Rozmywanie rzeczywistości

Czasem łapię jakieś większe przemyślenia dotyczące realizacji moich celów. Często wynikają one z obserwacji siebie samego, czasem – z analizy innych osób. Pamiętacie artykuł „Nic nie zmieniaj – jest dobrze”? Opisywał on dzień z życia zwykłego człowieka, który ma taaaaaki zapieprz w serialach i na Facebooku, że na nic innego nie ma czasu. Dziś przyszedł czas rozprawić się z innym typem ludzi – rozmywaczami rzeczywistości.

Czy jesteś rozmywaczem rzeczywistości?

Sprawa jest bardzo prosta i na pewno każdy z nas ma wokół siebie taką osobę lub sam nią jest (choć i tak pewnie dojdzie do wniosku, że jego to nie dotyczy). Rozmywaczem rzeczywistości nazywam osoby, które stwarzają pozory i udają, że robią różne ważne rzeczy.

 

  • Takie osoby na pierwszy rzut oka są bardzo zajęte – ciągłe spotkania, projekty… Zajmują się czymś, coś tworzą, ale za cholerę nikt nie wie, co tak naprawdę robią.
  • Takie osoby chodzą na wszystkie szkolenia i spotkania branżowe. Tłumaczą, że na razie muszą zbudować networking, a później ruszą do roboty. Takie czasy…
  • Rozmywacze rzeczywistości potrafią świetnie opowiadać o tym, co robią, w taki sposób, że czujesz się głupszy. Używają trudnego słownictwa, czarują „słowną różdżką”, nie odpowiadając na konkretne pytania. Gdy jednak bliżej się przyjrzysz, to zobaczysz, że to tylko taka otoczka. Mistrzami są – jak zwykle – politycy. Zapytasz takiego, w którym roku powstał Rzym, a on Ci opowie całą historię świata, ale w taki sposób, że ty zapomnisz, jakie było pierwsze pytanie. Oczywiście to bardzo przydatna umiejętność, mająca zastosowanie w różnych sytuacjach, ale nie używaj tego do oszukiwania samego siebie.
  • Rozmywacze rzeczywistości nie określają konkretnych celów, a przez to nie uzyskują konkretnych efektów. Gdy zapytasz takiego, z czego jest zadowolony w ostatnim czasie, to będzie opowiadał, że zainspirował się niesamowicie i zmotywował. Tylko – cholera – ja pytam o konkretny rezultat, nie standardy codzienności.
  • Takie osoby mocno wierzą w to, co robią, i nigdy nie przyznają, że są rozmywaczami. Swoją działalność nazwą raczej robieniem networkingu, riserczem albo znajdą inne angielskie słowo do opisania sytuacji.

Zastanów się teraz sam. Co zaplanowałeś sobie kilka miesięcy temu i ile zrealizowałeś? O czym ciągle gadasz, a ile tak naprawdę zrobiłeś? Zauważyłem, że dużo osób, które rozmywają rzeczywistość wokół siebie, to ludzie, którzy mają jakąś wizję swojego życia. Mają pewną ścieżkę, której się mocno trzymają (i słusznie), ale tak naprawdę nie realizują tego, bo samo stwarzanie pozorów jest dla nich przyjemne. Widać to często wśród młodych ludzi i w ich relacjach z rodzicami. Wiele osób mi mówi, że kłócą się z rodziną, bo ci nie rozumieją ich podejścia do życia. Spróbuj więc wytłumaczyć i pokazać konkretne efekty (choćby najmniejsze) swoich działań. Daj im powody, by uwierzyli w to, co robisz!

Ja wiem – sukces nie przychodzi szybko, a pewne rzeczy wymagają czasu. Oczywiście są tematy, nad którymi trzeba pracować dłużej, i sam zajmuję się pewnymi rzeczami, które namacalny efekt dadzą mi dopiero za rok czy dwa lata. Ale jeżeli robisz coś od dłuższego czasu i nie potrafisz konkretnie powiedzieć, gdzie jesteś (a może przede wszystkim w ogóle, co robisz?), to trzeba się zastanowić, czy to jest właściwa metoda.

 

Jak przestać rozmywać rzeczywistość?

  • Przestań oszukiwać samego siebie. Stań przed lustrem i zdaj sobie sprawę, że coś jest nie tak. Zastanów się, co możesz zmienić, i znajdź w pamięci te chwile, kiedy kantowałeś samego siebie.
  • Określ kamienie milowe. Nie wiem, co chcesz osiągnąć i w którą stronę idziesz, ale każdy cel można podzielić na mniejsze odcinki. Przykładowo… Gdy marzyłem o podróży pociągiem do Chin, moimi kamieniami milowymi było: znalezienie podstawowych informacji, aplikacja na projekt, kupienie biletu lotniczego, załatwienie wiz, zakupy, pakowanie plecaka i wyjazd. Proste, prawda? Kamienie milowe warto określać zwłaszcza do długich celów, których realizacja zajmuje kilka lat. Dzięki temu nie zapomnisz, gdzie idziesz, i będziesz mógł na bieżąco kontrolować rezultaty.
  • Skończ ze zwrotami, które tłumaczą twoje lenistwo (zazwyczaj tłumaczysz samego siebie przed samym sobą). Zamiast naprawdę ruszyć do działania, opowiadasz bajki, że „łapiesz inspirację”, „potrzebujesz więcej kreatywności w sobie” „musisz zbudować networking”. Oczywiście że musisz, i sam mam pewne sposoby na te rzeczy, ale – cholera – ile można? Ile potrzebujesz tej kreatywności i inspiracji, by wreszcie wziąć się za konkretną rzecz? Nawet tego nie potrafisz konkretnie opisać.
  • Usuń pozory „zapieprzania”. Pozory to wszelkiego rodzaju spotkania, które na dobrą sprawę są bezwartościowe. Większość spraw można załatwić przez telefon, ale ty wolisz się spotkać, bo to jest bardziej inspirujące. Nie dziwię się, bo sam lubię wypić kawę czy piwo w miłym towarzystwie, ale gdy idę się z kimś spotkać, to idę w jakimś konkretnym celu, a nie pod pretekstem zapieprzania.. To samo dotyczy wszelkiego rodzaju szkoleń i spotkań branżowych. Potrzebne to jest i warto na takie rzeczy chodzić, ale wszystko ma swoje granice.

  • Ustal konkretny cel. Jeden, mały konkretny cel. »Konkretny« to taki, który da się w jakiś sposób zmierzyć, jest przez ciebie osiągalny, ale z drugiej strony jest ambitny i osadzony w czasie. Konkretyzuj, kiedy dokładnie zrealizujesz to, co planujesz, i w jaki sposób dowiesz się, że już to zrobiłeś. Przykład. Gdy zacząłem przygotowywać się do krakowskiego maratonu, to powiedziałem sobie, że cokolwiek by się nie działo, to 16 kwietnia biegnę w krakowskim maratonie. Gdy przebiegłem przez metę, wiedziałem, że udało mi się to zrealizować, a całe ciało oblała nieopisana energia szczęścia.
  • Dziel się swoimi planami. Opowiadaj innym, co zamierzasz zrobić. Rozmywacze często unikają tego, tłumacząc, że „amerykańscy naukowcy udowodnili, że jak się opowie swoje plany innym, to czarodziej w kapeluszu rzuci zaklęcie i cel się nie zrealizuje”. Zresztą, jest takie przekonanie w naszym społeczeństwie. Pytam znajomą, co planuje po studiach, a ona mi odpowiada, że powiedziałaby mi, ale nie chce zapeszyć. Jak masz coś zrobić, to zrobisz, a wizja, że po raz kolejny wyjdziesz na osobę, która nie dotrzymuje tego, co robi, może cię zmobilizować do działania.
  • Dziel się swoimi wynikami. Jeżeli masz jakiś namacalny wynik, który uzyskałeś, to pokaż to światu. Opowiedz znajomym, pokaż fotki na Facebooku itp. Dlaczego warto to robić? Po pierwsze, napełnisz się pewnego rodzaju dumą, że wreszcie coś zrobiłeś. A po drugie, jest szansa, że zainspirujesz innych.
  • Sprawdzaj na bieżąco, czy nie jesteś rozmywaczem. Ja przed kilkoma dniami zdałem sobie sprawę, że wpadłem w małą pułapkę i w pewnych sprawach sam się oszukiwałem. Jak to sprawdzać? To się czuje. Zastanów się, czy w ostatnim czasie nie pozwalałeś sobie na małe kłamstewka, aby usprawiedliwić swoje lenistwo czy niedociągnięcia.

Rozmywaczu rzeczywistości!

Wstajesz rano, zaczynasz od wypicia kawy i przejrzenia wszystkich portali branżowych. Oczywiście – to ważne, bo musisz wiedzieć, co w trawie piszczy. Później czas na inspirację. Przeglądasz filmy motywacyjne, szkolenia, które kupiłeś za grube pieniądze itp. Popołudnie też masz bardzo zajęte. Masz kilka spotkań dotyczących twojego nowego projektu, który robisz już od trzech lat. To będzie coś wielkiego. Tak wielkiego, że nie jesteś w stanie w jednym zdaniu opisać, czym ten projekt jest, dlatego każde spotkanie trwa kilka godzin. Notujesz w swoich papierach kolejne pomysły, spotkania cię inspirują i wiesz, że wkrótce wszystko ruszy na dobre. Poobiedzie siadasz do komputera i zbierasz dane. Szukasz, wypisujesz, uzupełniasz pola w Excelu i obliczasz. Broń cię Panie Boże, żeby ktoś się dowiedział, co to jest. Tajemna wiedza nie jest dla prostego ludu.

Wieczory są najprzyjemniejsze. Wybierasz się na jakieś spotkanie branżowe, aby zbudować networking. Potrzebujesz tego, bo tam spotkasz takich jak ty, którzy też są niezrozumiani przez społeczeństwo. Ciebie też wszyscy krytykują. Rodzice mówią, żebyś wreszcie wziął się za swoje życie, ale ty dobrze wiesz, że jesteś geniuszem. Z geniuszami wiadomo jak jest – nikt ich nie rozumie. Nic nie zmieniaj – jest dobrze.

Co do fotek – taki tryptyk z Nowego Jorku strzelony kiedyś. Jakie widzicie ukryte znaczenie?

 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Życie…po prostu życie ; )