Szczyty marzeń

Po górach dużo w życiu się nie uchodziłem. Jedynie te nasze Tatry, które i tak mają swój urok. Mimo to, zawsze lubię wziąć plecak i wyjść gdzieś wysoko. Siąść na skarpie i patrzeć przed siebie. Góry mają jakąś magiczną moc, bo pozwalają szybko wejść w zadumę. Pokazują w prosty sposób, że Świat naprawdę jest niesamowity.

To jest dopiero coś!

W ostatnim czasie było bardzo głośno o zdobyciu Broad Peak przez polską ekipę. Wielkie szczęście, które później przeobraziło się w smutek i żal. Powiem szczerze, że dawno nie związałem się tak mocno z jakimś wydarzeniem. Siedziałem jak na gwoździach i oczekiwałem dobrych wiadomości. Niestety, zakończenie smutne, choć wyczyn przejdzie do historii.

 

tatry

Wyczekując dobrych nowin przeglądałem wszystkie serwisy informacyjne i czytałem. Smutno mi się robiło gdy trafiałem na jakąś dyskusję z serii „po co wchodzić na takie góry”, „niepotrzebne ryzyko”, „śmierć na własne życzenie”. Ja mam chyba naprawdę niepoukładane w mózgu, bo nigdy  nie pomyślałbym o tym w takich kategoriach.

Pierwsze co przyszło mi do głowy to: „O, cholera! To jest dopiero coś. Kochać to co się robi tak bardzo, że aż stawia się swoje życie na szali”. Nie wiem co jest w tych górach, ale musi być tam jakaś magia. Nigdy nie byłem na takim szczycie i pewnie prędko nie będę, ale cholera – to musi być jakieś niesamowite uczucie, skoro tacy ludzie wchodzą na wysokie góry, tak dużo ryzykując. I to wchodzą wielokrotnie, chcą więcej, wyżej, dalej. Z jednej strony to przerażające, ale z drugiej strony piękne.

„Po co wchodzić na takie góry?”

A co ma zrobić człowiek jak go tam ciągnie? Co ma zrobić jak nie może usiedzieć w domu, patrzy z tęsknotą na szczyty i marzy, aby to robić? Ma na siłę trzymać się fotela i pilota od telewizora? No przecież tak się nie da. Jak kogoś „nosi” to nie usiedzi i będzie robił swoje. I bardzo dobrze, bo tacy ludzie pchają świat do przodu. Gdyby nie oni to nadal mieszkalibyśmy w jaskiniach i balibyśmy się ognia, bo on też przecież niebezpieczny.

Blog Tomka Kowalskiego czytałem od ponad 2 lat. Trafiłem szukając informacji o swoim pierwszym maratonie. Wymieniliśmy kilka maili, kilka rozmów, ale nie będę miał już okazji go spotkać. Człowiek inspiracja. Internetowy motywator, którego sukcesy mocno mnie nakręcały do działania. Po tym wydarzeniu postanowiłem, że trzeba się mocniej ruszyć.

 mongolskie

Tomek biegał też w rajdach przygodowych i ultra maratonach. Czekając na dobre informacje z Pakistanu wszedłem sobie w Internety i znalazłem najbliższy rajd na dłuższy dystans. Trafiło na „Kierat” w Limanowej na 100 km pod koniec maja. Rzuciłem info na naszą Grupę Ludzi Aktywnych Sportowo informacje o biegu. Kilka minut później dzwoni Andrzej z jamowie.to:

– Ty, stary chcesz naprawdę w tym wystartować? – zapytał.

– No tak, a czemu nie? Trzeba zacząć od siebie wymagać trochę więcej.

– No to lecimy razem – odpowiedział.

 

No i lecimy. Składki opłacone, termin zaklepany. Po drodze będzie jeszcze maraton krakowski, ale już się doczekać nie mogę. Bo skoro tacy ciekawi ludzie biegają te rajdy to tez musi w nich być coś nieprzeciętnego. Sprawdzę i opowiem Wam pod koniec maja.
Wracając do tematu gór – jeden, krótki filmik, który chyba pokazuje ten urok. Coś w tym jest. Też to kiedyś sprawdzę!

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  •  Dołują mnie ludzie, którzy gdy widzą coś niebezpiecznego to od razu krytyka itp. Masz rację; gdyby nie ludzie wręcz szaleni to dzisiaj mieszkalibyśmy w lepiankach i używali liści zamiast papieru toaletowego… :D

  • A.

    Góry to rzeczywiście magia. Też miałam okazję być póki co tylko w naszych Tatrach. Wiem, że będę tam wracać jak często się da. Już powolutku planuję wyjazd do Zakopanego w sierpniu. Chciałabym z roku na rok pokonywać coraz to wyższe szczyty, bo siedząc tam u góry człowiek ma 100% pewność, że życie jest piękne. Trudno opisać mi ten stan :-)Doskonale rozumiem ludzi, którzy ryzykują własne życie dla swojej pasji. Bardzo ich cenię, bo robią to co kochają mimo tego, że wiedzą jak to może się skończyć. Mi rodzina i przyjaciele ciągle powtarzają, ze mam sobie dać spokój z motocyklami, bo po co mi to, jestem przyszłą dawczynią organów* itd. Nie rozumieją jakie to jest wspaniałe uczucie. Dlatego rozumiem innych, którzy ryzykują coś najcenniejszego dla swoich marzeń, pasji..
    PozdrawiamAgu*( swoją drogą – zawsze przy sobie noszę „oświadczenie woli, apropo oddania organów w razie tragicznej śmierci, zawsze- nie tylko jak jestem w trasie)

    • Tak to jest z pasją, że po prostu ciągnie i już. Bez względu czy to sa góry, czy motory itp. I to jest piękne :) 

      • A.

        Dla mnie najważniejsze jest to być żyć, a nie po prostu istnieć :-) A moje pasje to część mojego życia, pozwalają mi oddychać pełną piersią. Bez nich czuję się jakbym nie miała tlenu i powoli umierała. Jak żyć to na całego i nie bać się niczego! :-) W mojej głowie jest mnóstwo rzeczy, które chciałabym zrobić, ale nie da się ogarnąć wszystkiego naraz. Czasami się boję, że nie starczy mi życia, żeby wdrożyć w życie wszystkie moje plany :P

        Życie jest piękne, serio! Nawet podczas złej pogody, gdy nie mogę realizować swoich pasji.
        Codzienność też sprawia mi ogromną radość, cieszę się ze wszystkiego co mnie spotyka -> i to jest najważniejsza zasada w życiu,doceniać małe rzeczy, które tworzą nasze życie.

        Aż chce się skakać z radości, ale wzięliby mnie za obłąkaną i zamknęli w psychiatryku, więc pozostaje mi UŚMIECH 24h/dobę i zarażanie innym optymizmem :D

        Nie ma takich słów, które wyraziłyby stan mojego ducha i to jest piękne! :-)

  • Stach

    Właśnie, co mają ludzie zrobić jak ich ciągnie?
    Mnie też ciągnie w pewne miejsca. Po prostu ciągnie. Z czegoś to wynika, pewnie można to tłumaczyć psychologicznie, że czegoś brakuje, albo mają nierównowagę metaboliczną w mózgu, brakuje im dopaminy/adrenaliny itd. itp. I to wszystko racja, tak po prostu mózg działa. Ale…
    Raz: so what? Czy to źle? Może być i źle dla nich, gdy nie realizują tego do czego ich ciągnie – wtedy cierpią. Lepiej by im było gdyby nie mieli tych „potrzeb”.
    Dwa: jak napisałeś, dzięki nim wyszliśmy z jaskini.
    Trzy: co zrobić, że ich ciągnie? „Leczyć”? Jaki jest sens ryzykowania? A jaki jest sens nieryzykowania? To jest życie. Coś się dzieje. Jaki sens? Tego jeszcze nie wiem.

  • Gosia

    Nie lubie gdy ktos pyta po co sie pchasz w te gory? Tam mozna zginac. Owszem mozna ale rownie czesto gina ludzie w samochodzie. Statystyka procentowo nie wiem czy nie wieksza w porownaniu z tymi co zostali w gorach.
    Tak wiec po co wsiadamy do samochodu? Przeciez mozemy zginac?

    I jeszcze jedna moja mysl jaka mi sie osatatnio nasunela. Wielu Himalajstow nie mowi ze ktos zginal w gorach – on poprostu w  nich pozostal. Piekne.
    Pozostal tam gdzie bylo jego serce.

  • Łukasz

    Błagam Cię Michał powiedz gdzie jest te zdjęcie zrobione (wiem że w Mongolii ale masz jakiś namiar? ) na szczycie skały bo chyba siedząc tam musiałeś się czuć niewiarygodnie z…….e :)

    • Mongolia – terij national park :) Tam jakby zdjęcie było przesunięte o połowę w prawo to widać byłoby moja jurtę ;) 

  • Alicja

    Kocham góry… i nie da się tego wytłumaczyć. To cudowne uczucie, kiedy po chwilach zmęczenia zdobywasz szczyt- bezcenne!!! Kiedy tylko mogę wyruszam na szlak.
    Góry to dla mnie absolut, to dowód na to że świat jest piękny, a chwile szczęścia nadchodzą, jeśli się marzy i chce te marzenia realizować.
    Tacy ludzie są wielcy, są inspiracją dla innych i pokazują że można i warto mieć w życiu swoją pasję.
    Ktoś kto nie kocha gór i nie rozumie ich pasji, będzie to krytykował, ale nie warto sobie tym zaprzątać głowy. Żal po tych, którzy zostawili swą duszę w górach zawsze będzie, ale pamiętajmy, ze robili w życiu coś, co ich uszczęśliwia, a chyba o to chodzi. 
    Dziękuję Michał za cudowny blog, za optymizm i dobrą energię, którą dajesz ludziom!
    Wszystkiego dobrego

  • Edyta

    Mówi się, że kto raz pojedzie w góry to zawsze będzie tęsknił i wracał. Człowiek czuje specyficzną więź z tym miejscem ;)

  • Lena

    Jak jadę w Tatry (szczególnie w zimie) to zawsze choćby nie
    wiem co, pożegnam się z rodzicami. Są świadomi, że nie jadę tam chodzić tylko
    po dolinach bo zawsze ciągnęło mnie z roku na rok wyżej i wyżej, w trudniejsze
    trasy. Ani razu nie usłyszałam od nich słowa sprzeciwu, tekstów typu
    „niepotrzebnie narażasz zdrowie, życie, odpuść”. Bywały i łzy, jednak
    wiedzieli, że ja żyję w pełni dopiero tam – wysoko w Tatrach.

    Wracając do ostatnich wiadomości spod Broad Peaku, to
    przestałam się przejmować już negatywnymi komentarzami mediów. Bo środowisko
    „ludzi gór” ma na ten temat własne zdanie. Oni doceniają to co
    zrobili Polacy i wiedzą, że dla niektórych zdobywanie gór to sens życia. A
    śmierć? Każdy doświadczony wspinacz czy himalaista świadomie decyduje się na
    ryzyko. Podsumowując Piotr Pustelnik kiedyś powiedział mądre słowa, z którymi
    zgadzam się w 100%:

    „Kiedyś ktoś mnie zapytał:
    – „Dlaczego chodzisz po górach?”
    – Odpowiedziałem, że ludzi można podzielić na dwa rodzaje:
    a) na tych którym nie trzeba tej pasji tłumaczyć.
    b) na tych którym się jej nie wytłumaczy.”

    • Te słowa Piotra Pustelnika są świetne. Jak ktoś nie próbował to nie zrozumie. 

  • Asia

    Jak to „po co wchodzić na takie góry”?? Co to za pytanie!! To tak samo jakby się zapytać „po co w ogóle coś robisz w życiu- i tak w końcu umrzesz! Nie opłaca się” Nie rozumiem takich ludzi…Chodzi o to by coś w życiu osiągnąć. By być szczęśliwym. By spełniać marzenia. Każdy ma przecież inne marzenia. I to jest piękne! Co by było gdyby każdy interesował się tym samym?? Nic!! Bo wtedy każdy myślałby, że to jest „normalne” i popadlibyśmy w rutynę…
    Ja zawsze góry miałam obok siebie :) I bardzo się do nich przyzwyczaiłam. Kocham te widoki! Czytając Twój wpis zdałam sobie sprawę, że zawsze lubiłam takie wyprawy. To zmęczenie, to cudowne uczucie zdobycia szczytu ;) Pozdrawiam

    • A pomyśl, że żyją ludzie, że nie potrzebują nic, a jakoś dają radę w życiu. Nie mają nic, co ich tak mocno kręci ;) 

  • M. Leśniewska

    Jak już wcześniej Lena napisała słowa Piotra Pustelnika najlepiej podsumowują pytania ludzi „po co właściwie jechać w te góry”. Niecałe 3 tygodnie temu wróciłam z gór- wcześniej niż planowałam, dostałam w tyłek przez złe warunki, jak tylko udało mi się zejść do wsi złapałam stopa, żeby jak najszybciej dostać się do domu, stwierdziłam, że mam dość. Jeszcze przed Krakowem kiedy już prawie odzyskałam normalną temperaturę ;) żałowałam, że nie zostałam dłużej. W piątek znów jadę przez pół Polski, żeby przez dwa dni pobyć „trochę wyżej”.

  • Joanna Glogaza

    Maraton krakowski – ten końcem kwietnia? Będę tam, co prawda nie w roli uczestnika, ale fotografa i wspieracza mojej przyjaciólki, ciekawe czy uda mi się Cię gdzieś wypatrzeć:)

    • M. Leśniewska

      Tak, ten 28 kwietnia. :)

    • nierozeznawka

      Ojejku, może moje zdziwienie jest nie na miejscu, ale czytam Twój blog Joanno, jak również blog Michała i czuję się bardzo dziwnie, czytając Twój komentarz tutaj ;p Coś w stylu – ‚ale ten świat mały, to Wy się znacie?’ ;) więc nie jesteście jedynie postaciami z mojego internetowego świata, na dodatek z nieco innych dziedzin? niesamowite, pozdrawiam! ;) 

      A w temacie Twojego posta Michale, to ja się też zgadzam, że góry mają w sobie coś takiego, co trudno opisać. Jak każda pasja chyba. Chodziłam zimą po Tatrach, ale z adrenaliną i strachem, nie da się ukryć. Z radością i satysfakcją, ale i strachem. I mam do gór, nawet tych, które nazywa sporo osób tutaj ‚tylko’ Tatrami, ogromny respekt. Choć, o dziwo, byłam miesiąc temu w  jeszcze bardziej wydawałoby się swojskim Beskidzie Żywieckim, pochodzić po Worku Raczańskim, i to co mnie tutaj spotkało – wow! Śniegu tyle, że naprawdę czułam się jak himalaista. U góry szlaki kompletnie nieprzetarte, ani jednego śladu, musieliśmy chodzić na rakietach (świetna zabawa;p), a i tak nie udało nam się pokonać trasy normalnie przewidzianej na może 3 godziny w ponad 5… musieliśmy wracać po swoich śladach z powrotem, bo słońce zachodziło i szła już nocna mgła. Nie było widać szlaku, wszystko zasypane, jeden wielki biały świat. Śmialiśmy się (jak już udało się bezpiecznie wrócić), że jak himalaiści wracamy do bazy i jutro robimy drugie podejście. Teraz jakoś wspominam te żartobliwe porównania z nieciekawym grymasem twarzy, myśląc o tym, co się wydarzyło w ciągu ostatnich dni…
      Wspomnienia, gdy uda się wrócić, są bezcenne! To, co się czuje idąc, również! Dziękuję Bogu i światu, że tyle wspaniałych chwil dane mi było przeżyć, tyle uczuć poznać, tyle kawałków świata zobaczyć i rozpłynąć się z zachwytu. 

      Ale…nie twierdzę, że każdy z ludzi mówiących w temacie tragedii Polaków ‚to nie powinno mieć miejsca, po co to było!’ jest ignorantem siedzącym z pilotem przed telewizorem. To chyba nie tak. Ja sama tak w pewnym sensie pomyślałam i to kompletnie nie z braku szacunku dla Zdobywców, tylko z powodu ogromnego, ogromnego smutku, gdy czytałam najnowsze wiadomości. Bardzo się emocjonowałam tą wyprawą, bardzo rozmyślałam nad tym, gdzie jest teraz zaginiona dwójka, jak się czuje, co myśli…To musiało być straszne. Raz zgubiłam się zimą w Tatrach, żałosna sprawa, bo zostałam sama może na 20 minut, ale akurat załamała się pogoda i poczułam tak przeogromny strach, panikę, pustkę… A co dopiero tam, wysoko, w pełnej samotności, gdy wiadomo, jaki będzie finał. W takiej sytuacji chyba nie ma już opcji, by być twardym, gdy się umiera, gdy kończy się świat. I mi jest po prostu przykro, smutno, przeraźliwie smutno, że zginęła dwójka wspaniałych ludzi. Wiem, że spełniali swoje marzenia, jednak przerażenie czy smutek są tak ogromne, że słowa ‚och, po co to…’ nie muszą oznaczać czegoś złego. Piszę to po to, by nie pomylić się w ocenie ludzi piszących takie słowa. Trudno jest cokolwiek powiedzieć w takiej sytuacji, dlatego czasem wymknie się coś pod wpływem emocji. 

      Skupiajmy się zatem na dobrych stronach, na wspaniałych marzeniach, na tym co nas jeszcze czeka! Zachwytu nad światem życzę nieskończonego!

      • Gosia

        Zawsze gdy czytam, slysze ze ktos pozostal w gorach na zawsze zawsze sie zastanawima co czlowiek mysli w takiej chwili wiedzac co go czeka.
        Nigdy sie tego nie dowiemy. 
        Pan Maciej Berbeka pewnie tam zostal bo niechcial zostawic Tomka samego (choc to moje domysly) Pamietam, ze kiedys w jakims wywiadzie powiedzial ze nie zostawia sie partnera w trudnym polozeniu trzeba go wesprzec chocby psychicznie.
        Czy tak zrobil tym razem?

      • Tatry też są świetne. Ja to „tylko Tatry” napisałem tak w porównaniu z innymi górami np. Himalajami. W tatrach są świetne szlaki, wiele ciekawych miejsc do zobaczenia i co najlepsze – zróżnicowany poziom trudności, dlatego każdy znajdzie coś dla siebie. 

    • Dokładnie ten :) Biegniemy dużym zespołem i robimy coś dużego, ale o tym na blogu trochę później :) 

  • film na vimeo obejrzałam w ciągu ostatniego tygodnia -naście/-dziesiąt razy. na wybiegania w słuchawkach „on repeat” – nogi idą jak maszyna, a jak przychodzi mi do głowy się zatrzymać, zwolnić – myślę sobie, jak śmieszne jest moje chwilowe zmęczenie w porównaniu z wysiłkiem tam wysoko. myślami ciągle na BP. 

    a w planach góry, wysokie też. jak się raz góry „poczuje” to już zawsze się będzie chciało wracać. 

    • U mnie to samo :) Codziennie oglądam. co ciekawe, piosenka jakoś mi się nie podobała wcześniej. Dopiero teraz, z tym filmem zachwyciłem się nią :) 

  • Zgadzam się z Tobą całkowicie, jak stopnieją śniegi to jestem w Tatrach przynajmniej raz w tygodniu, teraz jeszcze pcha mnie w Alpy, ale niektórzy z moich znajomych pytają „Co, znowu w góry? Już tam przecież byłaś”. I nic nie rozumieją! :)
    Wiadomości z Broad Peak bardzo mnie przejęły, ludzie teraz zaczynają gadać o tym jakieś głupoty i znalazło się dużo „ekspertów”, ale ja rozumiem wspinaczy – chcieli w tym roku zdobyć górę, czekali długo i mimo świadomości ryzyka – weszli. Skończyło się tragicznie, ale oni wiedzieli, na co się porywają. Ich pobudek nie zrozumie nikt, kto po górach nie chodzi.

    Powodzenia na Kieracie, dla mnie jeszcze to za dużo… nie wiem jakie masz przygotowanie ale życzę żebyś chociaż połowę przeszedł :D

    • Nie no, 3 maratony biegowe mam już za sobą, a te mają po 42 km więc myślę, że ta połowa to minimum :) Pewnie się jeszcze gdzieś w nocy zgubie to nabijemy ze 150 km, ale będzie przygoda. Podchodzę do tego „bez oczekiwań”. Zobaczymy jak będzie :) 

  • Pingback: BLOGOŚWIAT | 13 Marzec – aktualizacja()

  • Magdalena Kowalska

     Też się nie zgadzam z opiniami ludzi, którzy twierdzą, że ktoś kto wybiera się w niebezpieczne miejsca, sam jest winny swojej śmierci i nie warto go żałować. Ludzie chyba poprostu dzielą się na dwie grupy: pierwsza to kochający spokój i zacisze swoich 4 kątów, nie są im potrzebne dodatkowe „wrażenia”. Tacy ludzie mocno kojarzą mi się z pokoleniem moich dziadków, fakt inne czasy, znacznie mniejsze możliwości, głównym celem ludzi wtedy było założenie rodziny, odchowanie dzieci i marzenie: „żeby moje dzieci miały lepiej niż ja” (chociaż to ostatnie chyba jest ogólnie charakterystyczne dla rodziców). Już w pokoleniu naszych rodziców było lepiej, chociaż możliwości np. podróży dalej ograniczone, ale już większa ciekawość świata :) Druga grupa ludzi, to ludzie ciekawi świata, korzystający z możliwości próbowania nowych rzeczy,w tym także osoby, które lubią ryzyko, wyzwania i adrenalinę, bądź lubią sobie udowadniać, że potrafią zrobić czasem rzeczy bardzo trudne :) Oczywiście powyższy podział nie jest sztywny, zawsze zdarzały się jednostki, które myślały nieszablonowo, potrafiły też sporo ryzykować. Wydaje mi się, że w naszym pokoleniu takie poszukiwanie spowodowane jest większymi możliwościami, mamy np. samoloty i możemy się na drugi koniec świata przemieścić bardzo szybko :D Też większa dostępność informacji robi swoje :)

    Ja wiem jedno, należy czasami ryzykować, pomimo tego, że się boimy (człowiek odruchowo boi się tego co nie zna), później tylko możemy żałować, że czegoś nie zrobiliśmy, bo sparaliżował nas strach, jest to okropne uczucie, tym bardziej, że pewnych rzeczy jeśli nie zrobimy kiedy mamy taką okazję, to później możemy już nie móc ich zrealizować. Ja niestety przekonałam się na własnym przykładzie, dlatego teraz wykorzystuję wszystkie szanse, które daje mi życie :)

    A jeszcze na koniec pytanko: co z tym forum (czy inną formą, bo nie wiem jaka teraz jest koncepcja)? Coś się ruszyło?

    Pozdrawiam w słoneczną sobotę :)

    • Magda – Jeszcze dosłownie kilka dni. Kilka, kilka i zobaczycie co się tutaj będzie działo. Nowy design bloga jest skończony w 90%. Nad forum ciągle myśle czy go zrobić czy nie. Dodatkowo będą dwie duże akcje na blogu, które mocno podkręcą charakter bloga :) 

      Jeszcze kilka dni

  • Diennen

    Uważam, że to jest sens życia. Trzeba coś kochać, trzeba o coś walczyć, trzeba w coś wierzyć, trzeba za coś umierać.

  • co do gór, to ja pojechałem po raz pierwszy w życiu pół roku temu. Za półtora miecha jadę znowu, tym razem obok, jednak na Słowację. Tak się zakochałem w górach, że przez chwilę nawet czytałem jak zostać instruktorem wspinaczkowym itp itd. Bajeczne miejsca, których żadne foty nie ukażą, i żadne słowa nie opiszą. Trzeba być i zobaczyć.. poczuć klimat. Klimat absolutnie czystej natury. Nigdzie takiej nie uświadczycie.

  • stała_czytelniczka

    każdy ma swój sposób na życie, niektórzy wolą adrenalinę i ryzyko, inni wolą spędzić życie przed telewizorem, a inni jeszcze co innego… nic mi do tego. ważne żeby być szczęśliwym z tym co się robi i tylko takie życie jest piękne. kiedy się spełniamy. nawet jeśli ryzykujemy życie realizując marzenia.

  • zagatka

    Zgadzam się z wami co do tej wyprawy, mi też strasznie było smutno, jak usłyszałam te tragiczne wieści, ale jedno mnie zawsze uderza przy takich wyprawach: otóż wszyscy się skupiają na wyczynie Polaków, a tu Pakistańczyk pewnie był tam 20 raz, a może i więcej. Ponadto on się wrócił szukać ‚naszych’, ale to nie oni mają sponsora, nie oni uczestniczą w ‚medialnym wyścigu’ kto pierwszy latem, kto pierwszy zimą. Dla nich to jest po prostu ciężka praca i jakoś dla mnie oni są prawdziwymi bohaterami.
    Ja kocham góry i strasznie mnie zawsze ciągnie, żeby gdzieś pojechać i powędrować, zdobyć jakiś szczyt, rozumiem, że ludzi ciągnie w wysokie góry, osobiście mnie nie ciągnie, bo tam strasznie zimno ;P i trzeba mieć silną psychikę, żeby np siedzieć w namiocie 2 tygodnie w oczekiwaniu na dobrą pogodę, ale w pełni tych ludzi rozumiem – to jest pasja, wyzwanie. Jedyne co mi się nie podoba to ta konkurencja ‚kto pierwszy’ stworzona przez „cywilizowanych’ ludzi.
    Tak piszecie niektórzy, ze każdy, kto nie rozumie dlaczego inny idzie w górę, to musi być ktoś z pilotem w ręku. Ludzie mają różne pasje, a nie wszystkich trzeba rozumieć :) Wystarczy zaakceptować :)

    • To tez nie tak :) Oni nie byli 20 raz, bo zimą nikt nie zdobył. Oczywiście, to są anonimowi bohaterzy, którzy też bardzo dużo robią. 

      Co do konkurencji kto pierwszy to cóż -p zwykła natura ludzka ;) 

  • gość

    Michał nie wiem czy to Twój tekst czy może cytat, ale nie zmienia to faktu że sentencja ta jest meritum całego postu – Brawo :) „O, cholera! To jest dopiero coś. Kochać to co się robi tak bardzo, że aż stawia się swoje życie na szali”

    • To zasłyszane gdzieś. Nie mogę tego teraz znaleźć

  • Góry są po prostu piękne. Nie ma nic cudowniejszego od uczucia, że znajduje się wysoko, w pięknym dzikim miejscu. Uwielbiam uczucie wolności i satysfakcji jakie dają mi góry. W swoim życiu się trochę po nich nachodziłem. Zdecydowanie polecam góry wszystkim, którzy chcą się „uwolnić” !

  • Anna

    Potęgę tej miłości nie da się wytłumaczyć, ubrać w słowa. Miłość do gór zajmuje szczególne miejsce w sercu, jest ja tlen…. W górach ostała moja największa miłość, moje życie, mój mąż. Już nie wróci, nie przytuli mnie i swojego nienarodzonego maleństwa, ale ja nie zadaje pytań dlaczego on tam poszedł… Miłość do gór jest nadal w moim sercu, mimo tego ze odebrały mi najcenniejszą osobę w życiu.

  • ju

    „Góry milczą- mawiał ksiądz Józef Tischer- a wszystko, co milczy, nadaje się do przechowywania ludzkich tragedii.” z książki Jacka Hugo-Badery „Długi film o miłości- powrót na Broad Peak.”- o książce wypowiadać się nie będę, ale polecam – bo nie chodzi o to czy ktoś się zgadza czy nie zgadza z tym co jest tam napisane- chodzi o to by trochę przemyśleć, skonfrontować pewne rzeczy. A jest co. // a jak już piszę to ..Michał, dzięki za wszystkie wpisy i Twoje zaangażowanie w bloga- jest wielką INSPIRACJĄ! :)

Przeczytaj poprzedni wpis:
Czy można włożyć żarówkę?