Skąd brać pieniądze na podróże?

Dla mugoli, którzy nie podróżują, jedną z największych zagadek wyjazdowych jest kwestia finansowa. Kumpel, który ostatnio kupił nowe auto za 15 tys. zł stwierdził, że chętnie by zwiedzał świat, ale nie ma kasy. Maju, jak Ty to robisz?

Postanowiłem przygotować nieco bardziej rozbudowany tekst, który będzie składał się z kilku części. Chciałbym, żeby był to praktyczny poradnik dla osób, które chcą ruszyć w świat, ale ciągle brakuje im pieniędzy.

Tak naprawdę ten tekst może wywołać 3 różne reakcje. Osoby, które już podróżują, przyklasną i powiedzą: dokładnie tak jest! Osoby, które nie jeżdżą po świecie, popatrzą, zapomną i nadal będą twierdzić, że podróże to coś luksusowego. Trzecia reakcja – ktoś popatrzy, poczyta i powie: faktycznie, jak chcę, to mogę. Jeżeli choć jedna osoba zmieni swój punkt widzenia i nauczy się gromadzić środki na swoje tripy, to znaczy, że moja praca nie poszła na marne.

drzewko_pieniedzy

Twój punkt widzenia

Tak naprawdę wszystko sprowadza się do potrzeb. Niektórzy myślą, że podróżnicy mają maszynki do robienia pieniędzy i dzięki temu mogą jeździć po świecie. Mam wielu znajomych którzy podróżują i wiesz co? Wcale im się nie przelewa. Prowadzą raczej skromne życie, ciężko pracują i kombinują, jak tu odłożyć parę groszy.

Wszystko jest więc kwestią priorytetów. Myślę, że najtrudniej jest zebrać pieniądze na pierwszy wyjazd. Jak człowiek już zacznie jeździć po świecie, to uzależnia się od tego i na kolejnego tripa wyciągnie pieniądze choćby spod ziemi. Serio, to naprawdę tak działa.

Jeżeli więc podróż jest tym, czego naprawdę pragniesz, to nagle jesteś w stanie podporządkować temu jednemu celowi cały swój styl życia

Przy większości moich wyjazdów przyjmuję strategię stawiania się przed faktem dokonanym. Najpierw kupuję bilet lotniczy, a potem zaczynam myśleć nad resztą pieniędzy na wyjazd. Bo wiem, że jeżeli za 2 miesiące mam wylot, to cokolwiek będzie się działo, i tak zbiorę te pieniądze. Nagle projekt, który standardowo zajmuje mi miesiąc, robię w 2 tygodnie, bo wiem, że w kolejce czeka następny, a pieniądze są potrzebne. Jeżeli więc podróż jest tym, czego naprawdę pragniesz, to nagle jesteś w stanie podporządkować temu jednemu celowi cały swój styl życia.

„Ja nie mam z czego oszczędzać”

Jak zebrać pieniądze na wyjazd? To proste. Musisz zmaksymalizować dochody i zminimalizować wydatki, zdając sobie sprawę z wartości pieniądza. Gdy mówię to innym, najczęstszą reakcją jest oburzenie, bo „ja nie mam z czego oszczędzać”.

Też tak długo myślałem – dopóki nie otworzyłem Excela i nie zrobiłem małego zestawienia. Podliczyłem swoje zarobki i wydatki w kilkunastu kategoriach. Liczby mnie zszokowały, bo nagle okazało się, że z mojego „jednego niewinnego piwa na imprezie” w skali roku robi się suma kilkuset złotych. Wystarczy dodać do tego wydatki typu: napoje, kawa / obiad na mieście czy kupowanie w sklepie osiedlowym zamiast w dużym markecie i robi się wielka suma. Polecam Wam zrobić sobie takie podsumowanie.

26mini

„Ale ja nie chcę żyć jak pustelnik”

Drugi argument osób, które nie mają pieniędzy na wyjazdy. Gdy mówi się o oszczędzaniu, oni widzą w tym życie pustelnika i brak jakichkolwiek przyjemności. Może Cię zaskoczę, ale: nie musisz rezygnować z wszystkich przyjemności tego Świata. Wystarczy przemyśleć swoje wydatki, zastanowić się, czego tak naprawdę potrzebujesz, a co jest zbędne, i ograniczyć pewne nawyki.

Widzisz – ja w jakiś sposób gromadzę środki na podróże, a nie odczuwam smutku w życiu. Normalnie chodzę na imprezy ze znajomymi, od czasu do czasu zjem coś na mieście, mam komputer, telefon, ubieram się dosyć normalnie i… jestem szczęśliwy. Po prostu włączam hamulec, gdy czuję, że zbyt szaleję. Bo wiem, że zaoszczędzone w ten sposób pieniądze, które bezmyślnie mogę wydać w przypływie emocji, przybliżają mnie do kolejnego wyjazdu.

Za kilka dni na blogu druga część, a w niej już konkretne sposoby na oszczędzanie.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Bardzo, bardzo, bardzo się przyda!
    W lutym zamierzam wybrać się na wolontariat podczas Mistrzostw Świata w skokach narciarskich i obawiam się o fundusze. Mam nadzieję, że ta seria odrobinę pomoże (pierwszy krok już zrobiłam – wysłałam zgłoszenie; teraz zbieram pieniądze).

    • Ale fajny cel ;) Myślę, że seria będzie bardzo przydatna bo będą praktyczne informacje i gotowy plan „jak to zrobić” :)

  • Czekam niecierpliwie! A zrobienie takiego zestawienia, to jak dostać kamieniem w łeb. stutonowym kamieniem. :| praktykuję to co miesiąc i widzę jak wydatki na „głupoty” się zmniejszają :)

    • Standard, nie ma tutaj ludzi świętych :) Ja, mimo, że na tripy zawsze odłożę to widzę ile jeszcze można zrobić.

  • Bartek

    Dobry wpis, czekam na kolejny, bo to pomoże nie tylko w tym jak zdobyć kase na podróże. Może to pomóc w dowolnej dziedzinie, wystarczy rady przenieść na cel który pragniesz zrealizować. Dlatego czekam niecierpliwie :D

  • Natala

    A ja mam pytanie, ile potrzeba mniejwięcej pieniędzy? Ile Ty wydajesz na podróż? Może tak od ilu do ilu może się zamknąć? :) Pozdrawiam ciepło i czekam z niecierpliwością na następne teksty!

    • Wiesz, możesz jechać do Radomia na weekend, a możesz na Tajlandię, więc to trzeba skonkretyzować :) Ja nie jeżdżę ultra- tanio (kiedyś jeździłem). Teraz staram się znaleźć kompromis pomiędzy jakością tripa / ceną / a jego atrakcjami.

      u mnie ciężko to wycenić, bo teraz zdarza się, że mam niektóre rzeczy pokryte (przykład: Słowenia), mam jakieś tam vouchery na darmowe noclegi (np. jak w Tajlandii) czy np. jadę na jakiś trip, który ze względu na swoją specyfikę jest droższy (np. wyjazd na Mont Blanc).

      Jak poczytasz blog to gdzieś tam są ceny. Np. Maroko (3 tygodnie w podróży) to był koszt 1600 zł. Norwegia na 3-4 dni coś koło 250 zł (ultratani wyjazd) itp. 3 tygodnie Indii kosztowały coś koło 3600 zł z tego co pamiętam. No tak to mniej więcej wygląda.

      • Natalia

        Dziękujęęęęęę!! W końcu ktoś mi powiedział, jak to jest mniewięcej, przyznam szczerze, że nigdy nie jeżdziłam i chcę to zmienić, zaczęłam zarabiać pieniądze i myślę, żeby wyjechać, ale tak naprawdę ile by się to zamknęło to nie wiedziałam. Dziękuję jeszcze raz, taką odpowiedź bardzo potrzebowałam! :)

        • Ale tak jak piszę – kasa to temat drażliwy, bo zaraz przyjdzie jakiś cwaniak tutaj, który powiem, że „on Indie to za 1500 zł by zrobił”. Kwestia potrzeb i podejścia :)

          A jak chcesz zacząć jeździć to moja propozycja jest taka. Odłóż jakąś kasą na bilet lotniczy, obserwuj stronę typu http://www.fly4free.pl czy loter.pl i kup jakąś okazję. A reszta jakoś się ułoży :)

          • Natalia

            Na pewno tacy się znajdą, ale ja nie słucham wtedy takich osób. Słucham ludzi, którzy mają doświadczenie, widzę i czytam więc dla mnie w tym przypadku jesteś wiarygodnym, owszem można robić to taniej ale to kwestia warunków i innych rzeczy tak jak właśnie Michał powiedziałeś :) Dziękuję za radę i z chęcią zobaczę te strony :)

        • Marzena K

          Jak widać ceny różne :)
          Też na Maroko wydałam ok 1600zł – z tym, że styl podróży był inny. Cała wycieczka to było 10 dni. W kosztach zawarte są bilety lotnicze, wyskok na noc do Paryża (czekaliśmy na przesiadkę), wynajem auta na 5 dni i paliwo na jakieś 3tys km (koszty na 2 osoby), noclegi tylko w hostelach, jedzenie tylko na mieście, wycieczka na pustynię na noc, wejścia do atrakcji.
          Ostatnio na 10 dni w płn. Włoszech poszło nam ok 1000zł – znów przejechaliśmy ok 4tys km (paliwo na 2 osoby), spaliśmy w aucie, jedliśmy głównie to co ze sobą przywieźliśmy, zwiedzaliśmy – ale nie wszystko co się dało, raczej dość skromnie.

          Na 3 tygodnie stopem po Bałkanach z koleżanką wydałyśmy po jakieś 800zł – przemieszczanie tylko autostopem, spanie namiot, CS, zaproszenia od kierowców, mało zwiedzania, jedzenie tylko miejscowe.
          Rok później byłam z chłopakiem (nie uznaje autostopu) również na 3 tygodnie – spaliśmy w aucie, przejechaliśmy pod 6 tys km, mieliśmy sporo jedzenia, nie jedliśmy w knajpach, za to często korzystaliśmy z płatnych atrakcji i wydaliśmy ok 1700zł (nie pamiętam dokładnie).

          A na miesiąc w RPA – „wolontariat” wydałam kilkanaście tysięcy (z przelotem, szczepieniami, opłatami za pobyt, wycieczkami).

          • Marzena K

            A i pisząc „nam” mam na myśli, że każdy (2 osoby) wydał po tyle, a nie że np ten tysiąc trzeba podzielić ;)

          • Natalia

            Marzena, również Tobie dziękuję, to co piszesz jest dla mnie bardzo cenne, za te dokładniejsze opisy, muszę parę kwestii przemyśleć i też przez przypadek rozwiązałaś mi jeden problem! :D Dziękuję :))

          • Marzena K

            Z ciekawości w jaki sposób rozwiązałam jaki problem?

            Miło słyszeć, że pomogłam :))

            PS. Sprawdziłam ile tych km zrobiliśmy w Maroku i przegięłam 2krotnie ;)

  • Magda

    super, na pewno bardzo się przyda! :)

  • Angelika Wieleńska

    Na wstępie powiem, że zapowiada się ciekawie Twoja seria wpisów! :)

    Nigdy nie zapomnę reakcji jednej koleżanki która ze złością i zawiścią w oczach spytała mnie, skąd mam tylu znajomych zza granicy oraz pieniądze na wycieczki. W moim przypadku (choć pewnie nie odosobnionym) łączę studia dzienne oraz dorabianie po zajęciach. Przestałam jeść na mieście i trzymam oszczędności „w skarpecie” :)
    Później wystarczy troszkę śledzić strony przewoźników, trafić na odpowiedni termin i mieć odłożonych parę groszy na koncie. Potem dopiero zastanawiam się ile będę musiała jeszcze przeznaczyć pieniędzy na sam pobyt (komunikację miejską, jedzenie, cokolwiek)

    • Dokładnie mam ten sam sposób. Mam odłożone na bilet, trafiam na dobrą cenę, kupue i potem myślę „co dalej” ;) Zazwyczaj jest pełna mobilizacja i sprawne odłożenie na wyjazd.

      Teraz jednak planuje trochę większą podróż i muszę do tego odrobinę inaczej podejść ;)

      • Angelika Wieleńska

        I właśnie tu pojawiają się schody… Nie wypracowałam jeszcze u siebie na tyle sumienności, aby odłożyć więcej niż 1500 zł a strasznie kusi, żeby przekroczyć znowu kontynent i polecieć gdzieś dalej. Cicho liczę, że twoja seria pomoże :)

  • coś w tym jest najpierw bilet, a potem cała reszta ;-)
    wybieram za 1,5 miesiąca na moja pierwszą taką wyprawę, z chęcią poczytam dalszą część

  • em

    Lubię Twoje podejście do sprawy (podczytuję ale zwykle nie komentuję).
    Tak sobie myślę, że na te priorytety to nawet trochę szerzej każdy powinien spojrzeć, bo jeśli chcę podróżować to jeszcze parę innych rzeczy w życiu, a raczej w głowie muszę sobie poukładać. Ja ze swojego doświadczenia mówię – kiedyś też myślałam, ale Ci podróżujący ludzie mają fajne życie, ale ja nie mam kasy, możliwości bla bla bla… Ale u mnie nie chodziło o zakasanie rękawów do organizacji wypraw, tylko o uświadomienie sobie czego chcę -a teraz wiem, chcę wykonywać zawód który od zawsze był moim marzeniem i to fakt – jestem przykuta do jednego miejsca (nie licząc urlopu wykorzystywanego maksymalnie) ale robię to co kocham. Znalazłam swój priorytet. Może kiedyś mi się pozmienia, to się trzeba będzie przeorganizować. I wydaje mi się, że często Ci wszyscy, którzy zazdroszczą np. Tobie -robią to bo na swoje życie nie mają żadnego pomysłu, a nie tylko dlatego, że podróży nie potrafią zorganizować. A przynajmniej takie są moje przemyślenia w tym temacie.
    Dziękuję za tego bloga, zawsze nakręca do działania i utwierdza, że życie jest piękne :)

  • Kinga

    Dobry i przydatny wpis Maju :)

    Powiem Tobie, że już kiedyś przeczytalam na Twoim blogu wpis o oszczędzaniu i po zrobieniu podobnego zestawienia zrobilam wielkie oczy. ;)

    Wracając do podróży, masz bardzo motywującego bloga. Tak jak zawsze bałam się jechać stopem tak po przeczytaniu Twoich podróżniczych wpisów mam ochotę spakować plecak i ruszyć w szaloną podróż stopem. ;) póki co wszystko przede mną, ale wiem, że któregoś dnia w końcu się na to odważę.

    Zawsze marzył mi się wyjazd do Barcelony i do Finlandii. Długi czas myślałam, ze to poza moim zasięgiem. W technikim pojawiła się możliwość pojechania na wycieczkę do Hiszpanii i stanęłam na rzęsach żeby tam pojechać. :)

    Co do Finlandii.. okazało się, ze w Aegee szykuje sie wymiana z Helsinkami, z której na pewno skorzystam ;) to tak w nawiązaniu do wpisu o innych możliwościach podróżniczych. :)

    Tak trzymaj!

  • zawsze mówiłam, że jak człowiek chce to może wszystko

    • „Człowiek jest w stanie znieść wszystko, z wyjątkiem jajka”

  • Zapowiada się świetny cykl postów. Masz rację, jak chcę gdzieś jechać, potrafię zamiast szynki do kanapki kupić jednego pomidora. Dziwię się ludziom, którzy cały rok oszczędzają, aby potem nie wyjść za płot hotelu w Egipcie. Myślę, że podejście do podróżowania też jest tu dość istotne.

  • O super, czekam na Twój poradnik! W końcu trzeba powoli zacząć odkładać pieniądze na jakiś kolejny wyjazd :) A dobrych trików nigdy za dużo

  • Bartosz Osika

    Dzięki Maju, przyda się bardziej niż cokolwiek innego w tym momencie :)
    Sam chcę zacząć liczyć ile wydaję, żeby oszczędzać, dla samego oszczędzania ponieważ celów i finansowych miłostek jest w moim życiu więcej niż od groma, a hierarchizowanie ich zajęłoby mi więcej czasu, niż odhaczenie co najmniej 2. :) Z drugiej strony, przy mojej „samodyscyplinie” łatwo nie będzie.

  • Dołączam do grona przyklasujących! Jako studentka nie spię na pieniądzach, a raz do roku (przynajmniej!) jakiś wypad się udaje. Krajowych jest kilka, ale ich nie liczę.
    Robiłam kiedyś przez kilka miesięcy zestawienia wszystkich wydatków. Najwięcej kasy szło na jedzenie na mieście, w skali roku można to liczyć nie w setkach, a w tysiącach. Zajrzenie do własnych rachunków to podstawa, trzeba wiedzieć, na czym możnaby przyoszczędzić ;)

  • wika

    wydaje mi się że uzbieranie kasy na podróż dla osoby zdeterminowanej jest prostsze (w większości przypadków zawsze da się coś odłożyć, można też sprzedać sławną lodówkę;) niż chociażby zaplanowanie wyprawy czy nauczenie się języka kraju do którego się jedzie. w wielu krajach nie mówi się powszechnie po angielsku albo w ogóle. to znacząco ogranicza nasze podróżnicze pole manewru. myślę, że to byłby ciekawy temat na wpis – jak sobie radzisz językowo w podróży. znasz jakieś języki poza angielskim? nie wyobrażam sobie jechać na przykład do Ameryki Południowej, konkretnie dla przykładu do Boliwii czy Peru nie znając hiszpańskiego. relacje wielu osób mówią, że tam tylko hiszpański. poza tym myślę, że do zrozumienia pewnych rzeczy [kulturowych]nie da się dotrzeć, nie rozmawiając z tubylcami w ich ojczystym języku. jeśli dobrze pamiętam artykuł z Twojej wyprawy do Paryża – mieliście problem z dogadaniem się z policją po angielsku (powszechnie znana jest niechęć Francuzów do angielskiego i gloryfikacja ich własnego języka). A jak było w innych krajach -choćby Tajlandii, Indiach czy Turcji? interesujący byłby też wpis o tym, jak organizujesz takie wyprawy? kupujesz przewodnik po danym kraju i wybierasz miejsca, które chcesz odwiedzić? zatrzymujesz się w przypadkowych hotelach? itd. Pozdrawiam

    • Hehe ale nie da się nauczyć wszystkich języków świata ;) Ja znam tylko angielski, wkrótce będę brał się za hiszpański ze względu na pomysł na kolejną podróż. W Mongolii / Chinach / Tajlandii w miejscach turystycznych zazwyczaj trafiało się na kogoś kto mówi po angielsku. Gdy się nie trafiło a była potrzeba to na migi, symbole – wszystko się da.

      Odpowiadając na kolejne pytania:
      Kupuje bilet lotniczy i lecę. Przed wyjazdem kupuje sobie jakiś przewodnik, przeglądam informacje w necie a na miejscu jeżdżę ale bez jakiegoś sztywnego planu. Z noclegami nie ma problemu – tego jest masa. :)

      Generalnie język nie jest wielkim problemem :) Zawsze się jakoś udaje.

  • Weronika

    Mam wrażenie, że wpis po prostu jest dla osób, które są dosyć, przepraszam za określenie, ale tępe. Dla osób, które potrafią tylko narzekać: jej, super Ty Podróżujesz, ja też chce, ale nie mam jak, buuu. Po drugie dla osób o stałych dochodach, ale tę kwestię można pominąć. Cały artykuł jest żenujący, teksty w stylu „Może Cię zaskoczę, ale: nie musisz rezygnować z wszystkich przyjemności tego Świata.” Przecież każdy z nas ma jakąś samoświadomość! A tekst jest dla burżujów, którzy mają kasę i nią szastają na prawo i lewo. A co ze mną? Studiuję, nie pracuję, nie jem na mieście, nie pijam kaw, nie chodzę na imprezy, robię sobie herbatę w termos na uczelnię, nie pijam piwa. A i kupuję w biedrze. Jak ja mogę zaoszczędzić, hm? Czytałam w komentarzach, że ktoś wydaje tysiące na jedzenie na mieście – no to chyba tylko dla takich osób pisałeś ten tekst.
    Też byłam początkująca. Ale zamiast myśleć skąd wziąć kasę, najpierw zaczęłam jeździć na stopa. Brak kasy? Robiłam trasy 100km do stolicy, potem na Mazury, góry. Jest podróż? Jest. Mało satysfakcjonująca? Nie sądzę. Potem wymarzyłam sobie Camino. Co zrobić, brak kasy i jeszcze liceum i matura do tego. I co? I sprzedałam pół pokoju na allegro, żeby wyruszyć. Książki, gitarę kilka innych rzeczy.
    Więc dla mnie mówienie, że zrezygnuję z jedzenia na mieście by podróżować jest po prostu żenujące. To zupełny brak samoświadomości i rozrzutności.
    Bo są naprawdę ludzie obok, którzy nawet nie mogą pomyśleć o frytkach w macu, a marzą o podróżach i robią to.
    Ale może nigdy nie obracałam się w świecie burżujstwa i jedzenia na mieście, by zrozumieć jak wielkie musi to być poświęcenie by tam przestać jeść.
    Łączę się z Wami w bólu!

    • patrycjaa

      ciekawe inne podejście :)

    • Przykro mi, że tak się oburzyłaś na ten wpis i gratuluje tego, że mimo ciężkiej sytuacji szukasz sposobów na to, żeby podróżować. Bardzo dobre podejście :)

      Ten tekst to wstęp pokazujący, że zmiany trzeba zacząć w głowie. O tym jak zwiększyć swoje zyski (np. sprzedając zbędne rzeczy, szukając dodatkowej pracy itp.) będę pisał w trzeciej części wpisu.

    • b.

      Pracuję, nie jem na mieście, nie pijam kaw, nie chodzę na imprezy, w ogóle nigdzie nie wychodzę. Robię zakupy w dyskontach, jedzenie przygotowuję w domu, również przetwory na zimę. Ubrania kupuję „w chińczyku”. Jak mogę zaoszczędzić???

      OK mogłabym coś odsprzedać, ale jak odsprzedam „pół pokoju”, to będzie jednorazowe i na niewiele wystarczy (zaznaczając, że w pokoju mam szafę, regał, komodę i biurko – ciuchy chińczykowe, dziesięcioletni PCet, i ok 15 książek, 7 letnią cyfrówkę małpkę z zepsutym zoomem, kilka gier planszowych i najdroższa zdobycz telewizor, telefon o znikomej wartości na kartę, internet radiowy od sąsiada – co by tu można sprzedać i a co mnie będzie stać potem?)

      Na czym mogę zaoszczędzić? Jakie masz rady? Dodam, że mieszkam w rejonie, gdzie na prawdę jest bardzo trudno o pracę, i nie ma możliwości załapania jakiejś dodatkowej.

      • A ja myślę, że w świecie Internetu zawsze da się znaleźć dodatkową pracę i lokalizacja nie ma takiego znaczenia. Dzisiaj będzie tekst o tym jak zaoszczędzić, a w przyszłym tygodniu zwiększyć dochody więc cierpliwości ;)

  • No proszę proszę i właśnie o tym myślałem i znalazłem tą stronę jak tanio
    podróżować po świecie ,,, a może bony / vouchery podróżne ? gdzie tego
    szukać ? Może Konkursy w których taki Voucher czy bon na przykład z TUI ?
    Są firmy, które organizują konkursy i często są nagrody w postaci
    takich bonów i voucherów podróżnych. Są one do wykorzystania przez rok ,
    więc łatwo jakiś tani least minute upolować :) Jeśli jest ktoś
    zainteresowany to prześlę więcej info. Pozdrawiam Podróżników ;)

  • lenka

    ja nie jeżdżę na jakieś mega wypasione wczasy za granicą, staram się dopasować wakacje do mojego poziomu życia, tak żeby nie odmawiać sobie zbyt wiele na co dzień. W zeszłym roku udało mi się oszczędzić na dwutygodniowe wczasy z alf starem w Portugalii, w tym roku zbieram na Maroko. To naprawdę da się zrobić :-)

  • Pingback: 5 rzeczy, które denerwują mnie w świecie podróżników - Życie jest piękne!()

  • Wo Bo

    Jedno mnie interesuje:

    Tak tu ludzie piszą, że sprzedali pół pokoju, etc. No dobra. Ale to starczy na ile podróży? Jedną, dwie, trzy przy bardzo oszczędnym trybie podróżowania… Ale nie na pięć, dziesięć, czy dwadzieścia, zatem co? Najpierw sprzedać pół pokoju, potem pokój, potem całe mieszkanie? (Nawiasem mówiąc, co mają zrobić ci, co mieszkania nie mają, ani go nie wynajmują, tylko mieszkają z rodziną?). Po drugie: praca dodatkowa, pomidory zamiast szynki, Biedra zamiast Carrefoura czy Tesco etc. Wszystko fajnie, tylko ile da się z tego w czasie roku zaoszczędzić? Tyle, by starczyło na jedno-, może dwutygodniowy wyjazd, zapewne gdzieś w Europie, może na przykład w Maroku. Ale już nie w Tajlandii czy Boliwii, nie dlatego, że to są drogie kraje (bo raczej tak nie jest), tylko dlatego, że dotarcie do nich samolotem jest kosztowne (czasem koszt jest równy kosztowi samej wycieczki), a drogą lądową lub morską – zbyt czasochłonne (dla osób na etacie, przynajmniej). Po trzecie: co z podróżami-wyprawami, które trwają nie tydzień czy dwa, lecz cztery, sześć albo dziesięć tygodni? Co w przypadku prawdziwych wypraw, gdzie potrzebne są pieniądze na tragarzy, przewodników etc.? Co w przypadku wypraw, które nie są stricte podróżniczo-krajoznawcze czy podróżniczo-turystyczne, ale raczej podróżniczo-badawcze? W pewnym kraju, na drugiej półkuli, za przywilej pomieszkania wśród pewnego plemienia, ale także „przy okazji” próby zbadania pewnego bardzo dziwnego zjawiska, zażądano ode mnie dwóch świń, trzech naszyjników z muszli (wartość jednego, w zależności od kształtu, wielkości i rozmiaru muszli, to od 70 do kilkuset dolarów) oraz 1600 dolarów. Naturalnie nie pojechałem tam, to znacząco przekraczało mój budżet (tym bardziej, że miałem jeszcze być w innych częściach kraju), ale pokazuje to, że nie zawsze pomidor zamiast szynki albo sprzedanie lodówki wystarcza. Marzę o prawdziwych wyprawach-ekspedycjach poszukiwawczo-odkrywczych, ale to już chyba na zawsze pozostanie w sferze marzeń, bo koszty takiej wyprawy a moje całe zarobki (po odjęciu wydatków) to jak budżet sułtana Brunei w porównaniu z budżetem Burkina-Faso… ;-)

Przeczytaj poprzedni wpis:
12 moich filmów z podróży