Randka z Barceloną

Denerwowałem się przed tym spotkaniem. Nie wiedziałem, jak mnie potraktuje. Musieliśmy szczerze porozmawiać i wiele sobie wyjaśnić. — Specjalnie wybrałem małą, skromną kawiarenkę. Wystrój wnętrza i cicha muzyka w tle sprawiały, że było to miejsce idealne do tej sytuacji – mogliśmy tam spokojnie porozmawiać.

Od kilkunastu minut siedziałem w rogu sali, bujając się nerwowo na krześle. Co chwilę zerkałem na zegarek. Spóźniała się już 10 minut, ale w sumie – taka jej natura.

Nagle drzwi kawiarni otworzyły się. Pojawiła się w nich Ona. Barcelona. Wiecie co? Spojrzałem na Nią i, zanim doszła do mojego stolika, w myślach zdążyłem ją ocenić: Kurczę, ta Barcelona ma coś w sobie. Taki wdzięk, którego nie ma żadne inne miasto… Podeszła do stolika, szybkim ruchem rzuciła torebkę na sąsiednie krzesło, usiadła na wprost i przeszyła mnie chłodnym wzrokiem.

barcelona01

– Długo się nie widzieliśmy. Całkowicie o mnie zapomniałeś – rzuciła.

Od razu wyczułem focha. No tak… Barcelona ma temperament! Nie dała mi nawet dojść do słowa:

– Nic nie mów! Po naszym ostatnim spotkaniu bardzo się na Tobie zawiodłam. Przyjechałeś na kilka godzin, obejrzałeś mnie powierzchownie, po czym stwierdziłeś, że jestem beznadziejna. I jeszcze tak mnie obgadywałeś na tym swoim śmiesznym blogu! – oburzyła się. – Chciałeś mnie tylko szybko zaliczyć, wszyscy tacy jesteście! – dodała głośno.

Kelnerka, która do tej pory przyglądała się nam badawczo, odwróciła wzrok, udając, że nie dostrzegła Jej wybuchu złości. Ja milczałem, bo co miałem powiedzieć? Nie spodziewałem się takiego początku. Faktycznie, Barcelona miała trochę racji. Spotkałem się z nią kilka lat temu podczas powrotu z Maroka. To prawda, wpadłem tylko przelotem, narobiłem jej trochę nadziei i po paru godzinach porzuciłem, wracając do Polski. Nie zachowałem się w porządku. Nie tak postępują triperzy gentlemeni.

Barcelona zamówiła kawę, a ja bacznie Jej się przyglądałem. Elegancka, tajemnicza, z klasą, ale też z pewnym luzem. Ubrana w najnowsza kolekcję od Gaudiego teraz wydawała się pełna wdzięku. No i jako jedna z niewielu kobiet lubiła piłkę nożną.

– Barcelono… – zacząłem. – To nie tak jak myślisz! Zdałem sobie sprawę, że po „pierwszym razie” oceniłem ją zbyt pochopnie, nie dając Jej za wiele czasu.

barcelona02

Wtedy w kawiarni, podczas tej rozmowy, dostrzegłem w niej coś nowego. Coś, czego wcześniej nie widziałem. Przyznam szczerze – nie było to łatwe spotkanie. Długo poważnie rozmawialiśmy, ale w końcu coś w Niej pękło. Wreszcie Barcelona zaczęła się uśmiechać.

– Okej, wybaczam Ci, ale więcej mi tego nie rób! I odwiedzaj mnie od czasu do czasu – powiedziała na zgodę.

– Cieszę się, że sobie wszystko wyjaśniliśmy – odetchnąłem z ulgą. – Ale wtedy, gdy pierwszy raz się widzieliśmy Ty też byłaś nie w porządku: chciano mnie okraść : )

– Eh, stare czasy… Myślę, że teraz będzie już lepiej.

Rozmawialiśmy jeszcze długo. Poplotkowaliśmy, obgadaliśmy Madryt. Muszę przyznać, że po tym spotkaniu naprawdę polubiłem Barcelonę.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Jakub

    Niezła opowieść :) Sam byłem w Barcelonie 4 dni i muszę powiedzieć, że dosyć ciekawe miasto. Architektura Barcelony to po prostu cudo. Park Guell, nie wiem czy miałeś okazję odwiedzić, ale jest fantastyczny (chociaż szkoda, że trafiłem na tak długą kolejkę na najdłuższą ławkę świata, bo bym chętnie przysiadł :) ). Pierwsze wrażenie było dosyć … nietypowe, gdyż pierwsze sześć konwersacji, które odbyłem krążyły wokół tego czy chcę zapalić, kupić czy dołączyć do klubu miłośników … marihuany oczywiście :D Poza tym wiele ciekawych osób przyszło mi spotkać, nawet polskiego żula co interesujące, hehe, chwalił się jak to nie żebra tylko pracuje na swój alkohol, zabawna osoba. Jeszcze był bezdomny imieniem… Ninja (przynajmniej tak się przedstawił i tak zwracali się do niego współbezdomni), który mówił mieszając cztery języki (ang. hiszp. czeski i wtrącając polskie k…). Bardzo przyjemnie wspominam ludzi, których przyszło mi spotkać :) A wracając do architektury: Sagrada Familia, nieskończona, a zachwyca, jednakże nie wywołuje takiej fascynacji tym miastem jak te uliczki. Piękne miasto. PS. jak będzie ktoś w tamtym rejonie Hiszpanii/Katalonii niech nie zapomni spróbować Horchata de Chufas czy jakos tak (napój z migdałów ziemnych). Mógłbym jeszcze raz przebyć te tysiące kilometrów stopem tylko dla tego napoju, który niestety jest niedostępny poza Hiszpanią ;)

    • Hehe ja też spotkałem polskiego bezdomnego w Barcelonie i mówił, że jest pusty jak bęben Rolling Stonesów i żeby dać mu na jedzenie :) W Park Guell byłem, ale wchodziłem jakoś bocznym wejściem, nie ogarnąłem, że ławki itp. są niżej, wbiłem na samą górę i potem już nie chciało mi się schodzić ;)

  • IAM

    Oj, spotkanie z Barceloną mi się marzy… :) Ogólnie Hiszpania jest obecnie u mnie na pierwszym miejscu jeśli chodzi o kraje, które chciałabym odwiedzić. Niestety póki co nie zapowiada się żadna podróż w tamte okolice… No nic, zarówno Hiszpania jak i ja musimy trochę poczekać ;)

  • Marcin

    3 lata temu mieszkalem w Barcelonie, przez rok, w samym centrum. To miasto zachwyca, ale tylko turystow, i tylko przez pierwszy tydzien, pozniej wszystko sie zmienia :)

    Nadal mieszkam w Hiszpanii, ostatnio wrocilem na weekend do Barcy, upewnilem sie ze nigdy w zyciu nie chcialbym tam wiecej mieszkac a Hiszpania oferuje duzo ciekawsze miejsca.

    Ale dla turystow, szczegolnie zajawionych fotografia, to naprawde ladne miejsce na ziemi.

    pozdro!

    • No fotograficznie jest cudowna. Na pewno mieszkając w danym mieście wszystko wygląda inaczej i to całkowicie inna perspektywa :)

  • Maciek

    Genialnie to opisałeś. Niby opowieść o mieście, ale czuć temperament tego miasta.

  • Piotr Sadowski

    Obgadaliśmy Madryt…:)

    • No taka plotkara z tej Barcelony. Jak każda kobieta ;)

  • Kuba Tomaszewski

    Nas też Barcelona próbowała okraść, ma coś takie kleptomańskie nawyki :D

  • Jako mieszkanka Barcelony naprawdę dziękuję Tobie za ten post. W końcu ktoś posilił się na kreatywność i ujął to miasto w nieprzeciętny sposób. Ta kobieta jest wymagająca, ale naprawdę warto ją poznać bliżej :)

  • Jedno z moich największych marzeń. Pojechać do Barcelony i przez tydzień łazić z aparatem po mieście.

  • justynaenbarcelona

    Oj tak Barcelona jest niesamowita :) Sama mieszkam w tym miescie juz 3 lata- jesli jestes ciekawy wrazen zajrzyj na mojego bloga :)

    Zaczelo sie od nienawisci- nietypowo: jezyk katalonski, ktorego nie rozumialam, wszechobecny kryzys i brak pracy dla swierzo upieczonych absolwentow…
    Po trzech latach nadeszla jednak wielka milosz, ciagle odkrywam nowe miejsca i nieznane mi uliczki- wiele sekretow ciagle czeka na odkrycie!
    Czy jakies miasto jest piekniejsze niz Barcelona? Moze… Ale ja do niego jeszcze nie dotarlam! :)

    Pozdrawiam!

  • możdżi

    Świetny wpis. Czytanie o podróżach ludzi z zajawką jest moim ulubionym zajęciem na leniwe popołudnia. Zachęcasz do wyruszenia w stronę Barcy.

  • Nemesis Nave

    Trochę brakowało wpisów tego typu na blogu ostatnimi czasy. Fajnie, że znów piszesz w tym stylu (:

  • Kinga

    Fajnie widzieć, że mają jakieś znaczenie nasze rady :) Przekonałeś mnie, dopisuję Barcelonę do listy marzeń. Zdjęcie genialne! I powodzenia w jutrzejszym biegu! :D

  • Aga

    mnie Barcelona obsikała w nocy pod dworcem autobusowym, jeszcze się nie pogodziłyśmy..

  • Alla

    Hej, znalazłam tego bloga niedawno i bardzo mi się spodobał.Mam takie, może trochę głupie, ale jednak pytanie: kiedy jesteś w kraju, w którym ludzie porozumiewają się językiem, którym ty nie potrafisz, a wiadomo, że sytuacje bywają różne, jakie są twoje rady w takich okolicznościach?Dobra, trochę taki misz masz napisałam.Chodzi generalnie o to, że ludzie nie potrafią mówić np. po angielsku, a ty nie znasz ich języka, a potrzebujesz jakiejś pomocy, zapytać się o coś itp.Jeśli już o tym wspominałeś, możesz podać link do takiego posta albo coś..?Dzięki jeśli odpowiesz, i sory za zawracanie głowy pierdołami :)

    • Kiedyś gdzieś o tym wspominałem ;) W wielkim skrócie:
      1. W większości miejsc ludzie mówią po angielsku, przynajmniej podstawy.
      2. Nawet jeżeli nie znają to znajdzie się ktoś w okolicy to ogarnia i będzie tłumaczem. Przykład- pociąg Mongolia – Chiny. Dostałem papiery na granicy do wypełnienia po chińsku i mongolsku. Brak druczków angielskich. Przeszedłem po pociągu i znalazłem Mongoła mówiącego po angielsku i pomógł mi wypełnić.
      3. Na migi. Na prawdę można się dogadać :)
      4. To jeszcze ciekawa anegdotka. W Chinach jechałem obok jakiejś dziewczyny, która chciała bardzo ze mną rozmawiać, ale nie ogarniała angielskiego. Wyjęła więc telefon, włączyła jakiś translator i przez ponad godzinę „rozmawialiśmy” pisząc na klawiaturze i tłumacząc w programie.

      Ja tez nie jeżdżę do bardzo dzikich miejsc, więc z tą komunikacją nie ma dużych problemów.

      • Alla

        Wielkie dzięki! :)

  • njh

    Mam pyt.:kiedy zacząleś podróżować?

    • Od początku studiów :)

      • njh

        Dzięki, byłam ciekawa ;)

  • Gabriela Gaj

    Mnie natomiast w Barcelonie bardzo zaskoczył pewien człowiek, który podszedł do mnie i moich koleżanek i zaczął rapować ! Nasz angielski był wtedy na bardzo niskim poziomie i myślałyśmy, że pewnie będzie chciał pieniędzy. Jednak pod koniec zdałyśmy sobie sprawę, że rapuje o Bogu i to w samych superlatywach :>Kiedy skończył po prostu odszedł, zostawiając nas w takim szoku D: PS. Piękna historia :D

  • Beata

    Z niecierpliwością czekam na randkę z Barceloną. Wspaniała notka, bardzo kreatywne ujęcie tematu. Gratuluję.

  • Kasia

    Ooo, haha, akurat w te wakacje planuję się wybrać do Barcelony. :)

  • Ten Fe

    gdzie jest dokladnie to miejsce z ktorego widac cala barcelone?;]

Przeczytaj poprzedni wpis:
Spowiedź blogera