poznałem, ale to było w czasie gdy miałem zatrucie i nie miałem weny do fotek. 

    • Michał – trochę się spóźniłeś. Jestem już po ślubie…;-)

      • Michał Maj

        Hehe to jakby ktoś w rodzinie ;) 

  • Magda Bednarczyk

    No właśnie… jeśli dyskusja zeszła trochę na temat focenia, to i ja zapytam. Michał, jakim sprzętem fotografujesz? Długo już masz aparat?

    • Michał Maj

      fotografuje marnym Canonem 400D, który służy mi 4,5 roku. Swoje już przeszedł a nic mu sie nie dzieje, jest zajebisty, ale myślę o zmianie sprzętu powoli

      • Magda Bednarczyk

        Marny, niemarny, ale zdjęcia naprawdę mają „to coś”. Znam takich, którzy mają 2 razy lepsze aparaty i faktycznie robią techniczne dobre, ostre i… nic niewarte zdjęcia.
        Ale kilka obiektywów masz, tak?

        • Michał Maj

          Dzięki :) 

          hehe z obiektywami u mnie posłucha straszna. 
          Kitowy 18-55 mm 3.5-6.3Tamron 28-300 mm 3.5-6-3  Duży ale światło słabe. Sprowadziłem z USA.Na początku przyszłego roku szykuje się zakup lepszego body i jakiegoś jasnego obiektywu. na 99% kupię jasny obiektyw jakiś zaraz po świętach, bo na sezon studniówkowy potrzebny będzie. Często też pożyczam obiektywy od znajomych, akurat mam spore grono fotograficzne i ludzie niesamowite cuda mają, a ufają mi i pożyczają :) 

  • Mnie też zdziwiło to, jak dużo kasy wydałeś. Ja sam stopem jeszcze nie jeździłem, ale zawsze wydawało mi się, że jest to nieco mniej kosztowne.

    Z tymi biało-niebieskimi domami w Chefchaouen, o których pisałeś ostatnio jest ciekawa sprawa. Świetnie to wygląda i odbija promienie słoneczne. Tak samo pomalowane są domy na Santorini: http://img.wakacje.pl/zdj/zdjecia_d/700/z733.jpg

    Bardzo mi się podoba to, co powiedział Marokańczyk ;)

     

    • Michał Maj

      Bo na stopie nie wydałem prawie nic. Wydałem w Maroku gdzie nie stopowałem, zwiedzałem, jeździłem na nartach, wielbłądach, jadłem dobre żarcie i piłem różne rzeczy. Nie żałowałem ;) 

      O Santorini nie wiedziałem. Dzięki :) 

  • Nie no bomba!
    Ciekawe miejsce, fajna przygoda i boskie zdjęcia. Czego chcieć więcej? Prawdziwy globetrotter z Ciebie ;) Ty chyba nie możesz usiedzieć w miejscu, prawda?

    A ramadam w Twoim wykonaniu bardzo mi się podoba – myślę, że każdemu takie coś się przyda.

    • Michał Maj

      Wasp- Mogę usiedzieć, ale to czas kilka dni po powrocie ;) Potem znów mnie ciągnie. Może kiedyś mi przejdzie. 

  • Też dołożę swoje zachwyty nad relacją :)

    Co do wątku sprawdzania siebie – zdarza mi się przez dzień czy 2 nie miec dostępu do sieci, prawie nie jeść i nie pić, nie spać. U mnie akurat wynika to z takiego dziwnego trybu życia, w którym zdarzają się różne intensywne dni :) 
    Polecam takie hartowanie się :)

    • Michał Maj

      Orest- ja rozumiem nie jeść, nie pić, nie spać, ale brak internetu? Da się tak?:) 

      Hehe a tak na poważnie to naprawdę jest dobra odskocznia. U mnie Internet zajmuje dużo czasu, bo to moja praca i ciężko się oderwać, ale tak jak mówisz- takie hartowanie się przynosi wiele korzyści. Jak odpoczynek- to z dala od komputera. Wtedy czuje się najlepiej. 

      • Ostatnio nawet wożę internet ze sobą… ale czasem nie mam czasu nawet z niego skorzystać lub tylko patrzę czy jest coś pilnego :) Delektowanie się życiem w wielu momentach wygrywa :)

  • radosnafasola

    W twojej relacji ramadan brzmi pięknie. Mi się zdarzyło spotkać kogoś z Maroka, kto pytanie o ramadan skwitował „Nie polecam”. Szczęśliwie trafiłeś, na kogoś, kto widzi w tym głębszy sens.

  • ankan

    A ja powiem tak – sama idea odcięcia się na jakiś czas od konsumpcjonizmu jest jak najbardziej słuszna. W pełni popieram pomysł przeprowadzania takich akcji co jakiś czas. Z pewnością takie postępowanie wyrabia charakter.  Natomiast odmawianie sobie wody przy 50 stopniowym upale jest po prostu czystą głupotą. Dlatego – jak zwykle jestem za tym aby w każdej sytuacji próbować jednak zachować równowagę by nie robić sobie samemu krzywdy. Na polskie warunki polecam jednodniowy post o suchym chlebie i zwykłej wodzie – jest cholernie ciężko, ale satysfakcja nie do opisania.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jak to autostopem do Maroka się wybrałem!