Rozmywanie rzeczywistości

Czasem łapię jakieś większe przemyślenia dotyczące realizacji moich celów. Często wynikają one z obserwacji siebie samego, czasem – z analizy innych osób. Pamiętacie artykuł „Nic nie zmieniaj – jest dobrze”? Opisywał on dzień z życia zwykłego człowieka, który ma taaaaaki zapieprz w serialach i na Facebooku, że na nic innego nie ma czasu. Dziś przyszedł czas rozprawić się z innym typem ludzi – rozmywaczami rzeczywistości.

Czy jesteś rozmywaczem rzeczywistości?

Sprawa jest bardzo prosta i na pewno każdy z nas ma wokół siebie taką osobę lub sam nią jest (choć i tak pewnie dojdzie do wniosku, że jego to nie dotyczy). Rozmywaczem rzeczywistości nazywam osoby, które stwarzają pozory i udają, że robią różne ważne rzeczy.

 

  • Takie osoby na pierwszy rzut oka są bardzo zajęte – ciągłe spotkania, projekty… Zajmują się czymś, coś tworzą, ale za cholerę nikt nie wie, co tak naprawdę robią.
  • Takie osoby chodzą na wszystkie szkolenia i spotkania branżowe. Tłumaczą, że na razie muszą zbudować networking, a później ruszą do roboty. Takie czasy…
  • Rozmywacze rzeczywistości potrafią świetnie opowiadać o tym, co robią, w taki sposób, że czujesz się głupszy. Używają trudnego słownictwa, czarują „słowną różdżką”, nie odpowiadając na konkretne pytania. Gdy jednak bliżej się przyjrzysz, to zobaczysz, że to tylko taka otoczka. Mistrzami są – jak zwykle – politycy. Zapytasz takiego, w którym roku powstał Rzym, a on Ci opowie całą historię świata, ale w taki sposób, że ty zapomnisz, jakie było pierwsze pytanie. Oczywiście to bardzo przydatna umiejętność, mająca zastosowanie w różnych sytuacjach, ale nie używaj tego do oszukiwania samego siebie.
  • Rozmywacze rzeczywistości nie określają konkretnych celów, a przez to nie uzyskują konkretnych efektów. Gdy zapytasz takiego, z czego jest zadowolony w ostatnim czasie, to będzie opowiadał, że zainspirował się niesamowicie i zmotywował. Tylko – cholera – ja pytam o konkretny rezultat, nie standardy codzienności.
  • Takie osoby mocno wierzą w to, co robią, i nigdy nie przyznają, że są rozmywaczami. Swoją działalność nazwą raczej robieniem networkingu, riserczem albo znajdą inne angielskie słowo do opisania sytuacji.

Zastanów się teraz sam. Co zaplanowałeś sobie kilka miesięcy temu i ile zrealizowałeś? O czym ciągle gadasz, a ile tak naprawdę zrobiłeś? Zauważyłem, że dużo osób, które rozmywają rzeczywistość wokół siebie, to ludzie, którzy mają jakąś wizję swojego życia. Mają pewną ścieżkę, której się mocno trzymają (i słusznie), ale tak naprawdę nie realizują tego, bo samo stwarzanie pozorów jest dla nich przyjemne. Widać to często wśród młodych ludzi i w ich relacjach z rodzicami. Wiele osób mi mówi, że kłócą się z rodziną, bo ci nie rozumieją ich podejścia do życia. Spróbuj więc wytłumaczyć i pokazać konkretne efekty (choćby najmniejsze) swoich działań. Daj im powody, by uwierzyli w to, co robisz!

Ja wiem – sukces nie przychodzi szybko, a pewne rzeczy wymagają czasu. Oczywiście są tematy, nad którymi trzeba pracować dłużej, i sam zajmuję się pewnymi rzeczami, które namacalny efekt dadzą mi dopiero za rok czy dwa lata. Ale jeżeli robisz coś od dłuższego czasu i nie potrafisz konkretnie powiedzieć, gdzie jesteś (a może przede wszystkim w ogóle, co robisz?), to trzeba się zastanowić, czy to jest właściwa metoda.

 

Jak przestać rozmywać rzeczywistość?

  • Przestań oszukiwać samego siebie. Stań przed lustrem i zdaj sobie sprawę, że coś jest nie tak. Zastanów się, co możesz zmienić, i znajdź w pamięci te chwile, kiedy kantowałeś samego siebie.
  • Określ kamienie milowe. Nie wiem, co chcesz osiągnąć i w którą stronę idziesz, ale każdy cel można podzielić na mniejsze odcinki. Przykładowo… Gdy marzyłem o podróży pociągiem do Chin, moimi kamieniami milowymi było: znalezienie podstawowych informacji, aplikacja na projekt, kupienie biletu lotniczego, załatwienie wiz, zakupy, pakowanie plecaka i wyjazd. Proste, prawda? Kamienie milowe warto określać zwłaszcza do długich celów, których realizacja zajmuje kilka lat. Dzięki temu nie zapomnisz, gdzie idziesz, i będziesz mógł na bieżąco kontrolować rezultaty.
  • Skończ ze zwrotami, które tłumaczą twoje lenistwo (zazwyczaj tłumaczysz samego siebie przed samym sobą). Zamiast naprawdę ruszyć do działania, opowiadasz bajki, że „łapiesz inspirację”, „potrzebujesz więcej kreatywności w sobie” „musisz zbudować networking”. Oczywiście że musisz, i sam mam pewne sposoby na te rzeczy, ale – cholera – ile można? Ile potrzebujesz tej kreatywności i inspiracji, by wreszcie wziąć się za konkretną rzecz? Nawet tego nie potrafisz konkretnie opisać.
  • Usuń pozory „zapieprzania”. Pozory to wszelkiego rodzaju spotkania, które na dobrą sprawę są bezwartościowe. Większość spraw można załatwić przez telefon, ale ty wolisz się spotkać, bo to jest bardziej inspirujące. Nie dziwię się, bo sam lubię wypić kawę czy piwo w miłym towarzystwie, ale gdy idę się z kimś spotkać, to idę w jakimś konkretnym celu, a nie pod pretekstem zapieprzania.. To samo dotyczy wszelkiego rodzaju szkoleń i spotkań branżowych. Potrzebne to jest i warto na takie rzeczy chodzić, ale wszystko ma swoje granice.

  • Ustal konkretny cel. Jeden, mały konkretny cel. »Konkretny« to taki, który da się w jakiś sposób zmierzyć, jest przez ciebie osiągalny, ale z drugiej strony jest ambitny i osadzony w czasie. Konkretyzuj, kiedy dokładnie zrealizujesz to, co planujesz, i w jaki sposób dowiesz się, że już to zrobiłeś. Przykład. Gdy zacząłem przygotowywać się do krakowskiego maratonu, to powiedziałem sobie, że cokolwiek by się nie działo, to 16 kwietnia biegnę w krakowskim maratonie. Gdy przebiegłem przez metę, wiedziałem, że udało mi się to zrealizować, a całe ciało oblała nieopisana energia szczęścia.
  • Dziel się swoimi planami. Opowiadaj innym, co zamierzasz zrobić. Rozmywacze często unikają tego, tłumacząc, że „amerykańscy naukowcy udowodnili, że jak się opowie swoje plany innym, to czarodziej w kapeluszu rzuci zaklęcie i cel się nie zrealizuje”. Zresztą, jest takie przekonanie w naszym społeczeństwie. Pytam znajomą, co planuje po studiach, a ona mi odpowiada, że powiedziałaby mi, ale nie chce zapeszyć. Jak masz coś zrobić, to zrobisz, a wizja, że po raz kolejny wyjdziesz na osobę, która nie dotrzymuje tego, co robi, może cię zmobilizować do działania.
  • Dziel się swoimi wynikami. Jeżeli masz jakiś namacalny wynik, który uzyskałeś, to pokaż to światu. Opowiedz znajomym, pokaż fotki na Facebooku itp. Dlaczego warto to robić? Po pierwsze, napełnisz się pewnego rodzaju dumą, że wreszcie coś zrobiłeś. A po drugie, jest szansa, że zainspirujesz innych.
  • Sprawdzaj na bieżąco, czy nie jesteś rozmywaczem. Ja przed kilkoma dniami zdałem sobie sprawę, że wpadłem w małą pułapkę i w pewnych sprawach sam się oszukiwałem. Jak to sprawdzać? To się czuje. Zastanów się, czy w ostatnim czasie nie pozwalałeś sobie na małe kłamstewka, aby usprawiedliwić swoje lenistwo czy niedociągnięcia.

Rozmywaczu rzeczywistości!

Wstajesz rano, zaczynasz od wypicia kawy i przejrzenia wszystkich portali branżowych. Oczywiście – to ważne, bo musisz wiedzieć, co w trawie piszczy. Później czas na inspirację. Przeglądasz filmy motywacyjne, szkolenia, które kupiłeś za grube pieniądze itp. Popołudnie też masz bardzo zajęte. Masz kilka spotkań dotyczących twojego nowego projektu, który robisz już od trzech lat. To będzie coś wielkiego. Tak wielkiego, że nie jesteś w stanie w jednym zdaniu opisać, czym ten projekt jest, dlatego każde spotkanie trwa kilka godzin. Notujesz w swoich papierach kolejne pomysły, spotkania cię inspirują i wiesz, że wkrótce wszystko ruszy na dobre. Poobiedzie siadasz do komputera i zbierasz dane. Szukasz, wypisujesz, uzupełniasz pola w Excelu i obliczasz. Broń cię Panie Boże, żeby ktoś się dowiedział, co to jest. Tajemna wiedza nie jest dla prostego ludu.

Wieczory są najprzyjemniejsze. Wybierasz się na jakieś spotkanie branżowe, aby zbudować networking. Potrzebujesz tego, bo tam spotkasz takich jak ty, którzy też są niezrozumiani przez społeczeństwo. Ciebie też wszyscy krytykują. Rodzice mówią, żebyś wreszcie wziął się za swoje życie, ale ty dobrze wiesz, że jesteś geniuszem. Z geniuszami wiadomo jak jest – nikt ich nie rozumie. Nic nie zmieniaj – jest dobrze.

Co do fotek – taki tryptyk z Nowego Jorku strzelony kiedyś. Jakie widzicie ukryte znaczenie?

 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Ruda93

    miałam kontakt z takimi ludźmi w mojej pierwszej pracy. nigdy więcej -.-

  • Thomson

    Bardzo dobry wpis Michał. Konkretny, na temat i z bardzo trafnymi spostrzeżeniami i uwagami.
    A osobiście pisząc, to pomogłeś mi zauważyć kilka cech niebezpiecznie zbliżających mnie do rozmywacza. Ostrzeżenie w doskonałym momencie, od razu biorę się za ich eliminację.

    Pozdrawiam

  • Mirek

    Cholera jasna, znowu coś o mnie.. :/
    Dzięki za wpis.

    • MichalMaj

      Znowu, znowu :D

  • Maćko z Bogdańca

    O kurde. Mocny wpis. Ale jakże ważny. Miałem wizję, że tłumaczysz to w tak konkretny sposób, że stoisz nad człowiekiem z jakimś metalowym narzędziem i jeśli to co mówisz do niego nie trafi to ta metalowa rzecz na pewno. Ukryte znaczenie? Moim zdaniem szara rzeczywistość.  

    • MichalMaj

      Czasem przydałaby się taka metoda. Co do znaczenia – nie myślałem o szarości, ale to tez dobre spostrzeżenie ;) 

  • Rafał Opryszczko

    Wstyd mi bo taki byłem/jestem… trudno określić, czy dalej taki jestem, ale pewnych rzeczy JUŻ  się wyzbyłem.

    Dzięki Maju

  • Włóczęga

    Przydało by się coś zacząć zmnieniać w sobie bo coś złego się dzieje. Zacznę chyba od nauczenia się Anatomii gdyż zaniedbałem sobie ten przedmiot a modół czeka 

    • MichalMaj

      modUł, modUł :) 

  • Grsamsta

    WIelkie rzeczy (tu budowle) tworzone są przez ludzi aktywnie działających a nie przez, jak to ich nazwałeś, rozmywaczy rzeczywistości. Ja mam na nich jeszcze inną nazwę: „tujersi” bo wszystko zrobią w ciągu najbliższych dwóch lat ;) Pozdro.

    • MichalMaj

      O proszę, tak na to tez nie spojrzałem. Jeszcze nikt nie rozkminił mojego ukrytego znaczenia :) 

      Tujersi – haha, też świetna nazwa

  • Sabina Ice

    Ja się muszę do tego przyznać. Jestem rozmywaczem i walczę z tym stawiając sobie konkretne cele do osiągnięcia i co najważniejsze mają one swój ostateczny termin. No i najważniejsze mniej gadania więcej działania. A chwalenie się planami to genialny wynalazek. Trafiłeś w dziesiątkę.

  • Bo trzeba pracować, a nie, lansować na pracę ;) Ja sobie nie wyobrażam działania z samą wizją ( ala „będę bogata i świat mnie pokocha”) bez kamieni milowych, jakiegoś konkretu. Nawet jeśli są chwile,  że ten konkret jest mały. 
    A co do rozmywania, to jest jeszcze jedna rzecz… rozmienianie się na drobne i myślę, że to też ciężkie do zwalczenia ;) Mnie tam nadal ciągnie do pomocy w organizacjach studenckich, choć wiem, że powinnam skupić się na czymś innym… Ale włożyć 100% energii w jedno to naprawdę sztuka ;)

    • MichalMaj

      No dokładnie mam to samo! W zasadzie to odkryłem w sobie i stąd ten wpis. Za dużo małych projektów, zamiast jednej obranej ścieżki. Nie potrafię się skupić na tylko jednej rzeczy, ale postanowiłem mocno ograniczyć mniejsze rzeczy ;) 

  • Lena

     Ukryta prawda w fotkach? Biurowce – kojarzą mi się z brakiem kreatywności, tysiące ludzi siedzą przy biurkach, ubrani w podobny sposób, codziennie wykonujący te same papierkowe czynności, wykonując polecenia. Niby nikt ich tam na siłę nie trzyma a jednak godzą się na brak „wolności” szeroko pojętej, w jakikolwiek działaniach. Statua jak wskazuje nazwa symbolizuje ową „wolność”. Być może się mylę i takie skojarzenie z własnych uprzedzeń do biurowej pracy ;)

  • Slawcze

    O rany ileż ja takich ludzi spotkałem ostatnimi laty:-) I bardzo się uczuliłem na takich rozmywaczy. Działali na mnie destrukcyjne, bo swoimi kłamstwami(nie-oględnie-ideami, ciężką pracą i innymi nowoczesnymi nic nie znaczącymi słowami) wprowadzili mi zamęt w głowie i zakwaszali myśli.
    Absolutna racja Michał, świetny tekst.

  • Ula F

    Tekst skłonił mnie do zastanowienia się nad sobą i czy sama tak postępuję…i chociaż dużo mam wad, to rozmywaczem rzeczywistości akurat nie jestem :).

  • Abcd

    Na zdjęciach tych budowli nie widać podstaw, kondygnacji, na których miałyby się one opierać. Moim zdaniem jest to metafora rozmywaczy rzeczywistości, których praca nie opiera się na konkretach. Wszystko w ich życiu jakby wisi w powietrzu, nie ma oparcia w rzeczywistości. 

    • MichalMaj

      Dobre! Na to sam nie wpadłem, ale jeszcze lepsza interpretacja, więc tej wersji się trzymajmy ;) Choć trzeba przyznać, że idealnie komponuje się z moim znaczeniem

  • MichalMaj

    Jak nikt nie zgadnie do wieczora to napiszę jak ja interpretuje te 3 własne fotki. Abcd jest bardzo blisko. Dobry wniosek, ale z innej symboliki ;) 

  • Dempley

    Symbolika fotek hmm, ludzie chcą widzieć od razu efekty, od razu chcą widzieć szczyt (tak jak piękny wieżowiec) jak wszystko już działa, jest sprawne, jak wszystko jest ukończone, lecz nie chcą wiedzieć tego że aby cokolwiek stworzyć, coś co ma być w ich oczach wielkie trzeba wiele pracy, trzeba zacząć być może nawet od zera i konsekwentnie do tego dążyć, tylko wtedy osiągniemy cel. Bez naszych postanowień i pracy nic nie zdziałamy.

  • A-ski

    Rozmywacze zwracają uwagę wyłącznie na szczyt, zwieńczenie dzieła, a zapominają, że nie osiągną go bez solidnego fundamentu konkretnych celów i działań na których można budować dalej. Szarość to kolor symbolizujący bezpłodność ( działań ). Pochylenie obiektów na zdjęciach – chwiejność działań bez konkretnych podstaw.

    Wasze wspisy przypominają mi czasy liceum, jak to się interpretowało na setki sposobów „co autor miał na myśli” :P

  • Joyboy

     Hehe, szczerze napisawszy też kiedyś taki byłem. Potem zdałem sobie sprawę dzięki pewnej magicznej rzeczy, że czas na zmianę na lepsze. Piszesz wspaniałe teksty, które na pewno zmotywują wielu ludzi do działania (mnie już zmotywowało). No i ta wzmianka o maratonie… :) Gdy przeczytałem chyba w marcu coś o maratonie ze starszych postów u Ciebie to pomyślałem że też gdzieś wystąpię i wystąpiłem w Biegu Fiata. Teraz już wiem jakie to miłe uczucie mieć medal na szyi. Teraz jak wyzdrowieję to zacznę trenować do tego maratonu to może się zgadamy na jakiś :) A wracając do tematu, czytałem kiedyś u Bartka Popiela artykuł na podobny temat (ale głowy nie dam) i tam też ciekawie pisał o ludziach którzy wiecznie się udzielają ale nic w tym kierunku nie robią. Fajnie ze masz taką siłę przebicia Michał bo w twoich słowach ukryte jest mnóstwo mocy. Trzymaj tak dalej.

    • MichalMaj

      Dzięki ;) 

      co do maratonu – za kilka dni specjalnie dla Ciebie wpis na ten temat. Na wiosnę możemy pobiec w krakowskim. 

      • Joyboy

        Byłoby fajnie, tym bardziej że krakowski jest w moje urodziny, ale raczej nie da rady z powodu choroby. Ale może jak wypali to zapraszam do Bielska na Bieg Fiata końcem maja :) DO tego czasu może już się pozbieram :D

        • MichalMaj

          To trenuj i pod koniec kwietnia biegniemy ;) Z Bielskiem zobaczymy, ale niewykluczone. 

          • Joyboy

            Jak się uda to mogę też Cie oprowadzić po Beskidach bo mieszkam akurat przy górach ;)

  • MichalMaj

    Zapraszam do działu „O blogu”.
    Punkt 3: 1. Prezentuje moje zdanie. Wszystkie wpisy, artykuły i inne materiały pojawiające się na blogu wynikają z mojej opinii i mojego światopoglądu. Nie musisz (a czasem i nie powinieneś) się z tym zgadzać. Każdy ma prawo do swojego zdania. Pod każdym wpisem toczy się dyskusja. Jeżeli uczestniczysz w niej to musisz akceptować pewne reguły:- Nie krytykujemy innych. Każdy ma prawo do swojego zdania- Nie obrażamy innych. Ot, zasady standardowej kultury- Nie spamujemy- Nie prowokujemy do kłótni- Nie trollujemyZłamałeś reguły gry, ale miałem dziś dobry dzień i potrzymam ten Twój komentarz przez chwilę. 

  • MichalMaj

    Ciekawe te wasze interpretacje. Chodziło mi o pochylone budynki jako symbol upadku przy takim podejściu, ale dopowiedzieliście genialne rzeczy – szarości, brak podstaw, itp. Gdybyście pisali maturę z interpretacji fotek to zdane na 100% ;) 

  • Dzięki za dokładne opisanie tematu, bardzo trafne spostrzeżenia. Jak myślisz co jest powodem takiego zachowania – prokrastynacja/brak odwagi/lenistwo/jakiś inny dyskomfort/wszystkie czynniki razem wzięte ?

  • Kasia Aziukiewicz

    Proszę tylko, nie kasuj kolejnego komentarza…
    Popłynęła tu niezła dawka nienawiści i agresji. Wystarczyło odpowiedzieć najmądrzej jak się potrafi na komentarz, który rozpoczął tą całą, niefajną akcję. Jeżeli ktoś, nie pisze przepiękną polszczyzną, nie znaczy, że jest głupcem – ktoś taki również ma coś do przekazania i do zakomunikowania.  Sztuką jest, radzenie sobie z tego typu podejściem, innych ludzi do siebie samego. Zakładając bloga, musisz zdawać sobie z tego sprawę, że trafiają na niego różni ludzie a tym samym stajesz się osobą publiczną, która chcąc nie chcąc, jest podatna na różny odbiór. Także… albo się z tego śmiej, albo spróbuj odpowiadać na poziomie. I staraj się nie zachowywać jak dziecko : „Moja piaskownica, moje zabawki!”

    No cóż.. o jednego czytelnika mniej;)

    Pozdrawiam i życzę mimo wszystko, sukcesów w dalszym pisaniu i komentowaniu;)

    • MichalMaj

      Komentarz nie był krytyką, a trollingiem. Nie będę karmił trola dodatkowymi komentarzami. Myślisz, że bardzo przejąłbym się krytycznym komentarzem? :) 

      Zapraszam do działu „O blogu”:1. Prezentuje moje zdanie. Wszystkie wpisy, artykuły i inne materiały pojawiające się na blogu wynikają z mojej opinii i mojego światopoglądu. Nie musisz (a czasem i nie powinieneś) się z tym zgadzać. Każdy ma prawo do swojego zdania.Pod każdym wpisem toczy się dyskusja. Jeżeli uczestniczysz w niej to musisz akceptować pewne reguły:- Nie krytykujemy innych. Każdy ma prawo do swojego zdania- Nie obrażamy innych. Ot, zasady standardowej kultury- Nie spamujemy- Nie prowokujemy do kłótni- Nie trollujemyKomentarz nie wyleciał za darmo. Mój blog – moje zasady.

  • BadBoy

    Jakbym czytał o sobie ;) A co do ukrytego znaczenia fotek, to może to, że są przechylone (zachwiane) tak samo jak mniemanie i rzeczywistość takiego „rozmywacza rzeczywistości” ? ;) 

    •  Michał już dał odpowiedź znaczenia fotek, ale właściwie Twoja interpretacja się dość pokrywa :)

      • MichalMaj

        dokładnie ;) 

        • BadBoy

          Moje niedopatrzenie ;) Tak się śpieszyłem by skomentować, że nie doczytałem dokładnie komentarzy ;D

          Pozdrawiam

  • Fajny wpis :). Pewnie w każdym z nas bywa coś z rozmywacza. Miałem ostatnio subiektywnie duży (osobisty) projekt do zrobienia. Zauważyłem, że już samo słoo „projekt” czasami (nie zawsze) może być rozmywające. Ale na szczęście dzięki wsparciu zewnętrznemu połączonemu z kamieniami milowymi udało się :)

  • Właściwie ten wpis na czasie.. Sam sobie pomyślałem teraz o tym.. Niedaleko mojego miasta są loty szobowcem. Chcialem zawsze spróbować. Więc, wg. kamieni milowych, sprawdziłem sobie już cene, czas lotu, gdzie to jest, oraz spytałem kolegi wstępnie czy jest chętny :) Także krok już jest. Teraz zdobyć kase, i jazda :D

  • Anonimeczekownyson

    Dzięki, tego mnie było trzeba!

  • Natalia

    Mam dość podobną znajomą, cały czas mówi o swoich planach, ma wymyślony cały scenariusz swojego życia ze szczegółami, tyle, że nic w tym kierunku nie robi, i nie powiem, strasznie mnie to u niej wkurza, zawsze mam ochotę powiedzieć: zamiast o tym mówić, po prostu to zrób. Ale ona znajduje milion różnych wymówek udowadniających, że robi w tym kierunki bardo wiele co oczywiście jest nieprawdą. Jeszcze zawsze mówi o tym, żeby robić na co ma się ochotę, nie przejmować się opinią innych, jednocześnie negatywnie komentując czyjeś dziwne zachowanie (A akurat ja osobiście tą osobę bardzo podziwiam za to, że się nie przejmuje i jak dla mnie jest osobą bardzo pozytywną) Ahh, wkurza mnie to.

    A zanim jeszcze znałam interpretacje fotek (Ah, jak ja lubię interpretować fotografie i prace plastyczne), to rozumiałam to w sposób (Który w sumie średnio pasował do tekstu ale co tam), że Statua Wolności – Wolność, umieszczona pomiędzy biurowcami – Karierą i chodzi o to, że po prostu podczas pewnego rozwijania się można stracić tak naprawdę swoją osobowość, swoje zdanie i opinie. W sensie tak bardzo chcemy uchodzić za osobę oryginalną, nietuzinkową, że gubimy sami siebie.

    Myślę, że mnie to akurat nie dotyczy, albo dotyczy w niewielkim stopniu, ale bardzo fajny wpis :)

  • Bogna

     Jak dla mnie jeden z lepszy tekstów. Chodzi tu i formę i o treść. Bardzo zwięźle przedstawiłeś problemy wielu z nas. Pokazałeś to na przykładzie, co było łatwe do wyobrażenia i przełożenia sobie tego na własne życie.
    A czy dostrzegasz taką grupę „po miedzy”? Grupę ludzi, którzy poznali prawdę o sobie, jacy są i chcą zmian, wprowadzają je, czasem lepiej, a czasem z gorszym wynikiem?
    Co mnie zaintrygowało. Opisując, ale przede wszystkim spotykając „rozmywaczy rzeczywistości” odczuwać zasysanie przez nich Twojej energii do życia? Tak, że po spotkaniu z nimi jesteś mega zmęczony,a sam się dziwisz dlaczego?
    To ostatnie pytanie nasunęło mi się z własnych spostrzeżeń, i jak to przełożyłam na to co przeczytałam w tym poście, to wydaje mi się, że takie własnie osoby, są najlepszymi kandydatami do przypisania ich do wampirów energetycznych.

    Pozdrawiam,
    Bogna

  • Beciorek

    Trafne spostrzeżenia :)… niestety, ale połowa sukcesu to zauważyć, że coś jest nie tak. Co ciekawe, dzisiaj, jeszcze przed przeczytaniem tego wpisu, tłumaczyłam koledze mniej więcej na czym polega to zjawisko, ale nazwałam to wtedy „zaginaniem czasoprzestrzeni” :). Tak czy inaczej zjawisko istnieje i trzeba z nim walczyć… Pozdrawiam i mam nadzieje, do zobaczenia na Targach we Wrocku.

  • Paweł

    Super wpis, sama prawda:) Przy takich rozmywaczach rzeczywistości rzeczywiście ma się wrażenie, że jest się głupszy, a ludzie którzy kupią te ich bajki mogą się tym rozmywaniem rzeczywistości zarazić. Dlatego ostrożnie podchodzę do wszystkich ludzi, którzy opowiadają jakie to mają wielkie marzenia, używają górnolotnego słownictwa czy w swoich wypowiedziach odwołują się do emocji, a jakby się przyjrzeć tak na chłodno na ich działania i zadać kilka niewygodnych pytań dotyczących ich działań, to zaczynają się plątać w zeznaniach albo mówić, że ich nie rozumiem:)
    Michale, jako człowiek światowy miałeś chyba do czynienia z takim wynalazkiem jak „biznes MLM” (dla nie wtajemniczonych MLM to skrót od Multi Level Marketing, albo jak kto woli – Manipuluj Ludźmi Maksymalnie:D). Nie będę zagłębiać się w techniczne szczegóły MLMu, ale w wielkim skrócie chodzi o to, że jakaś firma XYZ ma jakiś produkt ale żeby go sprzedać nie wykorzystuje tradycyjnego systemu dystrybucji, czyli producent->hurtownia główna->hurtownia regionalna->sklep detaliczny->klient. Tylko, żeby skrócić łańcuch pośredników i tym samym obniżyć ceny (które i tak z reguły są zaporowe:D) stosują system producent->dystrybutor MLM->klient. Czyli jednym słowem, do takiego MLMu każdy się może zapisać, sprzedawać produkty i znajdować osoby, które zapiszą się pod nimi w strukturze i będą robić to samo, ot taka piramidka:)
    Nie powiedziałbym nic złego na ten temat, gdyby nie fakt, w jaki sposób oni działają. Produkty podobne do tych MLMowych można kupić w normalnych sklepach, o podobnej jakości ale za to o wiele niższej cenie. MLMowcy zdają sobie doskonale z tego sprawę, zatem muszą trochę zachachmęcić, aby biznesik ruszył. No i jazda z wkręcaniem nowym ludziom w strukturze o tym, że „wystarczy że powiesz trzem swoim znajomym o tej wspaniałej szansie biznesowej, a następnie pomożesz im zrobić to samo, a będziesz wolnym finansowo człowiekiem.” Oczywiście nie obędzie się bez atmosfery sekty, że wszyscy tacy mili, wspaniali, w ogóle ą ę bułkę przez bibułkę, żebyś przypadkiem nie zaczął logicznie myśleć. Z tego co widzę po niektórych ludziach, to MLM im tak sprał mózg, że chyba kompletnie wyskoczyli z rzeczywistości:) Nic tylko biznesy, struktury, dochody pasywne i inne cudawianki i tak mówią, jak to będą bardzo bogaci… od paru lat, a tego ich bogactwa jakoś nie widać:)

    • Oj MLM temat rzeka. Oczywiście, że da się zarobić, ale to jest trudne i wymaga pracy jak wszystko inne. Mnie sie nie chcę bawić w takie rzeczy, bo mam swoją firmę i nie ma sensu rozbijać się na drobne ;)

      • Paweł

        Zarobić można, jeśli oferta produktowa jest atrakcyjna i nie ma jeszcze zbyt wielu dystrybutorów w danej firmie. Ale że oferta zwykle nie jest atrakcyjna cenowo (weź płać 50zł za płyn do mycia naczyń np.) to trzeba nieźle kit wciskać, a ja nie umiem tak latać za ludźmi i wciskać im badziew jak jakiś cwaniaczek bazarowy. Wiadomo, że liczy się biznes ale mam pewne zasady. Poza tym klimat sekty w firmach MLM, czyli „biznes dla ludzi, którzy lubią pomagać innym” i inne wyświechtane frazesy powodują, że wygląda to żałośnie i wstydziłbym się brać udział w tej szopce.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Życie…po prostu życie ; )