Same Dobre Rzeczy #21

Wschód słońca na górze Radziejowa

Maj był moim miesiącem – i to nie tylko z nazwy. Działo się bardzo dużo i czuję się nakręcony do działania jak nigdy!

Nie wiem, czy to kwestia pogody, czy jakiejś niewidzialnej mocy, ale mam ogromny zapał do pracy i działania. Maj był dla mnie świetny: wydarzyło się dużo ciekawych rzeczy, a w głowie pojawiło się kilka pomysłów.

Lecimy więc z podsumowaniem maja. Na początku przedstawię najciekawsze momenty ubiegłego miesiąca, a na końcu – przemyślenia i plany na czerwiec.

Numer 5: Folk session – jam z przytupem

W maju niechcący trafiłem na świetny jam session w klimacie folkowym, który miał miejsce w Teatrze Barakah. Cudownie się słuchało i obserwowało, jak obce, na co dzień niegrające razem osoby tworzą wspólnie dobrą muzykę.

Numer 4: Skarby ukryte w polskich miastach

W tym miesiącu przeprowadziłem też świetną kampanię z marką Płatności Mobilne mPay. W trzech miastach w Polsce (Kraków, Poznań, Gdańsk) ukryliśmy skarby, a we wpisie na blogu przedstawiłem podpowiedzi odnośnie ich lokalizacji. Wszystkie skarby zostały odnalezione w ciągu 1,5 godziny. Jestem zadowolony z akcji, bo wyszło z niej coś nieszablonowego. Mam nadzieję, że w pewien sposób zachęciłem Was do tego, żeby lepiej poznać własne miasta.

Numer 3: Wyjazd w Gorce

Obiecałem sobie, że w tym roku będę starał się aktywnie wykorzystywać weekendy i spędzać je offline. W ciągu tygodnia mocno cisnę zlecenia firmowe, a w weekendy chcę odreagowywać na łonie natury. Na razie taki układ świetnie mi się sprawdza, bo pozwala mi utrzymać odpowiedni poziom energii i kreatywności.

Razem ze szwagrami wybraliśmy się na szybki wypad w Gorce. Zatrzymaliśmy się w Chacie Gorczańskiej, która okazała się cudownym miejscem. Po powrocie ze szlaku zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci: w kominku znajdującym się w naszym pokoju było już napalone, a przed chatą czekało rozpalone ognisko. Polecam Wam to miejsce, zwłaszcza że nocleg kosztuje kosmiczne… 15zł.

A i same Gorce bardzo inspirujące i ciekawe. W drodze powrotnej naszła mnie jeszcze ochota na małe zakupy – u miejscowego gospodarza kupiłem jajka i biały ser. Taki jestem eko! : )

Numer 2: Wyjazd z czytelnikami w Beskid Sądecki

Kolejny szybki wypad w góry, tym razem w ramach akcji „Maj, Merrell i Góry”. Super było poznać kilka nowych osób, które czytają mój blog, porozmawiać przy ognisku, a potem wstać w środku nocy i zasuwać na górę. Na szczycie Radziejowej czekał na nas piękny wschód słońca. Mikroprzygody mają ogromną moc!

Numer 1: Cracovia Maraton

Za najlepszą rzecz, która przydarzyła mi się tego miesiąca, uważam udział w Cracovia Maratonie. To był mój ósmy maraton w życiu, i szósty w Krakowie. Od sześciu lat co roku pokonuję ten morderczy dystans na krakowskich ulicach. To dla mnie wielkie święto i nawet trochę duchowe przeżycie.

W tym roku ukończyłem go z czasem 4:26. Biegłem kompletnie luźno, nie oczekując dobrego wyniku, a raczej ciesząc się z atmosfery, która panowała na trasie. Na metę wbiegłem ze łzami w oczach. Przez ostatnich kilka lat pokonałem osiem maratonów, poznałem masę ludzi, a do samego biegania namówiłem kilkadziesiąt osób (a może pośrednio nawet kilkaset). W dodatku zebraliśmy już w sumie ponad 100 000 zł na 42 Do Szczęścia, a nasza ekipa jest jedną z największych grup biegowych w Polsce.

Serio, jestem wzruszony tym, co się wydarzyło przez ostatnie lata, ale prawdopodobnie to mój ostatni maraton w najbliższym czasie. Bieganie zmieniło moje życie na lepsze, jednak chcę trochę od niego odpocząć. Chcę nadal biegać, ale na razie bez zawodów i celów sportowych. Niemniej tegoroczny Cracovia Maraton był świetnie zorganizowany i przebiegłem go z ogromną przyjemnością.

Zrobiłem to po raz 8 w życiu. Za każdym razem cieszy i męczy tak samo:) #marathon #42doszczescia #cracoviamaraton

A photo posted by Michał Maj (@zyciejestpiekne.eu) on

Odkrycia miesiąca

Tym, co odkryłem w tym miesiącu, są daily vlogi. Youtube skradł mi sporo czasu, bo wkręciłem się w oglądanie kanałów podróżniczych. Chyba zrobię o tym osobny wpis, w którym polecę Wam ciekawych twórców. Czytalibyście?

Tak na szybko: Polecam zerknąć na daily vloga Krzysztofa Gonciarza. Krzysiek mieszka w Japonii i tworzy video. Codziennie wrzuca film, w którym pokazuje kawałek swojego japońskiego życia. Według mnie to najlepszy polski kanał na Youtubie. Z kolejnych odcinków wyciągam bardzo dużo inspiracji i motywacji do działania.

Plany na czerwiec

Czerwiec będzie dla mnie dość sporym wyzwaniem:

1. Prawdopodobnie kończę chwilowo pracę w biurze coworkingowym i na moment wracam do pracy w domu. Będzie to ode wymagać zmiany organizacji życia i dbania o „work-life balance”. Mam kilka pomysłów na zmiany w zarządzaniu swoim czasem, będzie kilka eksperymentów.

2. Mimo że mam w planach dużo zleceń, to chcę poświęcić więcej uwagi blogowi. No i to jest mój cel na czerwiec: nowy wygląd bloga. Pragnę zmiany i świeżości. Design jest już zaprojektowany, jednak potrzebujemy jeszcze czasu na zakodowanie + zrobienie małych porządków. Podejrzewam, że efekty będą widoczne dopiero w lipcu, ale czerwiec oznacza intensywne prace.

3. Planuję skok ze spadochronem. Boję się jak cholera, ale nie mam wyjścia – muszę to zrobić : )

No i to chyba koniec. Uwielbiam tworzyć te podsumowania miesiąca. Przyjemnie się pisze o małych sukcesach i nowych pomysłach. Wpadajcie na mój Instagram – tam na bieżąco wrzucam ładne wycinki z mojego życia.

Maj był świetnym miesiącem. Jakoś wszystko mi się chce – też tak macie?

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Skok ze spadochronem przeraża tylko do momentu wejścia do samolotu. Potem jest bosko!

    Graficzka dla otuchy:

  • Mateusz

    Niedawno rozpocząłem kurs AFF. Doświadczenie spadania trudno opisać. To niezwykle abstrakcyjne uczucie, trudno to odnieść do jakichkolwiek wcześniejszych doświadczeń. Gdy jemy coś nowego często mówimy, że smakuje jak kurczak. Skoki nie smakują jak kurczak.

    Już po skoku uczucia są ambiwalentne – z jednej strony przerażenie, z drugiej pragnienie kolejnego skoku i kolejnego strzału adrenaliny do mózgu.

    Według wszelkiej logiki i statystyk nie ma się czego bać, jednak tylko głupi się nie boi. Ja z każdym kolejnym skokiem boję się bardziej.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Epicki wschód słońca na Radziejowej