Same Dobre Rzeczy #14

Nowy miesiąc może oznaczać tylko jedno – czas na Same Dobre Rzeczy!

Same Dobre Rzeczy to cykl podsumowań, w których opisuję najciekawsze rzeczy, jakie działy się w moim życiu w minionym miesiącu. Wszystko po to, żeby dostrzegać, jak dużo dobrego się dzieje i doceniać małe, ale wyjątkowe chwile.

Jaki był sierpień?

Powiem szczerze, że cieszę się, że wakacje już się kończą. Wakacyjna atmosfera zaczęła mnie już trochę męczyć, zwłaszcza że ja swój urlop planuję dopiero w listopadzie. Upały, brak studentów w Krakowie (miasto wydaje się wtedy takie puste), znajomi w rozjazdach, a przy tym dużo pracy – no po prostu ogarnął mnie jakiś gorszy nastrój.

Na blogu też trochę mniej się działo. W sierpniu napisałem jedynie 6 tekstów, ale nie chciałem tworzyć na siłę. Jest to po prostu ciężki miesiąc, co czuć chyba w całej blogosferze.

Ale skupmy się na pozytywach. Co dobrego działo się w sierpniu?

Numer 3: Perseidy

W minionym miesiącu w całej Polsce można było obserwować Perseidy, potocznie nazywane spadającymi gwiazdami. Bardzo ciekawe zjawisko. W tym roku dużo mówiło się o tym w mediach, zrobił się spory szum – i bardzo dobrze. Razem ze znajomymi postanowiliśmy pojechać za miasto i podziwiać gwiazdy z dala od centrum Krakowa. Wybraliśmy się więc na otoczony lasami i oddalony od zgiełku miasta Kopiec Piłsudskiego, który jest idealny punktem do takich obserwacji. Świetne doświadczenie.

Numer 2: Wyjazd w Tatry na Bieg Granią Tatr

W połowie miesiąca wybrałem się do Zakopanego pokibicować ultramaratończykom biorącym udział w Biegu Granią Tatr. Oprócz kibicowania było też chodzenie po górach. W Tatrach nie byłem dość dawno, więc bardzo cieszyłem się na ten wyjazd.

 

Numer 1: Wyjazd nad polskie morze

Na sam koniec miesiąca wybrałem się z dziewczyną nad polskie morze – do Dźwirzyna. Nad Bałtykiem nie byłem chyba od gimnazjum, więc jechałem tam z dużą ciekawością i wiązałem z tym wyjazdem spore nadzieje. Kurczę, coś jest nie tak z tym naszym polskim morzem. Królestwo kiczu i tandety. Idziemy na obiad do jakiejś knajpki, dostajemy rybę, frytki, surówki. Wszystko nawet smaczne, ale cały klimat zepsuty, bo dostajemy je na jednorazowym, papierowym talerzyku. Dla porównania, rok temu w Chorwacji – idziemy wąskimi uliczkami, elegancko ubrani kelnerzy zapraszają do knajpek. Siadamy, na dzień dobry dostajemy dzbanek wody z cytryną. Zamawiamy coś do jedzenia i dostajemy wypasiony, elegancko podany obiad. W dodatku tańszy niż ten w Polsce.

Wiem, mała rzecz, pierdoła, czepianie się, ale to pokazuje różnice. Liczyłem, że po latach mojej nieobecności coś się zmieniło. Niestety nie. Oczywiście rozumiem, że niektórym się to odpowiada, że jest target, do którego to trafia, no ale jednak myślę, że polskie morze zasypane tandetnymi straganami nie wykorzystuje swojego potencjału. Dobra, ponarzekałem, pomarudziłem, ale ogólnie rzecz biorąc – podobało mi się nad Bałtykiem. Posiedziałem na plaży, posłuchałem szumu fal, poczytałem książki w leżaku. Trochę odpoczęliśmy i złapaliśmy ostatnie promienie słońca przed nadchodzącą jesienią : )

 

Bunkrów nie ma… #amazingview #sea #poland #polska

 

A photo posted by Michał Maj (@zyciejestpiekne.eu) on

Plany na wrzesień

Cieszę się na wrzesień. W tym miesiącu chciałbym:

  • Uporządkować projekty w pracy. Mam dużo niedomkniętych i nierozliczonych zleceń, nad którymi w ostatnim czasie pracowałem. Do tego, tradycyjnie już, chcę pilnować tego, aby firma nie wchodziła mi na głowę, bo w sierpniu zdarzyło mi się pracować i późnymi wieczorami, i w weekendy. Liczę, że we wrześniu uda mi się wszystko ogarnąć, rozliczyć i…
  • Kupić bilety lotnicze. Oczywiście wszystko zależy od punktu powyżej, ale marzy mi się, żeby już kupić jakieś loty i zaplanować większą podróż. Tak na listopad. Gdzieś, gdzie będzie ciepło… Gdzieś na inny kontynent. I najlepiej na cały miesiąc. A co! Należy mi się!
  • Sport, ruch, bieganie. W wakacje mocno odpuściłem z aktywnościami sportowymi i zablokowałem się na bieganie. Zresztą, ostatnio o tym pisałem. Chciałbym, żeby wrzesień był powrotem do sportu.

To podsumowanie miesiąca wyszło chyba wyjątkowo marudne i nostalgiczne. Mogliście odnieść takie wrażenie, ale tak naprawdę – w sierpniu było dobrze. Po prostu, jakiś taki klimat mi się włączył, jakaś melancholia. Liście zmieniają kolory i zaczynają spadać z drzew. Wiatr jakiś taki chłodniejszy, a nad ranem muszę wstać, żeby zamknąć balkon, bo zimno. Idzie jesień, Drodzy Państwo! : )

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Odnośnie Dżwirzyna to zależy gdzie trafisz do knajpy. Jako że byłem już 4x na urlopie, to mogę w ciemno polecić nastepujące knajpy

    – Pycha Micha (https://www.facebook.com/pages/Pycha-Micha-Domowy-Obiadek/550244005104514)

    – Restauracja Alforno – troszkę ciut za wysokie ceny ale otrzymujemy świetną włoską kuchnię, bdb obsługę i klimat :)

    • No, pewnie kwestia wyboru innego miejsca itp. ale chodzi mi o ogólny „klimat” polskiego morza ;)

      • gdzieś wyczytałem, ze rybek to lepiej nie jeść latem. i tego od dłuższego czasu trzymam się :o

  • Grzesiek Młyńczyk

    Jeżeli wyjazd na inny kontynent, to z ręką na sercu polecam Meksyk, chociaż w Listopadzie bilety mogą być jeszcze drogie. Obiło mi się gdzieś o oczy, że w Styczniu lub Lutym można znaleźć całkiem tanie jak na tą odległość połączenia (800-1200zl w jedną stronę) do Cancun, wylatując z Pragi.
    Stamtąd można już latać po całym kraju za przyzwoite ceny ( VivaAerobus, Volaris, Aeromexico) lub zostać i zwiedzić Wybrzeże Morza Karaibskiego. (polecam Playa del Carmen, ok. 40 min od lotniska) Jeżeli jednak bardziej zależy Ci na poznaniu prawdziwego meksykańskiego życia, warto się wybrać do San Juan del Rio, Queretaro czy Monterrey. Uwaga meksykańska kultura wciąga tak że ciągle chce się tam wracać, chociażby ze względu na jedzenie. ;)

    • Meksyk mi się marzy, ale tamte rejony mają to do siebie, że ciężko o tani lot. Nic, czekam aż na koncie pojawią się pieniądze i wtedy będę planował. Ale bardzo chciałbym Meksyk :)

      • Grzesiek Młyńczyk

        Trzymam kciuki, może któregoś razu na siebie trafimy. :)

  • Wspaniały miesiąc i ciekawe plany. Ja również odpuściłam z bieganiem. Perspektywa półmaratonu krakowskiego działa motywująco.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Żywot freelancera