Wyjazd „za 5 zł”: trip lwowsko-bieszczadzki

Na nogach mam jeszcze ślady po ukąszeniach bieszczadzkich komarów, z portfela nie zdążyłem wyjąć ukraińskich hrywien, a w głowie tłucze się masa przemyśleń z wyjazdu. Na dzień dobry postanowiłem więc spontanicznie podzielić się na gorąco powyjazdowymi wrażeniami.

Dlaczego wyjazd za 5 zł?

Jak widzicie w tytule tego wpisu, był to wyjazd „za 5 zł”. Na początku roku postanowiłem odkładać do specjalnego naczynka każdą 5-złotową monetę, która do mnie trafi. Obiecałem sobie, że gdy uzbieram całe naczynko, to wydam te pieniądze na jakąś ciekawą podróż.

Nie mogę powiedzieć, że odkładałem naprawdę każdą monetę, kilka razy zdarzyło mi się naruszyć zasadę. Pewnego razu nie miałem więcej drobnych, a musiałem kupić bilet w automacie, kiedy indziej barman nie miał wydać i musiałem rzucić piątaka – takie życie, ale generalnie kupka pięciozłotówek wciąż rosła. Uzbierało się prawie 600 zł, a to już konkret kasa, z którą można podróżniczo zaszaleć. Polecam Wam ten system oszczędzania, daje naprawdę dużo frajdy.

monety

1. Podróże samochodem są super

Jak wiecie, pochwalam jazdę stopem, ale odkąd mam samochód, zacząłem czerpać ogromną przyjemność z podróży autem. Jadąc stopem, wiele miejsc pomijałem. Oczywiście, działy się magiczne rzeczy i nadal autostop jest mi bliski, ale podróżowanie własnym samochodem także bardzo sobie cenię.

Wyjazd do Lwowa był tym bardziej udany, że stare volvo dało radę. Musicie wiedzieć, że mój samochód ma ponad 20 lat i kilka tygodni temu postawiłem na nim krzyżyk. Po kolejnej awarii myślałem, że już nie uda się go postawić na koła. Bardzo pomógł mi mój tata – i volvo znów jeździ. W dodatku świetnie dawał sobie radę w trasie.

2. Lwów jest miastem z duszą

Ze Lwowem miałem pewien problem. Otóż byłem w tym mieście kilka lat temu, ale były to czasy „twardego studiowania”. Pojechaliśmy tam ze znajomymi na sylwestra i jakoś tak się złożyło, że mniej zwiedzałem, a więcej się integrowałem… Miałem nawet przez to małe wyrzuty sumienia, dlatego wiedziałem, że prędzej czy później do Lwowa wrócę.

Miasto jest genialne. Wąskie uliczki i odrapane kamienice nadają mu niepowtarzalny klimat. Do tego co chwila można natrafić na różnego rodzaju nietypowe atrakcje. Wyobraźcie sobie np. podwórko, gdzie wszędzie porozwieszane są maskotki i inne zabawki. Albo aptekę, która normalnie działa, jest czynna, a na jej zapleczu znajduje się świetne muzeum. Właśnie takie smaczki sprawiły, że Lwów zrobił na mnie wrażenie.

Zaprawdę powiadam Wam – jedźcie do Lwowa. Lepszej okazji nie będzie, a przy obecnym kursie hrywny – wyjdzie bardzo tanio.

lwow

3. Lwowskie knajpy to coś niesamowitego

O lwowskich barach i restauracjach słyszałem już wcześniej. Takich barów nie ma nigdzie na świecie! Wyobraźcie sobie, że wchodzicie na klatkę schodową i widzicie drzwi.

Pukacie…Otwiera Wam staruszek i zaprasza do małej, ciemnej kuchni. Następnie wskazuje zasłonę po prawej stronie. Odsuwacie ją, a tam bar. Takich perełek jest więcej. We Lwowie można chodzić od knajpy do knajpy i ciągle być zaskakiwanym :)

lwow_knajpy

4. Bieszczady – coś, czego potrzebuję

Po Ukrainie pojechaliśmy w Bieszczady – moje ulubione miejsce w Polsce – bo to przecież rzut beretem. Nawet moherowy doleci. Od jakiegoś czasu mam dziwną potrzebę przebywania na łonie natury. Cieszy mnie każda chwila spędzona gdzieś na łące, w lesie czy w górach. Zacząłem nawet bardziej świadomie oddychać świeżym powietrzem, żeby „nachapać się na zapas”.

Bieszczady dały mi to, czego potrzebowałem. Biegałem sobie przez 2 dni na boso po zielonej łące i patrzyłem w słońce. Poszedłem szukać wiatru w polu i zrywać kwiatki. No wiem, brzmi to dziwnie, ale stałem się jakiś taki bardziej wrażliwy na piękno przyrody : )

bieszczady02 bieszczady01

5. Powrót pasji fotografowania

Kiedyś lubiłem robić zdjęcia – a potem nagle coś się stało. Nie chciało mi się sięgać po aparat i robiłem to sporadycznie. Nie wspominam już o tym, żeby później siąść i obrobić zrobione fotki.

Na szczęście mam to już za sobą. Pasja do focenia wróciła, to już kolejny wyjazd, podczas którego przykładałem się do robienia zdjęć. Wkrótce opowiem o tym więcej, bo znalazłem powody mojej blokady – i są one bardzo nietypowe.

Podsumowując, na wyjeździe spędziliśmy tydzień. Nie powędrowaliśmy daleko, a mimo wszystko przeżyliśmy bardzo dużo. Wróciłem nakręcony i wszystko chce mi się robić.

Byliście we Lwowie? Co myślicie o tym mieście?

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Zuza

    Dzięki przeczytaniu kiedyś o Twojej metodzie oszczędzania- zbierania monet pięciozłotowych- też postanowiłam spróbować i… Lecę do Walencji na 3 dni w listopadzie :-) Bilety już kupione (bardzo tanio), a w słoiczku uzbierało się tyle, że powinno mi starczyć na cały wyjazd.
    A jaka radość :)

    Dziękuję za inspirację! :-)

  • Oliwia

    Wybieram się w taką samą trasę we wrześniu! Pierwszy raz w Bieszczady z drugiego końca Polski, dlatego jeśli masz chwilę daj znać jakie są twoje „must see” :D

    • Będzie o tym artykuł za 1-2 tygodnie. Przy czym mam do Bieszczadów dziwne podejście. Według mnie ciężko stworzyć listę „must see”. Za to będzie lista „must feel” :)

      • Prałat

        Maju, to podejście w ogóle nie jest dziwne ;)

      • b.

        to może tak raczej za 1 tydzień, bo może mi się przydać również.

        PS. Słoik już stoi na półce i czeka na piątaki, fajny pomysł.

  • KK

    byliśmy i mamy niedosyt. Katedra ormiańska zobiła na nas piorunujące wrażenie, wnętrze opery tez niczego sobie. Wielokulturowość rzuca się w oczy.

    pozdrawiamy http://www.trzywloczykije.blogspot.com

    Tam nieco więcej o lwowskich klimatach

    • A Mi się katedra ormiańska jakoś nie spodobała, ale być może dlatego, że jest obecnie w remoncie :)

  • Joanna Suchomska

    Żałuję, że nie przeczytałam o Twojej pięciozłotówkowej metodzie przed wakacjami, bo jest super! Zaczynam czym prędzej :D

  • W tym roku już nie damy rady, ale może wiosną uda nam się wrócić w Bieszczady. Odkąd się tam pojawiliśmy w listopadzie zeszłego roku (w ramach wejścia na szczyt z kompletowanej KGP – Tarnicę), jesteśmy w tych górach zakochani. Nie kłamał ten, kto kiedyś powiedział, że w Bieszczady jedzie się raz, a potem się tylko wraca.
    Lwów też byśmy przy okazji zobaczyli, bo nie byliśmy, a bardzo nas tam ciągnie. :)

  • Pingback: Jak działem się w 2016r.? - Życie jest piękne()

Przeczytaj poprzedni wpis:
Same Dobre Rzeczy #23 – Podsumowanie miesiąca