Tak działem się w kwietniu – podsumowanie miesiąca

Kwiecień za nami. Tradycyjnie więc robie podsumowanie tego, co działo się u mnie dobrego w ostatnim miesiącu. Niestety, znów robię to podsumowanie z lekkim opóźnieniem, ale musicie mi wybaczyć – długi weekend majowy mnie kompletnie pochłonął.

Dla tych, którzy wpadli do tego wpisu przypadkowo, krótkie wprowadzenie. Robienie takich podsumowań miesiąca to mój sposób na porządkowanie myśli, wyznaczanie celów oraz dostrzeganie małych rzeczy, które dają dużo radości, a w pędzie codzienności, gdzieś nam umykają. Bardzo lubię tę serie wpisów, a robienie takich zestawień wnosi dużo dobrego do mojego życia. Powody, dlaczego warto to robić omówiłem to w podsumowaniu maja 2017, więc chętnych odsyłam właśnie do tego wpisu.

Kwiecień był dla mnie bardzo aktywnym miesiącem. Z jednej strony, wypełniony był pracą, ale z drugiej także różnymi aktywnościami. W zasadzie każdy weekend spędzałem poza domem i wśród ludzi. Muszę powiedzieć, że bardzo mi to służy. Co prawda, byłem po nich tak zmęczony, że potrafiłem w niedzielę zasnąć o 19, ale chyba oto chodzi, prawda? : )

Na tak dobry kwiecień wpłynęła zdecydowanie pogoda. Takich warunków to nie mieliśmy dawno. To jest wiosna stulecia. Chwalmy panią wiosnę, bo gdy jest deszcz i wiatr (a wiadomo, że wiatr jest najgorszy!) to rzucamy memami w Internecie, a gdy pięknie to tego nie zauważamy. Ale ok, co ciekawego działo się u mnie w kwietniu?

Po pierwsze, weekendowy wypad w Gorce

Wybraliśmy się małą ekipą na jedną noc i było naprawdę super. Spanie na glebie, piękne widoki, świeże powietrze, kawka pita o poranku, kanapka z konserwą i pomidorem… To są takie małe rzeczy, które bardzo lubię podczas wszystkich wyjazdów. Takie mikroprzygody zawsze ładują moje akumulatory. Przypominam sobie, że niewiele trzeba do szczęścia. Do tego, w Gorce pojechaliśmy fajną, męską ekipą, więc wieczorem, przy kolacji, tematów do rozmów naprawdę nie brakowało.

Agora

Kilka lat temu, gdy byłem młodym, jurnym studentem to działałem w organizacji studenckiej AEGEE-Kraków. To coś, co zmieniło moje życie, więc pomimo tego, że jestem już starym koniem, to nadal interesuje się AEGEE i mam tam znajomych. W tym roku, krakowska antena otrzymała zaszczyt zorganizowania AGORY – największej imprezy, na którą zjeżdża się prawie 1000 osób z całej Europy. Wielka rzecz i coś, co w naszej krakowskiej antenie nie miało jeszcze miejsca. Nie mogłem tego ominąć. Ceremonia otwarcia rozwaliła mój mózg, a w trakcie weekendowych imprez wybawiłem się jak za „starych, dobrych czasów”. Serio, poczułem się jakieś 5 lat młodszy :)

Praca nad firmą

Kolejny miesiąc prowadzenia nowej firmy – Brave New za mną. Zbieram się do napisania dużego wpisu na ten temat, bo rejestracja spółki i połączenie sił z Andrzejem przyniosło bardzo dużo dobrego. Na razie pracuje nam się rewelacyjnie. Zatrudniliśmy pierwszą osobę na etat. Pracujemy zdalnie (Andrzej jest obecnie w Tajlandii), mamy ciekawe projekty i jest w nas duża chęć do działania. Mam poczucie, że zarejestrowanie spółki uporządkowało bardzo moje życie. Wreszcie to ja mam firmę, a nie firma ma mnie (a w jednoosobowej działalności różnie z tym bywało). Codziennie pomykam do biura z uśmiechem na twarzy, bo po prostu chcę mi się robić. Pod koniec roku byłem wypalony pracą, rozważałem zamknięcie firmy i zmianę branży. Dziś złapałem wiatr w żagle, czuje świeżość i poczucie, że wszystko idzie w dobrym kierunku.

Zjazd blogerów podróżniczych w Cieszynie

Zjazdy blogerów podróżniczych w Cieszynie odbywają się od lat. Na żadnym niestety nie byłem, bo albo włóczyłem się z plecakiem gdzieś po drugiej stronie globu, albo fatalnie pokrywały mi się weekendy z innymi aktywnościami. Tym razem „zablokowałem” sobie weekend, bo wiedziałem, że koniecznie muszę tam być.

Spodziewałem się zwykłej konferencji, jak wszystkie inne. A jak było? Było rewelacyjnie. Poznałem sporo osób z naszego świata. Z kilkoma osobami szybko złapałem wspólny język. Impreza integracyjna odbywała się w hostelu (w moim ulubionym 3 Bros Hostel), więc miałem poczucie, jakbym był w jakiejś podróży i trafił na ciekawych ludzi, którzy też są „w drodze”. No i Cieszyn – jedno z moich ulubionych miasteczek, w którym nigdy się nie nudzę.

Kibicowanie na Cracovia Maraton

To jest w sumie trochę słodko-gorzka rzecz, która wydarzyła się w kwietniu. W Krakowie odbywał się Cracovia Maraton, a że z tymi biegami jestem mocno związany (do tej pory zrobiłem 8 maratonów + 2 ultra) to poszedłem…popatrzeć. No i było super, bo pokibicowałem kilku znajomym, ale z drugiej zazdrościłem im jak cholera. Zazdrościłem im tego, że biegną. Zazdrościłem im tego, że na mecie dostaną medal. Zazdrościłem im tego, jak będzie smakowało im piwo, gdy już to zrobią. krótko mówiąc…ja powinienem biec, a nie patrzeć.

Zdałem sobie sprawę, że sportowo strasznie się zapuściłem. Od jakiegoś czasu mam kryzys biegowy i nie mogę znaleźć motywacji do tego, żeby ruszyć się i znowu biegać jak szalony. Gdzieś tam w głębi ducha czuje, że chcę, a jednak zebrać się jest ciężko.No bez jaj Maju, co się z Tobą stało?!  Macie teraz dowód na to, że nie jestem cyborgiem, który ogarnia milion rzeczy i któremu zawsze wszystko wychodzi. Też miewam kryzysy i też mi się nie chcę. Ale gromadzi się uż we mnie duża złość w tym temacie i czuje, że niedługo będę musiał ją „upuścić”. Niedługo wrócę….


W kwietniu działy się też inne „małe rzeczy’. A to poszedłem sobie na foodtrucki i zjadłem dobre burrito z mango. A to poszedłem z kimś znajomym nad Wisłę i potrafiliśmy przesiedzieć kilka godzin rozmawiając na różne tematy. Takie małe czynności wypełniają mi czas po pracy i sprawiają, że życie jest piękne : ) To był bardzo dobry miesiąc, a maj będzie jeszcze lepszy. Bo jak to śpiewał Muniek: najlepsze miesiące to kwiecień, czerwiec maj!

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
10 doświadczeń, które ukształtowały moje myślenie