Same Dobre Rzeczy #18

Poprzednie podsumowanie miesiąca robiłem, będąc w Szwajcarii. Nie zakładałem wtedy, że następne będę robił w tym samym kraju. Życie jest nieobliczalne, jeżeli wykorzystuje się szanse, które otrzymujemy.

Co dokładnie robię w Szwajcarii, dowiecie się w kolejnych wpisach. Zabawna sytuacja – jeszcze nie napisałem słowem o poprzedniej wizycie w tym kraju, a jestem tu znowu. Dziś sumujemy luty, który był… bardzo ciężkim miesiącem.

Ciężki miesiąc

Ci, którzy nie mają ochoty słuchać mojego marudzenia, mogą od razu przejść do następnego akapitu. Luty był dla mnie bardzo trudnym miesiącem ze względu na ilość pracy, którą miałem. Znów zachwiała się moja równowaga pomiędzy pracą a życiem osobistym. Obowiązki, które spadły na mnie, mocno mnie przytłoczyły. Nadrabiałem wieczorami, pracowałem po nocach i byłem (nadal jestem) tym wszystkim zmęczony. Nie tak miało być.

Myślę, że trochę spowodowane jest to moimi częstymi wyjazdami. Niecałe dwa tygodnie temu byłem w Walencji, teraz jestem w Szwajcarii, a w następnym tygodniu ruszam do Berlina. Praca zdalna działa, ale jednak ma swoje wady. Mając świadomość podróży, wiele rzeczy staram się podgonić, aby podczas wyjazdu załatwiać tylko bieżące sprawy. Stąd efekt przemęczenia. Nie po raz pierwszy się to zdarza i trochę wliczam to w koszty stylu życia, jaki prowadzę. Na szczęście widzę już światełko w tunelu. Marzec pod tym względem będzie dużo lepszy.

Jak widzicie więc, jestem tylko człowiekiem i mimo że życie jest piękne, to jednak czasem daje w kość. Zawsze w takich chwilach mówię, że kiedyś rzucę te internety i otworzę budę z kebabem.

No ale działy się też dobre rzeczy. Co dokładnie? : )

Numer 3: Zjawa

Wybrałem się na „Zjawę”, za którą Leonardo DiCaprio dostał Oskara. Miałem ochotę na kino. „Zjawa” była idealną opcją. Film jest całkiem w porządku, ale raczej drugi raz go nie obejrzę. Po prostu dla mnie trwał zbyt długo. Momentami patrzyłem na zegarek, wyczekując końca, ponieważ na epickie, trzymające w napięciu momenty musiałem dość długo czekać. To, co w tej produkcji zrobiło na mnie wrażenie, to miejsca i praca kamery. Każdy, kto podróżuje i kocha naturę, na pewno doceni kadry i „klimat filmu”.

Numer 2: Przejażdżki nowym Priusem

Numerem dwa w tym miesiącu były testy Toyoty Prius, o której pisałem w tekście o Walencji. Z ogromną przyjemnością jeździłem hybrydą po ulicach Hiszpanii, zachwycając się tym, co oferuje Toyota. To te momenty, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę, jak daleko zaszedł z tym swoim blogowaniem, i że naprawdę było warto.

Numer 1: Walencja

Najlepszą rzeczą tego miesiąca była Walencja. Powiązana więc z punktem numer dwa, ale jednak musiałem je rozdzielić. Walencja jest niesamowicie klimatycznym miastem, a weekend to za mało, żeby się nim zachwycić. Było słońce, był spacer po plaży, było zwiedzanie oceanarium i obiad w „wielkim akwarium”. Trzy Dni w Walencji były czymś najlepszym, co przytrafiło mi się w tym miesiącu.

Dzień Dobry o poranku. #traveler #instatravel #travel #valencia #spain A photo posted by Michał Maj (@zyciejestpiekne.eu) on


Jak widzicie po ilości punktów – ten miesiąc musiał być dla mnie naprawdę ciężki, ale widzę ogromne, jasne światełko w tunelu. Projekty, które mocno mnie wyeksploatowały twórczo, już się kończą, a w planach mam podróż do Berlina. Do tego marzec to moje urodziny, więc to na pewno będzie lepszy miesiąc. No już jest lepiej, bo właśnie siedzę sobie w Szwajcarii gdzieś w górach i za oknem sypie bajeczny śnieg. Jest pięknie : )

Zapraszam Was do obserwowania mojego profilu na Instagramie.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Wioska w Indonezji, która stała się naszym rajem