Świętuj swoje sukcesy

Jeżeli masz wrażenie, że w ostatnim czasie mało się u Ciebie dzieje, że w Twoim życiu brakuje spektakularnych dokonań, to ten wpis jest dla Ciebie. Bo kiedy ostatni raz tak naprawdę świętowałeś osiągnięcie sukcesu?

Kilka dni temu zakończyłem jeden z projektów, nad którym razem z kumplem pracowaliśmy od długiego czasu. Brakowało mi takiego małego triumfu, domknięcia tematu i chwili wytchnienia.

Miałem wrażenie, że w ostatnim czasie niewiele było w moim życiu sukcesów. Mówiąc o sukcesach, mam na myśli takie zwyczajne rzeczy i zadania, które wykonujemy, od pracy po np. jakieś małe osiągnięcia sportowe. Nagle jednak zdałem sobie sprawę, że przecież zwycięstwa były. Może nie jakieś spektakularne, ale na tyle duże, że powinienem się z nich cieszyć i przynajmniej w jakiś sposób je uczcić.

Chyba nie tylko ja tak mam. Przy dużej ilości różnych zadań do wykonania, zleceń, dodatkowej pracy nad blogiem, organizacją kolejnego eventu nie ma czasu na świętowanie. Nie można się zatrzymać, nie ma kiedy – przecież od razu trzeba ruszać kolejną rzecz i przeć naprzód. Bo terminy gonią! A tak naprawdę po co m to wszystko robimy? Po co pracujemy, uczymy się, biegamy, dbamy o siebie i podejmujemy inne trudne wyzwania? Przecież robimy to dla siebie i powinniśmy czerpać z tego radość i dumę.

Świętowanie może przyjmować różną formę. Może to być impreza ze znajomymi, ale równie dobrze – wyjście do kina, odwiedzenie ciekawego miejsca, zakup upragnionej książki czy nawet cały dzień spędzony na nicnierobieniu.

sukces

Dlaczego warto świętować?

Podczas ostatniego świętowania odkryłem, jakie jest ono ważne i potrzebne.

  1. Nagle zauważyłem, że faktycznie zrobiłem kawał dobrej roboty. Coś naprawdę dużego. Coś, co wymagało z mojej strony wiele energii i czasu. Gdybym nie znalazł czasu na świętowanie sukcesu, to najprawdopodobniej zbagatelizowałbym to, ile kosztowało mnie jego osiągnięcie i nie dałby mi on tyle radości. A za kilkanaście dni całkowicie zapomniałbym o sprawie.
  1. Świętując, symbolicznie zamykasz pewien etap i tworzysz przestrzeń na nowe rzeczy. Zrobiłeś coś, osiągnąłeś sukces i za chwilę znów będziesz mógł robić kolejną fascynującą rzecz.
  1. Nagradzanie się pomaga utrzymać równowagę pomiędzy pracą a życiem codziennym. Wielokrotnie wspominałem o tym na blogu, bo stanowi to jedną z największych zmor freelancerów. Zrobiłem kawał dobrej roboty i teraz należy mi się jakaś odskocznia, chwila odpoczynku.
  1. Świętowanie podnosi nasze poczucie własnej wartości. Często pojawia się gdzieś tam z tyłu głowy taki głosik, który mówi nam, że nie zasłużyliśmy, nie powinniśmy itp. A właśnie że zasłużyliśmy! Bo zrobiliśmy kawał dobrej roboty.
  1. Uczczenie sukcesu napędza do dalszego działania. W ostatnich tygodniach byłem już mocno zmęczony i trochę wypalony. Świętowanie pokazało mi, że było warto i nakręciło mnie do kolejnych działań. Jakoś bardziej mi się chcę, bo nawet piwo ze znajomymi pite po jakimś sukcesie ma lepszy smak. To najlepsza motywacja do działania.

A Ty jak świętowałeś swój ostatni sukces?

 

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Wiola Starczewska

    Czy w ramach nagrody kupiłeś sobie te nowe buty, które widziałam na facebooku?:) Takie, babskie podejście, co?:)

    A tak na serio, to jasne, ostatnio nie mam zbyt wiele do świętowania, ale nawet wyznaczam sobie kubek herbaty z malinami jako nagrodę za uporządkowanie pulpitu na komputerze. Małe rzeczy cieszą:)

    • Akurat buty dostałem :) A nagrodziłem się całkowicie wolną i niezaplanowaną niedzielą.

  • Ja świętuję od wczoraj. Życiówka w Maratonie Warszawskim poprawiona o 11 minut. Myślę, że zasłużone świętowanie. Pierwsze jedzenie mięsa od 3 miesięcy :)

    • Nemesis Nave

      Jeżeli mogę zapytać – czemu przygotowania do maratonu bez męsne? :)

      • Bez mięsa w diecie czuję się lżejszy i szybciej się regeneruję po treningach. Jestem coraz bliższy odstawienia mięsa na stałe.

        • Nemesis Nave

          Dzięki :) pytam, bo od 4 mc również nie jem mięsa, ale nie wiedziałam, ze ma to wpływ na treningi.

          • Ma wpływ. Przed 3. Maratonem Lubelskim odstawiłem mięso na 60 dni przed i pobiłem życiówkę. Teraz na 90 dni przed i pobiłem jeszcze bardziej. Co będzie jak będę Vege całkiem?

    • Ja bez mięsa chyba nie dałbym rady ;)

  • Dobry tekst. Chyba baaaardzo dawno nie świętowałem niczego, pora to zmienić ;)

  • Myślę, że nie tylko zapominamy o świętowaniu sukcesów, ale również sami je umniejszamy. Ktoś podziwia nas za startowanie w maratonach. wytrwałość w samodzielnej nauce języka, czy prowadzeniu bloga i mówi nam o tym w prost, a my machamy tylko ręką i mówimy, że „jakoś tak wyszło”. Wiele razy spotkałam się z tym, że ktoś umniejsza swoje sukcesy. Wydaje mi się, że jednym z powodów może być wychowanie w przeświadczeniu, że nie powinniśmy się chwalić naszymi osiągnięciami, bo „nie wypada”. Według mnie trzeba i warto świętować swoje sukcesy, a gdy ktoś nam ich gratuluje, to warto podziękować i być z siebie dumnym. To prawda, że takie świętowanie zamyka pewien etap, pozwala ruszyć z kolejnym projektem, utwierdza nas w przekonaniu, że coś robimy dobrze. Ważne jest to by czuć się spełnionym i czerpać z tego radość.

  • CRANK7

    Ostatnio pojawił się podobny temat u mnie w głowie. Cholera, chodzę wkurzony, zmęczony i średnio z siebie zadowolony, a przecież jak spojrzę na miniony rok, to zrobiłem tak dużo dobrej roboty i to na bardzo wielu płaszczyznach. Niby czuję, że powinienem być z siebie dumny, ale żeby to tak do końca poczuć to też trzeba się tego nauczyć i właśnie wygospodarować sobie czas, na celebrowanie swoich sukcesów. Dobrze, że o tym piszesz. Udanego dnia!

  • ka

    jak zobaczyłam tytuł to stwierdziłam, że nie ma w tym nic, a nic odkrywczego. mam szczęście, że jednak jak ominę jakiś tekst to potem świruje przez pół godziny w przekonaniu, że mógł być warty więcej niż moje przeczucie o jego wartości. i wracam. i dzięki bogu, bo to, o czym napisałeś, jest tak proste, że aż trudne (i nie obeszło by się bez twojego uświadomienia!) – nie pamiętam kiedy świętowałam, choć mój kalendarz jest wypełniony masą terminów i planów do wykonania, o których myślę, gdy je wpisuje, że „jak uda mi się je wykonać to będę z siebie cholernie dumna”. a potem plany wszystkie wykonane, cele zrealizowane, do spełnionych marzeń znów krok bliżej, a w nagrodę jedynie kilka kieliszków wina, taka sama ilość godzin snu jak zawsze, kolejna kartka w kalendarzu i kolejne wyzwania. od dziś gram w twojej drużynie, a każdy sukces nie przejdzie bez echa!

  • Kasia

    Twój wpis skojarzył mi się z wystąpieniem Shawna Anchora na TEDzie-humorystycznie o byciu szczęśliwym w czasie teraźniejszym i nieodkładaniu tego na później. Ty właśnie to robisz :)

Przeczytaj poprzedni wpis:
Przeczytane / obejrzane w sierpniu i wrześniu