Poczucie spełnienia

Nie jest to rzecz nowa i na pewno też się z tym spotkaliście nie raz. Motywacja, która daje taką czystą siłę, która pozwala góry przenosić – poczucie spełnienia.

Na pewno to znacie. Końcówka dnia, patrzysz wstecz i widzisz, że to był dobry dzień. Nie ma lepszej nagrody jak duma i wewnętrzne zadowolenie wieczorem, że dzień był taki dobry. Zacząłem to w ostatnim czasie doceniać i staram się działać tak, żeby każdego dnia przepełniała mnie radość z tego, co zrobiłem.

Zauważyłem, że jest to taka „czysta motywacja” wynikająca z wnętrza człowieka i dlatego taka skuteczna. Przez cały styczeń pracowałem na to, żeby ta duma była moim największym paliwem. Jak to paliwo tankować w siebie?

1. Początek dnia jest cholernie ważny

Zauważyłem, że bardzo istotne jest to, jak wygląda mój poranek. Jeżeli rozpocznę go w jakiś bezproduktywny sposób, coś mnie zdenerwuje albo jakoś „rozkleję się” czasowo z samego rana, to problem przeciąga się na resztę dnia. Zacząłem więc dbać o to, żeby te poranki były w miarę zorganizowane. Robię zawsze dobre śniadanie, które chcę zjeść jeszcze „poza pracą”, a tą zaczynać o ustalonej godzinie. Jak tutaj coś namieszam, to potem jest mi bardzo ciężko wejść w system pracy.

wieden

2. Nowa lista rzeczy do zrobienia

Codziennie przed snem tworzę sobie prostą listę rzeczy do zrobienia – spisuję zadania na kolejny dzień. Z czasem jednak pojawiły się pewne problemy: wyznaczałem sobie zbyt dużo zadań i często siedziałem do późna albo traciłem motywację, bo w pewnym momencie zdawałem sobie sprawę, że nie zrealizuję wszystkiego. Wprowadziłem więc kilka zmian.

Jak pracujesz, to pracuj, jak się opieprzasz, to się opieprzaj.

Po pierwsze, lista do zrobienia nie jest wiążąca. Czasem po prostu w ciągu dnia wypada coś pilnego i nie da się wszystkiego zrobić. Oceniam to właśnie wskaźnikiem poczucia spełnienia (teraz to wymyśliłem). Oceniam sobie moralnie, czy niezrealizowanie niektórych planów z dnia to wina tego, że wolałem leżeć do góry brzuchem czy jednak splot kilku wydarzeń sprawił, że po prostu nie dałem rady. Dodatkowo, zmniejszam liczbę zadań, bo naprawdę ostro przeginałem : )

3. Praca w skupieniu

To jest kolejne paliwo do „poczucia spełnienia”. Każdy po prostu czuje, czy pracuje, czy robi w bambuko samego siebie. Czasem faktycznie siedzimy w pełnym skupieniu i wykonujemy zadania, a innym razem po prostu sami się oszukujemy, że niby pracujemy, a tak naprawdę siedzimy na Wykopie i Facebooku. Jeżeli trafia mi się dzień, w którym nawalę ze skupieniem w czasie pracy, to wskaźnik spełnienia automatycznie spada. Dlatego naprawdę ważne jest, żeby działać według zasady „jak pracujesz, to pracuj, jak się opieprzasz, to się opieprzaj”.

4. Nagroda

Jak pracuję nad czymś długo i skutecznie, to staram się wynagrodzić sobie ten trud. Albo wychodzę gdzieś ze znajomymi, albo idę sobie pobiegać, albo robię sobie wieczór „bejowania” czyli nicnierobienia. Niestety, ten stan zdarza mi się rzadko, ale wiem, że to jest bardzo potrzebne. Nie wierze, że ci wszyscy super pro trenerzy rozwoju nie mają takich dni : ) One są potrzebne, tylko niewielu się do tego przyznaje. Jeżeli po kilkunastu dniach zapieprzu zdarzy mi się „dzień lenia”, to przyjmuję go z uśmiechem na twarzy, bo wiem, że odpoczynek w formie obejrzenia jakiegoś serialu, filmu, poczytania głupot w necie jest potrzebny. Choćby po to, żeby mieć o czym porozmawiać ze zwykłymi zjadaczami chleba. Grunt to nie przeginać, bo wszystko jest po coś.

wieden02

5. Kontrola wskaźnika

Na końcu każdego dnia robię sobie taką szczerą analizę w myślach. Myślę o tym, co zrobiłem i oceniam swój wskaźnik spełnienia. Czasem łapię się na tym, że w „sumie fajny dzień, ale trochę żal, że nie pobiegałem” i w tym momencie podejmuję decyzję, że się ruszę, choć na 15 minut. Wracam po godzinie, osiągam stan euforii i z przyjemnością zajmuję się punktem 4. z tej listy.

6. Solidna praca

Zacząłem się jeszcze bardziej przykładać do mojej pracy i tego, co robię. Projekty realizuję tak, żeby dawały mi uczucie dumy i zadowolenia. Poświęcam więcej czasu na takie zmiany i przyniosły już wiele dobrego. Czas po roku uaktualnić portfolio.

6 prostych sposobów, które sprawiły że odżyłem i zacząłem działać na pełnych obrotach. Dodatkowo mam czas na to, żeby coś obejrzeć, poczytać i nie mieć przy tym wyrzutów sumienia, że marnuję czas. Zamiast pakować w siebie sztuczną motywację płynącą z filmików na youtubie lepiej po prostu działać i znaleźć siłę w głębi siebie samego. Najpiękniejsze paliwo motywacyjne!

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Z tym początkiem dnia to jest racja:)! Ja np. mam o wiele lepsze dni, gdy z rana MUSZĘ się zwlec, np. zajęcia, praca. Gdy jednak nic nie wisi nade mną, to w ruch idzie facebooczek, czytanie blogów, przekopywanie internetu i ani się obejrzę, a mija parę godzin, a ja czuję się jakaś taka zmęczona ;). Ludzie to w ogóle takie śmieszne twory są :)

  • W poniedziałki i piątki chodzę na zajęcia jogi, na 7 rano. Powitanie słońca z okien patrzących w stronę nieba, to jest coś. W ten sposób każdy mój weekend zaczyna i kończy się bardzo energicznie.

  • Ze schroniska weź psa :). Rytm porannych spacerów cudownie wpływa na rytm dnia.

    • Chciałbym, ale Pan co jakiś czas wyjezdzalby i psisko bedzie tęskniło :)

  • Kuba

    Pozwolisz, że sprowadzę to do małych kroczków, bo oczekiwanie po pierwszym dniu 100% euforii i czystej motywacji, może być demotywujące. Można ten wskaźnik czystej motywacji podzielić na 10 „miarek” i nie mieć do siebie pretensji, że jest to tylko 10% – bo to jest czysta motywacja! O to chodzi, żeby ją w ogóle czuć, nie, żeby od razu była 100, a najlepiej 110%.

    Co do początku dnia – zgodzę się. I ja np. staram się kończyć i zaczynać dzień z książką – choćby jeden rozdział, a jak nie – jedną stronę.

    • Oj, zdecydowanie trzeba to podzielić i nie zawsze oczekiwać 100%. Myślę, że 80% to już dużo :)

  • Piotr

    Ja na nic nierobienie mam inną nazwę – „barłożenie” :))

    • My ze znajomymi nazywany to bejowaniem ;)

  • Zdecydowanie warte rozpatrzenia :-) Chyba coś w tym jest. Jak się wkręcę w robienie czegoś konkretnego to czas szybciej mija i czuję, że coś zrobiłem. a nie jakieś pitupitu

  • Kamila

    Witam! ja po całym dniu ,,dużorobienia,, często padam na kanapę i myślę ,,kto mnie umyje,, ale jak zrobie bilans że tyle pożytecznych rzeczy zrobiłam to zwlekam się i z energią biorę prysznic! ale radość trwa krótko bo jak powiada mój mąż ,,roboty nie przerobisz,,!! – i chyba ma rację niestety:)

  • beata

    Ja bym jeszcze powiedziała: Robienie jednej rzeczy na raz, choc takie podejscie w dzisiejszych czasach … nie jest na czasie. Pozdrawiam. Fajny ten wspolczynnik samozadowolenia (wykorzystałam u siebie we wpisie, ups zapomniałam do Ciebie podlinkowac. Czy będziesz mnie scigał za plagiat. Pozdrawiam Hardaska (Beata)

  • uwielbiam twoje wpisy, zawsze pokazują mi „weź się ogarnij”, „weź już nie narzekaj” w taki dosadny sposób, słowem, dają mi po ryju, czego aktualnie potrzebuję. śniadanie jest super ważne! zawsze jedź dobre śniadanko, ono daje nam energię na resztę dnia :)

  • „Wskaźnik spełnienia” zabrzmiał jak w Simsach :D No wiesz, wskaźnik zadowolenia itd ;)
    A tak serio – listy zadań są super – popieram zawsze. Ale nie ma co brać na siebie za dużo na jeden dzień, bo jednak dzień ma ograniczoną ilość godzin.
    Nie zaglądałam przez jakiś czas i teraz nadrabiam posty, tyle tu dobrego. Ściskam mocno!

  • gunciara

    Świetny blog! Trafilam calkiem przypadkiem od niechcenia przegladajac internet na wykladzie…. i naprawdę mnie wciagnal! Przeczytałam wprawdzie dopiero pare wpisow ale juz jestem pod wrażeniem i szczerze powiem ze nie moge doczekać kiedy zaczne znów czytać Pana posty :p chce zaczac od początku i gorąco wierze ze moze ten blog postawi jakos moje nudne studencie zycie na nogi i byc moze otworzy mi oczy ;) dziękuję i pozdrawiam a linka do bloga bede rozsylac po znajomych ;)

Przeczytaj poprzedni wpis:
18 pozytywnych filmów, które musisz zobaczyć