Smutny dzień

Portret zrobiony w New Delhi

Bywa czasem tak, że niewiele chce się robić. Nic nie cieszy i nie wzbudza żadnych emocji – przychodzi smutny dzień.

Tak było w miniony czwartek. Od rana nic mi nie wychodziło. Zaczęło się od tego, że spóźniłem się na autobus i trafiłem na czarną dziurę (moment, gdy przez długi czas nic nie kursuje, tak jakby wszystkie autobusy wciągnęła czarna dziura). Potem miałem spotkanie, które było beznadziejne i okazało się stratą czasu, bo w zasadzie zostałem na nim oszukany. Dodatkowo brak chęci do pracy i weny do napisania czegokolwiek na bloga.

Smutny dzień a zły dzień

Muszę podkreślić, że to był smutny dzień, nie zły. Czym się różni jeden od drugiego?

Zły jest wtedy, gdy dzieją się tego typu rzeczy, a ja się nimi przejmuję i denerwuję. Chodzę wtedy nagrzany jak lokomotywa kolei transsyberyjskiej.

W smutny dzień nie chce mi się biec przez pasy na placu Inwalidów, żeby zdążyć pokonać je za jednym zamachem. Nie zależy mi, bo przecież nie będzie sygnalizacja świetlna regulować mi życia. Podczas smutnego dnia po prostu nic mnie nie rusza, mój umysł jest obojętny na wszelkie emocje – zarówno te pozytywne, jak i negatywne. Oznacza to niestety, że nie dostrzegam także dobrych rzeczy. W smutny dzień, nie reaguję żywiołowo na miłą ekspedientkę w osiedlowym sklepie czy sympatyczne panie w punkcie kurierskim, które zagadują mnie, gdy wysyłam nagrody dla zwycięzców konkursu. Mogę nawet być trochę nieuprzejmy, ale wiecie co? Mam do tego prawo.

indie-ulica

indie_portret

Akceptacja własnych emocji

Kiedyś, gdy zdarzał mi się smutny dzień, próbowałem z nim walczyć. W końcu wszędzie powtarzają nam, że trzeba być pozytywnym! Obecnie panuje jakiś dziwny kult bycia ciągle wesołym. Ba! Nawet mój blog nazywa się Życie Jest Piękne, a to zobowiązuje ; ) Próbowałem więc wpływać na swój smutny dzień, a w efekcie sprawiałem, że stawał się on jeszcze gorszy.

Długo to rozkminiałem i w końcu doszedłem do wniosku, że taki gorszy dzień nie jest niczym złym. Bycie raz na jakiś czas smutnym to nie przestępstwo, a naturalny stan emocjonalny, który jest też po coś.

Smutny dzień to okazja do tego, żeby pobyć trochę z samym sobą, nie spieszyć się i móc przemyśleć wiele tematów. Wtedy w 100% liczę się tylko ja, nie inni ludzie. Chyba nawet mogę stwierdzić, że lubię, gdy raz na jakiś czas ten smutny dzień przychodzi. Warto być świadomym swoich emocji, zauważyć, skąd one się wzięły i dlaczego w ogóle się pojawiły. Po tym czwartkowym smutnym dniu w moim umyśle doszło do jakiegoś oczyszczenia.

Dziś wyszło bardzo filozoficznie i buddyjsko jak nigdy. Więc słowem zakończenia: Każdy ma prawo być czasem smutnym, czasem zmęczonym, czasem zdenerwowanym. Każda emocja jest po coś.

Podpisano
Filozof Maj

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Każdy smutny dzień pomaga nam lepiej dostrzegać te dobre. Wiesz, jasność i ciemność, dobro i zło :P I nie bójmy się „filozofować”, czasem trzeba pogadać/napisać o czymś ważnym bądź trudnym :)

  • chilli_in_june

    Od razu przypomina mi się „W głowie się nie mieści”, które świetnie przypomina o roli smutku w życiu ;) Akurat to właśnie negatywny nastrój zwiększa naszą skłonność do zwracania uwagi na szczegóły, poddawanie kwestii większej analizie, a nasze myślenie staje się wtedy wolniejsze, ale dogłębniejsze :)

    • Słyszałem o tym filmie od kilku osób, chyba muszę go w końcu obejrzeć :)

    • Dzięki wielkie za polecenie tego filmu. Obejrzałem dziś i to po prostu było genialne. Jeszcze nigdy psychologia i mózg nie zostały przedstawione w taki ciekawy sposóB. Ubawiłem się, wzruszyłem, zesmutniałem – podczas oglądania filmu wszystkie emocje siedziały przy panelu i sterowały mną :) G-E-N-i-A-L-N-Y F-I-L-M :)

  • lichotka

    Jak głosi pierwsza zasada judo: „Ustąp, aby zwyciężyć”. Walka ze smutnym czy podłym nastrojem jest nierówna. Zamiast walczyć z nim i tracić siły, czasem warto to zwyczajnie zaakceptować, pozwolić mu przepłynąć i stracić impet.

    Oczywiście – jest ogromna różnica pomiędzy „ustąp” i „poddaj się”.

  • Czasami taki smutny dzień jest potrzebny. Wtedy ze zdwojoną siłą cieszę się i mam frajdę z tych lepszych momentów.

  • Emilja

    Przez chwilę myślałam, że zadziało się i Ciebie coś bardzo złego. By być smutnym chyba jednak potrzebuję takiej ogromnej tragedii albo 10 niepowodzeń jedno po drugim… bo tak naprawdę smutna to już nie pamiętam kiedy byłam. Nie smucą mnie już przegrane przetargi w pracy, brak spotkania ze znajomymi czy spóźnienie na długo wyczekiwane wydarzenie. Albo jego odwołanie. Jest chwila, w której myślę, że szkoda. A potem jest refleksja, że za moment przecież znów wydarzy się coś ciekawego i już tamta sytuacja przykrywa się z lekka kurzem. Nie wiem czy nazwać to znieczulicą czy może stoicyzmem, chyba jednak nie smutkiem. Taka refleksja po przeczytaniu. Trzymaj się :)

    • Tak, świadomość tego jak wiele problemów jest ulotnych sprawia, że człowiek mniej się wszystkim przejmuje. To tak jak z „lodem w piaskownicy”. Gdy byliśmy dziećmi, to największym dramatem był lód, który wpadł do piasku albo powrót do domu w brudnym t-shircie, którego nie da się doprać itp.

      Myślę, że z obecnych „problemów” i powodów do smutku, też będziemy się za kilka lat śmiać :)

  • Maja

    Świetny wniosek. Z natury mam dość melancholijny charakter i przez większość czasu próbowałam to zwalczyć. Było mi źle z tym, że nie jestem radosnym człowiekiem. W pewnym momencie swojego życia trafiłam jednak na bardzo mądrą osobę. Uświadomiła mi to, co tutaj napisałeś. „Mam prawo być smutna”. I co się stało? Kiedy zaczęłam akceptować swój nastrój, nagle zaczęłam czuć się ze sobą lepiej. I jakkolwiek to brzmi – jestem zadowoloną melancholijną sobą. I często się uśmiecham ;)

    To chyba właśnie o to chodzi – o akceptację. W momentach smutku często wmawiamy sobie, że „coś jest nie tak”, przecież nie powinniśmy się tak czuć – powinniśmy być radośni! A może właśnie nie? Kiedy człowiek zaczyna akceptować fakt, że może być smutny / zmęczony / wkurzony to, o dziwo, żyje mu się lepiej. Bo w zgodzie ze sobą i z przysługującym mu prawem pt. „mam prawo być …” :)

    Super post, lubię ten „buddyjski” klimat ;D

    • Joa_ska

      święte słowa, zgadzam się w 100%!

  • Ja miałem taki dzień w ostatnim tygodniu. Okazało się, że ZUS mi nie zapłaci za mój urlop rodzicielski, a nie mam możliwości powrotu do pracy, złamały się moje okulary. Przynajmniej zmotywowało mnie to do reaktywacji mojej działalności fotograficznej i szukania nowego zajęcia.

    • To chyba według definicji był zły dzień :).

      • Jeden ze słabszych… ale nie zabił mnie, więc przekuje to na jakiś zysk

  • Ja mam dzisiaj smutny dzień. Najgorsze w nich jest to, że jednak pewne rzeczy trzeba zrobić – iść do pracy, mimo że najlepiej byłoby zakopać się pod kołdrą :).

  • Jak jest mi smutno albo coś nie idzie po mojej myśli, mówię sobie, że to jest OK, bo co t byłoby za życie jakby szczęście nam zwyczajnie spowszedniało? A ja w ogóle nie w tej sprawie. Uprzejmie donoszę, że teraz użytkownicy demotów korzystają z Twojej mądrości: http://demotywatory.pl/4659147/Znajdz-odpowiedz-na-te-proste-pytania :) Niech im wyjdzie na zdrowie.

  • Skąd ja to znam. Been there done that. Nawet sama dla siebie chciałam zawsze być co najmniej powyżej normy. Złe czy smutne dni nie mają prawa być. Ale finally. Doszłam do momentu w którym poczułam dogłębnie, że tłamszenie w sobie emocji to zła droga

  • Mateusz

    W takie dni warto mimo wszystko widzieć jaśniejszą stronę https://www.youtube.com/watch?v=nNr5nj_NjjQ

  • Mariusz Kolenda

    Nauczyłem się kilka rzeczy mieszkając w Londynie. Między innymi nauczyłem się, że zły/smutny humor zostawia się w domu. Ma to swój plus w tym, że nie udziela nam się zły humor od osób które mają ten zły humor. Tam nigdy nie spotkałem osoby która by narzekała na gigantyczną kolejkę do kasy, przez co stało się jakby szybciej.

  • Pingback: 18 pozytywnych filmów, które musisz zobaczyć - Życie Jest Piękne()

Następny Wpis
Same Dobre Rzeczy #21