W Gorcach wiosna budzi się do życia [DUŻO ZDJĘĆ]

Szybki wyjazd z Krakowa w sobotę rano. Ekipa w składzie: ja, pan Tomaszewski, pan Rafał i pan Skwara. Brak szczegółowego planu i obsuwa czasowa na dzień dobry. Brak pomysłu na nocleg. Źle spakowane plecaki i ogólny „nieogar”. Tak rozpoczęła się nasza weekendowa przygoda w Gorcach.

 

Partnerem dzisiejszego wpisu jest Merrell. Merrella możecie kojarzyć z innych wpisów, bo działamy razem już od kilku lat. W miniony weekend wybrałem się w Gorce, żeby poszukać śladów wiosny oraz przetestować nowe buty. No i zaliczyć pierwszą mikroprzygodę w tym roku!

Czym są mikroprzygody?

O idei mikroprzygód dowiedziałem się kilka lat temu i bardzo mi się ona spodobała. Zresztą, nie raz wspominałem o niej na blogu i kilkukrotnie publikowałem relację z takich szybkich wyjazdów.

Mikroprzygody to świetna sprawa dla tych, którzy mają za mało zasobów (czasowych lub finansowych) na wyjazd „na drugi koniec świata”. Równie dobrze można się bawić podczas weekendowych wycieczek po najbliższej okolicy. Na takie wypady nie potrzeba dużo pieniędzy, nie wymagają też brania urlopu czy rezygnacji z pracy. W moim przypadku to często wyjazd w piątkowe popołudnie lub w sobotę rano, aktywnie spędzone dwa dni i powrót do domu w niedzielę wieczorem.

Przykłady moich mikroprzygód:

Ze względu na miejsce zamieszkania na szybkie wypady zwykle wybieram góry. Ruszając z Krakowa, to po prostu najsensowniejszy kierunek, bo po 1,5 h jazdy samochodem jestem w kompletnej dziczy, otoczony pięknem. Nie znaczy to jednak, że jeżeli w Twojej okolicy nie ma wzniesień, nie masz szans na świetną zabawę. Możesz spacerować, jeździć rowerem, rozpalić ognisko w nietypowym miejscu i spędzić tam noc, zwiedzić jakiś opuszczony budynek w Twoim mieście, zbudować szałas w lesie itp. Masa możliwości trzeba tylko chcieć.

Gorce

Poprzedni rok okazał się dla mnie bardzo podróżniczy: byłem w Meksyku, Gwatemali, Peru czy na rowerowym tripie po Niemczech. Łącznie spędziłem ponad 4 miesiące poza domem. Postanowiłem sobie, że rok 2018 będzie bardziej stacjonarny. Skupiam się na pracy i rozwoju nowej firmy, dlatego też dalekich wojaży będzie mniej. Nie traktuję tego jednak jako kary. Cieszy mnie to, bo wiem, że czas będę wypełniał właśnie takimi wyjazdami jak ten!

Według mnie mikroprzygoda powinna być aktywna, na świeżym powietrzu i tania. Ograniczony budżet zmusza do kreatywności, a ta pociąga za sobą wiele nietypowych sytuacji, które potem chętnie się wspomina.

Jedziemy w Gorce

Finalna decyzja o wyjeździe zapadła w piątek. Zgadaliśmy się z chłopakami na wypad, bo dawno nie byliśmy nigdzie razem, a wszyscy lubimy chodzić po górach. Pogoda zapowiadała się idealna, a Gorce to jedne z moich ulubionych gór.

We wstępie napisałem, że nie mieliśmy planu – to nie do końca tak :) Mały plan był, ale życie go zweryfikowało. Chcieliśmy przejść z Nowego Targu przez Turbacz do Gorczańskiej Chaty, gdzie tego dnia odbywała się jakaś większa impreza. Cóż… za chwilę dowiecie się, jak zmieniliśmy nasze plany.

Otóż na dzień dobry zrobiła nam się obsuwa czasowa. Winny jestem ja, bo… zaspałem. Obudził mnie Tomaszewski pół godziny przed planowym odjazdem. Nie było szans zdążyć, więc postanowiliśmy wziąć życie, jakim jest, i zaakceptować taki stan rzeczy.

Wędrówkę zaczęliśmy więc dużo później niż zakładaliśmy. Miało to swoje plusy, bo wszyscy ludzie już schodzili, a my jako nieliczni parliśmy do przodu. Niestety nasze tempo też nie było zachwycające, bo każdy niósł jakiś „swój ciężar”. Ja byłem mocno niewyspany po zarwanej nocce. Tomaszewski spakował się jak na wielką wyprawę w Himalaje (dostał od nas nawet przydomek: szerpa). Rafał założył buty, jakby był środek lata, a na Turbaczu jeszcze sroga zima. Ciężarem Kuby było natomiast to, że nie mógł zostać na noc i jeszcze tego samego dnia musiał wracać do Krakowa :)

O godzinie 19 zamiast w Gorczańskiej Chacie byliśmy dopiero na szczycie Turbacza. Nie chcieliśmy chodzić po nocach, byliśmy trochę zmęczeni, więc podjęliśmy decyzję, że zostajemy tu na noc. Miejsc noclegowych oczywiście brak, więc jedyna opcja to spanie na glebie – i to akurat nam się bardzo spodobało. Rozłożyliśmy swoje legowiska w salce muzealnej :)

Schronisko na TurbaczuNa wyjazd postawiłem sobie trzy cele:

  1. Po pierwsze, chciałem się zmęczyć. Ostatnio jestem mniej aktywny, więc staram się nadrabiać weekendami. Po wysiłku fizycznym zawsze ogarnia mnie taka dziwna, pozytywna satysfakcja. Mimo że trasa z Nowego Targu na Turbacz nie jest bardzo długa, to jednak tego dnia trochę się namęczyliśmy. Na górze leży jeszcze sporo śniegu.
  2. Po drugie, chciałem zachwycić się jakimś wyjątkowym widokiem. W życiu codziennym często nie dostrzegamy piękna. Dodatkowo, jeżeli ktoś często podróżuje i widział już prawdziwe cuda, włącza się pewna znieczulica, przez którą coraz trudniej nacieszyć oko jakimś miejscem. To niebezpieczne, więc warto pielęgnować w sobie sztukę dostrzegania pięknych zjawisk czy wyjątkowych krajobrazów. Gdy wchodziliśmy na Turbacz, robiło się już ciemno. Zachodzące słońce przebijało się przez drzewa i odbywał się niesamowity spektakl. Było przepięknie.
  3. Po trzecie, chciałem nacieszyć się prostotą życia. Podobnie jak wyżej – w codzienności tracimy zdolność cieszenia się małymi rzeczami. Gdy bierzesz udział w takiej górskiej wędrówce, wszystko staje się wyjątkowe. Inaczej smakuje kanapka w domu, a inaczej w takim schronisku, po kilku godzinach na nogach. Gorąca herbata z cytryną pita przy oknie z widokiem na Tatry ma zupełnie nowy smak. Naprawdę była przepyszna! No i chociażby ten nocleg – kawałek ziemi i karimata. Nic więcej do szczęścia nie trzeba. Tego dnia byłem zmęczony i zasnąłem jak dziecko. Obudziłem się wypoczęty i szczęśliwy :) Swoją drogą, zastanawiam się, skąd pochodzi powiedzenie „wyspać się jak dziecko”, skoro małe dzieci zazwyczaj budzą się w nocy, wołają jeść, pić i wstają o świcie.

W poszukiwaniu wiosny

Na wyjazd dostałem od Merrella nowe buty do testów. Dokładnie model Moab 2 E-Mesh. Produktów Merrella używam już od 4-5 lat, schodziłem w swoim życiu kilka par ich butów i uwielbiam tę markę. Z wszystkich, które dostałem do tej pory do testów, chyba właśnie te polubiłem najbardziej. Czuję, że zaprzyjaźnię się z nimi na dłużej :) Dawały radę na normalnym szlaku, ale też w błotku i śniegu, których nie brakowało.

Można powiedzieć, że w Gorcach jest już wiosna, ale sprawa pór roku jest trochę bardziej skomplikowana. W górach odbywa się pojedynek między zimą a wiosną. W wyższych partiach rządzi jeszcze ta pierwsza, ale nasza ulubiona wojowniczka, wiosna, mocno napiera. Uderza w zimę ciepłym słońcem oraz atakuje śpiewem ptaków i przepięknymi krokusami, które roznoszą się po polanach.

Wspaniale patrzy się na to, jak wiosna budzi się do życia. Rok temu mnie to ominęło, bo byłem w Meksyku i przyjechałem „na gotowe”. Teraz naprawdę cieszy mnie to, że mogę obserwować te zmiany w przyrodzie :)

Jeżeli macie więc wolny weekend, to nie siedźcie w domu. Spakujcie do plecaka kilka kanapek, śpiwór, szczoteczkę do zębów i jedźcie gdzieś – gdziekolwiek! Szkoda zmarnować ten wyjątkowy okres na siedzenie w domu. Zapewniam Was, że wrócicie z nową, wiosenną energią. Na zachętę zostawiam Wam jeszcze kilka zdjęć:


W tym roku będę na pewno więcej chodził po polskich górach, bo są przepiękne!

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

Przeczytaj poprzedni wpis:
Urban exploring – Opuszczone gospodarstwo w Bieszczadach