10 zasad, którymi kieruję się w życiu

Naszło mnie dziś na refleksje filozoficzne. Do tego pojawiła się wyjątkowa wena na pisanie. Usiadłem więc i stworzyłem ten tekst. Zasady, którymi kieruje się w życiu.

Ostatnio zastanawiałem się właśnie nad zasadami, którymi kieruję się w życiu. Jest ich wiele, a nigdy ich nie spisałem. Myślę, że posiadanie takiego „kodeksu” to świetny sposób na uporządkowanie swoich emocji, a także poprawę naturalnej pewności siebie. Są to zasady i prawa, które staram się stosować w życiu.

Możecie mieć wrażenie, że ten wpis jest trochę coachingowy… bo w sumie trochę taki jest. Swoją drogą, trochę mi smutno, że coaching ma obecnie w Polsce taką opinię (na którą sobie zasłużył). Ludzie postrzegają go przez pryzmat pajaca na scenie, który manipuluje ludźmi za worek dolarów, a przecież może to mieć całkowicie inny wydźwięk. Dla mnie coaching to rozmowa z samym sobą, zadawanie sobie pytań i szukanie na nie odpowiedzi w głębi serca. Często rozmyślam podczas biegania, jazdy autobusem lub pociągiem.

  1. Sinusoida życia

Życie jest trochę jak surfing: raz jesteś na fali, a raz na nią czekasz. Zdarzają się okresy, gdy idę jak burza i moje życie to ciąg nieprzerwanych sukcesów. Z czasem jednak fala się kończy i trzeba mocniej machać rękami, żeby znów wyjść w morze i łapać kolejne fale.

Z łatwością dostrzegamy sukcesy innych, rzadko jednak widzimy ich gorszy czas i ciężką pracę. Nie zauważamy drogi do osiągania sukcesu i tej drugiej strony, którą zna jedynie ta osoba. Ja nauczyłem się już akceptować te gorsze okresy. Nabrałem pokory i pracuję w swoim tempie, bo wiem, że za chwilę znów złapię falę i znów będzie dobrze.

Sinusoidę życia można zauważyć w wielu aspektach – zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. W pracy raz jest lepiej, raz gorzej. W związku podobnie – czasem jest super kolorowo i romantycznie, a potem zdarzają się jakieś kłótnie czy problemy. Trzeba umieć to zaakceptować i radzić sobie także w tym trudniejszym okresie.

Surfing w Puerto Escondido

  1. Dobra karma

Banał, ale nie mogę tego pominąć. Nie chodzi mi dokładnie o karmę, którą znamy np. z buddyzmu, choć zasady są podobne. Wierzę po prostu, że dobrzy ludzie mają dobrze. Myślę, że nie ma tu czarów i nie jest to żadna magiczna metoda, lecz zwykła psychologia. Myśląc, mówiąc lub czyniąc złe rzeczy (np. dla korzyści finansowych albo żeby komuś dopiec), zatruwasz swój umysł.

Wszyscy pamiętamy o tym, żeby zdrowo się odżywiać, uprawiać sport i dbać o swoje ciało, ale zapominamy o dbaniu o nasz umysł. Staram się więc pilnować także „higieny umysłu” – nie zatruwać swojego organizmu złymi emocjami. Staram się żyć w dobrych relacjach z ludźmi, których mam wokół. Nie angażuję się w spory, które mnie nie dotyczą, nie pozwalam na jakieś niedomówienia czy nieczyste relacje. Staram się nie myśleć źle o innych, nie oceniać ich.

Dla przykładu: gdy oceniasz innych (np. pod względem wyglądu), to sprawiasz, że sam wierzysz, że też jesteś zawsze oceniany. W efekcie, gdy zaczniesz się tym przejmować, od razu wpływasz negatywnie na swoją pewność siebie i nakręcasz koło, które działa przeciwko Tobie.

Czy jestem pod tym względem nieskazitelnie czysty? Na pewno nie. W pewnym momencie zaczyna gromadzić się we mnie złość i zmęczenie – zawsze wtedy staram się wyjechać w jakąś podróż, odpocząć od codzienności i znów za nią zatęsknić. Z takich podróży wracam jak nowo narodzony. Czasem pomagają mi także chwile „z samym sobą”. Niektórzy ludzie boją się samotności, a ja lubię czasem pobyć sam – obejrzeć jakiś serial, poczytać książkę lub pójść pobiegać i być tylko z własnymi myślami. I choć jestem raczej towarzyski, to takie chwile samotności pozwalają mi nabrać dystansu.

  1. Bycie długodystansowcem

O tej zasadzie już kiedyś pisałem. Moja mocna strona to wytrwałość. Cokolwiek robię, mam świadomość, że na prawdziwe efekty trzeba poczekać.

Nie osiągam szybkich i spektakularnych sukcesów. Wszystkie efekty moich działań wymagają czasu i pracy. Kiedyś bardzo mnie to złościło, a teraz rozumiem, że od szybkich zrywów lepszy jest miarowy rozwój. Staram się więc budować sukces na solidnych fundamentach, a nie na szybkich, jednorazowych strzałach.

USA, Floryda

  1. Wygłaszanie prawd

Podziwiam ludzi, którzy potrafią wygłaszać pewne prawdy. Bo odkąd mamy telewizję i Internet, każdy jest ekspertem w każdej dziedzinie. Podziwiam takie osoby za ich pewność siebie i pewność swoich poglądów na temat: islamu, uchodźców, wprowadzenia euro, Unii Europejskiej, in vitro, aborcji, eutanazji… Jeszcze bardziej podziwiam, że trzymają się tych swoich poglądów z taką wytrwałością, że nie boją się udostępniać na Facebooku krzykliwych postów bez sprawdzenia, czy dana informacja w ogóle jest prawdziwa.

I choć na wiele tematów mam własne zdanie, to nie mam potrzeby głośno go manifestować. Chętnie porozmawiam o takich sprawach w wąskim gronie, ale bardzo rzadko wrzucę coś na Facebooka. Dlaczego? Dlatego, że za wrzucony na Facebooka post (nawet na prywatnej tablicy) biorę odpowiedzialność, a w erze dezinformacji sam nie mam pewności, co jest prawdą, a co kłamstwem. Internet dał nam wolność i zawsze miałem nadzieję, że dzięki temu informacje będą bardziej rzetelne. Wierzyłem, że Internet da większe szanse młodym dziennikarzom/publicystom na zaistnienie i pokazanie solidnej pracy.

Co mamy zamiast tego? Wyścig newsów. Kto pierwszy wrzuci artykuł z szokującym i klikalnym tytułem – do tego zazwyczaj z treścią bez pokrycia. Nie wiem, komu wierzyć, dlatego coraz częściej zamiast wykrzykników stawiam znaki zapytania.

  1. Uczciwość w stosunku do siebie i innych

Zasłyszałem kiedyś cytat Władysława Bartoszewskiego, który stał się moim wyznacznikiem w kwestii uczciwości: „Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto”.

Cokolwiek robię, staram się być uczciwy. Wielokrotnie widziałem drogi na skróty, które były kuszące – mogły przynieść więcej pieniędzy i sukcesów. Nie zdecydowałem się na nie, bo wiedziałem, że na końcu okażą się one złym wyborem. Cytowaną wyżej zasadę staram się stosować w wielu dziedzinach życia: w biznesie, blogowaniu czy w relacjach z ludźmi. Trochę się to łączy z karmą i byciem długodystansowcem. Chcę wzbudzać zaufanie. Chcę, żeby ludzie doceniali moją solidność i uczciwość. Michał Szafrański podczas jednej z prezentacji uknuł kiedyś hasło, że zaufanie to waluta XXI wieku. Wierzę w to mocno i myślę, że na końcu okaże się, że to był bardzo dobry wybór.

Tym bardziej nie pojmuję nowoczesnego marketingu (przykład: marka Reserved i historia z szukaniem Wojtka, którą żył niedawno Internet). Firma oszukała internautów tylko po to, żeby nazbierać więcej klików. Co po kliknięciach, skoro masa ludzi jest zdenerwowana? Jak można budować długofalową relację z klientami, opierając ją na kłamstwie? Ja porównałbym to do sytuacji, gdy otwierasz w domu zamrażalnik, a tam pojemnik Twoich ulubionych lodów. Podnosisz pokrywkę, a tam koperek mamy. Niby nic się wielkiego nie stało, ale niesmak pozostał : )

Selfie z Turcji

  1. Prawo do popełniania błędów

W większości powyższych punktów stosowałem takie wyrażenia jak: „staram się”, „próbuję”, „wierzę”. Wszystko dlatego, że jestem tylko człowiekiem i też popełniam błędy. Zapewne w przeszłości zdarzały się sytuacje, w których komuś coś zawiniłem lub o kimś źle pomyślałem. Wszystko dlatego, że jestem zwykłym człowiekiem, który też czasem się myli i pod wpływem emocji zdarza mu się postąpić źle. Daję sobie więc prawo do popełniania błędów. Ale – co ważne – daję to prawo także innym ludziom, bo nikt nie jest idealny.

Przyzwolenie na popełnianie błędów wprowadziło mnie w bardzo dobry stan emocjonalny. Dzięki temu podejmuję odważniejsze decyzje, a także wyregulowała się moja pewność siebie. Doceniam swoją nieidealność.

  1. Intuicja

Bardzo często słucham swojej intuicji. Zwykle rozum podpowiada jedno, a serce drugie. Ten pierwszy jest rozsądny, a to drugie – emocjonalne. W takich chwilach warto zapytać o radę własną intuicję. To mieszanka naszego doświadczenia, rozsądku, kręgosłupa moralnego i wartości, którymi się kierujemy.

Nie wiem, jak to się dzieje, ale bardzo często intuicja podpowiada mi dobrze. Mam swój sposób na dogadywanie się z nią – idę biegać i rozmyślam o danej rzeczy. Bardzo często wracając z biegania, mam już w głowie gotowy plan działania.

  1. Żyję i daję żyć innym

Staram się wykorzystywać swoje życie najlepiej, jak potrafię. Ciężko pracuję, ale też odpoczywam w cudowny sposób. Próbuję nowych rzeczy i podróżuję. Bardzo to lubię, to dla mnie zawsze wartościowy czas. Żyję najlepiej, jak umiem, ale też daję żyć innym.

Nie każdy musi mieć taki światopogląd jak ja – nikt nie musi myśleć dokładnie w ten sam sposób. Każdy może postrzegać świat inaczej i mieć też inne potrzeby. Staram się więc nie wchodzić z buciorami w życie innych, nie przeszkadza mi to, jak się ubierają czy jaką mają orientację. Dbam też o to, żeby inni nie wtrącali się w moje życie. Gdzieś kiedyś zasłyszałem fajne słowa: „Wszyscy chcą Twojego szczęścia – nie daj sobie go odebrać”. Często ludzie – nawet najbliżsi – odbierają Ci to szczęście, bo myślą, że wiedzą lepiej, co jest dla Ciebie dobre. Unikam niedomówień, kłótni, „pokazu siły”, zażartych dyskusji. Szkoda mi na nie czasu i energii.

Turcja

  1. Wszystko, co się dzieje, jest potrzebne

Ten punkt nie jest łatwy. Wierzę jednak, że jesteśmy sumą różnych doświadczeń, które spotykają nas w życiu. Każdemu co jakiś czas przytrafiają się złe rzeczy. Niektóre są trudne do zaakceptowania, ale w dłuższej perspektywie zwykle okazuje się, że były potrzebne. Kończąc liceum, przeżywałem dramat, bo nie dostałem się na te studia, na które chciałem. Wydawało mi się, że to koniec świata. Poszedłem na studia płatne, z planem przeniesienia się na dzienne.  Dziś z perspektywy czasu widzę, że było to w jakiś sposób potrzebne. Dzięki temu od 1 roku studiów pracowałem i zarabiałem pieniądze, odbierając od życia drobne lekcje przedsiębiorczości. W efekcie, będąc na 3 roku studiów, założyłem firmę. Wtedy, co ciekawe przeniosłem się też na studia dzienne.

Oczywiście trudno przewidzieć, jak wyglądałoby moje życie teraz, gdyby ta sytuacja nie miała miejsca. Wierzę jednak, że musiałem przejść tę drogę, żeby być tu, gdzie jestem teraz.

ZOBACZ TAKŻE: Próbuj nowych rzeczy  
  1. Doceniam to, co mam

Mam ciepły kąt, w którym mogę żyć. Mam komputer i Internet. Stać mnie na to, żeby wypić kawę na mieście i zatankować samochód. Gdy wychodzę z bloku, nie latają nad moją głową bombowce i nie słyszę syreny ostrzegającej przed bombardowaniem. Może i mocno to przerysowuję, ale przecież nie wszyscy na świecie mają taki luksus. Ba, nie wiemy, czy nasza komfortowa sytuacja nie zmieni się w ciągu najbliższych kilku dni. Trochę się po świecie już najeździłem i duża część miejsc, nie jest tak dobra do życia jak Polska.

Staram się więc doceniać to, co mam i jak żyję. Każdego dnia jestem wdzięczny za to, gdzie się urodziłem i jakimi ludźmi się otaczam. Doceniam to, jaki mam mózg i umiejętności. Na koniec każdego dnia staram się znaleźć kilka pozytywnych rzeczy, które wydarzyły się w ciągu minionych 24 godzin. Nawet jeżeli są to sprawy błahe, to zawsze dają kopa. Warto być wdzięcznym.

A może też macie jakieś swoje wytyczne, którymi kierujecie się w życiu?

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Zdecydowanie podpisuję się pod 10 punktem, należy być wdzięcznym za to co mamy, bo przecież nie każdy ma tyle szczęścia co my. Dodałabym jeszcze optymalizację, która jest u mnie na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o zasady dnia codziennego i bycie dobrym człowiekiem, dobrym i uczynnym.

  • Chyba będę często wracać do tego wpisu:)
    Powoli staram się zaakceptować, że życie to sinusoida i nie zawsze będę na fali. Ciężka robota:)

  • Bardzo fajne punkty, bo nie czuć w nich presji. Nie chodzi w nich o to, by mieć więcej, szybciej i zawsze najlepiej. Trzeba iść do przodu, ale warto też pamiętać o balansie w życiu.

    • Dokładnie :) Jak było w kawałku Kaliber44:

      „Kształtowanie siebie i rozwijanie
      Zdążanie do doskonałości w granicach możliwości
      Posiadanie moralności i techniki
      Bo życie to nie tylko atak ale i uniki ”

      :)

  • Te wszystkie zasady wydają się przyziemne i dość banalne, a jednak wielu ludzi o nich zapomina. Zapomina o docenianiu swoich działań, o akceptacji błędòw i dbaniu o to, co nazwałeś higieną umysłu. A szkoda, warto czasem przypomnieć sobie te proste zasady, które mogą sprawić, że życie stanie się lepsze ;)
    A co do coachingu – napisałam niedawno teskt właśnie o tej społecznej innowacji (który pòki co mieszka jeszcze w szufladzie), w ktòrym wysnułam wniosek, że kołcze są tak postrzegane dlatego, że dają sobie takie samo prawo do udzielania porad jak psycholog po wieloletniej nauce i praktyce. Coach powinien psychologa uzupełniać, nie usiłować zdominować przez kolorowe (i cieniutkie!) książeczki o samozadowoleniu ;)

  • Dużo wartościowych punktów. Świetnie się czytało, ekstra!

  • Ay

    „Za wrzucony na Facebooka post (nawet na prywatnej tablicy) biorę
    odpowiedzialność, a w erze dezinformacji sam nie mam pewności, co jest
    prawdą, a co kłamstwem” – jedna z mądrzejszych rzeczy jakie ostatnio przeczytałam. :D
    Ale muszę zaprotestować przeciwko 9 punktowi. Dzieje się mnóstwo rzeczy, które nigdy nie powinny się zdarzyć. Natomiast nawet największe życiowe błędy i porażki można obrócić na swoją korzyść a nawet z bardzo złych wydarzeń może wyniknąć jakieś dobro. Ale ja nie wierzę, żeby cokolwiek „miało, musiało” się stać. Nie jesteśmy marionetkami.

  • Bardzo wartościowy wpis. Warto było przeczytać do końca i uświadomić sobie kilka nowych rzeczy, a także przypomnieć to, co już stosuje w swoim życiu.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Tak działem się w lipcu – podsumowanie miesiąca