Gdzie widzisz siebie za pięć lat?

Stałem przy barierce i patrzyłem w dół na Bangkok. 22 piętro. Dookoła widziałem miasto, które tętniło życiem. Bangkok na pełnych obrotach.


Mam coś takiego, że uwielbiam spać w miejscach z pięknymi widokami. Po prostu lubię się rano obudzić, wyjrzeć przez okno albo wejście do namiotu i zobaczyć zapierający dech w piersiach widok. Nie wiem, z czego to wynika – taka moja zachcianka. Dlatego na ostatnie 3 dni w Bangkoku szukałem miejsca wyjątkowego. Miejsca, które da mi możliwość spojrzenia na Bangkok z innej perspektywy, a przy okazji pozwoli zastanowić się nad wieloma sprawami.

Przez ostatnie miesiące byłem jakiś taki nieswój. Niby wszystko było w porządku, ale ciągle coś mi nie pasowało, łatwo się denerwowałem. Co raz częściej łapałem się na tym, że nie wiem, czego chcę. Nie potrafiłem znaleźć powodu takiego nastawienia, bo przecież tyle lat było dobrze. Każdego dnia budziłem się i po prostu robiłem swoje. Podświadomie wiedziałem, czym powinienem się zająć.

taj_widok

Od jakiegoś czasu brakowało mi tego. Zrzuciłem winę na porę roku, bo zawsze na przełomie lutego / marca mam duże wahania nastrojów. Tajlandia nie była więc tylko zwykłym wyjazdem. Była to chwila na przemyślenie sobie paru rzeczy i poukładanie wszystkiego w głowie.

Gdzieś w połowie wyjazdu zdałem sobie sprawę, co jest nie tak. Wiecie, jak to jest – godziny w autobusach, na promach czy na pace pikapa sprawiają, że człowiek ma dużo czasu na przemyślenia i zabawę własnymi myślami.

Dzień przed wylotem do Polski, dzień przed swoimi 25 urodzinami, usiadłem przy biurku w naszym tajskim mieszkaniu. Patrzyłem przez szybę na miasto i zastanawiałem się nad sobą. Znalazłem. Mój słaby nastrój przez ostatnie miesiące spowodowany był brakiem wyzwań. Troszkę siadłem na dupie, trochę z lenistwa, trochę ze znudzenia. Zauważyłem, że cele, które sobie wyznaczyłem 5 lat temu, właściwie zrealizowałem. 5 lat temu marzyłem o podróżach – dziś realizuję je bez większego problemu. W liceum postanowiłem, że kiedyś otworzę własną firmę. Też się udało i nawet da się z tego żyć. Poznałem świetnych ludzi, zebrałem cenne doświadczenia i myślę, że naprawdę wiele się nauczyłem.

taj_widok3

Dzień przed moimi 25 urodzinami dostrzegłem, że większość celów jest zrealizowana, a rozgoryczenie i podły nastrój spowodowane są brakiem kolejnych wyzwań. Pochyliłem się nad swoim notesem i zacząłem pisać. Postawiłem przed sobą kolejne wyzwania i cele, które chcę zrealizować przez najbliższe 5 lat. Dzień przed 30 urodzinami otworzę ten notes, podsumuję i wyznaczę sobie kolejne duże rzeczy. Nie będę się z Wami dzielił tymi celami. To nawet nie są cele, bardziej kierunki, w których chcę iść. To scenariusz mojego życia, który dostępny jest tylko w moim podróżniczym notesiku.

Jeżeli w ostatnim czasie też czujesz taką pustkę, brak energii i pomysłu na siebie, to zadaj sobie jedno pytanie: gdzie chcesz być za 5 lat? Określ swój pomysł na siebie. Niech to nie będzie sztywny plan i konkretne liczby, ale drogowskazy, w którą stronę iść.

Następnego dnia obudziłem się nowym człowiekiem.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Stach

    Dzięki Ci Maju, zdaje się, że właśnie tego w tej chwili potrzebuję.

  • Paweł Witek

    Trafne przemyślenia. U siebie również zauważyłem że jak nie bardzo wiedziałem gdzie chcę iść to jakaś taka pustka była, takie, jak to napisałeś, rozgoryczenie. Teraz wiem jak chcę żyć za 10 lat i to faktycznie daje siłę żeby każdego dnia się budzić i iść w wyznaczonym kierunku :)

    • Wiadomo, że wszystkiego zaplanować się nie da, ale fajnie mieć jakiś kierunek i scenariusz ;)

  • AIKX

    Co to za mieszkanie w BKK? Dasz jakiś link/namiary?

  • Szczerze to chyba rozwiązałeś problem mojego dziwnego nastroju przez ostatnie pół roku. Niby wymarzona posadka w znanej firmie zdobyta, o tym przecież marzyłam, a z każdym dniem czuje się coraz gorzej. Chyba też muszę usiąść z notesikiem. Życie ucieka przez palce, a ja je tracę nie robiąc tego, co kocham. Także dzięki za ten wpis :)

  • Też właśnie skończyłam 25 lat i zrobiłam coś podobnego. Działa! :)

  • Kasia

    Kilka dni temu zadano mi te pytanie na rozmowie kwalifikacyjnej i smutne jest to, że miałam z góry przygotowane, nieprawdziwe odpowiedzi, bo najchętniej bym odpowiedziała: Panie, ja nie wiem, co będę robić za tydzień, a co dopiero za 5 lat?!” Chyba pora przysiąść zastanowić się, co zrobiłam do tej pory źle i wyznaczyć cele, które sprawią, że będę szczęśliwsza. A poza tym, Michale, życie jest piękne, a ty zmuszasz nad nad refleksją nad swoim życiem, gdzie te róbta, co chceta? :) Wiem, że to specjalny zabieg, potem zaczniemy cię naśladować i za 5 lat powiemy: Życie jest piękne!

    • Ja nigdy nie powtarzałem „róbta co chceta”. Róbta co chceta to dobre motto na jakiś weekendowy wypad czy wakacje, ale życiowo to nie tak ;) Wolność i zabawa jest fajna, ale trzeba myśleć troszkę o przyszłości. Bo za parę lat pójdziemy do pracy, której nienawidzimy i szef powie „dziś robicie to co ja chcę” ;)

  • Marzena K

    Widzę siebie w różnych miejscach. Nie mogę się zdecydować, miotam się. A wszystko to trochę się wyklucza i chyba przez następne 10 lat nic nie postanowię, bo z czegoś trzeba by zrezygnować.

    • Haha znam ten ból. Chce się wszystkiego, a tak się nie da :) Ale jest patent – wszystko po kolei. Mamy całe życie na życie ;)

  • Kuba

    To chyba nie jest cel na za 5 lat, bo to strasznie długo, ale ja bym chciał widzieć siebie wieczorem, przed pójściem spać, czując się spełnionym, bo zrobiłem wszystko, co miałem zaplanowane, przeczytałem, co miałem do przeczytania. I ciągle próbuję, potem się lenię, denerwuję, że się lenię i tak w kółko…

    A za 5 lat chcę trzymać w rękach obronioną magisterkę i wyruszyć w świat.

    • Ewa

      Skoro chcesz wyruszyc w swiat, to po co Ci magisterka, wyrusz juz teraz. Ksztalć, rozwijaj sie we wlasym zakresie..

  • pozyton

    Wyobraź sobie, że nie raz Richard Branson polecał mi pisać wszystko, co przyjdzie mi na myśl..moje plany na 5 lat itp. A przez Ciebie, poszedłem do papierniczego i kupiłem sobie notesik za 4 zł :-) za chwilę napiszę swoje plany.

  • Ela

    Ja bym chciała, żeby udało mi się w końcu do firmy zatrudnić pracowników. Michał, a u Ciebie ile osób pracuje teraz, a ile pracowało na początku firmy?:)

    Gorąco pozdrawiam!

    • Marcin – programista stale pracuje ze mną i robimy wszystkie projekty razem + do zadań specjalnych (dodatkowa grafika, montaż video, dodawanie treści, copywriting i tłumacz) dodatkowe 4 osoby, ale to zależy od zleceń :)

      • Ela

        O widzisz, masz osoby, które bierzesz do zleceń. To znajomi, czy gdzie szukałeś takich pracowników do zadań specjalnych? bo ja mam ten problem, że nie chciałabym zatrydniac znajomych, a jednocześnie trudno wybrać kogoś, kogo się w ogóle nie zna:/

        • Ze znajomymi trzeba ostrożnie. Ja teraz staram sie tego unikać, ale nie ze względu, że to nie działa itp. Po prostu później ciężko rozgraniczyć relację praca / znajomość i często na imprezach załatwia się sprawy firmowe itp.

          Większość to moi znajomi, Marta napisała do mnie maila jakiś czas temu i przetłumaczyła mi pierwsze rzeczy, a czytała bloga. Adrian, który jest mistrzem od video i np. przy Twojej Prawdziwej Mocy nam pomagał też jest czytelnikiem :)

          Przy czym tak jak mówię – z niektórymi współpracuje przy okazji, do konkretnych zleceń. Na stałe z programistą Marcinem :)

          Generalnie blog to świetne źródło świetnych i ciekawych ludzi :)

  • Od niedawna zajęłam się reorganizacją swojego życia, zaczęłam stawiać sobie cele do zrealizowania czego nie robiłam wcześniej. Na razie planuję w skali roku i sprawdza się to nieźle!
    Doskonale wiem w jakim miejscu chciałabym być za 5 lat, tylko nie bardzo wiem jak to osiągnąć, przynajmniej na ten moment ;)
    Daria

  • Dokładnie – to jest najważniejsze. I nawet nie osiągnięcia – bo one po tygodniu lub po jakimś określonym czasie stają się zwykłe, normalne. Liczy się progres i poczucie ‚podążania za króliczkiem’. A jak się go złapie – szybko zacząć gonić nowego – inaczej łatwo wypaść z rytmu i wpaść w destrukcyjne zachowania, nastroje.

    Pozdrawiam,

    Wiktor
    http://plecakprzygod.wordpress.com/

  • Jakiś czas tu nie zaglądałem, bo dopadło mnie takie właśnie zobojętnienie i rozdrażnienie. Wpadłem w wir szarości, napędzany kolejnymi zleceniami. Siadła motywacja do prowadzenia bloga, niby zacząłem zakładać drugą firmę ale też jakoś „to nie to”, brakowało mi sukcesu „na już”, osiągnięcia które mi pokaże, że wciąż potrafię. No i poszło – za 2 tygodnie przeprowadzam się do innej części miasta a za miesiąc skaczę ze spadochronem. Szoł mast goł on!

    • No gratuluje. Wiesz, czasem człowiek musi przysiąść i odpocząć. Taka sinusoida życia i nic w tym złego. Zazwyczaj po takim nic nierobieniu przychodzi fala dobrych akcji :)

  • Tomasz Matusiak

    Ciekawe przemyślenia – często zadaję sobie pytanie gdzie widzę siebie za 5 lat. Ciężko na to odpowiedzieć. Mam pomysły co chciałbym robić i z kim, problemem jest jedynie wybór miejsca. Nie mogę się zdecydować, gdzie chciałbym na stałe zamieszkać.

  • Krzysiek

    Jest wiele dróg jakimi mozemy isc przez zycie.
    Plan co chce robic za 5-10 lat to jedna z nich, jak kazda ma swoje + i -.
    Daje poczucie bezpieczenstwa i wielu osobom moze w glowie tlumaczyc ze wiedza do czego daza – sa spokojniejsi – maja punkt odniesienia i to na pewno jest +. Maja rowniez wieksza szanse, ze skupia sie na tych celach i je osiagna i to jest + ale i – tego podejscia a nawet 2 minusy. Checklisty i ich odchaczanie – tak zyjemy w pracy, w domu, w sklepie na zakupach ;). Robimy plan i tym samym na 5 lat zyjemy troche jak robot nie zastanawiajac sie nad tym czy to co robimy ma wiekszy sens (nadal) czy jest zgodne z naszymi wartosciami wewnetrznymi (czesto ich sobie nawet nie okreslamy).
    Pierwszy z minusow – jezeli cele maja nas doprowadzic do jakiegos miejsca w przyszlosci, ktore sobie wizualizujemy to zamiast zyc tu i teraz i cieszyc sie z tego co robimy caly czas myslimy o przyszlosci. Jak sie nam to uda osiagnac to jak sam napisales nie bedziemy szczesliwi tylko poczujemy pustke – potrzebe dalszych celow. Jak ich nie osiagniemy bedziemy sie czuc gorzej, negatywnie na siebie patrzec.
    Drugi minus to wlasciwy wybor tych celow. Cele daja nam poczucie, ze wiemy czego chcemy, ale w wiekszosci przypadkow na slepo do nich dazymy. Nie tylko w zyciu. W pracy czesto wykonujemy prace, brniemy w projekty, ktore nie maja juz sensu biznesowego, ale z konsekwencja je realizujemy lub nam zal przerwac ten projekt bo tyle stracilismy na niego juz czasu, wiec tracimy wiecej. Latwo wyznaczyc sobie cel – zachcianke – zrobie doktorat, itp, ale w praktyce czesto nie analizujemy czy rzeczywiscie jest to nam w zyciu potrzebne, czy koszty jakie poniesiemy sa warte osiagnietego celu, czesto juz w trakcie tych lat sie nad tym nie zastanawiamy. Mamy cele z dziecinstwa, do ktorych slepo dazymy – dom z ogrodkiem albo nad morzem – taki obrazek w glowie – nie chce nam sie go nawet zweryfikowac. Zaczynamy studia – malo kto dopuszcza mozliwosc ich przerwania. Pozniej konkretna praca itp.
    Plany i cele moga byc przydatne, ale moga tez byc dla nas pulapka, wiezieniem.
    Inna droga – wg mnie duzo trudniejsza (ktora pewnie tez ma swoje + i -) to wyznaczenie pewnych zasad i wartosci w ktore wierzymy i zycie tu i teraz pamietajac zeby postepowac zgodnie z tymi zasadami i wartosciami, rozwijajac sie na wielu plaszczyznach (fizycznie, intelektualnie, duchowo, socjalnie itd. – kolejnosc przypadkowa).
    To takie dwa punkty widzenia ktore w blogosferze odzwierciedlaja m.in. Tim Ferriss vs. Leo Babauta.
    Warto pamietac ze brak celow nie koniecznie = marnowaniu zycia, przepuszczaniu zycia przez palce.

  • Magdalena

    Ja wiem, kim i z kim chciałabym być za 5 lat i chyba to jest
    moim największym przekleństwem, ponieważ bardzo boję się, że tego nie osiągnę.
    Mam w sobie ogromny strach, który mnie aż paraliżuje, że moje marzenia się nie
    spełnią.

  • Joanna A.

    Dzięki za ten wpis… od jakiegoś czasu też mam przed sobą tą bez celowość i tak myślę, że zaplanowanie siebie na najbliższe 5 lat pomoże :)

    Dzięki :)

  • Adri

    Wiem, że to komentarz trochę po czasie ale patrząc na to co stworzyłeś i na wszystkie Twoje osiągnięćia miałam nadzieję, że masz przynajmniej dekadę lat więcej. Załamałeś mnie, bo jesteśmy prawie w tym samym wieku a ja w przeciwieństwie do Ciebie zatrzymuję się na spisywaniu planów i chowaniu ich do szuflady – miliardy list rzeczy do zrobienia, przeczytania, obejrzenia, pojechania, spróbowania. Chyba to poczucie porażki po porównaniu się do Ciebie (wiem, nie powinnam, bla bla) jest najbardziej motywującym wydarzeniem w moim życiu. Jak Ty to robisz??!!

Przeczytaj poprzedni wpis:
Spełnione marzenie: Boks Tajski!