Telefony zabijają pasję do robienia zdjęć

Telefony komórkowe, tablety i media społecznościowe prawie wykończyły moją pasję do robienia zdjęć. Zabiły fotograficzną kreatywność!

Uwielbiam robić zdjęcia. Fotografią interesuję się od czasów licealnych – zawsze starałem się, żeby każde z moich zdjęć było jak najlepsze, dlatego dużo o tym czytałem i eksperymentowałem. Dołączyłem do grupy fotograficznej z mojego miasta, razem jeździliśmy na plenery i uczyliśmy się od siebie nawzajem. Tak wyglądał mój początek fotograficznej przygody.

Zrobione zdjęcia wrzucałem na różne portale dla fotografów, gdzie były one oceniane przez innych. Zależało mi na dobrych opiniach, dlatego każde wrzucone zdjęcie było dopracowane i przemyślane. Najlepiej czułem się w zdjęciach reportażowych, dlatego praktycznie cały czas nosiłem przy sobie aparat, licząc, że może trafić się jakaś okazja do wyjątkowego kadru.

turcja_selfie

Z czasem coś zaczęło się zmieniać. Coraz rzadziej brałem ze sobą „duży aparat” – bo ciężki i niewygodny. W końcu podobne zdjęcie mogłem zrobić telefonem komórkowym, a przy okazji szybciej udostępnić je w sieci. Tylko że wygodniej i szybciej nie znaczy lepiej.

Zacząłem robić więcej zdjęć, ale zawsze to były szybkie strzały – bez przemyślenia i bez pomysłu. Bez refleksji, co można zrobić na przyszłość, żeby dane zdjęcie było lepsze. Bez tej chwili, gdy wracasz do domu, zgrywasz zdjęcia i z kubkiem herbaty analizujesz każdy kadr, obrabiasz, a przy okazji uczysz się robić to lepiej.

W ten właśnie sposób telefon komórkowy i social media sprawiły, że przestałem się rozwijać w dziedzinie, którą tak bardzo lubię.

Powrót do korzeni

Jakiś czas temu postanowiłem zmienić podejście i robić zdjęcia bardziej świadomie. Wpis o dworkach w Świętokrzyskiem był pierwszym od dłuższego czasu, w którym przyłożyłem się do zrobienia porządnych zdjęć.

indie-tajmahal

Fot. Artur Jabłoński

Gdy dotarło do mnie, jak bardzo zaniedbałem umiejętności w tej dziedzinie, obiecałem sobie, że w najbliższym czasie położę nacisk na rozwój skilla fotograficznego:

  • Chcę częściej używać lustrzanki. Zabierać ją na kolejne wyjazdy i robić też więcej zdjęć „codzienności”.
  • Postanowiłem robić mniej zdjęć. Aparaty cyfrowe sprawiły, że wykonujemy miliony fotek: zdjęcie posiłku, zdjęcie pokoju, kolejny selfiak. Z każdej podroży przywozimy sto milionów zdjęć. Nie tędy droga. Zamiast 800 zdjęć warto zrobić 80 – ale naprawdę dobrych.
  • Z każdego wyjazdu chcę przygotować sobie „oficjalny album”. Chodzi o to, żeby z tych przywiezionych z podróży zdjęć wybrać serię tych, które opowiedzą pewną historię. Po co? Po pierwsze – by pokazując zdjęcia komuś bliskiemu, nie zanudzać go milionem takich samych kadrów, tylko w sensowny, mądry sposób opowiedzieć historię za pomocą zdjęć. Po drugie – będzie czym dzielić się na blogu : )
  • Obiecuję sobie tej jesieni wyskoczyć na jakiś plener foto. Najlepiej taki wcześnie rano, żeby znów poczuć ten klimat wyjazdów z aparatem o świcie : )
  • Kraków na zdjęciach. W ciągu najbliższych kilku miesięcy będę realizował turbociekawy projekt związany z Krakowem. Będzie to więc świetna motywacja do tego, żeby pochodzić po mieście z aparatem i pokazać je z trochę innej strony. W dodatku zdjęcia będą robione w nietypowych i trudnych warunkach, więc będzie to dla mnie spore wyzwanie.
  • Powrót do dawnych zdjęć. Ostatnio wróciłem do zdjęć z Alaski i spojrzałem na nie w zupełnie inny sposób. Zdjęcia z doków, które pokazałem Wam w ostatnim reportażu, kiedyś były czarno-białe. Musiałem dojrzeć, żeby zauważyć tam piękne kolory, które nadały zdjęciom całkowicie inny klimat. Mam sporo ciekawych materiałów archiwalnych, którymi będę chciał się podzielić.
  • No i finalnie – więcej chwil na fotograficzną zadumę. Więcej momentów, w których przeglądam świeżo zrobione zdjęcia, obrabiam je, uczę się. Gdzieś to zatraciłem przez ostatnie lata. Wracałem, rzucałem aparat do szafki, a do zdjęć wracałem po kilku tygodniach, gdy już energia opadła. Nie powinno tak być.

Podsumowując: będę się bardziej przykładał do zdjęć. Bo cokolwiek robimy, powinniśmy cały czas starać się poprawiać warsztat i rozwijać w danej dziedzinie. Taka refleksja na dziś.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Obecnie większość zdjęć to niestety efekt ‚masówki’ i czystej statystyki. Cyknę 500 fotek i pewnie z 3 będą fajne. Mało kto ma obecnie wiedzę i umiejętności, aby robić dobre zdjęcia. Myślę, że porządny aparat i doświadczony fotograf i tak się obronią.

  • Dobrze to zdiagnozowałeś. Jest jeszcze jedno rozwiązanie, powrót do źródeł: tradycyjna fotografia czarno-biała lub slajdy. Mając 12 klatek (średni format) lub nawet 36 (mały obrazek), z których każda to realny koszt obróbki, fotograf dłużej się zastanawia nad zdjęciem :) A do tego aparat bez automatyki, nimi się naprawdę inaczej robi zdjęcia. Czas, przesłona, ostrość – to wszystko są wówczas świadome decyzje. Polecam spróbować!

    • Robiłem kiedyś analogiem i to świetna zabawa. Też myślałem ostatnio, żeby w jakąś podróż zabrać aparat analogowy. Mogą wyjść ciekawe zdjęcia ;)

  • insomnia

    True, true…

    Teraz każdy „robi” za fotografa. Ludzie robią setki, tysiące fotek które kończą w gdzieś dawno zapomnianym folderze na dysku twardym. Wszyscy tacy sami… instagram – miliony użytkowników a zdjęcia jakby robione przez tą samą osobę.

  • Michał Wierzchowski

    Mam dokładnie to samo.. I dlatego przesiadłem się na analoga, bo lustrzanka cyfrowa dla mnie to samo co telefon – bardzo łatwo pójść w masówkę. A analog to całkowicie inne podejście do foto :)

  • Ignacy

    Kiedyś przeczytałem pewien protip i stwierdziłem, że naprawdę może być ciekawym rozwiązaniem dla kogoś, kto cyka masowo, bez zastanowienia, ale chciałby się wyzbyć tego nawyku. Chodzi o „zasymulowanie” sobie największego ograniczenia filmu analogowego – tj. kupić albo wygrzebać gdzieś starą i małą kartę pamięci, powiedzmy 512MB, lub nawet mniejszą. Sam jeszcze nie wypróbowałem, ale na pewno niedługo to zrobię.
    Co do aparatu analogowego – w tym roku na Woodstock oprócz małej sportowej kamerki, zabraliśmy także zwykły analogowy aparat. Co się okazało? Że zdjęcia z niego są o wiele ciekawsze, niż z kamerki! A przez brak możliwości, tych zdjęć jest tylko ok. 30, a nie tysiąc pięćset :)

    • Bardzo dobry patent. Swoją drogą, też planowałem wziąć na Woodstock aparat analogowy. Idealne miejsce na klimat zdjęć z analoga ;)

  • booklover

    Ja jestem po drugiej stronie-dopiero przymierzam się do kupna aparatu. Motywacją jest dla mnie podróż do Tajlandii :) Niedawno kupiłam bilety do Bangkoku na luty. Także pewnie w okolicy BN zakupię aparat, żebym jeszcze zdążyła potrenować przed podróżą. Bo muszę przyznać Ci rację, że zdjęcia pstrykane telefonem są… słabe, płaskie, nieciekawe. A ja mam tylko takie póki co. Wię czas na zmiany!

  • Emilia Maciejewska

    Z perspektywy osoby, która jara się fotografią ułatwianie robienia zdjęć rzeczywiście może utrudniać rozwój w tym zakresie. Ale widzę plusy tego zjawiska. Laicy, tacy jak ja, nie wkurzają się, że żadne zdjęcie im nie wyszło mimo iż bardzo się starali. Do dziś pamiętam swoje rozczarowanie przy robieniu zdjęć analogiem – zawsze coś było nie tak i potem większość zdjęć nie nadawała się do pokazania (o ile w ogóle nadawała się do wywołania ;). Pamiętam też, że raz dostałam do ręki lustrzankę celem dokumentacji spontanicznej imprezy pod hasłem transport ksero ulicami (kolega był chyba niespełna rozumu, że mi ten aparat dał, bo nigdy wcześniej tego takiego sprzętu nie używałam) i też dokumentacja foto tamtej chwili w moim wykonaniu pozostawiała wiele do życzenia. Także mocno doceniam łatwość łapania chwil by pamiętać – za to kocham Instagram. Bo doba nie jest z gumy i cieszy mnie, że nie jest konieczne bym zgłębiała tajniki fotografii (nie mając kompletnie do tego predyspozycji ani cierpliwości) chcąc mieć wizualną dokumentację ważnych dla mnie chwil.
    Wszystkim fotografującym inaczej niż na telefonie zazdroszczę i życzę sukcesów na tym polu.

  • wendigo

    A ja się nie do końca zgodzę ;) Moim zdaniem na wyjazdach nie ma czasu na robienie „80 dobrych zdjęć” (a przynajmniej ja zwykle nie mam czasu ;) ), wolę 800 różnych, z czego w domu po powrocie przebiorę i zostanie powiedzmy 100 dobrych. I znajomych też nie zanudzam, bo ja naprawdę te zdjęcia przeglądam zanim komuś pokażę, przeglądam i podobne ujęcia wyrzucam, zostawiam tylko jedno – najlepsze. Także jak komuś te setki zdjęć tak jak jest londuje w zapomnianym folderze, to kiepsko, ale ja jestem tu pedantem i wszystkie zdjęcia jakie robię (nie tylko z wyjazdów, także codzienne) mam skatalogowane porządnie, przebrane, przejrzane i wracam do nich i oglądam z przyjemnością :)

  • Ostatnio doszedłem do podobnego wniosku. Dlatego wystartowałem na Mrówczym blogu z Project52. W założeniach nie używam do niego telefonu i chcę używać tylko dobrych zdjęć i nie pstrykać bez sensu.

  • Czy telefony zabijają pasje fotografowania? Chyba jednak nie zawsze. W moim przypadku właśnie dzięki zakupie smartphone’a z fajnym aparatem zainteresowałem się fotografią (jeszcze nie dorobiłem się lustrzanki). Zgadzam się, że ogólny dostęp do aparatów w naszych słuchawkach zrobiła z nas wszystkich fotografów amatorów z setkami nowych, nie zawsze ciekawych fotek, które bezmyślnie zamieszczamy on-line. Z drugiej strony wiem z doświadczenia, że czasami warto zrobić kilkanaście zdjęć by wybrać to jedno najlepsze.

  • Moris Luu

    Pasja odgrywa w życiu bardzo ważną rolę. W moim przypadku była tak, że pasja stała się pracą. Od zawsze uwielbiałam kolekcjonerstwo i dzięki pomocy ludzi z serwisu http://kolekcjonuj.net.pl/ uwierzyłam w siebie i otworzyłam sklep z antykami.
    Pasja to coś bez czego nie potrafię się obejść!

Przeczytaj poprzedni wpis:
Trudy życia na Alasce