Życie Online

Powiadomienia na Facebooku, maile, telefony – wszyscy czegoś chcą. Masz stać na baczność i być ciągle online!

Ostatnio dużo czasu spędzam przy komputerze. Zauważyłem jednak, że nie jest to czas poświęcony pracy – niepostrzeżenie wpadłem w spiralę serwisów społecznościowych i ciągłego sprawdzania wszystkich internetowych gówien.

Odpowiadam szybko na maile, odbieram masę telefonów, a na Facebooka wchodzę w każdej wolnej chwili. Nic dziwnego, że czuję się tym przytłoczony, bo brakuje mi czasu dla siebie. Ciągle ktoś czegoś chce, a ja żyję pod presją telefonu i bycia online.

norwegia01

Zacząłem się zastanawiać, jak mogę to zmienić, i postanowiłem, że potrzebuję dystansu, muszę się od tego odciąć. Bo czy jeżeli nie odbiorę telefonu w danej chwili, to stanie się jakaś tragedia? Czy jeżeli odpiszę na tego maila trochę później, to wydarzy się coś złego?

Niepostrzeżenie wpadłem w spiralę serwisów społecznościowych i ciągłego sprawdzania wszystkich internetowych gówien

Wymyśliłem sobie kilka nawyków, które od paru dni praktykuję:

1. Posprzątałem na Facebooku – Po raz kolejny przeczyściłem listę znajomych pod względem treści. Teraz na tablicy wyświetlają mi się tylko te informacje, które chcę tam widzieć. Unikam też ciągłego zbliżania się w okolice jego paszczy i zębisk (np. wylogowałem się na stałe w przeglądarce), bo wystarczy, że niczego nieświadomy człowiek tylko stanie obok, a ten potwór społecznościowy od razu go pożre!

2. Usunąłem Facebooka w telefonie – Jadąc autobusem, zawsze sprawdzam Facebooka. A przecież kiedyś czytałem książki – już niemal zapomniałem, jak to się robi. Od momentu wykasowania aplikacji, codziennie łapie się po kilka razy na tym, że wyjmuje telefon, żeby sprawdzić co tam na Facebooku się dzieję.

3. Do śniadania jestem offline – Od jakiegoś czasu pierwszą rzeczą, jaką robiłem po przebudzeniu, było łapanie za telefon i szybki przegląd tego, co wydarzyło się w nocy. Paranoja : ) Nowe, lepsze podejście – Internet włączam, dopiero gdy zrobię sobie śniadanie. Chwila wytchnienia po przebudzeniu jest potrzebna.

norwegia02

4. Tryb offline między 12:00 a 14:00 – Codziennie w tym czasie jestem niedostępny dla świata, mimo że są to godziny mojej pracy. Przeznaczam je na działanie twórcze – chcę po prostu sprawdzić, jak będzie mi się tworzyło, gdy nic nie będzie walczyło o moją uwagę. Nie wiem, co stanie się ze światem, ale jakoś musi sobie beze mnie poradzić. Nawet Spider-Man od czasu do czasu zdejmował maskę, żeby odpocząć.

5. Wieczór dla siebie – Często łapię się na tym, że jeszcze wieczorem coś tam załatwiam i nad czymś dłubię. Zazwyczaj to nic takiego – mail, telefon do klienta czy rozmowa z programistą. Jasne, czasem akurat trzeba, bo pojawia się jakiś palący problem, ale zauważyłem, że znów wciągnąłem się w takie wieczorne zadania. Chcę, żeby teraz wieczory były dla mnie. Niech to będzie czas, w którym robię coś dla siebie: piszę, tworzę, biegam, ćwiczę lub po prostu spędzam go z bliskimi.

5 prostych nawyków, nad którymi pracuję od paru dni. Kilka razy już złapałem się na tym, że odruchowo wpisuję w okno przeglądarki: Facebook (a przecież miałem pracować!) lub w autobusie wyciągam telefon, żeby podczas jazdy sprawdzić maile. Hamuję się jednak i… bardzo mi z tym dobrze.

Zyskałem trochę przestrzeni w życiu, czuję, że to ja decyduję o samym sobie, a nie inni za pomocą maili i powiadomień. Jeszcze za krótko, żeby wyciągać z tego wnioski, więc na podsumowanie takiego eksperymentu poczekajcie do połowy lutego.

KOMENTARZE CZYTELNIKÓW

  • Lavinia

    Ja tez ostatnio zauważylam, że coraz ciężej mi się odkleić od monitora, a tak naprawdę w kółko i kółko sprawdzam te same strony. Niestety, ale trzeba coś z tym robić i myślę, że właśnie zmiana nawyków nawet dzieki takim prostym krokom które opisałeś, jest niezbędna. Trzymam kciuki, że Facebook Cie nie pożre i że wytrwasz jak najdłużej, bo życie TYLKO online jest naprawdę bardzo niebezpieczne!
    Pozdrawiam :)

  • Ja przez dłuuuugi czas miałam problem z ciągłym byciem online, ale wszystko się zmieniło przez przymusowy detoks jakim byl dla mnie ponad 3 miesięczny pobyt za granicą. Początkowo nie miałam tam w ogóle internetu, a potem jakoś nie chciało i się wcale z niego korzystać bo tyle w okół się działo! Po powrocie obiecałam sobie, że nie dam się na powrót wciągnąć w te bzdety i nie będę marnować czasu przy kompie (podkreślam MARNOWAĆ). Chwilami było ciężko ale zauważyłam, że jak człowiek się w coś wciągnie offline to nagle komputer czy telefon przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Ja tak miałam i w listopadzie i w październiku kiedy łapałam się na kilkudniowych nieobecnościach w sieci (a jeszcze parę miesięcy temu było to nie do pomyślenia!). Po prostu warto zacząć coś robić offline, spotkać się z ludźmi, dobrze się bawić i cięzko pracować nad czymś co sprawia nam jednocześnie przyejmność a wtedy fejsiki i insta znikną.

    • Ja jak jestem w podróży to też nie mam problemu z kompem. Sprawdzę maila, wrzucę wpis na blogi ruszam zwiedzać dalej :) Wręcz uwielbiam to :)

      • No, właśnie – w podróży jest na tyle ciekawie, że nie potrzebujemy facebooka i netu niemal do niczego, prawda? :)
        Właśnie wróciłam z miesięcznej podróży po Indiach. Połączenie internetowe miałam tam od wielkiego dzwonu i w dodatku tak kiepskie, że właściwie jedyne, co mogłam zrobić to było sprawdzanie maili (och, ile to zresztą trwało!). Czy tęskniłam za dostępem do Sieci? Właściwie brakowało mi jedynie tego, że nie mam jak wrzucić postu i skontaktować się z rodziną.
        A teraz wróciłam i nadrabiam – maile, wiadomości, face… Wniosek? Trzeba dać się pochłonąć na tyle ciekawym zajęciom, żeby zapomnieć o tych wszystkich internetowych przeszkadzaczach. Nieważne, czy jesteśmy w Indiach, Stanach, w busie, w pracy czy w domu.

  • Olaf Goj

    Skoro już jesteśmy w tym temacie, to polecam wszystkim zainteresowanym książkę „Siła nawyku”. Jestem właśnie w połowie i jest bardzo fajna. Są w niej opisane mechanizmy, według których działają nawyki; do tego jest sporo historii prawdziwych ludzi, którzy osiągnęli sukces dzięki nieustannej pracy nad poprawianiem i wykształcaniem nowych nawyków, co dodatkowo motywuje.

    • Sara Parker

      Czytałam, faktycznie świetna książka. Każdego da się „wytresować”, wystarczy trochę samozaparcia i idzie jak z płatka :)

  • Brak FB w telefonie. Znam to dokładnie. Laptopa mam tylko stacjonarnego (musi być do prądu podpięty cały czas), więc internety w autobusie, na uczelni, w pracy odpadają. I wieczorny nawyk, gdy czuję, że za długo siedzę, to stwierdzam, że najlepsza pora iśc spać. Szybko wszystko zamykam i sruu do wyra. To jest siła nawyku. Jak się odzwyczaimy przez kilka tygodni, to potem aż źle się czujemy, gdy mamy to z powrotem. Cudowne uczucie, gdy po dłuższym wyjeździe nie mam ochoty na Facebooka, poczta i inne. Aż chce się żyć!

  • bardzo dobry post. ja też uważam, że za dużo czasu spędzam przy Internecie. a nawet nie mam smartfona i tych wszystkich aplikacji! a mimo to czuję się jakoś uzależniona, jak jestem w domu, komputer jest zawsze włączony i jakoś tak mimowolnie co chwila coś w nim sprawdzam. bardzo się cieszę, że przynajmniej Internet w telefonie mnie nie dopadł :P

    http://kochajaclato.blogspot.com

  • dobry pomysł ! szczególnie z tym śniadaniem, bo nie ma nic gorszego niż jak ktoś Cię zdenerwuje/popsuje humor już przed śniadaniem :)

    a jeśli chodzi o telefon – ochhh gdyby tak wszyscy zrobili i przestali oglądać fejsa na spotkaniach ze znajomymi ;)

    • No to sprwdzanie fejsa to takie automatyczne. Ciągle się łapie na tym. Co się ze mną podziało :)

  • Dagmara

    Jednym z moich noworocznych postanowień jest: jeden dzień w tygodniu bez komputera. Niby nic wielkiego, ale wyjdzie mi to na dobre. :)
    Ale to o czym piszesz, to jak widać szerszy problem. Tak jak piszą inni, też siedzę na komputerze i w kółko sprawdzam te same strony. Nic nowego się na nich nie pojawia, a trudno czasem się odkleić.
    A ostatnio wystarczyła jedna dobra książka, by na dwa dni kompletnie zapomnieć o komputerze.
    Tak więc trzymam za Ciebie kciuki Maju i za siebie zresztą też :D
    Pozdrawiam

  • Emilja

    No cóż… pozostaje mi życzyć powodzenia, bo ja akurat z FB walczyć nie muszę. Jak pracuję jest wyłączony (włączam kartę w przerwach i sprawdzam tylko powiadomienia), w telefonie nie mam, bo jestem szczęśliwą posiadaczką telefonu nie będącego smartfonem :)
    Przez świąteczną przerwę miałam trochę problemów z Twitterem – tam obserwuję wiele stron branżowych i to naprawdę mnie pochłaniało (tłumaczyłam sobie że przecież to rozwojowe ;). Znajoma dała mi rozwiązanie – Pocketa. Zainstalowałam sobie wtyczkę w przeglądarce i to, co mnie zainteresuje jednym kliknięciem wrzucam tam. I wizyta z 2 godzin skraca się do 5 minut, a ciekawe artykuły zostają na wolna chwilę.

  • Co racja to racja. Ten potworek z niebieską faviconą pochłania. Przymierzam się też do kolejnych czystek, żeby się barachło na ścianie nie pokazywało. NA szczęście jeszcze mnie w całości nie pochłonął i mam czas na inne, bardziej ludzkie i offline’owe tematy. :)

  • Przyłączam się, bo zdecydowanie za dużo mnie online. Próbuję z weekendami i po pierwszym offlinowym stwierdzam, że będzie ciężko. Komputera nie wyjęłam z torby, ale telefon to moje przekleństwo ;)

  • ja

    ależ problem macie, ja mam odwrotnie – chciałabym mieć kogo obserwować na fejsie, z kimś pogadać w komunikatorze, do kogoś zadzwonić czy popisać na viberze………

  • Natalia

    Michał! Uwielbiam Twojego bloga, nawet nie wiesz jak bardzo mnie motywuje do działania :) Mam do Ciebie tylko jedno pytanie, przepraszam że tak intymne i osobiste. Jeśli nie chcesz, nie odpowiadaj. Mianowicie chodzi mi o Twoją wiarę. Czy wierzysz w Boga? praktykujesz i chodzisz do kościoła? Czy prosisz Boga o pomoc i opiekę w trakcie podróży?

  • An

    Ja trochę bardziej radykalnie, po prostu usunęłam facebooka :D I żyję, odkryłam, że mam zadziwiająco dużo czasu :)) Ogólnie mam w planach na jakiś czas odciąć się od świata online, taki mały detoks :)

  • Oj, tak dystans do wszystkiego wskazany. W końcu to my mamy zarządzać wynalazkami, a nie na odwrót ;)

  • A ja przeciwnie – parę raz próbowałem się wciągnąć w Facebooka i nie wychodzi :D Przeglądam Aktualności jeden dzień, drugi… na trzeci już mi się nie chce :D Nie wiem co wszystkich tak pociąga w FB, przecież tam nie ma nic ciekawego… treści które zamieszczają znajomi… no są takie, że jakbym miał tak dłużej regularnie je przeglądać, to połowy osób z listy chyba nie chciałbym znać :D (za dużo lansu, bycia na siłę zabawnym, zdjęć dzieciaków /jakby mnie to obchodziło/, śmiesznych treści /które równie dobrze mogę sobie znaleźć poza FB/ itp., i nie wierzę że Wasze aktualności wyglądają inaczej ;) ).

    • Nie wiem jak wygląda to u innych ale u mnie to działa tak:
      1. Na jednej grupie ze znajomymi umawiamy się na jakiś wyjazd / na jakąś imprezę i trwa zażarta dyskusja -> Dostaje powiadomienia.
      2. Na drugiej grupie dyskutują blogerzy o jakimś problemie. Gdzieś tam się wypowiem, żeby komuś pomóc > dostaje powiadomienia.
      3. Kilka wiadomości od klienta (któremu nie wiem już jak wytłumaczyć, że takie sprawy to na maila, nie na FB, od znajomej, która pyta o jakiś link do filmu, od kumpla, który pyta o coś itp.

      4. W wydarzeniu ktoś wrzuca fotki z sylwestra. > dostaje powiadomienia.

      O i tak. Ciągły zapierdol : )

      • Monika

        wylacz te cholerne powiadomienia ?!!!

  • Ledwo odeszliśmy od stołów Wigilijnych, bawiliśmy się w Sylwestra i… kilka dni codzienności i stare nawyki wracają. Dobry pomysł z tym odłączeniem. Trzeba po praktykować. Dzięki za inspiracje! :)

  • dobs

    Ja co jakiś czas nerwowo spoglądam czy nie ma już nowego wpisu na zyciejestpiekne.eu I co tu teraz zrobić?

  • Beata

    I słusznie, lepiej coś poczytać, książki dają tyle radości:)

  • Damian Pszonak

    Jestem tym szczęśliwcem, który nie zauważa u siebie tego problemu :D Może to oznaczać dwie rzeczy, albo go nie ma, albo jest tak duży, że mi umyka :P

  • Monika

    Kazdy nawyk mozna zniwelowac , ja juz od dawna nie daje nowych wpisow na FB , i widze ze duzo ludzi robi podobnie ( a moze to ja robie to co inni ?) , rowniez zarezerwowalam sobie limit na FB na jedna wizyte dziennie . Wiecej mi nie trzeba , rowniez ustawiemiach zmieniam sobie zeby nie dostawac emili z komentarzami pod moimi lub skomentowanych przezemnie postow . Widze z komentarzy , ze duzo ludzi lapie sie na uzaleznienia internetowe …Zaczyna sie tak jak z tv , nikt nie oglada juz tv z programem tylko skacze z kanalu na kanal , a w taki sposob wlasnie mozna przed tv przesiedziec niepotrzebne godziny ,tak samo z internetem , niepotrzebnie skaczemy ze strony na strone , zamiast przegladnac tylko to co jest nam wlasnie potrzebne .

  • KuMarzeniom.pl

    Ja ostatnio zauważyłem, że u mnie jest podobnie. Nawet podobny wpis miałem zrobić hehe. Ustaliłem sobie 14 dniowy test, gdzie postaram się ograniczyć czas „dla Facebooka” do minimum. Myślę, że spokojnie 10 min wystarczy by przejrzeć wiadomości i inne powiadomienia :) Zobaczymy co z tego wyjdzie.

  • Navy Light

    W zeszłe wakacje zrobiłam sobie miesiąc bez Facebooka i na początku też było trudno. Na przykład z przyzwyczajenia logowałam się i dopiero po chwili przypominałam sobie, że przecież nie powinnam tego robić. A później, jak już się odzwyczaiłam, zauważyłam, że Facebook wcale nie jest mi potrzebny do życia. Chyba znowu muszę zrobić sobie „odwyk” i nabrać dystansu, bo widzę, że to jest cholernie uzależniające i wciągające.

  • Bardzo dobre podejscie ;) Chyba skorzystam i usunę fb z tel. i inne aplikację które zabierają mi czas głownie w pracy. Może w końcu nadgonię to co powinno być zrobione na wczoraj ;)

  • nah

    ciekawych macie znajomych jak tak musicie sprawdzać FB co chwilę, ja mam samych debili więc i nie ma czego sprawdzać na szczęście

  • Dobrą metodą jest ustawienie sobie timera w komórce i przeznaczenie ustalonego czasu – dziennego limitu na konkretną „głupotkę” typu fb czy gra.

Przeczytaj poprzedni wpis:
Jak działem się w 2014r. ?