Wielkie biznesy Maja

Siedzę sobie dzisiaj przeziębiony w domu i zebrało mi się na wspomnienia. Zacząłem przypominać sobie swoje pierwsze wielkie biznesy, które miały mi przynieść majątek i szczęście. Wierzcie mi, w domu nigdy niczego mi nie brakowało, ale zawsze kombinowałem, jak tu znaleźć dodatkowe pieniądze. Od małego miałem dużo zainteresowań:  BMX, deskorolka, piłka nożna, muzyka itp. – mimo to trzeba było kombinować, żeby móc więcej. Zacząłem więc działać, mając około 13 lat.

Byłem pszczelarzem…

Swoje pierwsze pieniądze zarobiłem u dziadka. Dziadek prowadzi dużą pasiekę, ma kilkaset uli. Pewnego dnia poszedłem do niego i zaproponowałem współpracę. Dobiliśmy targu – miałem płacone 6 zł za godzinę. Tego, jak te pszczoły zgryzły mi dupę, nie zapomnę do końca życia. To była ciężka praca.

Jednak po jakiś czasie wykonałem mistrzowskie posunięcie. To był mój pierwszy przebłysk geniuszu. Zaproponowałem dziadkowi, że – zamiast 6 zł za godzinę – może płacić mi… miodem po cenie hurtowej. Zainwestowałem w słoiki i zimą sprzedawałem miód. Na wiosnę kupiłem swojego pierwszego laptopa. Cieszyłem się jak dziecko : )

Byłem naprawiaczem CD-ROMów…

Będąc w pierwszej klasie gimnazjum, zainteresowałem się mocno komputerami. Zacząłem rozkręcać, wykręcać, psuć i naprawiać. Pewnego dnia kumpel podsunął mi poradnik naprawiania Cd- ROMów. Nie było to zbyt skomplikowane, dlatego postanowiłem zacząć działania na Allegro. To były jeszcze czasy, gdy zakupy przez Internet były tylko dla wtajemniczonych. Na Allegro kupowałem zestawy np. 10 uszkodzonych Cd-ROMów, naprawiałem część z nich i sprzedawałem z zyskiem. Oczywiście nie wszystko udało się naprawić, dlatego po dziś dzień w domu walają się różnego rodzaju napędy.

Byłem „informatykiem”…

Z komputerami zabawa była na całego. To były czasy, kiedy obudowy od komputera wymieniałem po 2 razy w miesiącu. Kupowałem niby dla siebie, ale przychodził kolega, oglądał moją nową obudowę z neonami w środku, nakręcał się i po paru godzinach dobijaliśmy deala. Składałem też komputery dla znajomych, sąsiadów itp. Później psuło się to jak cholera, dlatego trzeba było jeździć i robić reinstalację Windowsa. Ale co tam – miałem 14 lat i cieszyłem się, że „coś się dzieje.”

Byłem sprzedawcą pokrowców na telefon…

To miał być czysty biznes. Jedyna taka okazja! Kupiłem z kumplem na pół 80 pokrowców na telefon – on 40, ja 40. Pomysł był prosty – za 40 pokrowców zapłaciłem 40zł, z wizją sprzedania ich pojedynczo na Allegro. Biznes nie zatrybił. Sprzedał się tylko… jeden futerał. To moja osobista porażka, bo gdy kupowałem te pieprzone pokrowce, wszyscy pukali się w czoło (zresztą, słusznie). Ja byłem pewien, że to zadziała, a tu nic… – worek z pokrowcami do tej pory leży w domu u rodziców, jest symbolem moich genialnych pomysłów. Gdy przyjeżdżam do rodziców i dziele się swoją kolejną ideą biznesową, zawsze mówią: „żeby nie skończyło się jak z pokrowcami”.  Może ktoś z was chciałby kupić chociaż jeden?

Byłem murarzem…

Gdy już byłem starszy, znalazłem dodatkową profesję. Zasuwałem na budowie. Standardowo – od kopania fundamentów po ocieplanie. Budowlańcem dobrym nie byłem, w zasadzie mam do tego dwie lewe ręce, a wiertarki od dziecka się boje,  ale budynki, w których mam swój udział, nadal dobrze się trzymają. Ta praca też dała mi w kość. W zasadzie każde wakacje spędzałem na budowie i przy pszczołach.

Byłem właścicielem portalu informacyjnego…

W drugiej klasie gimnazjum wymyśliłem, że założę portal informacyjny o moim mieście. Tak też się stało – postawiliśmy go z kolegami, mając wizję zmiany lokalnego rynku prasy. Należy pamiętać, że to były czasy, gdy z Internetu korzystało się przez modem. Namówiłem kilka osób do pomocy i zaczęliśmy.

Po 3 tygodniach zwijaliśmy manatki, bo okazało się, że jeden z „redaktorów” podkradał artykuły od konkurencji. A ja zapieprzałem na drugi koniec miasta, żeby zrobić zdjęcie remontu drogi. I jeszcze do tego wszystkiego musiałem wymyślić jakąś ciekawą historię…

Byłem kierowcą….

Później przyszły bardziej poważniejsze zadania. Tuż przed maturą odebrałem swoje prawo jazdy i nająłem się jako kierowca samochodów. W każdy weekend zasuwałem autem na giełdy i próbowałem go sprzedać. Za jeden kurs dostawałem 40 zł. Wyobrażacie sobie? 40 zł za to, że trzeba wstać o 1.00 w nocy, o 2.00 jechać na giełdę i wrócić koło 14.00 do domu? To też dało mi mocno po dupie.

Byłem sprzątaczką…

Michał Maj – idealna pani domu. Gdy przyjechałem do Krakowa, szukałem jakiejś roboty. Trafiła się fajna fucha – musiałem uprzątnąć piwnice, a później katalogować tam faktury jednej z firm. Nic wielkiego, ale ciekawy epizod w życiu.

Byłem kelnerem….

…Całe 2 tygodnie. Dłużej zajęło mi wyrobienie książeczki sanepidowskiej. Totalnie nie nadawałem się do tej roboty. Jak ty chcesz być kelnerem, skoro zupy pomidorowej do stołu nie potrafisz donieść i zawsze wylewasz? – mówiła moja mama. Miała rację.

Co tam talerz z zupą… Najgorzej było, gdy niosłem na tacy 3 latte, sernik i szarlotkę. Przysięgam wam, że pot lał się z czoła, a serce biło jak szalone. Raz wylałem kawę na klienta, innym razem potłukłem szklanki…Po dwóch tygodniach postanowiłem odpuścić, bo pojawiła się lepsza opcja pracy: grafika komputerowa. I całe szczęście, bo wykończyłbym się psychicznie. W żadnej innej robocie się tak nie stresowałem.

Byłem człowiekiem od ryb…

Pisałem już o tym kiedyś. Pojechałem na Alaskę patroszyć łososie. Najlepsza szkoła życia – praca po 16 godzin na dobę, w zimnie i deszczu. Pomyśleć, że ryby, przy których pracowałem, później ktoś jadł w Japonii i zachwycał się ich smakiem. Mimo trudów pracy w głowie pozostało wiele pięknych chwil. Chciałbym spróbować tak jeszcze raz.

 

Byłem malarzem…

Wracałem kiedyś z Ostrowca do Krakowa i gdzieś pod Jędrzejowem wymyśliłem, że pojadę do USA. Konkretnie: Kalifornia albo okolice Nowego Jorku. Dotarłem do mieszkania, wysłałem jednego maila i dnia następnego zacząłem załatwiać formalności. Praca znalazła się szybko – byłem malarzem. 3 miesiące biegałem po drabinach z pędzlem i farbą. Znów lekko nie było, ale pracowałem ze wspaniałymi ludźmi. To był piękny czas. I też kiedyś chciałbym to powtórzyć. W nagrodę za to zafundowałem sobie tripa po całym wschodnim wybrzeżu USA.

To tylko część moich genialnych pomysłów. Każdy z nich miał mi przynieść szybki i łatwy zysk. W portfelu ciągle pustki, miliona dolarów na koncie brak, a mimo to warto było te wszystkie rzeczy robić. Bez względu na to, co robiłem – czy sprzątałem czy malowałem domy – wkładałem w to całe serce i starałem się robić jak najlepiej. Pozostało mi to do tej pory.

Żaden z pomysłów na dobrą sprawę nie udał się w stu procentach, ale każdy czegoś nauczył. Nawet te pokrowce pokazują, że nie wszystko kończy się sukcesem. Nie zawsze się wygrywa i nawet największy, 14-letni rekin biznesu musi przełknąć gorycz porażki.

Od 2 lat wdrażam swój kolejny, wielki pomysł. Tym razem wypali.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Nieźle… To pokazuje, że po prostu trzeba szukać swojego miejsca w życiu a w końcu coś się trafi :) Ja zacząłem od pracy jako elektryk, nie nadawałem się. Potem były próby w sklepie komputerowym.. Za mala wiedza, żeby opchnąć coś. W między czasie jeździłem na różne roboty z tatą, kucie w ścianach, gipsowanie, kabelki (tata elektryk :)) , dorabiałem tak sobie, ale to jednak nie to. Poszedłęm do szkoły informatycznej, ale okazuje się, ze nie interesuje mnie to tak, jakbym chciał. Jednak robię formaty niektórym i jakas kasa za to jest :) Następnie pracowałem na ochronie, prawie pół roku.. Praca nudna jak cholera, zlecenie, 12 stki. Ale kasy zarobiłem :) Teraz jestem na stażu, w magazynie, też kaszana, mam już dośc, ludzie do kitu, a to bardzo ważne… I.. za miesiąc wyjeżdżam z kraju do Holandii pracować w fabryce słodyczy :D To usamodzielnienie i nowe zycie, a także szkoła przetrwania, bo wszystko nowe, czuję.. że własnie będzie punktem kulminacyjnym mojego życia :) Co do Twego projektu, dasz rade, życzę powodzenia!

    • MichalMaj

      Nie zjedz za dużo tych słodyczy :D też bogate doświadczenie widzę ;) 

      • Ostatnio zrobiłem doświadczenie przez miesiąc bez jedzenia żadnych słodyczy. W sumie po około 20 dniach wymiękłem, ale teraz wiem, że mogę jeść normalnie, raz np na tydzień coś słodkiego i starczy ;)

        Najważniejsze swoją drogą co pokazuje ten news to to, że mimo, iż tak wiele Ci teraz wychodzi w życiu, spełniasz marzenia, masz pasje, itd itp, nie oznacza, że od zawsze musiałeś być we wszystkim dobry. Bardzo ważne jest to wiedzieć. Tu się nie uda, tam się nie uda, za to jeszcze gdzie indziej będzie sukces :)

  • Andrzej

    bardzo dużo doświadczenie można zdobyć w ‚pracach wakacyjnych’, mam na myśli kontakt z ludźmi + docenienie wartości pieniędzy, często ciężko zarobionych. Ja osobiście największy hardcore miałem w betoniarni (sztablowanie bloczków na pletach) i w piekarni jako pomocnik cukiernika 12h dziennie za 3,5 zł/h (niezły wyzysk małolatów) :D

  • ostrestarcie Gazeta.pl

    szukajcie a znajdziecie! gratulacje dla rodziców!

  • Patrycja Kowalska

    Chętnie kupie jeden pokrowiec. ;)) W końcu trzeba wspierać młodych, przedsiębiorczych;D

    • MichalMaj

      Patrycja – ale to są pokrowce bezużyteczne, na motorolę z antenką :D mają jedynie wymiar symboliczny ;) 

      • Patrycja Kowalska

        No domyślam się, że na smartfona to to raczej pasować nie będzie… nie te czasy.;D Ale mam jeden zabytkowy telefon! Może by się coś znalazło;d A tak poważnie to całkiem niezły z Ciebie człowiek od biznesu był;D Jak sobie o swoich dokonaniach przypomnę typu jazda traktorem i inne wiejskie dokonania to aż mi się mordka cieszy. Fajnie, że dzięki Tobie można przypomnieć sobie swoje „wielkie” dokonania.

  • Artur

     Pochwal się tym pomysłem, który wdrażasz od dwóch lat!

    • MichalMaj

      Nic nadzwyczajnego. Moja firma ;) O tym będzie kiedyś osobny wpis 

  • ewa

    haha… nieźle :-). Niezależnie od tego, czy i do jakiego stopnia się coś udało – zawsze to jakieś doświadczenie i „szkoła życia”… poza tym dziewczynom (mówię za siebie, ale wydaje mi się, że tak t działa ;)) imponuje bardziej facet z takim doświadczeniem, które pokazuje kreatywność, determinację i odpowiedzialność (i jeszcze parę innych rzeczy), niż koleś z super furą od rodziców ;) 

    Powodzenia z aktualnym pomysłem! ;)

    • M. Leśniewska

      Szkoda, że nie działa to w drugą stronę- kiedy opowiadałam (kilkakrotnie, już wiem, że raczej lepiej to sobie darować) o moich mniej lub bardziej absurdalnych pracach dorywczych raczej spotykam się z dziwnymi spojrzeniami niż jakimkolwiek entuzjazmem ze strony płci przeciwnej.
      Niemniej „człowiek od ryb”, Alaska- to faktycznie imponuje. Przynajmniej mi. ;)

      • MichalMaj

        No nie wierze, nie wierze :) świat staje na głowie – moje patroszenie ryb na śmierdzącej hali komuś imponuje! ;) 

        Btw. To działa w dwie strony. działa, działa tylko to trzeba zrozumieć

    • MichalMaj

      Tak się tylko mówi, a przychodzi co do czego, to samochód wygrywa. Ja mam rower ;) 

      • Rafał

        Ludzie są po prostu wygodni:) Większość kobiet zapewni, że facet z taką mnogością doświadczeń jak Ty jest intrygujący ale kiedy pojawi się inny „ustawiony” bez wahania wybierze tego z którym będzie jej wygodniej. To nie świadczy o wyrachowaniu kobiet a jedynie o zdroworozsądkowym podejściu, więc w nasze gestii rozwój samego siebie.
        P.S Maju gratuluje determinacji, dzięki za super bloga:)

      • ewa

        >>  M. Leśniewska – jeśli coś takiego spotyka się z brakiem entuzjazmu lub dziwnymi spojrzeniami, to może ta znajomość po prostu powinna pozostać na poziomie znajomości, jakich wiele i tyle ;)

        >> Michał: hm… wiesz, generalnie „brudne” prace są…”hot”? ;) to ma zapewne bardzo proste psychologiczno-antropologiczne uzasadnienie ;). I tak, działa w dwie strony. Oczywiście będą laski, które wolą co innego, będą i faceci, którzy od dziewczyny w trekach na górskim szlaku wolą niunię popylającą na 12cm obcasie ;)… mocno generalizuję teraz oczywiście, bo zdarza mi się założyć szpilki i fajnie się w nich czuję, ale wiemy o co chodzi. Haha.. samochód… wiadomo :D ;)

        • MichalMaj

          Zaczęliśmy ciekawą dyskusję. Ja to widzę tak – Kiedyś mężczyzna szedł do lasu polować na niedźwiedzie. wracał z mięsem do wioski i był bohaterem. Kobiety siedziały w wiosce i pilnowały ogniska domowego. Dziś nie polujemy już na zwierzęta, ale polujemy na …pieniądze i dla niektórych osób to gwarancja bezpieczeństwa. 

          Kobieta poszukuje bezpieczeństwa – dla jednych bezpieczeństwem jest zaradność, chęć do poświęceń, determinacja i odpowiedzialność. Inne widzą bezpieczeństwo w muskulaturze i sile fizycznej, a jeszcze inne widzą bezpieczeństwo w samochodzie, portfelu i drogim zegarku. 

          tylko oczywiście w takich rozmowach trzeba zachować zdrowy rozsądek i nie można generalizować :)  

          • ewa

            w pieniądzach nie ma nic złego. pytanie, na którym miejscu je stawiamy. poza tym, nawet zakładając, że to właśnie na pieniądze polujemy ;) – jest różnica w tym, czy są to pieniądze samodzielnie zarobione (patrz – Ty i Twoje ryby ;)), czy coś co przyjmujemy za „granted” i uważamy, że nam się należy (np. od Rodziców). 
            Nawet jeżeli mężczyzna ma ten samochód, wypchany portfel i drogi zegarek, to jeśli nie posiada przy tym paru innych cech, to te rzeczy nie dadzą poczucia bezpieczeństwa, jeśli zakładamy, że to o to chodzimy. Może fikcyjne poczucie bezpieczeństwa na jakiś czas. Może. Ale jeśli za tym nie stoją inne rzeczy, to to będzie bujanie się w jakimś wyimaginowanym świecie. 

          • ewa

            p.s. nie chcę tutaj przenosić dyskusji z innych stron/blogów, podaję poniższe linki jako ciekawostkę; dyskusja na temat ról kobiecych i męskich i wzajemnych oczekiwań była ostatnio znów burzliwa w internetach ;)

            http://mojatrawa.wordpress.com/2012/11/21/jestsequel-pl/
            http://jestkultura.pl/2012/wstyd-mi-za-wspolczesne-podrobki-facetow/

            jako ciekawostka ;)

          • MichalMaj

            Zdecydowanie masz rację. No i tez nie możemy podchodzić do tego w taki sposób, że pieniądze to zło itp. Posiadanie dobrego samochodu, zegarka itp. to normalna rzecz. Wiele osób podchodzi do tego źle, bo przesadza w drugą stronę, mając złe przekonania o pieniądzach i bogatych. Do wszystkiego trzeba mieć dystans i zdrowy rozsądek. 

        • M. Leśniewska

          Ewo, jak na razie poza najbliższymi znajomymi wszyscy osobnicy płci męskiej byli raczej negatywnie zdziwieni (z naciskiem na dwudziestoparolatków), więc raczej daruje sobie „szpanowanie” życiowymi doświadczeniami. Z resztą Tucholski na JestKultura dobrze to podsumował.
          Ewa, poza tym można być i dziewczyną w trekach na górskim szlaku i kobietą popylającą na 12cm obcasach, jedno drugiemu nie przeszkadza (jedno i drugie kończy się zakwasami :P). ale nie ma się co oszukiwać- role mężczyzny i kobiety są uwarunkowane kulturowo. Bo to że facet potrafi sobie ugotować nie znaczy, że nie będzie mu miło (i kobiecie, która posiłek przygotuje) jeśli wróci do pachnącego domu obiadem. I to że kobieta jest w stanie wnieść walizkę na pierwsze piętro nie znaczy, że nie będzie jej miło (i mężczyźnie, który jej pomoże) jeśli ktoś zrobi to za nią. Nie chodzi tu o zaradność życiową, która jest potrzebna niezależnie od płci, tylko o poczucie hmm (nie mam pomysłu na zwrot, który nie zabrzmiał by zbyt przesadnie)… Tożsamości, roli w społeczeństwie.

          • ewa

            nie wiem, czy ja to źle zrozumiałam (tak to bywa z dyskusjami w internecie)… ale Twój komentarz brzmi jak polemika ze mną – a ja się z Tobą zgadzam :-) Tzn. z drugim, większym akapitem :) i z wpisem Tucholskiego :) Dobrze, jeśli kobieta potrafi sama np. naprawić kran, ale to nie znaczy, że ma wałkiem odganiać mężczyznę, który może to zrobić, jeśli akurat jest w domu :) itd.

            co do pierwszego akapitu – po pierwsze, żadne to „szpanowanie”, tylko ciekawość drugiego człowieka i tego, co go ukształtowało itd…. po prostu. bez większej ideologii. No ale widocznie po prostu mamy inne doświadczenie w tej kwestii, takie życie :)
            Pozdrawiam!

          • M. Leśniewska

            Reasumując po pierwsze warto sobie w życiu radzić niezależnie od płci (co nie znaczy, że zawsze trzeba z tej zaradności korzystać). I po drugie patroszenie ryb jest „hot”, bo sprawia wrażenie, że facet jest zaradny ;), nawet jeśli nie jest to najprzydatniejsza umiejętność w dzisiejszych czasach.

          • MichalMaj

            Nic dodać, nic ująć :) 

          • Czarodziej

            A mnie własnie krecą tylko takie dziewczyny, jak szalone, z masą doświadczeń przy ktorych życie staje sie wielką przygodą…  podswiadomie „taka kobieta jest zaradna życiowo”, tak dalej aktywne dziewczyny są najlepsze :) pozdrawiam z moego raju na ktory sobie zapracowałem :) 

  • monika piwowarek

    Zawsze jak otwieram Twoja strone i cos czytam to czje sie pozytywnie nastawiona do nadchodzacego dnia . Ciesze sie ze na Ciebie natrafilam zupelnym przypadkiem , jestes super . Jeszcze pomyslec ze masz dopiero 24 l. swiat stoi otworem przed Toba  , gartuluje Twim rodzicom ..

  • ania_duszek

    A ja z innej beczki, uroczyście ogłaszam, że idę dziś (pierwszy raz od daaaawna) biegać, a że na to wpływ miał również Twój blog, więc piszę Ci o tym, Michał ;) Cieszysz się? Ja bardzo, czekam już na 19, czekają już buty, czeka ciało i umysł :) Myślę, że zmotywowałeś do wielu rzeczy wielu ludzi i może to dla Ciebie codzienność, komentarz jak mój, ale dla mnie świadomość, że ktoś tam sobie dziś coś zacznie, że coś go cieszy dzięki mnie byłaby niesamowicie budująca, może też nie straciłeś tego uczucia, zatem piszę – ahoj! 

    • MichalMaj

      Nawet nie wiesz jak coś takiego cieszy :) Powodzenia! 

  • Mój największy hardcore jeśli chodzi o pracę to monter szklanych fasad na szóstym piętrze wieży widokowej. To wiszenie na rusztowaniu, przygnieciony szybą ważącą dwa razy więcej ode mnie, a delikatną jak porcelanowy kubek… to było to :D
    Do tego jeszcze któregoś dnia taka szyba rozcięła mi dłoń i musiałem przez kilka godzin pracować z opatrunkiem na ręce. Dobre doświadczenie. Nie żałuje ;)

  • Kacper

    Świetny wpis! :) Ale brakuje mi rozwinięcia historii kelnera :P :D

    • MichalMaj

      a co chciałbyś jeszcze wiedzieć? :) 

  • Dobry post! Czytając go przypomniały mi się moje wszystkie genialne pomysły i złote interesy, a też trochę ich było :) 

  • Tomasz Jański

    Wydaje mi się że doświadczenie i wiedza zdobyta w Twoich ‚biznesach’ oraz podróże na które zarabiałeś są o wiele cenniejsze niż milion $. Niektórzy ludzie mają wystarczająco dużo kasy a i tak siedzą w domu a jak już wyjeżdżają to na pseudo turystyczną wycieczkę z której nie przywożą prawdziwych doświadczeń.

  • Diennen

    Wow, wow, wow.. jestem pełna podziwu ;)

    Ja też swoje pierwsze pieniądze zarobiłam (właściwie to wciąż zarabiam, mam 14 lat ;) ) gdy miałam 11 lat i zaproponowałam dziadkowi sprzątanie jego mieszkanka, 20 zeta na miesiąc, ale zawsze jest na te drobne wydatki. Ostatnio proponuje również zmywanie naczyń, pracodawca się wciąż namyśla :P

    Na biznes tez miałam mnóstwo pomysłów, miedzy innymi sprzedawanie w szkole czekolady z koleżanka albo wykonywanie zabawek dla gryzoni (i tez sprzedawanie), ale nigdy do żadnego się nie wzięłam, wszystko zostało w sferze marzeń ;]

    co wakacje rozglądam się za roznoszeniem ulotek, ale nigdy nic z tego nie ma, nie chcą nieletnich :(

    Szczerze to bardzo podoba mi się takie łapanie się wszystkiego, zawsze się ma kolejne doświadczenie, coś do opowiedzenia, jakaś umiejętność. Świetny sposób na wakacje, np. podczas studiów. żadna praca nie hańbi, sama chętnie bym się za kilka lat najęła do patroszenie ryb xD

  • Panna Anna

    Niesamowite, myślałam, że jestem dziwakiem podejmując się różnych prac. Widzę, że takich pozytywnych wariatów jest więcej :) Więc z wykształcenia jestem ekonomistą a pracowałam jako: ochroniarz, pracownik w firmie telekomunikacyjnej, byłam kadrową aby na końcu wylądować jako florysta. I chyba przy tym ostatnim zajęciu zostanę, spodobało mi się i czuję, że jestem w tym dobra. Jednak nie nie poprzestaję na tym i ciągle uczę się zawodu od najlepszych, na kursach. Chciałabym otworzyć własny biznes, ale to na razie są plany niesprecyzowane. Szukam natchnienia i..chyba znajduję je na Twoim blogu Michale!
    Pozdrawiam serdecznie!

    • MichalMaj

      Bo takie wykonywanie różnych, dziwnych prac bardzo uczy i rozwija ;) Powodzenia!

  • Pingback: Jeden nawyk, który zmienił moje życie - Życie Jest Piękne()

Przeczytaj poprzedni wpis:
Tripowe slajdowisko w Krakowie [Fotorelacja]